Reinkarnacja.

Reinkarnacja.

Piętek, trzecia nad ranem. Od godziny nie mogę spać. Oczy otwarte już tak długo zdążyły przyzwyczaić się do ciemności widząc w niej każdy kształt. Obok mnie w swoim łóżku śpi Krystyna. Jej młode ciało i dusza nie mają jeszcze czym się martwić, nic nie kalkulują. Głowa zasypia kiedy przychodzi na to czas. Zasypia i odpuszcza życiowym bełkotom na długie godziny. Zupełnie odwrotnie niż moja, której właśnie w ciemności myśli się najlepiej, najwnikliwiej, najgłębiej. Leżę na wznak gapiąc się bezcelowo w sufit. Myślę o czasach kiedy miałam dwadzieścia lat, mnóstwo znajomych i kolegów. Wspominam wakacje, wyjazdy, wypady za miasto. Przed oczami staje mi pierwsza miłość, z którą za rękę podążam przez las w poszukiwaniu drewna na ognisko i roje pszczół żądlących nas w tyłek, kiedy akurat łapiemy za złą gałąź. Pamiętam jak biegniemy w tej wilgotnej trawie odganiając się od nich, śmiejąc i całując. Wszystko do mnie wraca dzisiaj. Moja miłość już nie żyje. To było dawno temu, ale nie aż tak żeby patrzeć na to z zachowaniem takiego długiego czasowego dystansu. Trzymałam go za rękę jakby wczoraj. Dzisiaj? Już go nie ma. Co się ze mną dzieje? Przecież jestem młodą dziewczyną a zachowuję się teraz jakbym zmierzała do końca. Zupełnie bez sensu, wiem to. Dalej wracam do wszelkich przywilejów młodości jakie były a jakie już nie wrócą. Kurwa ja już nigdy nie będę mogła po prostu rzucić plecakiem o ścianę w przedpokoju u mamy, wsiąść w samochód z paczką i pojechać nad morze. Nigdy już za blokiem nie odpalę pierwszego papierosa w tajemnicy przed życzliwym okiem sąsiada. Nigdy nie zakrztuszę się dymem tak jak kiedyś i nie będę w stanie rozkoszować  się smakiem adrenaliny, która nadawała młodemu życiu sens.  Już nigdy nie usiądę matce na kolanach tak jak wtedy. Nigdy nie uzbieram na jej urodziny takiego bukietu z bzu rosnącego pod blokiem jak tamten. Gdyby ktoś teraz zobaczył mnie w krzakach pod balkonem walczącą z drzewem zapewne posądziłby mnie o skąpstwo albo wezwał policję za niszczenie mienia. Przeżyty wczoraj dzień, powrót z miasta, skasowany bilet o 19:33. To już wszystko za mną. Bilet ląduje w śmieciach bo jest nieważny. Ta sama godzina tego samego dnia nie wróci. Czas mnie nie rozpieszcza wręcz przeciwnie. Upłynnia mnie kiedy ja chcę być ścianą z cegieł. Nie chcę przemijać i choć nie mam jeszcze trzydziestu lat myślę już o tym co się nie wróci. O tym, że nie dowiem się więcej, że jestem w ciąży z Krystyną. Nie spojrzę  z niedowierzaniem na tamte właśnie wyniki. Będą pewnie inne, ale już nie te. Już nigdy nie zobaczymy się pierwszy raz dwunastego listopada. Tak strasznie mnie to przygnębia. To przemijanie mnie boli. Dzisiaj jestem jutro mogę nie być. Coś się znacząco zmieni? Autobus tak samo zabierze dzieci do szkoły jak zabierał, w telewizji o tej samej godzinie nadadzą wiadomości.

Piątek, czwarta trzydzieści rano. Nadal myślę, po twarzy płyną łzy. To chyba ta bezsilność mi je wyciska. To, że wiem, że nie mam na nic wpływu i że przemijanie jest w gruncie rzeczy dobre bo pozwala zdobywać doświadczenia naszym dzieciom. Pozwala im dorastać i cieszyć się tym co już za nami.

