SEMISAMOTNI

SEMISAMOTNI

Codziennie wstaję o godzinie 5:30. Właściwie to udaję, że wstaję, bo budzik celowo ustawiam wcześniej. Czterdzieści minut po pierwszym gongu, na poligonie życia walczę – wstać czy nie wstać, iść do pracy czy odpuścić. Weszło mi w nawyk. Zwlekam się niczym meduza siedząc chwilę w zawieszeniu, w rozkroku. Szukam świadomości przez napuchnięte oczy i taki sam mózg. Przecieram twarz, razi mnie wczesne słońce. Znowu widzę smugi na oknach po wiosennych deszczach. Nie mam czasu myć okien. Wiecznie nie mam czasu. Patrzę na szyby zacięcie, ziewam. Pies zaczyna rytmicznie uderzać ogonem w kołdrę. Karcę go bo robi to za głośno. Za głośno, bo w łóżku za plecami leży dwójka dzieci, które po nocnych driftach finalnie zawsze lądują u mnie. Kiedy wstaną za wcześnie wiem to, nie uda mi się być miłą i wyważoną jaką bym chciała. Nie mam szans.

 

Od 6:15 walczę z materią. Myję się, sikam, spuszczam wodę. Ale spuszczam tak, żeby żadnego nie obudzić.  Zabawne, bo to „niebudzenieich” i „niegłośnorobienieim” nigdy mi się jeszcze nie udały. Spuszczę za głośno, wysikam się za mocno. G ł o ś n o. Wszędzie robię hałas nawet, kiedy nie robię go wcale.  Od 6:30 żyjemy więc z synem we dwójkę. On przyklejony do  korpusu matki staje się przykładem biologicznego mutualizmu. Codziennie ten sam schemat. Robię w życie jedną ręką, na drugiej trzymam chłopca.  

 

Później pytam się czy płatki zje z mlekiem, czy jajo. On mówi, że jajo chętnie i że mnie kocha. Rozczulam się. Wyciągam patelnię, rozpuszczam masło, wbijam jajko, a on oznajmia, że jednak kaszkę zje i że jajka są niedobre. Zaczyna płakać kiedy odpowiadam, że za późno. Znalezienie balansu między nieuleganiem a empatią nie wychodzi mi wcale. Syn mówi, że jestem zła. Robi minę za milion, która zawsze mocno mnie obchodzi. Działa. Finalnie zjada co chciał, a jajka stygną na kuchence jak cały mój zapał do godnego przeżycia dnia. Mam mokrą głowę i ręcznik zawinięty szybko na piersiach. Spada za każdym razem, kiedy podnoszę syna i biorę go na ręce. Jurek domaga się czułości. Domaga się bardziej niż inni w tym domu. Taki jest, takim go stworzono. Podnoszę więc, tulę jak prosi, bo czułość to coś, co jestem im zobowiązana dawać niezależnie od pory. Niezależnie od godziny. Kocham. Mają to wiedzieć. Jest 7:00. Za pół godziny mam wyjść do pracy. Z włosów na skroni nadal kapie woda.

 

Zanim usiądę w aucie z Krysią, którą według codziennego harmonogramu zobowiązana jestem dostarczyć do przedszkola maksymalnie do 7:45 tak, żeby dojechać na czas do pracy, zdążę usłyszeć trzy razy, że tęsknią za tatusiem i razy dwa, że jestem okropna. Że krzyczę, rozkazuję, na nic nie pozwalam.  Przed dojechaniem do biura czuję więc, że popsułam komuś kawałek dnia. A nie chciałam przecież. Nikomu nie chcę nigdy niczego psuć, szczególnie nie własnym dzieciom.

 

Siadam w pracy i tak niby jestem. Głową cały czas w codziennym powrocie, w korku, lęku przed spóźnieniem na 17:00 do przedszkola, w burzy wątków co trzeba na jutro, czy mam szynkę do bułeczki i czy bułki w ogóle. Zanim dojadę do jądra istnienia, zanim wejdę do domu, jestem już tak wycieńczona frustracją, że nie mam siły być dobrą. Głośno oddycham. Wychodzę przed dom. Często płaczę. Walczę, ale podświadomie mam do męża coraz większe pretensje. Samotność pomimo jej braku. Kolejny oksymoron tej wiosny. Krysia pyta czy poczytam książeczkę. Chcę to. Chcę jej przeczytać książeczkę! Ale jestem tak podle zmęczona. Tak bardzo zaczyna mi się jednak nie chcieć. Na blacie żarzy się telefon. Grzesiek w smsie pyta „Co słychać. Wszystko u was dobrze?”

