Złe dobrego początki.

Złe dobrego początki.

Z Grześkiem znamy się bardzo długo. Celowo napisałam „znamy” a nie „kochamy”, bo do tego przyszło nam trochę dochodzić. Chodziliśmy do tych samych szkół, jeździliśmy na te same obozy i kolonie, mijaliśmy się w kolejce do sklepiku szkolnego minimum kilka razy dziennie, stojąc w szkolnym polowaniu na andruty i rurki z oranżadą. Myślami wracając do pogoni za kotletem, kiedy na długiej przerwie obiadowej otwierały się drzwi każdej sali lekcyjnej, a z nich jak z kranu wylewała się głodna horda buzujących młodzieńczych hormonów, przed oczami gdzieś niewyraźnie miga on.  Mając naście lat interesowali mnie inni faceci, no klops do potęgi, co poradzę. Chłopak z blizną, najlepiej szkolny playboy, buntownik z wyboru, dla którego zataczałam trzecie kółko po piętrach budynku podstawówki tylko dla tych dwóch sekund złapania się wzrokiem i kołatania serca przez następnych kilka dni. Teraz o tym myślę, koń by się uśmiał. Czym kieruje się młoda macica, szok i niedowierzanie. GG reprezentował może i buntowniczy typ, nosił wprawdzie glany, białą (wstrętną!!) skórę z lumpeksu i jarał szlugi w dwóch palcach jak James Dean, ale do tego wszystkiego wręcz ociekał romantyzmem, który nastoletnią gówniarę w pierwszym bawełnianym staniku odpychał lepiej niż coroczne, obowiązkowe wypady z klasą na rekolekcje. Grał na gitarze, fantastycznie śpiewał, na każde walentynki wysyłał do mnie kartki za pośrednictwem szkolnego, obklejonego sercami pudła. Wszystkie podpisywał. Nie chciał być anonimowy, chciał żebym wiedziała. -Mam cię na celowniku dziewczyno! – wrzeszczały wręcz ręcznie wypisane laurki. A ja nadal po wszystkich wspólnie spędzonych wyjazdach, noszonym za mną plecaku w drodze na Kasprowy, kolonijnym ślubie z pierwszymi, poważnymi przyrzeczeniami i kilkoma podarowanymi różami, nie dopuszczałam myśli, że oto tu, przede mną stoi ojciec mojego dziecka. Osobnik, bez którego nie wyobrażam sobie już praktycznie niczego. Odbierane przez matkę domofony i standardowe cowieczorne pytanie – Grzesiek przyszedł, podejdziesz?! kwitowałam – Powiedz, że mnie nie ma, wymyśl coś, cokolwiek.

10410871_10203424830287691_7919267882688556366_nI co, że ja niby nie wiedziałam, po co on tak za mną chodzi? Po co mi płyty nagrywa, gwałci przycisk „Play” przy Guns N’ Roses, kiedy wpadaliśmy paczką na nielegalne piwo do niego? Jedno na troje.  Nie domyślałam się, dlaczego ciągnie mnie za włosy i śpiewa „Moja Ulijanko, klęknij na kolanko”? Wiedziałam, ale wtedy było mi to zupełnie niepotrzebne. Miałam maksymalnie piętnaście lat. Gówno wiedziałam o życiu. Nasze przyjacielskie, niekiedy ocierające o poufałość relacje, skończyły się dosyć nagle i nieprzewidywalnie. Każde poszło w swoja stronę, zakładając nowe wątki, pisząc osobne rozdziały. W tle błyszczała ślubna obrączka Grześka i moje dwa zaręczynowe pierścionki. Nasza relacja niestety gdzieś zdechła po drodze, nie szukając już winnych, bo na chwile obecną nie ma to znaczenia. Zerwany na długie lata kontakt często upominał się zainteresowania, kiedy melancholijnie myślami wracałam do beztroskich lat i pieczonych przy ognisku tanich kiełbas, na które wyciągaliśmy kasę od rodziców. Ta dziura pukała mi do drzwi głuchym dźwiękiem, coraz głośniej. Im dłużej nie rozmawialiśmy przez telefon, im częściej nie wymienialiśmy się najprostszym „cześć, co u Ciebie słychać?” tym bardziej brakowało mi dźwięku tamtych nieodebranych domofonów. Szczenięca przyjaźń brutalnie umarła z rąk dorosłej rzeczywistości.

– Halo? – odebrałam telefon w pewne wczesne, wrześniowe popołudnie. – Halo, kto mówi? – Walczyłam z ciszą po drugiej stronie.

– Cześć, tu Grzesiek, pamiętasz mnie jeszcze? – Powiedział męski głos w słuchawce a uśmiech na jego twarzy dało się słyszeć nawet na wiecznie trzeszczącej linii taniego GSMa. – Żyjesz jeszcze? – zapytał – bo ja tak, ale co to za życie. Tęskniłem za Tobą stara torbo! Może spotkalibyśmy się na piwo i oddałabyś mi wreszcie te pożyczone dawno temu śpiewniki? I płytę Maanamu też byś mi oddała. Kleptomanko.

