Słońce. Taka sytuacja.

Słońce. Taka sytuacja.

Jest! Wyszło, połechtało, słońce! No nareszcie, dziękuje z całego serca, bo jeszcze chwila i zdziadziałabym do reszty. Nie maluje się przecież bo schabowemu wszystko jedno jak zaczynam go klepać, nie stroje się w dżins bo i tak mnie Młode uświni za chwilę więc po co. Odkąd siedzę w domu i nie wychodzę wśród ludzi (czyt. Praca) to szczyt moich poczynań zaczyna i kończy się na szczoteczce do zębów, mydle i ciepłej wodzie. Kiedyś GG nieśmiało wtrącił coś między herbatą z cytryną a dziesiątym Monte, żebym może poszła do fryzjera i doprowadziła się do stanu używalności. W ciąży to było, wiele ryzykował, przeżył. Od tamtej pory ciężko o fryzjera, jak się umaluję to sama się nie poznaje a wyjście z piżamy traktuję jak wielkie osiągnięcie. Wyobraźcie sobie jak pogodowy stan rzeczy, który jednocześnie odkrył kondycję niemytych od urodzin Pana Jezusa okien i warstwę wściekłego roztocza biegającą po telewizorze, mnie rozochocił.  W ogóle się nie przejęłam syfem z gilem w domu, opatuliłam dziecko, wcisnęłam kalosze, sama przytaszczyłam wózek z drugiego piętra na parter i dawaj w plener. Na dworze jak to o tej porze roku, chodniki płynące, kupy rażące, wrony drące WRAAAAAA ! Ja jak urwana ze smyczy, jak na pierwsze disco pamiętam, lat piętnaście, banan na twarzy, idę! Zabawna ta historia bo nie spodziewałam się, że świeże powietrze i widok handlarza kalafiorem (z którym  już dwa razy wymieniłam odmienne zdanie na temat:  układanie zakupionego kalafiora na podgnitych pomidorach, za i przeciw) tak mnie ucieszą.

Wychodne wózkowe miało więcej pań. Ciekawa jestem ile jest takich gąsek jak ja, które dzisiaj przeprosiły się z butami i maskarą, złapały za wózek i wyszły NARESZCIE z domu. Osobiście minęłam chyba z milion, taka moda wózkowa, każda zaglądała sobie w pielesze kalkulując ile mogło mieć dziecko sąsiadki wnioskując po długości nogawki na przykład.  Przemierzając góry i doliny, zachlapawszy się błotem po kolana dotarłyśmy z Ryśką do AZ, która już na zwolnieniu korzysta z uroków ciężarówy – śpi i je na potęgę, ma wszystko w dupie, i ubolewa nad rozmiarem piersi E. Osobiście uraczyłam ją Monte (bardzo popularne w ciąży jak widać), bajaderką i pączkiem z różą, później zapiłyśmy pomidorówką i Pepsi. Żyć nie umierać. Niech korzysta, jedyny taki okres w życiu kobiety, kiedy można bez skrupułów żreć, ryczeć, puszczać bąki pod kołdrą i nie musieć przepraszać (historia autentyczna). Ona jak ona, ale dlaczego ja tak wpierdzielam? Tu kolejna ciekawostka, od kilku dni jest mi na zmianę duszno i niedobrze, dzisiaj myślałam, że zafajcze samochód (pewnie miks Pepsi i pomidorówki zapukał w jelitko)  kręci mi się w głowie, warczę i zmiatam jedzenie z powierzchni  Ziemi. Zganiam wszystko na nieunormowaną po porodzie gospodarkę hormonalną ale jednocześnie tarzam ze śmiechu widząc minę GG postraszonego kolejną ciążą. Od razu przypomina mi się scena z „Psychozy” Hitchcock’a i mina pani zaatakowanej pod prysznicem nożem.  Nigdy nie mówi nigdy, ale w tym przypadku szczerze nie wydaje mi się i to NIE FANY!

