Przy mężczyźnie żyć.

Przy mężczyźnie żyć.

Cierpliwość standardowej kobiety w domu zaczyna niespokojnie opadać przy pierwszym uwitym przy łóżku w sypialni gniazdem orła. „Gniazdo orła” czyli starannie zdjęte z siebie gacie, razem ze spodniami i skarpetami, bez dotykania kolan, łydek  i kostek, w które z rana na pewno wpadnie ona. Mistrzowie jengi się znaleźli, zmarnowane talenty w polskich M3.

Kobieta idzie dalej. Właśnie uporała się z uciułanym ze spodni rondlem na ptaki, z przygryzionym w nerwach polikiem wrzuciła skarpetki do brudów. Pościeliła łóżko. Wchodzi do łazienki.

Pasta do zębów standardowo, najprawdopodobniej rzucona na ziemię w pośpiechu i zmaltretowana glanem, dostała cięgi, wygląda jak on sam po weekendowym piciu. Tuba pognieciona w piździec, tak pokiereszowana, że nie wie ona już sama,  gdzie przód ma, gdzie tył. Polubowne namawianie na wyciskanie od dołu odbija się o uszy Pana echem. Od kilku lat. Obok, obowiązkowo, na posterunku szczotka jego do zębów rzucona na umywalce, ta co ktoś po niej walcem przejechał w przód i w tył. Z milion razy. Błaga, żeby już o niej zapomnieć, żeby dać jej odejść.

Na wieszakach oprócz chyba wszystkich ręczników jakich się dorobili w życiu, wiszą spodnie, bluza i kilka podkoszulek. Jego podkoszulek. Wrażenie jedno: gdyby i całą ścianę w wieszakach zagospodarować, gdyby tam jeden obok drugiego maczkiem poupychać, to i tak wszystkie zajmie sroka zbieraczka. Łazienka jak szatnia po turniej u na orliku. Wali i nic w niej znaleźć nie można.

Podłoga w kuchni wygląda lepiej niż plaża w Jelitkowie.  -Śpieszył się do wyjścia, to pewne, – jak mniema ona, widać dokładnie krok po kroku gdzie pantofelki i malutkie kopytka zostawiały jej torf do ogarnięcia. Jak wytłumaczyć chłopu, że kuchnia to nie bankiet w Sheratonie i tu się onuce zmienia systematycznie do chuja Wacława?! Piachu po kostki, błoto, gnój wszędzie, – Halo, cześć, naniosłeś syfu w kuchni. Czy drogie ogumienie rządzi się innymi prawami przepraszam?!

– To nie ja, to pies.

Pies. Pies w butach na cholewce wróciwszy z porannej dwójki, wlazł do kuchni i otrzepał sobie łapy pod stołem tak, żeby go wrobić. Złośliwy skurwiel, nie ma co.

 

Mężowie kochani, pomocni.

W szlafroku, w papuciach i z kubkiem gorącej herbaty, w sobotni poranek,  odsłaniają rolety na ogród,  przeciągają się powolnie wyciągając pypeć z pępka i wołając cię z kuchni pokazują paluchem przez okno:

– Haha. Łihihihi. HAHAHAHA! Patrz gdzie ci się piesek zwalił. Na Kwiatuszki <3 Siorb…

… A i chyba ci zeżarł rododendron…siorb.

Kochać. Tylko kochać.

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook8Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

11 komentarzy

  • ~staff

    19.10.2015 at 13:30 Odpowiedz

    Orle gniazdo witam każdego ranka jak równiez szmaty na wieszakach w łazience, a więc nie jesteś sama w swym cierpieniu. P.s. kup pastędo szębów w tubce, której się nie da zmaltretowac 😉

  • ~see

    19.10.2015 at 15:42 Odpowiedz

    u nas to się nazywa żółw bo takie półokrągłe i twarde (to jeansy, żeby nie było nieporozumień, czyste 🙂 wieszaki też zawalone. U nas pełna ignorancja kosza na brudną bieliznę, rzeczy do prania w zależności od nastroju w przedpokoju na wieszaku, na brodziku lub na podłodze w łazience. Co ciekawe dotyczy to tylko większych ubrań, bielizna osobista zawsze znajdzie się w koszu. Jak to możliwe, nie wiem…. I na nic mają się tlumaczenia, że kosz stoi i zamiast lewą ręką na podłogę tym samym ruchem ale prawą ręką otwieramy kosz…. Ja muszę mieć 3x więcej cierpliwości- 1 balaganiarz duży, 1 mały i 1 w drodze. Z dużym się powoli poddaję, ale z małymi powalczę, a nóż okaże się że można…

  • ~Pod Napieciem

    19.10.2015 at 15:54 Odpowiedz

    Leżę i płaczę ze śmiechu. To wszystko takie prawdziwe! Samo życie! Cudowność dnia codziennego!
    Pozdrawiam!