Od pierwszego spotkania wszystko potoczyło się w takim tempie, że nawet nie wiem jak i kiedy odbierałam wyniki testu BHCG widząc tlące się we mnie życie. Tzn., wiem jak to się stało, najprostszy i najprzyjemniejszy etap tej całej ciążowej zabawy. Nie wiem, w którym momencie otworzyłam się na człowieka, który stał przy mnie dwanaście lat, kradł ze mną śliwki spod osiedlowego bloku i oddawał swoje kanapki na szkolnej przerwie. Kiedy z twardej młodej dziewczyny stałam się bezradna bez jego obecności, kiedy z mocnego drzewa, osoby porządnie stąpającej po świecie, zamieniłam się w dojrzały, ale jednak kwiat, który domaga się podlania, przestawienia w stronę światła, podcięcia uschłych liści. Domaga się opieki i poczucia bezgranicznego bezpieczeństwa. GG wszedł wtedy, tamtego wieczoru do osiedlowej spelunki, uśmiechnął się do mnie starym, znajomym mi wyrazem. Oczy zabłyszczały mu jak świece. Wszedł i został na zawsze, a ja zaczęłam proces przepoczwarzania się w byt pełny. Przemyślany.

I kiedy kilka dni temu stałam na tej pachnącej Chinolem Gubałówce, po pachy w śniegu i rozprutymi po kostki spodniami, widząc świecidełko utęsknione, wysunięte zza pleców, zalałam się łzami, bo nad przebytą historią postawiliśmy kolejną kropkę. Ja zarzekająca się, że nie, że nigdy w życiu chciałam bardziej niż kiedykolwiek, niż ktokolwiek. Nie z Jezusem i tłustym cherubinem w czarnej kiecy, pouczającym jak żyć, nie z kotletem i głową nagrzanego wuja w bigosie. W upranej bluzce, w wygodnym bucie, z umytymi zębami, ukochać tego starego cepa, z którym tak – chcę brać kredyty i rozliczać PITa.

Wychodzę za mąż. Mam nadzieję już nie wracać. Przybij piątkę stary przyjacielu, Grześku.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

27 komentarzy

  • ~Matka Córek

    07.04.2015 at 21:58 Odpowiedz

    Będzie, będzie zabawa, będzie się działo, try ty ty, Łódź, nadchodzimy <3

  • ~anna.ja

    07.04.2015 at 22:07 Odpowiedz

    I popłynęły łzy po policzku… Zazdroszczę! Pozytywnie zazdroszczę rzecz jasna 🙂 W moim związku tylko permanentny kryzys… O pierścionku z błyszczącym oczkiem marzyć już dawno przestałam 🙁 Ale nadzieja jest nadal, że jakoś się ułoży…

    Cudowną jesteście rodziną! <3

  • ~Emilka

    07.04.2015 at 22:11 Odpowiedz

    Moje gratulacje:) Przeczytałam z zapartym tchem. Po drodze nawet się łezka zakręciła w oku. Nikt tak jak Ty nie potrafi ubrać myśli w słowa.
    PS. Pogratuluj swojemu łebkowi grotowskiemu. A byłby hattrick jakby został z nami. Może się domyśli, o co chodzi;)

  • ~Facet

    07.04.2015 at 22:14 Odpowiedz

    Dajcie tylko znać kiedy i o której a ludzi będzie więcej niż na ślubie Lewandowskiego.
    Bo dobro powraca i każdy kocha historie z happy endem.

  • ~matka-nie-idealna

    07.04.2015 at 22:15 Odpowiedz

    Uryczałam się, kurwa.
    Pomyślności stara torbo!

  • ~Justyna /szmatka i kordonek

    07.04.2015 at 23:06 Odpowiedz

    Czytam i mordka mi się śmieje 🙂 zazdroszczę ze GG poza tym ze jest partnerem to jest przyjacielem to wielkie szczęście…

  • ~liliana

    07.04.2015 at 23:48 Odpowiedz

    I czekam żeby twoich odcinków było więcej niż tych z Mody na Sukces…bo ja tym oddycham…i patrzę dalej niż kiedyś i mocniej i szczerzej i kocham moją domową 3 czyli 2+ mąż….

