Subiektywny ranking 5 mitów pierwszego macierzyństwa – konkurs i nagrody za wszystkie macierzyńskie falstarty!

Subiektywny ranking 5 mitów pierwszego macierzyństwa – konkurs i nagrody za wszystkie macierzyńskie falstarty!

Kto z nas nigdy nie wpadł w pułapkę obietnic prequela pierwszego macierzyństwa, czyli dokładnie tego czasu, w którym mądrujemy się na temat dzieci w częstotliwości wzmożonej, z emocjonalnym nacechowaniem takim i pełnym przekonaniem, że znamy się na tym, jak na obieraniu ziemniaków w kostkę minimum – niech pierwszy rzuci kamieniem.

 

Jezu słodki w krzakach malin, kto się nigdy nie zaśmiał z innych, znanych i nieznanych, stojących i mijanych, obserwowanych i zupełnie przypadkowo zaobserwowanych – matek, ojców, babć i dziadków, że co oni na Boga dziecku czynią, ja bym tak nigdy w życiu, W ŻYCIU NIGDY BYM TAK! – niech stanie tu przede mną tyłem, szeroko rozłoży ręce, zamknie oczy i leeeciiiii  wierząc, że przyjdzie mi go złapać gdzieś w okolicach podłogi. Ale spokojnie, chojraków przekonań, panów tez i baronów mądrości tylu, ile pierwszych dzieci, pierwszych ciąż, a jak wiadomo życie pisze najciekawsze scenariusze.

 

Przedstawiam dziś własny, zupełnie subiektywny ranking 5 mitów pierwszego macierzyństwa i zachęcam do porządnej analizy, rachunku sumienia, sporządzenia zestawu własnych praw – banialuk macierzyńskich, bowiem na końcu turbo (jak zawsze u mnie) konkurs z nagrodami z MiniMini+, które to nam życie wychowawcze uratować dało jakiś milion razy!

 

  1. Mit pierwszy. Będę pracowała do samego końca! Minimum osiem miesięcy.

 

Zaczynając od samego początku, bo tam zaczynają się obietnice bez pokrycia, tam się to wszystko tli, kiełkuje, rośnie. Ciąża? Senność?  – HA! leniwe moje, z parciem na L4,  kategoria „B”. Ja, kochane panie, będę aktywna jak elektrownia atomowa i emocje utrzymam na wodzy, hormony w dwuszeregu – frontem do mnie, baczność, spocznij. Ja będę umiała do siebie racjonalnie mówić, wołać wewnętrzne głosy. Tak będę do siebie szumieć kojąco, tak „ciiiiiiiii” i „szszszszsz”, jak morze, i słuchać będę siebie jak z muszelki zakręconej, z napisem „China”. Przywołam siebie do porządku, no problem. Nie będę krzyczeć i płakać na zmianę, nie będę chciała nikogo zamordować nożem kuchennym z piłką, siebie również obiecuję nie, a do pracy, to do tego ósmego miesiąca będę jeździć tramwajem, w obcasach, z torbą z laptopem, w pełnym makijażu i z włosami na wałek.

 

 „Ludzie, ciąża to nie jest choroba przecież!” – tak będę z tego tramwaju przez otwarte okno krzyczeć, sypiąc płatki róż na chodnik i miłość rozdając w słowie, w geście. Nawracać będę! Mało tego w pudełeczko śniadaniowe zapakuję dzień w dzień marchewkę w słupki, jabłko w ćwiartki i wesoło „zachruptam” nad kubkiem czystej wody mineralnej tą dobrocią z witaminą, bo kawą będę gardzić, odkąd mi tylko potwierdzą dziecko w brzuchu. Wielka jak dług publiczny, ale w obcasach i spodniach z jeansu obiecuję jakem stoję, bronić dobrego imienia ciężarnych. Na pohybel malkontentkom, marudom, hipochondryczkom i zaniedbanym maDkom z kucykiem do tyłu, włosy na glanc.

 

No. Później wyłączyli mi prąd, wywaliło mi korki w całym gospodarstwie. W siódmym tygodniu jakoś, no doprawdy. A no i niemalże zjadłam męża z głodu. W ubraniu. Kawą polewałam ciało, całe, maczałam paliczki, cała się maczałam, żeby się lepiej wchłaniała, a słowo „morderstwo” to mi iPhone podpowiadał nawet jak chciałam napisać „Władywostok”. Tak było! Tam skłamałam po raz pierwszy.

 

  1. Mit drugi. Nigdy nie dam się znieczulić przy porodzie.

 

 

Tak sobie zgrabnie przeskoczę kilka obietnic, które mi się nie udały, np. systematyczne smarowanie brzucha kremem na rozstępy i liczenie kalorii, stanowiące histeryczną próbę posiadania szyi w dniu porodu. No, nie „pykło”, że się tak delikatnie wyrażę. Nie udało się do tego stopnia, że jedyne zdjęcie, jakie mi stary strzelił na porodówce dwie godziny przed finałowym parciem, nie nadaje się do jakiegokolwiek albumu rodzinnego, nawet najbardziej ekstremalnego z napisem „NIE WYCIĄGAJ TEGO CZŁOWIEKU ZE ZŁOTA, KURNA, NAWET POD GROŹBĄ CHŁOSTY”.

 

Wracając do znieczulenia – bardzo szybko zweryfikowałam postanowienia antyfarmakologiczne, kiedy zaczęłam kręgosłupem wywlekać flaki własne, na lewą stronę, przez dziurkę, co mi Bozia dała, jak jakąś bluzkę, a oczy zaczęły z orbit lecieć na dwóch, ciężkich sprężynach. Mniej więcej też wtedy, kiedy użyłam słowa na „k” jakieś dwieście tysięcy razy w kombinacjach wszelakich dotarło do mnie, że jednak nie chce być twarda i ten ruch wyzwoleńczy to ja serdecznie pozdrawiam, szanuję, ale chciałabym jeszcze pamiętać, za co w ogóle dopuściłam do siebie męża, prawda, i jak to jest nie chcieć umrzeć z bólu.  W taki sposób, z nutką lekkiego self – zakłamania, urodziłam dwoje dzieci po podaniu zewnątrzoponowego, z czego tylko jedno doczekało faktycznego znieczulenia, a drugie olało prośby matki, wrzaski, łzy pot i plwociny, wychodząc szybciej, niż zdążyło znieczulenie zadziałać. Elo.

 

  1. Mit trzeci. Moje dziecko będzie grzeczne. Nie to co wasze dzieci.

 

I wszystko szło w dobrym kierunku, ja poważnie byłabym w stanie uwierzyć, że to się uda, że to jest kwestia wychowania, kwestia silnej woli rodzica i mądrości, którą przecież grzeszę (:D). I wszystko super, wszystko tak!, gdyby nie podstępne pułapki hipermarketowych specjalistów od reklamy i starych wyjadaczy konfliktów rodzinnych. Święta Bożego Narodzenia. Wchodzę do sklepu po chleb i szynkę, za rękę słodko podskakuje mała dziewczynka, kitek sztuk dwie.

 

– Sprytnie, myślę sobie – sklepowi stratedzy – jedno wejście na salę, obstawione po pachy czekoladami, jajeczkami z niespodzianką, reniferami wystającymi z ptasiego mleczka, zabawkami, nową ciastoliną w zestawie z przyrządem do wydłubywania jej z dywanu (dobra, tego nie ma, a przydałoby się), lalkami wszelkiej narodowości, maści i rozmiaru, z wózkami, domkami, końmi, rowerami i garnkiem bigosu w zestawach, z licencją na sikanie, prawem na spanie i oczami, co się zamykają jak się je położy – no Panie, wszystko na tym wejściu ustawili. W s z y s t k o. A ja chciałam tylko krojony wiejski i trzydzieści dekagramów baleronu. – Trudno – burknęłam pod nosem – nie takie wyzwania przede mną. Pocisnę ten slalom na miękko, wejdę w piekarnię jak w masło, jak dobrze wymanewruję koszykiem potrójnego tulupa, to Młoda nawet nie złapie ostrości na grających, pluszowych misiach. Strategia. To się latami trenuje.

 

 O ile się dziecko trzymało jeszcze w jednym kawałku przy plastelinie i mazakach, o tyle przy najnowszej lalce, co załatwia się makaronem z żółtej masy, którą się uprzednio w tę lalkę pcha przez otwór gębowy, nie wytrzymała, popuściła lejce, i na moje stanowcze „nie” pokazała co o tym „nie” sądzi.  Tak oto wygrzebała pomponem od czapki wszystkie „koty” spod marketowych regałów tarzając się na podłodze jak wściekła, udowodniła jak majestatycznie walić w posadzkę pięścią w wieku trzech lat i dodatkowo – przetestowała system nagłośnieniowy swoich 98 centymetrów. Cóż to był za widok, kiedy rozwalona, plastikowa reklamówka uszczknęła ździebełko tajemnicy, przewieszając przez plastikowe ucho wyduźdaną szynkę. Ja z tym chlebem pod pachą, biała jak córka piekarza, niosę za odzienie wierzchnie wierzgające dzieciątko, bordowe na twarzy. Sama kolor buzi ubieram w burgund. Spocona. Zziajana. Szynka leci. K**wy lecą. Sympatycznie, nie powiem.

 

Na wszystkie cmokające, niezadowolone pasażerki w kolejce do kasy, które w beretach z antenką, zdejmowanych tylko do mycia chyba, zasadzały się gałkami ocznymi na poziom mego opanowania, a właściwie jego brak, to bym się chętnie z pięściami rzuciła. Ale tak, mocno, w sensie. Przy lalkach z plasteliną skłamałam siebie po raz trzeci.

 

  1. Moje dzieci nie będą oglądały ogłupiających bajek. NIGDY. Brzechwa od pierwszej doby życia. Konopnicka na prezydenta! „Stoi na stacji lokomotywa” pierwszym zdaniem berbecia, jak w mordę strzelił!

 

5:30.  Sobota. Brzask letniego poranka nieśmiale omiata parapet i uklejone od czekolady szyby. Tzn. ja je myję systematycznie, ale ta czekolada tam jest. Się robi, z powietrza, jak ślimaki w niemytym akwarium. Tak mi się czasem wydaje. Ptaki nie zdążyły jeszcze skumać, że świta, że należy już rozedrzeć płuca ogłaszając figlarnie na cały dziób, że „dzień dobry!”, „wstajemy!”. Nie zdążyły mnie nawet za mocno zirytować. Nie rzucam w nic kapciem, nie nakrywam się poduszką, natura obeszła mnie dzisiaj zawodowo, nie zdążyła franca, bowiem nad głową stał już pewnie jak żołnierz, człowiek 80 centymetrów. Pampers napuchnięty, przy kostkach, lekki zapach ciepłej uryny porusza rodzica sprawniej niż woń kofeiny. Kłaczek na głowie dziecięcia zakręcony, jak na słoiku, oczy jego zlepione nocną ropą i palec wskazujący pacholęcia w oczodole… matki.

Sobota, 5:45. Trochę mi się dziecię przyglądało, trochę podźgało palcem, wreszcie:

„-Mama, śpiś?”

 

I co robi taka mama? No co, co, udaje, że nie żyje, jak opos!

 

A później liczy na ojca! Przecież, na Boga, to powinien być jakiś team work, jakieś  „-spokojnie kochanie, przejmę”. Słyszeliście, że w deszczowych lasach Gujany Francuskiej żyje taki specjalny gatunek termitów, który wysyła swoje osobniki na misje samobójcze? Te z reguły starsze wiekiem owady, zaopatrzone w mały, wybuchowy plecak, wysadzają się w powietrze, ratując termitiery przed zewnętrznym, złowrogim najeźdźcą! Grzesiek! TY JESTEŚ ODE MNIE STARSZY, JA CI TO TYLKO TUTAJ TAK ZOSTAWIĘ . A nie, że jakbyś mnie mógł, wspólniku prokreacyjny jeden, to byś z łózka kopytem zepchnął, żeby tylko nie padło na ciebie.  Bądź mym termitem!

 

Matka – udaje, że nie słyszy. A przecież nie śpi już od pierwszego dźgnięcia gałki ocznej paznokciem, od pierwszego szarpnięcia za powiekę do góry, ona od piętnastu minut udaje, że nie wie co się dzieje licząc na to, że się dziecko jeszcze do końca nie rozbudziło, nie rozhulało, że jak się je zignoruje, jak odpowiednio mocno do piersi przytuli, to ono uśnie. Naiwna kobieta, powiadam wam. Jak to wstanie, to to jest koniec. K O N I E C

 

I tu wkraczają bajki, MiniMini+ całe na biało, a wyrzuty sumienia już nawet nie piszczą z wnętrzności takiej kobiety,  bowiem kto mógł się spodziewać, jak to macierzyństwo naprawdę wygląda? Kto mógł przewidzieć, że o każdą weekendową snu minutę, walczyć będziemy jak tygrysy, jak Sobieski pod Wiedniem?! Kto to mógł przewidzieć, Chryste Panie. Masz tu Lwa Eryka synu, niechże ci ten czas oczekiwania umili. A poza tym, po pierwszej, drugiej kawie, bajki z dziećmi, to można też oglądać z funkcją edukacyjną, na dydaktycznym poligonie macierzyńskim!

 

 

  1. Moje dzieci będą spały w swoich łóżkach.

 

Śmiech doświadczonych w tej materii idzie znad Kaukazu chyba właśnie, a ja go tu nawet słyszę, w Łodzi! Hordy rozbawionych, w histerycznym śmiechu unurzanych maci, taci i ich naci, jestem w stanie zobaczyć oczami wyobraźni swemi od razu, jak sobie tę sentencję na głos odczytam, albo jak przypadkiem usłyszę na mieście. To całe odkładanie do łóżka świetnie się nawet klei z puszczaniem bajek o 5:00 rano i doprowadza do konkluzji, szanowni Państwo, że sen, a właściwie jego olbrzymi brak, może człowieka wyprowadzić na manowce rozsądku, i porzucić w lesie ulatującego obiektywizmu. Nie ma odkładania do łóżka, przestańmy się okłamywać. Nie ma konsekwencji w śpiącym dorosłym. N I E M A.  Nie ma taki – rodzic mózgu, kiedy się chce a) spać jak diabli, a przecież my wszyscy chcemy przede wszystkim spać jak diabli, b) nogi szarańczy małej, takie zimniuchne, przytruchtały przez dalekie metry chłodnych ziem połaci, dokładnie przez parkiet lub deski tych ziem, no i weź tu takich mrożonych groszków zielonych nie ogrzej, oraz finalnie c) kto to się mógł spodziewać, że najlepiej na świecie będzie się nam, do owocu uniesień miłosnych i igraszek nocnych, po prostu przytulić. Kto to zaplanować mógł, że nam to będzie dobrze robić?

A falstarty podobne towarzyszą na każdym rogu. Ziemia nimi usłana. Życie dorosłego człowieka staje się pełne zaskoczeń i rozczarowań, finalnie – na dobre nam to wychodzi. Ja was dzisiaj pytam o wasze top wtopy obietnic prequela pierwszego macierzyństwa. Ja dzisiaj stawiam pytanie za milion:

 

 

KIEDY SIĘ CZŁOWIEKU – RODZICU ZŁAPAŁEŚ ZA GŁOWĘ, ŻEŚ SOBIE NAOBIECYWAŁ, A NIE PYKŁO?!

 

 

Najlepsza odpowiedź zostanie nagrodzona kartą podarunkową do sieci salonów Smyk, o wartości 400 złotych i pluszową Rybką MiniMini! Drugie i trzecie miejsce zgarnie pluszową Rybkę i szacunek ludzi ulicy (innych rodziców w sensie)

 

Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, 7 grudnia, a odpowiedzi nadsyłajcie do poniedziałku 10 grudnia, do północy. Wyniki konkursu ogłoszę 11 grudnia, tj. wtorek i jeszcze przed świętami dostarczę kasiorę na zakupy!  Liczy się polot, humor, dystans  i życiowe prawdy 😀

 

Odpowiedzi biorące udział w zabawie muszą zaczynać się hasłem „WYRAŻAM ZGODĘ”, a komentować możecie pod wpisem konkursowym na blogu, czyli tutaj, pod zdjęciem konkursowym na Instagramie oraz pod postem konkursowym  na Facebooku.

 

Szczegóły akcji i regulamin tutaj: KLIK

 

 

zdjęcie: Paula Krajewska, poli-grafia.com

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

193 komentarze

  • Kasia

    07.12.2018 at 15:01 Odpowiedz

    Jedyny mit,który na tą chwilę przychodzi mi do głowy to jedyny taki jaki mój mąż jedyny sprzedawał całą ciążę: kochanie jak się młody w nocy obudzi to ja ci go do karmienia przynosił będę (wydawalo mi sie, że wspominał coś o śpiewie na ustach).
    Hue..hue…i to by było na tyle.Ani razu sie chyba nie obudził…nie mówiąc już o ruszeniu tyłka spod kolderki.
    Codziennie rano zdziwiony patrząc na moją zombie-twarz… „on się budził? Serio? W sumie coś chyba słyszałem ale potem zapomnialem sie obudzić”.
    Dodam, że młody spi w naszej sypialni i najczęściej w naszym łóżku.

    • MamaRysiowa

      07.12.2018 at 15:19 Odpowiedz

      Dopisek poproszę, konkurs to je przecie 😂

    • Kasia

      07.12.2018 at 16:23 Odpowiedz

      Kuźwa tylko chyba nie umiem edytować więc wkleję z dopiskiem.

      WYRAŻAM ZGODĘ.
      Jedyny mit,który na tą chwilę przychodzi mi do głowy to jedyny taki jaki mój mąż jedyny sprzedawał całą ciążę: kochanie jak się młody w nocy obudzi to ja ci go do karmienia przynosił będę (wydawalo mi sie, że wspominał coś o śpiewie na ustach).
      Hue..hue…i to by było na tyle.Ani razu sie chyba nie obudził…nie mówiąc już o ruszeniu tyłka spod kolderki.
      Codziennie rano zdziwiony patrząc na moją zombie-twarz… „on się budził? Serio? W sumie coś chyba słyszałem ale potem zapomnialem sie obudzić”.
      Dodam, że młody spi w naszej sypialni i najczęściej w naszym łóżku.

  • Agata Ciesielka

    07.12.2018 at 15:02 Odpowiedz

    U mnie opamiętanie że coś nie pykło przyszło dość szybko, jakoś na początku ciąży leżąc pod WC i krzycząc do starego żeby mnie dobił… W międzyczasie rzygania i różnego rodzaju bóli kręgosłupa i bóli wszystkich wnętrzności uciskanych przez rosnące dziecko oraz innych niedogodności związanych z ciążą o których mowa dalej sprawia mi ból wpadł mi w oczy blog cudownej Krystyno nie denerwuj matki! I wiecie co? Kurczaczki… Pozamiarane! Wpis o ciąży najpierw mnie śmieszy a potem okazał się najprawdziwsza prawda! Przeczytane słowa z biegiem dni stawały się rzeczywistością… A przeciez miało być tak pieknie ehhhh teraz gdy mała ma 15 miesięcy jest tylko gorzej! Haha

    • MamaRysiowa

      07.12.2018 at 15:18 Odpowiedz

      Poproszę o dopisek wyrażam zgodę, jeżeli chcesz wziąć udział w tym cudnej urody konkursie 😂

    • Agata Ciesielka

      07.12.2018 at 15:21 Odpowiedz

      Wyrażam zgodę! 😁

  • Iwona

    07.12.2018 at 15:03 Odpowiedz

    Mój pierwszy mit? Że mi tak w tej ciąży wspaniałe będzie. Ze skoro plan na potomka, z mężem uzgodniony, i realizacja marzeń taka, to jak ja radością rzygać nie będę na prawo i lewo? A tymczasem, brud smród i nuda. Praca szybko się zwetyfikowala i człowiek utknął w domu, jak ten uchodzca bez papierów wietnamski. Ani nosa z domu, bo zaraz źle, niedobrze l, bo się okazuje, że bólu życia własnego i ciała swego ignorować już nie można. Bo juniorówi zło się dziać może. A przecież technika ignorowania 30 lat dobrze działała „jak to boli, jak nie boli”. I samodzielna, twarda kobita musi teraz o umycie okien prosić, bo jak wejdzie na stołek to jej się niedobrze robi. I co z tego, że jeszcze rok temu 400kg płytek przerzucila z klatki do domu (przez przeklęte go kuriera), jak teraz na rynku dumą, czy 2kg pomidorów i 1kg buraków sumuja się na maksymalna nośność jej w tej chwili. A na dobitke, w ramach mitu, slucha koleżanek, jak to one macierzyństwo kochają, i ciąże, i jakie to dla nich spełnienie i czas na realizację. I myśli sobie: ja się realizowałam wcześniej, miedzy powrotem z pracy a ogórkówa, a teraz jak ten niepełnosprawny. O. I trzeba zakończyć, że warto, bo warto, ale z tym pięknem to bym nie przesadzala.

    • MamaRysiowa

      07.12.2018 at 15:18 Odpowiedz

      Poproszę o dopisek wyrażam zgodę, jeżeli chcesz wziąć udział w tym cudnej urody konkursie 😂

    • Iwona

      07.12.2018 at 18:04 Odpowiedz

      Wyrażam zgodę!

  • Niniak

    07.12.2018 at 15:04 Odpowiedz

    Ja wierzylam, ze nigdy nie zapytam Mamy o jakakolwiek rade i dziecko bede wychowywac po swojemu. Oj jak bardzo sie mylilam 😂

    • MamaRysiowa

      07.12.2018 at 15:18 Odpowiedz

      Poproszę o dopisek wyrażam zgodę, jeżeli chcesz wziąć udział w tym cudnej urody konkursie 😂

  • Magdalena

    07.12.2018 at 15:04 Odpowiedz

    Całe życie z wielkim zniecierpliwieniem czekałam na macierzyństwo. W wieku nastoletnim, marzeniem przecież jest mieć rodzinę. Wyobrażenie o pokrytym śniegiem domku w górach, wypełnionym gromadką dzieci. Przy boku kochający mąż. Ja, siedzę na fotelu z kubkiem gorącego kakao i przyglądam się przepięknie przyozdobionej choince. Dzieci ubrane odświętnie, bawią się pod choinką nowymi zabawkami. Zabawki oczywiście drewniane, nie jakieś tam chińskie plastikowe. Plastik nie pasuje do wyobrażenia o idealnym domu. Za dużo w nim kolorów i kiczowatości.
    Po kilku latach moje wyobrażenia zmieniają się w niewielkim stopniu. Otóż kubek kakao, zamieniam na kubek kawy. W końcu jestem już pełnoletnia – mogę – ba! mam prawo pić kawę. Jeszcze mi tak bardzo nie smakuje, ale to nieważne. Najważniejsze, że mogę. Przez kolejne lata utwierdzam się w przekonaniu, że moim przeznaczeniem jest założyć rodzinę i wychowywać dzieci. Oczywiście w pięknym domku, z kochającym mężem, cudownym otoczeniu, wiecznie posprzątanym domu itd. Nagle zupełnie niespodziewanie przychodzi moment kiedy kończę studia i idę do pracy. Słońce nie świeci, śnieg w zimę też nie pada, to znaczy pada śnieg, tylko że z deszczem. Czyli życie nie wygląda tak jak sobie wyobrażałam? O cholera i co teraz? Co z moimi drewnianymi zabawkami? Co z córką i jej wpiętą we włosy czerwoną kokardą? Co z plotkowaniem podczas rozczesywania jej długich blond włosów? No i co z synem, który bawi się godzinami drewnianą kolejką? Znaczy, że nic? Cóż zrobić, przyjmę to na klatę. Mogę ewentualnie mieszkać w mieszkaniu i ostatecznie czasem jakiś plastikowy samochód robiący głośne ijo…,ijo… też może być spoko. Tak jest. Cudownie. Znów mogę marzyć o moim idealnym macierzyństwie. Już nawet jestem w połowie realizacji mojego planu. Biorę ślub. Wypad w podróż poślubną z Tajlandii zamieniam na Pragę i znów jest idealnie. Jezu! Jestem w ciąży. Tylko dlaczego ciągle mam tłuste włosy? Przecież codziennie je myję. Powłóczę jedną nogą, bo mi się miednica blokuje. Aaaaaa…. miałam przecież biegać po polu ze zbożem w zwiewnej, białej sukini w stylu boho. Ale jak to? Przecież jest zima. Chyba pójdę na spacer i pozmieniam jeszcze kilka wyobrażeń. O kuźwa, ale się zmęczyłam tym chodzeniem. Usiądę sobie i posiedzę tak do porodu. Ale zaraz, obiecywałam sobie, że będę w ciąży biegać i jeść owoce. Ostatecznie mogę tylko jeść owoce i też będzie ok.
    W końcu urodziłam. Teraz już wszystko będzie idealnie. W końcu się wyśpię, bo z wielkim brzuchem się nie da. Nadszedł czas czesania włosów, drewnianych pociągów, wieczornych pogaduch, sesji z noworodkiem, czerwonych wstążek, tiulowych sukienek i pięknych koszul. Żadnych legginsów, dresów, śliniaki zawsze uprane, aaa… – i najważniejsze – żadnych parówek. Nigdy nie dam swojemu dziecku parówek!
    JA:
    – ”Nie wierć się, muszę ci rozczesać kołtuny!”.
    – „Pozbieraj auta z podłogi bo się wszyscy pozabijamy; i błagam wyłącz ten grający samolot, nie słyszę własnych myśli”.
    -„Nie gadaj już, śpij, błagam cię”. „Możemy przełożyć wieczorne pogaduchy na rano?”.
    – „Nie idę na sesję, cyknę dwieście zdjęć Iphonem. Wybierzemy jedno i z tego zrobimy kalendarz”.
    – „Zakładaj dres, bo zmarzniesz „ , „Zakładaj zwykłą koszulkę, bo tej ładnej później nie dopiorę”.
    – „Zjedz cokolwiek, proszę cię! MASZ PARÓWECZKĘ”.

    Morał – nasze wyobrażenia, rzadko bywają tak PIĘKNE jak rzeczywistość.

    • MamaRysiowa

      07.12.2018 at 15:17 Odpowiedz

      Poproszę o dopisek wyrażam zgodę, jeżeli chcesz wziąć udział w tym cudnej urody konkursie 😂

      • Magdalena Buksakowska

        07.12.2018 at 22:49 Odpowiedz

        Wyrażam zgodę

  • Ybwp

    07.12.2018 at 15:19 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Kto choć raz nie rzekł „ja to wszystko tłumaczyć będę, nigdy głosu nie podniosę, wszystko na spokojnie przyjmę, wyjaśnię, nigdy żadnego pytania nie spławie krótką odpowiedzią, dyplomacja i spokój” niech pierwszy rzuci kamieniem! A później zaczyna się „po co po co po co po co po co” jak w ostatnim hicie pewnej pani z radia, a ty razem z dzieckiem zastanawiasz się, po co ci to było na barki brać, te brzemię. Krzyk, płacz, pytania atakujące szybkością i zaciekłością której nie postydził się żaden reporter, krzyk, płacz i tak 20 godzin na dobę. Przepraszam, gdzie dziecko trzyma baterię i na ile one jeszcze wystarczają? I tłumaczysz 15 razy w ciągu dnia, że ten miś to już nie potrzebny, mamy podobnych całą szafę, lalek i samochodzików więcej niż palców całej rodziny dwa pokolenia wstecz, z klocków mogłoby się ułożyć wielką mozaikę na ścianie. Moja mama zawsze powtarzała „najpierw chcesz żeby miało już ząbki, żeby siadało, później żeby stało, żeby chodziło, żeby w końcu zaczęło mówić, a kiedy zaczyna mówić zaczynasz zastanawiać się, co ci w tym niemowlaku tak nie pasowało”. Rodzice są jak politycy, dzieci jak reporterzy, próbują zmylić pytaniami i wyłapać każdy najmniejszy błąd, żeby rozwlec go później na kolejne 50 pytań, a tobie powoli kończy się zasób słów i niczym u Seby spod bloku pojawia się tylko bardzo soczyste słowo na k. Te z tych najbrzydszych, które tylko mamroczesz pod nosem pokryjomu, kiedy wiesz że dzieci nie ma w zasięgu kilometra, żeby przypadkiem nie pochwyciły i nie wywlekły tego przed babcią czy księdzem na kolędzie. Dzieci mają tajną taktykę, że zadając milion tych samych pytań na godzinę, robią rodzicowi sieczkę z mózgu, dzięki czemu dostają bajeczkę, soczek z kilogramem cukru i kanapkę z czekoladą. I kolejne postanowienie o tylko zdrowej żywności poszło… daleko hen, bo tylko cukier zamyka dziecku buzię na 10 minut i daje człowiekowi przypomnieć sobie, jak się w ogóle nazywa. Aż do następnego „mamo, a dlaczego słonie są duże?”. Z pozdrowieniami do wszystkich rodziców, którzy są w dobrej drodze do stania się chodzącą encyklopedią wiedzy.

  • Agnieszka

    07.12.2018 at 15:25 Odpowiedz

    Na L4 byłam od 3 miesiąca, sam szef mi to zasugerował, także musiało być grubo 😂.
    Co do porodu, to wiedziałam, że cykor jestem i na znieczuleniu się skończy – nawet nie próbowałam się oszukiwać. Rzeczywistość tylko mnie utwierdziła w moim przekonaniu.
    Syn nasz pierworodny do Aniołków nie należy i już w pierwszych dobach po powrocie ze szpitala na telefonie regularnie wjeżdżał „Dziadek fajną farmę miał”. Chwila ciszy i wytchnienia bezcenna.
    Etapu histerii w sklepie jeszcze nie przerabialiśmy, bo brzdąc 11 miesięcy ma, ale czuję, że przy jego temperamencie wszystko przed nami.
    A co do spania – właśnie się przytulamy z oseskiem w małżeńskim łożu :). Noce ostatnio to jakiś koszmar, wiec wspólnie nadrabiamy w dzień.
    A człowiek się zarzekał, że odpowiedzialnym rodzicem będzie 😂😂😂. Najgorsze i tak są komentarze i rady tzw. życzliwych, co to wychowalinie jedno dziecko. Chyba muszę odpowiadać, że chętnie na weekend podrzucę mojego synka, żeby się wykazali.
    Pozdrawiamy serdecznie

  • Magda

    07.12.2018 at 15:36 Odpowiedz

    WYRAZAM ZGODĘ
    Ja sobie obiecałam, że w ciąży zdrowo jeść bede, a tym czasem nic innego przez 9 miesięcy nie jadłam jak bułkę z masłem, serem, pomidorem i majonezem. Ze codziennie będę miała czas na to żeby zdrowy obiad dziecku ugotowac jak podrośnie – BUAHAHAHA. Ze parówki nigdy nie tknie! No i że nigdy go nikomu nie opchne nawet na chwilę.

  • Marta

    07.12.2018 at 15:37 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ.
    Mój pierwszy mit, jaki przychodzi mi do głowy? Twój mit nr 2! A jakże. Przecież pojadę urodzę tylko i wyłącznie naturalni, bez znieczulenia… Wody odeszły w domu ok północy, jakoś o 1:30 dojeżdżamy na porodówkę i oto wchodzę ja – hura bura, że słowami CHCĘ, nie tak żadne chciałabym czy coś, tylko CHCE rodzić bez znieczulenia. Panie się uśmiechnęły, zaakceptowały, przyjęły do wiadomości… Uśmiech zszedł mk z twarzy jak dwie godziny później zaczęłam mieć coraz mocniejsze skurcze z bólami krzyżowymi… Wytrzymałam może że 30 minut i piszczałam o znieczulenie… Dostanę, jak przyjdzie druga zmiana ok 6. Przyszła I co? 7cm jedziemy na salę, dzwonimy po męża i heja rodzimy! Położnej, która była że mną na sali należał się naprawdę ogromny bukiet kwiatów, choć zapewniała że już nie takie rzeczy słyszała… po 12h lekarz zdecydował o cc, ponieważ mały nie schodził w kanał rodny, a że rozwarcie pełne i regularne skurcze co 2 minuty, to nie chcieli już dłużej nas męczyć.. No i najgorszy mój koszmar – ogromną igła w plecy.. Do dziś pamiętam słowa, kiedy odwróciłam się do anestezjologa tuż po tym, jak skończył się skurcz, że słowami „masz dwie minuty, więc byle szybko i sprawnie, bo cholernie się boję tej igły!”.. Lekarze potem żartowali, że z roku na rok coraz bardziej pyskate te rodzące 😂

  • Karolina

    07.12.2018 at 15:37 Odpowiedz

    Poki co jeden mit- bede gotowac super hiper eko sreko dania, zadne sloiczki, only blw. kupilam ksiazki kucharskie, zapisalam sie do grup zywieniowych na fb i czekalam na moment rozszerzania diety. i co? mam w domu niejadka. i ciesze sie z glupiej parowki! jak widze jak radosnie ją przezuwa to od razu zapominam z czego one sie skladaja. mam to gdzies, wazne ze zjadla cokolwiek.

  • Paulina Bedla

    07.12.2018 at 15:39 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę na udział w konkursie!

    Otóż mam taki mit, który zabol mnie mocno jak porządny kop w dupę. No się nie nie nie spodziewalam, ze to może być prawda lub nie prawda. I aż do dziś z tego zdziwienia wyjść nie mogę.
    NIE BĘDĘ NOSIĆ DZIECKA NA RĄCZKACH. NIE BĘDĘ PRZYZWYCZAJAĆ. Mysle sobie w ciazy: co te mamuśki takie zmęczone? Obolałe? Kreslupik boli? Poradników nie czytały? Dziecka nie nosi się na raczkach. Do czasu jak moje rozdarte na całe dwa piętra w górę klatkę dziecko nie przyszło na świat. Noszone było na raczkach od świtu do zmierzchu żeby choć troszkę TROSZECZKĘ przestało płakać. Ja ręce były już wyrobione niczym u Popeya to kupiłam wszystkie możliwe huśtawki i bujaczki świata. A ten świat odwdzięczył mi się takimi komentarzami jak komentarz mojej teściowej „GDYBYŚ JĄ TAK POŁOŻYŁA TO BY SPAŁA… po co tak nosić” no kur…

  • Marta

    07.12.2018 at 15:40 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę na udział w konkursie.
    Nie będę potrzebowała pomocy matki, w ogóle dziadkowie będą oglądać wnuczki w weekendy przy obiedzie, święta, uroczystości w placówkach. My sobie sami świetnie poradzimy, po co mi uwagi, porady i komentarze- nie tak to robisz, ubierz je cieplej, za mało jedzą , czemu tylko wodę piją …. nie potrzebuje tego, jestem MATKĄ dam radę. No cóż …. weryfikacja nastąpiła już po pierwszej córce kiedy marzyłam o chwili spokoju, snu, załatwieniu się bez widowni, i oddawałam ją w drzwiach prawie, z krzykiem już biegnąc po schodach w dół – będę za 2,3, 4 godziny paaaaaa. Czy myślałam o tym co się będzie działo u babuni i dziadzia? Nieeeee , byłam szczęśliwa że znalazłam opiekę a to przecież rodzice moi, moja krew, ich krew- krzywdy nie zrobią. A że będą pozwalać na wszystko, dawać jeść słodycze, karmić, no trudno jakoś to przeżyje. Teraz z dwójka troszku trudniej bo dziewczyny w pakiecie są niezniszczalne i rodzice już nie tacy chętni a przynajmniej nie tak często. Ale korzystam i doceniam ze mam pomoc i dziekuje za nią codziennie . 🙂

  • Emilia Lacher- Bożejko

    07.12.2018 at 15:42 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    o mój borze tucholski szumiący, jakże ja te wszystkie obietnice o których piszesz, jakże ja je powtarzałam jeszcze zanim dopuszczałam do siebie myśl o byciu matką w ogóle.
    Dodam jeszcze: nic słodkiego do 18tki nie dostanie. A jak już to tylko zdrowe, własnej roboty! Tiaaaa…… Nie żebym pasła swe pacholę grześkami, ptysiami i okładała na noc czekoladą niczym ciepłą kołderką… Ale zatykam mu czasem gębę biszkoptem, takim marki lewiatan, piernikiem z osiedlowej cukierni oblanym gęsto białym świątecznym lukrem. Piec nie umiem, nie chce mi się wymyślać fit słodkości i ich robić, bo wychodzą mi tak jak ta Twoja galaretka z kiwi (od razu zaznaczę, że ja o tym kiwi i galaretce też nie wiedziałam a do tego to ja naprawdę nie lubię kiwi), a budyń i kisiel to ja robię z torebki, a nie że sama ucieram owoce i ziarno . także ten….

