Zakupy 1 + 1/2

Zakupy 1 + 1/2

Zakupy w pojedynkę to zjawisko powszechnie znane każdej matce na etacie, która porzuciła przyjemność nakasztaniania w klawiaturę biurowego komputera, codzienne mycie głowy i mejkap na rzecz niewątpliwej przyjemności karmienia dziecka zmieloną breją, wymieniania majtek i entertainment planningu, w moim przypadku dla ośmiomiesięczniaka. Otóż zakupy spożywcze 1 + 1/2 czyli mama i młode to wyzwanie dla początkujących i kwestia wprawy dla tych bardziej doświadczonych. Jednakowo dziwnie patrzą się na Ciebie ludzie w klepie, kiedy od pouwieszanych przy wózku toreb, porów, selerów z nacią, wysypujących się na zmianę ziemniaków, cytryn  i wyciąganych przypadkowo przez lepkie macki córki rzeczy przechodzisz przez sklepowe alejki jak osioł albo inna krowa zaprzęgowa. Od czasu do czasu krzykniesz do pociechy – nie jedz tego! ewentualnie – Wypluj tą metkę od buta!, pięć milionów razy skorygujesz panią jedynie z paczką herbaty w koszyku, uśmiechniętą taką z nadmiarem wolnego czasu, że to nie chłopiec do kurwy nędzy (przecież nosi ten turbo róż na głowie, co mam  jeszcze zrobić?!) i TAK bywa, że mój „Eńdżel” jak to pani zasugerowała płacze a nawet wysysa demony z dzieci sąsiadów urządzając histerie wieczorne, około – kolacjowe pokazując na czole wybijające się pomału rogi. Niemożliwe? Zapraszam po 20:00 każdego wieczora.

Ja do sklepu chadzam zawsze na małe, podstawowe zakupy a wracam z hurtowym zapasem strawy na poczet ewentualnej wojny. Tak to wygląda. Nie mogąc jednocześnie prowadzić spacerówki i ogromnego hipermarketowego wagonu, rezygnuję z drugiego i postanawiam wziąć na tyle mało, żeby być w stanie wyjść ze sklepu o własnych siłach.

Niestety moja silna wola parska śmiechem, kiedy widzi na sklepowych półkach wszystkie zdrowe pyszności na wagę, które postanawia zabrać ze sobą do domu w imię zdrowego żywienia dziecka. Zaczynając od zieleniny, którą umieszczam na rączkach spacerówy, a która to niezwykle interesuje Krystynę i to dlaczego by jej nie ciągnąc zza głowy i gryźć, przez kilogram jabłek, kilogram śliwek, pół kilograma czereśni (drogie dziadostwo, ale lubię że o matko), kilogram bananów, ziemniaków, kalafiorów, bazylii w donicy i innych takich cudach na kiju, na dwóch kilogramach mięsa, puszkach z pomidorami, paczką ładnych koszulek (no co, w promocji były) kończąc. Tak oto spacerówka, której zasięg wagowy sięgać powinien 14. kilogramów wiezie na sobie pół polskiej wsi i wyroby pracy rąk ludzkich w postaci bawełnianych szmatek na lato. Nic dziwnego, że piszczy jak wiezie.

Zawsze to samo, zawsze wyglądam jak jedna czwarta romskiego taboru. Zakupy pozawieszane przy dziecku wyglądają dramatycznie, gdzie jest ojciec! chciałoby się rzec, do czego to podobne, żeby kobieta do sklepu chodziła sama? A no, tatusiek tyra to i mamusi nie może być za wygodnie. Sprawiedliwość musi być.

image

image-2

image-3

Wiśnią na torcie jest raban, którego już nie raz udało mi się doświadczyć. Ostatnio moja pilnie poustawiana na Ryśkowym daszku piramida żywieniowa przy samej kasie legła w gruzach rozmaślając paczkę jajek na jasnych butach jakiegoś jegomościa, potłukła dwa bobofiuty a paczka cytryn strzeliła Ryszrdzie w głowę. Oczy wszystkich siup na Matkę, ta dzielnie wyjmowała pozostałe skarby poupychane we wszystkich możliwych zakamarkach wózka w myślach pokazując wszystkich fakera – Tak kurwa, jebło. Widzę przecież. Słysze również, że dziecko mi płacze od tych cytryn. Komentarz nie uśmierzy bólu więc sugerowałabym zajrzeć do swojego koszyka proszę pani.