  • ~Monika

    08.04.2015 at 01:53 Odpowiedz

    Lepiej chyba nie dało się tego opisać 🙂 Gratuluję i trzymam kciuki za udane weselicho a potem każdy dzień małżeństwa! 😉

  • ~mimbla

    08.04.2015 at 07:58 Odpowiedz

    No,rzeczywiście. Czysty Harlekin

    • Mama Rysiowa

      08.04.2015 at 09:27 Odpowiedz

      ja wiem, ale ja to odsłodze tak szybko jak zasłodziłam. Zaraz wam opowiem jakie są relacje prawdziwych związkowych twardzieli 😛

  • ~Kate

    08.04.2015 at 08:01 Odpowiedz

    …wzruszające
    Jak dobrze,że „wtedy” zadzwonił :))

  • ~aga

    08.04.2015 at 09:57 Odpowiedz

    No eeeej, ja myślałam, że takie rzeczy to tylko w filmach! No ale w końcu – jak mawiał poeta – „życie, życie jest nobelon”. Piękna historia! G.taki wytrwały. Zazdro bardzo, życzenia szczęścia i wytrwałości najbardziej!
    PS. strona główna Onetu znowu Twoja! 😀

  • ~Ania

    08.04.2015 at 10:12 Odpowiedz

    Witam naprawdę miło mi się to czytało. Wzruszyłam się jak rzadko kiedy i przyznam się, że czasami wchodzę tu, kiedy nie mam co robić i czytam twoje artykuły. Pozdrawiam cię serdecznie i czekam, na więcej ciekawych artykułów.

  • ~LEW

    08.04.2015 at 10:52 Odpowiedz

    A dasz „cynk” kiedy i gdzie ? 🙂

    P.S.
    Dobrze poczytać o pozytywnych normalnościach dnia codziennego normalnej rodziny w tym coraz bardziej nienormalnym świecie.
    Dzięki Ci Panie za Krystynową Mamusię i wszystko czym nas uracza !!!

  • ~Iza

    08.04.2015 at 11:06 Odpowiedz

    Weszłam tu przypadkiem, i powiem Ci jedno – historia prawie moja.
    Tyle, że moja zdarzyła się drobne 33 lata temu… i trwa do dziś, wcale nie mając zamiaru się kończyć, wręcz przeciwnie. 🙂 Warto stawiać na tych uparciuchów…!!!
    Więc ja Ci życzę tylko tego, co spotkało mnie, w nagrodę za zaprzestanie uporczywego przeganiania uparciucha przez prawie 10 lat – kolejnych 30+ lat miłości i przyjaźni, z opcją na więcej!!! :)))

  • ~Diablica666

    08.04.2015 at 12:18 Odpowiedz

    Teraz poprosimy o post na temat – co zrobić, żeby Chłop mi się oświadczył?! Jakieś złote rady Matko Krystyny? 😀

  • ~iw

    08.04.2015 at 13:34 Odpowiedz

    Nic się nie zmieniliście 😀

  • ~Zuzoon

    08.04.2015 at 13:38 Odpowiedz

    Piękne. Gratulacje!

  • ~ka

    08.04.2015 at 14:19 Odpowiedz

    no to Ci w pozytywny sposób zazdroszczę 😀 ja jedyne miłe rzeczy jakie słyszę od facetów to coś w stylu „podniecasz mnie” 😀 żyć nie umierać…
    pomyślności na nowej drodze życia Wam obojgu życzę…. niesłychanie do siebie pasujecie (wizualnie i z tego co piszesz)

  • ~poszewka

    08.04.2015 at 15:01 Odpowiedz

    pięknie napisane….a życie to jednak zaskakujące jest:)

  • ~Natalia

    08.04.2015 at 20:49 Odpowiedz

    Gratulacje 🙂

  • ~Jakub

    08.04.2015 at 21:42 Odpowiedz

    Bardzo wzruszający. Prawdziwa miłość nie zna ani wieku, ani granic

  • ~pat

    09.04.2015 at 11:28 Odpowiedz

    Grayluje i zycze duzo szczescia i nieskonczonych pokladow milosci! Historia prawie taka jak mojej siostry. Po latach na nowo odnowila szkolna znajomosc, a dzis sa juz 15 lat po slubie i maja trojke dzieci 🙂

  • ~Gośka

    09.04.2015 at 13:17 Odpowiedz

    O_JA_CIE!!!! Gratulację 😀 OBOJGU!! A może OBYTROJGU 😀

  • ~Meg

    17.04.2015 at 15:12 Odpowiedz

    wspaniale i wzruszająco piszesz.. gratuluję takiej miłości! 🙂

  • ~Ania

    06.05.2015 at 14:57 Odpowiedz

    Mordka to się chyba nie może nie uśmiechać czytając taki wpis 🙂 No bo to wspólne bycie razem to nie musi być bajka, sielanka, cud, miód i maliny, tylko może być to spokojnie rozwijająca się znajomość, która z czasem przeradza się w uczucie. Zdjęcia – świetne, super wyglądaliście i wyglądacie 🙂 buziaki

  • ~Anula

    10.05.2015 at 21:58 Odpowiedz

    Nie będe pisać że och i ach bo już Ci wszystkie napisały 😉
    Chciałam tylko zauwazyć że patrząc z czysto fizycznego punktu widzenia, gdybym dala kosza takiemu G. w czasach szkolnych, dziś widząc go na ulicy bardzo bym żałowała 😛
    Panie G. uzywająć języka internetu – „robisz to cholernie dobrze” 😉

Post a Comment