Stacja Łódź Dąbrowa

Stacja Łódź Dąbrowa

Kiedy byłam małą dziewczynką, za małą żeby wiedzieć o co chodzi, ale wystarczająco dużą, żeby pamiętać, moja świętej pamięci niania powtarzała, że najlepszy wiek dla kobiety to ten między 30 a 40. Najlepszy na zmiany, rozwój, miłość rodzinę. Najlepszy na wszystko. I o ile wtedy wydawało mi się, że plecie trzy po trzy, bo kobieta po 30 była dla mnie synonimem starości i cwału w kierunku umierania, o tyle dzisiaj nigdzie się nie wybierając i biorąc sobie los do gęby łyżkami, chochlami, stwierdzam – racja to była, droga Pani. Dzisiaj mam się najdobrzej, najlepiej, wspaniale. Kiedy wychodzę z siebie i staję z boku patrząc, co się dzieje i jak sobie gramy w zadania, w życie, myślę, że może i faktycznie natura odbija w tym wieku jak z trampoliny korzystając z doświadczeń i mądrości, ale abstrahując ode mnie i moich osiągnięć, kim byłabym teraz i jaka, gdyby nie stał przy mnie Grzesiek.

 

Pierwsze wzmianki mózgu dotyczące tego człowieka sięgają bardzo odległych czasów. Bo może i teraz dałabym sobie urżnąć za niego nogę i rękę, ale wtedy, kiedy to wtedy pamiętam, nie był w kręgu moich emocjonalnych zainteresowań. Zawsze w pobliżu, zawsze blisko, próbował sztuczek z tanich romansów i zapraszał na pseudo spacery, które w domyśle miały kończyć się miłością, a kończyły „Grzegorz, na Boga łapy!”.

 

To był zawsze bardzo wrażliwy chłopiec. Miał łysy łeb i odstające uszy, interesował go stary, polski punk i rock. Ja, siksa – maniura, stawiałam Kazika dużo niżej w hierarchii niż DJ Hejzela, co nie pomagało nam znaleźć wspólnego języka w kwestiach kulturowych. Przeszliśmy razem kilometry spacerów, włóczęg celowych bardziej lub mniej. Rozpracowaliśmy dwa miliony wątków na rozpadającym się wiadukcie na Dąbrowskiego, skakaliśmy przez kolejowe tory, śmierci wbrew. Gdyby moja matka wiedziała wtedy, jak wydeptywaliśmy sobie w głowach ścieżki do wielkiego grande finale. Gdyby rzucała z nami po grosiku na szyny patrząc jak przejeżdża po nim cargo. Nawet ona nie mogła przewidzieć jak to się skończy, z całą jej zdolnością wszechwidzenia. A skończyło całkiem miło. A to dopiero początek.

 

Był na Dąbrowie, na końcu świata, za stacją benzynową Shell, kątek tajemny, w którym paliło się fajki i spijało piwo na pięciu. Przyłaził pod klatkę moją systematycznie i wołał tam na spacer człowiek, po którym bym się nie spodziewała wszystkiego, o czym teraz wiem, który na siłę walczył o atencję. Mieliśmy maksymalnie 15 lat, a letnie dni przeleżane w jego towarzystwie w wysokiej trawie nad tymi torami właśnie, pamiętam dokładnie, jak wczorajszy obiad. Gorąco, pełna lampa, delikatne miraże nad stalowymi torami sugerujące o ekstremalnych temperaturach i cykające w chaszczach owady. Odchodząc od faktu, że to był mój przyszły mąż, to sama myśl o przeleżanych tak dniach wywołuje we mnie wyjątkowo ciepłe uczucia.

 

Później namówił mnie na ślub na koloniach w Białce miaucząc, że żadna się nie chciała zgodzić, i że musze go ratować. Nawinęłam na głowę welon z firanki, on wcisnął mi w łapę maki. No cóż za zbieg okoliczności. Kto ten scenariusz pisał?

 

Wracam do bycia stateczną panią. Patrzę jak gościu, partner od przeleżanych w trawie wakacji, czesze Krysię w pentagram dobierając pięć kitek w jedną. Przyglądam się, jak prasuje jej trzy kiecki do przedszkola na nadchodzący tydzień i jak maluje te mini pazury lakierem z brokatem. Rozglądam się dookoła i skupiam na miejscu w którym mieszkam i ludziach, którzy mnie otaczają. Pisząc tekst sprawiający dużo przyjemności, kukam na syna i jego posiniaczone kolana, które codziennie przemierzają kilometry zabawy.

 

I patrzę na siebie, dużo starszą niż z dymiącym papierosem na wiadukcie, dużo mądrzejszą niż przeskakującą przez metaliczny zapach podkładów kolejowych i jak nigdy, tak teraz, słyszę wyraźniej słowa o ekstremalnym pięknie lat 30 – 40.  Może to doświadczenia, może czas, w którym jestem, może, może, może. Ale gdzie byłabym i jaka, gdyby nie stał obok i nie znaczył dla ducha więcej niż cztery polisy na życie, takie od głodu, chłodu, pożarów i trzęsień – człowiek Grzesiek, partner od letnich ucieczek nad dąbrowskie nasypy.