I nagle kącik moich ust wędruje do góry. Bardzo delikatny uśmiech. Głowa coś pojęła nareszcie. Dzieci są reinkarnacją. Krystyna jest mną dwadzieścia pięć lat temu. Za mną tyle wydeptanych dróg. Chociaż wiem, że nigdy nie przejdę ich w ten sam sposób pozostawiam jej tą możliwość.  Teraz Krystyna będzie rwała dla mnie bez na urodziny, uciekała z ostatniej lekcji wf-u w majowe, słoneczne popołudnie, szykowała się na swoje osiemnaste urodziny. Teraz ona pobiegnie z kimś za rękę przez las. Świat stoi przed nią otworem. Ona jest ze mnie. Nie mogę przeżyć nic za nią ale cieszyć się z tych uniesień razem z nią nikt mi nie zabroni. Nikt mi tego nie odbierze. W niej urodziłam się na nowo.

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook1Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

28 komentarzy

  • ~Gabi

    31.10.2014 at 12:03 Odpowiedz

    Jesteś bardzo starą duszą…Wiesz o tym. 🙂

  • ~Monika

    31.10.2014 at 12:05 Odpowiedz

    ahh teraz i ja sie poryczalam:)
    dziekuje za ten wpis:)

  • ~paula

    31.10.2014 at 12:17 Odpowiedz

    Takie same mam przemyślenia odkąd jest z nami nasza coreczka. Wcześniej człowiek pracował bawił się jak szalony i nie myślał o tym co jutro zje na obiad. A Teraz kiedy niebawem trzeba wracać do pracy człowiek uświadamia sobie jak ten rok minął szybko. Ale przecież tamte inne roki tez szybko mijały. No ale nie tak jak ten. Rozumiem Cię w 100 % w matczynej miłości i tak samo jak Ciebie dobija mnie to jak szybko ten czas leci. Ze teraz przewijam obsralego pampersa a już niedługo będą dylematy miłości. Pozdrawiam Ciepło ☺

  • ~Martyna

    31.10.2014 at 12:21 Odpowiedz

    Bardzo wzruszajacy i dający do myślenia wpis. Jednak przemyślenia i wpisy tego typu nasuwaja mi jedno: jesienna chandra Cię dopadła albo okres się zbliża i zespół napięcia przedmiesiaczkowego się zaczął. 😀

    • Mama Rysiowa

      31.10.2014 at 12:23 Odpowiedz

      Nie ma chandry. Okres już dawno za mną. Ja jestem dosyć uwrażliwiona po porodzie. Chyba mi już tak zostanie forever. Pozdrawiam

      • ~Miuriel

        31.10.2014 at 17:21 Odpowiedz

        To matczyne rozmemłanie niestety zostaje…..
        Ja w czasach „przed córą” byłam jak bunkier- niezniszczalna emocjonalnie. Ciążowe płacze to dla mnie była Nowość, tak, przez duże N… 🙂 Naiwnie sądziłam, że po porodzie minie…. Córa ma prawie 2,5 roku a od tego czasu mój bunkier już dawno zdążył zatonąć w łzach i gdzieś się zapaść w hormonalnej brei. Na szczęście to w większości były łzy szczęścia 🙂
        Teraz czekamy na córę nr 2 i ponowne łzawe pierwsze razy więc Rysiowa Mamo- głowa do góry i do roboty nad kolejną reinkarnacją 😀

      • ~Ash

        31.10.2014 at 18:29 Odpowiedz

        Myślę, że jest jeszcze parę zdarzeń, nowych ścieżek, miejsc i doświadczeń przed Tobą. Wierzę w to i życzę Ci ich z całego serca. Albowiem każdy wiek (podobno) ma swoje zady i walety 😉

      • ~Strzyga

        06.11.2014 at 23:52 Odpowiedz

        Ale ta wrażliwość jest piękna. Nawet gdy dopada w najmniej oczekiwanym momencie i wyciska łzy z oczu. Bo zapach, bo błysk światła, jedno słowo…

  • ~katjanka

    31.10.2014 at 12:48 Odpowiedz

    Heloween Cię dopadło……..nie tylko Ciebie,moja pierwsza miłość, mąż zmarł,brak tych doznań ,tych uczuć,…..popłakałam się czytając Twój wpis….życie mi się nie udało,ważne,że są wspomnienia….

