Uważam, że: instynkt macierzyński.

Uważam, że: instynkt macierzyński.

Instynkt macierzyński owszem, istnieje, ale nie jest wartością wrodzoną u każdej kobiety. Instynkt się ma albo nie. Dlatego też kobiety, które nie czują chęci rozmnażania nie powinny być strofowane przez otoczenie i punktowane przez najbliższych, którzy zgrabnie przypominają o upływającym czasie. Dajmy kobietom możliwość wyboru. Coś co całe życie było mi kładzione do głowy przez telewizję, nauczycieli, matki i ciocie szybko zweryfikowała rzeczywistość. Moja dorosła rzeczywistość. Instynkt macierzyński to nie jest temat oczywisty, bo nie każda zdeklarowana przeciwniczka macierzyństwa nią zostanie na zawsze, kiedy zobaczy na piersi własne dziecko. Nie każda przekonana o chęci posiadania potomka nie wpadnie w poporodową depresję. Tutaj nie ma pewniaków, to nie jest kwestia czarne – białe. Niektóre przechodzą fenomenalny proces przepoczwarzania i to jest dla mnie siła natury. Cud, dowód na to, że nowe życie przenosi góry a rzeczy niemożliwe nagle stają się jakby mniej trudne do osiągnięcia. Temat rozpatrywany również z perspektywy tak wielu ostatnio wypaczeń i patologii – jak można mówić o instynktach jakichkolwiek w przypadku matek krzywdzących swoje dzieci? Żaden normalny, niewynaturzony człowiek nie sprawi świadomie bólu dziecku. Żadna matka nie pozwoli na głód, strach i chłód z premedytacją. Z jawnym przyzwoleniem. Niemożliwe.

I o ile te przykłady są zapewne dla wszystkich niczym odkrywczym to jest jeszcze jeden rodzaj kobiet, które (moim zdaniem) nie mają instynktu i nie powinny porywać się na przygodę z dziećmi. To takie miałkie trwanie w domu z małym człowiekiem, bo się przytrafił, bo jest. Człowiek jest najedzony, ma w domu ciepło, matka nie pije, ojciec nie bije. Ale oprócz tego w każdym kroku takiej matki, w każdym posunięciu i decyzji widać z zewnątrz, że dziecko nie do końca sprawia jej radość. Że się o dziecku nie myśli w perspektywie cudu tylko w perspektywie odnawialnego zobowiązania w banku. Wzięłam kredyt teraz się będę bujać trzydzieści lat. Dzieci żyjące w normalnych domach, ale jakby nie. Proszę mi tu nie pisać, że każdy instynkt jest różny, że matki mają prawo mniej lub bardziej odczuwać chęć uczestniczenia w prawidłowym rozwoju zarówno psychicznym i fizycznym. Nie. Niektóre robią to bo muszą. Odrabiają lekcje zadane na konkretnej stronie grubej książki po czym ją zamykają i czują się zwolnione od obowiązków płynących z funkcji bycia komuś wszystkim. Ja piszę  o pewnego rodzaju wypaczeniu. Przypominam, że powtarzanie komuś pięć razy dziennie „kocham Cię” nie gwarantuje przekonania osoby, do której się to mówi, że poczuje się kochana.

Oglądałam reportaż o pięcioletniej dziewczynce, która została po porodzie odebrana rodzicom ze względu na podeszły wiek taty i lekkie upośledzenie umysłowe matki. W domu biednie, ale bez przemocy, alkoholu i patologii. I kiedy odwiedzono ich ponownie z kamerą kiedy Róża była już przedszkolakiem, sposób w jaki mówiła o rodzicach i to co z nimi robi, jak chodzi z tatusiem na grzyby , jak ją mama z przedszkola odprowadza a ona w drodze opowiada ile szlaczków w zeszycie zrobiła, to po raz kolejny upewniłam się w przekonaniu. Nic nie jest potrzebne dziecku do życia bardziej niż miłość i oddawany temu dziecku czas. Nie ma drugiej takiej siły, która to wynagrodzi. Nie ma takich pieniędzy, fantów w postaci zabawek, atrakcji, które mają zadośćuczynić braki uwagi. Bycie obok dziecka dla samego bycia jest bez sensu. Czyste ubranie i pełna miska to niestety nie wszystko co daje ludziom prawo nazywania się dobrymi rodzicami. Dom powinien stanowić dla dziecka azyl. Nie poczekalnię, przebieralnię i stołówkę, z której się wychodzi i o wszystkim zapomina.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

