SEMISAMOTNI – reportaż Pauli Krajewskiej

SEMISAMOTNI – reportaż Pauli Krajewskiej

Niczego nie żałuję. Żeby była jasność. Żałowanie jest bez sensu. Gdybym się zastanawiała i kalkulowała, w jakiej pozycji w życiu wyląduję i czy ta faktycznie mi odpowiada – nigdy bym w to nie weszła. Jak lądowanie starym helikopterem w trudnych warunkach – lepiej nie wiedzieć co czeka człowieka za rogiem. Inaczej, kto by zaryzykował?

 

Jestem w miejscu trudnym, w którym kłócę się wewnętrznie ze sobą. Mam wszystko czego potrzeba do życia. Oddycham powietrzem swoich powodzeń, dumy, satysfakcji z posiadania dzieci, z powodzeń w życiu. Kiedy ktoś się mnie pyta co słychać, od tak, jak to się zwykło zaczynać historie, zawsze mówię, że jest dobrze. Jestem usatysfakcjonowana wynikiem trzydziestu lat, jakkolwiek chłodno i urzędniczo to nie brzmi. Spełniam się w roli, którą sobie przypisałam, uśmiecham się, żartuję wśród ludzi. Jestem zakochana w rodzinie, obecna w tym planie dzikim, napisanym przez spontaniczne decyzje dwojga dorosłych ludzi  – hej ho, zróbmy sobie dom. Ok? – Ok.

 

I kiedy już prawie odfruwam w białych piórach owacji na stojąco, że mi się, kurwa, udaje, jak się udaje, że jest pięknie i duma, to obuchem w łeb, jak kawałkiem polana dostaję i powala mnie na ziemie rzeczywistość. Niedzielona na pół, jak w piosence  Comy. Z wyboru i braku wyjścia – rzeczywistość tylko moja, podzielna sama bez siebie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zróbmy sobie dom? Dobrze, ale dlaczego mieszkam w nim sama? Mieszkam, to nie znaczy tylko jestem. To znaczy gospodaruję systemowi, który założyliśmy. Ogarniam plany, skedżule i inne słowa trudne, z zagranicy ściągnięte. Sama zawożę, odwożę, planuję, liczę, martwię się sama, samiusieńka, chociaż wiem, że ubolewamy nad wszystkim wspólnie przecież. Dlaczego dzisiaj znowu krzyczałam na dzieci, żądałam, dlaczego nie potrafiłam dyplomatycznie rozwiązać problemów, z jakiego powodu mam  mało cierpliwości? Trzeci raz w tygodniu zamykam się w łazience, żeby przypomnieć czaszce, jak się nazywa. Nie postradać zmysłów – plan mieć na poniedziałek…wtorek…piątek. Chciałabym mieć.

 

 Etap mam, że kiedy nadepnę na klocka od kompletu Lego nie syczę pod nosem z bólu fikuśnie, jak na filmach, zabawnie. Zaczynam płakać, że dosyć. D o s y ć.  To jest walka środka. Jak ja ich kocham, wiem sama najlepiej, ale brakuje mi drugiego kapitana na statku  „Codzienność”. Gdyby komukolwiek miała stać się krzywda, gdyby ucierpieć w tym domu miał ktoś, Chryste Panie, nie powstrzymałabym siebie ode złego.  Ale wysiadają mi baterie wiary i siły tak często, że sama zastanawiam się, jak to jeszcze wszystko działa, i że to się  w ogóle udaje.

 

Jesteśmy semisamotni, a w semisamotności bywa się bardziej samotnym niż semi.  Semisamotni, half-szczęśliwi, pół-spełnieni, w centrum skali, nigdy dalej, nigdy bliżej. Nie stoimy ani po prawej, nie stąpamy lewej, dokładnie po środku gdzieś rzuceni, marzymy za normalnym. Za tym, gdzie mama i tata są w domu razem, gdzie nikt nie wyjeżdża na dni, tygodnie, wachlarze miesięcy. Gówno to jest ogromne, taka niemoc. Chuj wielki jest to, ta semisamotność. Prawie samotność, ale za dużo w niej miłości i potrzeby bycia razem. Przewrotne zjawisko.

