Wynurzam się na powierzchnię wielkomiejskich ulic – dzień dobry MONOPOLIS!

Wynurzam się na powierzchnię wielkomiejskich ulic – dzień dobry MONOPOLIS!

Śpiewała kiedyś Marysia Peszek, że pieprzy miasto, miasto jest jak stare ciasto. Miasto pasożyt. Pamiętacie? Wtedy ja wbiegałam z tym utworem do kuchni łódzkiego mieszkania, metrów trzydzieści sześć i zastając mamę z papierosem na skórzanym stołku wołałam głośno – Peszek jest chora psychicznie.

 

Później posprzątało mi się w głowie, weszłam w „po trzydziestkę” i zamiast chodzić na imprezy od poniedziałku do niedzieli chodziłam tylko w soboty. Co trzy miesiące. Jak musiałam. Ale wynurzałam się na powierzchnię wielkomiejskich ulic z zachwytem, dzieci za sobą ciągnęłam za ręce. Znalazłam to sławne ciasto i ja też pieprzyłam  miasto, chodź kochałam. Okazało się, że do Marii trzeba było dorosnąć jak do whisky.

 

Nagle wszystko się zgadza.

 

Łyskacz też już inaczej smakuje.

 

Jest w przestrzeni mojej miejsce na ciągły zachwyt nad Łodzią. Jest niewytłumaczalna miłość i obowiązek akceptacji jej wad. I choć czasem czuję się jak matka oklaskująca nieudany występ swoich dzieci, robiąca dobrą minę do poważnie złych gier, to trzaskam te zdjęcia starym Kodakiem, żeby było o czym rozmawiać za dwadzieścia lat. Przemierzam, doświadczam i przede wszystkim doceniam jak i gdzie żyję, a przyznać muszę, że gnam z duchem czasu i nowoczesności.

 

Mieszka we mnie też, w samym środku, empatia, której wielka potrzeba pomagania wrzuca na głowę coraz więcej projektów i rzeczy, dzięki którym uśmiechają się ludzie. Pomagaliście razem ze mną w #zbiórcekrysi, którą zrobiliśmy w zeszłym roku, ratowaliście psy z Judytowa, docenialiście małe gesty, o których zapomina człowiek na co dzień, a które znaczą dużo dla jednostki. Pamiętacie Powstańca AK odbierającego darmowe okulary od optyka? O tę magię chodzi.  O wzruszenia, których nie znamy. Kiedy myślę ile jeszcze możemy zrobić i jaka jest w nas moc to robi mi się ciepło i puszyście w środku. Tym bardziej miło mi ogłosić, że zostałam Ambasadorem wspaniałego miejsca. Nowego centrum kulturowego na mapie miasta i kolejnego powodu, dla którego warto będzie pogodzić się z „miastem meneli”.

Stara fabryka, którą pamiętam jeszcze z dziewięćdziesiątych lat jest jednym z tych miejsc, dzięki którym czuje się mocniej łódzki zapach i szorstki sznyt. Monopol Wódczany to jeden z najważniejszych symboli fabrycznego dziedzictwa Łodzi. Zbudowany w 1902 roku i przez wiele lat stanowiący ważny element rozwoju miasta, dzisiaj strzepnął kurz, żeby zaprosić świat do nowej przygody. Kiedy dobre miejsce spotyka dobrych ludzi nie może się nie udać. Jest tyle rzeczy do zrobienia i tyle uśmiechów do wywołania…

 

Moje drogie Monopolis, dziękuję za zaufanie. Zaczynamy. Od dzisiaj razem #RÓBMYDOBRO. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do śledzenia materiałów pochodzących z tego formatu. Kto wie, kiedy na waszych twarzach pojawi się pierwsza oznaka zrozumienia, że dobro to małe cuda robione przez zupełnie standardowych ludzi. Dzisiaj na ulicach miasta, już do końca roku – na terenie Monopolis – do zobaczenia!

 

Więcej o Monopolis poczytajcie na stronie www tu: KLIK lub na fanpage’u tu: KLIK

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

1 Comment

  • maria

    01.08.2019 at 12:26 Odpowiedz

    Niesamowita akcja! Popieram 🙂

Post a Comment