Psów i dzieci nie wpuszczamy.

do_wpisu

Psów i dzieci nie wpuszczamy.

Przegląd porannej prasy i tak oto w moje ręce po raz kolejny wpada pomysł stworzenia stref wolnych od dzieci w restauracjach. Kontrowersyjny temat bo nawet i ja jestem w stanie rozpatrzeć go dwojako: jako obrońca praw człowieka i dziecka czyli jako matka i jako młoda dziewczyna lubiąca czasem bez dziecka wyjść z koleżanką na kawę do miasta. Podeprę się fragmentem internetowej publikacji zanim opadną mi ręce i nogi z bezsilności a tleniąca się delikatnie wiara w ludzkość i człowieka zgaśnie na zawsze. Otóż:

„Dyskusja nad wprowadzeniem stref wolnych od dzieci rozpoczęła się w Niemczech wraz z otwarciem restauracji, w której jedno z pomieszczeń przeznaczone jest tylko dla dorosłych. Zamiarem pomysłodawców nie było jednak ograniczenie dostępu nieletnich do treści dozwolonych od 18. roku życia, ale stworzenie miejsca, gdzie klienci, którzy nie życzą sobie obecności najmłodszych, mogliby w akceptowanym otoczeniu cieszyć się czasem spędzonym na spożywaniu posiłków. Restauracje i kawiarnie z Child-Free Zone powstają we wszystkich większych miastach Europy.”

Czy jestem za lokalami ze strefami wolnymi od dzieci?

  • Ależ oczywiście! Nie będzie mi się stado bezzębnych, śliniących pijaw motało pod nogami i nie daj Boże szczerzyło do mnie w uśmiechu. Mnie! Wyemancypowanej, młodej kobiety, która swoje „problemy” (czyt. córkę) zostawia w strefach bardziej przyjaznych hałasowi – z babcią w domu. Urodziłam ją, mówiłam do niej, ale przecież to nie znaczy, że muszę chcieć ją za sobą wszędzie taszczyć i pokazywać się z tym małym, nie do końca rozwiniętym naczelnym wśród singli, rodzin bezdzietnych albo chociaż takich, które mądrzej już dawno wybrały i zostawiły swoich sześć zębów plus wyrzynające się kły w Hostelu u Dziadzia. Wiecie, jak będzie już potrafiła cytować Nietzsche’go, odsuwać się od stolika bez głośnego molestowania posadzki krzesłem, będzie w stanie powstrzymać się od publicznej dwójki w gacie to się zobaczy. Póki co musi jeszcze trochę popracować na miano „człowiek”, które jak widać nie należy się z urzędu. Dobry człowiek jest cicho, nie siorbie, nie żąda przewijaka, nie ryczy, nie rozrzuca kredek na stole w pizzerii rysując mamie słońce. Naklejka przekreślonego dziecka obok przekreślonego psa i przekreślonego peta jak najbardziej…
  • A no i jestem również za osobnymi autobusami dla myjących się częściej niż raz w tygodniu i tych, którzy lubią wild life, czyli mycie się nigdy i obowiązkowo posikane spodnie z wczoraj. Tak. Najedzona już w restauracji bez dzieci nie chcę wąchać uryny pana Miecia, który nie  dość, że śmierdzi to jeszcze jedzie na gapę. Jakby smród był gwarancją wolności i swobody. Ja pójdę dalej. Skoro już mamy restauracje wolne od dzieci, autobusy dla śmierdzących i pachnących to chciałabym, żeby w regulaminach MPK robić taki zapis:

„Robol schodzący po 13 godzinach tyrania gdzieś w fabryce, który nie witał się z mydłem od 24 godzin i trąci potem też niestety nie może jeździć autobusem dla pachnących„

Sorry, ale ja się męczyć nie będę. Nie lubię jak mi śmierdzi. Lokale wolne od dzieci! Autobusy wolne od śmierdzieli! Proste.

  • Blondynki z IQ chomika też powinny siedzieć osobno. W kawiarniach przede wszystkim. Za głośne są, za blond. Nie lubię. Lokale wolne od blondynek z IQ chomika!
  • Ludzie obgryzający paznokcie, won z kawiarni. Ja nie mogę na to patrzeć. Mam swoje prawa i poczucie estetyki. Lokale wolne od ludzi obgryzających paznokcie!
  • Obcokrajowcy. No to już w ogóle nie do przyjęcia. Nie po to przychodzę na kawę czy turbo drogie ravioli, żeby musieć jeszcze wysłuchiwać jakiegoś trzepoczącego łapami Włocha albo łamiącego język Węgra. No nie, wybaczcie. Lokale wolne od obcokrajowców!
  • Lokale dla ludzi od metra sześćdziesięciu, postuluję! Nie lubię siedzieć na za małym krześle. Nogi mi się plączą, stoliki za niskie. Koniec tego. Ludzie niscy powinni mieć swoje przyjazne strefy z małymi krzesłami. Dlaczego mam się męczyć? W imię czego? Ja mam nogi w porządku.
  • Lokalne wolne od brunetów z brązowymi oczami. Oni mi się po prostu nie podobają.
  • Swetry w Zarze są za drogie. Nie stać mnie na nie. Nie lubię się dobijać, że u mnie bieda piszczy. Lokale wolne od swetrów z Zary!
  • Ciężarne. O Matko, nie. Oczami wyobraźni widzę morze rozstępów i mi się cofa. Lokale wolne od ciężarnych.
  • Bardzo ważne: cmokający emeryci. Działacie mi na nerwy jak swetry z Zary. Musicie mieć swoje strefy gdzie będziecie sobie razem cmokać na głosy, ale nie przy mnie. W restauracjach to nie za bardzo. Lokale wolne od cmokających emerytów!

Mogłabym ten absurd męczyć w nieskończoność. A-B-S-U-R-D. Czytając komentarze ludzi, że cudownie i brawo za rewelacyjną ideę spokojnego obiadu zastanawiam się dokąd zmierza świat. Mogę być spasionym czterdziestoletnim businessman’em, który urwał się z rodzinnego domu na „delegację”, a teraz wymachuje gołą klatą w rozpiętej/rozszarpanej koszuli i złotym Rolexem poklepuje dziwki po tyłku w restauracji ze strefą wolną od dzieci (nikomu to nie powinno przeszkadzać, nie płacze przecież), ale nie mogę być dzieckiem, które przychodzi z rodzicami na obiad/kolację właśnie w tym lokalu, w którym mamie sałata smakuje najbardziej? I żeby była jasność wszyscy komentujący, którzy za chwilę mnie zjecie – ja tez nie lubię wrzeszczących dzieciaków ze wścieklizną a już najbardziej znieczulonych rodziców, którzy już dawno przestali walczyć z zachowaniem potomka i mają w poważaniu. Na zasadzie „róbta co chceta”. To rodzice są instytucją w tej całej historii, która powinna reagować i pouczać. I o ile niemowlętom trudno coś wytłumaczyć to siedmiolatkowi plującemu z papierowych kulek na ścianę i ściągającemu obrusy po kolei ze wszystkich stolików można już wbijać do głowy to i owo. Osobiście zaczynam dopijać herbatę kiedy widzę stan zmęczenia córki. Znamy się na tyle długo, żeby przewidzieć zbliżające się dramaty, histerię i focha. Ryk nieujarzmiony jest mobilizujący. Wychodzę.

Więc jeszcze raz – czy jestem za lokalami wolnymi od dzieci? Nie. Jestem za zdrowym rozsądkiem i rodzicami umiejącymi czytać ze swoich dzieci jak otwartej książki. Czy jestem za ciszą w kawiarniach? Tak. Co nie powinno oznaczać wykluczenia społecznego a za takie mam zamykanie drzwi lokalu przed córką.  Nie jestem rasistką, antysemitą i homofobem. Nie będę i dzieciofobem.

170307 BGB C3 Kite 800x200 4Kids

Krystyno_nie-_denerwuj_2

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

103 Comments

  • ~Magda

    25.11.2014 at 12:02 Odpowiedz

    O ile łatwiej by było gdyby wszystko było biało – czarne :) ale tak się nie da. Nie ukrywam że samej mi czasami przeszkadzają dzieci, swoich mam dwójkę, i czasami potrzebuję resetu. Ale nie oczekuje, że wszyscy pozamykają dzieci w domach. Jeśli znasz swoje dzieci to wiesz na co możesz sobie z nimi pozwolić :) W tym wszystkim chodzi raczej o wychowanie lub raczej jego brak. A miałam nadzieję że era wychowania bezstresowego odeszła w niepamięć :)

  • ~Camille

    25.11.2014 at 12:10 Odpowiedz

    wszystko na temat jak dla mnie. zgadzam się z Tobą. jestem na nie, jeśli chodzi o strefy bez dzieci w restauracjach. ale tak samo jestem na nie jeśli chodzi o rodziców pozwalających swoim dzieciom na wszystko (czytaj dzieciom już rozumiejącym co się do nich mówi)

  • ~Kasia KŁ

    25.11.2014 at 12:10 Odpowiedz

    Ja mam trójkę i też chciałabym czasem odpocząć od dzieci 😛 Z drugiej strony źle się czuję, gdy jestem w lokalu, a moje dziecię biega i zaczepia innych klientów. Nie jestem dzieciofobem, ale mi akurat podoba się pomysł Child-Free Zone. I wcale nie chodzi tu o zamykanie lokali przed dziećmi, a robienie w nich pomieszczeń bez dzieci. Kiedyś to się nazywało miejsce dla palących 😛

    • Mama Rysiowa

      25.11.2014 at 12:12 Odpowiedz

      Mnie chodzi o naklejkę na drzwiach. Dzieciom wstęp wzbroniony. Strefa jak najbardziej, sama czułabym się swobodniej. Ale nie życzę sobie poczucia, że urodziłam “coś” stawianego na równi z psem, rolkami i lodem. Pozdrawiam :)

      • ~Kasia KŁ

        25.11.2014 at 12:15 Odpowiedz

        A naklejkę to już jakiś debil wymyślił 😛 Fakt, to też mi się nie podoba

  • ~magosiat

    25.11.2014 at 12:17 Odpowiedz

    I dodam od siebie, że dzieci nie spotyka się raczej po 20 godzinie w eleganckiej restauracji gdzie panuje cisza, nastrój romantycznej kolacji. Przy jednym stoliku właśnie się omawia niebywale ważny projekt a przy innym ktoś ma właśnie się oświadczyć. Z reguły rodziny z dziecmi spotyka się w porze lunchu lub obiadu , podwieczorku, w średniej klasy restauracjach raczej knajpach, gdzie rodzic chce przez 5 minut złapać namiastkę wolności a i zezrec kluske w sosie by w domu już nie zaiwaniac. Tak sobie zatem myślę komu przeszkadzają te dzieci??? W czym??? Jak ktoś chce w ciszy i spokoju zjeść posiłek i delektować się chwilą w cudownej atmosferze to niech nie wybiera sfinksa, molochow handlowych z siecią knajp, osiedlowej pizzeri papa zbyszek i nie wymaga nie wiadomo jakich luksusow!!! No co to jest?! Ja nie mam z kim zostawić dziecka, zatem nie mam prawa jeść na mieście???!! A moze smycza przywiązać wózek z dzieckiem przed lokalem????? Zgadzam się z mama Rysiowa w stu procentach. Poza tym obce dzieci drażnią bardziej wiadomo, ale jak ktoś ma diabła nie dziecko no to właśnie od tego rodzica zależy co zrobi w knajpie, najlepiej wtedy szukać takich, które są ukierunkowane na rodziny. To my dorośli tez powinniśmy mieć wyczucie gdzie iść z dzieckiem. Nie wyobrażam sobie takiego zakazu u nas w Polsce
    a podobno już są takie miejsca…
    P.s. nienawidzę idiotek i idiotów w kinie, którzy pier..lą pół filmu i to nawet nie na temat filmu! Oraz tych, którzy oslepiaja mnie w kinie swoim smartfonem!!! Bo piszą smsa albo na fejsie!!!! Przekreślony przed wejściem znak telefonu nikogo nie obchodzi! Puszczony na cały zycher komunikat o wyłączeniu wszelkich rejestratorow nikogo nie obchodzi! Ale ja nie moge z dzieckiem zjeść pomidorowej w barze mlecznym ????!!!!!