 

W czasach, w których wstyd ludziom pokazać, że mebli nie ma w domu na surową, skandynawską modłę, w czasach, w których udaje się, że się nie bluźni w domu i nie miewa zwątpienia, w czasach, w których pomyśleć nawet nie można ”zamknij się” przy współpracy z macierzyńskim dołeczkiem, dołem, depresją wręcz, nie chce mi się udawać.  Udawanie jest niewygodne, nie szyte na miarę, udawanie jest udawane, a co za tym idzie kłamie. Trąci plastikiem.

 

Tak wygląda mój dzień. Każdy. Utopiony w miłości i bezgranicznym oddaniu, walczy o self-atencję. Semisamotna, half-szczęśliwa, pół-spełniona. Kocham się w sobie i nienawidzę, ale jestem na sto procent taka właśnie. Nieudawana. Taka jestem sobie mama.

 

Chodź, spędź ze mną dzień.

Jeden.

 

 

 

 

Michalina Grzesiak

Michalina Grzesiak

Michalina Grzesiak

Michalina Grzesiak

Michalina Grzesiak

 

Zdjęcia pochodzą z reportażu, wykonanego przez Paulę Krajewską, pt. „Semisamotność”. 

 

 

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook460Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

60 komentarzy

  • Bubu

    17.12.2018 at 11:41 Odpowiedz

    Jak ja to rozumiem…Tez przez wiekszosc tygodnia semisamotna

  • Ola

    17.12.2018 at 12:01 Odpowiedz

    U mnie tak samo. 2 tyg razem 2 sama. Dzieciakom nadal mówię że czasem tak jest że tata musi wyjeżdżać. Nie wiem czy ich tylko oklamuje czy siebie też…
    Ściskam mocno!

  • Adrianna

    17.12.2018 at 12:08 Odpowiedz

    Płaczę jak głupia.

  • Adamina

    17.12.2018 at 12:12 Odpowiedz

    Piekne zdjecia. I ta semirzeczywistość od razu jakaś bardziej znosna 🙂 Bo czemu nie czerwone paznokcie?
    Ślę uściski i ide gotowac jaja na twardo.

  • Karolina

    17.12.2018 at 12:16 Odpowiedz

    Piekne piekne i znajome mi, takie bliskie. I nie powiem pocieszylo mnie to ze nie jestem „sama” w tym wszystkim, ze sa takie jak ja. Ze czasem mam dosc i czuje sie sama bo stary dzien noc poza domem, ale te brzdace w domu takie niedobre a zaraz takie kochane.. . Kurcze jak dobrze, ze na Ciebie trafilam.

  • Dagmara

    17.12.2018 at 12:16 Odpowiedz

    Dziękuję 🤗

  • Agnieszka Wąsikowska

    17.12.2018 at 12:16 Odpowiedz

    Lepiej bym tego nie ujęła. Zdjęcia mnie wzruszyły odnalazłam w nich siebie. Codzienność. Dziękuję Ci za ten post. Pozdrawiam

  • Elżbieta

    17.12.2018 at 12:35 Odpowiedz

    Jakie to prawdziwe. Ja tez 3 tydzien semisamotna z ospą w domu😷😷. Piekny tekst 😚😚

  • Aneta

    17.12.2018 at 12:42 Odpowiedz

    Piękny reportaż codzienności wielu z nas, matek. Miłość wynagradza wszystko ,ale maciezrzytwo nie jest usłane różami…

  • Iza

    17.12.2018 at 13:05 Odpowiedz

    Jestem z Ciebie dumna . Więcej pisać nie trzeba 😗

  • daga_fitt

    17.12.2018 at 13:08 Odpowiedz

    Piękny prawdziwy tekst. Dotyczy nie tylko semisamotnych. Piękne zdjęcia ❤️

  • Ania

    17.12.2018 at 13:25 Odpowiedz

    Fajnie unaoczniona praca wszystkich semisamotnych, wszystkich kobiet, wszystkich ktorzy opiekuja sie dziecmi i prowadza dom. Odnalazlam na nich siebie. To co pokazane to tylko czesc codziennisc…

  • Malwina

    17.12.2018 at 13:32 Odpowiedz

    Same here same here, mniej więcej połowę roku jestem w takiej semisamotności 🙁

  • Magda

    17.12.2018 at 13:45 Odpowiedz

    Nie zdawałam sobie z tego sprawy, że moja mama przeżyła dokładnie to samo ze mną i moim bratem. Nie rozumiałam dlaczego na nas krzyczy, czemu się nie uśmiecha, czemu nie ma cierpliwości. Teraz to rozumiem. Buziak!