  • Marta P

    07.12.2018 at 15:44 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę!
    Czego ja sobie nie obiecałam w ciąży. Oczywiście byłam najmądrzejsza, oczytana i ogólnie alfa i omega ciążowo-madkowa. Nastawiona na poród sn karmienie piersią, wychowanie bio, eko, blw i takie tam. Ale zderzenie z rzeczywistością podczas wywoływania dziecia z brzucha już mi pokazało, że plany porodu i założenia ze szkoły rodzenia mogą sobie iść w cholerę. Decyzja o CC! BOŻE! A dobre bakterie? A lakyacja? He he, życie. Po „WYDOBYCINACH” (przecież cc to nie poród), wszystko miało iść gładko i nawet karmienie cycem wyszło jako tako, ale ale! Ona chce cały czas jeść! Przecież nie dam smoczka bo krzywi zęby i zaburza laktację. Zderzenie z rzeczywistością part 2. Potem przebrnęłam przez toksyczne słoiczki, bo nikomu nie chcę się gotować 3 obiadów dla trzech osób. Pierwsza czekolada, frytunia, łyczek coli. No cóż. Teraz jest etap „moje dziecko będzie grzeczne w przedszkolu, wzór cnót!” Taaa.. na tym zakończę, bo życie zweryfikuje za chwilę plany o szkole, studiach, wymarzonym zięciu i wspólnych wakacjach. 🙂

  • Izabela Szymańska

    07.12.2018 at 15:47 Odpowiedz

    „WYRAŻAM ZGODĘ „Kilka rzeczy na szczęście się nie zdarzyło ale im dalej było w las tym weselej. Moim głębokim rozczarowaniem było znieczulenie sobie myślałam wezmę pyk pyk i urodzie bez bólu znieczulenie było cofnelo skurcze a ja 5 minut później dałam się do Boga po podaniu oksytocyny trzeba było drzec się bez dragów i tak dupa pękała jakby nie była w kiblu całą ciąże więc w szkole rodzenia kłamał bitches żeby wydebic 30 zł na anastezjologa. Punkt 2 będę karmić do 2 roku życia, bo to najlepsze iw ogóle wszystkietemadki co są na mm to weź leniwe że masakra i przychodzi ci dzień kiedy zygasz dalej jak widzisz cialo nie dalej mleka i zauważasz wcześniej że coś twoje dziecko zaczyna wysypywac po kp i hym skaza białkowa nie daje nic ze odstawiasz mleko jajka sertwarog żyjesz jak królik bo kurwa nie można tego tamtego ladujesz na mm bum brawo rzeczywistość. Punkt 3 Moje dziecko będzie chodzić spac po dobranocce, tak chyba tej dla dorosłych pory wyciszania malucha, muzyka Bacha do poduszki i w ogóle taki słodki piszpunt da buzi sam wejdzie do łóżka dobranoc mamusiu będę spał cała noc żeby ty tez mogła pospać a takiego uja impreza do 22 z pobudka za 4 h bo musisz mnie pooprowadzac po chacie nie pamiętam jak wygląda–chodź ok czasem pospi normalnie jak się zapomni.
    Punkt 4 przypomniało mi się jak to mówiłam że będę gadać do brzucha puszczać Bacha Mozarta yhym yo yo hip hop pop i disco polo plus zumba zumba hej.
    Punkt 5 nie dam jedzenia że sloika to same gownobede gotować 5 obiadów zawsze świeże marcheweczki z działki. O ile mamy działkę i mamy marchewki tak rzeczywistość była taka że idą słoiki idą kaszki że sklepu bo doceniasz każda uszczknieta minute że można szybciej. A jak dziecko nie chce obiadu i znajdzie jakiegoś uschnietego biszkopta wiesz ze obiad masz zaliczony.
    Nie wiem który to już punkt z bajkami było już tv moje guru zwłaszcza tekezakuoy mango Chanel dziecka nie ma polecam.
    Nie będę nosić na rękach jak tylko będzie chciało to też mówiłam że wymusza bachor po co nosisz, tak a jak jesteś matką serce pęka bo nie wiesz co się dzieje. I mój ulubiony taka duża jeszcze nie chodzi nie sika do nocnika? Ja swoje odpieluchije od razu będzie chodzić mówić w 5 językach świata i już zapisana jest na oxford . Kurcze dużo by tego jeszcze było generalnie mówić odkąd mam moją Asię patzre na siebie jako matkę łagodniej mówię sobie czasami eeeeee ty zluzuj gumę w gaciach przecież nie ma sensu się spinać. Kochaj przytulaj całuj bo nie wiesz kiedy się obrócisz a jej nie będzie, bo świat ja pochłonie…

  • Pracuś

    07.12.2018 at 15:47 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Ja się odniosę tylko do pierwszego. Początek 7 miesiąca i pracuję. Bo co niby mam robić w domu? Parę dni spania do oporu, parę dni obijania się. Później zaczęłabym sprzątać ale nie oszukujmy się 31m2 nie da się sprzątać w kółko. Zwariowałabym. Póki mogę pracuję i nie widzę inne opcji. Kocham tyrać <3

  • MatkaFranka

    07.12.2018 at 15:48 Odpowiedz

    Jak dziś pamiętam, 8 lat temu przyjechała do mnie siostra, miała wtedy kilkumiesięcznego synka. Zadzwonił do niej mąż i sobie ucięli pogawędkę o kupie małego, konsystencji, kolorze i porze wydalenia. Pomyślałam: Pojebani ! ja NIGDY, PRZENIGDY nie będę z moim starym o kupie rozmawiać, a już na pewno nie przy ludziach :O To było właśnie pierwsze kłamstwo na temat macierzyństwa jakie mi przez myśl przebiegło. Teraz mam synka, który niedługo kończy 6 miesięcy i co ? Pierwszy telefon rano o 10 dzwoni mój stary i pyta : kupa była? I debatujemy sobie jak kulturalni ludzie przy śniadaniu co dziś nasz syn stworzył i głowimy się wspólnie jak z takiego małego różowego ciałka takie coś mogło wyjść 😀

    Było tych kłamstw jeszcze wiele: będę ładnie wyglądać w ciąży, będę o siebie dbać po porodzie, będę mieć czysto w mieszkaniu, ze wszystkim sama sobie poradzę i inne dyrdymały, ale życie pokazało mi, że to wszystko nie ma żadnego znaczenia, bo przysięgam, że choć czasem jestem tak zmęczona, że nie mam siły mrugać to kocham nad życie tego małego stworka i wisi mi czy jest syf w mieszkaniu, czy włosy myłam w zeszłym tygodniu, czy na obiad będzie „frozen pizza”, bo on JEST.

    Wyrażam zgodę

  • Iwona Dolan

    07.12.2018 at 15:51 Odpowiedz

    Ja to sobie obiecałam ze moje dziecko będzie grzecznym dzieckiem , od poczatku uczymy układać zabaweczki do skrzyneczek , nie będzie dotykał pilotów , telefonów , tabletów , komputerów , nie będzie ogladal bajek , nie będzie grzebał w szafach , ze jak powiem : „synku tak nie wolno” on posłucha i zostawi , nic bardziej mylnego , ta mała bestia ma 14 miesięcy i gdy ja mówię ze nie wolno on stoii i smieje mi się w oczy a ręce grają , nie zapominajmy ze obiecałam sobie , ze będzie jadł tylko zdrowe jedzenie , ze słodyczy do 18 nie zobaczy , nie będę mu kupowała tego co tylko będzie chciał bo co z niego wyrośnie , i ze nigdy nie będę się na niego denerwować . A wiesz co ? Gowno prawda , nieraz kipię jak ziemniaki , jak wulkan przed eksplozja , a moje dziecko zajada się czekoladowym Mikołajem na patyku , trzymając w ręku usmarowana i podarta fakturę której jeszcze nie zapłaciłam , no i oczywiście dostaje co tylko chciał , bo przecież takie jest życie , bo przecież jest kochany najbardziej na świecie , mimo ze zdenerwować umie jak mało kto , jest moim synem i zrobię dla niego wszystko , bo go kurka kocham . Miłego weekendu ☺️

  • Iwona Dolna

    07.12.2018 at 15:53 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę !
    Ja to sobie obiecałam ze moje dziecko będzie grzecznym dzieckiem , od poczatku uczymy układać zabaweczki do skrzyneczek , nie będzie dotykał pilotów , telefonów , tabletów , komputerów , nie będzie ogladal bajek , nie będzie grzebał w szafach , ze jak powiem : „synku tak nie wolno” on posłucha i zostawi , nic bardziej mylnego , ta mała bestia ma 14 miesięcy i gdy ja mówię ze nie wolno on stoii i smieje mi się w oczy a ręce grają , nie zapominajmy ze obiecałam sobie , ze będzie jadł tylko zdrowe jedzenie , ze słodyczy do 18 nie zobaczy , nie będę mu kupowała tego co tylko będzie chciał bo co z niego wyrośnie , i ze nigdy nie będę się na niego denerwować . A wiesz co ? Gowno prawda , nieraz kipię jak ziemniaki , jak wulkan przed eksplozja , a moje dziecko zajada się czekoladowym Mikołajem na patyku , trzymając w ręku usmarowana i podarta fakturę której jeszcze nie zapłaciłam , no i oczywiście dostaje co tylko chciał , bo przecież takie jest życie , bo przecież jest kochany najbardziej na świecie , mimo ze zdenerwować umie jak mało kto , jest moim synem i zrobię dla niego wszystko , bo go kurka kocham . Miłego weekendu ☺️

  • Sara

    07.12.2018 at 15:54 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODE

    Jestem miesiąc po porodzie (równiutko, 7.11) a już mogę napisać że na te chwilę największym mitem było to jak obiecywalam sobie że w domu nie będę używać chusteczek nawilżający do mycia po zmianie pieluchy, tylko świeża i ciepła woda! Teraz jak by mi ktoś to powiedział o 3 nad ranem w trakcie zmiany 4 z rzędu kupy, to rozsmarowała bym ją tej osobie na twarzy ;D

  • Monika

    07.12.2018 at 15:56 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę 😉
    Ja w tym momencie łapię się za głowe i myślę sobie jak sobie obiecywalam ze nie bede zakladac duzej rodziny po przejsciach jakie mialam przy pierwszym porodzie. Jedno dziecko mi starczy w 26tc urodzony … Ale gdzie tam pozniej ciaza gonila ciaze.. Choc nie kazda konczyla sie szczesliwie [*] .. To nie poddalam sie swym obietnicą . 😉 i tak dzis jestem dumna mamą 3 dzieci 💗 . obiecywalam sobie ze dzieci codziennie beda pieknie zadbane chodzily spac .. A ilez to razy zdarza sie ‚dzien dziecka’ ajajajaj.. 😂 takie tam male kłamstewka😂. Pozdrawiam 😍znalazloby sie duzo tego ..

  • Klaudia

    07.12.2018 at 16:00 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę 🙂 Zawsze będę ładnie wyglądać nawet w domu.Hmmm, ilekroć słuchałam, ze kobiety po porodzie, młode matki konkretnie, takie co to mają pierwsze dziecko chodzą w rozciągniętych gaciach a z kieszeni wystaje im mokra chusteczka (która już nie jest mokra), koszulkę mają przesiąkniętą w miejscu sutków albo co gorsza te już weteranki, których latorośl je coś więcej niż cyca mają artystyczny ekspresjonizm w postaci marchewki tu i tam albo biszkopcika bod lewą pachą. Siebie ni ciula tak nie widziałam, ja miałam mieć jeansy czyste, koszulkę czysta, fryzurę zrobioną, mejkap prefekt, uśmiech na twarzy zero worów pod oczami i figurę z przed porodu 3 miesiące po nim 😂. Tymczasem mój poporodowy zadek okrywają niezwykle cudnej urody dresy – kolor szary (bo neutralny pasuje do każdego koloru dziecięcych zupek, słoiczków i kaszek ), koszulkę mam z krótkim rękawkiem (bo własne ręce lepiej domyć ), włosy w kitkę a i wpasowuje się w trędy no makeup, jestem naturalna jak mnie Pan Bóg stworzył 😁

  • Małgorzata

    07.12.2018 at 16:00 Odpowiedz

    1. Moje dziecko bedzie spalo 20 godzin na,dobę. Oczywiście nic z tego mamuska….z,utęsknieniem czekałam tego dnia aż minął rok i się dopiero zaczęło……nie wiem kto to wymyslił..moje dziecko budziło się za,niemowlaka co chwilę i nie wiadomo o co mu chodziło…..do dziś nie wiem
    2. Jak skonczy rok bedzie spala w nocy bez pobudek…..a po roku dopiero się rozkreciła…a to siku a to kopa pić misia tego co kiedyś się nim bawiła a to potwory a to krzyk MAMAAAAAAA bo chciała sie przekonac ze jestem a teraz wiek 4 lat i nadal pobudki mamo zimno mi w palca….i matka,wstaje przykryć mini paluszek u nózki….
    3.mozna nauczyć dziecko zasypiac bez bujania.
    To moj namber łan. Naczytałam się mądrych książek a juz po kilku dniach dyndałam małą dzień i noc aby tylko zasneła chociaz na 30 minut a ja z łzami w oczach
    4. Rozszerzanie diety……uwielbiam. na początku robilam papki kupowaam słoiczki liczylam ilosc łyżeczek a,poteeem zycie zweryfikowało moją,piramidę zywieniową i mala dostawała biszkopta zeby cokolwiek zjadła….
    5. Telewizja to zło
    A potem zeby tylko chwilę pospac rano po pobudce sobotniej 4.30 polsat julim lecą od rana….

  • Małgorzata

    07.12.2018 at 16:01 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę

  • Iza

    07.12.2018 at 16:03 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    Jako, ze jestem na początku macierzyńskiej drogi, póki co kupą i mlekiem usłanej, to mit jeden tylko przychodzi mi do głowy. Mowa o jakże kontrowersyjnej operacji pod kryptonimem KP. Będąc w ciąży postanowiłam, ze ja to na pewno będę dziecko karmić piersią. A jakżeby inaczej?! Przecie to najlepsze jest dla mego dziecka. Nakupiła książek najlepszych doradców laktacyjnych, bluzek z rozpinanymi otworkami by cycka wyjąc gdziekolwiek się chce, laktotor – gdyby przyszło na chwile z domku wyskoczyć. I co?? Gónwo! Tak się uparła na karmienie piersią, ze dziecko przygłodziła. I tak zaczęła się mój przyjaźń z mlekiem modyfikowanym.

  • Kinga

    07.12.2018 at 16:04 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę . W moim przypadku całość historii w ogromnym skrócie Wyglądała tak : pewnego pięknego wieczoru obudziłam się jak księżniczka w Bajce o kurczę powinien być a go nie ma… ( okres) tak wiec kolejnego dnia zasuwam do apteki, test , wynik, tak tak jest was dwoje !!!! radość niesamowita , Mama kwitnąca, ciąża piękna, zdrowa, Brzuszek rośnie, Szkoła rodzenia cudowne opowieści o karmieniu piersią jak to Mleko matki to to złoto podarowane naszemu dziecku , ssak cudownie sobie je ty w nocy nie musisz wstawać podgrzewać,mieszać, za gorące, za zimne, ile wody ile mleka gdzie butelka gdzie Smoczek , tylko wyciągasz Cycucha a ssak ssie aż zatankuje się pod korek. 👍🏽😁 Poród A właściwie wydobyciny ( no ja z tych gorszych matek) piękny malutki różowy Człowieczek córka Hanna Oczko w głowie mamusi . Oczywiście jak to ja narwaniec pierwsze co cyc do japki , niech wysysa to złoto ze mnie….. I jeb Plaskacz !!! Jak się okazało brak pokarmu W pierwszych dwóch dniach życia mojej córki ona Głodna krzyczy jak poparzona ja pogryziona krew się leje zamiast mleka . Pierwszy tydzień walka z wiatrakami odciąganie mleka Laktatorem podawanie jej butelką ( bo tak mniej bolało ) Ja po szpitalu ganiająca z gołymi cyckami ( no bo proszę je wietrzyć i Smarować mlekiem , A na pewno się zagoją ) I tak co 2 h pokój laktacyjny butelka karmienie. To było dla mnie jak zimny prysznic po tych wszystkich obietnicach które dostawałam przed porodem . Także mówię głośno i wyraźnie karmienie piersią jest piękne po pierwszym miesiącu , gdy już ty wiesz o co chodzi cycki są przyzwyczajone i maluch wie jak to się robi poprawnie 🤪pozdrawiam

  • Monika

    07.12.2018 at 16:04 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ Moje macierzyństwo to jeden wielki obalony mit. Zaczynając od niemowlaka co wcale nie spał jak niemowlę, przez histerię na podłodze w sklepie. Przecież moje takie nie będzie hłe hłe ale najwieksza kumulacja zaprzeczenia tych naszych ustalonych gornolotnych moje dziecko bedzie idealne: jesteśmy na lotnisku. Młody lat 3 nie biega jak szalony bo siedzi z telefonem i pyka w gierki… Nadchodzi moment kiedy stoimy w kolejce do wyjscia na płytę lotniska. Dziecko się już nudzi, kręcić zaczyna ale sobie myślę nie najgorzej. Wsi nie robi… W tym momencie nasz pierworodny puszcza głośnego bąka w kolejce pełnej ludzi… Głośnego i zapachowego… I potwierdza swoją winę donośnym głosem bo przecież cicho nie potrafi… Mamo puściłem bąka… To jest ten moment kiedy bardzo Próbujesz udawać, że to dziecko nie wyszło z ciebie bo ale sie nie udaje. Kurtyna :p

  • Natalia Szatan

    07.12.2018 at 16:06 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Moją największą porażką są chyba te rzeczy które wymieniłaś. Tak jestem w ciąży z pierwszym dzieckiem i punkt w punkt to były moje założenia. I co? Wiadro wody na łeb jeszcze na tym etapie. A przecież moje dziecko miało być grzeczne, oglądać ładne bajeczki i spać we własnym łóżeczku. Taaa.. I ja naiwnie wierzyłam, że tak będzie. Dzięki za ten kubeł zmrożonej wody jeszcze przed narodzinami. Przynajmniej nie będę naiwnie podchodzić do tych spraw 😁

  • Werka

    07.12.2018 at 16:08 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ

    kiedy się zorientowałam, że coś nie pyklo?

    W momencie kiedy KAŻDA (!!!!!) MOJA NOC wyglądała tak:
    (To moje zapiski po jednej z cudownych nocy):
    dajcie mi kawy.
    kolejna noc z serii „mamo weź coś zrób…ale nie cyc, nie noś…o niee… nie chciałem na lewy bok. Cyca daj! Lewego! albo nie prawego! o nie… no na ręce weź. o 3 w nocy, albo nad ranem jak kto woli, gibaliśmy się w upojnym tańcu w rytm „pałacyku michla”. On kocha ten utwór…ale ale… to nie może być takie tam zwykłe odśpiewanie. Śpiewać trzeba cicho, ale nie zbyt cicho bo musi słyszeć słowa. Słowa muszą być wyśpiewywane wyraźnie…bo jak się zbijają w pałcykichlaytniawola to On się kapuje, że chcesz Go uśpić i się rozbudza. Śpiewać należy w taki sposób, aby strumień powietrza leciał w kark! pod uchem. pod lewym. śpiewanie w prawe ucho jest zabronione, bo On się wścieka i się rozbudza. Przypominam, że jest trzecia w nocy, albo nad ranem jak kto woli, a Ty jesteś zombie i marzysz tylko o wsunięciu się pod koldrę. Ojciec oczywiscie spi. Po Ojcu to mógłby w nocy czołg przejechać, a On by spał dalej. Mandaryna mogłaby śpiewać do ucha, a Ojciec o centymetr się nie poruszy. Nie powiem do czego mnie to doprowadza… ale nie mogę nic zrobić bo się bujam w rytm pałacyku. Bujanie też nie może być takie se o. Bujać się trzeba dwa razy w lewo i dwa razy w prawo. Nie za mocno, ale odczuwalnie…to i tak jest już szał ciał, bo jak był mały to trzeba było skakać z przykucem. Mogłabym spokojnie uprawiać skoki narciarskie, bo wyjście z progu mam opanowane do perfekcji. Dobra… bujamy się o tej 3 nad ranem…słyszę, że chrapie. czuje, że mój syn waży już prawie tonę i Jego ciało jest całkowicie bezwładne….ale ale!! ha! matka głupia nie jest. nauczona doświadczeniem i po lekturze 79 artykułów o dzieciach, które nie śpią/śpią jak zając pod miedzą (ej! w ogóle WTF z tym zającem?) czekam 15 minut na wejście w fazę głębszego snu. Bujam i śpiewam pamiętając o zasadach. Minęło 15… dobra, poczekam jeszcze 5! Nie nabierzesz mnie Synu! NIe tym razem, nie o 3 nad ranem – w sumie to zbliżamy się do 4. Bujam, nucę, dmucham. Ojciec śpi i wzdycha przez sen. Krew mnie zalewa. Wdech, wydech, wdech…dobra…Jedziemy, kiedyś to i tak musi nastąpić Odkładam. Ta…do łóżeczka? Wolne żarty…Odkładam na moją połowę małżeńskiego łóżka, przeskakując nogi Ojca, które ZAWSZE są na mojej połowie. Kładę…Zamykam oczy…ŚPI! W ułamku sekundy leże obok z piersią na wierzchu żeby jakbyco reagować i zatykać szukające usteczka. Śpi… Jak Aniołek jakiś…No piękny jest…że też coś tak idealnego stworzyliśmy z Chłopem. Cud… Przymykam oko..Odpływam..Budzi mnie popłakiwanie… Jakaś wyspana jestem, chyba serio udało się tym śpiewaniem-bujaniem-dmuchaniem i pospał. Patrzę na zegarek…4.40…
    błagam.
    dajcie mi kawy.”

    To mniej więcej wtedy dotarło do mnie, że coś poszło nie tak… Nie tak z założeniami jak będzie wyglądało moje macierzyństwo. .. 😉

  • Martyna

    07.12.2018 at 16:21 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    Myślę sobie, że większość rzeczy już została napisana. Ja sama od siebie mogę dodać, że ZABAWKI ZAWSZE BĘDĄ NA SWOIM MIEJSCU, w komodzie, tak żeby ich widać nie było. Tylko niech mi ktoś proszę powie czy wasze domy, mieszkania, strych też wyglądają jakby jednorożec wybuchł? I ja nawet nie wiem skąd te zabawki wszystkie się zabrały, przecież ja tyle nie kupiłam :D. A jak już wszystko pochowam to i tak nie ma sensu, bo moje SPOKOJNE DZIECKO CUD MIÓD MALINA przechodzi jak tornado i niszczy wszystko na swojej drodze.

  • Alicja Czubiel

    07.12.2018 at 16:22 Odpowiedz

    U nas miała byc tylko muzykla klasyczna bo jak wiadomo dziecko sie uspokaja i to tak dobrze działa na jego jakze chłonny mózg- no tak pisza w tych wszystkich poradnikach dla rodziców .. jedyne co a raczej kto uspokaja moja corke w akcie szalu histerii i ogólnego armagedonu ? To Sławomir i jego „miłość w Zakopanem” 😂
    Wyrazam zgode

  • Natalia Dobczyńska

    07.12.2018 at 16:32 Odpowiedz

    Wyrazam zgodę.
    Brutalnie i szczerze?gdy w koncu pomimo zaczarowywania rzeczywistosci okazalo sie,ze moj syn ma autyzm:/wtedy pierdolnelo mnie na amen.

  • Marta

    07.12.2018 at 16:34 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę

    Pamietam jak dziś jak obiecywałam sobie ze z miła chęcią będę sie bawić ze swoją córka lalkami i czymkolwiek sobie zamarzy a ja kurde nie mogę-mam na to uczulenie chyba jakieś.
    Obiecywałam sobie ze nigdy nie krzyknę na dziecko, ze będę tłumaczyć itp-nie pyklo… czasem daje sie wyprowadzić z równowagi.
    Obiecywałam sobie jako nastolatka że nigdy nie powiem takich zdań słów jak moja Mama do mnie do swojego dziecka…nieraz łapie sie że mowię litera w literę dokładnie to samo 🙂

  • Małgorzata

    07.12.2018 at 16:39 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę choć pisać barwnie nie umiem – analityczny umysł (wypracowania pisałam nawet w punktach na polskim i korki z polskiego przed maturą były jak tu nauczyć się pisać kwieciście) no więc tak po mojemu 🙂 :
    1. Ciąża to stan błogosławiony – wymioty i brak mózgu nie dotyczą
    2. Posiadanie dwójki dzieci jedno po drugim jest lepsze bo one same się będą bawić
    3. Drugi poród jest łatwiejszy i szybszy – tutaj zabiłabym kogoś kto mi to wmówił. 19 godzin jest imponująco szybkim wynikiem
    4. Moje dzieci nie będą znały Cleo, Sławiomirów i innych i jego przebojów – sama nucę „a ona znów zarosła” tylko nie o łąkę mi chodzi 😉
    5. Zero telewizji
    6. Będą grzeczne i nie będzie scen i histerii
    7. Nie wyjadę na wakacje bez dzieci
    8. Babcie chętnie się zaaopiekują dziećmi nawet na tydzień – to u mnie największy mit
    9. Zero McDonalda i gotowego żarcia
    10. Pokój dzieci będzie w pastelach i będą same edukacyjne zabawki
    11. Dzieci ZAWSZE będą ubrane tak żeby pasowało wszystko kolorystycznie i BEZ PLAM – nic że teraz najważniejsza jest spódniczka założona na spodnie no bo ona jest dziewczynką a matka ubiera w spodnie bo wiatr hula po dupce

    To tak na szybko bo muszę lecieć – łazienka zrobiła się basenem a moje dziecie pływa i woła że jest rybką. Także ten tegoes 😃 ciekawe czy uwierze w ostatnio u mnie najbardziej na topie mit – trzecie dziecko to już z górki bo już się same wychowują 🤣🤣🤣
    Dziękuję za dawkę emocji za każdym razem

  • Gosia

    07.12.2018 at 16:40 Odpowiedz

    Wyrazam zgode. Pamietam jak w ciazy skrupulatnie przygotowywalam sie do Porodu codziennie cwiczac. Mialam w malym palcu wszystkie pozycje porodowe i dawalam rady mezowi jak bedzie mu wygodnie przyjac pozycje aby „wspierac mnie w tym cudownym przezyciu”…. jak przyszlo co do czego siedzialam skulona w klebek na samym krancu fotela do rodzenia i jedyna co mi przechodzilo przez usta to „ nie mow do mnie”. Kiedy zaproponowal bujanie na pilne myslalam ze go ukatrupie 🙂

  • Justyna

    07.12.2018 at 16:47 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    Moje mity:
    Że mój mąż się zmieni
    Że będę dziecku samodzielnie przygotowywać posiłki i że nie użyję powiedzeń mojej matki typu: ” nie bo nie” lub ” co mnie obchodzą inni”

  • Martyna Peplinska

    07.12.2018 at 16:48 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę!
    #nie będę dawać smoczka
    Miesiąc wytrzymałam,karmiąc dziecko 17 razy na dobę- a co,zapisywałam sobie😁-potem smoka w dziób dziecię dostało,i jak Maggie z Simpsonow się zassała. I w końcu nastała cisza. Niech żyje krzywy zgryz!
    # bedziemy przyzwyczajać do hałasu!
    Taaaaaaaa,jak już dzieć w końcu zasnął (po tuleniu,cycku,tuleniu,odłożeniu,ryku,cycku,wzięciu,tuleniu…boże ja tego nie wytrzymam,ona nigdy nie zaśnie…!) To byłam gotowa zamordowac za najlżejszy hałas
    #będę słuchać i cierpliwie tłumaczyć
    Aha,aha….co? No bo tak. A nie wiem. Weź idź tatusia zapytaj,on wie 😉
    #ojciec może przejąć wiele obowiązków
    Jaaaassssne, kurde stary, czemu ona ma pidzamę założoną zamiast bluzki? / rajstopy na dupce maja dwie kreski a z przodu jedną /pieluszki są w tym samym miejscu od pół roku/ zetrzyj jabłuszko…nie,no pół,nie całe…no pewnie że obrane….ale na tych małych oczkach . Jak to nie ma?/-Mała płacze! – nie,nie ma możliwości że manipuluje,ma dopiero miesiąc! / Dobra,weź,ja to zrobię…

    Etc.. etc… to jest macierzyńskie never ending story 😀

  • Asia

    07.12.2018 at 16:49 Odpowiedz

    Wyrazam zgode.
    Na poczatku pragne podpisac sie pod Twoimi mitami rekami i nogami, i czym tam jeszcze mozna.
    Moj mit > jak juz bede miala dziecko, to na pewno spowaznieje i nie beda juz mi zadne glupoty, imprezy i inne szatanskie pomysly kolataly sie po glowie… I tak wytrzymalam w tym mysleniu troche, no gdzies pol roku, bilam sie z myslami, czy wypada mamie pojsc na imprezke, na shopping, do kosmetyczki, czy zaraz ktos mnie bedzie wytykal palcem (co najmniej jakbym miala na czole tatuaz, „ona ma dziecko”) – wtedy serio myslalam, ze juz dla mnie tylko zimna kawa, pieluchy, rozsypane mleko w proszku i smugi tlustego emolientu na wannie. Stety czy niestety (chociaz w sumie chyba z tego sie ciesze, moje kumpele zreszta tez) „matka” nie jest „maDka” i nie zeswirowala na puncie berbecia (a aktualnie juz „trojki wspanialych”). Jasna sprawa, ze dzieci są najwazniejsze, z tym sie nie dyskutuje, ale wazne jest tez myslec o sobie i dawac upust emocjom. Mam wrazenie,ze czasem kobiety sie zamykaja w tym macierzynstwie, zostawiajac siebie gdzies na szarnym koncu, tym samym odbierajac sobie przyjemne chwile. Ja juz nie mam wyrzutow sumienia za jakies chwile szalenstwa 🙂 jestem soba!…. Jakos poplynelam z tym kometarzem na powaznie 🙂 a tak poza tym chcialam jeszcze napisac o micie czystosci. Jak juz bedzie dziecko, to bedzie wszystko posprzatane! a jak zacznie raczkowac!!!! O ja! Podloga bedzie lsnic. I tak zaczeła pierworodna raczkowac, to zdarzylo sie zmyc podloge, tam gdzie najczesciej bywala 😛 potem… Hmmm odkurzaczem wystarczy przeleciec i tez bedzie ok tak mi zostalo do tej pory, niestety… najnowesze dzieci są juz ponad dwuletnie, wiec mycie podlog nadal jest u nas dosc nieregularne 🙂

  • Natalia

    07.12.2018 at 17:07 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    Mój największy fake był w momencie kiedy mój szacowny pierworodny wstawal o 4 rano, już na amen i nie przemawiały do Niego argumenty, że mamusia pół nocy skakała na piłce żeby jego kolkowy brzuszek połączony z organem mowy nie obudził wszystkich sąsiadów w promieniu 100 km a ja z oczami jak szparki myślaca tylko o tym żeby choć pół godzinki albo 10 minut albo cokolwiek macałam ręka spod kołdry w poszukiwaniu pilota włączałam te przeklęte bajki (których miałam nie puszczać chyba, żeby moje dziecko miało że 40 stopni albo połamane ręce nogi) wrzucałam garść chrupek kukurydzianych (chociaż nigdy przenigdy żadnego jedzenia przed porządnym zdrowym śniadaniem hahaha) i w takt chrupania drzemałam z wpół otwartymi ślepiami

  • Agata

    07.12.2018 at 17:19 Odpowiedz

    Ze swojego dzieciństwa pamiętam, że często, gdy pytałam o coś tatę, odpowiadał mi, abym sprawdziła w encyklopedii PWN (młodszym rocznikom wyjaśnię, że to taka starożytna księga, z pomocą ktorej odrabiało się lekcje ;)). Przysiegłam sobie, że jak będę miała wlasne dziecko to nigdy, przenigdy nie odeślę go bez odpowiedzi 🙂 że choćby skały srały znajdę czas by odpowiedzieć, a jak dopadnie mnie pomroczność jasna, wykopię odpowiedź spod ziemi… Sraty pierdaty…o ile wczesniej się starałam, tak od kiedy moj syn wszedł w 10 jesień swego zycia, moją ulubioną odpowiedzią na wiele jego pytań jest… Tak Proszę Panstwa…”wygooglaj sobie” 🙂 oczywiście umówmy się oficjalnym powodem jest chęć wyrobienia w dziecku samodzielności, wszak matka zarządzanie skończyła i wie, że nie sztuką jest wszystko wiedzieć. Sztuką jest wiedzieć, gdzie znaleźć odpowiedź 🙂 WYRAŻAM ZGODĘ

  • Ida

    07.12.2018 at 17:20 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Pierwszy mit jaki mi przyszedł do głowy i krzyczałam sobie „mam, mam taki!” to Twój piąty:) bo że dzieci do łóżka w nocy wpuszczać? Jak tutaj jest miejsce azylu, tu rodzice się przytulaja, tu się przecież codziennie gorące orgie odbywają- no CODZIENNIE. A teraz? Jak raz na miesiąc coś tam, to mogę na kanapę iść w salonie, a Ty sobie dziecko śpij, obojętnie gdzie, byles miał oczy zamknięte o tej 20… 23? A w ogóle to w nocy się najlepiej śpi jak wszyscy są razem, gdzie to maleństwo odsyłać do innego pokoju, jak tam samo i ciemno a ja je tak kocham przecież:) Drugi mit: trzeba o innych rzeczach z drugą połowa też rozmawiać a nie tylko o dziecoach. Aha. Każde wyjście z mężem chociaż wspomniane o slinieniu, kupach, pierwszych słowach i jaki ten nasz Misiu słodki:) i mit trzeci to mit mojego męża: Ida ja wyznaczam granicę: jak się tak obsra, że trzeba będzie z pleców wycierac, to ja tego nie ruszam. Cóż, życie chciało inaczej:)

  • Ola

    07.12.2018 at 17:24 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Pierwsza obiecanka, cacanka – Zosiunia nie będzie spała z nami w łóżku. Haha jaka byłaś naiwna dziewczynko. Oczytana, że dziewiątko będzie ładnie spało i co 3h na jedzenie się budzilo idziesz pełna nadziei na porodowke, wydajesz na świat „bez większych problemów” potomka. I JEB. Jakie było moje zdziwienie jak dziewunia moja ukochana, malusia i slodziusia terrorystka budziła się co godzinę w nocy na jedzenie – cyc na wierzch i jedziesz mamewo. O boszesztymoj, po miesiącu nierównej walki dziewunia wbiła na stałe do łóżka i o zamiarze wyprowadzki do swojego łoża nie ma mowy. Matka zombie nie daje rady karnic, bujać i odkładać roczne dziecko do wyrka.
    Obiecanka cacanka numer 2. Dziewunia będzie jadła codziennie inna zupkę, dużo warzyw i owoców i w ogóle cukier i sól beeee do 18. Haha. Nawarzony gar rosolku, baza na zupki na cały tydzień. Codziennie świeża i inna. Mamy piątek- rosołek z kartofelkami też jest spoko. Kochanie, nie będzie makaroniku, madka zapomniała kupić. Warzywka i owocki- mus z tubki też jest spoko, i kanapeczki z masełkiem przecież lubisz.
    Obiecanka cacanka numer trzy. Zosia nie będzie bawić się pilotem, telefonem itp sprzątami. Halo, halo Zosia, halo, halo, Paniusiu. Halo? Zofia niegryz tego pilota do 4 diablow. Czemu madce przelaczasz jak leci kulinarny hit.
    Także tego.

  • Karolina Dec

    07.12.2018 at 17:28 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ

    Będąc w ciąży składałam sobie wiele obietnic, które później okazały się największym kłamstwem tego świata.
    Rzeczywistość uderzyła we mnie już po przekroczeniu progu szpitala. Mialam urodzić szybko, pach pach i po sprawie. Przedłużyło się tylko 51 godzin. Oczywiście miał być to poród naturalny bez znieczulenia…kolejne dwa kłamstwa. Po wydaniu na świat cudu, jakim jest dziecko, miało ono przyssać się do mojej piersi, no, tez nie pykło. .
    Dziecko moje, ten mój cud świata, miało być grzeczne i tylko spać, jeść, spać, jeść. Z połączenia mnie i mojego starego wyszlo nam HIGH NEED BABY, w związku z czym moglam tylko pomarzyć o zrobieniu czegokolwiek.
    Rozszerzanie diety…miało być tak pięknie, cud świata miał zajadać aż by się uszy trzęsły, wymyślne dania, pod żadnym pozorem sloiczki. No cóż, u nas ani słoiczki ani moje stawanie na rzęsach przy garach. Moje dziecię gardzi wszystkim innym niż mleko.
    W ciąży przeglądałam też te wszystkie instagramowe konta gdzie dzieci maja robione piękne zdjecia co miesiąc, moje tez miało…do 5 miesiąca, później mi się nie chciało😃
    Jeszcze dużo niespełnionych obietnic mam przed sobą, także może będą akurat na następny konkurs😃💪

  • Anna

    07.12.2018 at 17:29 Odpowiedz

    Boze ja to jestem nie matka-polka ale.matka-mitomanka. Ja tez z tych Co sie Wysokich obcasow i innych naszych stylow naczytaly i mialam wizję rodzicielstwa „wszystko sie da tlyko trzeba chciec”. O buahaha. Mialam robic kariere z dzieckiem w nosidle i nie przewidzialam tego ze prace to ja w d.. bede miala bo ludzie z ktorymi wole spedzac czas maja 80cm i sline na brodzie. Ze dziecko to bedzie dopelnienie naszego zwiazku z moim idealem mezczyzny, tylko tego nam brakuje do szczescia. Czasem wspominamy te chwile, niszczac kolejny wniosek rozwodowy, a jedno zwala na drugie ” to byl twoj pomysl”:D ze moje dziecko bedzie mialo tlyko drewniane hand-made zabawki a nie bede mu wciskac brokatowej swinki Peppa byle tylko spokojnie wyjsc ze sklepu. Juz nie mowiac o babciach, które nie spotkaly jeszcze plastiku, ktorego nie chcialybt miec. Ze z dzieckiem sie wszystko da, wystarczy mu logicznie wszystko wytlumaczyc i sie da. I ono w ogole bedzie doskonale wychowane bo przeczytalam o tym wszystkie ksiazki. A ono w tym czasie jak je wychowuje wrzeszczy na cale Tesco, ciskajac w ludzi obuwiem bo TAK! Czasem by dobrze wychowac wystarczy nie udusic.

