Szyfrant.

Szyfrant.

Młoda zaczęła gadać. Nawija jak z kałasza często miksując słowa. Papuguje i powtarza. Oprócz czystych walorów zapachowych dokładnie komunikuje obsrane gacie i głód. Świetnie wychodzi jej każde zdanie, które neguje moje lub jest formą sprzeciwu dla decyzji matki lub ojca. Ciężko chociażby tłumaczy się dziecku, że pędzla po gruntowaniu ściany się nie liże, i że jak mama zamyka drzwi od toalety, to zapewne dla zdrowia psychicznego całej rodziny. Spisałam wszystkie narzecza, jakimi się posługuje, dla siebie i dla zdrowotności późniejszych wspomnień przy wigilijnym stole.

tat – logiczne. „Tak” w języku Rysi odpowiada na wszystkie pytania, które zawijają znakiem zapytania. Nie muszą mieć sensu, ważne, żeby się Ryszardzie podobało. Dla przykładu: – Krysiu kotlecik czy rosołek ?– tat, albo: – lubisz ciocię Dominikę? – tat,- ale pewnie wolisz kota bez nogi  i dwa słonie , prawda? – tat. Umiejętność dziecka można wykorzystywać do zadań specjalnych lub po prostu dla własnej chorej rozrywki: – Ryśka wywalisz się na tej hulajnodze! – tat, – a wiesz, że bez zębów będziesz brzydal? – tat, – mhm, a foka bez siusioka? – tat. – Barcelona czy Real? – tat. Mało wychowawcze. Standard zachowany.

nie – świetnie wychodzi w połączonych zdaniach gdzie „tat” i wręcz zaryzykowałabym stwierdzenie, że „nie” w połączeniu z absolutnie każdym poznanym słowem wychodzi dziecku najlepiej. – Chcesz mleczko? – tat, – ale później idziemy spać? – NIE! Czasem można dziecko podpuścić i podrzucić jakieś łatwe zdanie na „tat”, żeby na koniec wyskoczyć z myciem zębów, którego szczerze Rysia niśt toleriren. – Dziecko kochasz mamę? – tat, – tatę? – taaaat, a czekoladę byś zjadła? – TAT! – Super, to później już tylko ząbki i spać? –TAT!….. tzn. nie, NIE! NIE CE!

tala  – etymologia tego słowa jest dosyć skomplikowana,  a słowo „tala” tak naprawdę pochodzi od… a chuj wie. Nie wiem. Nikt nie wie. Domyślaliśmy się kilka tygodni.”Tala” znaczy „siadać” i jest to tylko wynik szczegółowych badań matki na miarę amerykańskich naukowców. Dziękuję i polecam się na przyszłość w kwestiach łamania szyfrów.

kocipaż – Gdyby nie przypadek i moje kocie miałki po 21:00 na temat: co by tu dzisiaj dziecku zaśpiewać, nie wiedziałabym do dziś. Półmrok, kołdra już zaciągnięta na uszy, jadę klasykiem o dwóch kotach, dziecko oczy jak szparki. Sile się, stękam,  a Krystyna odwracając się do mnie zaczyna dziarsko: -a-a-a, kocipaż! Kocipaż to „koty dwa”! Można? Można.

Dzidziaba – Nikt nie wie kim była Dzidziaba. Każdy mógł nią być, nikt mógł nosić to imię. Dzidziabo, kim jesteś? Kim jesteś…

buju – wujo

alo – ucho i telefon. Również chęć pogadania z ojcem. Nie ma lekko w świecie matek.

mima – nie ma, zjadłam, poszedł, szlag by to. Generalnie był, ale się zmył.

pać – spać. Kiedy dziecko zaczyna krzyczeć „pać” zostało maksymalnie dziesięć minut, żeby donieść ją do auta/łóżka. Pać to też wózek. Czasem łóżko. Jest łatwiej, kiedy używa do wszystkiego wskazującego palca. Inaczej ja przytakuje jak kretyn mamrocząc pod nosem – tak, tak, i tak nie wiem o co chodzi.

pese – no niby piesek. Ale pese to też kot, wiewiórka, kozy, koń  i każde  wiejskie życie, np. zające. Trzeba wyczuć co dziecko ma na myśli. To jest prawdziwa księga dżungli!

cipci – ptaszek. Nie ważne czy koliber, gołębie czy sęp morderca. – OOOOOO CIPCI i wszystko jasne. Ptaszek.