  • Kamila

    17.12.2018 at 13:47 Odpowiedz

    Boszszsz jakie foty…. Rozsypalam się na malutkie kawałeczki

  • Justyna

    17.12.2018 at 14:06 Odpowiedz

    5/7 dni w tygodniu u mnie tak wlasnie wygląda, tylko że ja +3 dzieci. Pozdrawiam wszystkie mamy i żony w takiej samej semisamotnosci i oby Nowy Rok przyniosl kazdej z nas takie rozwiazania by byc z naszymi mezczyznami codziennie a nie tylko „od święta”.

  • Aleksandra

    17.12.2018 at 14:15 Odpowiedz

    „Niczego nie żałuję. Żeby była jasność…”
    Dzięki, kochana.

  • Natali

    17.12.2018 at 14:23 Odpowiedz

    No i tak to właśnie jest…

  • Aleksandra

    17.12.2018 at 14:29 Odpowiedz

    Tekst bardzo mocny, szczery. W twoim stylu. Słowa jednak czasem nie potrafią oddać tyle co obraz. Zdjęcia totalnie prawdziwe, przepełnione uczuciami i emocjami. Która matka nie odnalazła siebie na którymś z kadrów? Ja jestem też prawie na każdym zdjęciu.

  • Żaneta

    17.12.2018 at 14:41 Odpowiedz

    Taka jest prawda. Rozumiem, mój facet jest zagranicą. Ja z córeczką w domu u moich rodziców. Szczęśliwa nawet nie half a w 1/4.

  • Ania

    17.12.2018 at 14:44 Odpowiedz

    Mam 5 latke i 3letnie bliźniaki. Mój mąż jest marynarzem. Wypływa na minimum 3 miesiące. Przybijam piątke.

  • Aśka

    17.12.2018 at 16:13 Odpowiedz

    CUDOWNY reportaż!

  • Monika

    17.12.2018 at 16:56 Odpowiedz

    Tekst prawdzie przepiękny, czuć go! Ale zdjęcia…ach! Ta fotorelacja nie potrzebuje oprawy. Coś cudownego. Dzięki 😉

  • Magdalena

    17.12.2018 at 18:01 Odpowiedz

    wow…ostro… ale prawdziwie, dzień w dzień ogrom miłości i łez bezsilności, czułości i frustracji, naprawdę przewrotne… Niby wiadomo, ze wszystkie to przeżywamy, ale przez to, że się o tym nie mówi albo (przede wszystkim) ukrywa kobiety wpadają w kompleksy i w depresję goniąc za „doskonałością”… tak jak ja.. Dobrze się to czytało…Pozdrawiam.

  • Sonia

    17.12.2018 at 22:02 Odpowiedz

    Jesteś naszym głosem. Co prawda ja jestem fullsamotna za to mam opiekę naprzemienna co oznacza że tydzień mam dziecko a tydzień nie. Moja semisatnosc dotyczy więc tęsknoty za synem. Pokurwiony temat ale wierzę że kiedyś mi za to podziękuje. Że ma nas oboje i naszą miłość. Chciałabym żeby ktoś mnie zrozumiał ale większość obwinia mnie o zle decyzję i niszczenie dziecka życia. Co Wy wiecie? …musiałam się wygadać.