  • Anna

    07.12.2018 at 17:31 Odpowiedz

    Mialam tez zludzenie ze moje dziecko bedzie idealne ale to okazalo sie prawda 🙂 wyrazam zgody, zapomnialam dodac

  • Dominika

    07.12.2018 at 17:35 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    „Serio puszczasz dziecku bajkę jak je? Ja jak będę miała dziecko to ono będzie w pełni skupione na jedzeniu, żadne bajki, jeść ma, a nie oglądać”. Mówiłam przemądrzalskim tonem do siostry.
    Dzidziutek mój ma 15 miesiecy i bez bajki nie chce nic zjeść. Tak go przyzwyczaiłam do bajek podczas jedzenia, a co! A taka mądra byłam 😂 Ale cóż matka zrobi, żeby dziecko jadło, wszystko, na głowie stanie jak będzie trzeba i uszami zaklaszcze. Zorientowawszy się jednak, że dziecię powoli staje się uzależnione od „Deszcz czy słońce…”- Franklin króluje, wyeliminowałam bajki podczas jedzenia. W rezultacie piszę to z masłem na policzku, twarożkiem na głowie, o i okruszek mam w uchu, takiego cela ma ten mój Franciszek. Walczymy od tygodnia i jemy bez bajek, ale jedzeniem tego nazwać nie można, bo buntuje się Młody ile wlezie i każdy posiłek i tak kończy się cyckiem. Bo tak. Karmię piersią, mimo, że planowałam karmić 6 miesięcy, rządzi mną jak chce ten Gościu, rozbiera kiedy chce i chwyta co jego 😂 Zrób sobie dziecko mówili, będzie fajnie mówili 😂 No cóż kiedyś to chyba minie i zje trochę bigosu czy nie? „Czy zagram jeszcze kiedyś na skrzypcach?”.

  • Malgorzata

    07.12.2018 at 17:39 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę. A ja sobie za młodu obiecałam…żadnych dzieci. Będę mieć pracę, mieszkanie, własne auto i psa , ewentualnie kota…coś co będzie się cieszyło że istnieje, że wrocilam cała i zdrowa….a potem poznałam swojego męża…i nie pyklo. Dziś mam dwie córy, męża dom i o dziwo żadnego zwierzęcia czy osobnika którego by cieszyłby fakt że jestem, że wrocilam z pracy. Tzn cieszą się bo tzn że będzie posprzątane i ugotowane…a wracając do tematu. Druga obietnica którą krótko mówiąc uwierzyłam a nie zobaczyłam choć… Słyszałam już ja po raz trzeci ( trzecia obecnie ciąża) to słowa męża: będę Ci pomagał 🙂 no jak się zawiodłam raz i drugi …trzeci już chyba nie przejdzie ale…dlaczego by nie uwierzyć. Jak mawiają nam …błogosławieni Ci co nie widzieli a uwierzyli… Pozdrawiam

  • Monika

    07.12.2018 at 17:45 Odpowiedz

    Świetny teksty , ja obaliłam wszystkie od diety w ciaży żarłam same frytki i chleb z majonezem i kapustą kiszonąa dzieci słodycze bajki chipsy spanie w łóżku z telefonem , aby jeszcze przymknąć oko ale tak sobie myślę ze genów nie oszukasz ja jestem jedynaczką bo taka byłam „grzeczna” i kiedyś jak byłam w ciazy mówiłam ze moje dziecko bedzie takie grzeczne a moja mama powiedziala, tak mi dałas w kość ze życzę Ci zeby Twoje dzieci były tak grzeczne jak ty 🤔😤 no i sie kurna sprawdziło dziś czekam kiedy sie wyprowadzą bo bajki już nie działaja a kasa na chwile 17 i 12 lat Pozdrawiam Wszystkie nieidealne a jakże Wspaniałe matki 😘 Konkurs

  • Kasia

    07.12.2018 at 17:46 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę

    Obalam mit dotyczący faktu iż „ciąża to stan błogosławiony”. W 40 tygodniu ciąży wjechałam na szpital z mymi 106ciu kilami ciąży i do lekarza dyżurnego rzekłam : ” Albo Pan „TO!!!” wyciąga albo wyskoczę przez okno” 😂😂😂 Lekarz na poważnie wziął moje groźby bo po południu córka była już po tej stronie mej powłoki brzusznej 😁

  • Asia

    07.12.2018 at 17:48 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ

    O jaka ja byłam naiwna…

    Kłamstwo najpierwsiejsze niekwestionowane – NIGDY NIE BĘDĘ MIEĆ DZIECKA – krzyczy to wiecznie rozdarte, brudne uślinione, lepiące od mikstur wszelakich, upaćkane materią każdą – nigdy w życiu – never ever.

    Pierwsze nasze kłamstwo – będziemy ze starym rozmawiać ze sobą po angielsku w domu – niech się szkoli i nabiera cudzoziemskiej ogłady – fakt czasem wymsknie się siarczyste FUCK ale nic poza tym 🙄 tacy z nas nauczyciele.

    Drugie – jak tylko się urodzi będziemy spacerować ile wlezie – endomondo elo 12 km na luzie – ta. Większość dnia spędzamy na kanapie a każdy spacer to ryk i kwik oraz karcące spojrzenia przechodniów 🙄

    Trzecie – ulubione – zarzekaliśmy się i zapieraliśmy każdą kończyną – NIE BĘDZIEMY KORZYSTAĆ Z TELEFONU PRZY DZIECKU – 🤣🤣🤣 także tak, telefon najlepszym przyjacielem przy karmieniu 👏🏼

  • Katarzyna

    07.12.2018 at 17:59 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    Obiecałam sobie przy pierwszym synu codzienne spacery. Młody urodził się w Norwegii i zamiast chodzić, męczyć się i pocić po górach i dolinach spał na tarasie 🙂 z drugim plany były podobne. Nawet wózek kupiłam podwójny co by łatwiej było mi samej z nimi wyjsc 😁 Ale niestety wyszło inaczej. Filip (19miesiecy) został wysłany do klubiku na 4godziny (taka byłam wyrodna) a młodszy w tym czasie spał na balkonie. Raz się zagalopowałam i przespał 3godziny przy -8 stopniach 😉

  • Agnieszka Napiórkowska

    07.12.2018 at 18:41 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ

    Kiedy? Pierwszy raz dokładnie 7 grudnia 2013 roku, kiedy to po 3 miesiącach starań o bobasa – nie pykło – jak to ujęłaś. Idąc do sypialni w dni płodne w seksownej bieliźnie, pukałam sie w głowę, że akurat dziś przypadły te dni, a ja czuję sie jak świnia po pierwszym szlagu. Drugi raz, kiedy obiecywałam sobie, że nie będę dużo żryć w ciąży, wyszło na to, że w 20tym tygodniu zatrzymała mnie policja i moja ciąża była już tak widoczna, że przystojny policjant rzekł na mój widok „nie trzymam Pani długo, bo nie jesteśmy przeszkoleni w odbieraniu porodu”. Trzeci raz 5 miesięcy później na porodówce, kiedy ja obiecująca sobie ZERO CC, błagam lekarza o cięcie delikatnie sugerując łapówkę! Czwarty raz 3 dni później w domu Ja- która obiecałam sobie, że wszystko zrobię sama – wydzwaniałam w środku nocy do teściowej, że dziecko ryczy i ma wsiadać na miotłe i przylatywać, bo w nim płynie też jej krew w przeciwnym razie nie zobaczy go do 18stki ! No i te łóżeczko, które od nowości nie doczekało sie materaca, bo nie było takiej potrzeby. Maluch śpi z nami, zaoszczędzamy tak na materacu i tabletkach antykoncepcyjnych. Nieszczęsne KP, karmiłam bo tak wyszło no i niby super – HOŁD DLA MNIE , ale nie skakałam z radości jak cyckał pół nocy, a podczas ząbkowania niczym wampir wbijał kły w mojego cyca i z mlekiem spijał krew. Ja tak przypuszczam, że podczas bóli porodowych mój mózg jakby sie zrestartowal, nie pamiętał żadnych obietnic sprzed porodu. Co za tym idzie moja głowa jest wklęsła z jednej strony od tego pukania sie średnio 15 razy dziennie. Pierwsze PUK w głowę rano, kiedy mój mały chce płatki z mlekiem UWAGA KTÓRE ROBI SOBIE SAM!… no wiecie owsianki by sobie sam nie zrobił. Kolejne PUK na drogę do przedszkola, pokonana samochodem, a nie piechotą – ale kłamie sobie w żywe oczy, że dbam o ładowanie akumulatora i unikamy SMOGU (do którego się przyczyniam w pewnym sensie). PUK za schabowego i za soczek zamiast wody. PUK za odbiór z przedszkola autem. PUK za zakupy w których miał wybrać jedną rzecz, a dzięki oczom jak ze Shreka ma znów cztery. PUK za „15 min bajek” z których robi się 150 min. PUK za to, że trzylatek obsługuje YouTube. PUK za nieszczęsna NUTELLE na kolacje. No i wieczór z mężem, który ma być romantyczny, a od tego pukania w głowę, brak mi nastroju na „pukanie”. Dodatkowo jedne wielkie PUK, że po antybiotyku nie przetrzymałam młodego 6 tyg w domu- Jak nakazała Pani doktor… Soryyy kocham syna, ale perspektywa, że „pozbywam” się go na 5 godzin dziennie strasznie kusi! Jak tak teraz czytam moje wywody, to taka niekatalogowa ze mnie mama raczej. No i teraz siedzę i pisze, wpiepszając małemu paczkę od Mikołaja i wmawiajac sobie, że to dla jego dobra…

  • Kamila

    07.12.2018 at 18:44 Odpowiedz

    Jedyne co przychodzi mi do głowy to sex 😂
    Zaszłam w ciążę i mąż się bardzo ucieszył.
    – „Kochanieeee teraz możemy codziennie po trzy razy na legalu.”
    No myślę sobie czemu nie.
    Pierwsze tygodnie mdłości okropne.
    Drugi tydzień wymioty.
    Następne tygodnie ból glowy.
    Trzydziesty tydzień za duży brzuch i mała wierci się jak oszalała.
    Czterdzieści jeden tygodni zleciało i z 3*1 siedem dni w tygodniu było może 4 razy na 287 dni mojej wspaniałej ciąży 😂

  • Katarzyna

    07.12.2018 at 18:44 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Oj, jak ja bardzo byłam pewną, że moje dziecko nie będzie CHOROWAĆ! No przecież! Hartowanie od małego! Szczepionka na pneumokoki! Matka codziennie w pracy! Zero zwolnień i proszenia o pomoc!
    Byłam, widziałam.
    Pierwsze zapalenie oskrzelo-w-sumie-pluc-też miesiąc po odstawieniu do żłobka. 2 tygodnie zwolnienia.
    Miesiąc później, 2 tygodnie zwolnienia. I tak w cyklach dowolnych przez 3 lata.
    Szczytem było mykoplazmowe zapalenie płuc które postanowilo się ujawnić (kropkami na Młodym) kiedy radośnie matka postanowiła pójść do pracy, zostawiając syna z Tatą w domu (a co, dlaczego tylko ja mam świecić w pracy oczami ^^)
    Obecnie Mlody ma lat prawie cztery. Pozdrawiam z domu, w którym zapewne pozostanę przez cały weekend bo po decyzji o wyjeździe, podtrzymanej, mimo zalewającego świat kataru, Pani w przedszkolu z radością oświadczyła, że krąży w grupie jelitówka, co syn skwitował „Dominik ZERZYGAŁ sie na kanapę!!!”. Także tak. Jedziemy.
    JEDZIEMYYYYYYYYY!
    Zostawić kolejną wypłatę w aptece.

    PS: Cud, że nadal mam pracę.
    PPS: Pozdrawiam Szefa!

    • Katarzyna

      09.12.2018 at 10:03 Odpowiedz

      Niedzielny edit:
      Rzygów nie ma, ale też jest fajnie.
      Przybyli Czterej Jeźdźcy Przeziębienia:
      Katar
      Kaszel
      Gorączka
      KochanieChybaTeżMnieBierze.

  • Kamila

    07.12.2018 at 18:45 Odpowiedz

    WYRAZAM ZGODE

  • KATARZYNA Ryznar

    07.12.2018 at 18:51 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    No cóż to były za piękne początki ciąży pierwszy drugi i trzecie miesiąc gdy tak pięknie kłamali, a Ty napawałaś się każdym słowem „Będziesz piękna w ciąży, Zobaczysz ciąża to taki piękny błogosławiony stan, Będziesz tak szczęśliwa że Cię energia rozerwie” Moi drodzy Państwo G…O Prawda. Nastawiona taka niewinna myślałam że będzie tak pięknie pierdząco kolorowo, a tu ryps masz babo po gębie. Leż całą ciążę, wyglądaj jak wieloryb co nie ma siły nóg ogolić, a te wyglądają jak dwa martwe bobry. Jakby tego polotu było mało przez te 9 miesięcy wymyślasz piękne historię jak to dziecko do roku piersią karmić będziesz gdyż to i tylko to bo zdrowe bo najlepsze bo tylko to to to … Do zasilania tej małej słodko-złośliwej istotki do codziennego budzenia się po trylion razy w nocy po to tylko żeby chyba Cię w…..ć. Natomiast okazuje się że to co KAŻDA MATKA POTRAFI Ty nie potrafisz. Nie potrafisz wykarmić swej latorośli, cycem gdyż Twój pokarm jest totalnie chudy, w przeciwieństwie do Twojej dupy po porodzie, o którą tak miałaś zadbać tuż po. Wtem więc łamiesz swoje poglądy na temat zwyrodniałych matek co dzieci karmią MM i sama zapierdzielasz do sklepu po trylion sztucznych mlek i modlisz się by była jakaś promka w Biedrze bo kuźwa ceny Cię osłabiają już na wstępie.

  • Daria

    07.12.2018 at 18:54 Odpowiedz

    Wyrażam Zgodę
    Nie pierwszy raz jako matka, ale pierwszy raz jako podwójna mama:
    Kiedy to mówili- zróbcie sobie drugie, będą się razem bawić, jak pierwszy raz starszy brat zobaczy dzidzie to będzie zachwycony, będzie mógł czuć się potrzebny…
    Wracam ze szpitala, wnosimy fotelik, odkrywamy, ja pełna wzruszenia pokazuje synowi jego siostrzyczkę, lzy w matczynych oczach, gula w gardle…mała zaczyna wydawać dźwięki, a syn mówi „Jest spoko, możesz ją już wyłączyć?”
    I czar prysł…

  • Ania

    07.12.2018 at 18:57 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ. Mój mit niestety nie będzie zabawny 🙃. Od najmłodszych lat marzyłam żeby zostać mama, żeby mieć słodka mała kuleczke. W ciąży byłam taka zadowolona, wszystko szło tak pięknie, żadnych problemów…Myslam ze urodze i POKOCHAM TO DZIECKO CALYM SERCEM I BĘDZIE WIELKIE LOVE… TAK PRZECIEŻ KAZDY POKAZUJE ZE TAK JEST… Nastawiona na poród naturalny matki idealnej, zrobili mi cc w trybie pilnym pod znieczuleniem ogólnym. Wydobyli mi wymarzonego syna… Taaa… Gdy sie obudziłam nie myślałam o niczym tylko o bólu, przynieśli mi to moje dziecię a ja patrzyłam na nie i co!? I KOMPLETNIE NIC! NIC NIE CZULAM, A MOZE NAWET NIECHĘĆ… miało byc pięknie słodko kolorowo. Miałam najgrzeczniejsze bobo ever, a płakałam patrząc na nie wiedząc ze musze sie nim zajmować. Oczywiście obwiniajac sie ze jak ku*** możesz NIE KOCHAĆ swojego dziecka!? No jak… Oczywiście nikomu ani słowa, bo przecież kazdy w internecie nawet po za nim pokazuje wielka miłość i szczęście, tak samo i w rodzinie (tylko mąż byl wielkim wsparciem) a ja czułam sie jak w pułapce. Później oczywiście ta miłość przyszła i kocham go najbardziej na świecie. Ale chciała bym zaznaczyć tym wpisem ŻE NIE ZAWSZE MIŁOŚĆ DO DZIECKA PRZYCHODZI „OD PIERWSZEGO WEJRZENIA” Czasem tej miłości musimy sie nauczyć, I NIE MA W TYM NIC ZŁEGO. Urodzenie dziecka to olbrzymie emocje, burza hormonów,w głowie dzieje sie więcej niz powinno. Nie wstydźmy sie o tym mówić swoim bliskim i ich wspierać w tych chwilach. NIE OCENIAJMY.

  • Agnieszka

    07.12.2018 at 18:59 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Oj chyba moim największym mitem było to że będę miała dziecko z fajnym facetem z którym będę na dobre i złe. Niestety dziecko mam z facetem którego musiałam zdeinstalować ze swojego życia i zoatałam sama z młodym (chociaż tak nie do końca sama bo jest babcia i dziadek- chyba bym na ryj padła bez nich).
    Mit drugi odpocznę sobie w trakcie ciąży na L4 (i ten szatański śmiech w mojej głowie) pfff do końca ciąży zapierniczałam do pracy. Dobrze że poród zaczął się w niedziele a noe jak byłam w pracy;)
    Mit trzeci pełne poświęcenie dla dziecka (szatański śmiech nr 2) młody idzie spać a ja na „urlopie macierzyńskim” siedze w pracy do 1 w nocy, i przez większość dnia o niej myślę odbierajac telefony z pracy.
    Mit 4: nie będę nosiła młodego ehe terefere

  • Iza

    07.12.2018 at 19:01 Odpowiedz

    „Wyrażam zgodę”

    Tak tak to ja dokladnie Pani alfa i omega!
    Przecież wciągnełam te wszystkie poradniki, znam całą instrukcje, nic mnie nie zaskoczy…..
    …..a jednak kochaniutka zaskoczy…. zaskoczy od momentu wydania dziecia na świat do (pewnie) końca życia.
    Do tych wszystkich prawd które zostały napisane dla mnie szczególnym mitem ktorym zostałam omamiona jest karmienie piersią. Kto sobie nie wyobrażał pięknego wręcz mistycznego doznania jakim jest naturalne karmienie. Siedzisz wygodnie w fotelu, trzymasz różowego bobaska który zajada ze smakiem mleczko prosto z maminej fabryki….. no po prostu cud, miód i orzeszki – a w rzeczywistosci : mały ssak najpierw w ogóle nie kuma czaczy o co chodzi z tym jedzenim, a jak w końcu załapie to masakruje suty i domaga się krwi co godzinę…

  • Marta

    07.12.2018 at 19:04 Odpowiedz

    Dla mnie największym kłamstwem i oszustwem były spacery! Będąc w stanie błogosławionym cały czas marzyłam o tych wspaniałych letnich spacerach, o tych przeczytanych książkach na ławce w parku, o tym cieplutkim sierpniu i wspaniałym wrześniu. I tu bach. Moja Latorosl nie znosił nudy, wózek musiał być w ciągłym ruchu, jeśli tylko na milisekunde zatrzymywałam się to RYK, jak tylko opadłam z sił, myśląc że głęboko śpi – przycupne na momencie, na skraju ławki (może nie zauważy) ŁAAAA rozlegalo się na całym osiedlu a i pewnie na tym obok było słychać. Więc nie przeczytałam ani jednej książki, nie wspominając o gazecie, nie siedziałam na ławce dłużej niż 0,00001 sekundy-ja zapierdzielalam pokracznie dookoła osiedla

    • Marta

      07.12.2018 at 19:05 Odpowiedz

      Dla mnie największym kłamstwem i oszustwem były spacery! Będąc w stanie błogosławionym cały czas marzyłam o tych wspaniałych letnich spacerach, o tych przeczytanych książkach na ławce w parku, o tym cieplutkim sierpniu i wspaniałym wrześniu. I tu bach. Moja Latorosl nie znosił nudy, wózek musiał być w ciągłym ruchu, jeśli tylko na milisekunde zatrzymywałam się to RYK, jak tylko opadłam z sił, myśląc że głęboko śpi – przycupne na momencie, na skraju ławki (może nie zauważy) ŁAAAA rozlegalo się na całym osiedlu a i pewnie na tym obok było słychać. Więc nie przeczytałam ani jednej książki, nie wspominając o gazecie, nie siedziałam na ławce dłużej niż 0,00001 sekundy-ja zapierdzielalam pokracznie dookoła osiedla wyrażam zgodę

  • Karolina

    07.12.2018 at 19:11 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Moje kłamstwa:
    -Mój synek nie może ogladac telewizje, wszystkich ostrzegałam żeby przypadkiem nie pokazywali mu chociaz kawałka telewizora, a gdy przyszło mi siedzieć z dzieckiem cały dzień sama, wieczorem sama go odwróciłam w stronę telewizji by mieć 2min ciszy 🙏🏻🙏🏻🤦🏼‍♀️
    -podczas porodu nie będę krzyczała, nr będę się darła jak te wszystkie kobiety. pff… tak soe darlam, tak się kur…darlam ze przez 4dni nie mogłam mówić- zdarłam gardło 🙈🙈
    -Nie dam dziecku smoka, żeby go nie nauczyć, żeby nie miał gzywego zgryzu…bez smoczka nie ruszamy się nigdzie „smoczek, smoczek,skoczek jak ja kocham smoczek
    …”

  • Kamila

    07.12.2018 at 19:15 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Mit 1. Z dziećmi nic nie da się zaplanować. Mieliśmy plan jechać w weekend na ostatnie przedporodowe zakupy, w celu nabycia fotelika i innych rzeczy potrzebnych dla Bobaski. Tuż po północy w piątek zaczęły się sączyć wody(tak mi Wujek Google podwiedzial) i 3 tygodnie przed terminem jechaliśmy do szpitala😉 o 17:21 córa się urodziła,a po porodzie najpyszniejszy posiłek jaki jadłam w życiu to była kanapka z sałatą i pastą rybną(czyli zmielone szprotki chyba razem z opakowaniem)😉

    Mit 2. Bobaska ma piękne łóżeczko 🙂 spała w nim przez godzinę. Teraz nasze koty mają najpiękniejsze łóżeczko, to ich azyl, bo mogą się tam ukryć przed wścibskim 4mięsicznym berneńczykiem🙂
    Mit 3. Żadnych słodkich rzeczy do 18 tki! No ale jak zjeść jagodziankę jak dziecko tak patrzy? Jagodzianka jest jednak zdrowa, bo są tam jagody, więc to jedna porcja owoców😉

  • Agnieszka

    07.12.2018 at 19:18 Odpowiedz

    WYRAZAM ZGODĘ
    Ja trochę odwrotnie do Ciebie! Miałam być na L4 od pierwszej oznaki,pracowałam,i w pierwszej I drugiej ciąży, do miesiąca przed porodem. Zawsze chciałam znieczulenie I w sumie przy cesarce (pierwsza ciaza) można powiedzieć,że dostałam to co chciałam. W drugiej przy porodzie SN niestety nie mogłam już dostać…A bardzo chcialam…oj jak ja wtedy sobie wmawialam, że nie boli,że przecież luuuuz,że tysiące nas tak rodzi!!! Nooo I że przecież jaaa?? Ja miałabym krzyczeć przy porodzie??? Przecież to dla słabych, po co energię marnować,lepiej skupić się na celu-wypchniecie tego arbuza….ojoj jak to mi nie wyszło jak to nie wyszli!!! Ale za to wtedy nawrocilam sie w wierze!!! „Jezus” I „o boze” rodzili razem ze mną… powinnam dac na tace jak nic!!
    Bajki dzieci miały oglądać i w sumie to robią.ksoazki czytają. Niegrzeczne są. Chorują jak tylko matka ma nadzieję,że 3 dni w pracy oznaczają,że prześladuje cały, CALY,tydzień. Przestałam, mieć nadzieję 🙂 ale czekam na cud. Skoro wszystkie te nasze plonne nadzieję,okazują się bardziej ulotne niż dym z papierosa, to może, jak przestanę wierzyć w cuda to rzeczywistość mnie zaskoczy???

    Buhahahaha

  • Izabela Szenborn

    07.12.2018 at 19:24 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    1. Urodzę naturalnie, próbowałam i tak była cc, po tym pierwszym porodzie na drugie zdecydowałam się po 16 latach. Tym razem zastrzegłam że musi być cc😁
    2. Moje dzieci będą grzeczne🤣🤣 córka oszukała i była aniołem, myślałam że inni po prostu nie umieją wychować swoich. Boszee jaka byłam mądra 🙄. Syn mi pokazał… Też nie umiem.
    3. Będą spać w swoich łóżkach. Córka spała, syn też ale w środku nocy muszę iść do niego i śpimy razem 160/80 powierzchni.
    4. Żadnych slodyczy😂😂może by się udało, ale musielibyśmy zamieszkać na bezludnej wyspie.
    5. Telewizja to zło. Pod warunkiem że inni będą za mnie sprzątać, gotować itd… Telewizja i internet ratują mi życie.
    6. Nie będę krzyczeć na dzieci. Czasem niestety się mi nie udaje 😟staram się bardzo, ale zdarzyło się.
    7. Będą mieć zawsze porządek w pokoju. I niestety ani córka (lat prawie 20),ani syn(prawie 4), nie chcą się dostosować 🤔gdzie popoelniłam błąd?
    To te które pierwsze przychodzą mi do głowy.
    3.

  • Marta

    07.12.2018 at 19:32 Odpowiedz

    Dopisek: WYRAŻAM ZGODĘ
    Cóż, zauroczona położną na szkole rodzenia (doprawdy, sprzedałaby mi wszystko!!) uwierzyłam, że karmienie piersią i stosowanie się restrykcyjne do zasad diety matki karmiącej, pozwoli mojej małej księżniczce (no i mnie) uniknąć kolki niemowlęcej. I tak katowałam się od pierwszych dni po powrocie ze szpitala rosołem, gotowanym na świeżych warzywach (nie znoszę rosołu!!), gotowaną rybą bi piersią z kurczaka oraz warzywami na parze. Rodziłam w grudniu więc na widok faworków i pączków w okresie karnawału wybierałam własną ślinę z podłogi i nerwowo przegrywałam wafle ryżowe. Byłam chuda jak patyk i to był chyba jedyny plus tej męki. Bo… mój skarb niczym jak w zegarku, wraz z rozpoczęciem trzeciego miesiąca zaczęło mieć kolki!! Noszenie na okrągło i nieprzespane noce wcale nie dały mi do myślenia, ja wciąż wierzyłam że dzięki tej cudownej, w CH** zdrowej diecie oszczędzenie córeczce większego bólu 😏😏 kiedy moja Jagódka skończyła 5 miesięcy ja z głodu na spacerze wtrąbiłam 0,5 kg frytek z budki! O jak mi wtedy było dobrze!! Do dziś pamiętam smak tych smażonych na starym oleju frytek – CUDO, RARYTAS!! PYCHOTA!!!! Kolki minęły córeczce tydzień później… 😏

  • Magdalena

    07.12.2018 at 19:33 Odpowiedz

    Myślę że mój partner mógłby się tu wypowiedzieć przez to swoje:”Kochanie, co do seksu po porodzie, wytrzymam bez ile czasu będziesz chciała”. Uwierzyłam😒 (to tak po za konkursem)

  • Danusia

    07.12.2018 at 19:33 Odpowiedz

    Śmiałam się z matek i ojców którzy robili kwaśne miny jak zmieniali dziecku pieluche lub wyrzucali zawartość nocnika. Myślę mojej to bedzie pachniało fiołkami, nigdy sie nie skrzywie bo przeciez to mojej wyczekanej córki. Boziu w jakim ja byłam błedzie kiedy kilka tygodni po porodzie moja latorosl, po uprzednim usunieciu pieluchy i podniesieniu pupencjału do góry żeby wytrzec spieła się i strzeliła mi prosto na piers i część twarzy. .. A teraz kiedy ma trzy lata każda większa zawartość nocnika jest wyrzuca z uprzednim skurczem żoładka… Wyrażam zgode

  • Katarzyna Zduńczyk

    07.12.2018 at 19:36 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ

    Moim personalnym mitem było, że poród to najcięższa rzecz jaką mi przyjdzie znieść w moim macierzyństwie. Oj jak bardzo to nie pykło….

  • Marta C

    07.12.2018 at 19:52 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Mit numer jeden. Będzie to pewnie strzał w kolano, ale co mi tam. W internetach udzielam się tyle co nic. A niech mnie zbanują. Roku pańskiego 2014 wyszłam za mąż i wtedy właśnie postanowiłam, że pierwsze dziecko urodzę w 2018 najwcześniej. Będzie to dzieć zaplanowany, z rok przed zero alko, sam sport i oczywiście dieta z Chodakowską w tle. Jakże się zdziwiłam, gdy w 8 miesiącu życia mego małżeńskiego, oczom mym ukazały się dwie magiczne kreski, a wizyta u gin tylko potwierdziła ciążę. I tak oto córka ma stała się owocem pijackiego godzenia się, po juwenaliowym koncercie.
    Mit numer dwa. W ciąży będę piękna, aktywna, szczęśliwa i żaden dodatkowy kilogram mnie martwić nie będzie. Przecież po ciąży wszystko samo spadnie.. Aż kuwajacieniepidole. Przy każdym ważeniu zalewałam się łzami, za co, dlaczego ja. Przecież nie żre jak prosie, a śledzie na pewno nie mogą być tak tuczące. Nawet w połączeniu z makowym rogalikiem.
    Mit numer trzy. Po ciąży szybko wrócę do formy sprzed. Mało tego, schudnę jeszcze więcej. Będę ćwiczyć z Ewką, jeść marchewkę i biegać po parku. Nadal jestem jakieś 10kg do przodu (córka ma prawie 3 lata). Myślę, że mąż jeszcze nie jęczy, żebym dupę ruszyła, bo tak jak i mi, szkoda mu cycków.
    Mit numer cztery. Jak u wielu z nas. Zero słoików, zero parówek, zero cukru, czekolady i słonych przekąsek. Nie, żebym pasła swoje dziecko, bo zazdroszczę jej tych stu kup dziennie i przemiany materii, ale tak. Dla świętego spokoju, błogiej ciszy i mej osobistej samotnej wizyty w toalecie, Łucja dostaje kinderka, oliwki, albo chrupkowego duszka. Oczywiście, nie zawsze wszystko naraz i nie codziennie. No bo czym że byłaby kupa bez wrzasków pod drzwiami, że chce się przytulić. Jeszcze nie daj Bóg zapomniałabym, że mam dziecko. Dodam, że jej pierwszy posiłek przy rozszerzaniu diety to marchewka ze słoika. I choć z jedzeniem najgorzej nie jest i ten potwór je coś więcej niż powietrze, to z mej własnej wygody i lenistwa mego, parówki często goszczą na naszym stole. A obiad bez makajoniku, to nie obiad.
    Mit numer pięć. Nie będę narzekać. Posiadanie dzieci to sama radość. Tęcze, jednorożce, brokat i rzyganie miłością. Ileż to ja łez wylałam, ileż razy pomyślałam, a na chu mnie to było. Dlaczego się upiłaś, Marta, dlaczego. Pierwsze cztery miesiące macierzyństwa pamiętam jako jeden wielki ryk. Dzień i noc. Było też tak, że płakałyśmy obie. Nie wiem, dlaczego płakała ona. Ja chciałam po prostu spać. I kiedy tak mi dzieć mój mąkę rozsypie po całej kuchni, wymiesza z olejem, wszystko to doprawi wodą, a ja mam ochotę ją rozszarpać, ona spojrzy na mnie tymi swymi oczami, za wielkość których, powinny być kary, bo żadne inne szans przy nich nie mają. I to to, z oczami, mówi mi: mamo ciaśto, miesia Lusia, to jakoś tak serce rośnie i myślę sobie, że jednak musiałam mieć gdzieś chody. Bo na bank nie zasłużyłam na taki cud.
    Mit numer sześć. Największy chyba i najbardziej wstydliwy. Nie będę przeklinać przy dziecku. W ogóle mój zasób słownictwa w magiczny sposób się rozszerzy i wzbogaci na tyle, że byle kury i japiedolniki do życia w ogóle mi potrzebne nie będą. Dzieci przecież uczą cierpliwości, a z nią na pewno uda mi się nie strzelać chjami przy każdym skoku ciśnienia. Teraz chociaż w miejscach publicznych staram się hamować, co by mi dziecka nie zabrali. A w domu robię to na tyle cicho, na ile pozwoli moje ciśnienie. Bardzo często robię to w myślach. Oj bardzo.
    Mit numer siedem. Tu akruat mit mego męża. Przed narodzinami Łucji zarzekał się, że będzie w nocy wstawał, podawał do karmienia, przwijał i bujał jak będzie trzeba. Do dziś mi nie wierzy, jak mówię, że mała często wstawała w nocy i bardzo płakała.
    Mit numer osiem. Nie dam smoka. Dostała smoka w drugiej dobie życia, kiedy to w nocy ujawniła jakie z niej ziółko, a ja na myśl o kolejnej takiej przygodzie dostawałam ataków paniki.
    I mitów swoich mogłabym wypisać jeszcze mnóstwo. Choćby to, że też moje dziecię spać w swoim łóżeczku miała, a nadal przyłazi do nas i już nie sama, a z całą zgrają słodziaków misiaków. Miała być grzeczna, ułożona, o anielskim wyrazie twarzy. Oczywiście nie wiedzieć czemu, wszyscy mówią, że charakterek po mamusi. Nie wiem po której, bo nie po mnie.
    Tak, tak byłam tą co to myśli, że rozumy zjadła matek wszystkich, a matki swoich dzieci nie radzą sobie z niczem po prostu, bo to kwestia organizacji i silnej woli jest. Ewentualnie bycia konsekwentnym. Dziś, gdybym siebie tamtą spotkała, dała bym sobie cios z płaskiej na każdy polik po sztuk dwie i powiedziała: zamilcz.
    Dodam jeszcze, że córka ma została wydobyta i karmiona była mm. Może to wszystko przez to. Jakby te dobre bakterie po drodze zebrała, to nasza przygoda rzeczywiście byłaby brokatowa.. Nie wiem, nie wiem.

  • Agata

    07.12.2018 at 20:01 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    Moje mity jakoś specjalnie nie odbiegają od tych powyżej ale jesf jeden mit starego, który co prawda jeszcze nie został obalony (tylko dlatego że córka ma 6 lat, dajmy jej jeszcze trochę czasu), mianowicie :
    Moja córka będzie chodzić w żelaznych majtkach, żaden typ jej nie będzie dotykać, sex nigdy w życiu!
    Na co moja riposta: pamiętaj że ty też czyjąś córkę pukales.

  • Joanna Oleszak

    07.12.2018 at 20:01 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Moje największe kłamstwo pierwszej ciąży do dziś jest ze mną. Mianowicie-kilogramy!
    Jadłam za dwóch, bo przecież dziecko potrzebuje, a ja i tak będę musiała schudnąć po ciąży. No i co? I pstro! Jak przykleiły się te kilogramy tak nie chcą do dzisiaj się odkleic, a starsze dziecię ma już 14 lat.

  • Paulina

    07.12.2018 at 20:08 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę na udział w konkursie.
    1. „ten zapach niemowlaka tuż po porodzie”
    Ja to nie wiem, słyszałam to setki razy. Jakiś mistyczny, magiczny, niepowtarzalny zapach.
    No i dali mi to dziecię prosto na brzuch, wącham, niucham, a ono pachnie tak jakby… niczym. Po prostu niczym 🤷‍♀️ Do dziś nie wiem co to za magiczny zapach i nie odnajdę nigdy olejków czy wosków do kominka, coby sobie dom okadzić noworodkiem. Z resztą jak by to nazwać? Naturalny olejek eteryczny – wody płodowe?
    2. Syn mój najdłużej jak to możliwe nie zazna smaku słodyczy.
    Niestety okazało się, że dzieci w pakiecie do urodzenia dostają dziadków. Promocja taka narodzeniowa. A dziadkowie mają fabrycznie wgraną funkcję rozdawania słodyczy.

