Rysiowe sprawy czyli wyjazd, zdechlak i szpital.

Rysiowe sprawy czyli wyjazd, zdechlak i szpital.

Skąd u Rysiów wiadomo, że wyjeżdżają? Wróć: chcieli wyjechać, opłacili kwatery i tzw. penis to wszystko strzelił? Od początku. Opel bulimik numer jeden, ten niby lepszy i nowszy kombiaczek poczciwinka, dostał kataru, nastraszył pańcia i jego portfel kwotą naprawy przekraczającą znacznie średnią krajową. O jakieś dwa razy. Kurwa mać. Ostatecznie zreanimował się sam, ale cośmy w gacie narobili licząc złotówki na koncie to nasze. Jeździ złom. Ma szczęście. Dalej. Ryś postanowił złapać jelitówkę, obesrać pół chaty, nie jeść od dwóch dni i w rezultacie się odwodnić. Na dwa dni przed planowanym urlopem, widokiem polskich gór i zapachem plastiku na wyjątkowo azjatyckich Krupówkach made in China, wylądowałyśmy na oddziale zakaźnym w łódzkim szpitalu. Szpryca, kroplówka i prawdziwa polska hospitalizacja. Tu jest lodówka, szynkę podpisać, jak to, NIE ZABRAŁA PANI KUBKA?! Tym razem nie. Zawsze wożę w kieszeni, rozumie Pani, ale dzisiaj przez nieuwagę wyjęłam. Kurwa mać #2. A teraz „heheszki” rodzica banity, co trafił za pierworodną do szpitala. Nie mam kurtki, przyjechałam sobie od tak, kto by tam kurtkę zakładał w lutym, prawda. Leżę na podłodze, na folii, przykryta własnym szalikiem. „Pani wybaczy, nie mamy miejsc do spania dla rodziców”, rozumiecie. Postać, posiedzieć. Albo coś tam. Z naciskiem na coś tam. W ramach alternatywy zaproponowano mi wózek inwalidzki i dwa taborety. Dosłownie czekam na taśmę klejącą i trzy gwoździe. Mam sobie sklecić jakieś span ie. Taki przyszpitalny Pomysłowy Dobromir. Zawsze coś, gdyby nie fakt, że na siedząco to sobie można ewentualnie nogi golić, nie spać. Nevermind, jedźmy dalej. Kto śmiał się ze mnie na ostatniej imprezie, że wożę ze sobą pastę i szczoteczkę do zębów, może mnie właśnie pocałować w dupę. Otóż mam czym ogarnąć poranny chuch i nie umrę jutro na smród. A mieszkam tu z panem, tatą chłopca jednego, co podobnie jak Rysia korzysta z każdej danej mu przez Bozię dziury. Przód i tył. Śmichy, chichy, niby żarty teges, ale obudź się tu rano przy obcym chłopie taka wyżuta i się nie spesz. A cisza taka w pokoju, że słyszę jak mu kozy w nosie świszczą. I jelita bulgocą. Z wyposażenia mam: telefon, ładowarkę (czyli najważniejsze), mydło Bambino na szybko zakupione w osiedlowej Żabce, trzy gazety, kukurydziane chrupki, mineralną, dziurawe skarpety i Conversy. Brudne. Skarpety nie lepsze. Nadaję posta na ajfonie z przyklejonymi, długimi tipsami. Wiecie jak trudno ogarnąć pisanie z takim pazurem? Na smartfonie? Na co mi to było? Jakie to wszystko chaotyczne. Chaos, wszędzie chaos i szpitalne mury. A ja chciałam tylko na weekend w Tatry z rodziną. Ryśki.pl

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

26 komentarzy

  • ~MamaJana

    18.02.2015 at 01:01 Odpowiedz

    Współczuję z głębi serca. Sama przechodziłam taki szpitalny surwiwal na tą samą przypadłość lat temu prawie 2. Oczywiście z półrocznym dzieckiem. Oczywiście w najgorszym momencie z możliwych, bo przecież nie mógł ten minitata wytrzymać jeszcze ze 2 dni, żeby w spokoju Wielkanoc minęła. Choć sama w nie lepszym stanie byłam. Aż mnie pielęgniarki zagadywały, że może mnie też pod rurociąg podłączą „bo wie pani,choć to szpital dziecięcy, to 80% nastoletnich chłopców jest większych od pani”. A to mi nowość. Śmiać się czy płakać, że w tym dziecięco-piżamowym tłumie tylko po jeansach mnie będzie można wyłapać. I to patrząc w nogi, bo powyżej ramion – ich, nie moich – to mnie rodzony mąż za skarby świata nie zobaczy.
    Co do metod przetrwania, to polecam przywieźć z domu gruby koc do położenia na podłodze (materac mi się nie sprawdził, bo za dużo miejsca zajmował zarówno w wersji „on” jak i „off”). Ja się załapałam co prawda na „łóżko” dla rodziców, ale skrzypiało tak okropnie, że zaczęłam trenować wstrzymywanie oddechu po godzinie tej „przyjemności”.
    Z resztą sobie poradzisz, dzielna z Ciebie dziewczyna Mamo Rysiowa!
    Trzymaj się w tej szpitalnej szkole przetrwania! Zdrówka dla Rysi! Może uda Wam się jeszcze załapać choć na chwilkę w górach.