20 komentarzy

  • ~ka

    09.11.2014 at 21:42 Odpowiedz

    mój brat został 3 dni temu ojcem. nie widziałam go zupełnie w tej roli. Ma 24 lata i dla mnie to dzieciak… a jednak, przebiera ją, głaszcze, karmi, tuli, przewija… normalnie super na to się patrzy. Mała ma tyle miłości a ma dopiero 3 dni. kochają ją wszyscy bezwarunkowo 🙂

  • ~taka ona

    09.11.2014 at 22:12 Odpowiedz

    Bardzo lubię Twojego bloga i zaglądam tu często,jednak czytając dzisiejszy post poczułam ukłucie w sercu. Ja także jestem mamą i dobrze wiem że macierzyństwo jest bardzo trudne a idealnych matek nie ma.Najbardziej nie spodobało mi się to,że bardzo łatwo oceniasz inne mamy których macierzyństwo wygląda inaczej niż Twoje. Wydaje mi się że to że kobieta ma depresje poporodową czy z jakiś powodów nie poświęca całego swojego życia i czasu dziecku wcale nie oznacza że nie posiada instynktu macierzyńskiego.Myślę że na takie sytuacje składa się wiele czynników a Twoje wnioski mogą być niesprawiedliwe. Pomyśl sobie że ludzi spotykają różne problemy bo takie jest życie, np.śmierć współmałżonka podczas gdy kobieta jest w ciąży, rodzi i zostaje zupełnie sama ze wszystkim na głowie i załamuje się popada w depresję chwilę po porodzie bo sytuacja ją przerasta. Jedyne na co znajduje siły to nakarmić dziecko i je przewinąć. Uważasz że taka kobieta nie ma instynktu??? że to zła matka??? dla mnie to bohaterka bo walczy o siebie i dziecko. Chodzi mi tylko o odrobinę empatii której w tym poście bardzo mi zabrakło…Pozdrawiam i mam nadzieję że Ciebie nie uraziłam

    • Mama Rysiowa

      09.11.2014 at 22:21 Odpowiedz

      Ja nie napisałam o tym, że ja Jestem idealna i ze moj model jest jedynie słuszny. Napisałam ze boli mnie oglądanie dzieci, ktore oprocz czystych ubrań nie maja za wiele a pisałam na podstawie podpatrzonych dzieci i autentycznych sytuacji. Nie mierzę palcem w ludzi, którzy poprlniają błędy. Sama siedze przed tv w niedziele i zastanawiam sie czy nie powinnam wstać i czegos z Nią zrobic. Tzn z moja corka. Cy nie zabawić, nie porzucić piłki itp. Cokolwiek. Ale to nie jest kwestia instynktu. Tekst ten jest TYLKO moim subiektywnym zdaniem na temat taki, ze nie każda osoba na tym swiecie posiadająca fizyczne warunki (czyt. Kobieta) powininna te dzieci miec. Niektóre kobiety poprostu nie chcą. Czuja ze nie powinny. Ze to nie to.
      Nie czuje sie urazona 🙂 dobra dyskusja nie jest zła 🙂 pozdrawiam