  • Paulina G

    07.12.2018 at 20:13 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę. 4 lata temu moi drodzy Państwo, dupą niebo przebiłam – zaszłam w ciążę! I siup już plan w głowie miałam gotowy, że idę na zwolnienie szybko bo…. będę ćwiczyć jogę albo pilates, jeszcze miałam doczytać, które lepsze. No cóż jeśli by tak podciągnąć bieganie do łazienki pod jakąś aktywność to sport uprawiałam. Ja nie zdziadzieje! Never! Będę chodzić na spotkania z ludźmi, kawusia, inteligentne rozmowy, włos wyprostowany, oko zrobione. Skończyło się w kapturze, wyciagnietych dresach jak przemykałam do spożywczaka, blagajac w myślach żeby nikogo nie spotkać, wrócić i opierdzieleic swoje 30dag ciastek. Poród miałam tak zaplanowany, że nie mogło się nie udać, to był majstersztyk. Punkt pierwszy : „nie panikuj” reszta posypała się lawinowo. Obecnie jestem w 3 ciąży, w styczniu rodze i też mam plan : witam się najpiękniej jak potrafię z anestezjologiem, położnej przekazuję, że nacinamy, mąż rodzi że mną ale przez drzwi i po porodzie ketonal to mój przyjaciel. Smoczek już zakupiłam, a mój „kok” na głowie zaczyna mi się podobać. Pozdrawiam Was kobiety tego świata.

  • Joanna

    07.12.2018 at 20:17 Odpowiedz

    Że nigdy, przenigdy nie zje moje Dziecię nic słodkiego przed ukończeniem drugiego roku nie zje. Buahahahahaha. Umarłam ze śmiechu;)

    P.S. Wyrażam zgodę

  • Magda

    07.12.2018 at 20:25 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę,
    A ja high level… chciałam używać tetry, bo tyłek oddycha, bo naturalnie, bo to żaden problem prac… Mamy miały gorzej, nie miały media, bo ecco i tryliard pierdol…do pierwszego sranta po pachy!!
    Jakie prac??? Jak to w ogóle zdjąć??? Co z tym dalej zrobic… wyrzuciłam do kosza….
    Pampersy pokochałam całym sercem:)

  • Wioleta

    07.12.2018 at 20:33 Odpowiedz

    A u mnie to było troszkę inaczej. Dowiedziewszy się że najprawdopodobniej dzieci mniec nie będę, poinformowałam mojego wybranka o takiej sytuacji, a on na to- spoko, ja też nigdy nie chciałem, nie planowałem, bla bla bla.
    No to potem heja banana i jazda bez trzymanki. Po jakimś czasie, okresu nie ma, i nie ma, myślę sobie …ehhh znowu coś z moim ” fantastycznym ” cyklem się pije****o. Postanowiłam się wybrać do lekarza aby zobaczył co w trawie piszczy. Był paskudny dzień ( lało strasznie). Jedziemy do gina. Stary rzecz jasna ze mną nie wchodzi , czeka w aucie. Ja wchodzę, gadam mojemu lekarzowi że znowu okresu nie mam, cycki bolą jakbym miała dostać,ale nie ma, jajniki wołają idzie okres a nie ma 🙄, na to lekarz ” w ciąży jesteś ” 🤣a ja eeeeee….nieeeee…przecież nie mogę, przecież zabieg itp… Bierze mnie na kozła , badanie USG i diagnoza… Cud się stał, będzie Pani mamą, gratuluję. Proszę na klęczkach do Częstochowy bo zabiegu usunięcia jajników nie bedzie ;). No to ja wychodzę z gabinetu, jakbyn dostała młotkiem w łeb ,idę do auta ( leje strasznie ) wchodzę do środa i mówię staremu ( wtedy jeszcze nie stary a Kochanie ) i mówię ” będziesz tatusiem gratuluję” . Jego mina bezcenna …i jedyne co wydylusił to … ” Aaaaaleeeee ja , ja nie jestem jeszcze gotowy”. Dziękuję , dobranoc, pozamiatane 😅
    Zgadzam się

  • EDYTA

    07.12.2018 at 20:40 Odpowiedz

    WYRAZAM ZGODĘ:
    Mój pierwszy rodzicielski mit?
    Uwaga uwaga: Moje dziecko nie będzie spało w kompletnej ciszy i będzie przyzwyczajone do życia i spania w naszym normalnym rytmie dnia. Pies radio telewizor mama teściowa ciocie itd.
    Boże jak to życie zweryfikowalo po nie spaniu w nocy, walka o.kazda minutę drzemki w dzien, bowiem dziecko było nie sypiajace w ciągu dnia…przy każdym odkładaniu do łóżeczka modlilam się żeby ta kość w kolanie właśnie nie pykla… i do tej pory jest cisza chyba już nawet i pies się nauczył i dba o ciszę:)) tak to było głoszone wszem i wobec a potem ciach pyk i życie pokazało jak ma być:)

  • Sylwia

    07.12.2018 at 20:46 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ. U mnie krótko, pierwsze pacholę ma dokładnie 5 miesięcy. Zawsze, ale to kurde zawsze, mówiłam że moje dziecko będzie zasypiać samo, żadnego bujania, łóżko, ewentualnie smoczek i spać! No… I dziś byłam na szóstej wizycie u fizjoterapeuty, końca nie widać, chłop mówi że jak nie przestanę bujać i kołysać dziecka to będę stała klientką i jeszcze trochę to już nawet on nie pomoże 😊

  • Barbarella

    07.12.2018 at 20:52 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Dwie największe bajki w jakie wierzyłam zanim zostałam matką, choć nie jedyne to:
    1. Bycie w ciąży to nie choroba, więc będę aktywna (nie tylko zawodowo) do końca. A ponieważ bycie w ciąży jest takie kobiece będę nosiła sukienki, pięknie wyglądała i promieniała blaskiem 😎
    Tiaaa. Od 7 tyg w grę wchodziła jedynie pozycja leżąca, więc z aktywności pozostało mi jedynie wstawanie do toalety za potrzebą. O pracy musiałam zapomnieć na dłuuuugie miesiące. A jeśli chodzi o wygląd to owszem, wyglądałam pięknie w dresach męża (a przynajmniej dużo piękniej niż on😄) no i ten blask, który bił po oczach, z pewnością pozwoliłby mi zabłysnąć w Hollywood (oczywiście w roli Chewbacca z Gwiezdnych Wojen)
    2. Dziecko będzie spało od początku w swoim łóżeczku, bo ja też muszę się wyspać żeby funkcjonować.
    Hahaha nie dość, że nie spała w swoim łóżeczku, to nawet nie spała w naszym łóżku… przez pierwsze pół roku w ogóle prawie nie spała a jeśli już to wyłącznie na moich rękach. Także tym sposobem przekonałam się, że sen jest dla słabych a ja jestem hardcorem 💪

    Także teraz kiedy moja druga ciąża zbliża się ku końcowi nie wierzę już w bajki i nie myślę o tym jak będzie, bo życie z pewnością napisze swój niepowtarzalny scenariusz i trafi mi się drugi zaskakujący egzemplarz.

  • Patrycja

    07.12.2018 at 21:01 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.

    Tekst złoto, przybijam rodzicielskiego piątala, a w duchu łkam jak bober, że to wszystko prawda jest. 😂

    Do całej sterty kłamstw którymi się pasłam przed ciążą, w ciąży i nawet w paru pierwszych miesiącach życia mojego Szkodnika dorzucam „Moje dziecko będzie jadło to co ja, żadnych słoiczków”. Hehe.
    No kurła… NIE PYKŁO.
    Rozumiesz, gotowałam zdrowo, kolorowo, Brodnicki i Okrasa mogli się schować, fułagra, fileminią, szmery bajery… A ta gnida za każdym razem odruch wymiotny…
    Wszyscy dookoła mówili: „Nie przejmuj się, to normalne na początku, musi się nauczyć, to dla niego nowość…”. TA.
    Aż tu nagle, dnia pewnego, babcia szkodnika, a matka moja tako rzecze: „A może daj mu słoiczek, może mu zasmakuje?”…
    „Co, jakie słoiki, że jak, czy babcię powaliło, ja sama, a idź mi z tym! ” odpowiedziałam babci z szałem w oczach i pianą na ustach (i w mózgu już pewnie też).
    Zmęczona potwornie, ugięłam się kilka dni później. I wiesz co? Młodemu to smakuje, a ja mam spokój z gotowaniem, no i już nie utoczyłam na matkę piany od tamtego czasu. Same plusy. 😂 Pozdrawiam. ❤

  • Zebra

    07.12.2018 at 21:06 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    Dżizas – u nas jest pełen komplet + wszystko co piszą te szalone kobiety w komentarzach 🙂
    A ja sobie w ciąży założyłam, że zacznę się ruszać, taka się ze mnie fit larwa zrobi, aktywne 9 miesięcy, koniec z trzymaniem dupy na kanapie i popychaniem chipsów w otwór gębowy. Taaaa… jasne. Z Julianowskiej doszłam do Bałuckiego, nie wiedziałam czy dzwonić po pogotowie, zadzwoniłam po męża „przyjeżdżaj, umieram, to nie poród, to zawał”.
    I w ogole oszukali mnie, bo ja filmowy poród chciałam, wody odchodzą, mąż mnie wiezie, 2h, trzyma mnie za rękę czule i ja wychodzę z bobasem cudnej urody, jak księżna Kate. Druga porażka. Ciapciak wcale wyleźć nie chciał, musiałam się na oddział sama zgłosić i 13h modlić, żeby to się skończyło.
    A dalej – hartować będę, 3h między blokami i po parku, czy słońce czy deszcz czy siarczyste mrozy. Yyyy… no tam co jakiś czas wyszłam, polansować się pożyczonym wózkiem za miliony monet.
    Ciągle się zderzam z rzeczywistością…

  • Anetan

    07.12.2018 at 21:10 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    O jakże miło poczytać, o jakże mi bliskich doświadczeniach… 1. ciąża to nie choroba! Ofkors! Od 7 tyg na L4 wylądowałam bo rzygałam jak kot, jak tylko uniosłam głowę z pozycji horyzontalnej. 2. Ale przecież wrócę do pracy jak przejdą mi mdłości! No tak w końcu przeszły, ale zaczęłam mdleć po staniu dłużej niż 5 min , wiec nie pykło. 3. Moje dziecko nie będzie używać smoczka, to jest zagłuszanie naturalnej potrzeby bliskości, a w dodatku psuje zgryz! I tak oto już 8 dnia życia mej latorośli wypróbowałam 5 rodzajów smoczków, bo moje dziecię wybredne się okazało, ale na szczęście trafił się ten jeden zbawca, cały na biało ubrany i pozwolił mi się czasem jednak umyć i kawy napić, a co! 4. Współspanie z niemowlęciem odpada oczywiście, bo to po pierwsze niebezpieczne dla dziecka, a po drugie jakieś życie trzeba mieć (w tym także romantyczne oczywiście). Tak, jak najbardziej. Oto dnia życia 4 mego cudu okazało się ze możemy spać albo razem, albo ewentualnie możemy po prostu nie spać. Chyba wszyscy wiedzą, że sen jest dla słabych, ale ja jestem słaba, bardzo słaba i sen bardzo, bardzo kocham, miłością szczerą, a gdy go tak mało to jeszcze szczerszą. A życie romantyczne jak człowiek pada na przysłowiowy ryj, to raczej tez nie zaistnieje.
    Jak o tym myśle, to mogłabym podać ich jeszcze cała masę, ale te zdecydowanie są największe. Ale nie! Największe jest to – już więcej nie będę robić takich postanowień! 😂

  • Marta

    07.12.2018 at 21:18 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Mój mit obalony po porodzie w tempie blyskawicznym to: moje dziecko będzie spało w swoim pokoiku, przyzwyczajone do codziennych odgłosów w domu. Przecież nie będziemy jak idioci stąpać na paluszkach i uważać na każdy hałas! Hahaha ha, ale byłam śmieszna…
    Temat spania we wlasnym pokoju upadł już w szpitalu – mąż dostał rozkaz natychmiastowego dostosowania łóżeczka do warunków naszej sypialni. Opanowana baby bluesem, tęsknotą za bliskoscią córeczki która naświetlała się w inkubatorze całą dobę i wymordowana budzeniem co 40 minut, szybko skapitulowałam.
    Pierwsze 3 tygodnie w domu były spoko – serial, mikser, wiertarka udarowa – dziedziczka spała, byle przy cycu. A po trzech tygodniach ktoś tego śpiocha podmienił na syrenę alarmową z superczułym słuchem. Usypianie – poprzedzone godzinnym rykiem – wymagało inwencji, sprytu, siły w rękach i kręgosłupie i cierpliwości. Nie pomagały wszystkie sposoby z internetów. Kiedy w piżamie, nie uczesana, z pełnym pęcherzem, mytymi wczoraj zębami skakałam na piłce fitness, śpiewając „kotki dwa” i podając córce pierś, w myślach modliłam się, by w końcu zamknęła buzię i oczęta. Gdy się już udawało, w mieszkaniu musiała zapanować absolutna cisza. Kichnięcie taty dwa pokoje dalej? Skrzypnięcie paneli? Przejeżdżające auto za oknem? Stęknięcie sprężyny w łóżku? Strzyknięcie w kolanie matki? Oczy jak pięć złotych i tyle ze spania! Po kilku tygodniach byłam tak wymęczona i znerwicowana, że rozpłakałam się przed panem listonoszem, bo mi dziecko domofonem obudził 10 minut po zaśnięciu na drzemkę. Biedny facet. I kto wymyślił powiedzenie „spać jak niemowlę”? 😉

  • Natalia

    07.12.2018 at 21:26 Odpowiedz

    Zgadzam sie z kazdym Twoim Michalino klamstwem 😉 moje najwieksze najwieksze zalamania nerwowe to:

    Po pierwszym porodzie ” nigdy więcej nikt mnie do tego nie zmusi”
    Po drugim ” Boze i wszyscy swieci co mnie podkusilo ”
    Po trzecim ” Blagam, wytnijcie mi TAM wszystko”
    Klamstwo nr 2
    ZAWSZE I WSZYSTKO BEDE PRASOWAC. O Panie.. co ja mialam w glowie.
    Klamstwo nr 3
    Moje Gwiazdeczki nigdy nie beda przeklinac i mowic brzydkich slow!
    Wchodze na luzie do pkola ( piaaaatek)
    -Dzien dobry, jak sie macie? Jak Wam minal dzien?
    -O dzien dobry, wszystko super. Juz wolam coreczke X.
    – Aaaa! Mamusia! A CHUJ kamracie…

    Wszystko przytoczone na szybko, miedzy bujaniem jednego zapalnia oskrzeli i podawaniem syropu na goraczke.
    Pozdrawiam Was serdecznie!
    Zdrowia! 🙂

  • Natalia

    07.12.2018 at 21:27 Odpowiedz

    Oczywiście, WYRAZAM ZGODE 🙂

  • Maja Olszowy

    07.12.2018 at 21:28 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Chciałabym wziąć udział w konkursie. Ale napiszę tylko że z twoich mitów mit o ciąży się u mnie sprawdził w ciąży nr 2.
    Porody miałam piekne cudowne i szybkie. Dzieci wiedziałam że spać ze mną będą. Bajki sama lubię oglądać. A syn taki grzeczny że zmuszałam go do diabełkowania.
    Powodzenia!

  • Kamila

    07.12.2018 at 21:31 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ .
    Zauważyłam, że wszystko kręci się u mnie wokół snu.
    Ja przed (o koleżance mającej dziecko ):” Po co ona go zmusza , żeby spał? Nie chce to nie, też mi problem. ” lub „ Czemu nie mogą przyjść o 11? To mały nie może pójść spać później albo wcale ?”
    Ja dziś do narzeczonego: „ Wyjdziemy z domu po drzemce Szymka”. Nie ma dyskusji .
    Dodam,że w tym momencie bujam nogą wózek z małym , próbując go zmusić, żeby poszedł już spać. Prawdopodobnie mi się to nie uda i dolulam tego 10kg stworka na rękach pogłębiając lordozę czy tam kifozę. Teraz rozumiem, że małe dziecko bez drzemki to potwór! A małe dziecko, które nie chce zasnąć o 21, to koniec życia rodziców.
    Oczywiście w nocy śpi z nami…oczywiście w ciąży myślałam o takich ludziach z pogardą… oczywiście odkładam go do łóżeczka wieczorem obiecując sobie, że jak w nocy nakarmię to odłożę spowrotem.. jutro już na pewno … ale to coś na zasadzie „ od jutra nie jem słodyczy”- to jutro nigdy nie nadchodzi.
    Pewnie ja z czasów ciąży bym dodała jeszcze : „ Zero słodyczy przez pierwsze 1000 dni życia „
    Ja z dziś mówię, cytując klasyka „Smierć frajerom”. Już się nie będę okłamywać , Twój artykuł mi to wsYstko uświadomił 🙂

  • Sylwia padnieta ale szczęśliwa

    07.12.2018 at 21:35 Odpowiedz

    WYRAZAM ZGODĘ
    Od czego by tu zacząć…….. Będę stanowcza, nieugieta i sprawiedliwa. Tak miało być w zamyśle a w praktyce no niekoniecznie.Akt pierwszy
    ,, – A kupisz mi to?-Nie! – no kup plosie. – Kupię ale masz być grzeczna.” i tak z pokoju najmłodszej robi się wysypisko Kinder pierdul i pochłaniaczy kurzu. Itp idt sraty taty syn nie lepszy
    Akt drugi
    Na opa!! Nie kręgosłupa na alledrogo nie sprzedają, idziemy bo autobus nam odjedzie. – nie nie nie – (pod pache z tym smerfem i w te pędy)
    Kolejny mit pomoc ojca w wychowanie dzieci. Co ranek budzę syna szykuje do szkoły, nastepna córka ubieram czesze karmie i najgorsza batalia przedemna obudzić starego. Który płaczę jeszcze nie proszę. Weź auto i jedz. No nie nie mogę tego auta wziąść prawa jazdy nie mam.
    Co by tu jeszcze a zdrowe odżywianie no nie zawsze wychodzi. Wymówki drugie imię moje gdy na twarz padam a pot po dupie spływa.
    W przedszkolu przecież warzywa dali to git.
    Na koniec najlepsze kreatywne spędzanie czasu z dziećmi. Magia, pomysłowość matki granic nie zna. Na chaslo nudzę się ciarki po ciele laza co by tu wymyślić. Młoda pierdylion spinek na włosach matki które ze 2 lata na oczy fryzjera nie widziały przypina. Osobnik płci męskiej bandażem nogi owija. Amen na wdechu pisane bo wiszą nad człowiekiem jak sepy czekając ażeby rodzicielce prywatny osobisty telefon zawlaszczyc aby nakarmić Pou.

  • Monika

    07.12.2018 at 21:37 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę, póki pamietam 😉

    Wyobrażenia a rzeczywistość w rodzicielstwie? Można byłoby wymieniać godzinami 🙂
    Pierwsze co mi przyszło na myśl?
    1. Nie będę rozmawiać o kupie, siku itp rzeczach, zanudzać innych opowieściami o swoim dziecku. Ah! Jak bardzo się myliłam. Temat kupy dobry nawet przy jedzeniu . 🙈

    2. Dziecko śpi w łóżeczku, w swoim pokoju.
    Taaaak, wytrzymaliśmy do pierwszego przeziębienia, gdy mała miała pół roku.
    Łóżeczko służyło przez kolejne pół roku za przechowalnie rzeczy do wyprasowania, aż się poddaliśmy i je złożyliśmy.. I do tej pory nie kupiliśmy nowego, a ma 3,5 roku. 🤭Dziadkowie zbulwersowani, dali na Mikołaja pieniądze na zakup łóżka.

    3. Nie będę dawać dziecku słodyczy!
    Ok, fakt, nie ja dałam pierwszego lizaka, czekoladę czy lubisia. Jak już poznała ich smak, ciężko się czasem obyć bez tego.

    Gdy to piszę, śpi obok moja córa, chrapiąc jak stary dziad (chora znów). A ja zamiast wstać rozwiesić pranie i posprzątać ten bałagan, czytam co u was było nr 1 na tej liście 🤣

  • Paulina

    07.12.2018 at 21:39 Odpowiedz

    Hmm? Ja w ostatnim miesiący ciąży miałam wielkie parcie na mcdonald.. nugetsy mm. I caly miesiac wmawiałam sobie ze przecież zgubie, jak będe karmić piersią.. bo przeciez bede. I tak jadlam tego nugetsa z mysla ale przeciez zrzuce, zrzuce no nie ma ze nie! Nawet nie ma mozliwosci ze nie! Noi tak zostalo mi do dziś.. tzn nadwaga😂 a juz 3 lata od porodu 😈
    Wyrażam zgodę:)

  • Karolina

    07.12.2018 at 21:43 Odpowiedz

    „Wyrażam zgodę” pierwsza moja myśl po tym ja wzięłam dziecię w swe ramiona była ..będę najlepszą mamą, dla Ciebie przeniose przecież góry, będziemy spędzać jak najwięcej czasu na zabawie, rozmowach, nauczę Cię wszystkiego, Ty nauczysz mnie też bardzo dużo ,na pewno. Uczucie, które mocno mi towarzyszlo to strach jak to teraz będzie, czy ja będę wiedziała czemu płacze, kiedy jest głodne, nic nie wiem, dlaczego nikt nie dołączył instrukcji obsługi??? WTF ja się pytam. No ale spokojnie przecież nie jestem sama, ze wszystkim sobie poradzimy. Małż przecież stanie na wysokości zadania, razem stawiamy czoła nowej sytuacji, przecież jesteśmy ekipom( od 15 lat razem) co to dla nas. Najważniejsza to dobra organizacja i wszystko pójdzie gładko. Aaaaa te 20 kg to jak łatwo przyszlo tak łatwo spale, przecież karmiąc będę na diecie, będę jeszcze szczuplejsza niż przed ciążą( ehhheee) po krótkim wstepie: 1 mit: gdzie teeeennn co obiecal mi …… Tak się nawalil z okazji narodzin córki, że do szpitala zjawił się dnia następnego od narodzin o godz 17 na lekkim jeszcze rauszu. Podczas gdy pomagał mi dojść do siebie w toalecie ( miałam cesarke) czyli coś na zasadzie prysznica, rzygal takkkkk ze ja tylko lałam wodę ile wlezie, żeby Panie na sali nie slyszlaly. Więc jeszcze raz gdzieee teeeen co obiecał mi….. 2. Mit aaa 20 kg prosze Was, raz dwa i będę fit, fit,fit i co i co i „gowno” nie dość że karmienie piersią bolało jak s… syn to malutka się nie najadala i skonczylo się butelką. Więc co by sobie umilić spacerki, przecież nudyyy jak nie wiem,( nie znam jeszcze nowych koleżanek z potomstwem) przegryze kokasanke 1,2 aaa A poszła cała paczka…. jeb 20 kg ( jak nie wiecej) jest do tej pory. 3. Ok przecież wszystko można ogarnąć karmienie, sen , ogarnięcie mieszkania. Będę mistrzynią yhyyy dzień chyba 4 Pani położna ma przyjść na wizytę domową. Od rana na pelnej k… przecież jaki bałagan, musimy dobrze wypaść. To małżonek leci na szybkie zakupy… Nie było go 4 godz 🙁 wszedł razem z położną a w domu…. dziecko płacze ( nie wiedzilismy wtedy jeszcze ze pierś nie wystarcza, więc plakalo non stop) ja w piżamie, włosy nie widziały szamponu już ho ho, sam sex normalnie. Mina moja na ich widok bezcenna, mina położnej na widok psa, który postanowil się zesrac na środku pokoju, bo nie miał go kto wyprowadzić , jeszcze bardziej bezcenna!!!! 4 mit jest jest 3 lata najlepszy wiek, jak można się nie cieszyc z pytań, które zadaje pociecha. Przecież dobrze, że pyta, jest ciekawe świata, komunikacja jest już extra, teraz zabawy będą extra. Jednak milion pytań a co to, a po co, a czemu…. powodują że,, że,, mam ochotę zabrać nogi za pas i zwiewac…. odnośnie zabaw ehh ja nie lubię tych zabaw, tego wymyślania, wyobraźnia nie ta… ile mogę udwac dzidziusia, ile razy można układać te same puzzle, lub tańczyć przy ” my jesteśmy jagodki” Na tym zakończę ;)) i tak bym się nie zamieniła, cieszę się, że mam możliwość być mamą, że mam tak wspaniałą córkę, że jestemy wszyscy razem…A ponarzekać muszę, bo jestem w tym mocno dobraaaa 😉

  • Aleksandra

    07.12.2018 at 21:48 Odpowiedz

    A to ja tez wyraze zgode, co bys sie nie nudzila za bardzo z dwojka dzieci i miala co poczytac;)
    Mialam 3 podstawowe zasady przed porodem, zeby nie za duzo, zeby sie udalo, zeby stresu nie bylo.
    1. Spi w swoim lozeczku
    2. Nie nosze na rekach
    3. Nie ma smoczka
    Oczywiscie do lozeczka nigdy nie trafila, w sumie nie wiem dlaczego. ..Zasypiala przy cycku, a lozeczko jakby parzylo od spodu rozgrzanym weglem i zaczynala plakac od nowa, moze cos tam szczypalo, albo gryzlo? No na rekach nie nosilam, telepalam i skakalam na duzej pilce gimnastycznej, mniej wiecej pierwsze pol roku, ewentualnie nosilam wozek na 2 pietro, co by na rekach nie nosic.
    No a smoczek? Nie dalam, jak powiedzialam, tak zrobilam. Co prawda po tygodniu zycia malej mialam w domu maly arsenal smoczkow, ale moja kruszynka gardzila nimi, tylko cycek byl w modzie. Takze mimo ze blagalam i prosilam, zeby go wziela, to smoczka nie bylo.
    Czy przy numerze 2 popelnilam te same bledy?
    Prawdopodobnie. Zyczenie mialam jedno, spi u siebie, bo w 3 juz ciasno, a co dopiero w czworke. Niech przynajmniej on bedzie u siebie. Ale o tej 3 w nocy, jak mialabym go odkladac i spedzac pol godz poza lozkiem, wole wyciagnac cycka i spac na 30cm lozka. Kiedys pojda do siebie.

  • Marta Kacperska

    07.12.2018 at 21:53 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę 🙂
    Ha, mnie bawi ciągle i ciągle to, jak mnie okłamały najbliższe mi osoby wraz z rodzoną matką, którą kocham ponad życie i teraz sie dziwię, że mnie nikomu nie opchnęła za piątaka. Wszystkie mówiły, że małe dziecko to tylko je i śpi, no dobra, sra jeszcze i sika, ale to przecież sama przyjemność i te nózie takie urocze i w ogóle sielanka. I ja głupia siebie samą okłamałam, uwierzyłam tym wszystkim i co? I gówno! Dosłownie 🙂 z dnia na dzień coraz gorzej, zastanawiam się, gdzie można kupić instrukcje obsługi mego syna i czy jak Go zostawię w Lidlu (oczywiście w sobotę, bo jak sobota to tylko do Lidla) to ktoś Go zgarnie czy biedny będzie leżał w wózku i darł ryja 🙂
    I jeszcze to, że życie z małym szkodnikiem przecież się tak bardzo nie różni od tego sprzed szkodnika. Taaa..
    Żeby nie było, synka kocham ponad życie i Go sobie wymarzyłam i dlatego daje mi w kość szatan jeden 🙂
    Michasia trafilam do Ciebie niedawno i żałuję, że dopiero teraz. Uwielbiam Twoje instastories i wpisy na blogu i jak to dobrze, że nie tylko ja tak mam 🙂

  • Kasia

    07.12.2018 at 21:53 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ.
    Moj pierwszy primo mit który okazał się mega miciorem to „Hania się urodzi to od razu będę karmiła ją cycuszkiem i będę miała super mleko, że i nawet pomogę innym mamuśkom na oddziale wykarmić ich bobasy! A phi! A mleko butelkowane niech se wszyscy włożą w cztery litery. Taka będę zajebista!” Moja zajebistosc się skończyła zanim się zaczęła. Hania na cycki patrzeć nie chciała a co dopiero memlokać je. Mleko tryskało na lewo i prawo ale córka wolała smoczek, butelkę i MM szło jak ta lala. Karmienie piersią jest spoko ale do butelki tez się przekonałam bo cóż innego mi pozostało. Powiem więcej… butla jest wręcz zajebista bo nie boli jak pokarm do niej napływa, nie puchnie od jego nadmiaru a i przy ewentualnym ulaniu/wypływie żadna plama się na bluzce nie pojawia (o której się dowiadujesz z dziwnie patrzących na ciebie rozmówców!).
    Po drugie primo mit, z którym ciagle walczę to czyste tudzież BRUDNE podłogi. „Będę codziennie je lizać zeby Hania nie zdążyła niczego złapać, ani o Kryste Panie nie wziąć do buzi.” Podłogi są myte (jak się uda) raz na miesiąc, dziecię me jedyne i roczne zasuwa po kafelkach i panelach zbierając wszystko co wcześniej zrzuci w trakcie konsumpcji (niekoniecznie z tego samego dnia). Dodam ze mamy dwa koty, których sierść Hanka zbiera kolanami 🤪
    ŻYCIE!! Kocham to ŻYCIE!

  • Iza

    07.12.2018 at 21:59 Odpowiedz

    Mit z ciąży i teraznijszy.. Wszystko kiedys minie… Fu*k, może i mija jedno ale zaraz jest drugie…. Jak nie brak kupki to za dużo tejże kupy, a to do żłobka coś przynieś, załatw, daj… Je, nie je i tak w koło Macieju a co po niektórzy smia twierdzić ze matka ma tak do konca życia! 🙄

  • Anna

    07.12.2018 at 22:00 Odpowiedz

    Wiesz było 1000 takich maluch ale takie największe to jedno jedyne było : jak urodzę dziecko to nic się nie zmieni 😂

  • OlaSidor

    07.12.2018 at 22:05 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ.
    Mit nr.1
    W ciąży przytyje max 10kg.
    Uzbierałam 30kg z czego ponad 5kg to była moja córka.
    Mit nr. 2
    Sama wszystko zrobię bo jestem najlepszą i wszechwiedzącą matką. Przeczytałam przecież całe internety o KP, myciu itp.
    Skończyło się na MM a kąpał tatuś.
    Mit nr 3.
    Tablet po 10 roku życia.
    Gdy byłam w drugiej ciąży sama wciskałam monej dwulatce tablet byle złapać 15min drzemki w dzień.
    Można by tak bez końca ale i tak uważam siebie za najlepszą, nieperfekcyjną mamę dla moich smerfów.

  • Monika Chojnecka

    07.12.2018 at 22:08 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ.
    co nie pykło? Od czego by tu zacząć 😂
    Po 1) w ciąży zmieniają się upodobania smakowe – nie, nie, nie! toż to wymysły totalne! No, później zaszłam w ciążę 😂 i czekoladę której nienawidzilam przed ciążą – w ciąży pochłaniałam w ilościach hurtowych!
    Po 2) ciąża to najwspanialszy okres w życiu kobiety – czekałam kiedy powie mi to pierdylna osoba – aby móc jej „przytulić moją piątkę z rączki w twarz”. Serio? Najwaspanialszy? Ból krzyża, siku co.3 sekundy, spać nie można, jeść nie można, albo wręcz przeciwnie żre się do porzygu…
    Po 3) macierzyństwo to wspaniały czas – jasne, owszem tylko czemu nikt nie wspomina o tej drugiej stronie macierzyństwa?! Nieprzespane noce, płacz dziecka z niewiadomego powodu, wymuszanie płaczem, jestem głodny, ale tego jeść NIE będę itp. itd
    Po 4) karmienie to taka intymna sytuacja, taka więź z dzieckiem – noooo z tymi krwawiącymi sutkami….
    Po 5) na samym początku to.dzieci tylko śpią i jedzą – taaa chyba, że mają kolki….
    Mogłabym pisać i pisać, aleeee co było, a nie jest 😂😉 było, minęło, teraz może być tylko gorzej 😂 a mojego syna kocham ponad wszystko❤ i mimo wszystko 💙

  • Magda

    07.12.2018 at 22:22 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę

    Spędziłam pół ciąży na przytulaniu się do białej muszelki. I oczywiście nie tylko rano, ale też popołudniu i w środku nocy. I na dodatek byłam taka głupia, że nie chciałam z tego powodu zrezygnować z pracy. No skąd… Przecież beze mnie świat by się zawalił. Mąż stukał się w czoło, a koleżanki patrzyły jak na wariatkę. Ale i tak największy szok przeżyłam po porodzie, kiedy to ten tylko śpiący i jedzący „cud świata” nie chciał wcale spać. Nie chciał też leżeć w wózku ani jeździć w samochodzie. Żyłam w przekonaniu, że dni po porodzie będą mi mijały na wielogodzinnych spacerach, podczas których będę delektować się piękną pogodą i nadrabiać zaległości czytelnicze. Córka urodziła się w grudniu. Pech chciał, że dowaliło śniegu, a mróz sięgał nawet 20 stopni poniżej zera. Wiosennego słońca i ciepła nie było do czerwca, a każdy spacer był wyścigiem, żeby zrobić chociaż 2 okrążenia wokół bloku (bo przecież trzeba dziecko wierzyć i hartować) zanim mojemu dziecku włączy się tryb „Wrzaskun”,który mocą swych decybeli porazi ludzi w promieniu kilku kilometrów. Córka ma 2 lata, a ja wciąż z niedowierzaniem patrzę na dzieci, które śpią w wózkach, w trakcie gdy ich matki robią zakupy, piją kawę lub cieszą się błogą chwilą ciszy. Dla mnie to jakiś kosmos…

  • Izabela

    07.12.2018 at 22:26 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę!
    Mit nr.1
    Urodzę naturalnie, a co tam inne dały radę to ja też. Po 2 dniach w szpitalu , po dwóch kroplówkach z oksytocyną i 10godzinach porodu i mdleniu na durnej piłce która miała przynosić ulgę, darłam ryja (tak dokładnie ryja) tak że cała porodówka i oddział ginekologiczny mnie słyszał. Po błaganiach o znieczulenie, bezowocne. Zdarzyłam złapać mojego męża za kołnierz i z nienawiścią do niego w oczach krzyknelam „wyciągnijcie ją ze mnie” 😂😋 A gdy już raczyła panienką wyjść zapytałam tylko czy dziewczynka 😂😂😂

  • Ewa Golanowska

    07.12.2018 at 22:35 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę. Ja to sia kłamałam trzy razy, to dopiero naiwność…Jako że w pierwszej ciąży nie pracowałam z powodu braku pracy to w drugiej chciałam być pracującą mama z brzuszkiem…gdyby nie to że od 6 tyg siedziałam z głową nad kibelkiem i oddawalam wszystko co weszło do mojego żołądka, za trzecim razem obiecanki że tym razem będzie dobrze i będę pracować, no ….przynajmniej do 8 miesiąca 😉tym razem nie tylko wymioty ale również biegunka…WC- moje ulubione pomieszczenie w domu 🤮porody akurat były ok ( jak to się mówi stworzona do rodzenia)… A więc dalej….trzy razy obiecywalam sobie że nie będę nosić, lulać itp.I co ??kolki do 7 miesiąca życia… A więc tyle na temat noszenia .Trzy razy mowilam ze nie beda z nami nie spać …wiec tak …pierwsza cztery lata w naszym łożu, druga…UWAGA !!!8 lat , trzeci od kilku miesięcy jest królem w naszym gnazdku.😁 miały być grzeczne, nie oglądać bajek,nie mieć przez 18 lat swoich telefonów, sprzątać po sobie zabawki, nie jeść na kanapie tylko przy stole w kuchni ,jeść owoce i warzywa, słodycze raz tygodniu….TRZY RAZY SIE OKŁAMYWAŁAM….!!! P.S.SZYI BRAK PRZY KAZDYM PORODZIE 😁😁😁

  • Ewa Plucińska

    07.12.2018 at 22:41 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    Zapieralam się , że jak urodzę dziecko, to będę karmić piersią conajmniej dwa lata, sama będę jeść bio , oczywiście żeby z cyca sama dobroć wypływała, ćwiczenia -systematycznie , aby me ciało pięknie doszło do formy, żebym mogła się oczywiście szczycić fit sylwetka…aaa no i oczywiście wychowam me pierwsze dziecię bez smoczka. O bajkach i innych tworach szatana nie wspomnę. Finalnie wyglądało to tak że szybko przerzuciłam się Z cycka na butlę, z jedzeniem bio to miałam tyle wspólnego co nic. Ciało samoczynnie doszło do tzw formy, ja dużego w tym udzialu nie miał gdyż nie uskutecznialam ćwiczen. Za to systematycznie dziękowałam wynalazcy tv , gdyż uczynił mój dzień spokojnym i moglam w spokoju załatwić swoje potrzeby w WC , a nie chodzić z przyklejona HUBĄ 😉

  • Ewelina

    07.12.2018 at 22:50 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę. Wierzyłam, chciałam, ja wiedziałam, że moje dzieci będą się razem cudownie bawić, że będą najbardziej zgranym rodzeństwem pod słońcem, że starsze zajmie się młodszym. *ponury rechot wszechświata *Teraz moja fantastyczna trójca stacza wojnę światową o plastikową złączkę do klocków, nabija siniaki wielkości mango ,,bo ona patrzy jak rysuję kurnik” oraz prowadzi regularne rzezie z powodów wyciśniętej różowej pasty do zębów o smaku gumy balonowej, z piep*onym jeżem na tubce. A ich potrójne ,,Mamooooo zrób coooooś” rozwali któregoś dnia zaporę na Solinie, bo moje bębenki już dawno poszły w drobny mak 😉

  • Ina

    07.12.2018 at 22:55 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    Od samego początku mówiłam ze codziennie będę dziecku na dobranoc czytać 😊 rzeczywistość jest inna czasem padam na twarz i już zwyczajnie niechce mi się 😂.
    Będę cierpliwa , ale dzieci czasami potrafią dać w kość 🤣
    Nie będę słuchała „dobrych rad „ ciotek,babć itd ale one robią pranie mózgu. 😀
    Oj narzekamy przytłacza nas czasami ta rzeczywistość ale warto się rozczarować( ze nie jesteśmy super idealne ) ale mamy wspaniałe dzieci 💪😃

  • Kasia

    07.12.2018 at 22:56 Odpowiedz

    Ja tylko wpadłam tutaj na chwilkę żeby wrzucić ponizsze:
    1. Równy podział obowiązków.
    1a. Równy podział obowiązków jak wrócę do pracy, bo na macierzyńskim to wiadomo, że więcej ogarniam, ale jak będziemy oboje pracować to czemu niby nie?
    2. Nigdy nie będę się darła na dziecko, będę mówić do niego kojącym lub stanowczy, ale zawsze spokojnym tonem
    3. Skóra mi się wessie z powrotem, zrzuce wszystkie kg karmiąca piersią, cycki zostaną takie jakie były lub większe
    4. Nie będę przenosić moich własnych ambicji na dziecko, manipulować nim wskazując że może woli drewno zamiast plastiku – niech ma co lubi a nie to co mi pasuje do wystroju i że nie stanie się moim projektem „emerytura”
    5. Last but nit least – kupa mojego własnego dziecka nie będzie mnie obrzydzac, kupa dzieciaczka nie śmierdzi tak jak dorosłego zresztą

    Dziękuję I wyrażam zgodę.

