Rozczarowania.

Rozczarowania.

Na czym polega mechanizm powstawania rozczarowania?  Za wiele sobie zakładamy a później ciężko do tego dobrnąć czy może ludzie, po których spodziewamy się dużo z prostych przyczyn  – są naszymi przyjaciółmi czy rodziną, nie nadążają z rosnącym w nas zapotrzebowaniem? Zapotrzebowaniem na zainteresowanie, na pomoc, zapotrzebowaniem na normalność? Gdzie leży problem, po której stronie szukać rozwiązania, żeby po raz kolejny nie zatrzymać się w biegu życia, podrapać się po brodzie i z miną wygiętą w podkowę ze zdziwienia  nie westchnąć:

Ja pierdole. Znowu mi przykro.

Czy w dzisiejszych czasach najlepszym rozwiązaniem nie byłoby po prostu życie bez złudzeń i umiejętność takiego poprowadzenia spraw, żeby stać się samowystarczalnym i absolutnie od nikogo niezależnym? Bo gdyby tak było to czy znowu zastanawialibyście się, dlaczego dajmy na to Adam nie pomógł mi przy samochodzie dzisiaj skoro ja  w środku nocy potrafiłem odebrać go z imprezy za miastem, wczoraj? Dlaczego Ania, Kasia, Basia słyszy zewsząd z tonem pogardy dobre rady jak powinna umieć radzić sobie sama w odpowiedzi na jej prośbę,  skoro ta sama Ania, Kasia, Basia beż żadnego konkretnego wydźwięku zrobiła coś dla tego mądrali chwilę wcześniej bo czuła, że to słuszne? Od tak, po prostu.

Ile rozczarowań i uczucia osamotnienia moglibyśmy sobie darować gdybyśmy stali się jałowi, bez zapotrzebowań.  Jesteście sobie w stanie to wyobrazić?

Pytanie klucz: Czy mam tego chcieć w ogóle? Czy z roszczeniowością względem innych, która wynika z naturalnych zjawisk jak chociażby pomoc przy odśnieżeniu chodnika sąsiadowi ze złamaną nogą powinniśmy zacząć walczyć? Z tym naturalnym uczuciem dzisiaj ja tobie, jutro ty mnie. Walczyć?

Ja nie chcę tak. Chcę być komuś potrzebna. Chce czuć to samo. Nie chcę stać się leśnym dziadem, który otwiera usta tylko do jedzenia. Kiedy ludzie zaczną zdawać sobie sprawę z tego, że są sobie na maksa potrzebni?

Kiedy?

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

6 komentarzy

  • ~Kurka

    19.12.2014 at 19:02 Odpowiedz

    Eeee, to chyba nie tak! Przecież pomagamy komuś, bo sami tego chcemy. Nikt nas do niczego nie zmusza. Ktoś jest w potrzebie i oto pojawiamy się my! I pomagamy. A jeśli nam w potrzebie ten ktoś później nie pomoże, to co? Jeśli pojawia się rozczarowanie, to chyba znaczy, że nasza pomoc nie była taka piękna bezinteresowna i szlachetna. Znaczy to, że liczyliśmy na przyziemny rewanż, barter czy z resztą jak zwał, tak zwał. Ja uświadamiam sobie w chwilach tego ‚ja pierdole. Znowu mi przykro.’, że uczucie niesprawiedliwości jest tu nie na miejscu. Daję komuś siebie ale nie żądam nic w zamian. Potrzebne będziemy zawsze. Ktoś zawsze będzie na nas liczył. Chodzi chyba o to, żeby tego związku nie sprzedać. Niektórzy mówią na to miłość.
    Ale Mamo Rysiowa, jestem Twoją wierną czytelniczką i kibicem! Dajesz:-), jakby powiedziała moja nastoletnia pociecha!

    • ~Taka Sobie Matka

      20.12.2014 at 21:57 Odpowiedz

      Też tak myślę. Nie ma być po równo, nie ma być nawet sprawiedliwie. Chcesz – pomagasz i nie chodzi o „prawdziwą bezinteresowność”, tylko o to, że traktowanie pomocy w kategoriach pożyczki jest moim zdaniem nie fair. Nie lubię chodzić po swoich śladach, więc więcej dla chętnych tu: http://takasobiematka.wordpress.com/2014/12/12/siec/ , jeśli chcesz, skasuj.
      Nie zmienia to oczywiście nijak „ja pierdolę, znowu mi przykro”, bo to jest zupełnie naturalny odruch. Mnie też jest przykro, ale pretensji nie mam.

  • ~Magzz

    19.12.2014 at 19:26 Odpowiedz

    Mamo Rysiowa,
    A wyobrazasz sobie zycie bez ludzi tobie mniej lub bardziej bliskich?
    Moj tata wychowal mnie w sposob, abym nigdy nie MUSIALA o nic prosic. Moge poprosic ale nie musze…Wierz lub nie ale to ja robie wiekszosc napraw w domu, bo mojego prosic mi sie nie chce. ALE….
    Ludzie ludziom sa na maxa potrzebni, kiedy to zrozumieja nie wiem. Wiem natomiast ze czescia naszego zycia jest przyjmowanie na klate i z duma kazdego kopniaka. Co nas nie zabije nie?
    Wracajac do tematu, prosze z serduszka mojego calego nie zmieniaj sie, pisz dalej, moj dzien i tak na maxa do dupy stal sie troche lepszy…

  • ~Magda

    19.12.2014 at 20:37 Odpowiedz

    OMG! No skąd ja to znam… sklamalabym gdybym powiedziała, że już mnie to nie rusza…bo niestety nadal rusza. Ale przynajmniej mogę z pełną pychy gębą powiedzieć, że mnie to nie zmienia. 😉

  • ~Juśka

    20.12.2014 at 13:19 Odpowiedz

    no mam,tez tak mam…. i tak se mówie powtarzam a mam w duszy wszystkich, w tym tygodniu to ja im pokaże, nie zadzwonie nie zrobie nic, a co dam se radę… g.. prawda jest mi przykro, przykro przykrooooo!!! zajadam smutek kabanochami i śledziem w cebulce i …. jest mi znowu przykro bo co efekty uboczne murowane!!

  • ~GabRysia;)

    21.12.2014 at 19:10 Odpowiedz

    „UMIESZ LICZYĆ LICZ NA SIEBIE” przypominam sobie za każdym razem kiedy ktos mnie wystawi. I wcale nieprawda że oczekiwanie rewanżu jest czymś złym- bo w takiej sytuacji zawiązują się relacje międzyludzkie. Jakby któś nie potrzebował pomocy – to by nie pytał, a jeśli nie pytał a otrzymał pomoc i na nią nie protestował- to tez oznacza – że jej jednak Potrzebował ! a jak jesteś w potrzebie i reszta sie na Ciebie wystawia- to znaczy że nie warto z kimś takim przestawać. W gronie znajomych/przyjaciół powinniśmy mieć ludzi na których powinniśmy móc liczyć i czuć się bezpiecznie w każdej sytuacji. Inaczej nie było by rodzin, wspólnot, krajów, wspólnego języka, wspólnej kultury itp itd.

Post a Comment