    • A

      18.12.2018 at 22:59 Odpowiedz

      Kumam… facet z naprzemienną to bohater, a matka to jakaś wyrodna… znam to aż za dobrze :-/

  • Dorota Duma

    17.12.2018 at 23:30 Odpowiedz

    Mega prawdziwe👍💪pozdrawiam

  • Mama chlopaków

    17.12.2018 at 23:32 Odpowiedz

    Mam o tyle lepiej, że mój Stary wraca na noc.Tylko kilka razy w roku bywa tak, że wyjeżdża na dłużej. Ale nie jest tatuśkiem wracającym do domu 16:30 z wolnymi weekendami. Jest tatuśkiem który większość życia spędza w pracy. Dwójka małych dzieci, dwa koty i pies na mojej głowie plus cała rzeczywistość w całej swojej okazałości. Bez pomocników, babć, niań, pań od prasowania, bez tesco przywożacego zakupy do domu. Sama. All day. Miło wiedzieć i widzieć, że nie tylko ja czasem planuje utopić swoje dzieci, że nie tylko ja chodzę we fryzurze a la jakiś dziwny twór na głowie, że nie tylko ja mam dość i czasem jak stary się mnie pyta co robiliśmy to wole powiedzieć „nic” bo już nie chce mi się opowiadać, tłumaczyć. Chce zasnąć i przygotować się na kolejny dzień walki z zyciem. Ale ciągnie to wszystko po kocham swoje dzieci, starego, dom, wszystko. Dziękuję Ci. Przybijam semisamotną piąteczke

    • mama dwojki

      18.12.2018 at 22:47 Odpowiedz

      przybijam piatke i Tobie.” jak dzieci dzisiaj? co robiliscie? – to samo. “a cisnie sie na usta “kurwa przezylam, wystarczy.”

  • Monika

    18.12.2018 at 00:30 Odpowiedz

    początkiem grudnia wrócił do Polski moj mqż. Nie było go 20 miesiecy. przyjeżdżal do nas tak co 6 tyg na tydzień lub dwa. ja z mala córeczka ktora nie miala roku jak wyjechal. w dniu pierwszego wyjazdu okazalo sie ze jestem w ciazy. akualnie lezymy na łóżku w czworke: ja 2.5 letnia Nina, 13 miesięczny Czarek, maż i kot. uwielbiam swoje życie , kocham moje dzieci i męża. ale ile nocy przeplakalam to moje. to ile nerwow mnie ten wyjazd meza kosztował. jak łatwo się frustruje. czuje się czasem klebkiem nerwow ktory modli sie zeby nie wybuchnąć. ale caly czas do przodu. dla siebie. dla dzieci.
    piekny tekst – jak wszystkie Twoje

    ps. zdjedie z Krysia jedzaca jajko przypomina mi nasza ostatnia historie. 2.5 letnia Nina pomaga mi robic salatke. zabiera sie za obranie jajka. obrala skorupke. obrala cale bialko. i zaczela sie tragedia – w żółtu nie bylo zabawki niespodzianki. i nie wytlumaczysz

  • Mama82

    18.12.2018 at 09:30 Odpowiedz

    SEMISAMOTNA = JA

  • Anastazja Z

    18.12.2018 at 10:52 Odpowiedz

    Przepiękne zdjęcia 🙂

  • Jula

    18.12.2018 at 13:08 Odpowiedz

    Do czynienia z semisamotnością nie mam, mam to szczęście, że oboje pracujemy 8-16 i resztę czasu weekendów i dni zawsze jesteśmy razem, i szczerze podziwiam Cię ! jesteś najlepsza, w dodatku szczera, prawdziwa i autentyczna.
    Wszystkie mamuśki to siłaczki, a te które same ogarniają bandę dzieciaków lub chociaż jednego i chate to całkiem szacun ! 🙂

    BABY JESTEŚMY THE BEST!!! <3

  • Ania

    18.12.2018 at 13:10 Odpowiedz

    Ja niestety żałuję. Nie umiem odnaleźć sie w tej semisamotności, albo nawet nie chcę

  • Katarina

    18.12.2018 at 13:19 Odpowiedz

    Miłość bez dna codziennie miksowana z wkurwem do kosmosu… ze niby robię wszystko co się da ale gdy zasypiasz a właściwie padasz …myślisz za mało, za słabo… i na dobitke z rana szybka kawa i przegladasz fb na kiblu a znajomi na nartach w górach, w spa, na kolacji w restauracji…. i pytanie? Czy ja zyje na 100%? Nie wiem zyje najlepiej jak umiem z moimi dziećmi i facetem ciągle w pracy…Niech moc będzie z nami!