    • ~paola

      26.11.2014 at 11:17 Odpowiedz

      Wszystko świetnie tylko jest część rodziców, którzy po prostu nie umieją wychowywać dzieci inaczej niż na popularnej zasadzie ” róbta co chceta”. Ciężko przewidzieć czy do restauracji/knajpy/baru przyjdzie akurat taka rodzina czy ta, która ma grzeczne, dobrze wychowane dziecko.
      A co do kwestii, że ludzie chcący ciszy w restauracji powinni iść do tych droższych – w naszym cudownym kraju mając przeciętną pensję poniżej 2000 zł i mieszkanie do utrzymania oraz inne wydatki to sorki, ale niekoniecznie się da wydać 100 zł (lub więcej) za jedną kolację.

      • ~magosiat

        26.11.2014 at 23:50 Odpowiedz

        wszystko się zgadza, tylko uważam, że co innego jest chcąc zjeść w ciszy a co innego wymagać odrobiny kultury i dobrego zachowania. Tak naprawde nigdzie nie mamy zagwarantowanej ciszy ani w tej drogiej ani w tej taniej restauracji.
        Restauracja to miejsce spotkań przy posiłku, to nie jest samotnia ani muzeum więc i cicho nie będzie.
        Nikogo nie wysyłam do najdroższch miejsc ale warto zauważyć, że ceny nie zależą od tego czy będą tam przychodziły dzieci czy nie a od zupełnie innych czynników.

    • ~zaleska

      26.11.2014 at 18:40 Odpowiedz

      Bez przesady 😀 pomidorową w barze mlecznym możesz zjeść. spokojnie. i nawet naleśniki z serem 😀 Bary mleczne nastawione są na szybkie spożycie w przeciwieństwie do restauracji i kawiarni, gdzie się delektuje spożywane dania 😉 Nie jestem zwolennikiem wiązania wózka na smyczy przed lokalem, ale także nie przepadam za biegającymi dziećmi w lokalach, gdzie ceny są wielokrotnością tych z baru mlecznego. Jeśli idę na obiad do restauracji, chcę go zjeść w warunkach odpowiednich do kosztów. żadnego wycia, ściągania obrusa, czy innych ekscesów. bo niby dlaczego nie?
      zgadzam się z Tobą, że “To my dorośli tez powinniśmy mieć wyczucie gdzie iść z dzieckiem” i kiedy wyjść. i to jest złoty środek. pozdrawiam :)

      • ~magosiat

        26.11.2014 at 23:54 Odpowiedz

        też nie przepadam za biegajacymi dziećmi, choć bardziej drażni mnie krzyk. Mimo to nie jestem za tym zakazem i tak samo nie uważam, że jeśli płacę to wymagam ciszy. Tak jak napisałam w komentarzu powyżej: dobrego zachowania i kultury mogę wymagać ale w restauracji cicho to raczej nie powinno być, bo to znaczy, że nie ma gości :) pozdrawiam

    • ~Ania

      27.11.2014 at 07:27 Odpowiedz

      Cudowny komentarz! ja już pisałam na jednym z blogów, że mi się nie zdarzyło być w restauracji i przezywać sceny o których mowa. Ba, sami zabieramy ze sobą dzieci, tylko że one wiedzą jak się zachowujemy w sklepie, restauracji, urzędzie a jak w domu, parku czy na placu zabaw. Poza tym idę do restauracji na własną odpowiedzialność – nikt mi nie zagwarantuje atmosfery, trafności menu i tego, że osoba przy stoliku obok będzie zachowywać się kulturalnie.
      Ktoś mi zarzuci, że moje dzieci są idealne, bo ciche w restauracji, nie, dla nich takie wyjście to też święto i wiedzą, że jak będą niegrzeczni to wyjdziemy. Zresztą raz tak zrobiliśmy. I mamy spokój.
      Ja mam nadzieję, że Ci, którzy tak krzyczą za stefą wolną od wrednych krzyczących dzieci (a w przyszłości wiele innych ciekawych rzeczy się znajdzie) nie znajdą się w sytuacji, gdzie będą musieli z dziećmi do tej knajpy wejść a nigdzie ich nie wpuszczą…
      Czasami mam wrażenie, że najlepiej jakby ktoś zrzucił bombę na tych i na to co nas wkurza i drażni a zostawił kilka wybranych elementów. Bo nikt oprócz mnie nie ma praw. Rodzice nie mają prawa wyjść z dziećmi do restauracji do której chcą, bo ja chcę tam odpocząć od swoich dzieci. No przepraszam, jak je wychowujesz, skoro tak ci przeszkadzają. I skoro przeszkadzają ci twoje i cudze to może z tobą jest coś nie tak? Ja chcę żeby było tak i już. macie dostosować się do mnie. A ja wywieszę karteczkę z żądaniem. Basta!
      Chyba nie tak to ma wyglądać…

  • ~Agni

    25.11.2014 at 12:24 Odpowiedz

    Uwieliam ten wpis :) Postuluję jeszcze za lokalami (a najlepiej w ogóle ulicami, parkami, sklepami etc.) wolnymi od idiotów :) Ufff, od razu poczułam się lepiej na myśl o wyjsciu z domu :)

  • ~mimbla

    25.11.2014 at 12:28 Odpowiedz

    Chyba najłatwiej i najszybciej mogę to podsumować tak. Jestem za kulturą we wszystkich ogólnie dostępnych miejscach. Palę, sorry,moja głupota ale nigdy, przenigdy nie fajcze komuś w nos. Nie na przystanku, nie na ulicy, nie w domu. Wiec gdzie? W kącie,za śmietnikiem,w swojej,własnej piwnicy

  • ~mimbla

    25.11.2014 at 12:29 Odpowiedz

    O… Zjadło mi pół wpisu… Dodam później, bo pracuje

    • Mama Rysiowa

      25.11.2014 at 12:30 Odpowiedz

      Dobra, dobra 😉 Czekam!

  • ~Angelika

    25.11.2014 at 12:29 Odpowiedz

    Przyznam, że kiedy pierwszy raz usłyszałam o lokalach wolnych o dzieci nie miałam na ten temat zdania. Jestem matką małego dziecka, ale też jestem w stanie zrozumieć potrzebę ciszy i spokoju, Chociaż ja zanim zostałam matką nigdy nie odczułam żadnego dyskomfortu związanego z obecnością i zachowaniem dzieci w restauracjach czy kawiarniach. Może widziałam same grzeczne dzieci? Sama jako dziecko bywałam z rodzicami i młodszym rodzeństwem w różnych miejscach. Dla nas była to atrakcja, ale umieliśmy się zachować. Nie chcę odbierać takich fajnych wrażeń mojemu dziecku. I chcę móc pójść z Mężem na kawę czy na pizzę spontanicznie, bez angażowania w to opiekunki, nawet jeśli byłaby to babcia.

    Na temat stref wolnych od dzieci mam taką refleksję… Byłoby to o zaakceptowania pod warunkiem, że wszystkie lokale, które nie są “wolne od dzieci” są dzieciom przyjazne. Tzn. przewijak, krzesełko do karmienia, jakiś kącik z zabawkami, możliwość “bezwstydnego” nakarmienia piersią bez narażania się na wyproszenie czy choćby dziwne spojrzenia. Tylko teraz z perspektywy właściciela lokalu, niestety, o ileż prościej nakleić na drzwiach naklejkę z przekreślonym dzieckiem niż zaopatrzyć się w te wszystkie bajery. Czy nie skończyłoby się wówczas tak, że nagle prawie każdy lokal stałby się “wolny od dzieci”, bo tak prościej. A rodzice z dzieckiem już zupełnie nie mieliby dokąd się wybrać.

    Poza tym, zgadzam się z tym co piszesz – dziecko jest człowiekiem i nie może być dyskryminowane, a to jest dyskryminacja.

    Więc po dogłębnym przemyśleniu – również jestem na nie.

    Pozdrawiam :)

    • ~effa

      27.11.2014 at 23:30 Odpowiedz

      podpisuje się. nie będę pisać nic więcej, bo zgadzam się co do słowa!

  • ~Ara

    25.11.2014 at 12:54 Odpowiedz

    Moja Mała jest na tyle Mała wg mnie, że wolę do restauracji iść bez niej – bo nie usiedzi w miejscu i ani dla niej ani dla mnie nie jest to przyjemnym doświadczeniem. Sama gdy dzieci nie miałam pewnie by to po mnie spłynęło, a teraz? Hmmm pijanych w knajpie też nie lubię, ani pana co się dowala… i co mamy zrobić strefę tylko dla trzeźwych i strefę bez daremnego podrywu???

  • ~Precjoza

    25.11.2014 at 12:59 Odpowiedz

    szkoda, ze dzieci stawia się na rowni z rolkami, psami i lodami 😉 nie mam dziecka, ale mam psa, i w sumie pakuje sie z nim wszedzie tam gdzie nie ma nalepki 😀 skoro nie zakazali, to znaczy że można wejśc 😉

    • ~kwiaatek

      25.11.2014 at 14:16 Odpowiedz

      Byłam niedawno w Hamburgu, jakie moje dziecko było zdziwione, że po galerii handlowej ludzie chodzą z pieskami…

      • ~lidia

        26.11.2014 at 08:53 Odpowiedz

        I te pieski szczą gdzie popadnie a i coś treściwszego może im się przydarzyć ,wspaniałe preferuję tylko małe psiaki noszone w torbie lub pod pachą,nie róbmy tego co podoba się w innym kraju ,my mamy swoje poglądy.

  • ~Martyna

    25.11.2014 at 13:03 Odpowiedz

    “Więc jeszcze raz – czy jestem za lokalami wolnymi od dzieci? Nie. Jestem za zdrowym rozsądkiem i rodzicami umiejącymi czytać ze swoich
    dzieci jak otwartej książki. Czy jestem za ciszą w kawiarniach? Tak.
    Co nie powinno oznaczać wykluczenia społecznego a za takie mam
    zamykanie drzwi lokalu przed córką. Nie jestem rasistką, antysemitą i
    homofobem. Nie będę i dzieciofobem.” To jak w takim razie chciałabyś zapewnić sobie oraz innym ciszę w kawiarniach/restauracjach/knajpkach, skoro jednak nie zgadzasz się na zakaz wchodzenia tam z dziećmi? 😉 To, że Ty wychodzisz, gdy Twoja pociecha dostaje napadu wściekłości, wcale nie oznacza, że inni rodzice robią to samo. Wręcz przeciwnie! Ja jak najbardziej jestem za miejscami wolnymi od dzieci, ponieważ nie raz i nie dwa naoglądałam się i nasłuchałam darcia się, plucia, pisków, ryków i wycia rozjuszonego dziecka tylko dlatego, że np. matka zabroniła mu zrzucania sztućców ze stołu i je odsunęła poza zasięg ręki potomka. I wcale rodzicom się nie spieszyło do wyjścia. Wielokrotnie słyszałam: “To sobie płacz, w końcu Ci przejdzie”, a to, że cały lokal siedzi wkurwiony i musi wysłuchiwać tego wszystkiego, to przecież nic, prawda? Lubię dzieciaki, chciałabym mieć własne, ale jestem jak najbardziej za strefą bez dzieci. Jest to lepsze, niż wypraszanie z lokalu rodziców z rozwrzeszczanymi pociechami. Wtedy to byłby skandal dla niektórych, gdyby wypraszać z lokalu rozwrzeszczaną dzieciarnię. Chociaż skoro z lokali wyprasza się pijanych, hałaśliwych ludzi, ludzi niewłaściwie się zachowujących, przeklinających, to dlaczego rodzin z nieodpowiednio zachowującymi się dziećmi, które również zakłócają porządek i spokój innych osób, również nie wypraszać? Ja jestem za. A naklejki z zakazem wchodzenia z dziećmi na pewno nie będą przedstawiać przekreślonego, małego człowieka. Nie popadajmy w paranoje. 😉

    • ~ilona

      26.11.2014 at 14:00 Odpowiedz

      Będą przedstawiać wózek- widziałam taki znaczek w Paryżu…Generalnie, omijałabym takie knajpy szerokim łukiem, moi znajomi i rodzina też, na nas nie zarobią, więc i dania musza być droższe. włąsciciel niech robi , co chce, ma prawo dobierac klientelę

