Tato, słyszysz?

137_monster012-480x400

Tato, słyszysz?

Dzisiaj miałam zupełnie o czymś innym, totalnie. Ale niektóre plany przekreślają przemyślenia, a tymi warto się dzielić na bieżąco.

 

Nawet w moim całkiem dobrym, jak mi się zawsze subiektywnie wydaje domu, dochodzi do momentów, których wolałabym nie oglądać, a które zdarzają się jak w każdej, nawet najbardziej poukładanej relacji. Tzn. nawet w domu zdrowym i ciepłym jak nasz, który dopuszcza mnóstwo luzu i zdrowego rozsądku, a który to kipi wręcz miłością do ludzi w nim mieszkających, dochodzi do niezrozumienia zachowań i wypadkowych tego niezrozumienia, którymi chciałabym potrząsnąć całym gremium damskim i męskim. Dzisiaj. Teraz.

 

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego dzieci płaczą w nocy? Dlaczego po tym jak zgasicie światło, podacie ostatnią, dwudziestą czwartą szklankę wody przed spaniem i przeczytacie trzy i dwie dziewiąte rozdziału ulubionej książki mimo wszystko płaczą, kiedy zamykacie za sobą drzwi? Zastanawialiście się jakie uczucie nimi miota i dlaczego tak histerycznie chcą być trzymane za rękę dopóki usną, a tłumaczenie, że jest już późno i „czas na sen” możecie sobie wsadzić między poślady? Zanim jeszcze raz usłyszę zimne jak śnieg  w Suwałkach „Zostaw. Nic jej nie będzie”, zanim przelana zdziwieniem, że można tak w ogóle pomyśleć z pewnością bliską nieskończoności, pozwolę sobie na bardzo osobisty wyrzyg. U siebie jestem. Wolno mi.

 

„Nic jej/jemu nie będzie” nie jest zjawiskiem mierzalnym jedynie w stopniach Celsjusza i poziomie skali bólu według Justina Schmidta. Wszystkim, którzy zjawisko „komuś coś być” postrzegają jedynie przez pryzmat suchych gaci, braku palenia się żywym ogniem, chłodu z zachodu hulającego przez otwarte okno i obecnością ciepłej kołdry lub jej brakiem, są rodzicielskimi ignorantami.

 

“Komuś coś być” ewidentnie, bo płacze do chuja Wacława, a płacz oznacza emocjonalne załamanie którego powodu nie musimy do końca rozumieć mając zdecydowanie więcej niż trzy lata. Świat postrzegamy już nad wyraz sztampowo kiedy wynosimy się od matek i ojców, a próba dojścia czy tu obecny szloch dziecka jest nacechowany prawdziwym powodem czy zmyślonym jest jak próba ulepienia bałwana z roztopionego w wiaderku śniegu.  My dorośli jesteśmy zaprogramowanymi bytami, którym się coś tam wydaje, a tak naprawdę spektrum naszego widzenia kończy się na wyciągniętej przed nos otwartej dłoni. Bez szerokich szczelin, które wypada od czasu do czasu odwiedzić. Wcisnąć nos żeby zobaczyć ilość kwiatów za płotem. Bez tego zobaczymy tylko uschłe bazie przed zniszczoną sztachetą, ewentualnie tą zdartą dechą dostajemy w pysk po wiejskiej imprezie.

 

Więc jeżeli Twoje dziecko płacze i usilnie nawołuje twojej obecności – po prostu daj mu ją na Boga i nie bądź czasowym egoistą, który odmierza sekundy do otwarcia piwa i odpalenia Play Station. Zbierz tyłek i idź potrzymać za mikro ręce czekając razem z nimi jak drzewne twory za oknem zmienią postać na mniej ludzką, mniej straszną. Jak potwór spod łóżka zabierze tobołek i pójdzie straszyć gdzieś indziej. Zanim jeszcze raz wytrzesz sobie gębę ulubionym „Nie wchodź tam. Nic mu nie będzie” zapamiętaj kilka podstawowych kwestii.

 

  • Będzie. I coś się stało, skoro uwalnia z siebie tyle emocji odpowiedzialnych za długotrwały zawód i głośne jego wyrażenie. To coś to może być jedynie fakt braku ciepła twojego ciała obok. Tylko. I aż.

 

  • Przypomnij sobie to chujowe uczcie, kiedy pierwszy raz na poważnie się zakochałeś, a u ejakulacji tej szczenięcej miłości zostawiła cię i poprosiła, żebyście byli tylko przyjaciółmi. To właśnie takie materialnie nieopisane uczucie ssania, którego chciałeś się wtedy pozbyć targa teraz ciałem tego małego człowieka i jest mu po prostu źle. Źle bez podawania powodu. Ma prawo i bez definicji depresyjnych.