  • ~mimbla

    18.02.2015 at 07:39 Odpowiedz

    Czyli dzieci dają nam w kość.Te małe i te duże.Co byś powiedziała na lot 2 tyś kilometrów co by pomóc swojej rodzonej po operacji. Wnuczki ogarnąć i wogole. Niby dobrze, wracasz te dwa tysięcy. Luz. I telefon po trzech dniach. Jest źle. Dziecko twoje rodzone w szpitalu. Sepsa. Dopiero wtedy dociera do ciebie, że dobrze nie było. Właściwie było coraz gorzej i co z ciebie za matka, że nie skumalas,nie podpiwiedzialas… Wyjechalas. Więc znowu w drogę. Te dwa…itd… A w domu stara,leżąca matka i koty,sztuk trzy i pół / jeden dochodzacy / i pies rasy terier. Kto zna,ten wie co mówię… I urlop za rok bieżący chuj strzela… A tu w boku strzykawkia i włos siwieje,więc chętnie by się latem kości wygrzalo… Dobrze, że chociaż na podłodze nie musiałam koczowac… Zdrowia Rysce życzę. Zdrowia!

  • ~Mama Neli

    18.02.2015 at 07:54 Odpowiedz

    Zdrowka dla Rysi i sily dla Ciebie Rysiowa Mamo!! Tak już ten swiat wyglada, ze musimy byc niezniszczalne i twarde jak owa podloga w szpitalnej sali. I tak sie zastanawiam czasem, bo dziecie jeszcze takie male i atrakcji z nim przecie malo. Ile jeszcze jestem w stanie wziac na klate??
    Pozdrawiam

  • ~aga

    18.02.2015 at 09:00 Odpowiedz

    Też to przerabiałam i w takich momentach chylę czoła przed matkami które mają dzieci bardzo poważnie chore i walczą z systemem. My leżałyśmy tylko 3 doby a miałam serdecznie dość.

  • ~Mama Alana

    18.02.2015 at 11:17 Odpowiedz

    Zdrowia, Zdrowia i Siły. Dacie radę.

  • ~Pocieszycielka

    18.02.2015 at 11:45 Odpowiedz

    Bądź twarda jak żelki z Biedronki Mamo Rysiowa !! Dasz radę !! Bo jak nie Ty to w końcu kto ? 😉
    A wygodne spanie jest przereklamowane….powinnaś być wdzięczna, a nawet „dźwięczna”, że w ogóle możesz z Rysiową przebywać…przecie to w cywilizowanym kraju w XXI wieku przywilej że ja cie perdziu !!
    Zdrówka dla Rysi, a z Tobą niech moc będzie, Rysiowa Mamo !!!

  • ~Nela

    18.02.2015 at 19:27 Odpowiedz

    A dlaczego nie szczepilas na rotawirusy Mamo Rysiowa? To wlasnie one sa odpowiedzialne za biegunke i wymioty.Duzo rodzicow uwaza ze to niepotrzebne a pozniej dzieci w szpitalu laduja niestety

    • ~Taka Sobie Matka

      18.02.2015 at 20:49 Odpowiedz

      I nagroda za Najgłupszy Komentarz Roku wędruje do…

      Zdrowia!

      • ~Nela

        19.02.2015 at 00:14 Odpowiedz

        Chyba do Ciebie.Najglubszy bo co? Bo mam racje? Bo rodzice maja podejscie ze 30 lat temu sie nie szczepilo i bylo ok to teraz tez nie trzeba.A to jest nieprawda czasy sie zmoenily wiedza jest wieksza postep poprostu.A co innego ma Krystynka? No rotawirusa zalapala.Dzieci szczepione przechodza te chorobe lzej i mozna sie obejsc bez szpitala.No ale ok moj komentarz jest glupi bo nie wchodze w dupe Mamie Rysiowej.Owszem zycze zdrowia malej i wspolczuje.Ale moze przy drugim bobasie zastanawi sie nad szczepieniami to wszystko

        • ~Taka Sobie Matka

          19.02.2015 at 11:42 Odpowiedz

          Zastanawiałam się, czy odpisywać, ale niech tam, nastrój edukujący mam, więc Ci, Słoneczko, wytłumaczę, może na przyszłość skorzystasz. Bo że ewidentnie nie rozumiesz, widać po tej dupie Mamy Rysiowej.