  • Kamila

    18.12.2018 at 13:38 Odpowiedz

    Pięknie napisane prawie 10 lat byłam semisamotna , tata w delegacji za granica :(((
    Dziękuje za ten tekst

  • PinkThink

    18.12.2018 at 14:04 Odpowiedz

    Oj, dziś uderzyło w odpowiednie struny.. Wczoraj wieczorem nawrzeszczałam na ojca rodziny jak oszalała, nie miałam już sił. Byłam wyczerpana 14 godzinnym maratonem, ledwo zwlekszy się z łóżka młodej, która zasnęła o 22 miałam zastać w kuchni sałatkę na kolację, a zastałam… garść wrzuconej do zlewu sałaty i zwilżonej wodą. „Umyłem sałatę” odrzekł i oczekiwanie, że resztę zrobię sama. Nie pamiętam dokładnie, co warczałam w tym pół śnie krojąc, smażąc i siekając.
    Dziś rano spakował walizeczkę. Wyjechał na 2 dni do Warszawy.
    Jak się pakował zrobiłam test ciążowy, bo coś się spóźnia. Nie jestem.
    Napisała bym „na szczęście” ale sama nie wiem.

    Chciała bym mieć drugie dziecko, ale jak. No jak, na Boga.

  • Ania Sobolewska-Stawiarz

    18.12.2018 at 14:17 Odpowiedz

    Jak ja to znam. Jak ja to dobrze znam. Moj mąż co prawda nie wyjezdza ale duzo pracuje,wychodzi do pracy zanim wstaniemy, wraca wieczorem, i niestety wiekszosc ogarniania na mojej glowie. I juz myslalam ze cos ze mna jest nie tak, ze nie mam sily czasami, ze krzycze na dziecko a jednoczesnia mam wkurwa na siebie ze krzycze na dziecko, ze powinnam jako dorosla osoba umiec sie opanowac a jednak wentyl puszcza i no czasem nie potrafie, rzucam zabawkami, rzucam mięsem, czasem dziecko z radoscia oglada bajki na Youtube prze godzine bo ja po prostu musze raz na jakis czas cos zjesc. I myslalam ze to tylko ja tak mam ze myje wlosy raz na 3-4dni. Pocieszajace jest ze w dobie instamatek ktore wchodza w stare jeansy tydzien po porodzie i nigdy sie nie zloszcza na dzieci w swoich idealnych domach ja jestem normalna. Szczesliwa ale normalna. Pozdrawiam.

  • Antynka

    18.12.2018 at 14:34 Odpowiedz

    Przeczytałam, obejrzałam każde z osobna, A po 3 zamiast waszych twarzy widziałam siebie i moje dzieci.. Później milczalam nawet w głowie, wpatrywałam się w czerń wyłączonego telewizora. Ja ostatnio mocno płakałam do telefonu. Do męża. Żeby w niedziele chociaż wrócił z pracy tak byśmy jak ludzie, jak normalna rodzina zjedli wspólnie obiad. Jego ulubiony zreszta. Nie o 20 jak codzień tylko o 16 żeby był. Tymka nackam bananem i bułką maślaną, wytrzyma do tej godziny. A radość będzie wielka ze zjemy razem. Nie da się. Praca, projekty, pieniadze. Niestety takie mamy realia. Kiedy 1 pracuje na 4 to się nie może udać bez strat. Na szalach kładliśmy mój powrót do pracy i wspólne weekendy i wakacje w trójkę albo rodzeństwo dla Tymka i semisotnosc. I ciężko jest. W perspektywie są zmiany, ja wiem ze to minie za dwa lata oboje pójdą do placówek, ja do pracy i pewnie weekendy spędzać będziemy już w 4… ale czy ktoś mu odda te najważniejsze najpierwszego lata naszej córki? Teraz kiedy Ida z leżącej ameby zmienia się w człowieka tylko ja jej bije brawo. Tylko mnie to cieszy „na żywo”. On widzi wieczorem, powtórkę widzi tylko. Nagrana na szybko na telefonie. O moim zmęczeniu już nawet nie mówię. W tym reportażu jest wszystko. A Ty, jak zawsze zreszta… Jakbys moje myśli i wrażeniami z dnia całego ubrała w slowa.