 

  • Z całym szacunkiem, ale masz obowiązek stania na posterunku kiedy wymagają tego twoi żołnierze, bo zostawianie oddziału bez przywództwa to kpina i tchórzostwo.

 

  • Wszystkich mówców i głosicieli tez o emocjonalnym wykorzystywaniu i graniu na najbardziej wrażliwych strunach matek pozdrawiam środkowym palcem. W dupy sobie wsadźcie hasła o zimnym chowie i liczeniu czasu do podejścia do łóżka dziecka. Ja z definicji rodzica mam stać przy tym stworzeniu i minimalizować niekomfortowe postrzeganie rzeczywistości. To tam dziewięćdziesiąt centymetrów zawinięte w puch z królikiem liczy na to, OCZEKUJE, że wymyślę sposób na całe zło świata. W tym na lęk i niechęć samotnego zasypiania. Zawsze stawiam się na miejscu mojego zlepka organów i czuję jak ono czuje. Nie lubię się bać. Nie lubię czuć się jak kropla w morzu przepastnego pokoju. Nie lubię, kiedy gasi mi się światło po strasznym filmie. Nienawidzę samotności i nie chcę jej fundować innym. No proste przecież!

 

  • Nie traktuj swojego dziecka jak chodzącej niemowy bez zdania, bo ono czuje, odbiera i zapamiętuje zdecydowanie więcej niż się nam wszystkim wydaje. Bądź. Słuchaj. Wczuj się. I nie wynoś się na piedestał zajebistości bo tak. Na wszystkie tytułu trzeba sobie ciężko zapracować.

 

Wracam do codzienności. Otwórzcie oczy i umysły. Zacznijcie mądrzej bo czasu wam niewiele zostało. Ojcowie. i matki.

 

*grafika: http://www.kurzemnieks.com/portfolio/bumpers/

170307 BGB C3 Kite 800x200 4Kids

Krystyno_nie-_denerwuj_2

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

32 Comments

  • Taka sobie

    07.12.2016 at 00:39 Odpowiedz

    I tu się z Tobą zgadzam. Amen.

  • Elżbieta Grylewicz

    07.12.2016 at 01:56 Odpowiedz

    Wydrukuję w milionach egzemplarzy i będę tym w ludzi rzucać! Jak zawsze zajebiście w punkt! Kocham Cię za prawdziwość, Michalina!

  • mama Filipkowa

    07.12.2016 at 06:24 Odpowiedz

    Pięknie i prawdziwie napisane. Zgadzam się w zupełności. Zawsze powtarzam że jak mój mały synek ma problem (i np. płacze) to jest to problem na skalę jego całego 4 czy 5 letniego życia. To zawsze było i jest WAŻNE. Nie potrafiłabym wyjść z pokoju gdy jest smutny czy płacze, nieważne z jakiego powodu. Widać i czuć jak bardzo kochasz swoje dzieci i cieszę się bo ja kocham tak samo :) Pozdrawiam Was ciepło!

  • Joaśka

    07.12.2016 at 06:55 Odpowiedz

    Cudowna, mądra Michalina❤

  • Shyshka

    07.12.2016 at 07:25 Odpowiedz

    Nigdy nie rozumiałam tego sposobu uczenia dzieci zasypianie z liczeniem niewiem co to za metoda aby dziecko się wyplakalo i ze zmęczenia i ze strachem zasnęło. Przecież to moje najdroższe i ukochane maleństwo. Mam dwie córki. W tym jedna 12 a druga 4 . Obydwie ze mną spaly. Nic im nie jest mamy się świetnie są śliczne i kochane. Bardzo fajny i dobry tekst.

  • Dorota Sajan

    07.12.2016 at 08:01 Odpowiedz

    o jezusie…zryczałam się…tak…taaak!….TAAAAK!!!!! <3

  • Agata

    07.12.2016 at 08:25 Odpowiedz

    Amen. Ja tez nie ogarniam takiego podejścia. Czytamy aż syn zaśnie. Przytulamy aż zasnie córka. Skoro nas póki co potrzebują co wieczór to jestesmy przy nich. Proste.

