Sąsiadka z parteru.

Sąsiadka z parteru.

– GDZIE MNIE Z TYM PSEM, KURWA!!!
– zakrzyknął jakiś kobiecy głosik delikatny, jakby zza światów. Odwróciłam się w prawo, w lewo, sukienka w kwiatki delikatnie zatrzepotała na wietrze, letnia bryza zmierzwiła mi włosy, kiedy robiłam trzeci obrót wokół własnej osi w poszukiwaniu źródła. Wzruszyłam ramionami, stoję dalej, Kisielek siusia, od chłodnego, miłego powietrza zamyka pysk i łapie głębokie hausty przez nos, przymyka swoje czarne gały, leniwie nawet już nogi nie podnosi do jedynki, od dawna.
– NO ZABIERAJ TO BYDLE KURWAAAA!!!
Dobry Boże, albo słyszę głosy, albo ktoś wyraźnie stara mi się coś  przekazać w bardzo delikatny sposób. Patrzę, rozglądam się, ułomność na mojej twarzy sięgnęła zenitu, kiedy przyszło po raz trzeci ściągnąć przeciwsłoneczne okulary i z rozdziawiona gębą rozejrzeć się skąd ten krzyk rozpaczy.
Badam okno po oknie w tym dziesięciopiętrowcu, a tu na parterze jakaś pani sympatyczna ujada i złorzeczy. Zza firanki. I zza dwudziestu donic z kwiatami różnej maści. Firana furkocze, wierci się, nie wiadomo czy od przeciągu czy od tej jadaczki. Nic dziwnego, że pani nie zauważyłam, okno zamknięte, zasłonięte, kwiaty wyrośnięte, posterydowe jakieś.
– Nie widzę Pani! – ładnie odpowiedziałam. A z firankami nie gadam. – skwitowałam i delikatnie pospieszyłam psa. I czego to pilnuje przepraszam? Tej „rabaty” z dwumetrowym chaszczem w postaci trawy i dwóch mleczyków na złamanej nóżce? Rozumiem dwójka wrednie pod samym oknem (zawsze sprzątam po swoim psie), rozumiem wymazany w kupie chodnik po yorku sąsiada, który uważa, że jak małe, to nie śmierdzi, wszystko rozumiem. Można się zdenerwować kolejny raz dłubiąc patykiem w podeszwie.  Ale taki atak na mojego na wietrze rozmarzonego, czarnego maluszka z przymrożonym oczkiem? Nieładnie.
Miasto zakazów, nie ma co. Zakaz stawania tyłem do okien, zakaz wyprowadzania psów, zakaz dokarmiania gołębi, zakaz zakazywania, zakaz oddychania, zakaz zakazywania zakazywania. Matko kochana. Lublin jest dla nas tak wymagający, tak bardzo stara się nas zniechęcić. Dobrze, że chociaż ładne widoki równoważą wrażenia.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

14 komentarzy

  • ~izunia2000

    23.05.2014 at 20:39 Odpowiedz

    Ze ja tez zawsze musze czytac nowe posty przy usypianiu syna… Po raz kolejny syn parskaniem zbudzony

  • ~dorota

    23.05.2014 at 21:14 Odpowiedz

    odkąd mam psa (8 mies.) czuje się jak INTRUZ. Co drugi trawnik z zakazem wprowadzania psów na zmianę z zakazem gry w piłkę i szanowaniem zieleni. Ale ja go puszczam często luzem (poza placami zabaw) bo zbieram qpe, jednakże można dostać nerwicy natręctw od tego usrania zakazami.

  • ~Docent

    23.05.2014 at 21:20 Odpowiedz

    Sąsiedzi – potrafią uprzykrzyć życie. Miej się na baczności 😉

  • ~stateczna matrona

    23.05.2014 at 21:38 Odpowiedz

    Ach ten nasz Lublin… może jednak nie jest taki zły ;)?
    Ale sąsiadów masz interesujących. Chyba na każdym osiedlu musi taki być – my mamy takiego (w bloku naprzeciwko), który wychodzi na balkon po czym zaczyna wykrzykiwać coś o aniołach, demonach, grzechu, źle, końcu świata i chaosie… przeplatając to oczywiście przepiękną podwórkową łaciną, której Twoja sąsiadka by się nie powstydziła 🙂

    • ~wiwi

      23.05.2014 at 23:35 Odpowiedz

      O kurcze… Nie zazdroszczę… Nie wiadomo co gorsze 😉

  • ~mimbla

    23.05.2014 at 22:07 Odpowiedz

    Ja też sprzątam po swoim /córki/ psie ale ostatnio miły,młody pan poinformował mnie,że psina nie powinna sikać na jego trawniku… Sikać ! Jack Russel Terier ! Wielkości dużej wiewiórki ! O matko…. strach oddychać !

