Rodzina Soprano

Rodzina Soprano

Pomyślałam dzisiaj – zanim uraczę was postem o porodzie (hła hła nie mogę się doczekać o naiwne istoty) przedstawię wam siebie i moją uroczą, małą rodzinę. W sumie byłaby mniejsza gdyby nie pies, który małym nigdy być nie miał i nie wiem dlaczego nadal dziwi mnie, że jest wielkości małego kuca szetlandzkiego, szczególnie w mieszkaniu o metrażu pałacu, czytaj: 25 metrów kwadratowych. Co do tego metrażu nie ma się co czepiać, przynajmniej życia nie spędzamy na szukaniu siebie po komnatach, a jak się mała porzyga stoję przy łóżeczku szybciej niż pomyśli o ewentualnym zalaniu się łzami. Nasze mieszkanko, takie pudełko po butach zawsze żyło własnym życiem – zalało sąsiada już dwa razy w ciągu zeszłego roku tworząc mu na ścianie w kuchni zaciek wielkości Całunu Turyńskiego, zalało siebie samo też raz, a łazienka wydaje dziwne dźwięki przy spuszczaniu wody i nie tylko. Nic to wszystko, w dupie z popękaną podłogą pod kiblem i problemami z odpływem wody pod prysznicem, już mnie nawet trzęsąca się podłoga w pokoju nie denerwuje – dom twój tam gdzie serce twoje. Moje mieszka właśnie tam.

Pierwszego przedstawię wam ojca Krystyny, GG. To taki typ zabawny co serce mi skradł a dziecko usypia o czwartej nad ranem… Beethovenem. Nadal nie jest w stanie zrozumieć dlaczego to dziecka nie uśpiło a wywołało „drobne” nieporozumienie w domu. Zważywszy na głośność tej lekcji kultury na noworodku w środku nocy sąsiedzi pewnie myślą, że jesteśmy popierdoleni. No, jesteśmy. GG przedstawia sobą wszystko co przedstawia prawdziwy mężczyzna. Nie do końca rozumie, że do kibla z podniesioną deską najprościej w świecie wpadam gołą dupą w nocy, gdy nie pale światła (Światło zapalone w toalecie w nocy rozjaśnia nam pokój niczym zorza polarna. Co za tym idzie dziecko ma już pomysł na spędzenie następnej godziny przy akompaniamencie klasyków gatunku „Aaa kotki dwa”, „Z popielnika na Wojtusia” i w ostateczności „Jeszcze Polska nie zginęła…” a zdarzyło się). Tata wyznaje też luźna kulturę ubraniową, myśląc, że krzesło nadaje się na szafę o każdej porze dnia i nocy, z uporem maniaka pastę do zębów zabiera pod prysznic i już nie odkłada, nie wspomnę o maltretacji tej tubki… Oprócz tego GG ma wszystko co powinien mieć fajny tata i partner (i tu się pojawia moje ulubione słowo „Konkubent”), zapuścił dla mnie brodę, ładnie pachnie co za tym idzie myje się i masuje mi nogi jak proszę. Jak nie proszę też masuje bo myśli, że coś tym ugra, nice try! Kocham jegomościa nawet jak z zimnymi kulosami pakuje się do łóżka, na tym to chyba polega. Tu ciekawostka – czy tylko GG torturuje tak szczotkę do zębów? Dla porównania pozuje tu z moją, czerwoną.