Wracając do sedna. Jeszcze chwila i się zazieleni, jeszcze trochę i przyodzieje sandałki! Dawaj naturo, wiosno wróć, czeka Łódź. Czas zarumienić boczki, ogolić nogi i pochwalić się nieopatulonym jak na Sybir dziecięciem! Biorę lornetkę i zaczynam codzienne gapić się w okno. Anóż widelec już bliżej niż dalej…

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

14 komentarzy

  • ~Aśka

    03.02.2014 at 22:05 Odpowiedz

    ja zawsze lukam i współczuję dzieciom opatulonym podwójnym kocem w wielkich wełnianych czapach bez możliwości ruchu i w duchu bluzgam matki 😉

    • ~Kasia

      04.02.2014 at 11:22 Odpowiedz

      Kurde w końcu ktoś myśli jak ja. Jak idę z moim dziecioczkiem na spacer i widze te wszystkie wyopatulane dzieci, to najpierw sobie myślę, że coś ze mną jest nie tak. No bo pierwsze dziecko, brak doświadczenia itp. Następnym razem postanawiam ubrać smroda troche cieplej (z powodu braku kocy, mam tylko taki śpiworek do wózka i tyle). Ale gdy po powrocie do domu stwierdzam, że warstwa wiecej upociła mi dzieciaka, to postanawiam więcej nie popełnić tego błędu 🙁

      • ~Aśka

        04.02.2014 at 15:14 Odpowiedz

        uspokajam Cię wszystko z Tobą ok, jesteś w normie 😉 to raczej matki roznegliżowane z dzieciem w wózku opatulonym po same uszy nie są w normie 😉

  • ~Monika

    03.02.2014 at 22:41 Odpowiedz

    Jak byłam w ciąży to monte też było stałym bywalcem lodówki no i żołądka;P Szczególnie monte max, ma jakby ciut lepszy smak od zwykłego monte, nie sądzisz?;P

  • Mamusia

    04.02.2014 at 00:21 Odpowiedz

    Tak bym kiedyś pisała…

  • ~Marta

    04.02.2014 at 06:16 Odpowiedz

    Świetnie piszesz Kobieto! Czytam Twojego bloga od początku 🙂 do wszystkiego podchodzisz z niezłym luzem 😉 ja jestem jeszcze przed ciążą ale wypadałoby chyba już coś ten teges bo mnie” trójka z przodu” zastanie. Obym miała tyle dystansu do wszystkiego co Ty! 🙂 pozdrawiam!

  • ~Marzena

    04.02.2014 at 07:53 Odpowiedz

    Ja też, ja też byłam wczoraj na spaceru! ja też! 🙂 tekst świetny! pozdrawiam 🙂

  • ~romka

    04.02.2014 at 09:21 Odpowiedz

    Twój blog wymiata:) Masz talent. Zastanawiam się, czy jesteś może z zawodu dziennikarką/pisarką? Masz naturalny dar niebanalnego opisywania całkiem przyziemnych sytuacji. Zazdroszczę:). Czekam aż powstanie książka, na pewno kupię! 😀

    • SOHO

      04.02.2014 at 10:33 Odpowiedz

      Dziękuję i pozdrawiam!

  • ~gumofon

    04.02.2014 at 10:46 Odpowiedz

    .. ty ciągałaś sprzęty po schodach a ja tego samego dnia rozochocony słońcem zatonąłem terrano w największych śniegach … z opcją dwukrotnego odkopywania drania 🙂 fajna niedziela była 🙂

    • SOHO

      04.02.2014 at 10:50 Odpowiedz

      Zabierz nas kiedyś z Rysiem na offroad a nie opowiadasz tylko jak to było fajnie w terrano

  • ~mikulka

    04.02.2014 at 11:38 Odpowiedz

    Na każdy wpis czekam jak na jaskółke co wiosne zwiastuje 🙂

  • ~ewa

    07.02.2014 at 07:35 Odpowiedz

    eh, moje dziecko to jest happy jak widzi sklep, na schody ruchome sie pcha i przeglada ciuchy na wieszakach ( 14miesięcy) wózek w bagażniku od 2 tygodni nie wyciągany… mąż wczoraj stwierdził że zamiast doparku to nas będzie do tesco zabierał 😛

  • ~mimbla

    08.02.2014 at 17:31 Odpowiedz

    Podobno dobrze jest chować dwójkę na raz ;))))) A wiosna już jest. W sobotę,czyli dzisiaj w mojej mieścinie było 18 stopni na plusie :))) Na termometrze w pełnym słońcu,ale zawsze…..

Post a Comment