  • ~zona

    23.05.2014 at 22:29 Odpowiedz

    Jeśli sprzątasz kupę swojego psa to wiedz, że jesteś w mniejszości. Większość właścicieli psów gdy je wyprowadza na „dwójkę” nie sprząta. Więc nie dziw się tajniakowi zza firanki. Sama zamierzam robić zdjęcia sąsiadce, która codziennie wyprowadza swojego malutkiego pieseczka na chodnik. Na chodniku dosłownie kupa na kupie, a w mojej okolicy naprawdę jest sporo zielonych miejsc, gdzie można wyprowadzić psa nawet jeśli nie chce się po nim sprzątać. Tylko błagam nie-na-chodnik!!!

  • ~ka

    24.05.2014 at 09:51 Odpowiedz

    ściana wschodnia – i wszystko jasne 😀

  • ~saba

    24.05.2014 at 14:04 Odpowiedz

    Ech no trochę nie ma co się dziwić… jak człowiek wraca ze spaceru z dzieckiem, a tu koła od wózka i podeszwy w kupach umazane to jednak niechętnie się patrzy na włascicili psów (i nie ma wtedy znaczenia kto sprząta kto nie – każdy potencjalny winowajca). Dodam, że mieszkam w Holandii więc kraj nie ma tu nic do rzeczy. Nie dość, że w moim mieście jest mało miejsc zielonych i ciężko coś na spacer znaleźć, to wszystko tak osr.,.., że rzygać się chce.

  • ~Andrzej

    24.05.2014 at 20:21 Odpowiedz

    Chciałem napisać coś mądrego, ale chyba się nie da. Z jednej strony, jakby nie patrzeć zasady, które, na zwykły rozum, powinni wszyscy respektować, a z drugiej strony ludzie chcący …. jakby …. drugiej strony. Oni zawsze będą „po tej drugiej stronie”, obojętnie jaka by nie była. Coraz mniej kumam z tego wszystkiego.

    :o(

  • ~Andrzej

    24.05.2014 at 20:25 Odpowiedz

    Zapomniałem.

    Do Ryśkomamy – ….Olej. Ciepły mocz, mimo pochodzenia, podobno nadaje się do wytwarzania prądu (w Afryce) :o)

    • ~

      24.05.2014 at 20:39 Odpowiedz

      Pozdrawiam Cię Andrzejku mój Ty :*

  • ~Pat

    30.05.2014 at 07:51 Odpowiedz

    Psie siki tez smierdza, nie tylko kupa… Mieszkalam kiedys na parterze i 5 lat sasiadka sikala mi swoimi psami na trawnik kolo okna. Straszny smrod, tym bardziej po deszczu. No ale do lasu mamy jakies 40 metrow, wiec sasiadce najwyrazniej bylo za daleko. Ja wiem, ze pies gdzies musi zalatwiac potrzeby, a na betonowym osiedlu jest z tym problem. Troszke zrozumienia dla tej pani. Pozdrawiam 🙂 I czekam na kolejne wpisy, bo zawsze czytam Cie z wielka przyjemnoscia!

  • ~gumofon

    30.05.2014 at 13:24 Odpowiedz

    Kiśla pęcherz ciśnie srodze
    aż zapomniał o swej nodze
    oczy czarne swoje mruży
    lanie w nieskończoność dłuży
    kredką na chaszczory leje
    wiater sobie lekko wieje
    Jakiś głosik zbunkrowany
    drze swą japę jak barany
    patrzysz – myślisz, baby nima
    tamta już od *skurwysyna*
    krzyczy, wije się niezdrowa
    a dziś taka lajt pogoda.

Post a Comment