      • ~tess

        10.11.2014 at 14:50 Odpowiedz

        W pełni zgadzam się z Tobą.Rozumię Twój punkt widzenia.Nie uważam aby w tekście tego blogu było cokolwiek krzywdzące w opinii o innych matkach.Jestem dojrzałą matką tz.50+ i może dlatego też postrzegam ten problem z perspektywy lat i doświadczenia tz.życiowego.Sama wychowywałam syna i miałam i mam nadal z nim fantastyczny kontakt,ale to były godziny zabaw,rozmów,tłumaczenia i to,że zawsze byłam kiedy mnie potrzebował.Dziś pomagam wychowywać małą dziewczynkę,ojcu,który jest sam i robi wszystko aby zapewnić jej dostatni byt,ale nie ma już czasu na nic innego.Jestem taką weekendową ciocią.Jeździmy na basen,chodzimy do kina,do muzeum,rozmawiamy na spacerach,bawimy się z psami,malujemy,czytamy itp.To są nasze cudowne chwile,na które czekamy z utęsknieniem.Dzieciom faktycznie potrzebna jest bardziej miłość,uwaga,zaufanie niż kolejne kolorowe gadźety i miska strawy.Przy okazji dziękuję autorce za bloga,jest fantastyczny,pilnie czytam mimo,że już nie to pokolenie ale tematy zawsze aktualne.

      • ~Taka ona

        10.11.2014 at 21:47 Odpowiedz

        Twoja odpowiedź mnie zaskoczyla bardzo pozytywnie 🙂 fajnie ze jestes otwarta i ze liczysz sie z tym ze ktos moze miec nieco inne zdanie. Ja wychodzę z zalozenia ze jedyna osoba ktora moze stwierdzić i ocenic jakim ktos jest rodzicem jest dziecko bo ono wie najlepiej co dostalo a czego nie. Co do tego ze maluchy potrzebuja miłości przytulenia i uwagi zgadzam sie w 100% wazne jest takze to zeby rodzic w tym wszystkim pamietal takze o sobie i zeby nie robic nic na sile, tak zeby wspolne chwile dawaly radosc obojgu a nie wynikaly z poczucia obowiazku. Pozdrawiam 🙂

  • ~Ania

    09.11.2014 at 22:45 Odpowiedz

    Co do tej rodziny Róży, to sprawa nie do końca wyglądała tak, jak to przedstawiała większość mediów, tzn.okrutne państwo zabiera dzieci rodzicom tylko dlatego, że są biedni. W tej rodzinie coś nie gra i już. Kiedyś czytałam artykuł bodajże w Polityce, ale na szybkonie mogę odnaleźć, gdzie starsze dzieci tych państwa opowiadały, jak tata zakopuje żywcem szczenięta albo gdy chcą zachować szczeniaczka „do zabawy”, to tata w zamian jakiegoś starego psa, który już się znudził, uderza w głowę siekierą (na ich oczach) i zakopuje (czy też pali? nie pamiętam,ale to nieistotne). Jasne, że można powiedzieć, że to takie wiejskie zwyczaje, nic szczególnego, że ludzie niewykształceni nie znaczy, że źli, że to tylko zwierzęta, a z dziećmi postępują zupełnie inaczej itp itd…. Jednakże sąsiedzi tych ludzi, z tego co pamiętam, mówili o zaniedbaniach, brudzie i głodzie nie tylko zwierząt gospodarskich, ale też dzieci. Zresztą wcześniej odebrano im bodajże czwórkę, przy jednym można mówić o pomyłce czy nadużyciu, ale tyle razy? Odbieranie z przedszkola czy chodzenie na grzyby to jeszcze nie wszystko, a wiadomo że takie małe dziecko jest zapatrzone w rodzica jak w obraz. Taki artykuł udało mi się znaleźć w necie, ale to naprawdę wersja light: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,7897570,Walczyli_o_mala_Roze__zapomnieli_zadbac_o_zwierzeta_.html