    • [email protected]

      26.11.2014 at 15:12 Odpowiedz

      Dzięki za głos rozsądku:)
      Przyznam, że problem najczęściej tkwi niestety w rodzicach, którzy pozwalają dzieciom na wszystko, co nie zagraża ich zdrowiu i życiu. podam przykład, który latem na nadmorskiej plazy przekonał mnie, że jednak powinny być strefy bez dzieci (mówię o tych którym wszystko wolno bo są dziećmi).
      Nadmorska plaża, piękny słoneczny dzień, niestety spory ścisk, gdyć był to weekend. Dwa metry od wody wielki parawan za którym leży kobieta z płatkiem na nosku, opala – mocna już opaleniznę. Dookoła parawanu biega dwójka jej dzieci, na oko 3 i 4 lata. Piszczą, wrzeszczą, rzucają piachem w siebie i na wszystkich dookoła, mamie to w ogóle nie przeszkadza, plaża jest w tym momencie ich. Przyszła pora na jedzenie. W piachu lądują chrupki kukurydziane, skórki chleba, kość z kurczęciego uda. Dzieci najedzone….. nagle młodsze podchodzi do morza, odchyla gacie…….i sika do wody, mama nic. I teraz bedzie najlepsze:) Brzegiem morza idzie młody mężczyzna, brodzi po kostki w wodzie i nagle zatrzymuje się w zasięgu owej rodziny. Staje tyłem do plaży, zapatruje sie w morskie fale. I nagle mamuśka wrzeszczy jak dzikie zwierze: może pan sobie stać gdzie indziej??!! Przez pana dzieci nie widzę!!
      Nic dodac nic ująć.
      Kocham dzieci, sama mam dwoje (fakt, że juz odchowane. Ale niektórym ludziom posiadanie dzieci odbiera rozum, kulturę i świadomość, że nie każdy ma ochotę ponosic konsekwencje działań rozjuszonych i wszystkomogących dzieci. Rodzicom nie wolno zwrócić uwagi, bo leci słownictwo jak z rynsztoku.

  • ~mimbla

    25.11.2014 at 13:07 Odpowiedz

    No, dobra kończę… O fajkach było, że nie chucham w nos… Teraz o psie. Jest, mały, miły. Wzbudza pozytywne reakcje / ” To ten,co tak skacze? Mailo? “/ Tak, Mailo ale na smyczy. Nie każdy chce i musi mieć kontakt z moim super psem. Dla mnie super, dla innych może nie. No i teraz gwóźdź programu. Dzieci. Jak już kiedyś pisałam, moje wnuczki urodziły się i mieszkają w UK. Ogólnie rzecz biorąc, tam jest o wiele bardzie przyjazny klimat dla ludzi. Dzieci, starych, inwalidów. Ulice, restauracje, środki komunikacji pełne są matek oblepionych dziećmi / trójka, czwórka to standard /. Staruszkowie śmigaja na swoich elektrycznych wózkach. Nigdzie nie widziałam tylu niepełnosprawnych,co w Anglii. Wszędzie podjazdy dla wózków, przewijaki, wysokie krzesełko. Na drzwiach tabliczki ” Potrzebujesz pomocy? Wezwij personel “. To naprawdę jest kraj dla starych / małych, chorych / ludzi. Tolerancja, więcej przyjaznych gestów i brak napinki. To zadanie dla jednej strony. Dla drugiej odpowiedzialność za istoty, które są pod naszą opieką. I będzie git.

  • ~mimbla

    25.11.2014 at 13:09 Odpowiedz

    No i oczywiście,jestem przeciwny tworzeniu barier. Jakichkolwiek. W głowie i na chodniku.

  • ~Pat

    25.11.2014 at 13:23 Odpowiedz

    Mnie bardziej w knajpach w ciagu dnia przeszkadzaja “menadzerzy” opieprzajacy poddanych przez telefon czy negocjujacy jakby byli na gieldzie na Mantahhatnie albo panie glosno opowiadajace sobie o ostatnim dopochwowym usg i jakie globulki im zapisano. Miastowe knajpy w ciagu dnia generalnie sa miejscem gwarliwym, w ktorych je sie przelotem, wypija kawe i leci dalej do pracy, a nie miejscem do kontemplacji. Rozumialabym akcje i oburzenie bezdzietnych, gdyby przyprowadzano dzieci w wieku 0-5 do restauracji wieczorowa pora, gdzie ludzie jedza kolacje przy swiecach. Ale czy ktos w ogole tak robi?

    Mam zle doswiadczenia z mlodymi Polkami. Uwazam, ze przez warunki w jakich przyszlo nam budowac dorosle zycie duza czesc stala sie gnusna, roszczeniowa i pogubila sie w priorytetach. Czesciej spotykam sie z nieporzyjemnosciami ze strony kobiet niz polskich mezczyzn, w ktorych zostalo jeszcze troche z gentelmana. To kobiety sa pierwsze do zwracania uwagi w nieprzyjemny sposob i krytykowania.
    Ludzie sa w stanie dac sie pokroic w imie tolerancji dla dwoch facetow calujacych sie przy stoliku, a przeszkadza im dziecko. Dziwne czasy, chyba ostateczne.

    Dodam od siebie, ze mieszkam tzw. “zagranico” w Skandynawii. Zycze sobie takich udogodnien w Polsce jakie sa tu. Co prawda w ciazy nie mozna liczyc na zadne przepuszczania w kolejce ani zwolnienie krzesla, ale kwestia podjazdow, wszechobecnych przewijakow, pokojow do karmienia w ktorych jest mikrofala, reczniki kuchenne i darmowe pieluchy w kazdym rozmiarze to cos w Polsce jeszcze niewyobrazalnego. A do tego podejscie ludzi- dziecko placzace w sklepie stresuje wylacznie mloda matke! Reszta ludzi usmiecha sie i pociesza: spokojnie, wyrosnie z tego! Kazdy z nas przez to przechodzil! Kiedys syn rozplakal mi sie w knajpie w porze lunchu. Przepraszajaco usmiechnelam sie do ludzi obok, a oni zaczeli gugac do niego i powiedzieli z usmiechem : jedz spokojnie! Dzieci tak maja, ze czasem placza.

    • ~magosiat

      27.11.2014 at 00:20 Odpowiedz

      Cały twój pierwszy akapit- o to chodziło mi w mojej wypowiedzi, dokladnie tak. W dzień chaos i gwar. Masa nieprzyjemnych bodźców a obrywa dziecko.

  • ~Thaven

    25.11.2014 at 14:03 Odpowiedz

    Ja mam nastawienie stricte neutralne do tego pomysłu – ktoś otwiera restauracje i ma prawo wpuszczać tam tylko ludzi w krawatach, nie wpuszczać dzieci czy nie włączać ogrzewania – w końcu to jego lokal i koniec końców najważniejsze jest ile zarobi. A ja jako rodzic po prostu nie dam mu zarobić 😉

  • ~Tonia

    25.11.2014 at 14:47 Odpowiedz

    Jestem za spedzaniem czasu z dzieckiem swym. Za zabieraniem go na wszelkie mozliwe atrakcje dla rodzin, przyjecia domowe, parki, skwery, nawet centra handlowe.
    Jak to kiedys pieknie w jednym poscie napisałas “po pierwsze, nie podrzucaj” No i nie podrzucam, a wiec kosztem tego ze syn jest czescia mnie, mego zycia mam te zycie ograniczyc do pizzy na telefon? Co to to nie.

    Co do zakazów, jeden KONKRETNY: zakaz dla rowerów w autobusach! Co to za zwyczaj, Wezme sobie rower i pojeżdzę autobusem? A Ty babo z wózkiem i inwalido stójcie sobie w przejściu albo na przystaku, czekajcie na drógi dyliżans.

  • ~Joanna

    25.11.2014 at 14:51 Odpowiedz

    A mnie się przypomniała sytuacja z lat młodości i wolności. Byliśmy z moim jeszczewtedyniemężem i grupką znajomych w knajpce, knajpka wypełniona klientelą, która nie zebrała się w sobotni wieczór w celu czytania poezji przy świecach, a po prostu spożywać…było gwarno, podchmielono, wesoło…był tam też telewizor z teledyskami. Miało się już mocno ku północy,gdy któryś wesołek zrobił psikusa i włączył porniola, co oczywiście wzbudziło rechot tych, co zauważyli…I nagle z tłumu słyszymy skargę: proszę to wyłączyć, tu jest 5 LETNIE DZIECKO!
    Morał z chyba taki, że NIKOMU nie wolno przeginać w żadną stronę…a co do lokali wolnych od dzieci, to może faktycznie odpowiednie ostrzeżenie powinno zawisnąć właśnie w tych knajpach, w których leje się piwko strumieniami, są automaty do gier i towarzystwo, które lubi tę formę odstresowania. I żeby było jasne: zakaz wstępu dzieciom do takich miejsc nie ze względu na dobre samopoczucie bywalców, a raczej jako zewnętrzny zwój mózgowy niektórych rodziców.

  • ~Zuzoon

    25.11.2014 at 14:56 Odpowiedz

    Trochę pojechało mi ogólną frustracją i złością.
    Czy ja jestem za? Jestem. Nie widzę nic w tym złego. Przedstawiłaś temat jako czarno biały. Jak zakazywać to wszystkiego.

    Zgadzam się jednak z Tobą, że problem nie leży w dzieciach, tylko w rodzicach. A nie każdy rodzić jest w stanie nad swoim dzieckiem panować, lub panować nad nim nie chce i takie to małe biega i rozrabia i krzyczy.
    Jak mi ktoś nad uchem krzyczy to zwróce mu uwagę, a jak krzyczy dziecko to już ciężej wytłumaczyć żeby nie biegał i nie krzyczał (a rodzicom tym bardziej, jeśli sami na to pozwalają). Inna sprawa, że są miejsca typowo “nie dla dzieci” a dzieci i tak są tam zabierane. (też kwestia rodzica)

    Chciałabym bardzo móc moją córkę zabierać ze sobą w wiele miejsc i do restauracji też. Jednak sądzę, że wybrałabym takie, które swoim profilem choć trochę by były przytosowane. E jest za mała żebym mogła tego doświadczać i jej stan średnio na to pozwala. Jednak sądzę, że dla dziecka nie jest żadną atrakcją siedzenie w knajpie. Więc też po co go ciągać?

    A jak gdzieś wychodzę sama, ze znajomymi, to ostatnią rzeczą jest to, żeby mi biegało i płakało dziecko obok. Dlatego też wybieram np pub a nie popularną restaurację.

    Myślę, że dzieciaci powinni panować nad dziećmi i wybierać miejsca dla nich dobre, a nie dzieciaci powinni trochę poluzować pośladki i jak nie chcą biegających bachorów to niech idą do pubu.