  • emilia

    07.12.2016 at 08:41 Odpowiedz

    Jej..jak dobrze,ze nie tylko ja tak robie …ba nawet spimy razem a ma 3,5 roku ..oczywiscie oczami tesciow wchodzi mi na glowe i robi ze mna co chce….wrrrrr…..DZiekuje 🌸🌺

  • Piotr

    07.12.2016 at 09:26 Odpowiedz

    A czasami dziecko jest po prostu cwane i wymusza na nas pewne zachowania. Nie ma osoby przed która łatwiej to skryć niż rodzić (zwłaszcza mama). Każdy jednak wychowuje swoje dzieci najlepiej jak potrafi i wg własnego uznania. Ten artykuł jest orężem dla rozhisteryzowanych matek (skoro zostałem nazwany ,,czasowym egoistą, który odmierza sekundy do otwarcia piwa i odpalenia Play Station” to czuję się uprawniony do nazwania tak matek, które ślęczą nad dzieckiem poświęcając mu 4 godziny aż zaśnie, co powtarza się 5 dni w tygodniu) , dzięki któremu będą mogły opowiadać, że wychowują swoje dzieci wg najnowszej wiedzy (zdobytej na blogu).Tak jak powiedziałem – każdy wie co dla jego dziecka jest najlepsze. Amen

    • MamaRysiowa

      07.12.2016 at 09:43 Odpowiedz

      “Wiedzy zdobytej na blogu” trąci trochę podśmiechujką, a wprost napisałam ze jest to moje subiektywne zdanie nie opinia profesorska. Proszę o niegeneralizowanie i splaszczanie wywodu, bo ze wszystkich linii o tym jak czuje dziecko pan odnosi się do play station. Standard. Nie ma przyzwolenia w moim domu na zamykanie drzwi za płaczącym dIeckiem i czekanie aż w spazmach zmęczy się na tyle ze zaśnie. Mało tego drażni mnie próba nazwania mnie “oprawca”, bo siedzę nad dzieckiem aż zaśnie. No siedzę, bo to dIecko tego potrzebuje i jest moje i ma się nie czuć źle.

      • Piotr

        07.12.2016 at 09:53 Odpowiedz

        Nasze subiektywne zdanie nie zawsze musi licować z obiektywną wiedzą. Nie ja zacząłem wydawać sądy wartościujące także proszę się uspokoić. Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

  • Taka Sobie Matka

    07.12.2016 at 09:35 Odpowiedz

    Trochę tak, a trochę nie.

    Zgadzam się z Tobą całkowicie w ogóle, ale, jak zwykle, drażni mnie szczegół;> Słucham moich dzieci i walczę do upadłego o nietraktowane jak chodzących niemot bez zdania, krucjatę mam taką. I właśnie dlatego, że ich słucham, doskonale wiem, że ich płacz (zwłaszcza Drugiej) to BYWA również – obok wzywania pomocy, potrzeby ciepła, zwyczajnego złego dnia i miliona innych rzeczy – emocjonalny szantaż najniższego sortu. U nas nie dotyczy to spania, bo oba zasypiają same bez żadnych cyrków odkąd skończyły tak ze 4 miesiące, ale wszędzie indziej zdarza się, że rozmyślnie nie reaguję na płacz. Bo wiem, jaki to płacz i nie negocjuję z terrorystami. I nie ma to NIC wspólnego z zimnym chowem;)

    • Piotr

      07.12.2016 at 09:41 Odpowiedz

      Wygląda na to, że jesteś “czasowym egoistą, który odmierza sekundy do otwarcia piwa i odpalenia Play Station”. :) Pozdrawiam i popieram.

      • MamaRysiowa

        07.12.2016 at 09:46 Odpowiedz

        Standardowy mężczyzna. Bardziej nie można.

        • Piotr

          07.12.2016 at 09:48 Odpowiedz

          A prpos seksizmu.

  • Paulina

    07.12.2016 at 10:40 Odpowiedz

    Dziękuję Ci za ten wpis dzisiaj… tak bardzo był mi potrzebny!!!

  • Margret

    07.12.2016 at 11:09 Odpowiedz

    Zgrabnie ujęte. Każdy człowiek ma problemy na miarę swojego wieku i trzeba się z nimi na poważnie mierzyć. Myślę, (albo się łudzę?), że liczba rodziców “nic mu/jej nie będzie” maleje. Ale jak do nich doliczyć rodziców: “ja tak byłem chowany i żyję”, “nic się nie stało”, “jakie ty możesz mieć problemy” to robi się spora grupa wkurzających osobników.