  • ~Młoda Matka

    20.10.2015 at 08:02 Odpowiedz

    Oż, cholera. Jestem facetem. Jak nic. Może tylko tubka w kubku.

  • ~GosiaG

    20.10.2015 at 10:08 Odpowiedz

    No to ja mam w domu chyba Aliena / Mutanta: ciuchy przed spaniem złożone w kostkę na pralce zostawione, rano znikają samoistnie zanim się do łazienki doczłapię. Nigdy nic na podłodze przy łóżku nie leży. Ba! Mnie gania, jak dżinsy na wieszaku zostawiam 😀 Chyba trafiłam na inny gatunek faceta 😀

  • ~Karolka

    20.10.2015 at 13:17 Odpowiedz

    Napisz mi swój adres na maila to Ci wyślę coś do pasty 🙂 Specjalnie dla Ciebie zamówiłam 🙂

  • ~lavinka

    20.10.2015 at 23:24 Odpowiedz

    Mniej więcej to samo przeżywa Niemałż przedzierając się rano do kuchni, żeby zrobić mi poranną kawę (ciuchy na podłodze moje, łacznie ze skarpetami wszędzie). Jak dobrze, że nigdy mu to nie przeszkadzało. 😉 No może tylko widok z okna inny. 😉

  • ~Beata

    22.10.2015 at 05:53 Odpowiedz

    Coś bardzo podobnego mam na co dzień. Czasem te skarpety zrzucone bezładnie przy łóżku są punktem zapalnym. Bo jednego dnia słyszę, żeby ich nie ruszać bo przecież w nich pan mąż wystąpi dnia następnego a tymczasem pędzi do szuflady i bierze sobie następne a te już gniją, że tak się wyrażę koło łóżka. Wchodzę do łazienki i krew mnie zalewa jak widzę te porozrzucane ciuchy do prania, które nigdy nie trafiają do kosza, wiecznie uwalony zlew, pastę do zębów na lustrze, wszędzie. …uwalony kibel, nigdy nie zmyty brodzik po kąpieli, buciory po myciu w zlewiku rzucone bez tołku na lazienkowy dywanik.ide dalej do kuchni a tam istny sajgon; powyjmowane co się da a nie pochowane z powrotem do szafek czy lodówki, poprzestawiane ile wlezie, masakra (tłumaczenie; bo się spieszę) i wieczne teksty; przygotuj mi proszę śniadanie, kanapki do pracy i ciuchy. Pytanie jedno do Pana Porządnego; po co budzić skoro i tak tyle rzeczy trzeba za ciebie robić i kiedy w końcu zaczniesz doceniać moja pracę? Czy kiedyś doczekam się takiego dnia kiedy nie będę musiała zaczynać od ogarnięcia twoich za przeproszeniem śmieci. Bo okazuje się, że mam troje a nie dwoje dzieci. Masakra.

    • ~Ania

      24.11.2015 at 17:00 Odpowiedz

      Bosze dziewczyny! Co Wy za facetów w domu macie. Masakraaa. Nawet małe dzieci tak nie chlewią. Gońcie trochę tych flejtuchów bo nie bedziecie miały wiecznie po 25-30 lat a to bedzie wkurzać coraz bardziej bo sił mniej.

  • ~legalna mama

    24.10.2015 at 12:00 Odpowiedz

    Jakiś czas temu doszłam do podobnych wniosków. Co prawda patrzyłam na problem pod zgoła odmiennym kątem, bo od strony chłopa-ojca. Aczkolwiek o brudzeniu też mogłabym się wypowiedzieć, zwłaszcza, że w tych jego odwiecznych eterycznych skarpetach skotłowanych (a jakżeby inaczej) pod barłogiem, który zasadniczo nosi miano łóżka, rozwinęły się już kolonie nowych cywilizacji. Mam wrażenie, że lada dzień wynajdą ogień, bo owe skarpety zaczynają już płonąć ze wstydu.

    http://legalnamama.blog.pl/2015/08/20/przy-powstawaniu-tego-tekstu-nie-ucierpial-zaden-maz/

  • ~Ka

    28.10.2015 at 17:04 Odpowiedz

    U mnie panuje terytorializm samczy. Samiec najwyraźniej boi się dominującej samicy i podświadomie pragnie oznaczyć teren legowiska. Znaczy brudnymi skarpetami. I ciuchami. Tez brudnymi. Należy zostawiać je w każdym możliwym pomieszczeniu w domu, by samica zajęta wyciaganiem skarpet z fotela albo pudła na zabawki dziecka nie mogła normalnie funkcjonować. Wymówka:były jeszcze prawie czyste. Te juz brudne najwyraźniej rozsypaly w pył jeszcze na stopie.

Post a Comment