  • Agnieszka

    07.12.2018 at 22:58 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Dla mnie mitem już na samym początku macierzyństwa okazał się smoczek.
    Moim najlepszym przyjacielem w czasie ciąży był Wujek Google.. Wiem wiem głupoty tam czasem można wyczytać no i matka wyczytała. Żeby nie dawać dziecku smoczka! Bo potem wady zgryzu, zaburzenia laktacji i w ogóle i w szczególe.. I co? A no to że próbowałam się trzymać z dala od tego cumla. Ale jak po kilku dniach miałam takie poranione sutki od nieustającego ciągnięcia powiedziałam o nie.. niech sobie piszą co chcą ale jednak nie dam rady. I Wojtuś dostał smoka.

  • Aga

    07.12.2018 at 23:01 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ.
    Jak ja się ciesze ze nie jestem z tym sama. Zaczynajac od porodu od jakiś conajmniej 10 lat słyszałam ze jak zajdę w ciąże to obowiązkowo cesarka za względu na wzrok. Przez te 10 lat to się już porządnie na cięcie nastawiłam a szpital 3 tygodnie przed planowana data porodu zdanie zmienił. Ale jak? What the f*ck?! Płakałam na każde najmniejsze wspomnienie o porodzie. Tak kuzwa robić nie można. I w końcu przyszedł ten moment i ja wzorowo nieprzygotowana psychicznie na poród naturalny rodzę dziecko. Miało być pięknie, miałam wyglądać jak te wszystkie piękne panie z amerykańskich filmów, pełen make up, zero krzyku, musze KLASĘ ZACHOWAĆ. Pewnie. Zapomniałam o niej po jednym skurczu. A po 33h porodu to ja miałam ta klasę głęboko w poważaniu.
    Dziecię miało spać u siebie w łóżeczku i oczywiście spała ale tylko jednej nocy 2 godziny. Teraz jej stopy mam wlasnie na twarzy a ojca plery już bolą od rocznego spania na kanapie. Dobrze ze on chociaz nie obiecywał ze będzie wstawał do dziecka… karmienie? Będę przykładna matka i do roku wykarmie. Dzidzi ponad rok i nadal cała noc z cycem w buzi śpi. A weź jej zabierz to pół ulicy słyszy! Nic ze krew się leje, dziecko wyje matce serce mięknie.
    Spacery miały być piękne, mamuśka wysztafirowana, dziecię w gondoli z firaneczkami… jak się zrobiło ciepło na lansowanie to mała tak się zanosiła w gondoli jakby conajmniej na rozżarzonym węglu leżała. Elegancka mama? Raz na miesiąc.
    Samotne wyjście do toalety bo dziecko będzie się w tym czasie pięknie bawić w kojcu? No proszę…
    Czy my kiedyś planowaliśmy conajmniej trójkę?
    Urodziłam dziecko, zajmuje się nim sama bez żadnej pomocy, w obcym miejscu bez przyjaciół rodziny i już nie oceniam innych mam (w granicach rozsądku oczywiście).

  • Agnieszka Filipczuk

    07.12.2018 at 23:03 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Ja standardowo w pierwszej ciąży wiedziałam, że do ostatniego miesiąca ciąży będę niczym modelka z
    pierwszych stron gazet dla mam a moje będzie grzeczne, nie będzie płakać w nocy, będzie jeść szpinak i zagryzać marchewką. Jak już będzie duże to zawsze będzie mnie słuchać, pomagać w domu i chodzić spać o 20 bym miała czas dla siebie. A ludzie będą patrzeć na moje dziecko z niedowierzaniem, że takie fajne. Niestety życie bywa przewrotne i okazało się, że cała ciążę przechodziłam w dresach bo ciągłe klęczenie nad sedesem było w nich znacznie wygodniejsze. Kolejne rozczarowanie: moje dziecko nie jadło NIC oprócz mleka z cycka. Poza tym spało prawie wcale. No i nie słuchało mnie w ogóle. W jednym się tylko nie myliłam.Ludzie patrzyli na moje dziecko z niedowierzaniem ale dlatego, że bardzo odbiegało od przyjętych norm. W skrócie:okazało się, że moja córka ma autyzm. Daliśmy jakoś radę chociaż to był armagedon. W drugiej ciąży bałam się cokolwiek zakładać, brałam to co życie dawało. Jak już okazało się, że numer2 jest zdrowe wtedy sobie pomyślałam, że to jest ten czas kiedy pokaże innym, że skoro pierwsze nie było „idealne” to drugie będzie.
    No i powiem Wam, że długo się udawało bo Ola, spała, mało płakała, jadła to co jej dałam, była grzeczna, mówiła ludziom nie tylko dzień dobry ale też komplementy. Jak już była większa to sama chciała myć naczynia, sprzątać. Patrzyłam na dzieci moich znajomych z podniesioną głową i w myślach mówiłam sobie:ha! Ja to mam dziecko aniołka. Pierwszy raz je*bło jak rozmawiałam z koleżanką o tym, że jej dziecko przeklina. A moje nie- powiedziałam z dumą. Kilka dni później siedząc z przyjaciółką na tarasie słyszałam jak moja córka mówi do kolegi „Cyprian, uważaj bo się wyj*biesz, no zobaczysz, że się wyj*biesz. No kulwa źajebie cię jak się wyjebies’
    Potem moje dziecko dawało popisy w przedszkolu gdzie byłam wyzywana dość często bo npmoja córka poproszona o zaśpiewanie pieśni religijnej śpiewała „gdzie jest krzyż” albo „Jarosław Polskę zbaw” a na pytanie co znaczą znaki na drzwiach K+M+B Ola powiedziała, że to ruska mafia.
    Później było już tylko lepiej i pojawiło się „weź się mamo”, „a tato nie może sprzątać „, „te naczynia to nie tylko ja zabrudziłam” „za pięć minut” „zaraz (powtarzane co 5minut ewentualnie co godzinę”.
    Ale jedno wiem, na pewno.
    Że nawet jak nic nie jest tak jak sobie kiedyś myślałam, że rzeczywistość wygląda diametralnie inaczej niż moje wyobrażenie sprzed. Że moje dzieci mnie chwilami tak wkur… denerwują, że mam ochotę oddać je do adopcji i dopłacać żeby ktoś przypadkiem nie oddał to warto było przeżyć te wszystkie „rozczarowania ” warto było się odbić od podłogi gdy moje wyobrażenia biły mnie w głowę i rzadko było tak bym chciała. I każda z nas powinna to przeżyć na własnej skórze, patrzeć z pogardą na inne matki myśląc JA TAKA NIE BĘDĘ a później kilka miesięcy później siedzieć i śmiać się z tego. I każda powinna pozwolić drugiej żyć z własnym wyobrażeniami i rozczarowaniami. I z sukcesami.
    I jeszcze jedno wam powiem.
    Do szału mnie doprowadzało jak moja mama kiedyś mi mówiła :JA W TWOIM WIEKU…
    I kiedyś wiedziałam, że nigdy nie będę mówić tak do moich dzieci.
    AHA.
    Wczoraj: OLA, JA W TWOIM WIEKU TO MUSIAŁAM LEKCJE ODROBIĆ I BABCI POMAGAĆ W GOSPODARSTWIE a Tobie się nie chce pokoju posprzątać!
    😀

  • Arleta

    07.12.2018 at 23:05 Odpowiedz

    „Wyrażam zgode”. Mój pierwszy mi dotyczył jedzenia owoców. Przysięgalam sobie ze będę jeść tylke te owoce( cytrusy) przez które nie przytyje, yhyyy, no nie udało się pochłaniając w kg ilościach nektaryn, śliwek, winogron itp. . Ani się nie obrucilam pyk 20kg UP, weź to zrzuc kobieto teraz(a gdzie tam do końca ciąży). Matko Boska jestem gruba, żadne lustro mnie nie oszczędzalo+ plus burza hormonów i hektolitry wylanych łez.
    A teraz mit z którym walczę od 13 m-cy, kiedy moja latorosl która kocham nad życie nie przespal jeszcze ani jednej nocy w całości i swą matkę rodzicielka wykancza psychicznie fizycznie i wkazdy możliwy sposób jaki mu do tej małej główki wpadnie. Nie ukrywam że ojciec jego współpracuje z tym małym geniuszem jak matce wbić szpile… Wierzyłam że mój partner a ojciec mojego dziecka nie będzie udawał że nie słyszy jak nasze maleństwo płaczę w nocy. Kuźwa niech mi ktoś wytłumaczy jak można nie słyszeć dziecka które leży pół metra obok, a cały powiat go słyszał, o zgrozo. Co noc ludze się że jednak ta noc bedze inna że to ja zasnę kamiennym snem a tatuś utuli berbecia, i znowu głową w mur, ojciec śpi jak zabity a matka kołysze…. Ehhhh

  • Milena

    07.12.2018 at 23:10 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Kurczę czytam i czytam i się zastanawiam. A mi wszytko pykło. Miało boleć i bolało. Miało być ciężko i było. Raz lepiej raz gorzej. I rad starszych musiało się słuchać bo głupio było powiedzieć że JA SAMA WYCHOWAM. Były zerwane noce i gorączki. Ząbkowanie i te wszystkie inne uroki macieżyństwa. Był strach czy dam radę. Czy dałam to życie zweryfikuje. Mit był przy drugiej ciąży. Myślałam ehhh to drugie to luz. Aha A Tu się okazuje że każde dziecko jest inne. Obsługi trzeba się nauczyć od nowa. Ale z ręką na serduchu mogę powiedzieć że w macierzyństwie nic mnie nie rozczarowało.

  • Magdalena

    07.12.2018 at 23:11 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    Pamiętam jak dziś, 4 miesiąc ciąży czytam w gazecie artykuł o tym dlaczego matki nie mogą zrzucić kg po ciąży. Jeden z punktów : matki oprócz swojej porcji często dojadaja to co ich dzieciątko zostawiło na talerzu. Pomyślałam wtedy Pfff ja nigdy tak nie zrobię, w ogóle jak tak można. Zjem tylko swoje, będę fit i w ogóle to będę szczuplejsza niż Lewandowska mimo że z siłownia mam tyle wspólnego co mój mąż z mocnymi pobudkami naszej córki (małe wytłumaczenie, on nawet nie wie, że ona się w nocy budzi). Dziś przy okazji oglądania Twojego insta przypomniałam sobie o tym, przypomniałam też sobie że dojadłam już dziś po córce jajecznicę, jogurt, pół kotleta i kanapkę z kolacji. Upsik 🙂

  • Stanley'owa mama

    07.12.2018 at 23:13 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    większość opisanych mitów dotyczy też nas, chociaż Stachu na razie ma 7 miesięcy i na szczęście jeszcze nie robi sklepowych akcji i nie mazia czekoladą po oknach (to pewnie przed nami). Ale tak, w ciąży obiecywałam sobie balsamowanie brzucha, pogaduszki z dzieciem, ćwiczenia do porodu itp. Później obiecywałam sobie, że nigdy nie będę usypiać dziecka na rękach, a przez kolejne trzy miesiące wyklinałam gdy tylko próbowałam odłożyć Stasia do łóżeczka-oczywiście łóżeczka rodziców, bo obiecywałam sobie, że przecież nie nie, on ma swoje łóżeczko, z nami spał nie będzie… Ale tak żebym za daleko w nocy nie miała, bo przecież za chwilę kolejna pobudka… Naiwnie też myślałam, że będę utrzymywać porządek w mieszkaniu, bo przecież przy dziecku musi być czysto! A tu się okazuje, że sprzątanie z dzieckiem na rękach nie jest łatwe, a póki nie przemierza całego mieszkania liżąc panele i zadając wszystko co się napatoczy, to po co komu lśniące podłogi! phi, a o gotowaniu obiadów bym zapomniała, ale chyba opisywać sytuacji nie trzeba… Mężuuuu, a może dzisiaj pizza? 😉 no i przecież poza byciem matką jestem też kobietą, żoną. Będę dbać o siebie, o to, żeby ładnie wyglądać. Ale jak wstaje rano, dziecię kima na porannej drzemce, to ja pragnę kawy się napić, a nie stroić się i malować-ale jak już tuszem rzęsy smyrnę to jestem lala 😛 kolejny raz okłamałam się jak twierdziłam, że fuuuu nie będę o kupach dziecka rozmawiać, fuuu nie będę dojadać po nim oślinionych chrupek, fuuu glutów z nosa gołymi paluchami wyciągać. Spać z cyckami na wierzchu też nie będę. Mimo, że będą piękne, obfite… Na pewno nie obwisłe po wysysaniu glonojada. Co miesiąc też okłamuje się, że w tym miesiącu na pewno Stasiowi sen nocny się wydłuży i się wyśpię! Rzeczywistość to weryfikuje inaczej, a czytając Wasze komentarze chyba już zapomnę, że takie coś mi się marzyło.

  • Agata

    07.12.2018 at 23:17 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę : haha jakbym o sobie czytała. Zanim jeszcze ptaszki cwierkaly o moich pannach, patrząc na dzieci znajomych tylko wewnętrznie wzdychalam i mówiłam w duchy ” moje dzieci to nigdy…”. I co kur*** urodził bliźniaki 😂 i temu kto nazwał ciążę stanem błogosławionym jajca bym ucięła bo ze to bym facet to jestem pewna. Zweryfikowały każde dosłownie kuźwa każde wyobrażenie macierzyństwa jakie miałam. Przez rok wstawały o5:30 zwarte i gotowe do działania a ja rzucając im jakieś zabawki, bujalam się na fotelu jak ameba próbując odnalezc w sobie choć jedną wyspana komórkę. Kiedyś mówiłam sobie że na pewno zachowam swoją prywatność dla siebie i co… Sikam w najlepszym wypadku przy otwartych drzwiach. Zazwyczaj jednak chociaż z jedna na kolanach. Chociaż siuski mają godne pozegnanie przy chóralnym „papa”. Najwiekszym jednak kłamstwem jakie sobie zafundowałam było mówienie jak to fajnie będzie jak już zaczną chodzić a nie tylko leżeć w tym wózku 😊😊 nerkę bym oddała żeby chociaż 10 minut polezaly teraz bez bijatyk , darcia i wiecznego „mamoooo”. No ale co zrobić kocham nad życie przecież 😊

  • Agnieszka

    07.12.2018 at 23:57 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    W ciąży na okrągło powtarzałam: karmię piersią pół roku i łóżko małżeńskie jest mamy i taty a dziecko ma łóżeczko ta……. jasne. Karmiłam córkę 2 lata 1 miesiąc , po tych długich 25 miesiącach powiedziałam że już 2 raz się nie dam omotać… syn ma 15 miesięcy a ja nadal karmię 👶A co do łóżka, to było małżeńskie przez 3 tygodnie od momentu pojawienia pierworodnej, później przez
    3 lata było moje i córki
    Jest krótko, zwięźle i mam nadzieję że na temat, ale oczy same mi się zamykają

  • Gasz Michalina

    08.12.2018 at 00:02 Odpowiedz

    O mój Boże ! Pierwsze moje kłamstwo :
    – nie będę nosić dziecka na rękach, co by się zbytnio nie nauczyło…. Srutu tutu, srały muchy, będzie wiosna!
    Drugie kłamstwo :
    – w drugiej ciazy, mając doświadczenie z cesarskim cięciem, zawzięłam się w sobie i chciałam urodzić naturalnie ! Matka Polka naturalna! Żeby chociaż jedno dziecko urodziło się jak należy, a nie przez jakieś tam „wydobyciny”. I ch*j bombki strzelił. Po trzech nocach pełnych skurczy wzięli mnie na CC…
    Trzecie kłamstwo :
    – będę karmić piersią co najmniej ROK !!!! Juz po tygodniu płakałam o litość ja, moje cycki, o sutkach już nie wspominając…
    Kłamstwo numer cztery :
    – nie będę słuchać rad mojej matki, a tym bardziej teściowej !
    Kłamstwo numer pięć :
    – będę się wysypiać po porodzie, bo przecież mam męża, który jest ojcem owego dziecka… Jezus jaka ja naiwna byłam !

    I tak, wyrażam zgodę !

  • Flo

    08.12.2018 at 00:09 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę. Obiecałam, że nie będę używać tekstów rodziców…taaa…I powoli odkreślam:”embargo na wszystko” (jak miałam 5 lat to myślałam że to owoc egzotyczny), kiedy brak mi argumentow albo wspomina o chłopaku :”do nauki się weź”; gdy mówi już za dużo i w każdej minucie słabną moje argumenty to przerywam:”nie perroruj”;kiedy poraz setny słyszę nudzi mi się:” zdejmij ubranie i popilnuj” zamiennie „posprzątaj swój pokój”.

  • Adrianna

    08.12.2018 at 00:20 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ!!
    MOICH MITOW MACIERZYNSTWA NIE ZLICZE! Wstyd sie przyznac, ale w pierwszej ciazy uwazalam, ze moje dziecko bedzie najmadrzejsze i najgrzeczniejsze. Taki przyklad dla innych. Podeszlam zbyt ambitnie, zero bujania, spanie w lozeczku, tu pierwszy raz zycie mnie zweryfikowalo ! Mlody w lozeczku darl sie jak poparzony i tak 2 dni sie meczylismy az w koncu zaczal sypiac z nami. Jak byl dramat ze spaniem bujanko w wozku.
    Nastepny raz oszukalam sie z tym ze moje dziecko nigdy nie obejrzy bajek i nie bedzie jadlo slodyczy. Uhuhu gdy tylko wybil mlodemu rok na zegarku to i dostal batona i bajke bylebym mogla wytrzec ta tygodniowa podloge bo juz skarpety sie kleily.
    Tu sie zaczynaja wszystkie moje ambitne plany szczegolnie sypac.
    Nigdy nie zje z podlogi ! Zarazki bakterie psy sikaja afeee. Ostatni kabanos spadl na ziemie, dramat i prawie szloch bo mlody tak je kochal, w akcie desperacji wytarlam w spodnie i pozwolilam skonsumowac, wtedy wyrzuty sumienia zaglusilam szczesciem i pelnym brzuchem mlodzika.
    Nastepny mit za nieposluszenstwo bedzie mial kare.. No w sumie mial… prawie zawsze… no chyba ze pogoda ladna byla albo ktos zadzwonil ze fajnieby bylo sie spotkac.. no ale staralam sie przestrzegac, w koncu licza sie checi nie ? Z drugim synem stawiam na czysty spontan i czesciowo moje zadowolenie.! Bo przez te ambicje o maly wlos deprechy nie dostalam.! Ale w jednym sie nie dalam i jestem z tego dumna ! Moie dzieci pija wode i jedza warzywa! I mowia w sklepach dzien dobry i dowidzenia!! A tego juz sie coraz mniej dostrzega.! Mam nadzieje ze uda mi sie wygrac, znam dzieci ktore by ucieszyly sie z prezentow, a sa w ciezkiej sytuacji! Pozdrawiam

  • Żaneta

    08.12.2018 at 00:52 Odpowiedz

    „Wyrażam zgodę”
    Tak czytam i czytam i okazuje się, że dużo wymienionych postanowień czy założeń przestrzegałam, bo i brzuch był masowany 3 razy dziennie, i dzieci jest grzeczne wyjątkowo, i usłuchane choć ma dopiero 10 miesiecy. Bajek nie ogląda, słodyczy nie dostaje, mamusia jedzonko gotuje sama i to z warzyw i owoców własną piersią wyhodowanych 😉
    Jedno tylko się nie udało, nie tak planowałam, nie tak miało być. Dziecko samo miało zasypiać odłożone do łóżeczka! Mleczko, buziaczek i przytulasek i śpimy! Tak miało być, taki był plan A co jest? Noszenie na rękach, od pierwszej minuty po porodzie! Przez pierwsze miesiące byłam zrosnięta z Młodą i z fotelem, bo na sekundę nie mogłam jej odłożyć, taki był lament. Kąpiel opanowałam do perfekcji, bo kto by pomyślał, że można się wykąpać w 7 min, łącznie z myciem włosów 😀 I wiecie co, po 10 miesiącach nie mamy ani jednej nocy przespanej i nadal Ją nosimy, byle tylko spała 🤦‍♀️W końcu to KIEDYŚ minie, nie? Pozdrawiam 😉

  • Klaudia

    08.12.2018 at 01:01 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    Dzieci nie mam ale mamcia moja kochana opowiadała mi, że jak byłam w brzuchu to obiecała sobie, powtarzała codziennie, tatuś mój już miał dość tego zdania, że bujać mnie w wózku nie będzie. „Będę leżeć przy niej aż nie zaśnie i głaskać ale bujać nie mam zamiaru”. Do tej pory przy każdym powrocie do domu idę do stodoły, gdzie stoi moja kareta złota (niech żyje wieś), a przy kółkach paski skórzane, bo te fabryczne urwały się jakoś 2 miesiące po moim narodzeniu.

    PS. Bardzo lubię huśtawki, przypadek?

  • Paulina Lipska

    08.12.2018 at 01:37 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    O tych mitach to ja bym tu mogła esej pierdyknąć 😂 Ograniczając się do jednego mitu muszę przytoczyć ten, który mnie sprowadził na ziemię jako pierwszy.
    Będąc w ciąży z pierworodnym wyobrażałam sobie jak mój mąż wraca z pracy a ja witam go w drzwiach z uśmiechem, w mieszkaniu jest posprzątane i pachnie obiadem. Dziecię śmieje się i gaworzy radośnie w łóżeczku a ja podgrzewam mężowi obiad, na którego przygotowanie zużyłam produkty zakupione wcześniej po spacerze z dzieckiem w osiedlowym sklepie czy tam gdzieś…
    Trzaśnięcie o ziemię było tak mocne, że boli do dzisiaj, jak sobie pomyślę, gdzie to już ponad cztery lata minęły.
    W rzeczywistości mój pierworodny wisiał na mnie większość doby a w ciągu dnia miał dwie drzemki po 15 min, które były jedyną sposobnością żeby się od niego na chwilę odkleić. Nie wiedziałam nigdy czy najpierw biec zrobić siku czy chleb margaryną posmarować, a może ten chleb jeść robiąc siku żeby czasu nie marnować. Ewentualnie oko zamknąć na 5 minut chociaż, a może nogą porozpychać pod ściany rzeczy, które się po podłodze walały żeby zębów nie wybić z dzieckiem chodząc po domu. Mąż jak dzwonił, że wraca z pracy to żałowałam, że helikoptera nie mamy bo miałam wrażenie, że nie osiem godzin pracował tylko 40 na dobę a do domu wracał na pieszo z drugiego końca miasta. Mąż jadł to co sobie sam kupił i sam przyrządził. I mi. Dziecko na wózek wrzeszczało jak opętane, na fotelik samochodowy też a do sklepiku osiedlowego w piżamie, z włosem przetłuszczonym i z dzieckiem przyklejonym to jakoś mi tak niebardzo jednak było 😂
    I to był pierwszy bolesny upadek mojego wyidealizowanego macierzyństwa 🙂

  • Paulina

    08.12.2018 at 01:44 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę na udział w konkursie. U mnie byly wszystkie mity, o których pisałaś. Ale jednym z największych było ” jak będziesz karmić piersią, waga sama po ciąży poleci w dół”. Taaaaa…. Jasne…. „A świstak siedzi i zawija w te sreberka”. Jak tylko zobaczyłam dwie kreski na teście, Jezu jaki ja miałam apetyt! Ile zachcianek! Oczywiście w czasie przed ciążą, myślałam, że będę jeść tylko zdrowo! No dla dziecka przecież… A gdy po porodzie nie straciłam tych wszystkich kilogramów jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki trzeba było się za siebie wziąć. Bo ileż można sobie wmawiać i oszukiwać okrutnie samą siebie gdy na spacerze widzisz zgrabną mamuśkę, że to opiekunka dziecka?! Na koniec dla równowagi napiszę tylko, że za drugim razem nie bylam już jak krowa na wypasie 😜 😂 Nie to, że poskromiłam swój apetyt, o nie… Ale nie miałam raczej zachcianek, a na słodycze nie mogłam patrzeć 😂😁Ach, te hormony! I tym razem pykło!

  • Magdalena Nowok

    08.12.2018 at 01:51 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.

    Odnośnie mitów :
    Mit 1 Tak pracowałam do końca bo kuzwa wymyśliłam sobie ze popracuje dłużej odłożę trochę kasy to kupię zajebiaszczy komplet mebli z supeeer przewijakiem dla noworodków i urządzę pokój taki extra nowoczesny 😬 I co kuzwa raz tylko przebrany na przewijaku a do pokoju wszedł dopiero jak miał 12 miesiący 😬🔫
    Mit 2 . Tak znieczulilam się po 2 dniach i 17 godzinach nawet koń potrzebuje ulgi
    😬🔫
    Mit 3 Grzeczne ? Ksywkę ma terrorysta 💣 A ze kończy dwa lata już wiem dlaczego mówią terrible two😬🔫
    4 Bajki???? Kuzwa on ma 22 miesiące i ogląda Jasia Fasole i nic więcej a stary mu tylko reklamy przewija na youtubie 💆🏼‍♀️
    😬🔫
    5Mit No dobra śpi w swoim łóżeczku 😅 Jeszcze… ale już z pierdla wyskakuje ….wiec czeka zmiana na łóżko…😬🔫

  • Ali

    08.12.2018 at 02:13 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ.
    OBIETNICA: Ja to przy dziecku będę gadać tylko ze słownikiem synonimów pod pachą, czyli że nic mnie nigdy nie będzie wkurwiać, lecz doprowadzać do stanu, w którym mój spokój wypływa na suchego przestwór oceanu.
    ZŁAMANIE OBIETNICY: Dzień, w którym nasz kot stoczył nierówną walkę z choinkę, a ja – ujrzawszy obraz zbiorowej bombek zagłady – zaśpiewałam: „Kurwa, kurwa in excelsis Deo” .
    KARA: Kolęda u dziadków. Ksiądz pyta trzylatkę, czy chciałaby coś zaśpiewać. Mała – z natury stworzenie nieśmiałe – robi się purporowa i ucieka za babcię, więc śpiewamy sobie sami, Voice of Polish Family, te sprawy, i tu wkracza refren – wiadomo, cały na biało – a z nim nasza wstydnisia, która każdą „glorię” próbuje zastąpić…wiadomo-czym.

  • Angelika

    08.12.2018 at 02:33 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    Przedstawiam historię pt. „Obiecanki cacanki”
    Cofnijmy się jednak wstecz jakieś hm…. 2 lata.
    Kiedy to snułam plany jaka to IDEALNA MATKA będę oraz co najważniejsze jaką będę miała piękną ciążę oraz cudowny poród. Niczym Sebix z osiedla cwaniakowalam jak mało kto.
    Zawsze mówiłam „Ciążą to piękny stan, cudowne będzie uwiecznić to na fotografiach będę robiła sobie codziennie zdjęcia w tych samych ciuchach i później zrobię z tego filmik l, ale będzie mega pamiątka— Z tego okresu miałam zaledwie 4fotki bo czułam się jak orka z Majorki. Standard kazdej przyszlej matki, ktora nie pracuje fizycznie. Bede praciwac do 8miesiaca… tak tak 12tydsien juz l4 bo odpornosc spadła mi do zera i ciagle lapalam jakies chorby.Poród ochhh… jakie to będzie cudowne… mimo że sralam po majtach, bo mnie nawet czesanie włosów boli a co dopiero wycisnąć dziecko. Jeśli poród to oczywiście tylko naturalny Cesarki boję się jak ognia. Najlepiej to jak mi wody odejdą same ciach pyk pojedziemy na porodowke i po sprawie. Taaa jasne. Tydzień wcześniej leżałam w szpitalu bo miałam ciśnienie 150/100 (ale tylko w gabinecie u mojego Pana doktora Pozdrawiam Pana Wojtka M.) po czym córka wolała siedzieć w brzuchu a ja mówię Panie doktorze ja chce żeby moje dziecko było z lipca a nie sierpnia!!! (nie wiem co mi się w główce uj….alo) Wywoływanie porodu kroplowa od 7 do 19 na porodowce bóle skurcze co chwilę wody odeszły a rozwarcia jak nie bylo tak nie ma… i po moim porodzie Naturalnym. 20.30 pojechałam na Cc o 20.50 Maria była z nami. I co się okazało cc nie bylo takie źle. zagoilo się jak na psie. Serio.
    Bratowa męża karmiła swoje dziecko piersią 2tyg. Mówiłam co za matka ja to będę karmić do roku jak nie dłużej. Co się okazało…. nie karmiłam wcale. cyce jak donice….. a mleka nie bylo. W szpitalu dokarmiac musiałam mała a w domu położna mówiła że to jakieś dziwne że nie ma pokarmu. Walka była długa i bolesna a pokarmu jak nie bylo tak nie było. a dziecko chciało jeść dostali mm i żyje ma się świetnie…. Mówiłam gdy będę miała córka nie będę ubierać jej na różowo nie będzie miała pokoju różowego…. Serio… ??? Teraz moja dziecko jest królowa różu jej pokój jest caluski różowy….a ja tak kocham ten roz teraz że dałabym się za niego pokroić.
    Moje dziecko będzie spalo w dzień w swoim pokoju w nocy w kolysce…. Serio….śpi w łóżku że mną a stary jest na dołku w pokoju obok….Do mojego dziecka będę mówiła pięknie i wyraźnie bez żadnych zdrobnień… Doprawdy?? Mija kochana klusecko, chodź do mamusi pójdziemy papasiu no klusuniu moja tiii tii.
    Cała Polska czyta dzieciom to i ja będę czytała ale gdzie tam tylko do snu przecież mamy cały dzień na czytanie to do śniadania do obiadku i kolacji będę czytać…..codziennie…. Taaaa dobra Maria idź spać jutro poczytamy.
    Moje dziecko będzie miało tylko drewniane zabawki one nie zabijają kreatywności, żadnego plastiku z Chin… yhymmm… Jak ja kocham Aliexpress tam są takie cudne rzeczy a jakie tanie. a może kupimy jeszcze te grające coś.. jest cudne takie plastikowe.
    Spacery trzeba hartowac dziecko, ja to będę codziennie wychodzić na spacer co trudnego w ubraniu dziecka i siebie… tak… Uuu wiele troszkę może jednak zostaniemy dziś w domu.
    Telewizor, telefony muzyka disco polo jak można dzieciom to puszczać ja to nigdy może dopiero jak będzie miało z 3 latka….. Teraz kochanie pij mleczko mama włączy bajkę.
    Smoczek po co mojemu dziecku smoczek będzie miała krzywe zęby… Boże ona nie umie zasnąć bez smoczka może jej kupię jakiś….
    Każde dziecko musi być chore w ten sposób lapie odporność, nie będę przeżywała każdej choroby…..Tak?? Apsik Marysia Ty masz kaszel dzwonię do lekarza umówić wizytę….Ja to nie będę zabierał dziecko na każdą dużo imprezę taka jak wesele by 18nastka przecież będzie tyle cioc każda będzie bawić to i my się wybawimy…. Stary to jest pierwszą i ostatnia impreza z Marysia następnym razem Ty coś wymyśl z kim ona zostaje bo ja jej całą noc nosić nie będę tak miały ciocie pomagać…tak figa z makiem.
    Te i wiele wiele innych obiecanej cacanek mówiłam przed zajściem w ciążę a wszystko się zmieniło nie po porodzie a już w momencie gdy zobaczyłam magiczne dwie kreski na teście. Teraz już wiem że NIGDY NIE MOW NIGDY, a co najważniejsze NIE OCENJAJ INNEJ MATKI bo dzieci są taki nieobliczalne i jazda jest inne nie ma schematu postępowania z dzieckiem, a Ty matko każdego dnia się od nich czegoś nowego uczysz i serio zapominasz o swoich obiecankach planach i żyjesz tu i teraz chwila która z sekundy na sekundę się zmienia. I gdy pojawia się ta mała cudowna ale podstepna istotna już nic nie jest takie samo bo jest MIMO WSZYTSKO O WIELE WIELE LEPSZE i jest cudowna nauką za którą ja osobiście mega dziękuję.

  • Marta

    08.12.2018 at 05:27 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    Moje całe TOP5 można zamknąć w TOP1 pod tytułem: Będę wyluzowana matka. 😉
    Nie zjadł śniadania? Spokojnie zje kolejny posiłek byle bez przekąsek.
    Nie chce się ubrać? Wyluzuj, zmarznie to założy te skarpetki nie naciskaj.
    Bije się z bratem? Niech załatwią to sami przecież poważnej krzywdy sobie nie zrobią.
    Małe dramy ZAWSZE zamieniaj w żart.
    Itakdalej…
    Po prostu WYLUZUJ …

  • Urszula Nováčková

    08.12.2018 at 05:46 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Smoczek samo zło. Nigdy w zyciu no chyba, ze w ostateczności ale ale nie wcześniej niz drugi miesiąc zycia. Trafił się egzemplarz wymagający i głośny. 3 tydzień na świecie, dramat, ja w pełnej rozsypce. Zero śladu pachnacej, śpiacej dzidzi jak w reklamach, gazetach, poradnikach obiecują. Poddaję się! Wyciągam smoczek, zalewam się łzami. Zła matka, zła. Najgorsza. Dziecku smoczek juz w 3 tygodniu!. Rece opadaja. Mała wyje, ja wyje. Trudno trzeba sie ratować. Wszedł smoczek. No tylko, ze wszedł na 30 sekund. Okazało się, ze dziecko moje fanem smoczkow nie jest. Skończyliśmy z kolekcją 10roznych, roznistych. Bywały chwile gdy marzyłam o tym, który by ucieszył na dluzej. No nic. Pomaga aktualnie noszenie, bujanie, rączki rączunie ale bez zatrzymywania sie nie nie. Takze idziemy na rekord, bijemy kilometryw zaciszu domowym. Papcie wymieniłam na buty sportowe. A odruch bujania mam tak silny, ze ubujam nawet talerz po obiedzie w drodze do zlewu.

  • Mama Leona

    08.12.2018 at 07:35 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    Jak byłam w ciazy wszystkie te mity sobie powtarzałam w głowie ale chyba najwazniejsze było to ze moj synek bedzie zasypiał sam w łóżeczku w ciagu dnia . Myslalam ze ja go tak położę pośpiewam pogłaszcze i pojdzie spac . Juz w pierwszej dobie jego zycia kiedy nie mogła sie podnieść z łóżka z bólu dyndalam go na rekach bujając sie w kazda stronę swiata tylko zeby zasnął szybciej . koleiny mit , po porodzie kazda mama jest uśmiechnięta pachnie różami i tuli swojego małego różowego babasa tiaaaaa… ja leżałam i płakałam a mały ciagle jadł i spał tyle ze musiałam prosić męża zeby z nim chwile został bo nawet bym sie nie zdążyła umyć . Moje mity zwiazane sa głownie z początkiem macierzyństwa ale to dla tego ze wtedy najmocniej dopadła mnie rzeczywistość

  • Asia

    08.12.2018 at 07:53 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    Ja nie mam swojej opowieści, bo jakos tak chyba rozsądek w tym temacie miałam, a niosłam go od małej Asi, kiedy to mama opowiedziała mi taka historie:
    Jej młodszy o 6 lat, jeszcze bez dzieci brat zobaczył u nas w domu jak ma siostra i ja razem przyklejamy się jak glony do lustra i zostawiamy soczyste ślady. Moja mama juz była przyzwyczajona, ale jej brat oburzony i zniesmaczony orzekł „moge dzieci nigdy tak z lustrem nie będą się całować”. A pozniej żona urodziła mu dwóch synów i… chyba nie musze nikomu mówić jak ich dom wyglądał, a szczególnie lustra.