    Palacze też się burzyli jak zabronili palić w knajpach. WIem, wiem..papieros bardziej szkodliwy niż dziecko. Podobno :)

  • ~Magzz

    25.11.2014 at 16:38 Odpowiedz

    Hahahaha ale mnie to rozbawilo:)
    Wiedzialam kiedys, gdzies taki oto napis:
    # We love Kids but PLEASE keep yours at YOUR table. Unattended children will be given a double shot of espresso and a free puppy#
    Zaloze sie, ze dziala na rodzicow co maja gdzies. Ja moje pod sercem noszone, 6.5 letnie z galopujacym ADHD staram sie trzymac w ryzach, nie zawsze mi sie udaje, ale za wygrana nie dam. Strefa dla dzieci? Super pomysl, jeszcze TV z bajka i da rade zjesc w spokoju. Naklejka na drzwi? ABSURD!!!! Swoja droga pewnie do tej knajpy juz bym nie wrocila, znalazlabym take, gdzie salata lepiej smakuje i gdzie w spokoju z dzieciokiem moge pojsc:)

  • ~Jagodinka

    25.11.2014 at 17:00 Odpowiedz

    A ja mieszkam w Portugalii. Wychodzenie do knajp jest tu na porzadku dziennym… doslownie (Najbardziej rozrzutny narod jaki znam 😉 Od sniadania po kolacje – wiekszosc Portugalczykow stoluje sie wlasnie w roznego rodzaju knajpach. Wiekszosc z nich jest rodzinna, co oznacza dwie rzeczy – ze sa to biznesy rodzinne, najczesciej prowadzone przez dwa pokolenia oraz ze rodziny z dziecmi sa w nich mile widziane. Kazdemu, komu przeszkadza halas w restauracji, polecam wakacje w Portugalii. Na poczatku trudno bylo mi sie przyzwyczaic do glosnych rozmow, do placzu dzieci, a czasami takze do ich krzykow. Rodzice tez jak wszezdzie sa rozni, jedni reaguja inni nie. Dzieci tez jak wszedzie, maja dni gorsze i lepsze. Po jakism czasie, doszlam jednak do wniosku, ze ten harmider ma swoj urok. Jaki? Ano taki, ze atmosfera jest luzna, niewymuszona, RODZINNA. Wszyscy czuja sie dobrze, bo w gruncie rzeczy chodzi o to, w tym wychodzeniu do restauracji, zeby spedzic czas wspolnie, a nie w grobowej ciszy celebrowac kesy wyszukanego jadla. I nikomu nie przyszloby tutaj do glowy zastanawiac sie nad tym, czy do restauracji mozna/wypada (??) isc z dziecmi? Nie mowiac juz o obrazliwych naklejkach na drzwiach. A przeciez badzmy szczerzy, wszedzie i od zawsze istnieja miejsca, gdzie nie zabiera sie dzieci. I wszyscy o tym wiedza, nawet bez idiotycznych naklejek na drzwiach. I tak powinno byc!

  • ~Kasia KŁ

    25.11.2014 at 18:48 Odpowiedz

    Uważam, że ciągle źle myślicie. Bo nie zauważyłam, żeby tematem były lokale bez dzieci, a lokale ze strefami bez dzieci. Jak dla mnie to kolosalna różnica. Nie jest powiedziane, ze w tej samym lokalu nie będzie np. strefy dla dzieci 😛 Poza tym nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby taka Ikea wprowadziła taką strefę 😛 Myślę, że nie o takie lokale tutaj chodzi :)

    • ~Iza

      26.11.2014 at 10:31 Odpowiedz

      No, dokładnie. Też nie mam pojęcia, dlaczego to jest mylone. Podejrzewam, że częściową winą można obarczyć “chodzących na łatwiznę” właścicieli lokali, którym jest łatwiej i taniej cały lokal oznakować tak czy inaczej, zamiast wydzielać jakieś strefy – ale czy tak powinno być, a my powinniśmy uważać to za normę??? Miały być strefy dla palących – ale to by wymagało zainstalowania urządzeń uniemożliwiających wydostawanie się dymu do przestrzeni dla niepalących, więc wylano dziecko z kąpielą i palący przestali mieć gdzie pójść. Pod-ludzie? Nie płacący swoimi własnymi pieniędzmi za przyjemność udania się tam, gdzie mają ochotę? Niechby nawet w strefie “dymnej” było trochę drożej tytułem rekompensaty kosztów dla właściciela – OK, byłoby to logicznie uzasadnione. Ale nie, bo po co? Tylko dlaczego ustawodawca na to pozwala – tego nie mogę zrozumieć. Ze strefami “bezdzietnymi” to samo – łatwiej zrobić cały lokal “(bez)dzietny”, więc ustawodawca na to pozwala, żeby właściciel nie musiał się wysilać w celu przywabienia określonej grupy. I też widzę te strefy rozgraniczone – jednym ściankę tłumiącą dźwięki dochodzące ze strefy “dzietnej”, a drugim zorganizowana przestrzeń do zabawy dla dzieci, żeby naturalnie tam podążali. W jednym i tym samym lokalu, o odpowiedniej powierzchni, rzecz jasna. Da się – tylko trzeba chcieć.

  • ~Kitty

    25.11.2014 at 20:12 Odpowiedz

    No dobrze napisałaś… Kurde nawet napisałam w całej tej zajebiście “dojrzałej” dyskusji pod artykułem, ktory cytujesz komentarz, bo mi ciśnienie dorosłość niektorych wypowiedzi podniosła 😉
    Ja też strefy popieram i jeszcze bym sobie życzyła żeby ta strefa dla dzieci byla przyjazna dzieciom, bo jak bachor ma sie czym zająć to grzeczniusi jest i histerii nie ma 😛
    I nawet nie sam temat jest drażniący, bo ja jako matka jednej dwulatki w okresie buntu 😉 dobrze znam i rozumiem temat bo w niejednej knajpie sie było z dzieckiem, ale mnie przeraziła bardziej ta dyskusja tych bezdzietnych popaprańców, ktorzy zapomnieli że jeszcze 20 lat temu mieli gile pod nosem i sami byli rozdartymi dzieciakami… Z takim podejsciem ludzi ja sie nie dziwie że mamy niż demograficzny… Zdaniem co niektorych nie powinnyśmy dzieci do sklepów prowadzic bo robia histerie przy kasie o jajko niespodzianke czy lizaka, na chodniku klada sie i drą jape i w ogole najlepiej wystrzelać…
    Tylko jak ja mam przetlumaczyc cokolwiek zbuntowanej dwulatce ktora aurat teraz ma problem z jakas emocją i najlepiej momaga jej pierdolniecie sie na chodnik i walenie nogami? Co najwyżej moge asekurować zeby sobie łba nie rozbiła… Mnie wkurwia ta nietolerancja, bo to nie jest tak że ja sobie nie radze, bo uwazam że radze sobie znakomicie a poprostu są trudniejsze okresy w życiu malucha, ale zapomniał wół jak cielęciem był – i to mnie boli w ludziach dzisiaj najbardziej!
    Ojej ale sie rozpisalam 😉

  • ewu888

    25.11.2014 at 22:32 Odpowiedz

    A ja uważam, że punkt myślenia zależy od punktu siedzenia. Jak ktoś nie ma dzieci to czuje się alfą, ma swoje powinności i nie zawsze łatwe do pojęcia poglądy. Jednak gdy z czasem sam zostaje rodzicem to żąda aby wszystko znów zmieniło się “pod jego ” sytuacje. Nie rozumiem takich ludzi i nie zrozumiem. Świat jest nasz a nie “mój”, “twój”, “czy “jej” i powinniśmy być tolerancyjni.. dziś ty masz dziecko,kiedyś będę miała ja. Nie pasuje zmień lokal, idź w wyznaczone miejsce dla dorosłych. Pamiętaj sytuacja kiedyś si odwróci. Jak ludzie nie mają problemu to zawsze go znajdą.
    P.S. Matko Rysiowa jesteś THE BEST.

  • ~maszka

    26.11.2014 at 08:47 Odpowiedz

    Poszliśmy z mężem do restauracji na obiad, w naszą rocznicę ślubu. Znamy bardzo sympatyczną restaurację, pyszne jedzenie, miła obsługa (nie jest to McDonald, Sfinks ani inny fast food). Zanim dostaliśmy posiłek, parę stolików dalej usiadła rodzina z niemowlakiem, który niedługo potem zaczął się drzeć (prawdopodobnie miał mokro, bo matka wyjęła pieluchy i poszła z nim do toalety). Przynieśli nam posiłek, jemy, jest miło, znowu zaczyna drzeć się ten bachor. My nie możemy porozmawiać, bo syrenę miał taką, że lepsza niż niektóre alarmy. Matka oczywiście “no, cicho, cicho” i to wszystko. Nasz miły nastrój został popsuty, przez darcie się niedobrego bachora. Tak, jestem za strefą bez dzieci. Jak pójdę do Mcdonalda – ok, wiem, że tam będzie głośno i full dzieciaków. Jak pójdę na plac zabaw – tak samo, ale jak idę do teatru na sztukę dla dorosłych, jak idę do kina, do restauracji, to chcę spędzić czas miło, bez wysłuchiwania cudzych bachorów. Tak, wiem, że wszystkie mamuśki, które mają “cudowne i ciche” dzieci mnie zjedzą. PS. Jakbym poszła na plac zabaw i zaczęła np. palić papierosy – to ja bym przeszkadzała i MNIE by wtedy wyproszono. W takim razie, dlaczego gdy MNIE ktoś przeszkadza, ja mam zmieniać lokal?

  • ~Nithaiah

    26.11.2014 at 10:01 Odpowiedz

    A ja jestem za strefą wolną od dzieci. Po ciężkim tygodniu chcę odpocząć, zjeść z mężem spokojną kolację i wypić lampkę dobrego wina, spędzić romantyczny wieczór. Jak tego dokonać gdy biegają takie dziatwy, wrzeszczą, płaczą, zaczepiają. A rodzice? Rodzice mają w nosie, cieszą się, że ich potomek zaczepia kogoś innego, a oni mają chwilę spokoju dla siebie. Nie jestem od pilnowania czyiś dzieci, chciałeś dziecko, panuj nad nim. Mój pies nie może wejść do restauracji, pies który jest czystszy niż niejedno zasmarkane,zasrane, wkładające do buzi ręce i dotykające potem wszystkiego tymi obślinionymi dłońmi dziecko. Nie mówię tu o wszystkich dzieciach. Zdarzają się, niezwykle rzadko odpowiedzialni rodzice i grzeczne dzieci. Jednakże takie wyjątki potwierdzają regułę.

    • ~anka

      26.11.2014 at 23:00 Odpowiedz

      Ludzie, już wam na mózgi padło z tymi waszymi pieskami, sraja na chodnikach, żeby łapek na trawie nie pobrudziły, jazgoczą, że mózg staje, kupujecie im ubranka, kosmetyk, a nawet perfumy.Wozicie na kolankach kierując samochodem i jeszcze stawiacie je wyżej niż dzieci! Twój pies wącha każde gówno, jakie znajdzie, mocz czasem nawet liźnie, wyliże sobie genitalia i odbyt, a potem przyjdzie po buziaka do swojej panci, bo wie, że kocha go ona bardziej niż własne dziecko…zgroza!

  • ~Mikołaj

    26.11.2014 at 12:16 Odpowiedz

    Lokale wolne od atrakcyjnych brunetek. Ja chcę w spokoju zjeść, a nie się gapić na lewo i prawo rozlewając (przy okazji) zupę…

    Ostatnio mamy za dużo inicjatyw , które mają nam w społeczeństwie produkować kolejne kasty. Mieszkamy na zamkniętych osiedlach ze stróżami, chodzimy do lokali “dla ludzi powyżej X dochodów” (jak nie ma to też takie stwórzmy – “zanim wejdziesz przedstaw PIT za 2013”).

    Romantyczny wieczór wcale nie musi polegać na wizycie w restauracji, w której mają nam przeszkadzać małe dziatwy z sąsiedniego stolika. Życie to nie pieprzony ideał z amerykańskich bajek. Czy jak wdepniesz na randce w psią kupę to należy się pożegnać, skasować numery, odlubić się na facebooku i szukać kolejnej przygody z szansą na idealny związek? Heloł!

    Kasty są złe, ale dopóki klient się na to znajdzie, dopóty to będzie istniało. Za chwilę znowu zaczniemy holocaust, bo się okaże, że nie ma miejsca w Europie dla danego zestawu (brunet z zielonymi oczami albo blondynka z brązowymi? Do pieca!) i wrócimy do roku 1939. Historia lubi zataczać koło.

    PS. Jestem jedynym facetem w dyskusji?

    • Mama Rysiowa

      26.11.2014 at 12:19 Odpowiedz

      Na to wychodzi ale bardzo mnie cieszy, że jakiś w ogóle Pan chciał się wypowiedzieć. Pozdrawiam

    • ~Nithaiah

      26.11.2014 at 22:19 Odpowiedz

      Nie popadajmy w skrajności i nie porównujmy tego typu inicjatywy do holokaustu. Niedługo wszytsko zaczniesz porównywać do holokaustu. Jak sam zauważyłeś, romantyczny wieczór nie musi być w restauracji. Tak samo jak wyjście z dzieckiem nie musi być do restauracji, rodzice mogą wybierać w miejscach przeznaczonych specjalnie dla dzieci: place zabaw, kino familijne, mcdonalds, parki rozrywki. I tu nie chodzi o jakiś pieprzony ideał amerykańskiej bajki, lecz są miejsca, które są przyjazne dorosłym, gdzie można odpocząć bez wrzasków biegania i skakania., i o dziwo takie miejsca cieszą się duuuużą popularnością. Ciekawe dlaczego???