Finał taki, że dotaszczyłam dzisiaj do domu mnóstwo polskiej dobroci. Krystyna uraczona została świeżą śliwką (zdjęcie tu), której  połowę zjadła potrząsając uszami, drugą połówkę zjadł pies, a właściwie jego ogon i ucho, dywan, stolik do karmienia i ściana w przedpokoju. Czekam na sraczkę, a nuż nie będzie, will see. Teraz gotujemy bulion na nadchodzący tydzień i słoiki, Rysia spija kompot z jabłek a w tle przygrywają melodyjki i piosenki z duck.tv, którego moja córka stała się fanką.

image-1

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

20 komentarzy

  • ~Ania

    16.07.2014 at 18:13 Odpowiedz

    Mój wózek też tak wygląda

  • ~Ania

    16.07.2014 at 18:14 Odpowiedz

    A potem w domu pytanie męża: a coli nie kuuuupiłaaaaś??

    • ~Precjoza

      16.07.2014 at 18:34 Odpowiedz

      hahaha dziecka nie mam, ale psa mam 😀 i chadzam z nim do sklepu na zakupy i ten sam tekst „coli nie kupilas?” taaa najlepiej 2×2,5l, bo przecież promocja była

  • ~KAsiaK

    16.07.2014 at 19:52 Odpowiedz

    Hehe skąd ja to znam 🙂 z tym, że moje dziecię waży prawie 20 kg, a spacerówka do 15 kg 😛

  • ~mimbla

    16.07.2014 at 20:05 Odpowiedz

    Co ci tam wisi….? A zakupy spoko,damy radę….

    • Mama Rysiowa

      16.07.2014 at 21:08 Odpowiedz

      śnurećki od moich sportowych gaci na fitnesy

      • ~Matka Córek

        17.07.2014 at 22:15 Odpowiedz

        W takich kusych na fitnessy biegasz? O tyyy! Bezwstydnica 😀

        • Mama Rysiowa

          18.07.2014 at 14:27 Odpowiedz

          Mrau!

  • ~Magda

    16.07.2014 at 20:45 Odpowiedz

    Najlepsze to się zaczyna jak mam zostawić wózek na dole klatki, a na górę wtachać dziecia i to wszystko… z malin się robi dżem a bułki po półpiętrze się walają.

    • ~Kasia

      25.07.2014 at 13:05 Odpowiedz

      aaaa, u nas też zawsze maliny najgorzej wychodzą na tych naszych wyprawach 😛 biedne…

  • ~:)

    16.07.2014 at 21:00 Odpowiedz

    Moja spacerówka wygląda tak samo. A dodatkowo dźwigam drugiego dziecia w brzuchu i się sąsiadka dziwi jak ja daję radę. Muszę to daję. Zakupy z dwójką małych to będzie dopiero hardcore… Ale po co się martwić na zapas. Pozdrawiam! 🙂

  • ~Karolina mama Rysia

    16.07.2014 at 21:22 Odpowiedz

    A ja na zakupy jeżdżę raz w tyg, w weekend, kiedy to tatusiek może podźwigać a ja spokojnie pcham pusty (czytaj bez setek toreb) wózek z półrocznym 10cio kilowym wsadem. To zdecydowanie wystarcza!
    Peace!

  • ~Nela

    16.07.2014 at 21:35 Odpowiedz

    Czekalam na wpis o zakupach ale bylam ciekawa czy masz jakies doswiadczenia z kasa pierwszenstwa dla kobiet z dziecmi. Ja zawsze dostaje opierdziel od zyczliwych w kolejce ze sie wpycham