  • ~Zuzoon

    31.10.2014 at 13:13 Odpowiedz

    To co było już nie wróci ale dlaczego nie: rzucić plecakiem o ścianę w przedpokoju, wsiąść w samochód z paczką i pojechać nad morze. Odpalić kolejnego papierosa w tajemnicy przed życzliwym okiem sąsiada. Zakrztusić się dymem tak jak kiedyś i rozkoszować się smakiem adrenaliny, Dlaczego nie usiąść matce na kolanach (lub okok 😛 ) i nie uzbierać jej na urodziny bukietu z bzu? Dlaczego?

    • Mama Rysiowa

      31.10.2014 at 13:18 Odpowiedz

      Tamtej paczki nie będzie. Nie rzucę plecakiem i nie pojadę robić nieodpowiedzialne rzeczy bo teraz odpowiadam za kogoś, mam chyba większy mózg 😉 i wiem, że chodzenie po krawędzi dachu na trzecim piętrze mogłoby skończyć się źle. Już mnie to chodzenie po dachu z rozłożonymi rekami łapiącymi wiatr w gębę nie będzie tak bawiło jak wtedy. Czasy inne. Ludzie jakby mądrzejsi, już nie tacy beztroscy.

  • ~Magzz

    31.10.2014 at 13:17 Odpowiedz

    Hej Kobieto, poczekaj, zycie przed toba babe!!!
    Moje, pod sercem noszone, w kwietniu skonczy 7!!!! lat. A jakbym wczoraj w ciazy byla… To po dziecku widac uciekajacy czas…..
    ALLLLLEEEE bedzie przed Toba, droga Mamo, pierwszy dzien w przedszkolu, pierwsze przedstawienie na dzien Matki, pierwszy chlopak, itd… Samych lez szczescia Ci Kobieto zycze:)
    Pozrdawiam

    • ~Mjówdik

      31.10.2014 at 22:03 Odpowiedz

      Moja pięcioletnia córcia jadąc ze mną z przedszkola wyznała mi w ogromnej tajemnicy, że kolega z przedszkola chce się z nią ożenić 🙂 Ale ona nie chce… chce wyjść za mąż za kogoś kogo nie zna… 😀

  • ~iman

    31.10.2014 at 13:17 Odpowiedz

    Wzruszyłam się. Dokładnie tak samo myślę odkąd urodził się mój syn, tyle że jakoś nie umiem tego ubrać w słowa tak pięknie… Jest w tym coś strasznego- w tym całym przemijaniu… Cieszę się z każdej nowej rzeczy której nauczyło się moje dziecko, patrzę jak rośnie i myślę jak wiele jeszcze przed nim a ile przede mną?

  • ~Nikunia

    31.10.2014 at 14:20 Odpowiedz

    A ja czekam na tego czlowieczka, ktory robi psikusy i przeklada juz drugi termin wyklucia…i jak czytam Te Twoje teksty to taki spokój nieopisany i uśmiech blogosci mnie napawa….dziękuję chcialam zebys wiedziała

  • ~Agni

    31.10.2014 at 14:33 Odpowiedz

    Wzruszyłam sie, az mi łzy stanęly w oczach. Ale fakt, czas leci i leci… Sama co któryś wieczór myślę, że dopiero rodziłam, a już pół roku minęło.. Ani się obejrzę a moja młoda będzie biegać a ja znów będę w ciąży.. W końcu kto powiedział że reinkarnacja ma być tylko raz? 🙂

  • ~Mamą Być

    31.10.2014 at 14:34 Odpowiedz

    Również boli mnie to że czas tak cholernia ucieka, nie dawno tulilam małe zawiniatko ktore teraz poznaje swiat z własnej perspektywy, ma złości…. i uczę się go każdego dnia. To prawda, przed Tobą wyjatkowe chwile ktore będziesz z nią przeżywać, tak jakbyś żyła jeszcze raz… Pozdrawiam i zapraszam http://twojamambyc.blog.pl

  • ~Mama Nel

    31.10.2014 at 15:23 Odpowiedz

    Codziennie powinniśmy „łapać chwile” jak w kawałku Paktofoniki: „łapię chwile ulotne jak ulotka…” itd. 🙂 Świadomie cieszyć się z tych naszych małych radości, doceniać to co mamy – cudowne dzieci, fajnego faceta, rodzinę, przyjaciół, zdrowe ręce,nogi, oczy, dach nad głową, mleko dla dziecka. Nauczmy siebie i swoje dzieci celebrować to życie! Aż idę znów wyprzytulać tego mojego Malucha, napatrzeć się i wyryć w pamięci jak pięknie mowi do mnie „mamo”! A wieczorem chyba strzelę sobie winko, po tych refleksjach 🙂

  • ~Ala

    31.10.2014 at 20:49 Odpowiedz

    Moja mama zawsze mówi, że każdy moment życia jest na swój sposób niezwykły. Wczoraj była jakaś chora noc, też nie spałam.