  • Joanna

    08.12.2018 at 08:05 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.

    Ło rety, gdzie żem ja się nadziała? Kiedy mi nie pykło? Mogłabym książkę na ten temat napisać! Mam trzecie w drodze i, kurka, tych oszustw było tyle, że paliczków u rąk i nóg nie starczy do wyliczenia…
    Zaczątek, to ciąża of course…będę piękna, zgrabna i powabna. Acha, chyba jak sobie wyśnię…ćwiczyć nawet nie zdążyłam zacząć. Farta mam, że skóra jako taka elastyczna, bo przy tych wszystkich Kinder Bueno (gdybym zbierała papierki, mogłabym co tydzień z mężem w tamtym czasie do kina ze zniżką chodzić) dzisiaj wisiałaby mi jak policzki boksera. W ciąży marzyłam też o pysznych, zdrowych posiłkach…gdyby tylko chciało mi się ruszyć do kuchni…bo wiecie, wegetacja przy komputerze była przyjemniejsza (nagram się jeszcze w Heroes’ów zanim się pojawi ten słodki, uroczy, niewątpliwie wielce absorbujący Diabe…Bąbelek :)).
    Marzyłam, że będę się wysypiać, córeczka słodko będzie w dzień spała, ja będę miała czas dla siebie, a wieczorami dla małżonka…córka nieźle musiała się śmiać, kiedy podsłuchiwała myśli naiwnej matki przez kanał radiowy ukryty w pępowinie. Urodziłam dziecko, które chciało tylko zasypiać obok matki (a najlepiej na brzuchu matki), a odłożone do łóżeczka otwierało oczy, jakby czujniki jakie miała, cholera jasna, no, bardzo wyczulona (mówię Wam, że nadajniki w brzuchu do odbierania myśli muszą mieć i szpiegują zawczasu, by się przygotować, jak to matce dopiec po wyjściu, żeby się nie nudziła, co nie? Chyba ich tu z Góry specjalnie z misją wysyłają, to muszą przekazać jak zbierać informacje). Jak to się skończyło? Ano tak, że mama z wiecznie wywalonym cycem na wierczchu spała, często nawet nie świadoma, że dzieć się budzi pociumkać, tyle tych ciumkań w nocy było. A szmatką mamina obok, a szumy, bicie serduszka, Mozart, zapytacie? Gdzie tam, nie z Nią takie numery, za inteligentne to to…
    Co tu jeszcze takiego? Z tym, wiecie, moje dziecko będzie grzeczne (cokolwiek to znaczy, dzisiaj wiem, że słowa takiego NIE MA!), będzie posłuszne, będziemy codziennie na spacerku…i wiecie co? Udawało się! Na początku…zanim dziecko zaczęło chodzić…bo to w wózku nie chciało siedzieć, bo kurtka gniotła, buty uwierały, spodenki się wżynały i zanim wyszliśmy, matka traciła cierpliwość i z uśmiechem na ustach pyta dziecięcia, „chce Ci się wychodzić dzisiaj? Nie, ok, to zostajemy…” i tak to matka częściej posłuszne dziecku była…
    Walkę tu jeszcze jednym przykładem, ostatnim, bo syn obok leży i się już zaczyna wiercic, zaraz to gałki otworzy i koniec będzie pisania, bo albo jeść będzie chciał, albo z książką lub samochodami przyjdzie dają znak „mamo, zainteresowania moją osobą mi potrzeba”…z tym czytaniem i bajkami…hahaha, dopóki żyliśmy z rodzicami (do 3 roku życia córki pierwszej) żyłam w błogim przekonaniu, że bajki NIE, absolutnie, jak skończy 3 lata. Dziecko dziadkowi z rąk wyrywałam, z kolan zabierałam, jak tylko na 10 minut przed tv zabral mojego Skarbeczka. Jak On śmie mi tak moją wizję psuć dziecka idealnego, jak On może mi się wtrącać, kiedy ja bajek nie uznaję, jak On może być tak bezmyślny, żeby moje dziecko gapiło się w te pudło, dlaczego On nie poczyta z Nią książeczki, nie pobawi się konikami? Ok, już chyba starczy tych złośliwości…teraz zamiast „On” możecie wstawić „Ona”, które odniesie się do matki piszącej…tak, ja, Asia, mogę z nieukrywanym żalem, przyznać, że włączam dzieciom bajki. Po wyprowadzce, nie potrafiłam inaczej…tak, jak ta „idealna” mamusia. Ale wiecie co? Ja wiem, że jestem prawdziwym ideałem, dla moich dzieci, jestem najlepszą mamą, jaką mogę być. Staram się każdego dnia, dla nich…juz wiem, że moje wyobrażenia zostaną prędzej czy później zweryfikowane. I wiecie co? Nie boję się tego, staję twardo do walki z rzeczywistością i pozwalam sobie, tak, dzisiaj pozwalam sobie na bycie prawdziwym człowiekiem, a nie używaną kukłą 🙂

    • Joanna

      08.12.2018 at 17:05 Odpowiedz

      O losie, widzę parę błędów. Ta nowoczesna technologia do szału doprowadza, zachciało mi się intelegentego Phone’a ze słownikiem…
      *nie szmatką, a szmatka,
      *nie posłuszne, a poszłuszna,
      *nie walkę, ale walnę,
      *nie dają, a dając,
      * nie jak, a ja,
      *nie używaną, a udawaną.

  • Alicja

    08.12.2018 at 08:33 Odpowiedz

    Ja siebie oklamywalam, że będę w ciąży piękna i powabna jak te mamusie że szczuplymi nogami i tylko brzuszek wystaje 😍 ale niestety mi nie pykło ja z wagą 60 kg w ciąży tak poplynelam że jak wylądowała na porodowce i próbowałam ściągnąć skarpetki to ginekolog z litościa spojrzał na mnie i zapytał! Ile przytylas? 35 kg !!! Tyle żarłaś?! Z niedowierzaniem rzucił.
    No ale tak właśnie było jak rodzilam miałam wrażenie że się nie mieszcze na kozła ważac 95 kg. 4 lata później byłam w ciąży i te obietnice składałam sobie znowu ale z owy chu…. Z tego 25 kg do przodu. Dobrzr że ok pierwszej ciąży zgubiłam po drugiej zresztą też. Wszystkie kłamstwa Twoje zgadzają się z moimi. A do tego że będę miała grzeczne dzieci zrobione od szablonu A tu znów nie pykło bo mam temperamentnego autyste z małą gnida ktora doskonale wie jak wyprowadzić swojego starszego brata z równowagi i doprowadzić matkę do białej gorączki. Pozdrawiamy i sciskamy

  • Dominika Sulowska

    08.12.2018 at 08:38 Odpowiedz

    Mój pierwszy macierzyński zonk odkryłam mniej więcej w 8 tygodniu ciąży. Nie wiem kto wymyślił stwierdzenie, że ciąża to stan błogosławiony, ale musiał mieć coś nie tak z głową. Ja w każdym razie głowę milam w białej muszli…klozetowej. Szumu morza brak, a i zapach bryzy morskiej jakiś nie taki. Jedyną akceptowalną pozycją, aby uniknąć tych wątpliwych przyjemności było leżenie na płasko. Paradoksem całej sytuacji było to, ze gdy tylko moje wnętrzności odzyskiwały spokój pragnęły jedzenia, a żeby zjeść wiadomo trzeba przybrać bardziej pionową pozycje. W taki oto sposób kilka razy dziennie lądowałam na swojej rajskiej wyspie. Ostatni raz wyszłam z domu koło 12 tygodnia. Mąż zaprosił mnie na romantyczną kolację. Pełna entuzjazmu i nadzieji z wielka przyjemnością zjadłam kolacje i byłoby naprawdę cudownie gdyby nie fakt ze zanim moj mąż zdążył zamknąć za nami drzwi od restauracji, cała kolacja wyleciała z moich wnętrzności wprost przed wejście do lokalu. Ale cooo… że ja?! Ja nic nie zrobiłam.
    I tak właśnie spędziłam kolejne miesiące życia w domu na kanapie.
    Żeby nie było tak kolorowo, tez miałam ambitne(serio, dla mnie to pełna mobilizacja) plany żeby się smarować, nacierać, nawilżać, jeść rozsądnie. Skończyło się na rozstępaxh chyba wszędzie i wadze do porodu +28kg. Można? Mozna.
    Gdy moj wspaniały, cudowny i najukochańszy syn zdecydował się w końcu urodzić, obiecałam sobie w drodze do szpitala że nie będę marudzić, przeżyje to. Miliony kobiet rodzą, rodziły i będą rodzić. Jednak po 14h zmieniłam zdanie i chciałam umrzeć. Gdyby ktoś wtedy powiedział że to finału tego przedstawienia jakie tam odgrywałam zostało jeszcze ponad dwie godziny, jestem pewna że cały personel zaopatrzył by się w stopery do uszu.
    16:15 jest! W końcu się urodził. Dziękuje. Teraz to juz z górki.
    G*wno prawda.
    1) Będę karmić piersią do 6 m.ż.
    Urodziłam w lipcu. Żar z nieba się leje, pot po wiadomo czym się leje(a wiadomo z 28kg sporo zostało). W szpitalu wiadomo pełna profeska, syn dyda cyca, co tam ze najchętniej robiłby to przez 24h, ale przecież wszystkie kampanie społeczne, cała ta nagonka na matki karmiące mm wiec zaciskam żeby i nie śpię tylko karmię. Po 4 dniach wychodzimy do domu, sutki obolałe, stan psychiczny ciężki a syn głodny. Kolejne mleko w domu dostał juz odciągnięte laktatorem a gdy skończył 4 tygodnie, poznał smak mm. Czy mam wyrzuty sumienia? Nie. Czy musiałam się zmierzyć z hejtem. Oczywiście!
    2) Nie będę używać smoka.
    Krotko: Smoka dostał tego samego dnia, kiedy wróciliśmy do domu. Bo w szpitalu przecież nie wypada.
    3) Aktualbie ma 5 miesięcy i myślę ze najgorsze dopiero przede mną. Rodzeństwa na pewno szybko nie będzie miał 😂
    Jakby ktoś czuł się zniechęcony do zostania rodzicem to powiem że nie ma piękniejszego uczucia niż to kiedy kładą Ci maluszka na brzuch zaraz po porodzie, nie ma piękniejszego zapachu niż zapach własnego dziecka, nie ma lepszego uczucia niż uczucie ciepła jakie daje ci ten mały Okruch. I nawet jak wstajesz o 5:30(to jeszcze nie czas na bajki u 4miesięczniaka😩) to uśmiech, którym cię obdarza jest nie do podrobienia.

    WYRAŻAM ZGODĘ

  • Justyna

    08.12.2018 at 08:57 Odpowiedz

    Pamietam jak by to było wczoraj . Fakt o którym dowiedziałam się czyli o ciąży przypadł na 7 tydzień . Oh jaka to była radosc , lzy radości na usg potwierdzającym ta szczęśliwa chwile . Myśli jaka to będzie piękna przygoda ojej , wymiotów i innych takich rzeczy nie miałam to było szczescie ale …. Niestety później się okazało , że każdego dnia walczyłam o życie mojego synka wtedy myślałam , że damy radę mąż wróć chłopak będzie ze mną cały czas . Zycie potrafi bardzo szybko weryfikować nasze kłamstwa które sobie założyliśmy i tak niestety zostałam sama bo ojciec mojego dziecka musiał wyjechać i zarabiać na nas . Pamietam jak leżałam pierwszy raz w szpitalu jak to wszyscy na mnie się patrzyli , że ojca dziecka nie widuje się u mnie … Rozmawialiśmy tylko przez tel co jeszcze gorzej wyglądało bo czułam się jak bym poszła na dyskotekę i się wypięła i kuku jest dzidziuś . Ah jak ja siebie okłamywałam , że będziemy rodzina jak z obrazka . Zostałam sama z dzieckiem bo on zagranica ze wszystkim sama dawałam radę bo kto inny jak nie ja . Mówiłam nie dam ci tych durnych bajek …. no ale po nieprzespanej nocy marzyłam tylko o tym , żeby pójść spać jeszcze na 30 min bo powieki zastrajkowały i nie chciały się otworzyć . I tak moj synek 3 letni siedział na łóżku koło mnie oglądał bajki a ja odsypiałam . 6 lat później przyszedł moment w którym rodziła się moja corka oh jaka to ja byłam doświadczona mhm ….Boże jak ja siebie okłamywałam kiedy odeszły mi wody to wpadłam w taki szok , całe szczescie ze byłam w szpitalu . Nie wiem jak by się to zakończyło no i szczęśliwy poród kiedy młoda już się rodziła lekarz który odbierał poród usłyszał proszę niech Pan to wyciągnie ze mnie …. Myślałam , że nigdy nie padnie z moich ust cesarka a jednak padło niestety na moje nieszczęście a może szczescie mała już była w kanale rodnym i musiałam ja urodzisz SN . I tak moja historia kłamstw o cudownym macierzyństwie wyglądał nie powiem , że pewne kłamstwa do dziś się zdarzają ale tamte były chyba najgorsze ze wszystkim .

  • Kisielove

    08.12.2018 at 08:58 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Oczywiście obaliliśmy wszystkie wymienione w poście mity, plus pewnie jeszcze z tysiąc innych, ale opiszę moje ulubione:
    Nie będziemy przeklinać przy dzieciach – Jaba, jaba. Żyliśmy w słodkim przekonaniu, iż udaje nam się wykonać ten plan w 100% do momentu rozmowy z panią przedszkolanką, że synek często mówi słowo na k. Cóż.. przynajmniej r wymawia poprawnie…
    Nie będziemy prowadzać dzieciaka z glutem do pasa do przedszkola – Założenie szlachetne, ale niestety nie mamy 150 dni urlopu na leczenie kataru.
    Nie będziemy oglądać telewizji przy dzieciach – Gdy w czasie domowej wersji 5 sekund, twój potomek wymienia z prędkością błyskawicy 3 bohaterów serialu „Łzy Cennet” (Selim, Arzu i no wiecie… Dżennet) , to wiesz, że coś poszło nie tak.
    I na deser mój faworyt – mocne postanowienie, iż dziecięciu nie uda się rozdzielić rodziców w małżeńskim łożu. Przy pierwszym się nie udało, przy drugim się nie poddamy. Wytrzymaliśmy w tym zacnym postanowieniu cudowne 3 tygodnie, w czasie których młodsze pacholę spało snem sprawiedliwego i nawet kanonada armatnia nie była w stanie go rozbudzić na jedzenie. Jako że wszystko co dobre szybko się kończy, nastąpił zwrot akcji o 180 stopni i na własnej skórze przekonałam się co oznacza zwrot z kultowej piosenki „dziecko spało za ścianą, czujne jak ptak”. Nagle każde chrapnięcie, najdelikatniejsze skrzypnięcie łóżka, ba każde strzelenie kości w kolanie skutkowało niesamowitym poruszeniem w dziecięcym łóżeczku. Wytrzymałam tydzień wisząc pół nocy nad łóżeczkiem i sztyletując męża wzrokiem. Biedaczysko nie miał szans dobiec pierwszy do łóżeczka, bo jego rozkoszne chrapanko zagłuszało kwilenie niemowlaka. Swoją drogą zabawne jest, jakie można poczynić obserwacje, gdy samemu się nie śpi. To, że małż chrapie wiedziałam, głucha nie jestem, ale to, że się wierci jakby miał owsiki jakoś mi umykało. Z lewej strony na prawą, na brzuch, na plecki, ręka na poduszkę, noga na żonę – istne kombinacje alpejskie. Wszystko oczywiście przy akompaniamencie skrzypiącego łóżka i już wiercącego się dzieciaczka. Przy następnych pasożytach do przedszkola bankowo podmieniam materiał do badania. No i najlepsze – nocne siusianie. Przedzieranie się przez himalaje pierzyn i poduszek, człapanie po najbardziej obluzowanych panelach (skrzypu, skrzyp), rozświetlanie mroku nocy latarnią łazienkową i nie trzymanie się zasady „lejemy po ściankach” przepełniło czarę goryczy. Dla własnego zdrowia psychicznego, w trosce o spokojny sen potomka i dla uchronienia męża przed urazami od prawych sierpowych wysyłanych pod żebra z syknięciem „nie chrap”, małżonek wyemigrował na noce z poduszką pod pachą do pokoju starszaka. Obecnie dziecię budzi się „jedyne” 3 razy, nie 15 😉
    P.S Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – poziom schadzek kuchennych osiągnięty na poziomie hard 🙂

  • Paulina

    08.12.2018 at 09:19 Odpowiedz

    Ja wierzyłam głęboko, że w ciąży przeczytam wszystkie książki świata. Wysprzatam dom na cacy. Ze będę taka perfekcyjna Panią domu, intelektualistka która zna cała literaturę. A później oczy mi się same zamykamy i mówiłam „jutro” 😛
    Druga rzecz która sobie wmawialam obserwując rodzinę i innych to to, że moje dziecko będzie wychowywane w ascetycznym środowisku. Zabawki naturalne, przemyślane. Niewiele ilości. Ze będę ją uczyła od małego że nie trzeba mieć wszystko itd. Dziś co jakiś czas robimy porządki i zabawki wynosimy do piwnicy partiami, żeby się szafa zamykają i było miejsce na nowe 😛 na szczęście przy dużej ich ilości da się też dziecko dobrze wychowywać 😛
    Wyrażam zgodę.

  • Justyna K.

    08.12.2018 at 09:47 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    Pamiętam jak jeszcze w trakcie ciąży żyłam w przeświadczeniu, że do roli matki da się przygotować 😀 Czytałam miliony mądrych książek, poradników i oglądałam programy dla rodziców. I tak w tym moim różowym, zalanym przez nieracjonalną falę hormonów świecie, myślałam sobie – kurczaki, przeca to wszystko nie jest takie trudne, no nie może być, wystarczy tylko wiedzieć co i jak. A przecież ja już wiedziałam, bo przeczytałam, bo usłyszałam 😀 Hahaha! Banialuki. Od pierwszej minuty, kiedy na świat przyszedł ten mały, rozwrzeszczany i zapłakany klops, wiedziałam że to będzie istny armagedon. Jak to mój mąż stwierdził – jesteśmy na wojnie! No i na niej byliśmy. Walczymy- kto pierwszy wymięknie, my czy młoda? No i ponosimy sromotną klęskę przy niemal każdym podejściu do każdej czynności. Przykłady? Bobas uwielbia kąpiel. No nasza więc jest szczególnym egzemplarzem, no chyba że uwielbienie mierzyć w ilości dzikich wrzasków i skali czerwoności tej okrągłej mordki od płaczu 😀 i wyliczać tych sytuacji mogę tyle, że nam wszystkich palców nie starczy. Jeden plus taki, że poradniki świetnie wyglądają na półce i teściowa moja żyje w przeświadczeniu, że niczego tłumaczyć mi nie musi, bo się dokształcam przecież 😀

  • Marta Paczkowska-Faferek

    08.12.2018 at 09:58 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Dla mnie pierwszym kłamstwem było…Będę karmić piersią co najmniej do 1 roku życia…..Matko Boska….życie i moje popękane sutki szybko zweryfikowaly te tzw terminy….później z kalendarzem i uporem maniaka odliczalam dni do ukończenia pierwszego półrocza….Jak ktoś pier…..oli że to taka wspaniała droga uslana różami i tęcza…tęcza to mi się z drugiej strony ciała wylewala…że takie wspaniałe uczucie wręcz na wyższej stopie świadomości coś mistycznego, wspaniałego to mam ochotę tego kogoś spoliczkowac… bo przez takie opinie wiele kobiet myśli- czy cos jest ze mną nie tak,ze nie chce juz karmic, że dosyć…starczy…dajcie mi wszyscy święty spokój. A co słyszy z tylu glowy – Gorsza Matka….takze tak…pierwszy fałsz…

  • Agata

    08.12.2018 at 10:04 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę!
    1. Zawsze sobie obiecywalam że dziecko po karmieniu będzie odnoszone do swojego łóżeczka i tam będzie grzecznie leżeć.
    Du….! To dopiero się wtedy zaczęło buju, chusiu, trzepanie I noszenie😭😂
    2. Tatuś kochany będzie przynosił maleństwo w nocy do karmienia.
    Nooo i to by było na tyle. Skończyło się na tym że młody wylądował w naszym łóżku i nadal w nim tkwi😞

  • Natalia

    08.12.2018 at 10:16 Odpowiedz

    O ja sobie wyobrażałam że co to nie ja matka polka są radę z dwójka dzieci … Ta no to mam Stary jeździ w delegacje na 2 tygodnie A ja jestem z niemowlakiem i przrchodzaca bunt już chyba 4 latka SAMA ! Czasami udaje że nie żyje by mieć te 5 min jeszcze dla siebie A najlepsze że myślałam że jak dzieci już śpią to kąpiel będzie relaksem taaaa. Wybij to sobie z głowy bo moje dziecko jak słyszy wodę to już przy wannie jest … Czyli kąpiel w samotności to będzie jak one się zestarzeja … I co dwa tygodnie zamiast 2 dzieci mam trojkw A co;)

  • Natalia

    08.12.2018 at 10:18 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę 😉

  • Joanna

    08.12.2018 at 10:38 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ

    Dla mnie to już dawno nie są mity. Mity? Jakie mity. Toż to SAMO ŻYCIE – telenowela, niczym Moda na sukces. Każdy dzień, odcinek 357294, z nie kończącym się wątkiem.
    A tak sobie obiecywałam, tak się zapierałam, niczym ta zadbana pani z telewizora, która właśnie przyrządziła dzieciom pyszny, dwudniowy obiad. Przecież się da, a telewizja nie kłamie.

    I tak wlaśnie, wierząc w ten idealny, wykreowany przez reklamy i telenowele świat, ponosiłam regularne porażki, tworząc efekt domina…
    1. Nie dam dziecku smoczka. NIGDY!
    Hahahaha… Co ja w głowie miałam, że na to wpadłam, nie wiem. Pamiętam za to doskonale, jak się zapierałam i groziłam wszystkim w około, że dziecko moje smoczka nie uświadczy, bo to ZŁO! A jak ktoś bez mojej wiedzy i zgody (której nie będzie, oczywiście) ów smoczek poda, to zabiję.
    Finalnie miałam ochotę zabić siebie. Dzieć wyje a ja wyje razem z nim. W desperacji westchnęła korek (czyt. smoczke) w jego usta i… nastała błogosławiona cisza. Od tamtej pory smoczki kupowałem regularnie, a w domu miałam przynajmniej 3, plus 2 w torbie od wózka i 2 w torebce.
    2. Torebka. No tak, nie będę nosić dziecięcych pierdół w swojej, własnej, prywatnej torebce. To moja przestrzeń i nikt nie ma prawa w nią ingerować. NIKT! Pieluchy, chusteczki, smoczki i cały niezbedny dziecięcy inwentarz pierwszej potrzeby, będę nosić w, specjalnie do tego przygotowanej, torbie. Fuck, coś nie pykło. Torba nie pomieściła pięciu zmian ubrań, w razie osrania czy ulania. Nie pomieściła też wszystkich pieluch, chustek i grzechotek. W ciągu 2 miesięcy moje dziecko miało dwie torby na swoje pierdoły. Ja nie miałam nawet jednej. Cud, że mi się portfel mieścił chociaż w jednej z należących do niego.
    3. Będę karmić tylko piersią, laktator jest mi nie potrzebny, a butelka to zło.
    Badum-benc. Pizgło. Pozamiatane. Ledwo wyciśnięta, pomarszczona miniaturka człowieka, nie chciała nawet liznąć sutka, o ssaniu nie wspominając. „Daj pani butelkę” mówili. Dałam, co by nie zagrodzie i uciszyć wrzeszczące 3,5 kilo szczęścia. „Odciągnąć laktatorem” mówili. No to spróbowałam i po dwóch tygodniach laktator wy***ałam przez okno. Bo to żaden pożytek z moich cycków, kiedy mleko razem z krwią leci, a i nawet w tej mieszance, samego mleka jest tak mało, że na 2 karmienia by nie stykło. Ze wstydem kupiłam MM. A kij z tym, chciałam, nie wyszło, nie było mi dane – uświadomiłam sobie 2 lata później, gdy już przerobiłam w głowie ból po nieudanej laktacji.
    4. A gotować dziecku to ja będę sama. Żadnych słoiczków. Przecież to syf. Co, ja czasu nie mam na gotowanie? Wszak urlop mam, macierzyński. No i gotowałam, codziennie, jak wariatka. A tu ziemniaczki, tu szpinaczek, marcheweczka, indyczek, króliczek, rybka. 3 miesiące później zaczęłam się zastanawiać po co mi to było. Kilka godzin stania przy garach, blendowania, wekowania, doprawiania – a ten i tak tym pluje albo drze się za kaszą. Nie mam czasu sobie kotleta usmażyć ale mogę po nocach mieszać w garze, żeby kilka godzin później zostać opłatą przez owoc mego łona. Koniec! Słoiczki smaczne, zdrowe i pożywne. Polecam.
    5. Będę najlepsza matką ever. Ale to taką, jakiej jeszcze świat nie widział. Zadbana, uśmiechnięta, wyspana, w czystych i wyprasowanych ciuchach, zawsze w mejkapie. Będę tak zarąbista, że inne matki będą mi zazdrościć. Z dzieckiem będę się bawić cały dzień, gdy oni będzie spać ja będę sprzątać i gotować, a wieczorem – gdy już dziecko ululam – trzasnę romantico kolację dla siebie i chłopa, wysztafiruję się jak ta lala i będę świecić światłem odbitym. Co za bulszit. ..
    Bawić się z dziećmi nie lubię (na szczęście już na tyle duży jest, że mamy lepsze alternatywy), gdy on spał ja spałam razem z nim, a wieczorem byłam tak zaorana – niczym koń po westernie – że egzotiko romantico kolacyjnym szczytem moich możliwości był chleb posmarowany masłem, zagryziony ogórkiem kiszonym. Stary, ciesz się. Mogłeś dostać szklankę wody.

    Czy to wszystko? Nie. Mogłabym pokornie książkę napisać o idealizmie macierzyństwa, który szlag trafił w momencie wypchnięcia arbuza przez otwór wielkości czereśni.
    Kto nigdy nie polegl na macierzyńskiej drodze „różami” usłanej, niech pierwszy rzuci kamień.

  • Magdalena Brzozowska

    08.12.2018 at 10:49 Odpowiedz

    Ja dam sztos mój mąż wymyślił sobie że nasze 2 dziecko będzie tak jak piszesz grzeczne bez bajek i w ogóle idealne ale juz po pierwszym tygodniu dostał plaskacza takiego od życia że chyba do osiemnastki naszej córki się nie pozbiera . Ale jeśli chodzi o mnie to moim najbardziej wygórowane kłamstwo to że nie poddam sie i bede miała perfekcyjny porządek w domu ze jak Rozenek by przyszła to aż się zawstydzi a tu grypa przyszła no i doteraz nawet z pralka dziala na okrągło i że codziennie spacery i że dzieci beda jadły wszysztko . Jak o tym myślę to uważam że wtedy to ja chyba myślałam że życie to jakaś idealna bajka a tu zong
    Wyrażam zgodę .

  • Natalia

    08.12.2018 at 11:37 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę 😁
    Poruszył mnie ten wpis, wybitnie. Moze dlatego, ze na co dzien tak głupio sie przyznać przed samym sobą i przed innymi również, ze jednak nasza wspaniała wizja z rzeczywistością „nieco” sie od siebie różnią 😅
    Jako mateczka trójki dziewcząt, w takim samym stopniu uroczych, jak chimerycznych i niestabilnych emocjonalnie wiele ze swych idei po kolei chowam do ciemnej szuflady, zeby jakiś głupio nie było, ze jednak te idee nigdy światła dziennego nie powinny były ujrzeć 🤦🏻‍♀️
    Przechodząc do mitów.
    1. Najwcześniejszy, który pamietam: spacery z maleńkim dzieciątkiem, śpiącym w gondoli. Ja, w płaszczu, adidasach i modnej czapce. Z kawa w ręku i babską gazetą, o modzie traktującą, tudzież jakas książką arcyciekawą, spacerująca uśmiechnięta i przysiadająca na ławce, w promieniach słońca. A tymczasem okazało sie, ze współtowarzyszka moich podróży, co to miała spać słodko uśmiechając sie, śniąc o ciepłym mleku wyje głośniej niż syrena pożarnicza. Ja, zamiast delektować sie spacerem, latam jak kot z pęcherzem po parku (a pózniej juz po obskurnych skwerkach, co by było tam jak najmniej ludzi patrzących na mnie z dezaprobatą) i bujam tym wózkiem silniej niż na środku morza, cała upocona, spowita pąsem wstydu, ze hola hola, coś tu sie popsuło a ja naprawić nie umiem, ze miało byc tak pięknie a tymczasem klops totalny
    2. Karmienie piersią to moj numer dwa- Oh, jak ja sie nie mogłam tego doczekać, tych wspólnych chwil, tej bliskości. Tyle sie o tym naczytałam, ze juz powinnam magistra z laktacji zrobic, albo nawet prace dyplomowa napisac. A tymczasem okazało sie, ze prawo, lewo, do gory nogami i jakoś to karmienie nie idzie tak pięknie jak tam mądre głowy pisały. A jak juz praktyka została opanowana to okazało sie, ze dziecię me jest zaiste miłośnikiem tego rodzaju rozrywki. I pięknie! I cudnie! I blisko! Tylko dlaczego od godziny 19 do 24 non stop?! A mnie juz wszystko bolało i juz wcale tej bliskości nie pragnęłam juz tak bardzo. Och, jak ja wtedy pragnęłam odwrócić sie na drugi bok, No tyłkiem mówiąc bardziej wprost
    3. Tego sie wstydzę nawet. Bo wiem, ze tak nie wolno, ale co zrobic jak życie samo weryfikuje. I to tak boleśnie weryfikuje. O! Ja nie bede porównywać swojego dziecka z innymi. O nie! Moje dziecko! Jedyne w swoim rodzaju, w żadnym rankingu nie bedzie startować. A tymczasem boczkiem, ukradkiem, najpierw nieśmiało, spoglądałam na inne, małe równie cudne istoty, analizując czy juz żwawo stawiają pierwsze kroki, czy pewnie trzymają zastawę stołową czy tworzą juz zdania podrzędnie złożone. I niby nie zapadalam w depresje, gdy okazywało sie, ze moje dziecko kleci równoważniki zdań, ale niestety łapałam sie od czasu do czasu, ze jednak jakies rankingi powstają. A po co?
    4. Bede spedzac z dzieckiem wartościowy czas- ileż ja miałam zakupionych płyt do słuchania, książeczek z zadaniami i instrukcji zadań ćwiczących aparat mowy! Szlaczki, literki, cyferki, buczenie, oblizywanie, klaskanie w takt i inne wspaniale aktywności budujące wspólna relacje. I to codziennie, każdego dnia o określonej godzinie. Bo w końcu rutyna jest podstawa w odpowiednim wychowaniu. Skończyło sie tak, ze pędzę, buczymy, plujemy, bazgramy, szlaczkujemy, ale od czasu do czasu, bez spietki, bez harmonogramu sztywnego, bo na bacznośc stawia nas w głównie to moje wyrzuty sumienia.
    No i numer 5. Cierpliwość. Ha. To chyba moje ulubione 🙈 Oh, ciążowe wizje nakreślaly mi każdy dzien wspólnej drogi przez życie. Godziny rozmów, wspólnych aktywności, poznawania tajników życia. I owszem, to sie wydarza wszystko, ale jakoś podejrzanie czasem z nutka irytacji. Gdzieś sie podziała ta cierpliwosc i pewność, ze to takie cudowne jak dziecko poznaje swiat tymi malutkimi oczami, uszkami, rączkami. Oh, ja sie pytam, skąd takie mrowienie połączone z uczuciem gorącej fali, ekhm, nazwijmy rzeczy po imieniu, irytacji, gdy te cudowne malutkie raczki po raz setny wylewają przeróżne płyny, gdy te malutkie słodziutkie usteczka po raz miliardowy zadają pytanie a dlaczego, albo lepiej- odpowiadają wprost, bez ogródek „nie”, znaczącej ni mniej ni więcej jak spadaj, mateczko, nie zamierzam zrobic tego, co mi karzesz. Cierpliwość nagle znika, No nie ma jej, wtedy, gdy jej potrzeba najbardziej. Wtedy, gdy dzien miał byc piękny, zapisany na kartach wspomnień wspaniałego dzieciństwa i rodzicielstwa. A tymczasem daje nogę i ma nas w serdecznym poważaniu.
    Tak sobie ponarzekalam, ale oczywiście konkluzja jest taka, ze jak każda przygoda, także ta, zwana rodzicielstwem, ma swoje górki i dołki, a doły raczej, głębokie jak studnia, ale śmieszna jest, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i ciekawa najbardziej na świecie!

  • Kaś Kasiu

    08.12.2018 at 12:06 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    Oczywiście mogłabym napisać o tym, jak to marzyłam, aby moje dziecko pląsało boso po łące, w lnianej koszuli, z drewnianym konikiem made in poland w ręku. Oczywiście zajadając loda z kaszy jaglanej. Ale po co?
    Pierwszy mit:
    Zajebiście będzie mieć super inteligentne, kreatywne, dziecko. W dodatku trochę zbuntowane i przekorne. Chciałam, no to mam. I żeby nie było, że narzekam na przymioty mojego dziecka. Jest cudowny! Jest zajebisty! Najlepszy na świecie! Ale…pyskaty jak cholera. Nie tak pyskaty bezmyślnie, na zasadzie głupia jesteś i już cię nie kocham ( nigdy tak nie powiedział! mało tego, mając 4 lata kolega w przedszkolu go uświadomił, że w ogóle istnieje taka opcja jak mama nie kocha). On wytacza solidne argumenty, które ciężko w pierwszej chwili obalić, bo człowiek jest w szoku. Bo w czym innym, jak nie w szoku można być kiedy 5 latek nie chce samodzielnie wytrzeć tyłka i przeciwko matce wytacza ciężkie ekologiczne działo? Bo przecież papier z drzew, a z drzew tlen, i zwierzątka tam mieszkają, a on mając 5 lat to za dużo zużyje i przyczyni się do katastrofy ekologicznej. No to matka w szoku i ma zaćmienie mózgu, że papier z recyklingu i ten tyłek wyciera. Książkę, z tekstów mojego dziecka można by napisać. A, że kreatywne to mieszkanie mam oblepione ścinkami papieru, resztkami patyczków i innymi instalacjami artystyczno-inżynierskimi, bo nie wiadomo w którą stronę dziecko pójdzie.
    Mit drugi:
    Moje dziecko w ŻYCIU nie będzie bawiło się zabawkową bronią, militariami i wszystkim co z agresją i wojną związane. Ta, srały muchy, będzie wiosna. Jak się na ojca swoich dzieci bierze nerda i samemu się jest trochę nerdem, to takiej opcji nie ma. Młody jest pacyfistą, ale te wszystkie miecze, noże i ogólnie broń biała, sprawiają, że oczy mu się świecą a serduszko mocniej bije. Zwłaszcza takie fantasy, gdzie więcej ozdób i ogólnie przerost formy nad treścią. Także młody ma 7 lat. Ulubiona wystawa muzealna „Broń i Barwa w Polsce” w MNK. Ulubiony film: Władca Pierścieni i Hobbit – wszystkie części. Najlepiej po kolei, jako maraton. Najlepsza zabawka: łuk – nie taki plastikowy, taki prawdziwy. A strzela naprawdę dobrze! Także w sumie zabawkową, bronią się nie bawi. Od razu przeszedł do tej prawdziwej ( oczywiście pod kontrolą!)
    Mit trzeci:
    Z drugim dzieckiem, będzie łatwiej, inaczej i się wszystkie błędy popełnione przy pierwszym naprawi, i winy odkupi.
    No chyba jednak nie. Aktualnie jestem w 5 miesiącu ciąży. Z racji, że moje dzieci to dzieci rewolucji ( patrz mit pierwszy), poczynają się zawsze wtedy, kiedy moje życie wywraca się do góry nogami i jeszcze na lewą stronę. W pierwszej ciąży nie było czasu na szkołę rodzenia, baby shower, wyklejanie albumiku zdjęciami z usg i sesje ciążową. I sobie obiecałam, że jak znowu będę w ciąży, to będę celebrować ten cud życia. No to znowu siedzę w dresie, w miejscu którego nie znam, i od pół roku próbuję się rozpakować po przeprowadzce i wyremontować, aby się dziecko między stertą kafelków a workiem gipsu nie rodziło. I myślałam, że będzie łatwiej się przygotować, bo już wiadomo na co. Ta. Gówno prawda! Przez to co wiem, co będzie, jestem zesrana po same pachy. Tysiąc razy bardziej niż przy pierwszym. Wiem, że będzie ból i łzy. Że niedługo paznokci sama sobie u stóp nie obetnę. Że to będzie małe. Malutkie. Takie maleńkie i delikatne. I będzie płakać i chcieć być blisko. A mimo to wszystko, będę to Małe kochać. Ale jak kochać? Tak samo jak to duże maleństwo? Czy jakoś inaczej? A czy to duże nie będzie przez to mniej kochane? I czy starczy miejsca dla mnie w tym wszystkim? Ale się cieszę tak samo bardzo jak się boję. Bo skoro z pierwszym daliśmy radę, to z drugim też damy. I mam nadzieję, że to nie będzie mój mit czwarty.
    Tak, więc część z tych mrzonek przed dziecięcych okazało jednak prawdą, ale efekt jest inny niż oczekiwany. Moje pyskate dziecko, biega po łące na boso, ale z drewnianym mieczem i czeka na siostrzyczkę, która pewnie będzie równie wspaniała jak on. Bo to, że moje dzieci, będą najwspanialsze na świecie to nigdy nie był dla mnie mit, a marzenie, które się spełniło.