    • ~kasiek

      10.11.2014 at 20:27 Odpowiedz

      Chyba Aniu pomyliłas artykuły (rodziny) chyba nie o tą Różę chodzi

  • ~Mama Nelli

    09.11.2014 at 22:58 Odpowiedz

    I tu się z Toba zgodzę w 100%. Znam kogoś kto samotnie wychowuje dziecko, choć zanim sie maluch urodzil, miało to wyglądać inaczej. I nagle kwestia wychowania dziecka samotnie spada jak grom.. W rezultacie okazuje się, że dziecko wychowywane jest przez rodzica bez jakiegokolwiek instynktu opiekuńczego. Cytując: „aby miało co jeść, w czym chodzić, gdzie spać i gęby nie darło”. Dziecko traktowane jak przykry obowiązek. Smutne to i przykro patrzeć na takiego małego człowieka, który nie zna ciepła i miłości. Malucha, którego się nie przytula, nie całuje. Gdzie jedyna metoda wychowawczą jest krzyk.
    Sama się łapię na myśli, może za mało czasu i uwagi wśród natłoku obowiązków poświęcam swojemu dziecku, może powinnam rzucić to cholerne mycie podłogi albo inne zajecie i poczytać książeczki z córą albo porysować wspólnie. I mam wyrzuty sumienia jak na nią krzykne czasem. Ale kochamy ja wszyscy najbardziej na świecie i staramy sie, zeby to CZUŁA!
    Myślę, ze ten dxieciaczek, o którym wspominam powyżej nie czuje. Tylko co z tym zrobić? Czy mam prawo oceniać i sie wtrącać w czyjś model wychowania?!?

  • ~Agni

    10.11.2014 at 11:05 Odpowiedz

    Ja też myślę, że ważnejsza od warunków (które są istotne, ale nie naj) jest właśnie miłość i to co dziecko czuje. Jeśli czuje się kochane, wspierane przez rodziców i ważne, to mu wszystko jedno, czy ma nową piłkę jak koledzy, markowe ciuchy czy iPhona. Zwłaszcza się to tyczy małych dzieci, które poza tym że nakarmione i przewinięte muszą czuć to zainteresowanie ze strony rodziców. Poruszyłaś wiele wątków naraz, które ja zawarłam ostatnio w dwóch postach – „biedna matka, gorsza matka” to ten o tym jak właśnie państwo odbiera dzieci ludziom którzy mają gorsze warunki materialne, a drugi „łatwiej zabić dziecko niż oddać” o matkach które nie dość że nie mają instynku macierzyńskiego, to potrafią jeszcze skrzywdzić dziecko.. Ale tak jak piszesz, nic nie jest czarno-białe. To problemy złożone, które jednak się dzieją. A nas – matki kochające i z instynktem, najzwyczajniej w świecie przerażają. Pozdrawiam

  • ~mika

    10.11.2014 at 14:06 Odpowiedz

    Tak… i najczęściej dowiadujemy się o takich dzieciach jak są już nastolatkami, jak kogoś okradnie, pobije lub zabije… A przecież mamusia lekarz, tatuś prawnik, kasy jak lodu, przecież był z „dobrego domu”, miał wszystko. Ano nie wszystko.

    • ~lavinka

      12.11.2014 at 16:47 Odpowiedz

      Częściej jednak takie historie trafiają się rodzicom biednym, patologicznym itd. Ale oczywiście sama kasa nie czyni człowieka odpornym na patologię, wszak przemoc w rodzinie bywa i w „dobrych domach”.

  • ~mała mi

    10.11.2014 at 19:05 Odpowiedz

    Uważam, że:
    absolutnie się Pani myli. To tak jakby powiedzieć przekupienie dziecka „dam Ci cukierka jak dasz mi chwilkę na uczesanie włosów” – czy coś w tym stylu jest brakiem instynktu.

    Absolutnie poprawne jest słuchanie kogoś, kto raczkuje w dziedzinie macierzyństwa.. yhm

    Proszę napisać na ten sam temat za lat 5, 10, 15.
    Jaki scenariusz Pani życie napisze.

