Związki (nie)idealne.

Związki (nie)idealne.

Jeżeli siedząc nad zimnym piwem w totalnej samotności, kończąc właśnie dwuletni, nieudany związek, który okazał się marnotrawstwem czasu i energii, a byłego już partnera z całym szacunkiem, najcieplej nazwać możecie penisem albo wstrętną cipą, to pamiętajcie, że nie, nie ma idealnych związków. Nie istnieje wygładzona droga do osiągnięcia czegoś, co w waszym mniemaniu jest tak fantastyczne i idyllistyczne, że idzie umrzeć na kochanie. Czy wy wiecie, że związek, za którym przed chwilą zamknęliście drzwi wcale nie musiał być aż  tak nieudany, jak wam się wstępnie wydawało?

Wszystkie na pozór idealne pary, które ku średniej uciesze waszych oczu mizdrzą się przed wami, ocierają się gdzie nie powinny, nadają tonowo na zbyt różowych falach i wywołują stałe poczucie związkowej porażki, gwarantuję, nie szydełkowały przez całe życie serduszkowych pokrowców na poduszki, nie obierały ziemniaków na kształt motyla, nie przybijały sobie piątki w zgodzie na każdy, nawet najmniej podążający życiowym golom pomysł. Co robiły? Walczyły. Bardziej lub mniej, emocjonalnie lub wręcz wcale, ale nie leciały na tafli pierwszego, zakochańczego porozumienia do samego końca. No proszę was! Kryzysy, słyszeliście o tym?

Ale do brzegu.

Przeglądając moje zdjęcia i czytując tkliwe wypociny o miłości, o tym jak się poznaliśmy i jaką drogę przeszliśmy, zakładam się, oczy zostały przewrócone milion razy, ktoś tam odklikał, że nie lubi, ktoś rzygną cztery razy tęczą z nadmiaru wrażeń i wszechobecnego uwielbienia. A co gdybym powiedziała wam, że paliwem napędowym mojego udanego (w subiektywnym odbiorze) życia są te emocjonalne góry i doliny? Co jeżeli mamy się ochotę zabić systematycznie raz w tygodniu tylko po to, żeby chcieć się za chwilę godzić. Co jeżeli okulary Grześka zostały strącone celną elipsą mojej otwartej ręki, tylko po to, żeby dwie godziny się do siebie nie odzywać a później godzić dwa dni? I problemy, które przychodzi nam non stop rozwiązywać… Co bym robiła, gdzie bym była gdyby nie to? Czy oby na pewno tu gdzie teraz?

Moi wspaniali dziadkowie, niestety świętej pamięci jedno i drugie, spędzili ze sobą blisko pięćdziesiąt lat. Patrząc na nich z perspektywy dziecka i nastolatki odbieram te dwie fantastyczne persony jako model i ideał do naśladowania. Jako swego rodzaju klucz do osiągnięcia sukcesu. Och jacy cudowni byli, matko! No… Paprocie babci kilka razy leciały z pierwszego pietra na parter, w komplecie z donicami – przeszkadzały dziadkowi w odbiorze telewizji. Zasłaniały, babcia zawsze miała rękę do kwiatów. Babcia jarała na potęgę, dziadek tego nie znosił. Czasem zakurzył jak się zestresował, nigdy się nie zaciągał. Serio. Mieli zupełnie inne podejście do życia, dwa zupełnie inne charaktery. Ponoć darli koty na każdym kroku. „Stary cep”, taka pieszczota z ust babci w kierunku dziadka. Momenty bezgranicznej miłości przeplatały się z chwilami zniechęcenia, może nawet nienawiści. Może. I te dwa skrajne bieguny wychowały razem troje szczęśliwych dzieci dając im wskazówki jak przeżyć życie, stając się niesamowitymi autorytetami dla własnych pociech ale i pokolenia wnuków. Kiedy babcia umierała w domu do samego końca stał przy niej dziadek, to on ją znalazł, on złapał za rękę. Zbyt długo bez niej nie wytrzymał, dacie wiarę? Odszedł dokładnie rok później. Do samego końca było mu pusto.

Nie będę generalizować, że to jedynie słuszna droga do przeżycia razem lat. Każdy pewnie ma indywidualną receptę na utrzymanie kutra na fali. Wywalczyłam sobie mostek w światopoglądach w pocie czoła, ale też nie staram się na siłę oszukać swojej walecznej natury. Nie nudzę się, co sprawia, że przeżywam więcej i bardziej się wczuwam w naprawianie.  Bo chodzi o to, że definicją udanego związku wcale nie musi być ta odgórnie narzucona, pospolita, że porozumienie bez granic, że kochanie nie rób, ja za ciebie odśnieżę dwa kilometry chodnika przed domem, że moja żona Zofia, taka idealna. To jest to cholerne subiektywne uczycie, że mimo złomu i syfu, z którym przychodzi mi się użerać, mimo gnoju, który czasem trzeba przerzucić – kocham gościa. Chcę tu zostać.