  • Agata L.

    08.12.2018 at 12:32 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ 😁
    Pierwsze kłamstwo: „Będę karmić tylko do 3 miesiąca życia jak już albo wcale! Kiedy dziecko przyszło na świat te jakże krótkie trzy miesiące zamieniły się prawie w trzy lata! 😮
    Drugie kłamstwo: „Moje dziecko będzie miało odporność i nie będzie stale chorować! Więc jak to zrobie? Będę je hartować przy oknie, w zimę na długie spacery będziemy chodzić! A co tam! Dam radę!” Potem jednak się okazało, że zimno niestety nie idzie ze mną w parze i co jak co ale na takie wybryki nie mam siły..
    Trzecie kłamstwo: „Dziecko będzie spało w łóżeczku! Przecież skoro jestem matką to i organizm będzie wiedział, że trzeba tego brzdąca do łóżeczka wsadzać!” Chyba jednak przeliczyłam się w tym przekonaniu gdyż sen jakże najważniejszy w pierwszych miesiącach po porodzie tak namawiał moje ciało do wygodnej pozycji, do zamknięcia powiek, że dziecko tylko raz spało u siebie i to w dzień! 😁
    Czwarte kłamstwo: „Gdy urodze wróce do swojej wagi! Co może być trudnego kiedy dziecko śpi idealnie w dzień, w nocy budzi się tylko raz? A no właśnie! Chęć odpoczynku i czasu dla siebie! Jakie tam ćwiczenia? Mam je przecież przy składaniu prania, przy wywieszaniu – przecież do miski schylić się trzeba i dodatkiem było oczywiście zbieranie zabawek, które z wózka wypadły 😊
    Piąte kłamstwo: „Nie będę zostawiać dziecka na dłużej niż dwie godziny! Z kim mu będzie lepiej jak nie z mamą? Kto idealnie przewinie mu pieluszkę? No właśnie! ” Co się potem okazało? Zostawienie dziecka na dłużej niż 2 godziny to nie grzech! To wybawienie! 😁

  • Maria Wróbel

    08.12.2018 at 13:03 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Mitem okazało się, że wcale nigdy ale to nigdy nie zajdę w drugą ciąże będąc już posiadaczką jednego potomka. Już wiedziałam jak mnie macierzyństwo przeorało, wykluczyłam siebie społecznie i zatrzasnęłam drzwi na długo dla służby ojczyźnie – jestem żołnierzem zawodowym. Oceany wylanych łez, zakropione prosseco i tak od jednego razu można zajść w ciąże. Nie sugerujcie się, że pierwsze było robione kilka miesięcy. Drugie było od strzału! I teraz jedno już robi awantury, chodzi po mnie, a drugie we mnie buszuje.

  • Monika

    08.12.2018 at 13:06 Odpowiedz

    Wyrazam zgode:

    Moje imprezowe koleżanki (no cóż, takie mam bo sama kiedyś taka byłam) ciągle mnie pytają kiedy jakaś imprezka, piwko, winko, drinuś…? Całą ciążę powtarzałam im, „dajcie mi pół roku po porodzie”. Mija rok a na każdy chociaż najmniejszy grymas mojego Jaśka wyskakuje z cyckiem jak kiedyś z hajsu na cytrynówkę.;)

    Już nie pytają… ;D

  • Kaśka

    08.12.2018 at 13:31 Odpowiedz

    „WYRAŻAM ZGODĘ”
    O matko! I synu rzec powinnam 11 lat temu gdy miało przyjść na świat Moję pierwsze dziecię, mówiłam sobie nie ważne co byle zdrowe…no dobra zdrowe jasne! Ale wymarzyłam sobie dziewczynkę i kuźwa 3 razy USG potwierdziło…zaczełam kompletować wszystko ale nie nie..chwila dziewczynka nie nie tylko nie różowe co za gówniane steroytypy… pierwszy zakup różowe łóżeczko, a niech ma przecież nie będzie Go ciągała na dwór, nie wyda się..drugi zakup BABCIA stos różowo,fioletowych,jaskrawych body,pajacy ect..ok babcia się cieszy niech ma!
    Oh jaki piękny wózek ale zaraz zaraz…za dużo różu..ale to dziewczeńskie przecież ok..weźmy ten liliowy niby róż niby fiolet…
    Dzień sądu…godzina zero…na świat przychodzi Moja piękna wyczekiwana, kleszczami wyciągnięta po 18h parcia …. „o jaki piękny chłopiec” WTF? To do mnie????
    I tak w styczniu Mój syn skończy 11lat i mam
    nadzieje, że oglądajac zdjęcia z przed lat wybaczy mi,że tonął w odcieniach różu, a podczas snu różowe łóżeczko pięknie komponowało się z jego róźową skórą 🙂

    Drugi piękny mit 10lat poźniej na świat przychodzi drugi syn ( tym razem gdyby nie siuniak na USG nie dałabym wiary ale jednak tym razem wszystko białe) mówiłam sobie, o nie kolego tym razem będzie inaczej…zero noszenia na rękach, zero bajek, zero wymuszania, a gotować to będe na pewno sama…skończyło się ba dobrych chęciach nic poza tym….jedyna rzecz której nie odpuściałam to zęby jak tylko wyjdą będziemy szorować jak woźna w szkole podłogi…no tak 5 szczoteczek z bajek , 8 tubek pasty..aby mógł wybrać se smak…tak pierwszy ząb 8mc kolejne 12 po sobie w przeciągu 6mc…a otowrzenie buzi umycie zęba to jakby otworzyć butelkę piwa okiem…albo jakby dostać szczękościsku i próbować otworzyć buzie..tak więc myjemy zęby na śpiocha .

  • Honorata

    08.12.2018 at 13:53 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę. Z całego rozrachunku, to nie pyknęło mi nic. Córka rządziła mną już siedząc pod moim rzebrem i domagając się takich specjałów o których wcześniej mój przełyk nie śnił. Wymiitowałam moimi ulubionymi potrawami, a metkę cebulową wciągałam jak batony. Potem to już z górki. Nie będę leżała z młodą… A po cesarce jedyny krok jaki potrafiłam zrobić był na miarę 90 latki, o pochylenia się nie wspomnę. Nie będę mieliła jedzenia na papko ciapki, bo moje dziecko ma przygotowywać paszcze do pierwszych słów, wystarczyło tylko jedno magiczne spojrzenie teściowej. I..poszło! Nie telewizorowi… Do momentu jak nie wróciłam do pracy i moje poranki zaczynały się grubo wcześniej niż chcial ⏰ i nie Ja. Nigdy nie warknę na męża mojego, cudownego, pierniczka lukrowanego, magiczne dopełnienie mojego życia… Do momentu aż nie zaczął udawać że nie słyszy młodej i kłamać jej w żywe oczy, że nie potrafi ubierać lalek… 😉 Po kilku zabiegach potrafił wszystko, ale jednak znów zrobiłam wbrew sobie i naurągałam mu sowicie. Tu stawiam kropkę choć świadomość krwawi 😔

  • Ania

    08.12.2018 at 14:20 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę 🙂
    Mit nr 1. Społeczeństwo vs nowy obywatel w brzuchu. Człowiek tak myśli, że skoro on rozumie i akceptuję niedogodności targania tego nowego, jeszcze nienarodzonego obywatela to ze jak przyjdzie czas na niego spotka sie z podobną życzliwością. Niestety … ochy, achy, nienawistne spojrzenia i przywracanie oczami. W sklepie, tramwaju, przychodni czy innej poczekalni… Bez sensu 😔
    Mit nr 2. Pierworodny vs wszelkie ciociobabcie. Wiara, że człowiek jest w stanie stawić czoła ciociobabciom i „tylko ten jeden lizaczek”, „tylko taka mała czekoladka”, „nie wiem dlaczego nie było 2 … przecież zjadł jogurt (monte) ” Także ten … Jak nie oknem to drzwiami … A wnuk musi babcie/ciocie/dziadka/wujka lubić 🍫🍬🍭

  • Paulina Żuraw

    08.12.2018 at 14:28 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    No to patrząc na Twoje mity to w moim przypadku faktycznie z tym snem nie pykło, chociaż jakoś się nie zarzekałam wielce, że moje dziecię spać nie będzie z nami. Ambitna też jakoś pod względem kulinarnym nie jestem więc nigdy nie zakładałam, że bejbis słoiczków jeść nie będzie, ani parówek. Sama parówki lubię, a słoiczki no co? Ułatwiają życie i gdyby nie moja mama i teściowa to jedzeniowo w tym niemowlęcym okresie słabo by było.

    Ale mój mit, w który wierzyłam to był taki, ze dziecko jak się urodzi to płacze tylko jak coś chce. Myślałam sobie, eee no spoko, będzie głodne zapłacze, będzie miało mokro zapłacze itd. więc generalnie żadna filozofia! O ludzie… że nikt mi wtedy nie powiedział, że taki noworodek i niemowlak cały czas coś chce i płacze…. ja pierdzielę.. masakra. Chyba, że to mi się taki egzemplarz trafil.
    Ale uważam, ze to jest mega mit, że dziecko płacze jak tylko coś chce bo chociażby było wykapane, nakarmione, przewiniete, przytulone to i tak jest, że ryczy nie mając ku temu powodu!

  • Edyta

    08.12.2018 at 15:02 Odpowiedz

    Mity macierzyństwa – heh od czego by tu zacząć… Moje dziecko będzie jadło głównie warzywa i owoce, kaszę i oleje tłoczone zimno ( bo takie tylko mają prozdrowotne właściwości – tak wyczytałam) ale moje dziecko jak się okazało nie kopalo mnie w brzuchu na znak aprobaty czytanych treści lecz morsem wystukiwalo : ” T A K I E G O W A Ł A” 😅 owszem zdarzy się że z chęcią pochłonie porcje jarmuzu z burakiem kiszonym wodą oligoceńską, ale tylko wtedy gdy w zasięgu widzi nagrodę ( tak, ja matka – wyrodna nagradzam za zjedzenie czegoś zdrowego) w postaci obrzydliwe słodkiego zapychacza, napchanego cukrem albo nie daj boże syropem glukozowo- fruktozowym badziewia znanego z reklam 😋 także już sama dziedzina gastronomiczna obaliła podstawowe filary mojego wyimaginowanego macierzyństwa, zero słodyczy – zamieniła na słodycze w zamian za zdrowy posiłek – taki bilans zerowy powiedzmy 😉

  • Angelika Kotecka

    08.12.2018 at 15:21 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę .Ja poród pierwsze lata macierzyństwa zeby choroby przezylam chyba za łatwo no mi odbiło i kiedy córka skończyła 7 lat to zaczęłam zazdrościć innym tych malutkich słodkich bobaskow…..No i stało się cyk pył i ciąża…Ja szok ciągły odruch wymioty tak potworny że myślałam że nie przeżyje chciałam żeby mnie uspili…codziennie dzień świra Ani spać Ani jeść w pracy czasem mi tak niedobrze było że chowalam się pod biurkiem(POMAGALO może prze dreszczyk emocji że mnie ktoś przylapie- biuro jednoosobowe😂) jak minęło po 12 tygodniach to nie mogłam uwierzyć! TOBYL PIEKNY DZIEŃ @!HA HA ale to był dopiero początek reszta ciąży zgaga bol kręgosłupa nieprzespane noce skurcze poród wywol1ywany tona oksytocyny bol tak ogromny że mimo znieczulenia chodziłam po suficie żyjąc każdy szef zakładany i dociagany i tak że 20….potem tydzień na drewnianym krzeselku przy dziecku że łzami w oczach gdy bolało nawet leżenie. Myślałam to nic dam radę zaraz wrócę do domu i będzie dobrze…Niestety „NIE PYKLO” cytując klasyka…Myślałam córka już duża 8lat mąż też pobyty- NIE będzie problemu!!!!Łosz kur….jak się myliłam jest tragicznie!!! Starsza jak nigdy w życiu ma taki bunt od 2mc że żyć nie daje pyskuje jak rasową nastolatka wykluca się o wszystko co tylko możliwe !!!niekończąca się afera żadne prośby groźby obietnice nic!!! A mąż zrzucił na mnie wszystko też się popsuł i tylko się włącza do afer Po co mi to było? Oraz chyba większej głupoty nie ma niż popsuć sobie świeżo zdobytą wolność odchowac jedno i zrobić drugie!!!! I niestety nie pocieszę im dalej w las tym gorzej SZKOŁA to dopiero Level hARD. Podpisano laska z cycem wiecznie w buzi dziecia przekonujaca knabrna 8latke do przeczytania jeszcze jednej strony bo szkola ciśnie i nigdy nie odpuszcza……

  • Edyta

    08.12.2018 at 15:42 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Mity macierzyństwa – heh od czego by tu zacząć… Moje dziecko będzie jadło głównie warzywa i owoce, kaszę i oleje tłoczone zimno ( bo takie tylko mają prozdrowotne właściwości – tak wyczytałam) ale moje dziecko jak się okazało nie kopalo mnie w brzuchu na znak aprobaty czytanych treści lecz morsem wystukiwalo : ” T A K I E G O W A Ł A” 😅 owszem zdarzy się że z chęcią pochłonie porcje jarmuzu z burakiem kiszonym wodą oligoceńską, ale tylko wtedy gdy w zasięgu widzi nagrodę ( tak, ja matka – wyrodna nagradzam za zjedzenie czegoś zdrowego) w postaci obrzydliwe słodkiego zapychacza, napchanego cukrem albo nie daj boże syropem glukozowo- fruktozowym badziewia znanego z reklam 😋 także już sama dziedzina gastronomiczna obaliła podstawowe filary mojego wyimaginowanego macierzyństwa, zero słodyczy – zamieniła na słodycze w zamian za zdrowy posiłek – taki bilans zerowy powiedzmy 😉

  • Magda

    08.12.2018 at 19:07 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę. Ja tak ku pokrzepieniu serc nierozpakowanych jeszcze ciężarówek. Małżonek mój od początku ciąży zapowiadał, że on pieluch zmieniał nie ma zamiaru, a dziecka nie tknie dopóki nie trzeba będzie go uczyć jeździć na rowerze. Zaciągnęłam go na salę porodową, co omal nie skończyło się zmiażdżeniem jego prawej dłoni, ale on do ostatniej chwili twierdził, że on młodego to tylko przez uchylone drzwi będzie oglądał. Ponieważ poród był długi i trudny mały wylądował w inkubatorze. Mąż biegał między moją salą a salą pielęgniarek i opowiadał jaki on duży, ładny…. zaczęłam się obawiać, że w pewnym momencie ściskając go za rękę odcięłam mu dostęp tlenu i mu się poprzestawiało. Jakież było moje zdziwienie, gdy przynieśli mi brzdąca i pielęgniarka poinformowała mnie, jak to mój małż prywatny świetnie poradził sobie z przebraniem pieluchy. Aż dziw, że udało mi się wszystkie zęby z ziemi pozbierać.
    A jak już wróciliśmy do domu pomagał, jak umiał. Gdyby tylko posiadał mleczny bar na torsie byłby idealną matką. I przy drugim synu też mu się włączyła taka funkcja 🙂
    Więc drogie Panie, takie obietnice partnera, że on nigdy nic przy dziecku puszczajcie mimo uszu.
    A co do moich obietnic-nigdy nie będę powtarzać tekstów mojej mamy…..ta akurat 😉

  • Agata Michalska

    08.12.2018 at 20:01 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę.
    Dokładnie pamiętam ten dzień… Będę oaza, będę kurwa zen, jin i jang i wszystkie bogi swiata. Ja będę najlepsza matka swiata. A później dowiedziałam się o skokach rozwojowych, ze są 8 razy w miesiącu w związku z czym ten potwor maly, którego wielbie każda częścią ciała wisi nie tylko na cycku, ale na plecach, szyi, wlosach, obwislym brzuchu, do tego drze się, jakby go ktoś dzgal… I nagle siedzisz na brzegu łóżka z zębami wbitymi w łóżeczko i zastanawiasz się czy Star y jeszcze kiedykolwiek wyblaga jakikolwiek seks. A później już poszło z gorki. Jest moc. Dziękuję za bajki!! Kto wymyślił Psi Patrol powinien dostać Nobla. Wale uklony! Człowieku jesteś najmadrzejsza istota swiata! 6 psow potrafi człowieka wygrzebac nie z dola, a a z kanionu depresji! Teraz jak jakiś rodzoc/obcy komentuje zachowanie mej latorosli, mając u boku oseska, co to jeszcze nie widzi dobrze to… tylko prycham i cieszę sie, że wkrótce pozaluje tych zalosnych spojrzeń 😂😂🙃

  • Gabi

    08.12.2018 at 21:52 Odpowiedz

    Wyrazam zgodę. Codzienie każdej minucie sekundzie. Dzis slyszalam bo dzieci trzeba od dziecka szkolic jak male roboty. Nie szkole . . Mity moze latwiej mi lamac bo lamie mity innych.

  • Kasia

    08.12.2018 at 22:40 Odpowiedz

    „Wyrażam zgodę”
    Tekst jest pisany z humorem, bo tragedia plus czas… wiadomo.
    A mit brzmi „ ja swoje dziecko tylko piersią własną”, „rano, wieczór, we dnie, w nocy…” (wypowiedziane autorytarnym tonem wszechwiedzącej pierworódki).
    Jak to jest, że jak tylko na teście pojawią się dwie kreski, to przyszła matka już wszystko wie „ co i jak”. Wie, że będzie rodzić bez znieczulenia, wie, że nigdy nie da smoczka, wie oczywiście, że będzie karmić tylko piersią. Żadnego mleka modyfikowanego, TFU! Słyszy ta matka, że to wszystko natura, że zobaczy to dziecię i będzie jak na obrazie Wyspiańskiego. Spokojne dziecko, wpatrzona w nie uduchowiona matka, za nimi kwiaty, w nich miłość…
    No i przychodzi na świat człowiek i jest pięknie. Pięknie. Oczywiście przez jakieś 3 godziny… Potem rzeczywistość. Wszystko boli, krew się leje, dziecko płacze. „On tak płacze, bo jest głodny, niech go dostawi do piersi”, „ ale ja go przed chwilą od niej ODSTAWIŁAM”. Po 4 dniach niekończącej się jogi laktacyjnej wykonywanej w bieliźnie nocnej w towarzystwie zupełnie obcych osób, przy wtórze szpitalnej jarzeniówki, wraca człowiek do domu. Może tam będzie lepiej. Trochę intymności, trochę normalności, godność może też wróci. A tu znów pod górkę. No to laktatory, herbatki, modły, szlochy. Misja Karmienie. Nie brać jeńców. Amok w czystej postaci.
    I wtedy wchodzi ona, cała na biało. Matka matki. Widzi swoją córkę w stanie zupełnego ogłupienia i wycieńczenia. Musi się bronić, bo w ręku trzyma o zgrozo! MLEKO MODYFIKOWANE! Podaje zainteresowanemu, Wiecznie Głodnemu i ten spokojnie zasypia. Pierworódka – ja – roni łżę porażki, ale na więcej nie ma siły i pada tuż obok Wiecznie Głodnego.
    Tak mijają tygodnie wyczerpującej walki. WALKI! Ale kto właściwie walczył z czym? Z kim? Wzywane są posiłki – koleżanki, położne, doradczynie laktacyjne, szamanki, matki boskie… Człowiek na oczy nie widzi, 3 dni się nie mył, na swój posiłek ma 3 minuty między kolejnym „wezwaniem” i słyszy: „0 1 w nocy odciągaj, wtedy jest największa produkcja!”, „ po każdym karmieniu, KONIECZNIE! Co najmniej 40 minut!”, „wszystko jest w głowie”. Łzy się leją do kolejnych butelek z mlekiem w proszku. „Kim jestem skoro nie mogę wykarmić go sama?”. „Porażka, nie matka”. „Skazują swoje dziecko na mleko gorszego sortu…”
    Sam zainteresowany niewiele sobie robi z różnic pokarmowych. Dają cyca – je cyca, dają butelkę – je butelkę.
    Gdy mleka w piersiach są już tylko kropelki i tylko cień został z wszechwiedzącej pierworódki. Z odmętów szaleństwa wyciąga ją „stary pediatra”. Lekarz old school. „Daj ile masz, resztę dokarm z butelki”, „każda ilość, którą możesz mu dać, jest właściwa” (to się podobno nazywa karmienie mieszane i „it’s a thing”. No patrz pani, a mnie nikt z tych wszystkich doradców o tym słówka nie pisnął).
    I tak stylem dowolnym, mieszanym dokarmiłam ile CHCIAŁAM. I wszyscy żyjemy, i jesteśmy zdrowi (ja już na umyśle też). Można by patrząc na nas, nawet pokusić się o stwierdzenie, że jesteśmy szczęśliwi. Życie to nie koncert życzeń, a ciało to nie maszyna. Droga każdej kobiety do macierzyństwa i przez macierzyństwo jest niepowtarzalna. Zawsze inna niż sobie wyobrażamy. Uczy pokory jak nic innego. Mlekiem takim czy innym? Kto to pamięta? Pamięta się MIŁOŚĆ”

    „Wyrażam zgodę na przetwarzanie przesłanych przeze mnie danych osobowych na potrzeby realizacji Konkursu, zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku oraz ustawą z dnia 10 maja 2018 roku o ochronie danych osobowych (Dz.U.2018 poz. 1000)”

  • Ewelina Moczarska

    08.12.2018 at 22:45 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ!
    Jeszcze nie jestem matką ale podczas niedawnych Mikołajek wybieralismy prezenty dla naszych chrzesniakówh przy stercie obejrzanych stron, zdjęć, opinii, opisów i wszystkiego innego co mogłoby zadowolić „nasze dzieci” , mój mąż po paru godzinach oglądania tych wszystkich pierdół stwierdził a jednocześnie zapytał mnie z lekkim lękiem chcąc się upewnić że nasze dzieci (kiedy już się pojawią na świecie) nie będą aż tak rozpieszczane mogłam mu tylko odpowiedzieć że „postaram się ale nie obiecuję” bo wiem że jak tylko się urodzi ta istota to tak ją pokocham że będę chciała dać jej wszystko. I choć wmawiam sobie ze moje dziecko nie będzie takie reszta to wiem że będzie, bo będę chciała mieć choć chwilę spokoju i czas na zimną kawę 🙂

  • Agata Wszołek

    08.12.2018 at 22:52 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę .
    No to ja mam tez kilka mitów 😁moja latorośl ma dopiero 10 zębów i 82 cm, ale już kilka mitów obalone.
    Mit nr 1- w ciazy przytyje 12 kg bo te wszystkie co tyją po 20 to jedzą za 3 😂😁🤭
    To mogę skwitować jedynie gromkim śmiechem😂 Mówiłam sobie będę jak Lewandowska, Chodakowska i Klum razem wzięte! super ciezarna szprycha z brzuszkiem jak piłeczka od siatkówki … tak … No to te 12 kg to dobiłam w 5 miesiacu.. proporcjonalnie z dodatkowymi kg rosło wkurwienie na cały świat. Dobiłam do 23 kg 👏🏻 Ale magiczna 100 nie pękła zobaczymy może następnym razem !
    Mit nr 2 Partner będzie wspierać .
    6 mc ciazy. Wracam z ikei o 23 z nowa lampa i milion gadżetów do pokoju dziecięcego ❤️Przebrnęłam 400 km, myśle : będziemy rozpakowywać !
    Po obejrzeniu maskotek, przewijakow, extra łóżeczka i materacyku oraz wizji pokoju dziecięcego, przyszedl czas na SUPER LAMPE do salonu! Godzina 1 w nocy! Mówie z ekscytacja w głosie : „dobra złóżmy ja !” On: „ daj spokój, jutro.. jest późno” ja w ręku trzymam 3 kg podstawę lampy „ składaj albo Ci ta lampa przypierole w łeb”. Nie wspierał wystarczająco!
    Mit nr 3 urodzę naturalnie. Proste- Jestem wysportowana, jeśli nie ja to kto ? Podjade w eleganckich legginach na porodówkę, zadowolona, to już zaraz poznam istotkę na która czekałam 9 miesięcy! 2 godziny i po sprawie. Mąż będzie głaskać mnie po głowie podczas akcji porodowej. Potem będziemy uśmiechać się na pieknych rodzinnych zdjęciach.
    😂✌🏻
    Akcja rozpoczęła się w nocy odeszły mi wody- budzę księcia – „odeszły mi wody” książę: „ niemożliwe. Spij” pomyślałam sobie :” pierdolniety” poszłam wziąć kąpiel jak zalecali w szkole rodzenia… poczekam zaraz wstanie.. No nie wstał. Po godzinie wpadłam do sypialni już ze zdrowymi skurczami „ jak zaraz nie wstaniesz to Cie za***le „ wspaniały początek. Potem było coraz lepiej. Na porodówkę mieliśmy 60 minut autem .. ( yaris..🤦‍♀️) okazało się ze mój mąż nie ogarnął innego auta ( bo przecież do porodu jeszcze 10 dni… luzzz kobieto) jechaliśmy 15 letnia toyota yaris …siedzenie pasażera jeździło w przód i w tył w rytm hamowania i przyspieszania. Przy każdym skurczu autentycznie myślałam ze zabije mojego księcia.
    Porodówka – trafiłam na położna z piekła rodem. Ona była jak meduza albo ameba. Samym głosem wprowadzała mnie w furię. Potem łaziłam tu tam sram, i do wanny. Po 12 h porodu i 12 litrach oksytocyny okazało się – nie uda się. Cesarka! Wspaniale!
    Dostałam zawiniątko. Dzieciątko zdrowe, trochę jak ziemniak ale piękne. Bezgraniczna radość!
    Minęło 30 minut Książę przemówił : zmęczony jestem jadę do domu odpocząć 💪🏻😂👏🏻
    Mit nr 4
    Wspaniałe karmienie piersią, rachu ciachu i mleko płynie strumieniami.
    😂
    Ojjj jakie było moje zdziwienie -wielkie jak stad na księżyc … za każdym razem gdy moja latorośl chciała jeść miałam ciarki na plecach – to już zaraz ten moment … mój cycek zostanie włożony do maszynki do mięsa 😪
    Mit nr 5
    Jak będzie spała w dzień to ja tez będę spać 😂
    … drzemki trwały 15 minut.

  • Milena

    08.12.2018 at 23:07 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę na wszystkie konsekwencje, które może przynieść poniższy tekst (chyba nie ma za co do paki wsadzić).
    Dużo czytałam, dużo słuchałam, dużo marzyłam, dużo zakładałam, dużo planowałam, dużo też ryczałam, dużo żarłam i … sikałam – jak to w ciąży – normalka. I co? Jedno się udało, inne się posrało – życie. Poród przeżyłam, męża nie zabiłam i o dziwo – zakładałam, że będę kląć jak szewc (bo ogólnie mam bogatą łacinę podwórkową), a przez cały poród tylko raz użyłam słowa, które wrażliwe ucho mogło lekko uszczypnąć (i to nie z nerw tylko wyczerpania). Dalej z górki… 🙂 Karmimy piersią! przecież to naturalne, piękne, bezbolesne, najzdrowsze. Był płacz, pot, krew, ból (kolejność występowania dowolna), ale się udało :). „Ucz trochę smoczka” – mówili, „podaj też z butelki” – radzili, „bo potem nie odstawisz”. Lałam na te komentarze, bo przecież wiem lepiej, a z tych, które opowiadały, że ich dzieci nie potrafią z butelki nic wypić i smoczka nie ciągną wcale – śmiałam się za plecami. No bo jak ssak ma nie umieć ssać – nielogiczne. Nieładnie, niemiło, brzydko, fe – wiem, karma przyszła i przypomniała, ale nie tak szybko. Bo pięknie się karmiłyśmy, odstawienie od piersi naturalnie, bezboleśnie – przeszliśmy na mm, a w nocy zamiast cycuszka smoczek „dydy” ukołysał. Potem pięknie rzeczonego dydusia pożegnaliśmy z dnia na dzień bez awantur, pieluchy poszły w zapomnienie rekordowo szybko, wszystko git…tylko ta butelka (a właściwie dwie – rano i wieczorem) została. Oburzone mamusie niech luzują majty, jakbyście miały niejadka to byście cieszyły się, że macie pewne te dwa ciepłe napełnienia brzuszka. Miesiąc przed 5 urodzinami wylądowałyśmy u logopedki…i ta moja szuja ukochana, Judasz na własnej piersi odchowany – wydała w wywiadzie matkę, ze jej pozwalam z butelki mleczko pić. I tu Karma przyszła i dała mi w mordę pierwszy raz. Ale dostałam zjebę! A że logopedka to moja kumpela z czasów LO to nie przebierała w słowach. Wyszłam stamtąd tak mała i nic nie warta, że szok.
    No, ale ja nie dam rady? Sprytnym (jak myślałam) planem butelkę odstawiliśmy – przez miesiąc miała pić mleko ze słomki (na to była zgoda logopedy), w zamian naklejka – a jak zbierze całość to dostanie rower (i tak miała go dostać na urodziny). Plan chytry – bo przez miesiąc to każdy się przyzwyczai do nowego. Dzieciok sprytniejszy – jak dostała rower tak mleka do buzi do tej pory siłą nie wlejesz.
    No i mój SZTOS. . Czasem modlę się o cierpliwość i brak siły, coby nie udusić. Serio – oczywiście nie biję, ale ryknę nie raz (Mateczki – jeśli któraś z was w życiu nie straciła równowagi to raczej macie jakieś zaburzenie). Sposób na liczenie w myśli zmodyfikowałam – liczę w językach obcych coby bardziej odwrócić własną uwagę od „problemu”. I tak liznęłam podstaw kilku języków więc ruszam po łacinie, a że umiem do 10 to przechodzę na ruski, jeśli Kaszpirowski mnie nie zchipnotuzuje to wchodzimy na niemiecki, ale tu mamy możliwe dwa scenariusze: 1) przypominam sobie mękę wkuwania na pamięć niemieckich słówek i robi mi się bardziej wyrozumiała i potulna; 2) brzmienie niemieckiego wqrwia mnie jeszcze bardziej, wchodzą skojarzenia, w tym wojna, Schmitt, Hannawald, Fraitag, Hitler, itd … i dziecko wie, że należy uciekać :).
    Pamiętacie panią Karmę co za to śmianie się z innych mam mnie odwiedziła? Przyszła drugi raz. Gdy urodziłam drugą córkę uzbrojona w dobry laktator i wiedzę narobiłam pół zamrażalnika zapasów mleka, bo mama też musi czasem wyjść – co nie?
    No i mam qrwa własny, osobisty, przyssany do piersi egzemplarz bezsmoczkowca i bezbutelkowca wersja hard.

    Zakończę radą dla tych mam , które planują drugie dziecko, a właściwie zdementuje to co słyszycie…, że niby „Z DRUGIM BĘDZIE ŁATWIEJ – PORÓD, KARMIENIE, WYCHOWANIE, ŻYCIE”.
    Gówno prawda – Amen.

    P.S. Jakbyście Panią Karmę spotkały to przypomnijcie jej, że dobre uczynki też powinny wracać, więc tym razem niech wpadnie do mnie z MIŁĄ niespodzianką.

  • Milena

    08.12.2018 at 23:14 Odpowiedz

    Uzupełnię, że teraz drugiemu bąbelkowi szepczę do uszka: ” Na ciebie nie będę się denerwować Jagódko. Zobaczysz” :-pppp

  • Paulina KJ

    09.12.2018 at 01:08 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ

    Mit numer 6 „Kupię laktator, żeby móc dalej imprezować i pić alkohol”

    Zawsze należałam do imprezowych osób. A imprezowe osoby przeważnie nie stronią od alkoholu. W weekendzik koniecznie piwko, po pracy drineczek na odstresowanie . Tak było zanim przeprowadziłam się na Islandię. Islandzkie ceny alkoholu trochę zmniejszyły moje zapędy do spożywania, ale nadal piwkiem nie pogardziłam. No i w wieku 27 lat zaszłam w ciążę. Ciążę planowaną, chcianą, wyczekaną.

    Nastolatką już dawno nie byłam, a w głowie nadal były głupoty. Otóż na babyshower zażyczyłam sobie laktator. Po co mi był ten laktator? No oczywiście po to, żeby móc dalej napić się na imprezie i korzystać z dobrodziejstw odciągania pokarmu. Wyobrażałam sobie, że mając niemowlę nadal będę miała czas i energię (!) na małe co nie co. Nie chciałam być tą matką, która skupia się w 100% na dziecku i „nie ma życia”. Co ja miałam wtedy w głowie, to naprawdę nie mam pojęcia. No więc laktator tak jak sobie zamarzyłam otrzymałam.

    No i rodzi się moja córka. Mój pakiet to nieodkładalny, bezbutelkowy cycoholik z opcją matka dostępna 24h przez pierwszy rok życia. Butelkę z moim odciągniętym pokarmem próbowaliśmy podać tylko raz! Nawet nie chodziło, o alkohol ale o moje problemy zdrowotne. Do dziś pamiętam ten wieczór jako jeden z najgorszych w życiu. Sterylizowanie, wyparzanie, odciąganie, próba podania, dramatyczny krzyk, wyparzanie kolejnej butelki, odmowa kolejnej butelki, podgrzewanie mleka od nowa, znów wyparzanie … na Boga byłam wykończona. Szacun mamy KPI jesteście wielkie !

    Finalnie nie znalazła się żadna butelka, która zadowoliła moje dziecko. A ja nie walczyłam na siłę. Zakochałam się w mojej córce, zakochałam się w karmieniu piersią, zakochałam się w życiu bez kaca. Karmie piersią już 2 lata. Do tej pory karmiłam na żądanie, teraz powoli ograniczam. Wiem, że odmowa piersi we wcześniejszym okresie doprowadziłaby moją córkę do spazmów, histerii. Piwo nadal uwielbiam i piję, ale bezalkoholowe albo niskoprocentowe. Córka rozwiązała też nasz odwieczny problem – kto pije, a kto prowadzi? Od 2 lat prowadzę ja i nie mam z tym problemu bo życie bez kaca jest piękne.

  • Aleksandra

    09.12.2018 at 08:59 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ. Pierwszy poród, och! Jakże byłam podekscytowana, ja urodzie w 10 minut, skurcze mi nie straszne, patrzcie na mnie biegam po oddziale, skacze na piłce robię szpagaty… Pierwszy skurcz : kuwa błagam wyjmijcie go ze mnie, zróbcie cesarkę ja już nie chce. Stary to wszystko twoja wina!, poród nr 2 Dzień dobry witam, rodze, poproszę znieczulenie inaczej wychodzę. Przy pierwszym dzieci, pamiętam to jakby było wczoraj przysięgam sobie : Mój syn nie będzie taki jak dzieci mojej kuzynki, on będzie grzeczny. Na pewno nie będzie oglądał telewizji do 3 roku życia, będzie bawił się edukacyjnymi zabawkami, będzie potrafił liczyć i znał wszystkie kolory. Zdecydowanie będzie spał sam a ja w nocy będę wstawać ochoczo zmieniać mu pampersa i karmić. Od 1 dnia będę zabierać go na wycieczki i pokazywać świat. Życie zweryfikowalo to inaczej. Mój tato do dziś się śmieje : „a pamiętasz jak mówiłaś, że młody nie będzie bajek oglądał „. 3i pół minęło, dziecko zna bajki na pamięć, gdzieś ma interaktywne zabawki, śpi ze mną w jednym łóżku a butle przez sen przez 1,5 roku dostawał poomacku. Grzecznosc, to pojęcie względne, oczywiście, grzeczny, ułożony, kulturalny i dwa języki zna, ale jak mu coś piznie do głowy to trzymajcie mnie wszyscy, domysl się człowieku o co chodzi 3 latków, który nagle urządza Ci cyrk lepszy niz oryginalne występy w Koronie i przy okazji nie zastrzel siebie i otoczenia. Przy drugim już było inaczej, byłam troszkę mądrzejsza, doświadczona po pierwszym, postanowiłam tylko, że będzie spała sama w łóżku :” ja już mam nauczkę, w życiu nie wezmę jej do siebie bo później i ona będzie chciała ze mną 10 lat spać. Na rękach nosić nie będę bo żyć mi nie da, będzie zasypiala sama bo ja tego nauczę” – mówiłam. I tu życie znów zweryfikowalo moje plany, od trzepania dziecka na rękach, mam takie bicki, że nie jeden kulturysty mógłby pozazdrościć. Od niewyspania, zgniecionych kości, pokiereszowanego kręgosłupa powinna należeć mi się jakaś dożywotnia rehabilitacja, ale kto mówił, że spanie z DWÓJKĄ w jednym łóżku będzie proste. Zwłaszcza to przeskakiwanie jak ninja nad jednym by drugiemu zrobić jeść. Ah! Zapomniała bym, jest jeszcze kwestia zdrowego odżywiania, czyli :”Moje dziecko nigdy nie będzie jadło słodyczy”. No cóż, tony czekolady, żelek i lizaczkow zalegają mi po szafkach, ale grunt, że je też 3 posiłki plus owoce, więc chyba mam wybaczone. Jednak po mimo tych niespelnionych obietnic, których było jeszcze więcej, ale nie starczyłoby mi tutaj na nie miejsca, to dumna jestem z siebie, bo i tak jestem najlepsza matka dla moich dzieci, liczę na to, że w przyszłości to docenia i podadzą matce ta przysłowiową szklankę herbaty na starość.