    Teraz, kiedy jest łatwo to genialnie, cud, mód i maliny.
    Ciekawe jak to będzie jak Pani córka dorośnie.

    Łatwo oceniać, że ktoś ma instynkt i ktoś nie ma.
    Czyli kobieta, która ma dziecko i karierę nie ma instynktu?
    Bzdura

    Pozdrawiam

    • Mama Rysiowa

      10.11.2014 at 22:01 Odpowiedz

      Szanowna Pani. Po pierwsze absolutnie nie zrozumiała Pani moich wypocin.Po drugie jakie maliny? Jaki cud? Nie wiem jak często czytuje Pani to co piszę, ale ja nie jestem kobietą więzioną w domu, nie hoduję przepoconego kucyka w zmechaconym swetrze w imię macierzyństwa na zawsze i do grobowej deski kosztem braku rozwoju itp itd. Mam pracę, do której zaraz wracam a moje dziecko bedzie dziennie spędzało dziesięć godzin w żłobku. Trochę mnie Pani na wyrost oceniła nie uważa Pani? ale ok, to normalne tutaj. Po drugie – Co to znaczy „Ciekawe jak to będzie jak Pani córka dorośnie.”? Co to ma do rzeczy? Idąc tym tokiem myślenia proszę mnie oświecić – kiedy zaczyna się legalna granica od, której można się na temat macierzyństwa wypowiadać? Jak dziecko kończy dziesięć lat już można? A może osiemnaście. Pewnie też nie. Pewnie jakbym miała dwojaczki, trojaczki, siedemnastoraczki łolaboga w tym jedno bez nogi – dopiero bym się mogła wypowiadać. To jest bzdura. To że kobiety dają sobie prawo nadawania praw. Reguł co wolno a co nie.
      Po raz kolejny podkreślam, że nie chodzi mi o to ile dana kobieta ma wolnego czasu na swoje dzieci i nie o to, że ten wolny czas jest wyznacznikiem instynktu. Jeżeli ja, pracująca wrócę z Małolatą do domu ze żłobka po 12 godzinach rozłąki to uważam, że posika się z zachwytu jak jej przed snem przeczytam książkę, pogłaszczę włosy i przytulę pytając jak było i jak spędziła dzień. Po trzecie: „Czyli kobieta, która ma dziecko i karierę nie ma instynktu?” -nie wiem skąd Pani to wytrzasnęła bo ja nawet słowem o czymś takim nie pisałam. Ja się rozwijam, i uczę, i robię rzeczy bez dziecka przyczepionego do nogi. Mam wrażenie, że ludziom czasem potrzeba małej iskry żeby się wypowiedzieć, ba wyrzygać psychicznie (Pani wybaczy słownictwo, taka już jestem nieidealna właśnie) i wtedy czytają teksty w taki sposób w jaki chcą przeczytać. Matka bez instynku, prosze bardzo, komentarz jednej z czytelniczek. Może po tym moje przesłanie bardziej rozjaśni Pani o co tak na prawdę mogło mi chodzić:
      „ja gdzies pod skora czuje ze bylabym wlasnie takim typem matki. Zadbalabym, pokochala, krzywdy nie dala zrobic ale nie umiem wyobrazic sobie ze bylabym szczesliwa. Nie umiem patrzec na dzieci w kategorii cudu. Nikt mnie nie rozumie, nawet nie próbuje zrozumiec ze uwazam ze dziecko zasluguje na wiecej. Mowia ze widziwiam… ze zmieni mi sie jak urodze. A co jak sie nie zmieni ?”

      Pozdrawiam również.

      • Mama Rysiowa

        11.11.2014 at 22:24 Odpowiedz

        Szach Mat. Rozgryzła mnie Pani centymetr po centymetrze.