  • ~Thiril

    17.07.2014 at 14:00 Odpowiedz

    1. Uwielbiać Ciebie (mimo, że nie znam 😉 ) ten blog i oczywiście Krystynę Rysiową tyż
    2. Tekst o zakupach – „świnto prawdo” – tez przerabiałam 😉 plus wnoszenie „ładunku” na 4 piętro bez windy ;D ale wierz mi zabawa się dopiero zacznie jak zamiast wózka, na którym przynajmniej można „małe conieco” powiesić będziesz trzymać w żelaznym uścisku małą łapkę, wyrywającego się jak narkoman na głodzie słodziaka i usłyszysz magiczne „Maaaamooo!!!! Kupiś mi?! Plosse! Mamusiu!!” (autentyk)
    3. Gratuluję wytrwałości w postanowieniu – widać efekty (chyba, że to taka udana perspektywa)
    4. Śliczne stópki ;D

    Na koniec przynudzania: Pisz dalej i więcej 😉 Plosse 😉

  • ~shy

    17.07.2014 at 15:09 Odpowiedz

    a ja bogu dziękuję (albo mi sie dupsko przyzwyczaiło) za tego woza… bo ostatnio miałam wątpliwą przyjemność pojechać na zakupy spożywcze bez dziecia i nadźwigałam się jak dzika świania – dziękuje nie powtórzę 🙂

  • ~mimbla

    20.07.2014 at 18:44 Odpowiedz

    Trochę to musztarda po obiedzie ale nie mogę sobie odmówić przyjemności „dopisania” jak wyglądały / – ły,bo dziewczyny już podrosły / zakupy w wykonaniu mojej córki + dwie wnuczki. A więc….. Rzecz dzieje się UK,małe miasto,wszędzie blisko…. Akurat….. W wozie dwie damy,różnica 2 lata i 3 miesiące. Wóz drabiniasty…tfu! zajebisty,na dwie sztuki,kosze na zakupy i te sprawy. Najpierw spożywka,Tesco i Sainsbury. Kosz pod wózkiem + dwie siatki na rączkach. Luzik. Dalej po chemię. Papier,ręcznik,chusteczki,pieluchy. Puch marny ! Jakaś flaszka płynu,psik psik do okien,mydełko w litrowej butli. Trochę plastiku,jakaś buła do natychmiastowej konsumpcji…. i jazda do domu. Po drodze kilka postojów na obtarcie dzioba,kilka wrzasków,mała przebieżka po parku i już widać gniazdko. A tam,zaparkować,wtaszczyć po wąskich,angielskich schodach zakupy / 12 siatek / i dwoje dzieci,w tym jedno śpiące,a drugie podejrzanie wesołe… Najpierw dzieci,czy zakupy…..? Wózek. Drzwi się zatrzasnęły…? Idzie sąsiad do pomocy / 81 lat ale dziarski /….. No i już w domu ! Ja też się załapałam na te atrakcje. Po dwóch dniach sam na sam z moimi cudownymi wnusiami nadawałam się do natychmiastowej reanimacji. I do sanatorium. Ale i tak fajnie było 🙂

  • ~Pat

    21.07.2014 at 11:00 Odpowiedz

    Jazda zaczyna się wtedy, gdy nietrzymana spacerówka przewraca się od tego ciężaru do tylu 😉 Właśnie dlatego nie lubię wózków typu parasolka- ja mam swoja wielka kolubrynę i raczej zakupy z nią nie są mi straszne. PS. I ja potwierdzam- widać efekty zumbowania! Trzymaj tak dalej! Pozdrawiam

  • ~GosJul

    21.07.2014 at 23:08 Odpowiedz

    A ja robie zakupu wrzucajac Dziecia w foteliku samochodowyn do wozka sklepowego i Julek jest po prostu obsypywany dookola ciezkimi i przysypywany lekkimi zakupkami 🙂 tylko ludzie sie dziwnie patrza, ze do wozka gadam… 😉 problem pojawia sie przy wnoszeniu zakupow do domu… ale jak trzeba to przeciez my kobiety ze wszystkim dajemy radę!!! 🙂

  • ~MatkaBoska vel MatkaPolkaSiatkarka

    30.07.2014 at 08:49 Odpowiedz

    Mamo Krystyny, nie będę oryginalna jak napisze, ze sie chyba w Tobie zakochalam ;-). Ale po okresleniu, ze wygladalas jak „jedna czwarta taboru” po prostu nie mialam wyjscia ;-). Jak jak to dobrze znam.

Post a Comment