Trochę jakby o Radomiu i Stevenie Seagalu.

Trochę jakby o Radomiu i Stevenie Seagalu.

Kiedy byłam małą dziewczynką i myślami błądziłam po sferach związkowych, wyobrażałam sobie poważnego męża, takiego z teczką skórzaną skrzypiącą w zawiasie i garsony z poduchami leżącymi na mnie jak ulał, odprowadzającymi go do drzwi domu za miastem, w otoczeniu chabrów, maków i malw. Myślałam – ach, kiedyś to się będzie rozmawiało, zrozumie się nareszcie fenomen opery i rundki w golfa na Polsat Sport. Kiedyś nie znuży nas mezzosopran, z zapartym tchem zobaczymy bilion dwunasty odcinek Klanu, w którym Lubiczowie dowiadują się, że mają tanzańskie korzenie, Ola odkrywa, że była oposem dwa wcielenia temu, a Pani Stanisława okazuje się agentem CSI Miami, zesłanym do Polski studiować układ urbanistyczny Radomia. Wierzyłam – na hasło Ciechocinek zatrę dłonie i rozłożę portfel. Przecież tężnia to coś co robią ludzie starsi. Stateczni. W sensie tacy co muszą wstawać codziennie do pracy, utrzymać chałupę i auto. Myślałam, że zaczytamy się w Homerze, wypijemy po kubeczku brytyjskiego czaju z wystawionym paluszkiem dzień w dzień o siedemnastej, albo chociaż porecytujemy Szymborską z wanny pełnej piany, cokolwiek. Coś. Co sprawiłoby, że namacalnie odczułabym moment przejścia w dorosłość.

 

Tymczasem… rok 2017. To już. Jestem duża. Oglądając telewizję z mężczyzną swojego życia po raz kolejny potykam się o kitkę Stevena Seagala, jego skórzaną kurtkę i wyskok z półobrotu muskający wręcz nozdrza nasze pantoflem z nubuku. Zawieszam wzrok na mściwym spojrzeniu jedynego sprawiedliwego. Takiej o, amerykańskiej hybrydy cygana ze smuklejszym, trochę wysportowanym, nieśpiewającym w ogóle  Mariachi. I żebym nie wiem jak się starała nie natchnąć na te zmrużone ślipia i nużone w brylantynie włosy odcień czarne-w-chuj, to i tak gdzieś się napatoczy, a ja go, kurwa, znieść nie mogę. Sapię więc głośnym tonem  tam gdzieś nie z przepony, nie szlachetnie wcale, że – chłopie, przełącz to zanim sobie wydłubię oczy. Odwracam głowę, spoglądam na męża co on na to, a tam mina ta sama co moja i generalna niechęć do butów z zamszu. I w tych wszystkich oczekiwaniach jak będzie dorośle kiedy już dorosnę, rozmysłach, namysłach i odzmysłach jak poważnie przeżywać i kontemplować , Szymborską cytować, mężczyzna siedząc rozkrakiem na rogówce z Agaty, trzymając pilota w okolicy jąder zaczyna:

 

– Mam pomysł.

 

– Jaki? – odpowiadam bujając nosem za rozhuśtanym kucykiem Stevena.

 

 

– Jak się jeszcze kiedyś o coś założymy – a zakładamy się często, bo przecież tak się robi jak się ma męża i jest się dorosłym człowiekiem z dwójką dzieci i taką samą ilością kredytów hipotecznych, prawda – jak się założymy i ktoś przegra z kretesem…

 

– Mhm?

 

– To jakikolwiek seans z Seagalem. Ale tak od początku do końca bez oszukiwania, że siku.

 

– Oszalałeś.

 

– Plus reklamy. I napisy końcowe. – dodał z miną poważną

 

 

A później ja się pytam, czy mi kupi dmuchany ponton nad morze w kształcie kiełbasy. Obiecuję mu, że jak znajdzie dmuchaną laskę, na której będę mogła pokonywać nadbałtyckie plaże i pozdrawiać turystów z mięsem dokładnie między udami, to jak stoję, żyję i oddycham seks oralny ma zagwarantowany do końca urlopu. Codziennie. Raz dziennie. Przecież – he he – podśmiechuję pod nosem absolutnie pewnie – nikt nie produkuje dmuchanej kiełbasy… żodyn król plastiku. ŻODYN!

 

Dziesięć minut później biegnie z kuchennej otchłani potykając się o własne kosteczki, śmieje się, ale jakby płacze wzruszony. W ręku trzyma zdjęcie pontonu w kształcie dmuchanej kiełbasy. Do kupienia od zaraz. Mają na stanie. Plus koszt wysyłki.

 

 

 I to jest właśnie mój Homer. To jest moja Szymborska. Tak jest u mnie być dorosłym.

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook241Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

10 komentarzy

  • Liziii

    28.06.2017 at 18:34 Odpowiedz

    o mamuniu… oczami wyobrazni (a moze oczyma?) juz go widziałam, z tą nutką wzruszenia, łezką w oku bo wyobraznia mu pracowała… i tę kiełbasę…
    Ale wiesz, Radom to fajne miasto 😛 Ubite przez władze za czerwiec 76, ale mimo to fajne. I z lotniskiem 😛
    A film z S. Seagalem to jednak sadyzm w czystej postaci. Bezwzgledny. Zero litości, bez znieczulenia. Na to są paragrafy! 😀

  • Ambri

    28.06.2017 at 18:35 Odpowiedz

    też to tak sobie wyobrażałam

  • Kasia

    28.06.2017 at 21:15 Odpowiedz

    Brechłam…:) ja już uważam o co się zakładam- kiedyś podobnie przegrałam;)

  • Kasia

    28.06.2017 at 21:18 Odpowiedz

    No i przede wszystkim pisz pisz Kobieto-bo my tu usychamy,,:)

  • Annuszka

    29.06.2017 at 20:19 Odpowiedz

    Nareszcie wróciłaś! Po takim wstępie z niecierpliwością czekam na tekst z wakacji😃 i rysunki JRD😅

  • Dziubasowa

    29.06.2017 at 22:19 Odpowiedz

    Już widzę newsy:

    „Dziś w Helu wodne pogotowie ratunkowe przeprowadzało niezwykłą akcję ratowania kobiety , która dryfując na Krakowskiej Podsuszanej została zniesiona zbyt daleko w morze i nie mogła wrócić. Istniało zagrożenie utonięcia, gdyż pikujące nad nią mewy i albatrosy starały się wyrwać jej parówkę spomiędzy ud.”

  • Renata

    03.07.2017 at 13:26 Odpowiedz

    Ja tam sobie nie wyobrażam innej dorosłości niż tą co mam , choć mocno odbiega od „norm i schematów „

  • Telimena

    10.07.2017 at 17:43 Odpowiedz

    i prawidłowo !

  • Tacja

    12.07.2017 at 07:28 Odpowiedz

    ja też to tak sobie wyobrażałam !

  • Alicjabalicja

    26.07.2017 at 11:39 Odpowiedz

    Zgadzam się z tym zupełnie!

Post a Comment