  • magda

    18.12.2018 at 16:05 Odpowiedz

    kocham Was!

  • Joanna

    18.12.2018 at 16:20 Odpowiedz

    Brawo za odwagę, za szczerość o której każdy z nas marzy, żeby powiedzieć ludziom dookła- tak właśnie wygląda moje życie bez filtra. Bardzo Cię za to szanuje.

    Zdjęcia są po prostu sercem i pasją robione!

  • AnDan

    18.12.2018 at 17:13 Odpowiedz

    Dobrze mi znana rzeczywistość! Mąż kierowca… ryczę. Jak bym widziała siebie i ICH…

  • Anka

    18.12.2018 at 20:16 Odpowiedz

    Pamiętam jak pierwszy raz pisałaś, chyba latem, o semisamotności. Pamiętam, jak chciałam wtedy napisać że mimo że mój mąż mieszka ze mną na co dzień to rozumiem Cię bardzo dobrze bo czuje się cholernie semisamotna. Dzisiaj, po kilku miesiącach, mogę tylko napisać że ta semisamotność to taka podstępna dziwka na którą trzeba uważać i o niej pisać, mówić, a nawet krzyczeć jeśli tego potrzebujemy, tak żeby ta druga osoba miała świadomość sytuacji. Ja tego nie robiłam, on tego nie widział. Już nie jestem semisamotna – w sierpniu poprosiłam męża, żeby się wyprowadził.

  • Beata

    18.12.2018 at 20:20 Odpowiedz

    Mam dokładnie to samo. Przetrwamy i to… Świetne zdjęcia.

  • Ola

    18.12.2018 at 20:58 Odpowiedz

    Samotna? Kobiety nie mogę czytać jak Wy narzekacie. Cieszcie się tym co macie bo nie wiecie jak to jest ulotne! Nie ma Twojego męża tydzień, dwa miesiąc? Nie wiesz co dziecku powiedzieć? Wyobraźcie sobie, choć przez sekundę spróbujcie co moge ja powiedzieć moim synom których ojciec nie żyje i nie wróci już nigdy?! Młodszy syn nawet nie będzie go pamiętał bo miał 2 miesiące. I od 1,5 roku ja jestem dzien w dzień sama dziećmi… Kazdy jeden dzień po dniu. Kobiety docencie ten komfort psychiczny, bo choć Waszego faceta nie ma Przez pewien czas fizycznie z Wami to jednak on jest. Macie na kogo czekac, ktoś się o Was martwi i Wy macie o kogo się martwić. Macie poczucie, że wychowacie te dzieci razem, nawet na odległość. Niektórzy nie mają takiej możliwości, i cała odpowiedzialnośc za dzieci spoczywa tylko na jednej osobie, nie macie pojęcia jakie to wyzwanie.
    Nie chodzi o to, że Was nie rozumiem i nie macie prawa przyznać się do tego co czujecie, po prostu docencie to co macie, proszę spróbujcie zrozumieć jakie to cenne i jak łatwo to stracić.

    • MamaRysiowa

      20.12.2018 at 09:59 Odpowiedz

      Każdy ma prawo czuć się samotnie. Nie rankingujmy, komu się mocniej należy.

  • Ola

    18.12.2018 at 21:26 Odpowiedz

    Kocham Cię za te prawdziwe teksty. U mnie to samo. Połowa roku razem . Druga połowa osobno. I tak co 2 tygodnie. Ja też często płacze. Bo jestem zła sama na siebie. Że krzyczę, wrzeszcze , że się do Nich nie uśmiecham. Że ciągle je poganiam….itd
    A kiedy ida spac… stoję nad nimi kiedy śpią w łóżkach i patrzę i płacze…..bo kocham nad życie.
    I choć teraz ciężko wiem, że warto to wszystko znosic.
    Bo kocham nad życie
    Pozdrawiam