Sisia – Krysia. Jak dziecko podnosi głos groźne i zaczyna z tą całą „Sisią” wiedz, że już jej nie nakarmisz własną ręką. Wiedz, że już tyłka jej nie umyjesz, wiedz, że nie poodkurzasz za wersalką. SISA = JA SAMA.

pupa – tak, łatwe. Pupa to pupa, ale częściej kupa. Najczęściej kupa kiedy już jest za późno. Jesteśmy na etapie odpieluchowania, if you know what I mean….  Często po słowie „pupa” idzie „fuuu” i „blee” a na koniec „Sisia nu-nu”. Kumata, co? Szkoda, że nie taka mądra zanim narobi w gacie.

cita – czytać. W języku dziecka „rwać kartki”.

dzidzia – wszystko co od kiełkującego bobasa do człowieka bez wąsów i przed mutacją.

si – gorące, ale też wszystko co nie dla Kryśki. Coca -Cola, alko i pornole w kiosku na półce.  „Si” czyli „zło”.

buuuuuuuu – inalator, przecież logiczne.

alolu – ajlowju

sieeeeś – cześć

jajo – jajko. I ziemniaki.

łał – paznokcie u matki. Nie pytajcie…

baba – no babcia

dziad – dziadek.  Najwidoczniej na mniejszym propsie niż babcia. Ona baba a on dziad.

loa – loda. Dajcie mi loda.

Mymun – Tymuń. Taki tam nieletni narzeczony, pozdrawiamy.

Jest jeszcze cała grupa irytujących, jak: „daj”, „to”, „oć”, „tu”, które wypowiadane przy odpowiednich decybelach i z odpowiednią częstotliwością mogłyby spokojnie łamać więźniów na torturach w Guantanamo. Grupa rozczulaczy: „moja mama”, „moja tata” i wszystkie inne standardowe, które nie potrzebują tłumaczenia,  i które to rozumie przeciętny Kowalski, np. „pacha”. Przewidywalne w ustach niespełna dwulatki, prawda?

Teraz śpi Diabeł. Rano otworzy oczy i zacznie od  „mima tata”, co oświadcza mi kilka razy w tygodniu. Nie ma taty mamo. „Tata paci (w pracy)”, „mama am”, „baja” i jakoś leci. Jakoś się poznałyśmy, żyjemy i odpowiadamy na potrzeby natury. Trudne życie szyfranta.

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

22 komentarze

  • ~facet z Łodzi

    09.09.2015 at 23:36 Odpowiedz

    tak się popłakałem ze śmiechu , że aż żonka strzeliła focha 🙂

    Ale już jej przeszło.

    A u nas AU to rower i wszystko co rowerowe ( jestem mechanikiem rowerowym )
    AWA to pies i całe zoo – czyli tak jak i u ws.
    Ksisia czyli jej kuzyn 7 latek. Ale też każdy dzieciak.

  • ~alex

    10.09.2015 at 07:55 Odpowiedz

    Posikałam się za śmiechu plując na monitor 🙂 dzięki! To będzie fajny dzień 🙂 moja trochę młodsza, ale też już nawija. Pozdrawiamy was!

  • ~mika

    10.09.2015 at 08:17 Odpowiedz

    Ha! Ale mi przypomniałaś! Spytałam właśnie moją dorosłą córkę:
    – Jak byłaś mała, na kuzyna ciągle wołałaś „deju”. Ciekawe co to mogło znaczyć.
    Córka na to (bez zastanowienia) – Jak to co? – „debilu”.
    Pojęcia nie miałam, że ona wtedy znała takie słowo, a tu proszę, po latach się człowiek dowiaduje 🙂 .

  • ~Martyna

    10.09.2015 at 08:20 Odpowiedz

    Fajny ten słownik 🙂 Mój ma już 4 lata i jedyne co zapamiętałam to NUNA – czyli woda i DINDA – winda 😉

  • ~mila

    10.09.2015 at 08:22 Odpowiedz

    Świetne, u nas hitem był pisior (telewizor) 🙂

  • ~Emi

    10.09.2015 at 08:34 Odpowiedz

    Taterki. To skarpetki są u nas. Rikiki-rękawiczki:)

  • ~Kama

    10.09.2015 at 09:29 Odpowiedz

    U nas najlepsze było „szyszomba”, długo rozkminialiśmy o co chodzi aż w końcu udało się odkryć, ze to był szampon. Takie specjalne słowa są boskie i warte zapamiętania 🙂

  • ~Aneta

    10.09.2015 at 10:49 Odpowiedz

    Moja gwiazda ma już prawie pięć lat, ale „taptap” na przepraszam, dziękuje, dzień dobry… zapamiętam na zawsze 🙂
    pozdrawiam

  • ~Agunia

    10.09.2015 at 11:19 Odpowiedz

    Super się czyta. Mój siostrzeniec na wuja mówił fufa, na psa o imieniu Sara mówił De i pies przychodził,jakby rozumiał ze to o nim. Moja siostra na ćmę mówiła ćmuła

  • ~maria

    10.09.2015 at 11:42 Odpowiedz

    U nas: popon-pociąg, tator-traktor, kogutka-pobudka i bapa-starsze panie

  • ~Pat

    10.09.2015 at 12:44 Odpowiedz

    Moj tez szyfruje.

