Śpiwór, starość i Bieszczady.

Śpiwór, starość i Bieszczady.

Ze śmiesznych rzeczy to ja znowu muszę wziąć na warsztat mojego Starego, który jest tak pociesznym człowiekiem, że gdyby go nie było, to byłby smutek i absolutny brak inspiracji. Zanim zacznę opowiadać, co się Grzesiowi ostatnio przytrafiło i jak bardzo mnie to śmieszy, ale tak, że uwaga: hej, to musze zacząć od tego, że zarówno mąż jak i ja jesteśmy zaimpregnowani na ruch. Znaczy to mniej więcej tyle, że gdyby w galaktyce niechęci wybrać jedną, najmniej ulubioną, albo wręcz odwrotnie – najbardziej ukochaną z czynności zaczynającej się reakcją: „ o losie nigdy w życiu, choćbym miała skisnąć”, to byłby to na sto procent sport. Kiedyś na przykład widziałam Grześka jak gra w piłkę nożną, ale to było dawno. W związku z upływem czasu pamiętam tyle, że przy próbie kopnięcia gały spadł mu but. Dzisiaj, po siedmiu latach u jego boku przyznaję śmiało, że poziom umiejętności nie zmienił się, a gen atlety spakował torbę i wyjechał za morze szukać potencjału u innych.

 

W tej historii nie byłoby nic bardziej zabawnego niż stary na rowerze w ogóle, gdyby nie fakt, że postanowił on wyjechać na survival w Bieszczady, spać w namiocie, żywić się świeżą krwią bażantów i podcierać dupę liściem w imię „ju-hu, ale to musi być fajne móc się tak spocić po ukraińskiej stronie gór i płakać z zimna na połoninach”. Dobra – niech jedzie, pomyślałam sobie patrząc jak ostrzy scyzoryk w kuchni przy lampce, niczym Bear Grylls i odkurza odcinki Mission Survive, w których można się nauczyć np. jak pić własne siki w razie potencjalnego odwodnienia. Szanuję to, podszedł do tematu odpowiedzialnie.

 

Historia zaczęła nabierać rumieńca, kiedy Grzegorz zaczął dzwonić po ludziach z OLX w poszukiwaniu śpiwora. Nie musze dodawać, że zanim zaczął szukać dobrej kołdry przeanalizował składy, materiały i wskaźniki wszystkich dostępnych śpiworów w galaktyce Ziemi, Asgardu i Cybertronu, poznał tajniki zwijania w odpowiednie wielką kulkę, wpakował się w kilka sztuk w sklepach turystycznych tak, żeby nareszcie poczuć się wykształconym Starszym Śpiworowym kumatym na tyle, żeby podjąć odpowiednią decyzję grzewczą i nie odmrozić jaj w Wetlinie.

 

Dzwoni do Pani, pyta czy aktualne. Pani mówi, że tak i że co by chciał wiedzieć, co jakby z założenia jest mega ciekawe, jakby o tym śpiworze można by napisać psalm,  fraszkę, albo chociaż dokopać się do czwartego pokolenia pierdzących weń ludzi, którzy ów ongiś posiedli.

 

– A czy mogłaby Pani przeczytać co jest na metce – doktoryzował się jeszcze chwilę, badając ile jest piór w pierzu i czy ma wbudowany alarm na misia.

 

– No coś tam przeczytam panu, ale to po angielsku… – zaczyna kobieta i już słyszę ten ponglisz jej wcale nie lepszy niż pytania Starego o ciepło, przemakalność i przewodzenie nocnych zapachów, inside – out.

 

– Na pewno sobie pani poradzi – zachęcił śpiworowy władca, potentat namiotu, król szałasu z trawy, po czym zaśmiał się tak wysoko i nienaturalnie, że te dwa psy co je mamy w domu, stojące obok niego, przekręciły karki w lewo i prawo, zarysowując w okół siebie okrąg pełny, jak cyklem.

 

– Och Panie – kontynuowała Pani wyraźnie dopieszczona grzesiowym ciepłem i zrozumieniem, – ja to jednak swoje lata mam, jeszcze ten angielski…. – kontynuowała, a na jej twarzy, której nie widziałam, ale jestem ją sobie w stanie wyobrazić, bowiem nie od dzisiaj żyję, rodził się pąs.

 

– No już bez przesady – rzucił jak perliczka, a chodził po domu tak podniecony, że sama nie wiem czym bardziej, śpiworem czy rozmową – Ja to bym pani dał maksymalnie trzydzieści lat– rzucił nagle i to z taką pewnością w głosie, że i Urząd Stanu Cywilnego by uwierzył na słowo i u bram raju też by łyknęli.

 

– Miło mi – słyszę z drugiej strony, Grzesiek już prawie odleciał, już mnie prawie zostawiał dla posagu z pierza, już z dziećmi się żegnał, obiecywał, że zadzwoni, ten tego, już napuchł jak balon z wodą tam gdzie trzeba … – ale ja już

 

zdrowo

 

po

 

osiemdziesiątce.

 

 

 

Śpiwór dojechał.

Jaja z zimna nie pękną.

 

 

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

2 komentarze

  • Asia

    27.05.2019 at 23:16 Odpowiedz

    Hahaha płaczę ze śmiechu – Mamo Rysiowa gratuluję tekstu! 😀

  • Justa

    31.05.2019 at 23:24 Odpowiedz

    Jak dobrze przeczytać Twój świeży wpis 🙂

Post a Comment