Sens życia.

Sens życia.

Rozglądam się po ludziach. Moich znajomych od pierwszych papierosów, małych, średnich gigantów z domu. Na dyskoteki, ogniska i tak popularne w czasach Scootera wałęsanie się po osiedlu bez celu. Miałam kilka grup wsparcia. Patrzę co się z ludźmi stało i w jaką stronę szli. Niezależnie od upodobań i umiejętności każde wybrało kierunek. Domy, rodziny, kariery, szkoły. Czasem więzienia i kilka wyroków, ale to też kwestia wyboru.  Patrzę i zastanawiam się, jakimi kierowaliśmy się wartościami i co w głowie człowiek miał. Tu załamuje ręce i z perspektywy czasu Bogu dziękuję, że kilku pomysłów nie przypłaciłam życiem. Taka byłam odważna. Matko i córko, bójcie się narody.

Coraz mniej dziwię się sobie i najbliższym, że dokonali naturalnej selekcji towarzystwa, które kiedyś uważali za „must have”. Że siedząc po kilku latach przerwy obok kumpla sprzed lat jeży nam się włos na głowie słuchając poglądów i podejścia do spraw. W prawdzie nikt nikomu nie nakazuje odczuwać potrzeb tak samo, nikt nikomu usilnie nie stara się przekazać, że dzieci i rodzina to jedyne słuszne rozwiązanie, ale na Boga czy inną instancję – oglądanie zdjęć z imprez z tanią wódką pitą w krzakach za blokiem matki nie wymaga komentarza z przesłaniem. Mam często  wrażenie, że zestarzały się tylko mordy, a w głowie został ten sam puch. Podjeżdżam pod blok mamy na sobotnie bitki i mijam twarze zmęczone. Kombinowaniem. Świadomym bezrobociem. Wódą i czwartym piwem soboty. Dokładnie te same twarze, te same podkoszulki i osiedlowe burki, psy uwiązane w wokół nadgarstka… wąsy tylko coraz dłuższe się robią, zmarszczki głębsze i problemy coraz mocniej ciągną na dno. Psy coraz bardziej siwe pyski dostają, ale są to nadal te same psy – Cześć kolego! – wołam, – O cześć! Kryśka jaka duża już… – dodają duchy przeszłości. [No duża, duża, a Ty nadal na tej samej ławce]

Pytają mnie czasem, czemu nie utrzymuję kontaktu z tym czy tamtym. Dlaczego? Skoro kiedyś tak często spędzaliśmy czas w swoim towarzystwie i było nam dobrze. Nie kręcą mnie już te zainteresowania, które wtedy mieliśmy, a i obecne nie idą nam w parze. Nie zmuszajmy się do siebie w imię starych naleciałości, błagam.  Selekcja jest dobra. Nie bójmy się wybierać świadomie.

Później obserwuję jednym okiem córkę, która zżera prosto z krzaka borówki i uwali się przy tym od stóp do głów. Patrzę jak jej ojciec robi fontannę ze szlauchu i taśmy klejącej, a ta ucieka z piskiem. Ganiam jak nosi ślimaki po podwórku w tę i nazad, a później brudne ręce pcha gdzie nie trzeba. I fajnie jest. I dobrze mi.  I taka jestem już przewidywalna w tych swoich postach, że aż nudna do porzygu, ale co poradzę, że jaram się tym co mam. Azymut słusznie sobie wytyczyłam choć czasem myślę, że mam dosyć.

Tak. Miewam dosyć. Myślę, że nie wytrzymam. Że chyba mnie pojebało, że się świadomie w to wszystko wpakowałam.

A później magicznie wytrzymuję.

Uspokajam się.

I narzucam sobie rytm.
Sens życia.

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

1 Comment

  • ~Joanna

    03.08.2015 at 11:31 Odpowiedz

    Przy dwojce dzeciakow stwierdzam otwarcie nie Ma mowy o przewidywalnosci, bo choc nam sie wydaje ze nudno ze w te sama strone to jednak nasze reakcje nasze zachowania da zawsze inne nigdy te same
    http://www.simplyalmostboring.com

Post a Comment