      • ~saba

        28.11.2014 at 19:58 Odpowiedz

        A co jak z dzieckiem to tylko do mcdonalds? Sama sobie tam prowadź swoje i dawaj od małego to gówno.

  • ~Niki

    26.11.2014 at 13:40 Odpowiedz

    Podaj mi swój adres, jadę Cię za ten wpis wyściskać!

    • Mama Rysiowa

      26.11.2014 at 16:20 Odpowiedz

      Zapraszam do Lublina :)

  • ~tofog

    26.11.2014 at 13:53 Odpowiedz

    Po pierwsze, jeżeli jesteśmy w przestrzeni publicznej, to zawsze musimy liczyć się z tym, że znajdują się w niej również inni ludzie, których towarzystwo nam może nie odpowiadać.

    Po drugie, przeraża mnie jakakolwiek forma segregacji ludzi – kojarzy mi się z holocaustem i apartheidem. Przerażają mnie ludzie, którzy nie widzą w tym nic złego, a jeszcze bardziej ci, którzy się tego domagają.

    Po trzecie, mówimy o przestrzeni publicznej udostępnionej przez przedsiębiorców (nie ma tu mowy np. o urzędach). Przedsiębiorca zawsze kieruje się zyskiem – to jest cel jego działalności. Ograniczając możliwość skorzystania ze swoich usług przez określone grupy społeczne uszczupla swój dochód – i to nie tylko z powodu odmowy świadczenia usług na rzecz tej grupy, ale również z powodu bojkotu ze strony tych, którym taka segregacja się nie podoba.

    Po czwarte, przypadki pojedynczych przedsiębiorców wprowadzających takie strefy bądź w ogóle nie obsługujących rodzin z dziećmi nie stanowią większego zagrożenia dla ochrony przed dyskryminacją. W większej skali kwalifikują się według mnie do uznania za dyskryminację ze względu na wiek. Przypominam, że dążeniem ustawodawstw europejskich jest eliminacja wszelkich form dyskryminacji.

    • ~Nithaiah

      26.11.2014 at 22:24 Odpowiedz

      A co z dochodem od klientów, którzy już nigdy nie przyjdą do tej restauracji, w której niesforne dziecko zniszczyło np drogą garsonkę podczas spotkania biznesowego??

  • ~tofog

    26.11.2014 at 14:06 Odpowiedz

    Jeszcze jedno – nie zapominajmy, że nadrzędnym celem wszystkich społeczeństw powinno być dobro dzieci. Ustawodawca w wielu miejscach na to dobro się powołuje i nadrzędnym je czyni. Jeżeli więc dopuszczalne jest wprowadzenie ograniczenia dostępności do jakiegoś towaru czy usługi ze względu na wiek (np. zakaz sprzedaży alkoholu osobom niepełnoletnim), to wyłącznie przez wzgląd na dobro dziecka (wyższy cel). Jeżeli zakaz korzystania przez dzieci z usług np. gastronomicznych w danym miejscu jest uzasadniany dążeniem do zapobieżenia sytuacjom, które mogłyby zakłócić ciszę (a więc zmniejszyć komfort korzystania z tych usług przez innych klientów), to ja tu nie widzę ani kierowania się dobrem dzieci, ani żadnego wyższego celu, który uzasadniałby ograniczanie swobody dostępności do usługi przez określoną grupę społeczną.

    Ograniczenie wolności innych ludzi poprzez wprowadzenie np. zakazu palenia papierosów w obrębie placów zabaw również jest uzasadnione ze względu na dobro dziecka (wyższy cel). Nie porównywałabym więc tych dwóch różnych spraw, tak jak to zrobił ktoś z komentujących.

    • ~bumbarumba

      26.11.2014 at 22:51 Odpowiedz

      Cytat:
      Ograniczenie wolności innych ludzi poprzez wprowadzenie np. zakazu palenia papierosów w obrębie placów zabaw również jest uzasadnione ze względu na dobro dziecka (wyższy cel). Nie porównywałabym więc tych dwóch różnych spraw, tak jak to zrobił ktoś z komentujących.

      A dlaczego normalnie nie mogę wypić jednego piwa na placu zabaw? Też to szkodzi dziecku? Nie będę już w stanie zaopiekować się dzieckiem? Daję zły przykład? Doprowadzam dzieci do alkoholizmu? Przepraszam, ale powyższa retoryka sprowadza się do tego, że w imię domniemanego dobra innych, moje prawa są ograniczane i jestem zmuszany do zachowań, które wymyśla jakiś neofita mający problem w dzieciństwie z rodzicami, albo później z nałogami. Sam mam 15-letnią córkę i 6-letniego syna. Kocham ich, ale znają też granice. Chodzimy na spacerze czasami do pub-u – ogródka i spożywamy alkohol w małej ilości. Czy to znaczy, że daję zły przykład? Dałem swojej córce do spróbowania kilka rodzajów alkoholów – powiedziała, że obecnie jej to nie “jara” i nie chce więcej próbować. Swojego dziecka nie dam rady kontrolować, ale mogę starać się z nią utrzymać kontakt i dać poczucie, że jestem dla niego oparciem. Dlatego zwierza nam się ze swoich problemów. Jestem za strefami bez dzieci, bo skoro mam, w imię poprawności politycznej, tolerować całujących się facetów, to ktoś musi też tolerować moją chęć posiedzenia w lokalu, gdzie dzieci mają zakaz wstępu. Czyjś lokal – jego prawo. Chce urządzić klub motocyklowy z porno – jego sprawa, jego klienci. Chce urządzić klub go-go – skoro ma klientów – jego prawo. To jest prawo właściciela lokalu, do zakresu klientów, jakich chce obsługiwać. Chce zrobić bar mleczny bez dzieci – TEŻ JEGO PRAWO. Nie robi nikomu krzywdy. A jeżeli nawiedzonym matkom, to się nie podoba, mają szeroką paletę innych miejsc i internet, aby obwieścić, że ich dzieci są najpiękniejsze i najważniejsze. Najbardziej mnie wkurzają osoby, dla których własne dzieci stają się pępkiem świata i do śmierci inne aspekty życia przestają istnieć, a rozmowa ze znajomymi sprowadza się do ciągłego obwieszczania informacji o pierwszym ząbku, kupce, przedszkolu, inteligencji itp swojego dziecka. Swoim dzieciom poświęciłem wiele i jeszcze poświęcę, są naturalną częścią mojego życia, ale nie sąj ego treścią.

      • ~tofog

        27.11.2014 at 09:33 Odpowiedz

        Kim jest dziecko ? To mały, bezbronny, nieuświadomiony społecznie człowiek, który przychodzi na świat i nic o nim nie wie. Nie jest w stanie się bronić, bo jest słabszy fizycznie. Nie wie co społeczeństwo uważa za dobre, a co za złe. Nikt nie rodzi się z taką wiedzą. Ma być członkiem społeczeństwa, a więc społeczeństwo ma obowiązek go do tego przygotować. Społeczeństwo przyjęło, że słabszego należy chronić. Dlatego dobro dziecka uzasadnia niektóre formy ograniczenia wolności dorosłego człowieka.
        Tak, picie alkoholu na placu zabaw działa demoralizująco. Dorośli są odpowiedzialni za dzieci – i to nie tylko swoje. Dlaczego? Ponieważ jest to w naszym interesie. Jeżeli chcemy, żeby młody człowiek jak dorośnie potrafił funkcjonować w społeczeństwie zgodnie z przyjętymi zasadami, to musimy go tego nauczyć. Jeżeli popełnia przestępstwo, to się oburzamy, ale nie widzimy swojej winy w tym, że kształtowanie jego osobowości nie przebiegło prawidłowo. Wymagamy podporządkowania się przyjętym zasadom, to konsekwentnie nauczymy tego młodych ludzi.
        Lokale dla dorosłych funkcjonują od zawsze i pewnie zawsze będą funkcjonować. Tam nie wpuszcza się dzieci właśnie przez wzgląd na ich dobro, a nie przez wzgląd na komfort dorosłych.
        Tolerowanie odmienności innych ludzi nie ma nic wspólnego z tworzeniem stref wolnych od dzieci.
        Owszem, usługodawca ma prawo decydować o tym do jakich klientów kieruje swoje usługi. Konstytucja RP stanowi jednak, że nikt nie może być dyskryminowany w życiu społecznym z jakiejkolwiek przyczyny, a ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. W tym kontekście pytam – czy chęć skorzystania z usług lokalu gastronomicznego bez obecności dzieci (osób poniżej określonego wieku) mieści się w zakresie konstytucyjnych przesłanek uzasadniających ograniczenie korzystania przez te dzieci (i pośrednio również przez ich rodziców) z ich wonności i praw? Moim zdaniem nie, ponieważ nie chodzi tu o ochronę bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego, ani o ochronę środowiska, zdrowia czy moralności publicznej, ani o ochronę wolności i praw innych osób! Od razu wyjaśniam, że wolność i prawa innych osób nie są ograniczane przez to, że dzieci korzystają z usług lokalu gastronomicznego. Obecność dzieci w tym lokalu nie powoduje, że te inne osoby nie mogą skorzystać z usług tego lokalu.
        Wolność usługodawcy do decydowania o tym do jakich klientów kieruje usługę przejawia się w określeniu rodzaju usługi (bardzo droga – kierowana do osób, które są w stanie za nią zapłacić; kuchnia chińska – kierowana do tych, którzy chcą spożyć danie chińskie; sprzedaż czerwonych samochodów – kierowana do tych, którzy chcą kupić czerwony samochód; klub go go – kierowany do tych, którzy chcą podczas spożywania napojów alkoholowych popatrzeć na osobę tańczącą w skąpym ubraniu wokół rury itp.). Nie ma prawa decydować o tym kto będzie nabywał jego usługę poprzez określenie cech osobowych klientów (np. lokal tylko dla kobiet, lokal tylko dla mężczyzn, lokal tylko dla rudych, lokal tylko dla niskich itp.). Wprowadzenie takich ograniczeń jest dopuszczalne wówczas, gdy ustawa tak stanowi (np. wprowadza zakaz sprzedaży alkoholu osobom niepełnoletnim – właściciel lokalu, którego główną ofertą jest sprzedaż alkoholu może więc wywiesić na drzwiach informację, że nie obsługuje osób niepełnoletnich ).

        Spodziewając się głosów, że przecież funkcjonują kluby, do których wstęp mają tylko określone grupy osób wyjaśniam, że jest to dopuszczalne, ale na zasadzie stowarzyszenia bądź innej organizacji osób, które możliwość korzystania z lokalu uzależniają od członkostwa.
        Dlatego uważam, że prowadzenie baru mlecznego, który nie obsługuje dzieci jest niezgodne z Konstytucją RP (jest to dyskryminacja ze względu na wiek , a pośrednio również ze względu na posiadanie dzieci – bo nie każdy ma z kim dziecko zostawić, a z dzieckiem z usług baru nie mógłby skorzystać, nie uzasadniona żadną z przesłanek dopuszczających ograniczenie praw i wolności wynikających z ustawy zasadniczej).
        I na koniec – trudno jest dyskutować z kimś, kto mało argumentów merytorycznych, natomiast wtrąca argumenty nic nie wnoszące dla istoty problemów. Jakie znaczenie dla tematu ma kwestia „nawiedzonych matek” i rodziców, dla których dzieci stały się „pępkiem świata”?

        • ~łódzki zakątek

          03.12.2014 at 21:43 Odpowiedz

          Tak w tej całej dyskusji jestem ciekawa jednej rzeczy: jak wolność, konstytucyjne prawa itp. mają się do selekcji w niektórych lokalach – wiecie, wielki ochroniarz w drzwiach i nie może wejść ktoś w sportowym stroju, mało eleganckich butach, spotkałam się z tym, że musi być w klubie zachowana proporcja panie/panowie, obcokrajowcy/Polacy, hetero/homo. Albo nie wpuszczają kogoś poniżej 21 roku życia – na jakiej podstawie, skoro dorosłym jest się w Polsce w uproszczeniu po ukończeniu 18 roku życia, można o sobie stanowić, pić alkohol itd.? Uprzedzam, że nie chcę zajmować stanowiska w sprawie dzieci, tylko nasunęły mi się takie rozważania. Może ktoś potrafi to wyjaśnić?