Szanowni czytelnicy: Związek Małżeński między Starym Cepem a mną zostanie zawarty 22. Sierpnia 2015 w Łodzi. My to sobie wywalczyliśmy, rozumiecie? My o to nadal walczymy. Fuckin’ super. Tyle.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

21 komentarzy

  • ~embe187

    06.05.2015 at 15:39 Odpowiedz

    Pięknie i życiowo zarazem 🙂

  • ~Marta

    06.05.2015 at 15:55 Odpowiedz

    I nigdy nie odpuszczajcie. Amen 🙂

  • ~Paula

    06.05.2015 at 16:09 Odpowiedz

    Kurcze. Super. Gratuluję. W pełni się zgadzam z Tobą. Związek to tez ciężka praca która poplaca bo ja kocham swój dom i kocham do niego wracać 🙂

  • ~Mama Neli

    06.05.2015 at 16:30 Odpowiedz

    Fuckin’ super!! Gratulacje!!!!

    P.s. ja walcze z Niemalzem niemal kazdego dnia od 10lat i systematycznie kalkuluje czy dlugo w pierdlu bym musiala za tego padalca garowac, a nadal szloch szczescia wieznie mi w gardle jak klade sie spac do lozka, w ktorym on juz dawno chrapie, a on przez sen przytula, mruczy mi w ucho: „gdzie sie szlajasz po nocy Stara Cholero, nie moge spac bez Ciebie” to chyba milosc 🙂 😛

  • ~Wiola

    06.05.2015 at 17:11 Odpowiedz

    No my na tej fali wzajemnego uwielbienia płynęliśmy 10 lat. Gubiąc sie po drodze,coraz bardziej patrząc na siebie pustym wzrokiem. Cieszę sie ze przyszła burza i chociaż trwała prawie 3 miesiące dała nam strach ze możemy siebie stracić. A to juz całkiem dobry powód zeby sie znowu starać. Tego Wam zycze by nie było zbyt łatwo bo człowiek szybko sie przyzwyczaja.

  • ~Monika

    06.05.2015 at 19:46 Odpowiedz

    Wpis się zaczynał jakoś tak nieprzyjemnie a tutaj okazuje się, że należą się Wam szczere gratulacje i same dobrze życzenia.

    Fakt, związek to ciężki kawałek chleba, trudny orzech do zgryzienia. I podobna woda, do której się dwa razy nie wejdzie. A jednak, ja weszłam i teraz jestem bardzo szczęśliwa. Cieszę się, że znów jestesmy ze sobą. Potrzebna nam była przerwa by zrozumieć jak bardzo siebie potrzebujemy, by być szczęśliwymi.

  • ~mika

    06.05.2015 at 21:39 Odpowiedz

    Chcę zobaczyć taki sam wpis za 20 lat 😀 Gratuluję.

  • ~Jagoda

    07.05.2015 at 09:41 Odpowiedz

    No i się poryczałam, prawie nic nie widzę przez te grochy co mi lecą. Z moimi dziadkami było bardzo podobnie, przeżyli razem wojnę i swoje małe własne wojenki też przeżywali ale w tym wszystkim bardzo się kochali, babcia zmarła pierwsza a dziadek dwa lata po niej z bólu i pustki jaką mu zostawiła w sercu.
    Ja też mam swoją wielką miłość i wielkie wojny ale życia sobie nie wyobrażam bez mojego męża i nie wiem co by się stało gdy go teraz zabrakło.
    Dobrze piszesz :).
    No i wszystkiego dobrego życzę i żeby Wam siły na kłótnie nie zabrakło bo nudno będzie ;).

  • ~malina

    07.05.2015 at 15:42 Odpowiedz

    gratulacje! my też ślubujemy w sierpniu, ale nie w Łodzi 🙂
    I słusznie prawisz, dla mnie prawdziwą miłość poznasz właśnie po tym, że chwile od rzygam tęczą przeplatają się z planowaniem zbrodni doskonałej na nim/niej. własnego lubego tyle już razy miałam ochotę wykopać za różne przeróżne (on mnie również), ale wiem, że bez niego to już nie będę ja. mimo działania sobie konkretnie na nerwy, a oboje wiemy, gdzie uderzyć, żeby porządnie wk***ć to drugie, to kochamy się tak naprawdę. i z tej okazji też chcemy być mężem i żoną. i kropka 🙂

  • ~Rita

    07.05.2015 at 20:42 Odpowiedz

    U mnie ta sama data tylko że w 1998 r 🙂

  • ~lavinka

    08.05.2015 at 16:00 Odpowiedz

    W mojej rodzinie nie udało się zbyt wiele małżeństw, same rozwody albo szybkie owdowienia, nie mam właściwych wzorców, ale się staram. Kiedyś, pamiętam, oglądałam zachowanie małżeństwa z wieloletnim stażem. Burczeli na siebie przez pół dnia, szczerze przypieprzali się do siebie, by potem za chwilę wspólnie rozbijać namiot i dzielić się robieniem posiłków. Każdy miał swoje obowiązki. A że czasem jedno na drugie trochę posarkało… takie jest życie.