Kolejnym bardzo ważnym mieszkańcem naszej życiowej przechowalni jest wspomniany już pies. Ooo proszę państwa tu się warto rozpisać. Przedstawiciel rasy Labrador Retriver, pięćdziesiąt kilogramów żywca i zdecydowanie za dużo objętości. Jak zaczynają z GG na zamianę chrapać to nie wiem, za którego wziąć się w pierwszej kolejności. I o ile na psa działa rzut klapkiem tak Pan Tata ceni sobie spokojny, nieprzerwany sen. Jak go dźgnę łokciem czasem warknie. Takie życie. Pies wabi się Kisiel. Z imieniem ma tyle wspólnego, że ślini się na szynkę i wszelkie mięso. Zawodowo żebrze pod stołem, podaje łapę, ale tylko jedną, jedyny taki co na „-Kisiel wyjdź!” kładzie się, a na „-Połóż się!” przypala frana, że nie słyszy. Oprócz głośnego chrapania zawodowo puszcza wiatry. Niby nic specjalnego, ale na tak małym metrarzu takie wiatry szczypią w oczy. Nie ma możliwości pomylenia jego bąków z innymi. Kiedyś się jeszcze dziwiliśmy, że taka psia dupka może tak dowalić. Teraz już tylko wietrzymy pokój i nazywamy go świnią. Kisiel ma chyba korzenie arystokratyczne bo dziwnie łapy krzyżuje jak leży. Szkoda, że równie arystokratycznie nie je i zostawia mi syf w kuchni za każdym razem kiedy raczy się wołowymi bobkami. Jak się urodziło młode raz powąchał i tyle. Chyba nie wie do końca co go czeka jak się Ryśka oderwie od ziemi i zacznie biegać po domu. Takie życie psa, za ogon trzeba dać się czasem pociągnąć.

Kolejna, najważniejsza, moja mała okruszyna, moja muszelka i wszelkich cnót wzór – córka moja Krystyna. Miała być Ryszardą ale spodziewałam się pozwu w dorosłym życiu za imię, więc ostatecznie padło na Krystynę. I tak na nią wołamy Ryśka, kto nam zabroni.

Z Krystyną znamy się nie za długo bo raptem dwa miesiące, a już mam o niej wyrobione zdanie. Totalnie mną manipuluje, zna swoją siłę w płaczu, wymusza i nie da się uśpić przez ojca. Pozwoliłam sobie raz wyjść przez owe dwa miesiące zobaczyć ludzi i świat. Po powrocie o drugiej nad ranem zastałam wkurwionego, zmęczonego GG i nieśpiące dziecko, no co, czekała na mamę. Ryśka jest tytułową bohaterką tego bloga i to dzięki niej mój świat stanął na głowie, brzuch rozstąpił się niczym Morze Czerwone a ja poznałam granice wytrzymałości swojego ciała podczas porodu. Co by nie było – warto było

Last but not least mła, matka Polka, inkubator, stołówka i pierwszy strażnik Ryśkowego wyra w jednym. Ciężko o sobie pisać jak się ma tyle do powiedzenia a opinia pewnie będzie baaaardzo subiektywna. Co nie zmienia faktu, że spróbuje. W skrócie – mam nadwagę i ogoloną głowę, średnio wyglądam ostatnio jak książkowa mama w sukience w kwiaty. Uwielbiam dobry browar i odżałować nie mogę, że tak dawno go nie piłam, ale jak już się napiję… bójcie się narody! Mam dwie pary szpilek. W szafie. Chyba jedynie w celu udowodnienia sobie i innym, że nie jestem lesbijką. Nawet nie pamiętam, gdzie je mam, ale jak chce zamknąć GG gębę jak zaczyna bajkopisarzyć i bzdury jakieś rozsiewać, szpilki zawsze działają. Jak nie jestem mamą wcielam się w rolę zwykłego biurowego nakasztaniacza. Obecnie nie bo Ryśka jeszcze mnożyć przez dziewięć nie potrafi i wali w majty, ale kiedyś trzeba będzie wrócić. Jak przystało na świeżo upieczonego rodzica zakochana jestem po uszy w tej małej istocie. Zastanawiam się niekiedy czy dzieci na podwórku nie będą za nią biegały z czosnkiem i święconą wodą, bo różu w garderobie za mojej kadencji na sobie nie zobaczy a szary i czarny jakoś mi ostatnio najwięcej radości sprawiają. I ten smoczek z trupią czachą. Prawdziwa rasowa dama! Jakoś się dziwnie składa, że zawsze mam rację, nawet, jak nie zamierzam co wyjątkowo irytuje GG. Nic nie poradzę. Nie chodzę na fitness a powinnam, jem niezdrowo i zawsze brakuje mi kasy. Działa mi tylko jedna pierś co najprawdopodobniej skończy się niezłą asymetrią po okresie karmienia (jak dobrze że wypchane staniki naprawiają). No i oczywista oczywistość jestem szyją tej głowy zwanej rodziną i kręcę nimi jak mogę najlepiej!