          • ~tofog

            16.02.2015 at 12:04

            Poza konstytucją obowiązuje u nas również tzw. ustawa antydyskryminacyjna z 2011r., która zakazuje dyskryminacji ze względu na takie cechy, jak płeć, rasa, pochodzenie etniczne, narodowość, religia, wyznanie, światopogląd, wiek, orientacja seksualna, niepełnosprawność. Ma ona zastosowanie m.in. w zakresie świadczenia usług i stosuje się ją do każdego podmiotu oferującego usługi.
            Jest to przykład ustawowego ograniczenia swobody działalności gospodarczej – co w świetle konstytucji jest dopuszczalne.
            Nie można więc odmówić zakazu wstępu do lokalu ze względu na płeć (np. bo mężczyzn jest już za dużo), orientację seksualną (np. bo homoseksualistów nie obsługujemy), narodowość (bo np. Romów nie obsługujemy) czy wiek (np. bo osób pomiędzy 18 a 21 rokiem życia nie obsługujemy).

            Jeżeli więc spotykasz się z takimi sytuacjami, to są to ewidentne przykłady zabronionej prawem dyskryminacji.

            Jeżeli natomiast chodzi o wymagania dotyczące np. stroju, to ja bym je zakwalifikowała inaczej. Nie ma tu dyskryminacji ze względu na określone w ustawie cechy (np. wiek, płeć, narodowość, orientacja seksualna itp.), ponieważ każdy może te wymagania spełnić i skorzystać z usługi.

  • ~MamaNastolatka

    26.11.2014 at 14:18 Odpowiedz

    Jesteś moją ulubioną blogerką, masz u mnie wieeeeeelki szacunek, i do tej pory zawsze się z Tobą zgadzałam. Ale dzisiaj akurat nie. Ja rozumiem kawiarnie, pizzerie, Starbucksy itd wogóle nie powinny mieć nic do gadania. Ale restauracje ‘z wyższych półek’ moim zdaniem powinny mieć prawo do własnych reguł. Jeżeli idę na lunch, załatwiać interesy, osobiście wolałabym strefe child-zone. Ale jak idę z kumpelą na kawe pogadać, i ktoś mi powie że do podrzędnego lokalu nie mogę z dzieckiem.. Chciałabyś mnie widzieć.
    Może też jestem innego zdania bo żyje w kraju w którym Child-free zone istnieje od dawna, wiem o tym, widziałam a nigdy nie odczułam. Ale może dzieciofobom w za wysokich szpilkach i za małych marynarkach akurat to się przydaje.

  • ~Gaja

    26.11.2014 at 14:50 Odpowiedz

    idziemy z mężem do restauracji… nie do MacDonalda, KFC, czy innych jadłodajni… do restauracji… białe obrusy, klimat, ceny na poziomie lokalu klasy S… siadamy, miło, elegancko, chłoniemy nastrój, delektujemy się luksusem… nagle słyszę … Tadziu wstań z podłogi… w pierwszej chwili myślałam, że może ktoś zasłabł lub tak upoił, że zaległ na podłodze… ale nie, to była rodzina z 2 dzieci.. lokal zdecydowanie nie oferował miejsca dla dzieci, ani pod kątem stolików, krzeseł, ani nawet miejsca na podłodze… a dzieci się nudzą… a dzieci są ciekawe życia i wrażeń… więc Tadzio tarzał się po podłodze, drugie ujeżdżało krzesło… wszystko okraszone może nie dzikim rykiem, ale cicho nie było… jednym słowem gwarno, ruchliwie i swojsko… po domowemu… można było z bliska obserwować próby karmienia dzieci, które samo w sobie bywa bardzo zajmujące i stresujące… szczególnie gdy jedno miota się między stolikami. Czy ja lube dzieci… traktuje je jak ludzi… więc chyba lubię… ale nie po to wybieram się raz na jakiś czas do restauracji, planując romantyczny posiłek, płacę ciężkie pieniądze, aby doświadczać z bliska chaosu życia domowego… od którego chcę odpocząć… sorry… jestem na TAK za miejscami bez dzieci. Poza tym, dzieci nie muszą towarzyszyć dorosłym w miejscach, gdzie się spożywa alkohol…

  • ~Gruzinka

    26.11.2014 at 15:38 Odpowiedz

    Tak, ja też jestem jak najbardziej ZA miejscami bez dzieci.

  • ~Ania.fr

    26.11.2014 at 16:39 Odpowiedz

    Naklejka powinna raczej dotyczyc bezmozgich rodzicow, bezstresowo wychowujacych swoje pociechy.
    Jesli dzieci sa dobrze wychowane w szacunku do innych, nie powinny nikomu przeszkadzac. Jesli natomiast maluch nie szanuje nikogo i niczego, to jest to raczej wina rodzicow.
    Sama mam dwojke malych dzieci i bywamy z nimi w restauracji i jakos potrafia sie zachowac.
    Do tego zgodze sie ze wczesniejszymi komentarzami. Dzieci zabieramy raczej do restauracji “srednioklasowych”, rano, w porze obiadowej.
    Jak beda starsze i rozumniejsze, dojrzeja do wieczornych wypadow na “luksusowe” kolacje.
    Nie targamy dzieci na sile po restauracjach wieczorem czy w porze siesty, poniewaz wiadomo, ze do zmeczonego dzieciaka raczej sie nie przemowi. Poza tym nie siedzimy przy stoliku 2h, wiadomo, dziecko tyle nie wysiedzi. Trzeba to miec na uwadze, ale to wlasnie dotyczy rodzicow, a nie dzieci.
    Zdrowy rozsadek przede wszystkim!

  • ~Miśka

    26.11.2014 at 16:45 Odpowiedz

    Ja jeszcze nie wiem, czy jestem za czy przeciw. Wiem jednak skąd się ten problem wziął. W czasie, gdy byłam jeszcze tylko matką a nie babką, dzieci bywały w tych bardziej i mniej eleganckich lokalach i były tam zwykle mile widziane. Były, ale przestały. Niestety zmienił się model wychowania i zdaje się, że chyba znowu nie złapał środka, przechylił się niebezpiecznie w drugą stronę. Dziś niejedno dziecko może wzbudzić w postronnym człowieku tyle samo lęku, co nieprzyjaźnie wyglądający pies.

    • Mama Rysiowa

      26.11.2014 at 16:49 Odpowiedz

      Tak masz rację, ten model wychowania przeraża mnie i dziwi.

    • ~Ania.fr

      27.11.2014 at 09:11 Odpowiedz

      Bardzo trafny komentarz.

  • ~elama

    26.11.2014 at 17:13 Odpowiedz

    Jestem matka 3 dzieci, jestem za strefami wolnymi od dzieci i nie dlatego, ze przeszkadzaja mi dzieci. Nie toleruje glupich, bezstresowo wychowanych rodzicow. Pisze tak po kilkugodzinnym locie gdzie rodzice drinkowali (nie jak nasze posly) a dzieciaki zapmietale kopaly w nasze fotele. Nie reagowaly na nasze uwagi a rodzice szpanowali kasa. Wiek tych malych ….. to od 6 do 9 lat. Odbite nerki radza strefe bez dzieci i nie tylko w restauracjach.

    • ~Nithaiah

      26.11.2014 at 22:28 Odpowiedz

      Nie da się szpanować kasą w tanich liniach lotniczych.

  • ~elka131

    26.11.2014 at 17:42 Odpowiedz

    w styczniu urodzę dziecko ale sama jestem przeciwnikiem ciągnięcia dzieci gdzie tylko się da, winni temu są sami rodzice bo nie umieją wychować dzieci na ludzi – człowieka.
    dzisiaj dzieci to czasami są gorsze od bydła, szlak człowieka trafia jak dumna mamusia otwiera paczkę chipsów czy paluszki w kościele bo dziecko jest głodne, inne biega i krzyczy po kościele a jeszcze inna karmi dziecko, co to ma być to kościół czy cyrk?!!!
    w lokalach i restauracjach to samo biega smark między stolikami, krzyczy a mamusia dumna nawet nie reaguje, a absolutnym szczytem jak młoda mama wywala swój cyc..ek niemal cały z sukienki aby dzieciaka nakarmic to już chamstwo do potęgi gdzie ja jestem w restauracji czy w burdelu?!!!
    jeszcze raz podkreślam to nie dziecko winne które nie ma pojęcia o kulturze bo jak ma to czy tamto wiedzieć jak ma 2 czy 3 czy 5 lat to wina tylko i wyłącznie rodziców i ich trzeba lać po pysku!!!

  • ~ciotka klotka

    26.11.2014 at 17:56 Odpowiedz

    Sam fakt, że pojawiają się tego typu pomysły, świadczy o dotkliwej porażce obecnego modelu wychowania, ale też o poziomie nas jako rodziców. Gdyby dzieci zachowywały się normalnie, a rodzice zachowywali zdrowy rozsądek, to child free zone nie byłyby potrzebne. Może warto by stworzyć jakiś poradnik dla rodziców. Naprawdę są lokale, to których nawet najgrzeczniejszych dzieci lepiej nie zabierać, ale rodzice powinni sami zdawać sobie z tego sprawę.

  • ~Karolina

    26.11.2014 at 18:35 Odpowiedz

    No a ja tyle powiem nasza polska metalnosc az mnie skreca od braku tolerancji.

    • [email protected]

      26.11.2014 at 19:04 Odpowiedz

      A mnie skręca zbytnia tolerancja niektórych rodziców do własnych dzieci. I że wszyscy, czy chca czy nie muszą tolerowac niektóre zachowania, nie mające nic wspólnego z normami społecznymi i dobrym wychowaniem. A może to niektórzy rodzice nie sa tolerancyjni dla ludzi którzy chcą odpocząć, zrelaksować się w godnych warunkach a nie dusić się w sosie innych. Moje dzieci nie obsypywały innych piaskiem na plaży, nie kopały współpasażerów w środkach komunikacji i nie zmuszały swoim rykiem do ewakuacji otoczenia. A aniołami jak to dzieci też nie były. Ale i dorośli i dzieci mają swoje prawa i o tym nie można zapominać.

  • ~konsumentka

    26.11.2014 at 18:58 Odpowiedz

    ale przeciez- te strefy wolne od dzieci nie wzieły się znikąd? wzieły sie stąd, że dorosli ludzie, uwazający własne dziecko za pepek świata i stosujący” bezstresowe” wychowanie tegoz, uważali, że inni ludzie w lokalu , nie mają prawa do spokojnego , i tak, tak, bezstresowego zjedzenia obiadu w lokalu, za który to obiad zapłacili. Winnz jest ywzkz brak kultury u rodzicow dzieci, więc, drogie mamusie , i drodzy tatusiowie, nie tylko WASZE najcudowniejsze dziecko ma prawo robić to, co mu sie podoba i nie respektowac prawa do spokoju w miejscach publicznych, ale prawo do tego maja również WSZYSCY inni. Wasze dziecko nie ma prawa dyktowac – własnym wrzaskiem, tupaniem i rzucaniem sie na podłoge, kopaniem gości w restauracji – co mu wolno, a czego nie. Stąd potem biora sie próby ukrócenia takiego chamstwa. Skoro rodzice, nie potraficie wychowac własnego dziecka, nie dziwcie sie, że nikt was z nim nie chce obok siebie….

