Skąd wiedzieć.

Skąd wiedzieć.

No jasne, że miewam wątpliwości.

Nie wiem czy powinnam tak.

Czy siak.

 

A może inaczej też krzywo będzie, no skąd mam wiedzieć. Czy dobrze robię, czy wychowuję w porządku i czy z tych mąk dwóch moich dobry będzie chleb.

Jak każda subiektywnie stawiam się za wzór. Poleruję ciasny piedestał utrzymując tytuł pani roku do grobowej dechy w kategoriach rodzicielka, karmicielka, żona, kochanka i koleżanka. Dobrze, że ja siebie tak hołubię w sumie. Kto ma mnie dopieszczać lepiej niż ja sama. Prawda?

 

Potem kroję w kuchni kapustę i myślę, że mogłam coś lepiej, ale nikomu nie powiem, bo się wyda. Dzieciom nie powiem, że żałuję tamtej za głośno wypowiedzianej głoski, bo podważę sobie autorytet. Jak tak będę głoski głośno mówiła, i tak często, tak zamaszyście przed nosami dwoma jak guziczki rękoma machała, to czy ja zrobię z nich Pana Jerzego z trzeciego piętra, sąsiada dostojnego w kapeluszu, z parasolem pod ręką, dygnięciem nóżką na widok pięknej kobiety i cmoknięciem w rączkę na przywitanie? I Krystynę, ciocię porządną co ma zawsze w domu ciepłe ciasto, starannie pomalowane usta i wyjątkowo zdrowo jej rosną paprocie? No zrobię? No skąd mam wiedzieć? Nie wiem.

 

Czy może tylko „Jurek, złaź na browar kumplu”, albo „Kryśka. Ty stara lampucero, oddawaj piętnaście zeta za szlugi”, takich ich ulepię z siebie? Nie wiem nic.

 

No jasne, że miewam wątpliwości.

 

A potem siedzę na dywanie wynajętego mieszkania, wyeksmitowana z domu w którym remont, nie ma podłogi i kibel dynda na jednym kolanie. Stwarzam dzieciom zastępcze gniazdko, żeby nie czuły się źle tam gdzie zimno, ponuro i buldożer właśnie sunie przez salon. Myślę, zdałam na medal. Jest nam ciepło, mamy co jeść, włosy umyte. A ona podchodzi do mnie, rzuca się na szyję i do ucha pełna żalu szepce:

– Mamusiu, nie chcę tu spać. Zabierz nas do domu. Natychmiast.

 

I wtedy moje pełne histerii „skąd mam wiedzieć?!” jakby przestaje krzyczeć, zmieniając nomenklaturę na „nie wiem”. Nie wiem, czy dobrze robię. Nie wiem czy wychowuję jak trzeba. Ale dopóki przychodzi do mnie i tęskni za domem… kryzys odchodzi. Przestaję się martwić.

 

Lecę na oślep dalej. Oby się udało.

 

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

14 komentarzy

  • Magdalena

    25.11.2016 at 23:50 Odpowiedz

    Dziękuję… ja też nigdy nie wiem….i się zastanawiam. Dzięki Tobie wiem że nie jestem sama

  • Kasia

    26.11.2016 at 00:57 Odpowiedz

    Boziu, jak wy przyjemnie wyglądacie, tak że człowiek chciałby każdego z was wyściskać 🙂
    A swoją drogą chciałabym też kiedyś usłyszeć coś takiego od latorośli swojej, co by wycisnęło łzy spod powiek…póki co głownie „nie, nie ciem” słyszę, w porywach do „mamo oć”.
    🙂

  • Iza

    26.11.2016 at 08:19 Odpowiedz

    Mój syn gdziekolwiek jesteśmy tęskni za domem. Wchodzimy do domu po jakimś wyjedzie nawet jednodniowym a On mówi, dzień dobry domku. Uff . Wreszcie.
    Czyli co? Dobry to znak: -))

  • Jolene

    26.11.2016 at 17:29 Odpowiedz

    dylematy każdej mamy. oby się udało!

  • Na macierzynskim

    27.11.2016 at 17:46 Odpowiedz

    Uwielbiam. Tez tak czuję. Takie to „matkowe”, to co czujemy, a co pięknie ubrała w słowa.

    • Na macierzynskim

      27.11.2016 at 17:48 Odpowiedz

      Uwielbiam. Takie to “matkowe”, to co czujemy wszystkie, a co Ty pięknie ubrałas w słowa.

  • Margret

    28.11.2016 at 11:03 Odpowiedz

    Macierzyństwo to poligon – nieustający. Ciekawe czy ojcowie mają tyle wątpliwości i zgryzów?

  • kasssia123

    29.11.2016 at 10:50 Odpowiedz

    Ja też jestem pełna wątpliwości, szczególnie wtedy, gdy koleżanka wstawia na Fb dyplom za konkurs plastyczny swojego dziecka, a moje choć starsze nie chce malować i nie lubi i wtedy lampka czerwona rozświetla matczyny łeb ”hej co z tobą, dziecka nie nauczylas rysunku ” czuję że coś zrobiłam nie tak. .. aż po chwili klepniecie w policzek ”stara jest ok, przecież ty tez nie lubisz rysunku za to świetnie czytacie i opowiadać bajki ”. Nie chcę geniusza, chcę szczęśliwe dzieci, które kiedyś mi podziękuja za to że dałam im wybór, wpadając na kawę i delicje bez poczucia obowiązku. Chciałabym by były mądre życiowo, a nie wykształciuchami bez sensu. Boję się zrobić błąd, który będzie miał wpływ na to wszystko co wyżej. Ale co ja mogę? Tylko czekać…i oby dane mi było zobaczyć co zmajstrowalam ze starym prze te wszystkie lata. Oby było mi dane.

  • Klaudia

    08.12.2016 at 09:21 Odpowiedz

    Tez Nie Wiem, tez Mysle. Czasami sie Nawet Boje, bo Chcialabym, aby Dziec byl Dobrym Czlowiekiem. Ale Tez Sa Dni kiedy Wrzucam NA Luz I Wiem, czuje, ze Bedzie Dobrze.

  • Dominika

    20.12.2016 at 20:00 Odpowiedz

    nie wiadomo

  • Paula

    02.01.2017 at 14:16 Odpowiedz

    każdy miewa wątpliwości

  • Weronika

    23.01.2017 at 10:32 Odpowiedz

    🙂

  • sandra

    10.03.2017 at 08:48 Odpowiedz

    piękny tekst. aż mi łzy napłynęły w ten ponury jak ch.. poranek

  • agata

    28.04.2017 at 10:52 Odpowiedz

    Boże, jaka Ty jesteś Ładna dziewczyno…

Post a Comment