          Komentarz był durny (dobra, nie „najdurniejszy”, w końcu internet nie takie rzeczy widział), bo
          a) dawał radę, o którą Mama Rysiowa nie prosiła, ani wprost, ani między wierszami. To kobieta ogarnięta jest, oparta, zdaje relację, bo w ogóle na blogu zdaje relacje, taką konwencję przyjęła. Nie pyta, co robić, drogi pamiętniczku. A nawet jakby pytała, to
          b) zrzędzące rady cioci Iwonki NIGDY nie są w cenie. „A widzisz, kochanie, nie nosiłaś czapki i się przeziębiłaś, jakbyś mądrzejszych słuchała, to byś nie miała” ZAWSZE jest irytujące, a najbardziej, kiedy jeszcze leci mi z nosa. W czym ma mi to pomóc?
          c) nie masz pojęcia, czy Mama Rysiowa szczepiła czy nie. Może szczepiła, a mała i tak zachorowała (tak! o zgrozo, takie rzeczy też się zdarzają!)? Nie masz pojęcia, jakie ma zdanie na temat szczepień na rota ona i jej pediatra (tak, pediatrzy też mają różne zdania!). Nie masz w końcu pojęcia, czy Krystyna ma rota. I najważniejsze: figę Cię to powinno obchodzić.

          Pozdrawiam:)

          • ~shy

            19.02.2015 at 12:10

            Taka Sobie Matka AMEN !!
            To czy szczepiła czy nie to była jej decyzja i nikomu nic do tego. Poza tym to niekoniecznie musi być rota.
            PS. A np mój pediatra (wcale nie ‚starej daty’) nie jest za szczepieniami na rota i podał wiele przykładów, kiedy po takim szczepieniu raz, że wystąpiły poważne powikłania, dwa dzieci i tak chorowały i lądowały w szpitalu.

        • ~gee gee

          19.02.2015 at 23:08 Odpowiedz

          No ta, postep taky, europa, I „wogole” to trzeba szczepic, nie?? Jakzeby nie szczepic, przeciez nowoczesna jestes, taka mundra! Danonki tez dawaj dziacku swemu, parowki, chrupki kukurydziane na sniadanko z pysznym mleczkiem od krowki, I jeszcze wiecej szczep! Takie samo bedzie madre jak ty! Motloch sam I tluki teeeeeepe ze az dupa boli

          • ~gee gee

            19.02.2015 at 23:10

            To byla odpowiedz do neli oczywiscie, tej madrej, co szczepi

      • ~wildthing

        21.02.2015 at 21:10 Odpowiedz

        Dokładnie to samo pomyślałam!

  • ~Agnieszka

    18.02.2015 at 21:11 Odpowiedz

    Droga Nelu ja swojego syna szczepiłam na rotawirusy i wiesz jak się skończyło 12 dni szpitala przez rotawirus
    Rysiowa Mamo zdrówka Wam życzę będzie dobrze

  • ~Dark Raven

    19.02.2015 at 12:54 Odpowiedz

    Zdrowia dla Rysieńki. Mamo Rysiowa dasz radę jakoś wytrzymać. Co do komentarza powyżej, to moje na rota nie szczepione i póki co git, a mojej koleżanki szczepione, a w szpitalu mało ducha nie wyzionęło. Powiedziała, że następnego nie zaszczepi. G.. prawda, że dziecko łagodniej przejdzie. Mało tego jak szczepiłam na pneumo to mi lekarka w punkcie szczepień powiedziała, że to gwarancji nie daje żadnej, bo odmian tych wszystkich cholerstw jest tyle, że nigdy nie wiadomo jak będzie.

  • ~marta

    19.02.2015 at 16:54 Odpowiedz

    No i sie odezwe.pewien instytut w stanach zrobil badania i sie okazalo ze szczepionki ma rotawirusy moga powodowac autyzm.tak ze swoje madre rady nie do tematu to sobie moja doradczyni a w d… wsadz.

  • ~aguchap

    19.02.2015 at 22:40 Odpowiedz

    A ja nie szczepiłam synka i załapał rota w żłobku, dwa dni lekkiego rozwolnienia i parę razy wymioty. Tak więc szczepienie nie jest konieczne aby lekko przejść zakażenie. Za to jego Tatuś rozłożony na 3 dni bez kontaktu z rzeczywistością 😉 Pozdrawiam i szybkiego powrotu do domku.

