Z gara.

Z gara.

Do tej pory nie wiesz, kto i kiedy uprowadził okrzesanego mężczyznę, który z Tobą kiedyś mieszkał. Pewnie ta sama czarna siła, która chowa w domu talerze i łyżki przy ugotowanym obiedzie. I kiedy patrzysz zza winkla na mężczyznę, który chłepce pieczarkową z chochli jak koń, zastanawiasz się, czy jest sens golić świńską gicz zanim wyląduje w garnku w przyszłym tygodniu, albo idąc za ciosem – czy nie puścić krowy wolno pod oknami waszego niskiego parteru, zaopatrzyć go w kołczan, strzały i czekać, jak zamiast ludzkiego narzecza zacznie wyrzucać z siebie głośne UUu-AAAa, jak goryl. Bonobo. Dochodzisz do wniosku, że jest jakiś element jarającego go ryzyka, kiedy igraszki z dyndającą na brodzie pieczarką stawia ponad spokojne użycie noża i widelca. Przy stole. Z talerza.

Nakręcające ryzyko, twój własy Bear Grylls i misja – „Nosz kurwa, nie z gara!” wita w co drugim, polskim domu.

 

Kobiety z Wenus. Mężczyźni z Marsa.

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

7 komentarzy

  • Alicja

    14.04.2016 at 16:18 Odpowiedz

    Hmm. W moim domu to ja jestem tym nieokrzesanym mężczyzną. A mąż za węgła marudzi.
    🙂

  • Monika

    14.04.2016 at 18:03 Odpowiedz

    No to mnie bardziej przerażaja wieczorne pierdy pod kołderką ha ha … że taka gra wstępna czy co? Bleee

  • Dziubasowa

    14.04.2016 at 18:43 Odpowiedz

    Pamiętam pierwszy raz kiedy mój mąż (przy mnie) wylizał dokładnie talerz po jedzeniu a potem beknął tak konkretnie, gdzieś z serca na dnie. Był ogromnie zdziwiony, że siedzę tam naprzeciw niego z otwartą paszczą i widelcem wiotko zwisającym z dłoni.
    Nadal jesteśmy małżeństwem.

  • Monika

    14.04.2016 at 21:12 Odpowiedz

    Boszzz mój koreański mężczyzna ma takie nawyki, że rozłożyłby wszystkich na łopatki. Walczę z tym ile wlezie, w Polsce się hamuje, ścieroterapia działa, ale w Korei już pasuję na to mlaskanie, bekanie i puszczanie bąków, ściąganie skarpet i czyszczenie nimi przestrzeni między palcami. Do tego dochodzi zapach kimchi i czosnku. No i zupę z gara chochlą wypija, ale za to ze sztućcami spokój, je wszystko pałeczkami

  • Justa

    14.04.2016 at 22:04 Odpowiedz

    A mój ostatnio chwilę po upojnych igraszkach zajrzał do lodówki z rzekł „ty, dobry ten pasztet z Auchanu” . Romantyk….. I cały czar wieczoru prysł… 😉

  • Ania

    15.04.2016 at 09:45 Odpowiedz

    A po co chochla, jak można z samego gara 😀 Ale to nic, bo nic co ludzkie nie jest nam obce …..

  • anit

    21.04.2016 at 22:11 Odpowiedz

    Popłakałam się. Ze śmiechu. Popłakałam się i chłop neandertalczyk patrzy na mnie jak na dzika. Ale co ja poradzę, że on też żre zupę z chochli i ciamka i mlaska na pól wsi? 😀

Post a Comment