  • Meggy

    07.12.2016 at 11:38 Odpowiedz

    Zgadzam się w 100 %! do dzisiaj pamiętam ten strach, choć już parędziesiąt wiosen mam za sobą, i słowa ojca “idź przytul się do poduszki i śpij”. Nie rozumiem i pewnie nigdy tego nie zrozumiem …. Sama mam teraz dzieci i nie wyobrażam sobie żeby tak je traktować

  • AnetaNatalia

    07.12.2016 at 13:16 Odpowiedz

    Jeśli Dziecko nie ma oparcia w rodzicach, musi szukać sobie alternatywy: ssanie kciuka, obgryzanie paznokci etc. Tylko potem jako większy człowiek wie, że na rodziców liczyć nie można, więc nie zdziwmy się, jak wtedy również będzie zaspokajało swoje potrzeby emocjonalne gdzie indziej. Cieszę się, że mój Mąż nadal pamięta to uczucie z dzieciństwa, gdy bał się wystawić stopę z łóżka z powodu czającego się pod nim potwora – dzięki temu jest empatycznym rodzicem.

  • ania

    07.12.2016 at 15:43 Odpowiedz

    Kochana, ileż ja razy słyszałam jaki to popełniam życiowy błąd, pozwalając mojemu synkowi spać z nami, kiedy przychodzi w nocy do naszego łóżka. A częściej przychodzi niż nie przychodzi, a ma już 8 lat, i już tak 8 lat kursuje 😀 Choć rzeczywiście coraz dłużej śpi we własnym łóżku, to jednak i tak mamy pewność , że 9/10 przypadków znajdziemy go rano u nas. Już nawet nie zauważamy kiedy się wślizguje.
    A teraz młoda- 2,5. Łóżeczko ma przy naszym łóżku i chętnie w nim śpi, ale na te ostatnie dwie godzinki snu i tak zwykle wślizguje się do nas. A co tam, skoro potrzebuje.
    A teraz hardcore – pies. Teoretycznie zgody naszej nie ma, ale duży nie jest więc jak tak w nocy, centymetr po centymetrze sunie do poduszki, to nawet nie wiemy kiedy.
    Ewidentnie jest ciasno, klniemy rano, że za ciasno, że trzeba młodym jakieś atrakcyjne łóżko kupić – może piętrowe, może z baldachimem. Wszystkim martwiącym się o dzieci (że pies) zawsze powtarzam, że to o psa właśnie martwić się trzeba, bo on jako jedyny odrobaczany regularnie, a reszta nie.

    Jako dziecko, bardziej niż czarnej wołgi, bałam się sama spać. Jeśli moje błędy wychowawcze mogą sprawić, że moje dzieci będą się bały trochę mniej, to pal licho poprawność.

  • Anna

    07.12.2016 at 16:52 Odpowiedz

    Mądra z Pani Kobieta. Mądra Matka.

  • Matkakumatka

    07.12.2016 at 22:16 Odpowiedz

    Co by człek nie napisał, zawsze odbiór będzie zależny od punktu siedzenia i toku rozumowania, a z tą logiką to bywa różnie…
    Mnie się akurat trafiło tak, że bez pomocy Sherlocka Holmes’a potrafię rozszyfrować, kiedy płacz jest zwykłą manipulacją, a kiedy mój Szurek Lądowy potrzebuje mnie tak po prostu , zwyczajnie. Smutne dni miewał już w przedszkolu, kiedy to zapłakiwał się rzewnymi łzami, twierdząc że ma właśnie kryzys emocjonalny.
    Dziecko, to taki mały dorosły ludek, który czuje, rozumie i niepotrzebnie odbiera się mu szansę na słownictwo pozbawione zdrobnień. Szybko też uczy się, jak pewne zachowania można wymusić.
    Niewidomych i głuchy matek są miliony i one zapewne też odnalazły część siebie w tym tekście. Nic mi do tego, skoro to nie moje klocki. A i punkt widzenia subiektywny, więc się nawet nie liczy.
    Ja tu czytam o mądrej matce Krysi i Rysia, która zbudowała więź uczuciową z dziećmi na długo przed pierwszym skurczem “and no matter what”, cudownym wsparciem będzie dla nich zawsze, dopóki jej się oko nie zamknie. I nie chodzi tu o wspólne zasypianie w towarzystwie nocnej lampki, bynajmniej.
    Czytam Cię Michalina zawsze, zawsze uśmiechnięta i czuję wtedy niebezpiecznie, że skradłaś mój pomysł na wychowawstwo. 😀
    P. S. Panie Piotrze, smutny ten Pana świat bez dystansu sytuacyjno- życiowego i dobrego poczucia humoru. Cóż, na szczęście konsola czasem też potrafi jakąś tam namiastkę szczęścia i uśmiechu dać.