  • ~MamaTrojcy

    20.02.2015 at 00:18 Odpowiedz

    Komentarz faktycznie troche nie na miejscu bo autorka napewno nie potrzebuje teraz rad a wsparcia.Co do szczepien to jestem za a Polacy zawsze cos znajda zeby nie szczepiec.Nie wszystkich tez stac. Ja mieszkam w UK i tu za darmo sa szczepienia. Ale nie o tym byl post wiec zycze zdrowka dla Malej. Kazdy ma prawo do komentarza wiec nie obrzucajmy sie blotem.Mama Rysiowa sama potrafi sie bronic.Pozdrawiam

  • ~Marta

    20.02.2015 at 17:09 Odpowiedz

    Współczuję w stu procentach. Ale i wiem coś o przebywaniu z dzieckiem w szpitalu. Są takie placówki, gdzie w ogóle zabronione jest, by rodzice przebywali wraz z dziećmi. Było o tym dość głoścno chyba rok temu. W jednym ze szpitali rodzice wręcz zostali wyrzuceni. Także ciesz się, że w ogóle możesz jeszcze tam być.

  • ~wildthing

    21.02.2015 at 21:20 Odpowiedz

    A jeszcze do takiej jednej Neli. Wylądowałam z 1,5 rocznym synem w szpitalu z powodu tzw jelitówki i uwaga to będzie ciekawe- zrobiono badanie kału i się okazało, że to rota wirus nie jest. A co? A jest do cholery innych wirusów, które wywołują takie dolegliwości. Adenowirusy, koronawirusy, generalnie takie co atakują błony śluzowe. A szczepionka jest tylko na jedno i to o małej skuteczności ale za to wysokiej cenie. Fajnie jest powiedzieć komuś, że trzeba było szczepić tylko czy każdego na to stać? To jest choroba groźna a wręcz śmiertelna w krajach gdzie nie ma dostępu do kroplówki a nawet do wody dostęp ma tu kluczowe znaczenie.

  • ~iw

    22.02.2015 at 14:21 Odpowiedz

    Kobiety spokojnie, chyba jakbyście mogły to byście zagryzły Nelę za ten komentarz. Przecież każdy ma prawo do własnej wypowiedzi

  • ~Mama Żulika

    25.02.2015 at 22:34 Odpowiedz

    Zdrówka dla Rysi i reszty stada bo oj nie, nie sądzę by Wam sie upiekło.
    Mamo Rysiowa, pisz, pisz pliss. Twoje komentarze są genialne. Świetna „odtrutka” na rzeczywistość z… trzema małymi rotawirusami (no, ew innymi wirusami ale równie skutecznymi) w domu;)

  • na_macierzynskim

    26.02.2015 at 10:18 Odpowiedz

    Hej! Czytam już od paru dni Twojego bloga. Wczoraj nie mogłam smiechu powstrzymać: obudziłam tym swojego Młodego, wkurzyłam Lubego i musiałam się oddelegować (niczym mała dziewczynka na rozkaz taty) do innego pokoju. Dżizas! Uwielbiam Cię 🙂 Chciałam się dokopać do pierwszego wpisu i zacząć od początku, ale na razie to mnie każdy wpis po kolei zatrzymuje 😛
    P.S.: Sraczki i inne salmonelle są przerąbane. Ja kiedyś się najadłam u teściowej tiramisu i chyba jajka były nie teges… Albo coś sypnęła synowej…

  • ~Tomek

    08.03.2015 at 16:21 Odpowiedz

    Toście sobie góry pooglądali, odpoczęli… Brzydko mówiąc i parafrazując – „choroba jest jak sraaaa… – atakuje z nienacka”. Na temat szpitali, a konkretnie oddziałów dziecięcych – to szkoda gadać… Żona raz leżała z córką w szpitalu, więc wiem jak to wygląda… Mieliśmy tyle szczęścia, że było miejsce na taki plażowy leżak rozkładany – jakoś dało się spać. Ale wiem, że kobiety spały na kocu, na podłodze. Masakra.

  • ~Kasia

    10.04.2015 at 22:35 Odpowiedz

    Dziewczyny, ręce mi opadają jak czytam o Waszych przeżyciach w szpitalach. Mieszkam w Irlandii i nie ma mowy, by dziecko pozostawić choć na chwilę bez opieki rodziców. Spałam 8 dni na porządnym rozkładanym łóżku, dostawałam jeść,herbata,chleb,dżem i płatki dostępne w każdej chwili dla rodziców, rano, dziecko spało a ja wzięłam prysznic, czysta pościel co dzień. Straszne jest to, co piszecie. Cieszę się, że nie muszę przez to przechodzić. Współczuję Wam.

Post a Comment