  • ~Kasia (DziulkaCrew)

    01.11.2014 at 11:39 Odpowiedz

    Ale z Ciebie mądra baba jest… Też mnie łapią takie myśli, często. Te smutne. O przemijaniu. Na reinkarnację sama nie wpadłam, ale to jest genialne! Od razu lżej i lepiej.

  • ~ka

    01.11.2014 at 12:17 Odpowiedz

    czemu instagram nie działa 🙁

  • ~effa

    01.11.2014 at 22:35 Odpowiedz

    bardzo prawdziwe. bardzo….
    dobrze jest przypomnieć sobie o takim szybkim przemijaniu jak zaczyna brakować cierpliwości przy dziecku. wystarczy pomyśleć, ze za parę lat juz nie będą chciały tak na nas wisieć i nie będziemy najważniejsze na swiecie. pomaga!

  • k-nieidealna

    03.11.2014 at 10:18 Odpowiedz

    Podobnie myślałam przytulając moją babcię wczoraj. Tak bardzo Ją kocham, jest taka malutka w moich objęciach. Położyłam się i kilka łez uroniłam, bo zdałam sobie sprawę z tego, że boję się Jej śmierci. Bardzo się boję. Zazdroszczę Krystynie takiego snu 🙂

  • ~Gosik

    03.11.2014 at 11:21 Odpowiedz

    Boże…jakie to prawdziwe. Ja też myślę często o tym co już było. I co już nie wróci. Najbardziej dobija mnie właśnie ta bezpowrotność i obawa, że może nie dość dobrze, nie dość świadomie coś przeżyłam. Że powinnam była bardziej, intensywniej… Moje dziecko nabywa nowych umiejętności a ja się rozczulam, że to minęło już 7 miesięcy a przecież ja ledwie „wczoraj” wróciłam z nią do domu ze szpitala! Chciałabym zatrzymać czas i moc się nacieszyć tą chwilą, bo zaraz ona minie! Jedyne co mnie pociesza to myśl, że będą kolejne. Mam nadzieję, że będzie mi dane je przeżyć, bo życie jest takie kruche…

  • ~agnieszka

    03.11.2014 at 11:33 Odpowiedz

    Bardzo wkurza mnie, że fundujesz mi szklanki w oczach w poniedziałek, 3 listopada. I to, że te słowa już teraz mają wymiar całkowicie inny, niż kilka sekund temu, kiedy wklepywałam pierwsze literki.

  • ~jola

    03.11.2014 at 15:18 Odpowiedz

    przemijanie nie jest mile i przyjemne, ale dopiero wtedy gdy zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że to co było nigdy nie wróci. Pamiętam jak byłam mała to leżąc wieczorem w łóżku spoglądałam na sufit i pytałam „mamo, a kiedy będzie jutro? ” a teraz najchętniej zapytałabym kiedy będzie wczoraj… cieszmy się każda chwilą jakby miała być ta ostatnia! :-*

  • ~kasia

    11.11.2014 at 23:28 Odpowiedz

    Bardzo ładnie Pani pisze 🙂 wzruszyłam się

  • ~wiwi

    16.11.2014 at 23:38 Odpowiedz

    Boziu! Ktos jeszcze mysli tak jak ja. Z przerazeniem obserwuje pedzacy czas i nie moze pojac dlaczego ludzie robia straszne i zle rzeczy skoro czas i kazde zycie jest tak cenne… jestesmy w podobnym wieku, tez mam takie przemyslenia , a wlasciwie wrecz nienazwane leki, ktore czasem ciagna mnie jak kamien pod wode. Ku memu zdziwieniu kiedy odwaze sie juz nimi podzielic z jakas starsza dusza, w odpowiedzi slysze tylko ze mloda jestem i mam sobie takimi sprawami glowy nie zawracac. A kiedy jak nie teraz docenic dany nam czas i szanse na robienie rzeczy wspanialych w naszym zyciu?

Post a Comment