    • Mama Rysiowa

      12.11.2014 at 09:47 Odpowiedz

      Adrianno. Zmienianie maila i pseudonimu, żeby sobie u mnie popisać? Serio? Zaczyna być mi Ciebie szkoda 🙁

  • k-nieidealna

    11.11.2014 at 18:45 Odpowiedz

    Zdecydowanie nie każdy dziecko mieć powinien, a bywa różnie. Poza tym presja społeczna jest ogromna. Mam 26 lat i już kilka razy byłam pytana „kiedy?”. No wtedy, jak będzie i już, albo może wcale. Wtedy odzywa się we mnie bunt wobec tej konkretnej roli kobiety. To ja i mój partner musimy chcieć i być gotowi, a nie sąsiedzi, czy koleżanki.

  • ~lavinka

    12.11.2014 at 16:45 Odpowiedz

    To jeszcze zależy od wieku dziecka. Mnie niemowlaki nie porywają, że się tak delikatnie wypowiem. Mogłabym urodzić od razu trzylatka, wtedy byłoby super. Dlatego teraz się męczę, co nie znaczy, że nie znajduję radości bycia mamą, ale zdecydowanie wolę opiekę nad biegającym dzieckiem, niż nad tylko śpiącym i jedzącym. W zasadzie im starsze tym lepiej, po czym bum! I nienawidzę gimbazy 😉

  • ~magzz

    14.11.2014 at 14:09 Odpowiedz

    Matka idealna czy nie to zawsze matka. Mam juz trzydziesci pare lat na karku i corcie moja rozpieszczam do granic mozliwosc, pewnie dla tego ze mi tego w dziecinstwie brakowalo. Nie zeby mama nie chciala, ale wszyscy wiemy jak sie stalo w kolejce po dwa dni po mieso, a co dopiero lalke….
    Anyway, troche sie z Toba Mamo Rysiowa zgadzam, a troche nie.
    To prawda ze lepiej byc szesliwa kobieta bez dziecka, niz nieszczesliwa matka dziecka niechcianego. I owszem znam kobiety, dla ktorych kariera jest wazniejsza ( przynajmniej na razie) niz posiadanie potomka. I kurcze fajnie, ze maja cel w zyciu.
    Ja osobiscie corci nie planowalam, cos na zasadzie jak ma byc to bedzie, ale teraz swiata poza nia nie widze. KOcham najmocniej na swiecie i dojade kazdego, kto chcialby jej krzywde zrobic. ALLLEEEE pracuje na pelen etat, bo nie mam wyjscia, i mala ze szkoly do opiekunki chodzi. Ze czasem jestem tak zmeczona ze nie chce mi sie tylka z kanapy ruszyc a mloda chcialaby sie pobawic, tak tez bywa. Ale stram sie jak moge najlepiej, zeby tego brzdaca kochanego na madrego i uczciwego czlowieka wychowac. Zeby znalo roznice miedzy co mozna a co nie, szanowalo starszych, madrzejszych i kochalo zwierzeta. Czy jestem matka idealna? Oczywiscie ze nie, i wcale nia nie chce byc…
    Pozrdawiam
    Mama Amelki 🙂

  • ~zprzymruzeniemoka707

    18.11.2014 at 15:52 Odpowiedz

    Najważniejsze dla dziecka jest uczucie. Bezwarunkowo i bezwzględnie. Warunki oczywiście, są również bardzo ważne, ale ile razy słyszy się o tym, że w bogatych domach rodzice mają swoje dzieci „gdzieś”. Włączenie bajki i „nie przeszkadzaj mamusi” to jedyne na co ich stać względem dziecka. Poświęcanie czasu to poza ich siły, bo muszą pracować, pracować i pracować gubiąc to co w życiu najważniejsze. Odwrotność – biedne rodziny, które nie raz mają problem z pieniędzmi, ale najważniejsza dla nich jest rodzina, wspólny czas. Dzieci czują się kochane i potrzebne. Masz rację nie każdy ma instynkt macierzyński wrodzony, bo lepiej na dziecko się nie decydować niż potem zniszczyć mu życie..
    Pozdrawiam

Post a Comment