  • Kasia

    18.12.2018 at 21:48 Odpowiedz

    Takie prawdziwe, smutne i cudowne zarazem!!! Niczego nie udajesz, Twoje dzieci mają najlepsza mame

  • Deutschlehrerin Agnieszka

    18.12.2018 at 22:05 Odpowiedz

    Miśka, po prostu Cię lowju 😍 😘

  • Małgorzata Rosochacka

    18.12.2018 at 22:12 Odpowiedz

    A do tego bardzo dziwne i przewrotne jest to ze to są najpiękniejsze lata z dziećmi. Nienormalne jest to ze facetów nie ma w domu. I nikt mi nie wmówić ze dziś jest po prostu inna normalność niż 40 lat temu. Tak nie powinno być ze zwykły człowiek nie może utrzymać rodziny i jak niewolnik haruje ba dobrobyt elit. Nie zgadzacie się na semisamotnosc

  • Nan

    18.12.2018 at 23:24 Odpowiedz

    I ja … też przez to przechodzę . Teraz jeszcze chyba bardziej świadoma ile rzeczy ogarniam … działam jak robot , myśle że tak musi być , że nikt tego za mnie nie ogarnie …. a przecież rodziców dwuch … a jak by jeden

  • Danusia

    18.12.2018 at 23:31 Odpowiedz

    Strasznie to wszystko brzmi. Z jednej strony rozumiem. U mnie trójka małych i też pomieszanie bezgranicznej miłości z wkurwem (fajnie móc nazwać wkurw po imieniu). Z drugiej jednak odkrywam coś jeszcze. I nie wiem, czy ktoś się ze mną tu zgodzi, ale ja odkrywam chwilę. Chwila smakuje inaczej, gdy ma się tylko tę chwilę. Smakuje naprawdę świetnie. Tylko trzeba ją poczuć. Tu i teraz. Z nimi i bez nich. Tego uczy mnie moja trójka. I jeszcze tego, że nic nie jest na zawsze. I jeszcze tego, że ja, dokładnie tak jak każde z tej trójki, jestem cudowna. Od urodzenia. I jeszcze tego, że… Niemal codziennie coś nowego. Choć ja samotna mniej niż w połowie. Pozdrawiam wszystkie Mamy. Nie jestem sama 💕

  • Olga

    19.12.2018 at 08:07 Odpowiedz

    Mam to szczescie, ze moj mąż wypełnia życie nasze po brzegi…. kurcze, a czasem nie doceniam.
    Zrobie mu dziś kolacje i piwo nawet kupię.

    Tekst łapie za serce, ale to akurat nie jest Miska u Ciebie nowość. Ty umiesz złapać!
    Ale ta sesja. Ta sesja jest czymś najpiękniejszym! Szacun dla autorki.
    Sama jestem na początku swojej fotograficznej drogi i tak chce. Ten kierunek. Prawda i emocje! Do takich zdjeć bedziecie wracać! Piękne!

  • Gosia

    19.12.2018 at 10:58 Odpowiedz

    Kochana, opisalas i obfotografowalas siebie i mnie przy okazji. U nas niemal identycznie: nawet to malowanie sie z dzieckiem siedzaycm na kibelku, wyraz twarzy mam wydaje mi sie taki sam jak Ty przez wiekszosc dnia. Tyle ze ja puzzli z chlopcami nie ukladam, bym je porozwala z tego wnerwa, zeby wkurwa nie powiedziec. Jak mnie szlag ma zaraz trafic, wlaczam im bajki. Pilnuje tylko zeby badziewia nie ogladali.
    Sciskam Cie megamocno, w grupie moc.