 

Racją jest, że wolę pogodne na mordę wcisnąć filtry i że twarz się śmieje, nawet, kiedy się nie uśmiecha jakoś specjalnie. Ale faktem niezaprzeczalnym i niezmiennym ponad wszystkie inne jest myśl, że dobrze na śmianie to mi robi Grzesiek. Po prostu.

 

 

Stacja Łódź Dąbrowa odnowiona i przebudowana w ramach programu przystankowego, dofinansowana w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Łódzkiego 2014–2020.

Zdjęcie: Piter_P19

It\'s only fair to share...Share on Facebook338Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

25 komentarzy

  • Beata

    25.07.2018 at 09:30 Odpowiedz

    Boski…łezka się kreci

  • Madeleine

    25.07.2018 at 09:41 Odpowiedz

    Piękny wpis!!

  • Magda

    25.07.2018 at 09:54 Odpowiedz

    Kocham jak opowiadasz i tu i na insta masz mega dar… wszystko widze czytajac lub sluchajac Ciebie i pojawiaja sie takie emocje jakby to byly moje historie.. nigdy nie przestawaj i badzcie tacy jakimi jestescie

  • Marta

    25.07.2018 at 10:01 Odpowiedz

    Biorąc pod uwagę, ze wiek mamy ten sam, miejsce młodzieńczego zamieszkania również…. to śmiem twierdzić, ze piwko za Szelem spijalysmy i szluga popalalysmy ramie w ramie. Niech żyją 30 plus! I Grześki!

  • Michalina

    25.07.2018 at 10:03 Odpowiedz

    dobrze na śmianie mi robi… on. p r z e p i ę k n e

  • Pandiitto

    25.07.2018 at 11:30 Odpowiedz

    Zdecydowanie za krótko… Takie mini preludium do historii miłości, więcej chcem. Tyle w temacie ✍

  • Ola

    25.07.2018 at 13:30 Odpowiedz

    Stacja może i odnowiona, ale za Shellem, nadal cykają świerszcze 🙂 pamiętam te ciepłe letnie dni i spacery za rękę wzdłuż torów.. To były czasy 😉

  • Justyna

    25.07.2018 at 15:02 Odpowiedz

    Pięknie napisane.

  • Żaneta

    25.07.2018 at 17:41 Odpowiedz

    Piękne! 🙂

  • Monika

    25.07.2018 at 18:48 Odpowiedz

    Kocham takie proste miłosne historie💕

  • Kaśka

    25.07.2018 at 19:20 Odpowiedz

    Jesteś cudowna! Tekst wyczepisty!!! I co Grzesiek w końcu powiedział na ten tekst?

  • Daria

    27.07.2018 at 11:23 Odpowiedz

    Genialny wpis.

  • gabi

    30.07.2018 at 15:31 Odpowiedz

    noo zawsze tak bylo, że będąc w podstawowce czy gimnazjum myślało się, że 30 lat to jest już starość haha

  • Kinga

    30.07.2018 at 23:55 Odpowiedz

    Mój mąż też dobrze mi robi na śmianie 😉 zawsze znajdzie coś pozytywnego 😉

  • Ela

    01.08.2018 at 16:36 Odpowiedz

    Ale sie zaczytalam 🙂

  • Agata

    02.08.2018 at 19:00 Odpowiedz

    Ciekawy wpis 🙂

  • Monika

    07.08.2018 at 12:13 Odpowiedz

    Oj jak cudownie! Aż mi się łezka zakręciła w oku. Ja z tego samego pokolenia i też mam wrażenie że teraz dopiero nabieram wiatru w żagle. I że dopiero teraz mając męża i dzieci i wspólne plany na przyszłość rozpędzamy tą życiową karuzelę. Jest to tak cudowne, że chciałoby się wszystkim małolatom które patrzą na mnie z góry ( bo według nich to stara już jestem) powiedzieć: poczekajcie, poczekajcie najlepsze przed Wami! Pozdrawiam!

  • Warmax

    07.08.2018 at 13:05 Odpowiedz

    Bardzo ciekawy wpis! 🙂

  • Obey

    14.08.2018 at 12:51 Odpowiedz

    Masz bardzo lekkie pióro i fenomenalny styl 🙂 Jestem tutaj pierwszy raz, ale na pewno zajrzę ponownie 🙂

  • Karina

    16.08.2018 at 11:12 Odpowiedz

    Piękny tekst 😀

  • Delia

    24.08.2018 at 11:21 Odpowiedz

    Świetna historia…

  • Marko

    24.08.2018 at 16:01 Odpowiedz

    Ale wzruszająca historia

  • sandra

    27.08.2018 at 13:17 Odpowiedz

    Uwielbiam wielowątkowość twoich wpisów 😀

  • Leva

    27.08.2018 at 13:46 Odpowiedz

    Super ciekawy wpis

  • aneta

    29.08.2018 at 19:22 Odpowiedz

    ladny wpis

Post a Comment