 

Myślę więc, że jestem sobie semisamotna. Tak to sobie wymyśliłam. Bo żeby być do końca samotną nie można dostawać takich esemesów troskliwych. Nie można czekać do weekendu, kiedy wróci równowaga. Kiedy tata zawinie w ręcznik po myciu, nie mama. Żeby być samotną w pełni nie można tak tęsknić jak ja. Za czyjąś pomocą tęsknić też, no dobra. Ale przede wszystkim za kimś. Nie można będąc do końca samotnym gardzić smsem czyimś miłym, żeby zaraz chcieć ich więcej. Chcieć nawet zadzwonić i usłyszeć, nie da się.

 

Więc trwam w takiej właśnie, semisamotności i wierzę, że kiedyś się do niej uśmiechnę. Wierzę bardziej, że w głos ją wyśmieję kiedyś. A jak mi jeszcze dusza jakaś dobra z drugą powie, że – szanuj co masz i nie narzekaj, to z grzeczności nie odpowiem, choć na usta podświadomości wjedzie wielkie, tłuste S P I E R D A L A J. Przecież… na co ludzi kształcić, że żeby faktycznie nie lubić sushi trzeba sushi najpierw spróbować. Na koniec, kiedy zamknięta za drzwiami kapitulacji semisamotnego domu usiądę i łzy przyjdzie z podłogi zetrzeć, zapuka do ucha ukochana Szymborska jak zawsze, cała na biało i szepcząc seksi gdzieś z półeczki nieba przypomni:  „Czemu ty się, zła godzino, z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś – a więc musisz minąć. Miniesz – a więc to jest piękne.”

 

 

Miniesz. A więc to jest piękne.

Miniesz.

A wtedy ja wstanę i kochać będę dalej.

 

 

fot. www.agatakosmalska.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook1.7kShare on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

28 komentarzy

  • Nika

    27.04.2018 at 17:26 Odpowiedz

    Ja pierdole jakie to prawdziwe..jak ja to dobrze znam..ale pchasz ten cholerny wozek od wyjazdu do przyjazdu i czasem masz ochote stanac na środku drogi i wykrzyczec na glos nosz kur…ale wiesz ze nic to nie da i idziesz dalej..dalej semisamotna..

  • wkwiatki

    27.04.2018 at 20:52 Odpowiedz

    Jejku. Wzruszyłam się! Jeśli żyjesz tak jak piszesz, musisz być pięknym człowiekiem. I chyba jesteś 🙂

  • Asia

    27.04.2018 at 21:23 Odpowiedz

    „A po nocy przychodzi dzień,

    A po burzy spokój” a złe chwile maja to do siebie, że zawsze mijają….

  • Asia

    27.04.2018 at 21:26 Odpowiedz

    „A po nocy przychodzi dzień , A po burzy spokój” a złe chwile maja to do siebie, że zawsze mijają….

  • Tajerd mader

    27.04.2018 at 22:00 Odpowiedz

    Oj to tekst o niejednej z nas, wiecznie w niedoczasie, niedopracy i niedozabawie, ale za to w dokochaniu na medal, pozdrawiam styrane mamuski! Jou!

  • Jagoda

    27.04.2018 at 22:32 Odpowiedz

    Ja się czasami zastanawiam kto ma gorzej, ta która niby ma męża na noc i teoretycznie nie jest sama na codzień czy ta która faktycznie kładzie się sama do łóżka. Bo przecież praktycznie ta pierwsza ma lepiej bo mąż na miejscu ale jednak gdy on jest tylko na noc bo wróci do domu zje coś i zalegnie w łóżku by rano znowu wstać i iść do pracy to ona i tak jest zdana sama na siebie. Ta złość i bezsilność jest chyba gorsza bo masz poczucie że mimo drugiej osoby obok jesteś zdana tylko na siebie. Tak mam codziennie niby mąż na miejscu ale to na mnie wszystko spadło bo on wiecznie w pracy. Jestem zła na maksa i coraz ciężej mi z tym żyć . Ale cóż damy radę bo jak nie my to kto? 😊