  • Sylwia

    19.12.2018 at 10:58 Odpowiedz

    Jestem sama całe dnie, z dwójką małych dzieci- niecałe 3, niecały rok. Jestem niestety matką wszechogarniającą, czyli obiad dwudaniowy, pranie, sprzątanie, zakupy, karmienie, mycie tyłków, budowanie tuneli, mostów, kolejek, sprzątanie po farbach, stempelkach, ciastolinie, klieju itp. Jestem matką niejadka, z którym walczę o każdą łyżkę jedzenia. Mąż wychodzi 5.30, wraca 18, do pomocy NIKOGO. Macierzyństwo pokazało mi wszystkie emocje i skrajności jak można je przeżywać. Kocham moje dzieci nad życie, ale nigdy nie oszukuję, że jest fajnie, wesoło. Mam dni kiedy pierwszy raz przeglądam się w windzie i żałuję, że jadę tylko z 4 piętra, bo za krótko. Pozdrawiam wszystkie turbomamy.

  • Aga

    19.12.2018 at 13:31 Odpowiedz

    Same sobie tak naprawdę gotujemy taki los. Wchodzimy w takie układy z partnerami a potem płaczemy,że jesteśmy zmecozne, grube i krzyczymy. Wszystko na własne życzenie. Zaraz odbierzecie mnie jako hejterke, ale ja na to patrzę z innej strony. Mam dwójkę dzieci,mam partnera, pracuje,trenuje,gotuje, opiekuje się i dziele się obowiązkami z nim. Żyje a nie ledwo egzystuje jak ta Pani.
    Taki przykład chcecie dawać ? Obraz matki cierpiącej?

    • MamaRysiowa

      20.12.2018 at 09:58 Odpowiedz

      Ta Pani z reportażu, ma wspaniałego męża, oddanego i pomagającego na każdym polu, w którym fizycznie jest w stanie uczestniczyć. Ta pani w reportażu również trenuje, gotuje, pracuje na pełny etat, dodatkowo prowadzi bloga, pisze książki, pomaga ludziom jak może, sypia po trzy godziny, bo nie może przejść obojętnie obok niektórych zjawisk./krzywd, jest ambasadorem wielu moralnie i społecznie potrzebnych kampanii, udziela się, zaraża chęcią do fajnego bycia. Nie egzystuje ledwo, lecz bierze z życia całymi garściami. Dodatkowo, bo może nie zrozumiała Pani w zaprezentowanym materiale, jest ekstremalnie świadoma, że prawdziwe życie, to nie tylko sesyjka na orbitrektu i przebieżka wokół nowych bloków, w nowych New Balansach, to nie tylko zdrowa sałatka co dwie godziny i obowiązkowa butelka wody mineralnej każdego dnia, ale masa wyrzeczeń, zmęczenie i walka o każdą chwilę na siebie. Tej Pani z reportażu męża nie zabrało jego lenistwo, a system w kraju, w którym ta Pani żyje. I tak na marginesie, bo widzę, że nie udało się dojść do clue – ta Pani z reportażu nigdy nie powiedziała, że jest cierpiąca. Ta Pani pokazuje innymn, poddającym się ocenom jak powyższa, kobietom, że zaprezentowany w materiale obraz gospodyni istnieje, jest normalny i PEŁNOWARTOŚCIOWY. Czyli zupełnie inaczej, niż się Pani zdać wydało.

  • Millo

    19.12.2018 at 15:34 Odpowiedz

    Mnie co prawda temat nie dotyczy, bo pracujemy 8-16 i nie mamy dzieci, ale mogę sobie tylko gdybać jak czuła się moja mama w takiej semisamotności. Praktycznie sama wychowała trzy córki, bo tata pracował zawsze za granicą albo gdzieś w Polsce. Nigdy nie myslałam jak musiało jej być ciężko jako młodej mężatce, nie tylko fizycznie.

  • Magda

    19.12.2018 at 23:01 Odpowiedz

    Boże jakbym czytała o sobie 😔 widzę tam siebie swoje codzienne problemy jestem tak samo semisotna jak Wy już niekiedy mam dość wrzasku słowa MAMO!!!! MAMO!!! Kocham swoje dzieci ale już czasami mam dość gdzie w tym wszystkim JA?

  • magdalena Szwed

    20.12.2018 at 08:58 Odpowiedz

    Piekne i prawdziwe, super blog .Znam to z atopsji , trzymaj sie babki sa mega silne.Mamy taki gen do turbo ogarninia rzeczywistosci.Jestes Jestesmy niesamowite.Szacun Kobieto!

Post a Comment