  • ~Matka Córek

    10.05.2015 at 21:17 Odpowiedz

    przyjadę rzygnąć tęczą :*

  • ~Dorota

    10.05.2015 at 21:22 Odpowiedz

    23 sierpnia tego roku świętujemy z mężem 35-tą rocznicę ślubu. I tego wam życzę i jeszcze więcej. Łatwo nie będzie- ale warto. Pozdrawiam serdecznie ze Szczecina 🙂

  • ~Adam

    12.05.2015 at 23:30 Odpowiedz

    Świetny życiowy tekst. Nie ma związków idealnych no chyba, że tylko w filmach. Miłość to nie tylko same słodkie chwile, ale też frustracja czy ciężkie dni. Najważniejsze, by zawsze darzyć się szacunkiem i miłością bez względu na wszystko inne. Ja z moją małżonką obchodzę niedługo 25 rocznicę. Nawet nie wiem kiedy zleciało.

  • ~Ilona

    12.05.2015 at 23:35 Odpowiedz

    Nie ma idealnych związków, ale najważniejsze to siebie szanować, bez tego nie będzie nic. oza tym zawsze się o cos kłócimy, zawsze cos komuś przeszkadza, nie pasuje cos drug osobe denerwuje. Nie ma ideałów, ale trzeba pamiętać ze bez szacunku do drugiej osoby nie uda się nic…ja o tym pamiętam i jak na razie dajemy rade 😉

  • ~Mateusz

    14.05.2015 at 18:22 Odpowiedz

    Dobitnie i prawdziwie zarazem 🙂
    Nie raz widziałem jak młodzi, którzy szczebiotali do siebie na początku znajomości, po czasie, gdy przyszła normalność i codzienność rozstawali się bo uważali, że to nie tak powinno być. Guzik prawda, dopiero codzienność pokazuje nam ile warte jest nasze uczucie i czy potrafimy o nie dbać.

  • ~Fredka

    16.05.2015 at 21:39 Odpowiedz

    Masz rację! Życie to nie bajka, w której odpowiada się tylko: „Tak kochanie!” A w ogóle to ostatnio znalazłam taką książeczkę dla małych dzieci „Jak to działa?”. Napisała ją Paulina Wojnarowska. Ale znalazłam tylko ebooka. Nie wiecie, czy mogę ją dostać w formie papierowej? Bo jest strasznie fajna, trochę śmieszna i moja córeczka ją uwielbia, ale nie chce mi się włączać komputera za każdym razem jak chce jej posłuchać.

  • ~Gośka

    18.05.2015 at 12:52 Odpowiedz

    W takim razie ALLELUJA i obiecuję solennie wypić w ten dzień Wasze zdrowie 😀 może nie czerwonym półsłodkim, ale białe półsłodkie też chyba może być 🙂
    p.s. tak po cichutku – uwielbiam czytać Twojego bloga, serio 🙂 w końcu nic nie jest przesłodzone i czytając o Twojej córce, to mniej więcej tak samo, jakbym czytała o własnym synu 🙂

  • ~maf

    18.05.2015 at 15:09 Odpowiedz

    Ja mojego męża kocham nad życie, nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być. Jest najlepszym co mi mogło stanąć na drodze, no i dzięki niemu mam dwóch synów (jednego dwuletniego i drugiego jeszcze w brzuchu;)) A że mnie wkurza niesamowicie czasami, że mam ochotę mu przyp…lić to już insza inszość;)

    • ~Maria

      22.06.2015 at 12:37 Odpowiedz

      Moje kochanie tez mi czasem wychodzi bokiem ale bez Niego nie byłabym szczęśliwa a i jeszcze jednego maluszka musimy zrobić 😉

  • ~Andrzej

    20.05.2015 at 19:37 Odpowiedz

    Jestes mistrzem! 🙂 Nie ma co, trzeba to otwarcie przyznac, nie znam nikogo drugiego, kto ma az tak wielki talent do pisania, ani nie czytalem nigdy nic tak swietnego. Jestem pod ogromnym wrazeniem tego co u Ciebie mogę przeczytac, widze, ze orientujesz się w tematach o których piszesz, a to jest wazne, ponieważ wiele osob wypowiada się na tematy na których się nie zna 🙂

Post a Comment