    Aja- dziecko

    Baja- chu go wie co. Myslalam, ze to kolor. Bialy znaczy sie. Ale nie. Niektore samochody bez wzgledu na kolor sa baja, niektore baja nie sa. Pozostanie to zagadka…

    Dzi- samolot

    Ananas- banan oczywiscie.

    Pozdrawiam 🙂

  • ~KatrinDeNef

    10.09.2015 at 15:08 Odpowiedz

    Dzidziaba, to może być: dzidzia ( Sisia ) usiadła, bądź chce, lub nie chce, upadło coś, jej upadło, spadło-samo, wyleciało.
    Twoja Sisia,
    Myślę, że bardzo do niej dużo mówisz,
    mówi podobnie do mojego Polka tyle że Polek ma już 11 lat ale też zaczęła bardzo wcześnie mówić.
    Uważaj Kryśka da radę – będzie pyskować jak nic.
    Zapewne po matce.
    Moja córka też tak pięknie zaczynała mówić, tak mi się to podobało, teraz już mniej:) Mimo, że po matce.
    Np. była dzidziaba i kupapa – kupa psa, kota, konia ! bobki kozie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    P.S
    Widziałam Was, ale nie lubię przeszkadzać. 🙂

    • Mama Rysiowa

      10.09.2015 at 19:34 Odpowiedz

      Trzeba przeszkadzać. Lubię przybijać piątki na ulicy.

  • ~aga

    10.09.2015 at 15:10 Odpowiedz

    z tego co pamiętam po kuzynostwie: chła – pchła.
    Jajuś – Jaruś (zdrobnienie od Jarka)

  • ~DeeDee

    10.09.2015 at 21:09 Odpowiedz

    U nas też szyfry 😉 Młody ma 21 miesięcy.
    Aupo – auto
    Piłpi – piłka
    Ama – jeść
    Baba – babcia ale też dziadek, choć zaczyna mówić dziadzia, ale też baba to ich dom. Logiczne 😛
    Bana – banan
    Koło – koło. wszelkie okrągłe rzeczy
    Tupo – trójkąt
    Brrrrr – auto i wszelkie mechaniczne sprawy. nie musi jeździć, ważne, że hałasuje.
    Jao – jajo
    Bep – chleb
    Pi – śpi
    Pać, Paś – spać, jestem śpiący
    Isie – teletubisie

    Tak że ten. Chyba szyfrujemy podobnie 🙂
    A, młody od ojca swego uzyskał po urodzeniu ksywkę Bambulin. Nie wiem gdzie mężowy mózg zawędrował w poszukiwaniach takiego słowa, Mąż sam nie wie. Generalnie zobaczył małego i pierwsze co jego mózg w ojcowskim wzruszeniu wyprodukował to ‚Bambulinek kochany’ – i tak zostało 🙂 W każdym razie mały mówi czasem o sobie ‚uli’. A znasz to? https://www.youtube.com/watch?v=aw1SGIcoVf8 Jak mały coś napsoci to ojciec lata za nim i woła ‚ty dziabaduchu jeden!’. A młody biegnie z piskiem i uśmiechem na paszczy i czasem woła ‚Uhu! Uhu!’ 😀

  • ~mo

    11.09.2015 at 07:14 Odpowiedz

    Moja ma 16 miesięcy mówi np kokarda korale ale chodzi dopiero od 2 tyg 🙂

  • ~sodomiaigomoria

    12.09.2015 at 12:06 Odpowiedz

    Ja już duże mam dzieci (no dobra, trochę duże bo nadal do przedszkola się kwalifikują a nie do pracy) i hity są dwa – jeden z czasów początków mówienia – posiki, czyli spodenki. Drugi to słowotwórstwo na poziomie 4 latka – wskazałam na biustonosz i zapytałam co to jest. Odpowiedź: „klapka piersinowa”

  • ~jydyta

    16.09.2015 at 15:42 Odpowiedz

    Moja siostrą i jej ” jeb z petem ” ( chleb z pasztetem) to rodzinny klasyk 😀

  • ~Meg

    16.09.2015 at 15:45 Odpowiedz

    Też tworzę nasz własny słownik dla potomności 🙂 Z najbardziej irytujących to „ooooć mama!” 60 razy dziennie. No i rozbraja mnie np. „nie mam siły. ączki! (na rączki) oraz „nie mam czasu. Zajęty jestem”- lat 2, m-cy 4.

  • ~Meg

    16.09.2015 at 15:46 Odpowiedz

    a! i jeszcze dobre jest z francuska wymawiane: „Mohhela” (morela)

  • ~Nena

    21.09.2015 at 18:15 Odpowiedz

    Boskie! Choć część i u nas występuje 🙂
    W naszym słowniku jest jeszcze „sisinka” – i nie ważne czy to dziewczynka czy chłopiec 🙂

  • ~anka

    06.11.2015 at 22:55 Odpowiedz

    Może „dzidziaba”, to plac zabaw? U nas była „paraba”. Brzmi podobnie 😉

Post a Comment