 

Aneks do wpisu – moja mama, babcia, teściowa i nieodłączny członek rodziny, Aleksandra.

Wnuczkę ma jedną więc chyba tłumaczyć nie muszę jak na siebie dziewczyny działają. Jak to babcia – martwi się na potęgę wypowiadając z siebie czasem zdania absurdalne np: „-Co robicie? -zapytała kiedyś telefonicznie, -Aaa kąpiemy młode odpowiedziałam w rozmowie, -No mam nadzieję, że w ciepłej wodzie?!” (Pacz GG,stąd ten katar ;P), że jak się buzie maścią smaruje to nie do oczu itd. (Mamo jak to czytasz to się nie gniewaj, kocham Cię bardzo bardzo, wpadniesz do nas na żeberka to Cie udobrucham). Ponad to mama jest nieodłączną częścią naszej rodziny i na pewno nie raz nie dwa usłyszycie o niej na blogu. Wszystko co mam zawdzięczam właśnie tej kobiecie łącznie z pierwszą patelnią w nowo kupionym mieszkaniu i chylę czoła przed wszystkim co dla mnie w życiu zrobiła. Tu czas na łzy i wzruszenie, nie krępujcie się…

To chyba tyle z przedstawiania naszej wesołej drużyny Drombo, jak będzie nas więcej dam znać (Boziu oby nie za szybko, daj mi chociaż chwilę na regenerację macicy!), póki co żegnam się i wracam do swojej szarej rzeczywistości.

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

35 komentarzy

  • ~prostapolka

    19.01.2014 at 15:17 Odpowiedz

    o, dziewczyno, dziewczyno. za te smoczki w czaszki już Cię lubię i nie wspomnę nawet o wspólnocie we wpadaniu dupą do kibla, bo druga strona nie umie zapamiętywać komend jeszcze bardziej, od wszystkich moich psów. co do szczoteczki, to cóż, wygląda na to, że niektórzy muszą zaciskać zęby. u mnie jest totalnie odwrotnie, bo to moja szczoteczka wygląda, jakbym czyściła nią łagry, a mojego jest piękna i idealnie zachowana. i o ile pies puszcza bąki jakby wypuszczał gaz łzawiący, to uwierz mi, nie ma nic bardziej szokującego i wprawiającego w zakłopotanie od bąka puszczonego przez szczura 😉

    • SOHO

      19.01.2014 at 16:21 Odpowiedz

      Moja droga skoro tyle nas łączy to może mnie pocieszysz słowami, że Ty też masz nadwagę co? 😀

      • ~emi

        23.01.2014 at 16:04 Odpowiedz

        Nie przejmuj sie nadwaga, jak mala zacznie raczkowac, a potem chodzic, to twoim jedynym zmartwieniem bedzie, zeby ci oczy z galek ocznych nie wypadly, takie sprinty twoja mala bedzie uprawiac, a ty za nia 😀

    • ~Marga

      23.01.2014 at 16:18 Odpowiedz

      Jesteś cudna. Normalnie jakbym o sobie czytała. Moje młode skończyło 7 miesięcy tydzień temu. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy. Buziole.

  • ~prostapolka

    19.01.2014 at 21:59 Odpowiedz

    Pewnie, że mam. Pisząc to połowa mojego mózgu zastanawia się, czy iść do lodówki po ciasto, czy nie.

