Trochę o wycieczkach po stacjach benzynowych w niehandlowe niedziele w poszukiwaniu cebuli. Trochę o życiu.

Trochę o wycieczkach po stacjach benzynowych w niehandlowe niedziele w poszukiwaniu cebuli. Trochę o życiu.

Nie wiem jak się organizuje Pan Świat. Że jest z zegarkiem w zgodzie i w ogóle. Ludzie coś planują i to  się im udaje! SIC!

 

Nie wiem jak to jest robić wszystko na czas i zgodnie z założeniami. Nie wiem. Ja to się dopiero uczę korzystać z analogowego kalendarza z taką sznurówką śmieszną do zaznaczania tygodnia w stosie kart, a co dopiero  rzeczywistość sobie porządkować tak, żeby była nazwijmy to – satysfakcjonująco logistycznie opracowana.

 

Nie ma opcji. U mnie klasyczna Księga Dżungli. Co mi się przypomni zostanie zrobione. Nieprzypomniane na czas umiera naturalnie jak niepodlana dracena.

 

Obrałam ostatnio  technikę otwartego przyznawania się do osobowości i coś, co  do pewnego czasu uwierało świadomość jak kamyk, dzisiaj staje się wyzwoloną prawdą o sobie: nie ogarniam kuwety życia. Zapominam  o datach! Ze skrzynki pocztowej pliki wyciągam dopiero wtedy, kiedy nie domyka się klapka i pada mi do środka deszcz. Listy polecone odsyłane do nadawcy to moje trzecie imię, zaraz po „Michalina” i „Agnieszka”.

 

I mówię otwarcie – nie chciejcie ode mnie za dużo, bo mi  się nie uda. A jak wam powiem, że będzie inaczej pod naciskiem presji, to ewidentnie miotam się w  zeznaniach, czytaj: łgam w żywe oczy.

 

Bo  musicie pamiętać, że tu jest sedno. Jakiś przekaz głęboki. Myśl złota. Że mówienie prawdy jest wyzwalające.  Wyzwalające jak ściąganie stanika w chłodnym korytarzu mieszkania po kilku godzinach w upalnym  autobusie.

 

I kiedy mnie jeszcze czasem jakiś wyrzut sumienia trafi, że inni potrafią to i tamto, że u innych zakupy na czas, a nie jak u mnie – partyzanckie wycieczki po stacjach  benzynowych w niehandlowe niedziele w poszukiwaniu cebuli, to jak mi wszyscy świadkiem – niech mnie kto ocuci.

 

Życie jedno. Takie krótkie przecież. Za krótkie żeby opłakiwać niekupione na czas cebule w niehandlowe niedziele.

 

Żyć.

 

Ż Y Ć.

 

foto: Agata Kosmalska Fotografia

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook378Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

6 komentarzy

  • Beata

    21.03.2018 at 21:47 Odpowiedz

    kocham cie babo. Ostatnio wypowiedzialam na glos w towarzystwie te oto slowa: Nie mam pojecia gdzie to lezy (beznadziejna jestem w geografie) i nie znam sie na wiekszosci omawianych tu spraw, wiec nie bede sie odzywac. Och jakiez to bylo wyzwalajace! x Beata

  • Kasia

    22.03.2018 at 12:36 Odpowiedz

    Jakby o sobie czytała. W sobotę proszę chłopa „zrób zakupy, bo jutro pozamykane i nie będzie co na śniadanie zjeść”. Zwaliłam na niego to przetrudne zadanie z racji nocki w pracy. Wstaję rano i wiadomo… Niemąż na to „może ja Ci po hot-doga ze stacji pojadę, co? Pojechać Ci?” Chyba mu jeszcze tak w życiu nie pojechałam jak w tę niedzielę ;D

  • Shesha

    25.03.2018 at 21:05 Odpowiedz

    Dobry, szczery wpis. Kiedy Kolega Małżonek znów mi mówi ‚zapomniałaś tego, tamtego…’ , ja na to AWDUPIETOMAM, zapomniałam. Świat się nie skończy! Pozdrawiam.

  • Bea

    26.03.2018 at 14:29 Odpowiedz

    To prawda. Jest w tym coś wyzwalającego. Od kiedy nie pracuję na etacie i nie muszę znać się na wszystkim dziką przyjemność sprawia mi wypowiadanie słów „nie znam się na tym” i „nie umiem” – i co mi zrobicie? 😉

  • Hania

    27.03.2018 at 16:52 Odpowiedz

    Zauważyłam, że nawet ja, młoda dziewczyna uważam, że ludzie mają prawo ode mnie dużo oczekiwać. Niestety mi się nie uda sprostać ich oczekiwań

  • damian95

    07.04.2018 at 03:41 Odpowiedz

    Bardzo dobry wpis ciekawie się go czyta

Post a Comment