  • Marta

    09.12.2018 at 09:24 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    Mój osobisty największy mit, to założenie, że moje dziecko będzie minimalistą, będzie wyłącznie czytać ambitne pozycje literatury dziecięcej, pisane w duchu rodzicielstwa bliskości, gender i w dodatku ilustrowane przez światowej sławy grafików. Zamiast tego jednak katujemy 3 razy dziennie opowieść o wielkanocnym kurczaczku oraz szkaradnie wydane wierszyki świetej pamięci Konopnickiej, którymi nas ktoś uraczył w prezencie! Rzecz jasna w naszym skromnie umeblowanym donostwie, monochromatycznym i cichym jak betlejemska stajenka miały się znajdować jeno zabawki drewniane, edukacyjne, ekocertyfikowane, fair trade wytwarzane w dizajnerskich studiach projektowych w zimnej Skandynawii. Zero chińskiej tandety z Pepco, fluorescencyjnego plastiku i odpustowych bączkoów. Zamiast tej kojącej koncepcji, mamy w salonie hałdę grającego, świecacego i rżącego w pustym smiechu badziewia, poprzetykanego gdzieniegdzie ambitną, drewnianą układanką rodem z Ikei.
    P.S. Bon do Smyka pragnę przeznaczyć na zakup naturalnych rozmiarów koparko- ładowarki do sprzątania tych zacnych zasobów przemysłu rozrywkowego dla najmłodszych konsumentów!

  • Agata Wszołek

    09.12.2018 at 16:07 Odpowiedz

    No to ja mam tez kilka mitów 😁moja latorośl ma dopiero 10 zębów i 82 cm, ale już kilka mitów obalone.
    Mit nr 1- w ciazy przytyje 12 kg bo te wszystkie co tyją po 20 to jedzą za 3 😂😁🤭
    To mogę skwitować jedynie gromkim śmiechem😂 Mówiłam sobie będę jak Lewandowska, Chodakowska i Klum razem wzięte! super ciezarna szprycha z brzuszkiem jak piłeczka od siatkówki … tak … No to te 12 kg to dobiłam w 5 miesiacu.. proporcjonalnie z dodatkowymi kg rosło wkurwienie na cały świat. Dobiłam do 23 kg 👏🏻 Ale magiczna 100 nie pękła zobaczymy może następnym razem
    Mit nr 2 Partner będzie wspierać .
    6 mc ciazy. Wracam z ikei o 23 z nowa lampa i milion gadżetów do pokoju dziecięcego ❤️Przebrnęłam 400 km, myśle : będziemy rozpakowywać !
    Po obejrzeniu maskotek, przewijakow, extra łóżeczka i materacyku oraz wizji pokoju dziecięcego, przyszedl czas na SUPER LAMPE do salonu! Godzina 1 w nocy! Mówie z ekscytacja w głosie : „dobra złóżmy ja !” On: „ daj spokój, jutro.. jest późno” ja w ręku trzymam 3 kg podstawę lampy „ składaj albo Ci ta lampa przypierole w łeb”. Nie wspierał wystarczająco!
    Mit nr 3 urodzę naturalnie. Proste- Jestem wysportowana, jeśli nie ja to kto ? Podjade w eleganckich legginach na porodówkę, zadowolona, to już zaraz poznam istotkę na która czekałam 9 miesięcy. 2 godziny i po sprawie. Mąż będzie głaskać mnie po głowie podczas akcji porodowej. Potem będziemy uśmiechać się na pieknych rodzinnych zdjęciach.
    😂✌🏻
    Akcja rozpoczęła się w nocy odeszły mi wody- budzę księcia – „odeszły mi wody” książę: „ niemożliwe. Spij” pomyślałam sobie :” pierdolniety” poszłam wziąć kąpiel jak zalecali w szkole rodzenia… poczekam zaraz wstanie.. No nie wstał. Po godzinie wpadłam do sypialni już ze zdrowymi skurczami „ jak zaraz nie wstaniesz to Cie za***le „ wspaniały początek. Potem było coraz lepiej. Na porodówkę mieliśmy 60 minut autem .. ( yaris..🤦‍♀️) okazało się ze mój mąż nie ogarnął innego auta ( bo przecież do porodu jeszcze 10 dni… luzzz kobieto) jechaliśmy 15 letnia toyota yaris …siedzenie pasażera jeździło w przód i w tył w rytm hamowania i przyspieszania. Przy każdym skurczu autentycznie myślałam ze zabije mojego księcia.
    Porodówka – trafiłam na położna z piekła rodem. Ona była jak meduza albo ameba. Samym głosem wprowadzała mnie w furię. Potem łaziłam tu tam sram, i do wanny. Po 12 h porodu i 12 litrach oksytocyny okazało się – nie uda się. Cesarka! Wspaniale!
    Dostałam zawiniątko. Dzieciątko zdrowe, trochę jak ziemniak ale piękne. Bezgraniczna radość!
    Minęło 30 minut Książę przemówił : zmęczony jestem jadę do domu odpocząć 💪🏻😂👏🏻
    Mit nr 4
    Wspaniałe karmienie piersią, rachu ciachu i mleko płynie strumieniami.
    😂
    Ojjj jakie było moje zdziwienie -wielkie jak stad na księżyc … za każdym razem gdy moja latorośl chciała jeść miałam ciarki na plecach – to już zaraz ten moment … mój cycek zostanie włożony do maszynki do mięsa 😪
    Mit nr 5
    Jak będzie spała w dzień to ja tez będę spać 😂
    … drzemki trwały 15 minut.

  • Paulina Romanowska

    09.12.2018 at 17:17 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ
    W pierwszej ciąży miałam plany zostać Masterchef, warzywa ze swojego ogródka (ponieważ w ciąży uwielbiałam dlubac w ziemi) i jak ten dziadek co rzepkę doglądał co dzień ja również pilnowalam swojego zieleniaka. Kupiłam książki, przeczytałam mnóstwo przepisów i gdy młody był gotowy zaczęłam gotować… Nie smakowało mu NIC!!! Dosłownie…. Leciał na słoiczkach i to nawet czasem nie podgrzewanych (i to wcale nie ze złośliwości ;)))

  • Agata Napierska

    09.12.2018 at 20:17 Odpowiedz

    O matko i córko! Ja tych mitów też mam kilka, bo już drugie dziecko poczyniłam i śmieje się w głos i szczerze z tego wszystkiego naiwnego, co się naczytałam w internetach polskich, i nie tylko. Do rzeczy:

    1. MIT 1: BĘDĘ AKTYWNA CAŁE 9 MIESIĘCY. Matko Boska i wszyscy świeci, co Ci ludzie ze mną w domu mieli, kiedy ja 10 km codziennie z brzuchem i kijkami po osiedlu w tę i nazad robić musiałam, bo inaczej nie spałam. Karnet na basen wykupiłam, siłownię odwiedzałam częściej niż spożywczy. Wszyscy mi wmawiali „Tak trzymaj!”, „Poród będzie lekki.” i co? 18 godzin w bólu, bo znieczulenie tylko na 6h dają, mdlenie, przetaczanie krwi. Przytyłam tyle samo, co w drugiej ciąży, w której codziennie jadłam czekoladę i czasem nie wychodziłam dalej niż 300 metrów od domu.
    2. MIT 2: MOJE DZIECO NIGDY, PRZENIGDY NIE WEŹMIE SMOCZKA DO BUZI. Smoczek to zło. Problemy ze zgryzem, seplenienie, wady wymowy to wszystko wina smoczka. Wiec moje dziecko, choćby darło się w niebo głosy, smoczka nie dostanie i już. Wytrzymałam dwa tygodnie. No jeśli chcesz spać i to bez pasażera przy piersi, albo spać w ogóle!!! To smoczek dasz i już. Dziecko moje miało niedojrzały układ pokarmowy, a więc gazy i kolki nam towarzyszyły od pierwszego miesiąca życia. Wieczorem darła się tak jakby ja ze skóry obdzierali. Tylko chodziłam patrzeć, czy przypadkiem sąsiedzi policji nie wzywają. I tak płacząc razem z nią podawałam smoczek.
    3. MIT 3: CODZIENNE BĘDĘ MOJEMU DZIECKU GOTOWAĆ OBIADKI, TAKIE JAK TE W SŁOICZKACH. O matko i córko to był mój największy błąd. Może ja się do kuchni nie nadaję, może to nie moja bajka, ale na Boga… ugotować marchewkę z batatem na parze to potrafię. Chodzę szukam wybieram składniki. Kupiłam mięsa, ryby, warzywa tylko od rolników, jaja od szczęśliwej kurki, książki kucharskie nawet, a co. I o zgrozo nigdy moje dziecko nie zjadło nic, co ugotowałam. A gotowałam jak dla małego dinozaura, żeby przecież mrozić i było na później. No i co… skończyło się rumakowanie. Słoiczek na 3 zł codziennie inny, jak nie zjadła to chociaż nie miałam poczucia zmarnowanego czasu. I tak dziecko moje wychowane na Gerberkach i innych Rossmannach je wszystko, nie wybrzydza i ładna zdrowa córka rośnie. Teraz już na ojca kuchni. Mojej dalej nie je 😊

    Pewnie mogłabym i więcej mitów macierzyństwa znaleźć, bo przecież moje dziecko czekoladę zobaczy jak będzie dorosłe, do picia to tylko świeżo wyciskane soki dostanie lub zwykłą wodę niegazowaną, a na plac zabaw, jako przekąski, to będę jej kroić marchewkę w słupki. I tak już ponad rok obalam swoje własne mity macierzyństwa. Dlatego WYRAŻAM ZGODĘ na wzięcie udziału w konkursie, co by i inni zobaczyli, jak to u mnie wyglądało.

  • Ewelina

    09.12.2018 at 20:51 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    A-Akt urodzenia. Mój mąż naobiecywał sobie ze imię naszego syna, nie będzie tak brzmiało jak brzmi 🙂
    R-Rady. Ze jak będę matka to nie będę potrzebowała niczyich rad. Hehe, dobre, zwłaszcza jak sie dzwoni do wszystkich znanych matek przy pierwszym kaszlu…
    E-Ewelina, czyli ja. Naobiecywalam sobie ze nie dam sie pochłonąć i zwariować. Na punkcie syna zwariowana jestem kompletnie.
    K-Kompulsywne podjadanie gdy dziecko juz zaśnie a dawno skończyło sie karmić piersia. Mój faworyt.

    Odpowiedz jest w sumie jedna. Gdy na świecie pojawił sie on-Arek, Arkadiusz wszystkie wyobrażenia jakim sie będzie i co będzie sie robiło poszły sie …. pykać z przytupem 🙂

  • Kasia

    09.12.2018 at 21:51 Odpowiedz

    Wyrażam zgode.
    1. Ciąża to najpiękniejszy moment w życiu kobiety.
    Serio? Rzygałam od 7 tygodnia do końca 8 miesiąca! Codziennie! No może łącznie miałam 2 tygodnie przerwy.
    2. Milion kremów na rozstępy, na bank ich nie będzie.
    Owszem, nie było, całą ciąże ani jednego. Obejrzałam swój brzuch już po porodzie. Są wszędzie :/
    3. Karm piersią, nawet się nie obejrzysz a będzie z Ciebie super laska!
    Jasne, ciągle chce mi się żryć (nie jeść, ja żre wszystko) i zamiast waga lecieć w dół to gna w górę.
    4. Zapomnisz o całym bólu jak zobaczysz dzidziusia.
    Hahahahahahahaha, tyle w temacie.
    5. Czerwona kokardka i różne zabobony – definitywne nie!
    Dopóki mój mały gówniak zaczął budzić się 1737372716362 razy w nocy, nawet nie wiecie jak szybko lizałam jego czoło u plułam ile miałam śliny w ustach przez lewe ramie! 😀 czerwone kokardki i te sprawy 😂
    Nooooo to chyba największa rzecz, z której się śmiałam i mówiłam mamie, że jest chora na głowe. Życie wszystko weryfikuje 😀 mogłabym tak pisać i pisać, najmądrzejsza madka Polka była ze mnie jak planowałam macierzyństwo 😂

  • Katarzyna Majcher-Buszewska

    09.12.2018 at 22:06 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę. Moje dzieci już z tych starszych. Wszystkie mity obalałam po kolei, żeby przeżyć.
    1) Nic słodkiego, sztucznego, słonego – prawie, prawie się udało – i dzieci poszły do żłobka a ja do pracy. Czas zweryfikował postanowienie (a życie dopisało własny ciąg tej historii. Dzieci 3 lata temu będąc w zoo w Budapeszcie dowiedziały się, że pozyskiwanie oleju palmowego zabija orangutany i postanowił go nie jeść. W tym czasie olejem napychano wszystkie popularne słodycze, ale on konsekwentnie nie jedzą oleju. Odpadły nam najpopularniejsze przekąski.)

    2) Żadnych bajek. Jasne, oglądały namiętnie kryminały ze mną ;-), dla bajek zamówiliśmy kablówkę. Dzięki bajkom żyję i nie umarłam z braku snu.

    3) Żadnych zabawek, bo modne, uleganiu głupich modą „zbieraczym”. Jasne, do dzisiaj wyrzucamy upchane po pudłach karty, karteluszki, klocuszki, figurki i przeliczamy w głowie ile kasy na to poszło.

    4) Od maleńkości współudział w pracach domowych i drobne obowiązki. To procentuje na przyszłość, dom to nasz wspólna sprawa, nie będę niewolnicą, będziemy razem gotować. Buchachacha… Dzisiaj znowu kilka pobudek w nocy, wróciliście ze żłobka, pracy o 18:00, bo zakupy, korki, a może i 19:00, bo 3x w tygodniu trening. I teraz zaczyna się gra – trzy, dwa, jeden start – kolacja (ciepła – cały dzień nic nie jadłaś, chcę domowych posiłków wspólnych), pranie, plac zabaw, bo świeże powietrze, może chociaż upchniesz zakupy po zakamarkach lodówki, zapomnij o sprzątaniu – nie licząc zalanej przy kąpieli łazienki, trzy pralki, bo dzieciaki brudzą na potęgę, a jedno z nich ma alergie na wszelkie proszki – jej pranie pierzemy osobno i uwaga – dodatkowe punkty, jeśli wieczorem nie uśniesz czytając bajeczkę i zrobisz fuchę, na którą klient czeka już tydzień, bo weekend nie wiadomo kiedy się skończył. Pytanie retoryczne – czy mam czas dać dzieciakowi do ręki nóż i cebulę, żeby obrał i stać nad tymi małymi łapkami z pół godziny. I mała podpowiedz, wynikająca z doświadczenia – dać, nawet jeśli cebula Ci niepotrzebna, bo nastolatkowi trudno nóż czy odkurzacz do łapki włożyć.

    5) Książki – będziemy oglądać, czytać im będę, będę kupować pięknie ilustrowane, głębokie treści – JAK SIĘ NAUCZĄ ZA MALEŃKOŚCI CZYTAĆ KSIĄŻKI TO ZAPROCENTUJE NA PRZYSZŁOŚĆ. Niestety nie udało mi się. Czytałam, kupowałam, prowadziłam do biblioteki – ale i tak nie czytają. Moje nastolatki nie czytają ;-(. Córce się zdarza, syn tylko z przymusu. Jest mi tak strasznie przykro i życzę innym mamą więcej szczęścia w tym temacie. Najboleśniejszy dla mnie mit, przeświadczenie, doświadczenie, wiara. Przykład idzie z góry, myślałam. Zaszczepię im tą miłość, myślałam. Wyssą z mlekiem matki, myślałam. Pomyliłam się sromotnie.

    Jednego mitu, przekonania, wiary trzymam się mocno bardzo – jeden wspólny posiłek dziennie. Przy jednym stole, razem już trzynaście lat. Dzieciaczki zawsze uczestniczyły w jednym posiłku w domu. Najczęściej kolacja, razem , wspólnie.

    A tak poza tym od zawsze omijam szerokim łukiem wszelki mody, przekonania, trendy, mity i robię tak jak mi pasuje ;-). Najczęściej wynika to już z doświadczenia. Mam dwójkę dzieci, w wieku tak zbliżonym , że momentami mieliśmy etap bliźniaczy wręcz i zwariowałabym bez TV, bajek, słodkiego, przekupstwa.

    Pozdrawiam

  • Karolina Gruszczyk

    09.12.2018 at 22:17 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę na udział w konkursie
    Z mitów mojego macierzyństwa można by było co najmniej mitologię stworzyć, ciężką jak moja dupa, która po ciąży jednak do siebie nie doszła (a nota bene tak właśnie było w moich planach). Otwierając tę puszkę Pandory co to macierzyństwem się nazywa, chciałam być perfekcyjna, z lekkością niczym nimfa wodna, świtezianka spod śląskich hałd miałam prowadzić dziecię moje na samych eko sreko wychowanych i najedzonych, co to jej oko nie zostało skalane żadnym odbiciem z odbiornika tv, a rączki umorusane wyłącznie drewnianymi zabawkami. Powtarzając sobie niczym buddyjską mantrę „NO ŻESZ W MORDĘ, MOJE DZIECKO TO TAK NIE BĘDZIE”, obiecywałam sobie ułożenie już niemowlaka w aniołka o niebieskich oczkach, nie biorąc pod uwagę obciążenia genetycznego pod postacią cholernie trudnych charakterów rodzicielki i płodziciela. W domu miało lśnić, ja z nienaganną fryzurą i ubraniem samoczyszczącym się od niemowlęcych rzygowinek, planowałabym obiady, a po nich aktywności (oczywiście tylko super edukacyjne) na cały tydzień. Hipsterskie chusty sobie darowałam, wiedząc że matczyny bic wytrzyma wszystko. Oj, ciężko zmierzyła się niewyspana i otępiała mózgownica startującej w przedbiegach, zderzając się z rzeczywistością gdy rodzina zastała w piżamie oplutej o 15 z nieodkładalnym dzieciem i syfem wielkości góry lodowej w mieszkaniu. Dostałam obuchem w łeb, a zamiast bić się w zawodach o tytuł „Najbardziej spiętego matczynego tyłka”, spuściłam powietrza i wolę bić się raczej o ostatni kawałek ostatniej czekolady w domu z moją trzylatką 😉

  • Danuta Orych

    09.12.2018 at 23:17 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ

    Mit nr 1. Będę zadbaną mamą: wysportowaną, z makijażem, zrobionymi włosami i paznokciami. A wózek będę pchała przed sobą w… szpilkach 😜😅 Rzeczywistość: pachnę ulanym mlekiem, szpilki miałam na sobie ostatnio yyyy… ile pierwsze z trzech ma lat??? Włosy, makijaż i paznokcie? Ha. Haha. Ha… Ach i jeszcze ten sport. Dzień w dzień. Biceps rośnie od noszenia najmłodszego…

    Mit nr 2. Nigdy nie zabiorę dzieci do McDonalda. Komentować? 🙃

    Więcej mitów nie pamiętam. Za wszystkie serdecznie żałuję… 💕

  • Kasia

    09.12.2018 at 23:24 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę
    Mój mit- będę się bawić z moim dzieckiem ilekroć o to poprosi . Odłożę wszelką robotę , bo przecież wspólnie spędzony czas etc. Dziś moja czterolatka już zaprawiona w bojach:
    -Mamo bawmy się w chowanego. Ja się schowam a ty zgaduj ,gdzie jestem.
    Nooo tak to mogę się bawić

  • Magdalena

    10.12.2018 at 08:24 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ, a jak!

    Noooo tak poczytałam poczytałam co tu piszecie i omg zgadzam się przenieziemsko!
    Od siebie dodam macierzyński mit, który mnie najbardziej teraz już śmieszy.
    OTÓŻ.
    Zanim jeszcze zaszłam w ciążę, ba zanim w ogóle w mojej głowie zakiełkowało cokolwiek w tym temacie, miałam okazję zobaczyć od środka mamowe życie. W najbardziej hardkorowym wydaniu – na mamowych grupach na fb. Znajoma prowadzi rehabilitacje dzieci i zna się na tym doskonale, no ale na fejsbukach już mniej, więc poprosiła mnie o prowadzenie swojej strony na fb właśnie i publikowanie na różnych naszych lokalnych maminych grupach. OMG. Jak ja tam poczytałam, jak ja się napaczyłam (!) co tam się wypisuje, co tam się wyrabia, co tam się komentuje – pomyślałam, że w ciążę to ja nigdy nie zajdę, bo ewidentnie dzieci żywią się matczynym mózgiem i kobiety te później nie są w stanie same myśleć i dlatego o wszystko, no kurde o WSZYSTKO pytają na fb. Co by ich dziecko nie zrobiło, co by się nie działo, niejednokrotnie z fotką kupy poglądową, pytają – matko co to, co robić dziewczyny? Jak żyć?
    No. Jak pomyślałam, tak nie zrobiłam i w ciążę ostatecznie jakiś czas później zaszłam. Szło mi całkiem nieźle, trzymając dziecięcie jeszcze bezpiecznie w brzuchu byłam naprawdę spokojna, wierząc lekarzom że spoko luzik, wszystko git. Inna sprawa, że nic mi nie dolegało (hmm… może dlatego że pierwsze dwa miesiące Staś cichaczem w mym brzuchu siedział nie zdradzając się ani jednym rzygiem? hmmm). No ale w końcu jest, pojawił się! Noooo i wtedy się zaczęło. Dopiero po jakimś czasie zaczaiłam, że pół dnia siedzę na fb, forach i sprawdzam co też temu memu dziecku jest. A nic oczywistego, bo ani kolek ani nic typowego mu nie było, no ale jak to matka – struchlała o to, czy robię to dobrze, problemy sama wymyślałam. Więc siedzę i czytam siedzę i pytam – „Drogie mamy co zrobić, mój Staś tak spokojny, no co to może być”? albo „Mamusie podpowiedzcie, o tutu za uchem taka chrosteczka, umawiać się do lekarza? Macie tu fotkę” itp. itd. Obłęd. Niedawno oprzytomniałam i staram się walczyć, ale wiecie jak to jest, jak nie jest łatwo mieć dziecko po raz pierwszy (aż strach testować, czy po raz drugi będzie tak samo…;)
    Także nici z mojego mitu, że jak to tak się przejmować i o wszystko pytać, przecież ja będę pewną siebie mamą, oazą spokoju bez żadnych wątpliwości, bez paniki, nie ja pierwsza przecież jestem matką. Tjjjaaaa.

  • Ewa

    10.12.2018 at 12:20 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę..
    Ja zawsze mówiłam, że moje dziecko nie będzie huśtane 😂
    I zaczęło sie, jak córka skończyła 1,5 tygodnia.. ryk, płacz – witamy kolkę.. I sobie wykrakałam.. Od samego rana do wieczora było bujanie i huśtanie na rękach i w wózku, dziecię wędrowało z rąk do rąk.. z rąk do wózka i tak w kółko.. przez cały dzień.. przez trzy miesiące..
    PS. Filmik świetny!

  • Kejti_perry

    10.12.2018 at 15:15 Odpowiedz

    Oto moja własna, subiektywna lista 🙂

    Mit nr 1
    Będąc w ciąży będę miała mnóstwo czasu, który wykorzystam na słuchanie audiobooków w celu nauki języków obcych oraz nauki nowych umiejętności. Tymczasem jedyna rzecz, którą słyszałam przez pierwsze 3 miesiące była odgłosem moich wymiocin wpadających do muszli klozetowej wydających dźwięk niczym czwarta symfonia Beethovena. Następny trymestr był jeszcze gorszy, bol o ile mogłam już normalnie jeść, to nie miałam ochoty kompletnie nic robić. Mogłam leżeć w łóżku dniami i nocami, a o nauce hiszpańskiego nie pomyślałam nawet przez sekundę.

    Mit nr 2
    Minimalizm przede wszystkim. Moje dziecko nie będzie miało tony zabawek, co najwyżej kilka i to drewnianych (!), a resztę czasu, którego na urlopie macierzyńskim (jaki dowcipniś nazwał czas po urodzeniu dziecka urlopem? – doprawdy, wyborne poczucie humoru!) będę spędzała tylko i wyłącznie z dzieckiem na pokazywaniu mu świata, uczeniu go nowych rzeczy, edukowaniu, przerabianiu słówek po angielsku, etc. Jakże wspaniałe to było uczucie, gdy po raz pierwszy wręczyłam dziecku nową, plastikową, kupioną w markecie zabawkę w postaci telefonu komórkowego dla najmłodszych. Było to najlepsze 15 minut w moim życiu, spędzone tête-à-tête z własnymi myślami nad kubkiem zimnej (kto by tam tym się akurat w tamtej chwili przejmował!) kawy i najlepiej zainwestowane 30 zł w tamtym okresie.

    Mit nr 3
    Nie będę słuchać żadnych rad, to moje dziecko i wychowam je po swojemu! Co mogą mi powiedzieć osoby, które tak jak moja matka czy teściowa rodziły ponad 30 lat temu? Dziś świat poszedł do przodu, wszystko się zmieniło, są inne metody wychowawcze i nikt mi tu nie będzie mówił, co i jak mam robić. Pierwsza pała zmiękła mi w momencie, gdy dziecko darło się po nocach tak, że sąsiedzi za ścianą mogli pomyśleć, że obdzieramy je ze skóry co noc, a ja nie wiedząc już czego się złapać, bo ani wózek, ani bujak, ani noszenie na rękach, ani masowanie brzuszka nie pomagały, wydzwoniłam po 3 dniach wszystkie znane mi osoby, które posiadały potomstwo (nieważne, że 11 czy 18 lat temu) i siedząc z kartką i długopisem w ręku, w akcie ogromnej desperacji, spisywałam wszystkie „złote” rady co zrobić, aby Bobofrutowi przeszła kolka (włącznie z jeżdżeniem samochodem wokół osiedla codziennie między 23 a 2 w nocy :D).

    Mit nr 4
    W nocy będziemy z mężem dzielić się opieką nad Bobofrutem. Nie ma mowy, żebym to tylko ja wstawała i się nie wysypiała – w końcu jest równouprawnienie i sama sobie tego dziecka nie zmajstrowałam. Ba, nawet to Stary bardziej naciskał, więc niech teraz nie uchyla się od obowiązku. Tjaaa, po 3 tygodniach, gdy ja niewyspana chodziłam na rzęsach po ścianach, Stary wyglądający jak zombie, oboje nabuzowani na wkurwie zaczęliśmy się kłócić o każdą najmniejszą rzecz, po czym uznaliśmy, że niech chociaż jedno z nas się wysypia. I tym frajerem wstającym w nocy co godzinę do wrzeszczącego (bo nie płaczącego, nie, moje dziecko nie płakało, ono wrzeszczało, jakby je ze skóry obdzierali) okazałam się ja. Jakże szybko rzeczywistość zweryfikowała moje poczucie równości 🙂

    Mit nr 5
    Po porodzie dojdę do siebie i swojej figury sprzed ciąży w ciągu 3 miesięcy niczym Anna Lewandowska. Po pierwsze, samo dziecko waży ponad 3 kilo, do tego płyn owodniowy, macica wielkości piłki do koszykówki, łożysko – mogłabym wymieniać w nieskończoność zawartość moich trzewi wraz z opisem ile co waży, takim byłam ekspertem po przeczytaniu wszystkich odpowiedzi w google na zadanie pytanie: jak szybko dojdę do formy sprzed ciąży? Po drugie, przecież to nic trudnego, wszystkie fora internetowe krzyczały, że samo karmienie wyciąga z nas nabyte kilogramy i po 3 miesiącach śladu nie ma po ciąży (ani jednego, choćby najmniejszego rozstępu!). Po trzecie, długie spacery z dzieckiem i psem u boku po lesie w skąpanym słońcem czerwcu, lipcu i sierpniu na pewno wpłyną korzystanie na moją sylwetkę. Plan był świetny, gdyby nie drobny fakt, że Bobofruta urodziłam w listopadzie zimnym, ponurym jak dziad, potem przyszedł grudzień i styczeń i mrozy takie, że psa z domu było strach wypuścić, do tego baby blues, wykończenie psychiczne, niewyspanie i frustracja spowodowana brakiem pokarmu. Niestety Anią Lewandowską nie zostałam, ba, nawet do niej razy dwa mi jeszcze daleeeekoooo 🙂

    WYRAŻAM ZGODĘ

  • Dominika Hill

    10.12.2018 at 19:41 Odpowiedz

    Wyrazam zgode.
    Moje haluny zaczely sie grubo przed pojawieniem sie dziecka numer jeden. W grupie znajomych w czasie studiow jedna z naszych kolezanek zaszla w ciaze. Byl to moj pierwszy blizszy kontakt z bobasami. Spotkalam ja kiedys na ulicy z Bobo (okolo 1,5 roku). Bobo uje*bane po pachy jedzeniem wszelakim. Pamietam mysl jaka zalala moja czaszke… Ona nie dba o dziecko.. takie brudne chodzi…
    Do pojawienia sie malej M bylam ABSOLUTNIE przekonana ze moje dziecko bedzie zawsze super czyste.
    Dzizys….. coz to byl za dysonans poznawxzy kiedy okazalo sie ze ja rowniez ‘nie dbam o dziecko ‘i chodzi takie brudne.

  • Wioleta

    10.12.2018 at 21:57 Odpowiedz

    Wyrażam zgodę .
    Ale się wkopałaś z tym konkursem 😆😉
    Przecież wiadomo, że każdy dzieciaty ma na swoim koncie rodzicielskie fackupy 😁 jednym słowem masz w czym wybierać 😄
    ale do brzegu, wszak i ja dzieciata i to podwójnie. Nie będę wymieniała wszystkich mitów, bo przedmówcy zrobili to za mnie, ale „pochwalę” się swoimi kłamstewkami. Otóż będąc w pierwszej ciąży, prawie 10 lat temu naobiecywałem sobie, że będę czytać książki i tu uwaga z dziedziny arytmetyki 😝 tak żeby moje dziecko nigdy nie miało problemów z matematyką, jak jego mamusia 🤣 nie wzięłam do ręki przez 9 miesięcy, brzydziłam się 😆
    Drugie kłamstwo : zawsze starałam się być szczera ze swoim dzieckiem w temacie skąd biorą się dzieci. Nie było to trudne bo jak są mniejsze wystarczy im odpowiedż z brzucha 😁 Mój syn długo nie pytał jak się tam znalazł, a ja nie pytana nie odpowiadałam. Ale edukowałam się świadoma nadchodzącego „oświecenia”. I jak zwykle to bywa w takich sytuacjach, przychodzi niespodziewanie. Syn, lat niespełna 6, podczas bitwy na łaskotki wypalił: mamo, a co to jest sex? 😳 a matka oczytana, otrzaskana w temacie, wyszkolona niczym agent MI6 odpowiada zgodnie z kwalifikacjami: to sześć po angielsku 😝🤣
    Stchórzyłam na maksa. Ale spokojnie, zreflektowałam się jakiś rok później i przełamałam strach odpowiadając na wszystkie na tamten moment wstydliwe pytania.I to naprawdę procentuje. Teraz dzieciak przychodzi do mnie, kiedy chce wiedzieć co to sperma i pornografia 👍
    Idźmy dalej. Kłamstwo nr 3: będę regularnie wywoływać zdjęcia swoich dzieci 🤣 mam zaległości z 10 lat 🤦🏻‍♀️
    Kłamstwo nr 4: kiedy urodzę drugie dziecko będę dzieliła czas między dwójkę dzieci po równo, tak żeby starszy syn, który długo był jedynakiem nie odczuł różnicy 😆 co za naiwność z mojej strony. Niemowlak tak mnie pochłonął, że ledwo ogarniałam. Na szczęście to moje dziecko wykazało się wyrozumiałością i empatią i za to z tego miejsca Mu dziękuję. Kocham Cię Gabryś 😘

  • Ania D.

    10.12.2018 at 23:37 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ

    I że nigdy nie założę mu skarpetek do sandałów…

    O tak, ja to ślubowałem uroczyście. Ojcu mego dziecka, mamie, przyjaciółkom i forom internetowym wszelakim. Byłam w tym temacie niczym stróż dobrego wizerunku dziecka i jeszcze w ciąży, z dużym brzuchem latając doradzałam na otarte pięty plastry w kolorze cielistym, żeby stópka w lato pięknie wyglądać mogła w sandałku. I krzyczałam jak z ambony komu się dało, że tylko w naszym kraju ten obleśny skarpet w sandale się spotyka i kto jak kto, ale ja dziecku tej krzywdy zrobić nie dam. Do czasu…
    Do czasu, gdy wyskoczyłam z rocznym synkiem w pewien letni poranek na wycieczkę do koleżanki, a poranek ten okazał się zimnym jak Islandia. Mając przed oczyma wyobraźni zapalenie płuc malucha zgarnełam pierwsze lepsze skarpety w kiosku za 3,50 zł i z ulgą nadziałam je na stopy dziecka. I nie miałam pod czym ukryć tych małych nóg w wózku, wstydem płonęłam okrutnym i wszystkim dokoła tłumaczyć chciałam, że to jeden wyjątkowy raz nam się zdarzyło. Sytuacji takich mieliśmy do tej pory jakieś trzystaosiemsetdwie. Co więcej, dzieć mój, kiedy podrósł, zaczął ubierać się sam. I co? Groził mi, że jeśli nie zgodzę się na założenie przez niego skarpet w Zygzaka do sandałów, będzie płakał stąd do tamtąd i urządzi mi dzień rodem z thrillera. Od tamtej pory do letnich butów w paseczki założył osiemnaście razy StarWarsy, czterdzieści trzy razy Minionki i dwieście siedem razy pomarańczowe błyskawice.
    Czy ktoś chce to skomentować? No? No?! No?!!! Tak myślałam 🙂

  • Katarzyna Majcher-Buszewska

    12.12.2018 at 09:01 Odpowiedz

    WYRAŻAM ZGODĘ. A na co w sumie ją wyrażam? Wycięcie nerki, wykorzystanie tekstów do celów marketingowych, do pomalowania twarzy na niebiesko?… Hmmmm… Ale do brzegu. Wyżej opisałam pięć mitów i przypomniało mi się najważniejsze. Oboje z mężem jesteśmy alergikami, lekkimi, sezonowymi – pyk tabletka i przechodzi kichanie. I nasze poglądy na alergie są zgodne – ot fanaberie, przesadzone, delikatne mówiąc rozhisteryzowane mamy, wydelikacone dzieciaki. I moje Maleństwo uczulone na wszystko. Pięć lat prania w płatkach mydlanych, poczwórnego płukania prania, prania rzeczy córy osobno, wypróbowywania wszystkich mydeł i mazideł dla dzieci i alergików. Po roku wędrówek po służbie zdrowia Mądra Pani Doktor wypisała maść robioną w aptece – tłustą, witaminową, cudowną. Ja i atopowe zapalenie Maleństwa trochę odsapłyśmy (trochę!). Pani Doktor zmieniła lecznicę, a my wędrowałyśmy z tą karteluszką z przepisem po aptekach przez parę lat. Ale to nie był koniec. Pozostały alergie pokarmowe. Koło roku jadłyśmy gotowany ryż i marchewkę + gotowany kurczak/królik – ona i my. Mąż podjadał w nocy i w pracy, ja karmiłam piersią – raczej o podjadaniu nie było mowy. Przeżyłyśmy sondę do żołądka, poszukiwanie przyczyn nietolerancji, anemię, sepsę – no ubaw po pach. Okazuje się, że alergie jednak istnieją. Ale oczywiście pozostają alergie sezonowe na pyłki – też przerabialiśmy. Na szczęście w ciągu lat alergie się wyciszają, pewne rzeczy zaleczone, AZS lub skłonność skóry do podrażnień odzywa się w określonych warunkach, a drzewa, trawy i kwiaty pylą tylko wiosną. Alergie chyba jednak istnieją – to chyba jednak nie jest mit 😉

Post a Comment