  • ~Jędrzej

    26.11.2014 at 19:40 Odpowiedz

    A nie można tak po prostu i na logikę..? Restauracja, pub, kino, sklep – to są PRYWATNE przedsięwzięcia prywatnych osób. I to właściciel powinien ustalać panujące w tych miejscach zasady (oczywiście nie łamiąc prawa). To takie banalnie proste: prowadzę swój biznes, i prowadzę go tak, jak uważam za stosowne!!! Ustalam zasadę, że miłych gości w wieku poniżej lat 18 nie obsługujemy – i nie obsługujemy. Proste. Skuteczne. Ustalam, że w moim lokalu WOLNO PALIĆ – więc wolno palić! Najwyżej JA, przedsiębiorca nie zarobię, bo niepalący do mnie nie przyjdą. Albo zarobię więcej, bo przyjdą do mnie palący. Moje ryzyko. MÓJ lokal. Jesli znajdzie się restaurator, który napisem na drzwiach oznajmi, że pań w swetrach od ZARY nie wpuszczamy – to WOLNO MU, bo to on wie, do jakich klientów chce dotrzeć, a jakich sobie nie życzy. Podobnie jak z napisem “wstęp tylko w krawatach”. To takie proste. Widzę na drzwiach “nie palić” – nie palę. Jest napisane “psów nie wprowadzać” – psa nie wprowadzam. Jest znak “od lat 18” – to z wyjącym bachorem w obślinionym beciku nie włażę. Ech, takich prostych rzeczy ludzie nie rozumieją…

  • ~ANTY

    26.11.2014 at 19:50 Odpowiedz

    Ja jestem jak najbardziej za takimi strefami – wolnymi od dzieci. Na zachodzie Europy nawet oferuja wyjazdy wakacyjne bez dzieci – np. wiek dozwolony na wyjazd min. 16 czy 18 lat. Genialne, szkoda, ze u nas niedostepne. Pobyt w hotelu bez wrzeszczacych i wszedobylskich dzieci byly by cudowne, ze juz nie wspomne o locie wolnym od wrzaskow i biegania. Coz w tym pro-rodzinnym kraju to niemozliwe, szkoda, bo na pewno amatorzy stref wolnych od dzieci, jak i wakacji bylo by sporo. Taka restauracja czy biuro podrozy by sie niezle oblowily na takiej ofercie.

  • ~Ewelina

    26.11.2014 at 20:59 Odpowiedz

    Już pominąwszy fakt, że nie rozumiem kobiet, które dobrowolnie chcą mieć dzieci… To nie wydaje mi się, aby stawiano dziecko na równi ze zwierzętami, a po postu o fakt, że nie każdy lubi widok dzieci, a taka strefa w lokalach, NIE całe lokale, byłaby bardzo praktycznym rozwiązanie. W zamian, w strefach przeznaczonych dla rodziców z dziećmi, mogłoby się znajdować po prostu więcej rzeczy, którymi taki maluch mógłby się zająć… Fajnie byłoby iść w Polsce do restauracji i być pewnym, że spokoju nie zakłóci rozkapryszone dziecko… Nie wszyscy tak bardzo kochają dzieci.

  • ~ja

    26.11.2014 at 21:47 Odpowiedz

    hmm… znam sporo brunetek z IQ chomika….. i mądre blondynki

  • ~Dorota

    26.11.2014 at 23:19 Odpowiedz

    Jestem jak najbardziej ZA. tu nie chodzi o dyskryminację dzieci. Tu chodzi o głupich rodziców, którzy nie potrafią zapanować nad swoimi dziećmi. Prosta zasada: dla Ciebie dziecko jest 8 cudem świata, ale dla innych to tylko dziecko. Pamiętam sytuacje z dzieciństwa. Też nas rodzice zabierali do restauracji. Przed wejściem instruktaż: jeżeli chcesz do łazienki to powiedz mi cicho na ucho, nikogo oprócz mnie i Ciebie to nie obchodzi. Musisz wysmarkać nos-bierzesz chusteczkę i odchodzisz poza widok innych ludzi, którzy jedzą, np za zasłonę przy oknie. Jak zjesz pyszny deser i pani przyjdzie po talerze, to powiedz, że Ci smakowało, będzie jej miło, bo się napracowała (wtedy nie kojarzyłam, że ta pani co podaje to inna niż gotowała). Efekt? Zawsze podwójna bita śmietana na deserze:) Tak samo rodzice nam tłumaczyli jak zachować się w sklepie, u lekarza, w kościele, w urzędzie , w pociągu czy autobusie. Jesteś u koleżanki i poczęstują Cię obiadem? Zjedz, podziękuj, odnieś talerz do kuchni i umyj po sobie (wtedy nie było zmywarek). Jak powiedzą, że nie trzeba, to przynajmniej włóż do zlewu i zalej wodą, Tak samo uczę swoja córkę. Chyba dociera, bo czasem mam info zwrotne: rany, ale dobrze wychowana. Nie chodzi o krzyki, szarpanie dziecka już w danej sytuacji. Wystarczy mu wytłumaczyć gdzie, po co idziemy i jakie tam obowiązują zasady. Ma potwierdzić, że zrozumiało. Jak dzieciaka sytuacja poniesie to szybkie dyskretne przypomnienie zasad i wystarczy. Jak obserwuję różne sytuacje z dziećmi w różnych miejscach to mam wrażenie, że rodzice po prostu nie powiedzieli jak mają się zachować, albo powiedzieli ale dzieciaki sprawdzają czy na pewno. I tu tylko szybka i dyskretna (nie wrzaski na cały lokal) interwencja przynosi skutek. Moja córka ma 16 lat i nadal zdarza mi się przypominanie przed wejściem zasad. Tylko słyszę: mamo, przestań, nie jestem jakimś burakiem :) Mówią, że nawyk powstaje prze powtarzanie danej czynności przynajmniej 1 dziennie przez miesiąc. Biorąc pod uwagę częstotliwość bywania w lokalach, urzędach id zajmuje dłużej. Ale to zakichany obowiązek rodzica, żeby pilnował aby jego dziecko umiało się zachować w rżnych miejscach i sytuacjach.

    • ~tofog

      27.11.2014 at 09:52 Odpowiedz

      Nie zgodzę się z tobą – to jest dyskryminacja dzieci i pośrednio również rodziców. Piszesz o “głupich rodzicach, którzy nie potrafią zapanować nad dziećmi” – strefy/lokale wolne od dzieci miałyby jednak odmawiać świadczenia usług wszystkim rodzicom w towarzystwie dzieci.

      Pomijając już samą dopuszczalność takich stref/lokali w świetle konstytucji (pisałam o tym wcześniej), po prostu nie da się określić zasad ich funkcjonowania w sposób nie krzywdzący tych rodziców, których obecność z dziećmi nie przeszkadza innym klientom.

    • ~elka131

      27.11.2014 at 15:29 Odpowiedz

      bardzo dobrze Pani to ujęła i opisała jestem w 100% tego samego zdania, dziecko rodzi się głupiutkie a rola rodzica to wprowadzić go w świat aby wyrósł na mądrego i kulturalnego człowieka a nie na skończonego chama i samoluba.

  • ~Mery

    27.11.2014 at 07:10 Odpowiedz

    Dziewczyno czy Ty kiedykolwiek myślałaś, żeby napisać jakąś książkę? Twój styl pisania jest wprost rewelacyjny!!! Zapisuję się na pierwszy egzemplarz jakiejś sensacji o zabarwieniu komediowym. Na prawdę radzę Ci wyślij próbki swoich tekstów do jakichś redaktorów!!!

    • Mama Rysiowa

      27.11.2014 at 11:35 Odpowiedz

      no czekam na te propozycje i jakoś nie przychodzą 😉

  • ~Mads

    27.11.2014 at 10:35 Odpowiedz

    Ciszę można znaleźć w bibliotece, na ten przykład. Żądnych ciszy biblioteka przyjmie od zaraz.
    Do restauracji chodzi się zjeść, porozmawiać, wyrwać się z rutyny. Dlaczego miałabym zostawić syna w domu? Dziecku też należy się jakaś atrakcja- coś innego od zwykłego dnia.
    Ci, którzy tak krzyczą za restauracjami wolnymi od dzieci niech sobie przypomną jak sami byli dziećmi- nic fajnego zostać w domu, gdy rodzice idą na pizzę, do restauracji itp.
    Jednakże, obowiązuje jedna zasada- kontrola rodzicielska. Wytłumaczyć małemu ‘sapiens’, że restauracja to nie plac zabaw, tyłek do krzesła jest praktycznie przyklejony, a jadaczka otwiera się, gdy chce zjeść lub powiedzieć coś ciekawego. Darciu i bieganiu mówimy NIE!

  • ~Nikita

    27.11.2014 at 11:12 Odpowiedz

    A dla mnie sprawa jest prosta – miejsca publiczne w zależności od rodzaju wymagaja określonego zachowania. W teatrze nie rozmawiamu podczas sztuki, ubieramy sie odświętnie, w wysokiej klasy restauracji nie ćamkamy, nie puszczamy bąków i nie krzyczymy, na placu zabaw nie palimy papierosów i nie wprowadzamy zwierząt ras niebezpiecznych i nie pozwalamy psu zrobic kupy do piaskownicy.

    Kto ma wpojone zasady kultury osobistej i potrafi się zachować w danej sytuacji jest jak najbardziej mile widziany, jeśli nie to znaczy że to nie miejsce dla niego. Ja widzę dzieci jako młodych ludzi. Nie jako kogoś ze szczególnymi prawami, nie jako istoty którym się należy “bo to dzieci”, jeśli dziecko umie się zachować zgodnie z zasadami dobrego wychowania to absolutnie mi nie przeszkadza, jęśli jednak tych zasad nie przestrzega to nie rozumiem dlaczego reszta ludzkości ma to tolerować.
    Strefy wolne od dzieci powstały dlatego że wielu rodziców nie widzi swojego dziecka jako młodego człowieka którego trzeba wychować i nie rozumie że dla każdego wieku są odpowiednie miejsca i tak jak nie dajesz 6 latkowi kawy i nie prowadzasz go na filmy pełne przemocy tak i restauracje należy dobrać odpowiednie do wieku dziecka i jego umiejętności społecznych. To nie jest dyskryminacja tylko zdrowy rozsądek.

    Tak więc młoda mamo nie rób drugiemu co tobie nie miłe i weź pod uwagę że dziecię twoje jest skarbem – dla ciebie. Dla reszty ludzi to młoda istota ludzka ktora jeśli nie potrafi się zachowac to po prostu przeszkadza.

    I tak na marginesie – ja wolałbym zapłacić więcej i mieć komfort ciszy i nastroju w restauracji “child free” niż zjeść po kosztach zastanawiając się czemu do cholery nie zostałam w domu. Nie mówiąc już o tym że zapłaciłabym każdą cenę za bezdzietne samoloty – ale tutaj już rodzic wyboru nie ma jak musi lecieć to musi więc rozumiem i uzbrajam się w cierpliwość i zatyczki do uszu.

  • ~Jagoda

    27.11.2014 at 11:45 Odpowiedz

    Święta racja, nie urodziłyśmy “czegoś” tylko człowieka który uczy się funkcjonowania w społeczeństwie i to my jesteśmy jego nauczycielami dlatego uważam, że takie naklejki i kawiarnie antydzieciowe pogwałcają nasze prawa człowieka. Poza tym jak mamy nauczyć nasze pociechy jak się zachować w restauracji albo kawiarni jak nie możemy tak z nimi wejść. Ludzie wchodzą do marketów z psami na ręku ale do kawiarni z dzieckiem zakaz, paranoja się robi.

  • ~ka

    27.11.2014 at 12:18 Odpowiedz

    a wg mnie to bardziej chodzi o durnych rodziców. Dzieci wiadomo – nudzą się, nie specjalnie są zachwycone jedzeniem poza domem… Takie maluchy to do tego wszelkie niezadowolenie wyrażają płaczem i ok… ale 6 latek kopiący krzesło pani, która siedzi obok i jego mamusia, która się cieszy, że ma “bystrą” pociechę???? dzieci trzeba socjalizować i będąc w restauracji trzeba wytłumaczyć dziecku jak się w niej zachować. tak samo z kościołem, urzędem, na spacerze, w gościach. Po prostu chodzi jedynie o to, żeby rodzice WYCHOWYWALI swoje dzieci, a nie robili tzw. halo, bo to dziecko (nie ważne, że ma 6 lat) i ma prawo kopać, biegać i krzyczeć…

  • ~maadama

    27.11.2014 at 13:00 Odpowiedz

    Hmm sama nie wiem do końca jak powinno być. Sama jestem matką i w sumie nie pamiętam kiedy byłam ostatnio w restauracji:P, chyba w czasie ciąży ostatnio:P Nigdy mi dzieci w restauracji nie przeszkadzały. Ogólnie lubię dzieci i widok bawiących i biegających maluchów mnie raczej rozczula niż denerwuje. Z drugiej strony czasami zachowanie dzieci bywa naprawdę irytujące i niegrzeczne, a rodzice nie reagują… Nic dziwnego, że ten kto przyszedł zjeść w spokoju, może być niezadowolony…

  • ~Blondynka z Krainy Teczy

    27.11.2014 at 13:17 Odpowiedz

    Ale nie chodzi chyba o to, aby WSZYSTKIE restauracje byly “child free” tylko o pewne, wydzielone? Ja jak najbardziej jestem za takimi miejscami (tez jestem matka) bo czasem czlowiek ma ochote pobyc gdzies wlasnie bez dzieci. No i spotkania biznesowe tez w zasadzie lepiej odbywac bez dzieci dookola.
    Ze zdrowym rozsadkiem niestety wiele osob ma problem, wiec trzeba to jakos uregulowac. Inna sprawa jest to, ze restauracji rodzinnych nie jest w Polsce zbyt wiele (nie mowie o fast foodach), gdyby bylo ich wiecej, problem pewnie by zniknal, bo kazdy rodzic chyba zabralby dziecko do takiej restauracji, gdzie dziecko bedzie mialo plac zabaw albo jakies zajecia, a nie do takiej, gdzie sie bedzie nudzilo i marudzilo.