  • ~gumofon

    23.01.2014 at 09:13 Odpowiedz

    Nadwga jest zajebista. może byc drogą do sławy…ludzie zwracaja nanas zawszę uwagę a nawet czasem pomaga bo nie chcą nas tknąć patykiem i mamy spokój 😛

  • ~Aqulec

    23.01.2014 at 09:57 Odpowiedz

    Już Cie lubię dziewczyno 😉

  • ~sonia

    23.01.2014 at 10:20 Odpowiedz

    Powinnaś zostać pisarką, wykupiłabym Twoje wszystkie książki 🙂 zajebiście się czyta, płynę przez tekst. Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na opisanie samego porodu hiehie……. 🙂

  • ~doro

    23.01.2014 at 10:43 Odpowiedz

    o rany, dodaje do ulubionych. akurat jestem w połowie ciąży i doszłam do wniosku, że stanem błogosławionym nazywa się to dlatego, że ma się ochotę wszystkich błogosławić, niekoniecznie kulturalnymi słowami 😉

  • ~Izka

    23.01.2014 at 11:20 Odpowiedz

    No zabilas mnie tym blogiem…rewelacja. Jako matce dwojki (!) dzieci zdecydowanie stwierdzam, ze z ciazy to taki stan blogoslawiony jak z koziej dupy worek na make. zylaki, zyganie, cudowne mdłości (o dziwo nie tylko rano), rozwolnienie, zatwardzenie…full wypas! ale co! bedzie dobrze! Z niecierpliwością czekam na kolejne historie z Kryska w tle

  • ~Lucy

    23.01.2014 at 11:22 Odpowiedz

    No wreszcie na onecie jakiś ciekawy blog! Dodaję do obserwowanych, choć póki co jeszcze mnie temat nie dotyczy, ale kiedyś pewnie…Poczytam, może się nie przestraszę 😉

  • ~Aga Chmurka

    23.01.2014 at 12:09 Odpowiedz

    Witaj Gratuluje tak udanej rodzinki, życze duzo zdrówka, sił i cierpliwości 🙂 a rzeczywistość chyba juz nie jest taka szara sokro jest takie maleństwo co wywraca czasem wszystko do góry nogami 🙂 wiem cos o tym hehe mam dwójke.
    Pozdrawiam ciepło a bym zapomniała swietnie sie czyta Twoje teksty.

  • ~sawisia7

    23.01.2014 at 13:34 Odpowiedz

    hahahaha polałam.przeczytałam posty i stwierdzam że jesteś urocza. słodko pierdząca do bólu 🙂

  • ~serduszko

    23.01.2014 at 14:37 Odpowiedz

    Ależ się to super czyta. Chcę więcej i więcej ….

    • SOHO

      23.01.2014 at 14:42 Odpowiedz

      Bardzo dziękuję, już niedługo wpis o moim porodzie. Proszę cierpliwie czekać i zaglądać. Pozdrawiam

  • ~emi

    23.01.2014 at 15:51 Odpowiedz

    Sliczniusia jest ta twoja coreczka, zazdroszcze ci corki, mi sie trafil po raz drugi synus (w duchu na poczatku ciazy marzylam o corci), ale I tak juz kocham tego swojego malca, I nie moge sie doczekac kiedy go wezme w swoje rece. Mi narazie pozostaje glaskanie go po wystajacej przez brzuch pupci lub kolanku.
    Widzisz tyle sie nacierpialas, naplakalas, nastekalas w ciazy, a masz takie cudo:)
    A co do mieszkania to macie naprawde tam tlok, tez mieszkalismy z malym dzieckiem na 25 mkw, jak sobie pomysle, ze mialabym miec tam jeszcze psa, omg… sama suszarka na pieluchy zajmowala pol pokoju…
    Swietnie piszesz, nie przestawaj, bo inaczej internet bedzie nudny:)

  • ~Żaneta

    23.01.2014 at 16:50 Odpowiedz

    Szczerze mówiąc to mnie ten tekst wydał się dość męczący, napisany dość wymuszonym, agresywnym stylem. Mam nadzieję, że opis porodu nie trafi już na główną onetu i nie trafię ponownie na tego bloga.