  • Magda

    07.12.2016 at 23:39 Odpowiedz

    Dziekuje za ten wpis. Ja juz nie moge sluchac mojej mamy, siostry, teściowej, ktore co rusz krytykuja nasz sposob wychowania corki. Coreczka ma dopiero 19 miesiecy i ja najlepiej wiem, czego jej potrzeba. Serce mi sie kraje, kiedy placze. Wkurzaja mnie rady typu “zostaw, niech sie wyplacze”, “musi spac u siebie”, “po 20tej zgas swiatlo i ma spac”. U nas tak nie jest i w oczach rodziny rozpuszczamy dziecko. Spi z nami, nigdy nie zostawiamy jej gdy placze, nie chce spac o 20tej, to niech biega. Nosze ja na rekach, kiedy tego potrzebuje. Ostatnio nie chce spac w dzien. Trudno, bedziemy robic cos innego. Dodam tylko, ze moje dziecinstwo nie bylo nieszczesliwe, bylam chowana raczej staroswiecko, ale najwiekszy zal do rodzicow mam wlasnie o to, ze nie dawali mi siebie, poczucia ciepla i bliskosci. Do tej pory jest miedzy nami bariera. Nie pamietam czulosci ze strony rodzicow i za wszelka cenę postaram sie nie popelnic ich bledow.

  • Monia

    08.12.2016 at 12:44 Odpowiedz

    Nawet jeśli moja pociecha ma już lat naście i wzrostu z metr siedemdziesiąt, to wciąż jestem wrażliwa i czujna na każdy jej problem. Nie chce mieć poczucia, że kiedyś coś przegapiłam, nie pomogłam, nie wsparłam.
    Jako dzieciak i nastolatka zbyt często byłam pozostawiana sama ze swoimi dziecięco-nastoletnimi problemami. Do teraz nie potrafię się mojej mamie zwierzać z problemów, mimo że mam już 40 lat. O tym że rozwodzę się z mężem, dowiedziała się ostatnia.
    Nie chce powielić tego błędu.

  • Marta

    20.12.2016 at 11:38 Odpowiedz

    całkowita racja

  • Zosia

    02.01.2017 at 12:16 Odpowiedz

    Szczęśliwego Nowego Roku

  • Gustavo Woltmann

    08.01.2017 at 20:06 Odpowiedz

    Warto poczytać o szkodliwości metody pt. “niech się wypłacze”. Skoro dziecko potrzebuje rodzica, to rodzic powinien to zrozumieć, filozofia ta nie powinna być zbyt głęboko rozwlekana :)

  • Jorguś

    09.01.2017 at 14:56 Odpowiedz

    Trafiłaś w dziesiątkę. Dobrze się to czyta, oby tak dalej!

  • Monika

    16.01.2017 at 08:44 Odpowiedz

    non stop się zastanawiam

  • Roksana

    22.01.2017 at 17:29 Odpowiedz

  • monika

    03.02.2017 at 11:35 Odpowiedz

    Ach, czy doczekam się bloga rodzicielskiego autorstwa kogoś, z tak kapitalnym poczuciem humoru i inteligencją kipiącą z każdego tekstu, który jednocześnie będzie w stanie powstrzymać agresję wobec “tych innych, ZŁYCH rodziców” co to wogle nie umieją w dzieci i wychowanie, bo nie robią tak, jak TRZEBAIKONIEC. Tymczasem i we wcześniejszych i w późniejszych artykułach tego samego autora regularnie pojawia się przesłanie: “będę wychowywać swoje dziecko tak, jak uważam za słuszne, chcę dla niego dobrze i wszyscy oceniający mnie rodzice i wtrącające swoje zdanie ciotki klotki fak of, only god can judge me”. Kali ukraść – dobrze, Kalemu ukraść – źle?
    Rozumiem, że są takie patologie, których nie da się nie potępić. Ale w niektórych, jeśli nie w większości przypadków chodzi moim zdaniem o umiar. Nie zamierzam stosować na dziecku metody 3U “usra się, usmarcze, urzyga, aż w końcu zaśnie”, ale też będę się starać, w możliwie atraumatyczny sposób, uczyć je zasypiania w pokoju samemu. Nie jestem oszołomem i rodzi się we mnie bunt jak czytam, że moja ulubiona niedenerwujmatkikrystyna taki wyrok na mnie wydała.
    Pozdrawiam z szarej strony mocy!

    • MamaRysiowa

      13.02.2017 at 15:28 Odpowiedz

      Agresję? nie doszukiwałabym się tu agresji.

Post a Comment