  • Jagoda

    27.04.2018 at 22:39 Odpowiedz

    Ja się czasami zastanawiam kto ma gorzej, ta która niby ma męża na noc i teoretycznie nie jest sama na codzień czy ta która faktycznie kładzie się sama do łóżka. Bo przecież praktycznie ta pierwsza ma lepiej bo mąż na miejscu ale jednak gdy on jest tylko na noc bo wróci do domu zje coś i zalegnie w łóżku by rano znowu wstać i iść do pracy to ona i tak jest zdana sama na siebie. Ta złość i bezsilność jest chyba gorsza bo masz poczucie że mimo drugiej osoby obok jesteś zdana tylko na siebie. Tak mam codziennie niby mąż na miejscu ale to na mnie wszystko spadło bo on wiecznie w pracy. Jestem zła na maksa i coraz ciężej mi z tym żyć . Ale cóż damy radę bo jak nie my to kto? 🙂

  • Monika

    28.04.2018 at 00:52 Odpowiedz

    Czytam pomalutku,żeby na dłużej starczyło…Przewijam na dół ,na szczęście jeszcze kawałek😊

  • Caroline

    28.04.2018 at 01:41 Odpowiedz

    Znam samotność, i to właśnie ta semi. Ale semi inaczej. Taka samotność, w której choć nie do końca jesteś sama, to jednak nie jesteś ze wszystkimi.
    Jest Mama, jest Tata, i jest Ten Trzeci.
    Moja codzienność, owoc miłości wszechczasów, mój Atypowy chłopczyk. Mój piękny, smutny, niedostępny chłopczyk.
    Są dziesiątki godzin ćwiczeń, terapii, prób kontaktu. Są setki uśmiechów. Ale przede wszystkim są miliony łez.
    Przede wszystkim jest też walka. Walka o to, żeby wstać z tego pierdolonego łóżka z uśmiechem na ustach. Żeby w nim nie zostać, nie chować głowy pod kołdrę udając że tego wszystkiego nie ma. Nie liczyć na to, że gdy otworzę oczy rano, będzie łatwiej.
    Mam dość słuchania, że inni mają gorzej. Ze to nie koniec świata. Ze wszystko będzie, kurwa, dobrze. Ze wszystko może się zdarzyć.
    My, samotni, choć przecież wszyscy razem i dla siebie. Tak bardzo samotni pośród innych.

    Wiesz, że jutro będzie lepiej, prawda?
    Trzeba wierzyć, żeby znów udało się wstać. Żeby nie tylko być, ale też żyć.
    Codziennie wygrywamy walkę o nich. I o siebie. Trzymaj się, wspaniała Ty! :*

  • Semisamotna

    28.04.2018 at 07:49 Odpowiedz

    Wspaniały wpis.

  • A.B.

    28.04.2018 at 08:01 Odpowiedz

    Będę wredną suką i napiszę jak to ja mam dobrze. Wstaję też o 5:30, zajmuję się tylko sobą i opuszczam dom, a cała gawiedź jeszcze śpi. I ci zazdroszczę… bo chciała bym rano ich wyprzytulać i wkurzać się niekonsekwencją wyboru menu śniadaniowego….

  • Ania

    28.04.2018 at 08:21 Odpowiedz

    To jakby o mnie… sama na posterunku z dwójką…te same dylematy tes same rozterki. To egoistyczne ake ciesze się, ze nie jestem w tym sama, ze inne matki przechodza podobne emocje… dziekuje za ten tekst , bo czuje jakym zosgala przytulona i zrozumiana….podziwiam samotnych rodziców….

  • Ania

    28.04.2018 at 08:24 Odpowiedz

    Witam w klubie ” semisamotna”. 🐄💚

  • Dominika

    28.04.2018 at 08:32 Odpowiedz

    No i się poryczałam…W pociągu płaczę, ludzie patrzą. W dupie to mam. I aż za dobrze rozumiem tekst powyższy.