    A autorce życzę odrobiny pozytywnego nastawienia, bo takie użalanie się nad sobą nic nie wnosi.

    • ~Katrin

      23.01.2014 at 17:13 Odpowiedz

      A ja tu widzę dużo humoru i autoironii, ale cóż, może to ja mam problem z interpretacją.

      • ~Paulina

        23.01.2014 at 17:40 Odpowiedz

        Droga Katrin,
        To nie problem z interpretacją… raczej z rozumieniem tekstu przez osoby pozbawione poczucia humoru…
        Autorce bloga gratuluję, zarówno lekkiego pióra jak i wspaniałej latorośli… z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy 🙂

  • ~kreska

    23.01.2014 at 19:33 Odpowiedz

    Pisz więcej, uśmiałam się setnie. I to na głos.

  • ~czasami człowiek musi

    23.01.2014 at 21:25 Odpowiedz

    Fenomenalny tekst. Oplułam komputer śmiejąc się jak głupi do sera co reszta rodziny skomentowała wymownym pukaniem się w czoło, ale co tam 🙂

  • ~malinowa

    23.01.2014 at 22:20 Odpowiedz

    Dawno się tak nie uśmiałam, zaglądać będę licząc na ciąg dalszy 🙂

  • ~papcio1

    23.01.2014 at 22:36 Odpowiedz

    Trafilem przez przypadek ale nie zaluje. Super dowcipnie napisane, a usmialem sie tak ze mi lzy lecialy

  • ~aisa

    23.01.2014 at 23:46 Odpowiedz

    chce zobaczyc ten smoczek 🙂

    • SOHO

      23.01.2014 at 23:50 Odpowiedz

      Obowiązkowo pojawi się w późniejszych postach

  • ~ewa

    24.01.2014 at 00:05 Odpowiedz

    oj ta nadwaga, poród w kwietniu a mąż już mi ulotki z aerobikiem przynosi….. 🙂 haha Świetny blog

  • ~buba

    24.01.2014 at 03:09 Odpowiedz

    kolejny rewelacyjny tekst 🙂

  • ~Siula

    24.01.2014 at 05:50 Odpowiedz

    Matko kochana! Dzięki Bogu nie jestem sama! A juz myślałam, ze tylko ja taka wredną matka byłam i w ostatnich tygodniach ciąży mówiłam do brzucha „wyłaź juz !!!” Na szczęście cała ciąża minęła mi spokojnie i bez większych dolegliwości ale pod koniec miałam dość! Mój Małż tez tak maltretuje szczotke do zębów aż sie czas zastanawiam czy po nocy fug w łazience nie szoruje! Tez mam ogólne pól głowy ale obecnie zapuszczam – o zgrozo! Wyglądam jak rumcajs jak zepne resztę włosów:) i co ciekawe tez uwielbiam browar! Mamy dzieciny w tym samym wieku mój Adam z 18 listopada 🙂 moja mleczarnia działa pełna para ale młody taki glodomor, ze muszę go dokarmiac modyfikowanym! Poza tym uwielbiam mój mądry telefon z dostępem do swiata – podczas karmienia mogę bez wyrzutów sumienia potracić czas na czytaniu jego zakątków 🙂 Pozdrawiam i czekam na opis porodu – ciekawe czy nasze doświadczenia i opinia o nim jest podobna 🙂