  • ~gianna

    27.11.2014 at 19:27 Odpowiedz

    I bardzo dobrze! nie po to płacę za ekskluzywną restauracje żeby jeść wśród drących japę dzieciorów i karmiących matek

    • ~asia

      28.11.2014 at 11:24 Odpowiedz

      też tak mówię, płacę więc coś wymagam tym bardziej jeśli to lokal większej klasy a ludzie traktują to jak zwykłą knajpę dla prostaków

      • ~Kasia

        28.11.2014 at 20:14 Odpowiedz

        To oczywiste dla wszystkich normalnych ludzi ,tylko jak zwykle nie dla większości matek.Nie mam ochoty wszędzie oglądać dzieci.na szczęście w Wa-wie są miejsca gdzie ich NIEMA

        • ~iw

          29.11.2014 at 20:16 Odpowiedz

          nie opowiadam się po żadnej ze stron, ale wy trzy wypowiadacie się jak zwykłe prostaczki właśnie

          • ~Nicole

            30.11.2014 at 18:09

            właśnie. można wypowiedzieć swoje zdania ale nie trzeba wypowiadać się obraźliwie w stosunku do innych! to jest straszne, jak ludzie siebie nie szanują!!!

    • ~tofog

      02.12.2014 at 08:58 Odpowiedz

      A nie zastanowiłaś się, że rodzic z dzieckiem też ma prawo zapłacić duże pieniądze i wymagać, żeby właśnie w tym miejscu go obsłużyli? Na tym polega WOLNOŚĆ.
      Dlaczego Twoje pragnienie bycia obsłużoną w danym miejscu ma być chronione, a takie samo pragnienie kogoś innego (akurat tak się składa, że ten ktoś ma dziecko i chce z nim skorzystać z usług tego lokalu) ma na ochronę nie zasługiwać?

      Oczywiście, że są różne lokale, jest ich dużo i każdy ma wybór. Dlaczego jednak wybór osób posiadających dzieci ma być ograniczony? Nie na tym polega WOLNOŚĆ.

      Zastanawiałam się na dopuszczalnością lokali lub stref bez dzieci w kontekście tego, co wcześniej pisałam i doszłam do wniosku, że z punktu widzenia przepisów regulujących konstytucyjne prawa i wolności dopuszczalne mogłyby być co najwyżej strefy wydzielone w lokalach (pod warunkiem, że byłyby zorganizowane w taki sposób, aby osoby z dziećmi mogły korzystać z usług lokalu na takich samych warunkach, jak pozostali klienci). Lokale gastronomiczne w ogóle nie obsługujące osób z dziećmi to w mojej ocenie rozwiązanie niezgodne z prawem.

  • ~Gosia

    27.11.2014 at 22:06 Odpowiedz

    Ja to rozumiem zupełnie inaczej- to nie chodzi o to, że do restauracji dzieciaki nie mają wstępu. Chodzi o to by były pewne strefy przeznaczone tylko dla dorosłych. Czy naprawdę dzieciakom będzie przeszkadzać fakt że gdzieś w lokalu jest miejsce w którym nie mogą się bawić? Czy może bardziej przeszkadza to rodzicom którzy tej idei nie rozumieją? ( “bo że niby co, MOJE dziecko nie może?!”) I nie chodzi chyba o to że dzieci nie mogą w wyznaczonych strefach przebywać bo są dziećmi i z zasady są skazane na izolacje. Chodzi o to w w lokalu było miejsce bardziej spokojne i kameralne. Przykład z Panem Biznesmanem ze złotym Rolexem i dłonią na pośladku prostytutki jest zupełnie przejaskrawiony i nietrafiony, bo nie prawdą jest że każde zachowanie dorosłego w miejscu publicznym jest dozwolone bo jest DOROSŁY. Osobę dorosłą w restauracji można upomnieć, w gorszym przypadku można wyprosić. Z dziećmi tak łatwo nie jest, nie każdy maluch rozumie dlaczego nie może wchodzić pod stoliki obcym ludziom ( z czym osobiście się spotkałam w pewnej kawiarni) głośno śmiać się, czy biegać po sali. Nie każdy rodzic pozwoli by pracownicy lokalu upominali jego dziecko. Nie każdy rodzic potrafi nad takim dzieckiem zapanować. Wprowadzenie oddzielnych pomieszczeń ma własnie na celu dać oddech ludziom którzy woleli by spędzić chwile o środowisku wolnym od dzieci, nie zaś ograniczać maluchy w czymkolwiek. Czy na tej samej zasadzie osoby niepalące powinny czuć się dyskryminowane istnieniem osobnych salek dla palaczy? Bo z zasady nie są przeznaczone dla nich? Lubię dzieci, ale drażni mnie coraz większa roszczeniowość dzieciatej części społeczeństwa, która domaga się przywilejów w związku z posiadaniem potomstwa ( obsługiwanie poza kolejką w sklepach czy przychodniach lekarskich, ustępowanie miejsc siedzących w miejscach publicznych) a sami nie poczuwają się do uwzględnienia potrzeby innych ludzi do spędzenia czasu wolnego w strefie “bezdzieciowej”. Myśl, że ktoś mógłby nie chcieć wypoczywać w towarzystwie dzieci ( bo na przykład właśnie zostawił własne pod zaufaną opieką, by spędzić sobie jeden z nielicznych wolnych wieczorów w towarzystwie żony/męża/przyjaciół) jest dla nich nie do przyjęcia. Nie mówię, że wszyscy rodzice tacy są, ja również uważam, że gdyby wszystkie dzieci były grzeczne i mądre a każdy rodzic był mistrzem wychowania i psychologi dziecięcej to świat był by lepszy. Ale tak nie jest. Więc może zamiast się burzyć to dajmy innym możliwość spędzenia czasu w takim otoczeniu w jakim chcą? Idea nie ma na celu ograniczać, a stworzyć optymalne warunki wypoczynku i rekreacji dla większej grupy ludzi, z różnymi preferencjami. Przecież dzieciom i dzieciatym w niczym to nie umniejsza…

    • ~magosiat

      28.11.2014 at 15:03 Odpowiedz

      A propo domagania się przywilejów z posiadania potomstwa: to nie jakiś poldebil wymyślił pierwszeństwo w kolejce tylko logicznie myślący człowiek. Innych ludzi to tak bardzo w dupe boli, ze powinni ustąpić miejsca w tramwaju matce z dzieckiem! Albo w kolejce. No co to jest?! Ludzie! To jeszcze za komuny dzieci miały pierwszeństwo a teraz co?! istnieje ponoc przepis, ze dzieci do pierwszego roku życia nie stoją w kolejce. Chodzi tu o poczty, urzędy, przychodnie, miejsca publiczne. Argumentów jest na to kilka. Miedzy innymi dziecko nie wystoi czy raczej nie wysiedzi w wózku 15 osobowej kolejki na poczcie. Zacznie się drzec a wszyscy będą się gapic na matkę “no niech pani to dziecko uciszy!” Choć nikt nie przepuści matki z dzieckiem co by skrócić czas gehenny. Drugim argumentem nieco istotniejszym jest fakt, ze niemowlęta te malutkie sraja pod siebie co chwila i co chwila są głodne. Jest więc niezwykle trudno trzymać takiego malca poza domem dłużej i stać w kolejkach, zmieniać mu pieluchy w tej kolejce i go karmić. Po trzecie i chyba najważniejsze dzieci są niezwykle podatne na infekcje. Przebywanie w gronie osób o różnym zdrowiu grozi zakażeniem a u małych niemowląt moze się to skończyć szpitalem. To tak na marginesie chciałam dodać, czepiajac się trochę:)

      • ~Gosia

        28.11.2014 at 23:26 Odpowiedz

        Ale ja absolutnie nie neguje tego, że rodzice z dziećmi powinni mieć pierwszeństwo w wielu miejscach. Ma to służyć wygodzie ogółu społeczeństwa, jest jasne i zrozumiałe. Chodzi mi o to, że to powinno działać w dwie strony: skoro są pewne przywileje związane z rodzicielstwem, powinna iść za nimi świadomość, że są też ograniczenia, które mają służyć komfortowi innych. Wielu rodziców chętnie skorzysta z pierwszeństwa w kolejkach, ale nie do przyjęcia dla nich będzie strefa wolna od dzieci w lokalach. Czy to nie aby hipokryzja?

  • ~lucas

    28.11.2014 at 00:52 Odpowiedz

    Ryk nieujarzmiony zdarza się Twym dziecięciom? Niedobrze, gdzieś wystąpił bug w oprogramowaniu “Wychowanie 1.0”.

  • ~saba

    28.11.2014 at 20:29 Odpowiedz

    A ja podobnie jak Pani w którymś z powyższych komentarzy nie jestem pewna czy TAK czy NIE dla stref wolnych od dzieci…Każda ze stron ma swoje plusy i minusy. Ale… po przeczytaniu niektórych wypowiedzi i przemyśleniu paru kwestii poważnie obawiam się o dalsze losy ludzkości. W złym kierunku to wszystko zmierza.

  • ~gruba baba

    02.12.2014 at 22:54 Odpowiedz

    Nie rozumiem, dlaczego podchodzicie do tematu tak emocjonalnie.
    Co wam przeszkadza obecność takich restauracji? Akurat tam musicie pójść, taszcząc ze sobą swoje dzieci? Czy oburza was sam pomysł, że nie każdy może chcieć oglądać właśnie Wasze dzieci?
    Oczywiście, usłyszę pewnie teraz “moje dziecko jest grzeczne i wie, jak się zachować”. Tak też usłyszałam od swojej koleżanki, z którą umówiłam się niedawno na kawę. Jej dziecko biegało po kawiarni, krzycząc na całe gardło, a ona latała za nim. Półtora godziny, między stolikami, gdzie siedzieli inni ludzie. Udało nam się porozmawiać może z pięć minut.
    Nie winię za to dziecka. To koleżanka nalegała, by je przyprowadzić, mimo, że jej mąż zaofiarował się, że z nim zostanie. Tłumaczyła, że to taka “córeczka mamusi”.
    W idealnym świecie każde dziecko byłoby grzeczne, ale tak nie jest.
    Przecież nie utworzą kawiarni z napisem “niegrzecznym dzieciom wstęp wzbroniony”. Bo każdy rodzic uważałby wtedy, że jego dziecka ten napis nie dotyczy.

  • Marta warts

    01.08.2016 at 17:37 Odpowiedz

    No ale jesli to PRYWATNA restauracja, to właściciel może celować w taka klientelę, jak chce. O to chodzi w demokracji i prawie własności. Klient może tam najwyżej nie przyjść , jeśli chce pokazać dezaprobatę. Ja jestem za, nie mam dzieci i nie przepadam za ich krzykami/ płaczem, kiedy idę na kolacje. Jeśli ktoś zrobi knajpę z zakazem dla wstępu dla pięknych blondynek ? Trudno, pójdę gdzie indziej. Nie mam nic do dzieci ani ich mam, ale nie chce ponosić konsekwencji ich macierzyństwa w sobotę po tygodniu w stresującej pracy, to naprawdę takie bestialskie ???

Post a Comment