  • Natalia

    28.04.2018 at 09:37 Odpowiedz

    Aż się boję rozpisać, więc powiem tylko tyle, że w coraz większą depresję wpędza mnie fakt, że na plac zabaw gdzie chodzimy z 1,5-roczniakiem każdego dnia na 10 dzieciaków przypada z 1-2 faktycznych rodziców. Mam na myśli mamę lub tatę, którzy przychodzą sami ze swoimi dziećmi. Cała reszta to są tabuny dziadków, cioć i „cioć” (opiekunek znaczy), mam z koleżankami/mamami. Ja za to czuję się jak patologia ostatnia, sama, z brzuchem w 8 miesiącu ciąży uganiająca się za młodym po placu, żeby zachował jeszcze przez chwilę te zęby, które w takich bólach i bezsennych nocach wyprodukował. Z bolącym kręgosłupem, ziewająca i totalnie nieprzytomna, marząca o choć jednym spokojnym dniu, bez pajacowania, by nie dopuścić do histerii, bez gęgania przymilnym tonem by rozproszyć oznaki zbliżającej się innej histerii, bez płaczu z jakiegokolwiek losowego powodu, cyrkowania przy każdej pieluszce by nie dostać jej zawartością przy dzikim ataku nagłej potrzeby niezależności młodego człowieka. Nie dałam rady się nie rozpisać.

  • Beata

    28.04.2018 at 10:52 Odpowiedz

    No powiem Ci ze mnie ruszyło …

  • Kasia

    29.04.2018 at 11:50 Odpowiedz

    Masz w sobie niesamowitą energię! Podchodzisz do życia z takim świetnym dystansem

  • Justa

    03.05.2018 at 19:13 Odpowiedz

    Dziękuję, dobrze to przeczytać i to właśnie dziś, kiedy zastanawiałam się czy nie przestać pisać swojego bloga, bo przecież to pisanie zajmuje tak cenny czas, więc po co jeszcze i to. Każda z nas , chociaż realizuje trochę inny schemat, to jednak podobnie ściera te łzy z posłogi.

  • Justa

    03.05.2018 at 19:15 Odpowiedz

    Dziękuję, dobrze to przeczytać i to właśnie dziś, kiedy zastanawiałam się czy nie przestać pisać swojego bloga, bo przecież to pisanie zajmuje tak cenny czas, więc po co jeszcze i to. Każda z nas , chociaż realizuje trochę inny schemat, to jednak podobnie ściera te łzy z podłogi.

  • Rafał Dworak

    09.05.2018 at 09:32 Odpowiedz

    Samo życie. Wiem banalnie brzmi ale tak, to z tymi pędrakami jest. Kocham ale mam już na studiach i dwa koty na ogródku 🙂

  • anita_pg

    09.05.2018 at 09:48 Odpowiedz

    Fajny, artykuł. Bardzo lubię twoje wpisy ale fajnie jakby były częściej jakieś wrzucane 🙂 mogę zapłacić 😀

  • Justyna Rodak

    10.05.2018 at 09:40 Odpowiedz

    Powinnam się śmiać ? Ale śmiałam się 🙂 dzięki za taką petardę z rana

  • Dejwid

    11.05.2018 at 11:25 Odpowiedz

    Jako, że jest to najświeższy post, to po prostu chciałem pogratulować nazwy bloga ( choć blog, to brzmi banalnie w tym wypadku ). Świetna treść i sami wiecie. Kłaniam się w pas

  • Netty

    15.05.2018 at 11:05 Odpowiedz

    Jak zwykle słodko-gorzko, prawdziwie i pięknie. Uwielbiam Cię czytać 🙂

  • martus_12

    17.05.2018 at 09:00 Odpowiedz

    Dziękuje za poprawienie humoru :*

  • marcysia_matka

    21.05.2018 at 08:27 Odpowiedz

    Super wpis 😀

  • Natalia

    29.05.2018 at 12:34 Odpowiedz

    Jesteś PRZE-ZA-JE-BISTA. Serio, bardziej serio nie umiem tego powiedzieć. Fajnie, że w Internecie są normalni ludzie, tacy, dzięki którym nie czujesz się ani gorsza, ani lepsza, no taka babka, że nawet jak nie pijesz to byś na piwo poszła, a przynajmniej na dobrą kawę. Nie ma udawanego idealizmu, ani zbędnego użalania się nad sobą. No jesteś odkryciem mojego miesiąca i jestem dumna z tego odkrycia.
    Pewnie będę nadrabiać wszystko, więc do napisania! 😀

Post a Comment