  • ~mała

    24.01.2014 at 09:13 Odpowiedz

    weszłam przypadkiem, zostanę na dłużej 🙂 tym bardziej, że sporą część swojej rzeczywistości tu u Ciebie znalazłam 😀
    różnica zasadnicza to brak dziecka, natomiast spodziewam się od dawna ciąży jak z Twojej opowieści,a to skutecznie trzyma na dystans 😀
    metraż pałacu też mamy lepszy, bo podobno 32m2, także jest gdzie szaleć. mamy ofkorz dużego psa, nie Kisiel, a Korek i jest 35 kg draniem. Również arystokratycznym, bo łapy krzyżuje jak ta lala. O jego bąkach opowiadać nie będę, wiadomo, że w oczy szczypie.
    Jeśli chodzi o Partnera życiowego, to nie mogę narzekać. Temat deski w górze jest mi obcy, bo K. jest leniem i potrzeby załatwia na siedząco, czym radykalnie zmniejsza ilość awantur w naszym Pałacu. I szczoteczki do zębów tak nie maltretuje, ale to może znaczyć, że rzadziej myje zęby, a to już niedobrze.
    Ja jestem skromną, półtorametrową damą, co pracuje za biurkiem i nie boi się przekleństw. Nadwagi może nie mam, ale ze względu na miłość do słodyczy do Anji Rubik mi daleko. I z każdym „michałkiem” dalej.
    Tyle gwoli prezentacji, coby obcym gościem nie być. Trzymajcie się ciepło i do następnego wpisu!

  • ~eve

    24.01.2014 at 12:47 Odpowiedz

    Bossssssssskie! :))))) Da-waj poród!!!!!!!! Da-waj poród!!!!!!!

  • ~Anusia

    24.01.2014 at 14:13 Odpowiedz

    O rajuśku jak ja Cię rozumiem. Moja Li ma już 13 miesięcy i staje się bardzo sprytną rozrabiarą. Nadal jednak pamiętam te pierwsze miesiące ryku i niezrozumienia. Szczoteczka Pana i Władcy wygląda tak jak u GG, kiedyś myślałam, że on nią dupe szoruje, ale po obejżeniu programu z cyklu „perfekcyjan pani domu” wiem, że tak rozkłada włosy szczotka po umyciu fug w łazience. Moja teoria byłaby nawet słuszna, gdyby nie fakt, że fugi nadal brudne, a w zapał Pana i Władcy do sprzątania nawet jego babcia nie wierzy.

  • ~annn

    24.01.2014 at 14:40 Odpowiedz

    Bardzo podoba miu sie Twoj styl, az mi sie humor poprawia czytajac Twoje wpisy. Sama jestem na wylocie (38tc) i sram ze strachu. Czekam na wpis o porodzie ale tez troche sie go obawiam;p

  • ~Biuchnerowa

    25.01.2014 at 10:35 Odpowiedz

    Miska moja ty anty- matko- polko:) kasza młodemu ostygla bo się zaczytalam! Witaj po ciemnej stronie mocy kobieto i nie przestawaj pisać!

  • ~angi

    30.01.2014 at 23:28 Odpowiedz

    Uwielbiam to czytać!!! Choć u mnie ze szczoteczka jest odwrotnie 😀 Pies, a raczej psy… Tosiek (amstaff) najchętniej spał by koło mnie na podusi, wali jak z armaty ( w nocy sie nawet budzę), chrapie i biega przez sen. Natomiast Roki (kundelek) śpi w naszych nogach i stęka przy każdym ruchu naszym lub jego o zapachach nie wspominając. A i jest jeszcze żółw, który rozwala kamienie w akwarium cierpiąc na bezsenność:/ Mama nadzieje że za jakiś czas (krótki) będę mogła sie podzielić swoimi przeżyciami w ciąży. bo teraz było mi dane cieszyć sie nią tylko 3 miesiące 🙁 Pozdrawiam

    • SOHO

      30.01.2014 at 23:30 Odpowiedz

      Uda się. Uwierz mi. Pozdrawiam

Post a Comment