Przedświąteczny Christmas Spirit.

Przedświąteczny Christmas Spirit.

Buszuję po hipermarkecie w poszukiwaniu garnków na wagę i patery za zer cztery. Nie ma. Jak na kobietę przystało przyjechałam po chleb, a wyjadę z nową kuchnią gazową niemalże i kołdrą puchową metr czterdzieści na dwa. Już znam te numery.  Szukam wolnej kasy, a jak nie wolnej to trochę luźniejszej. W koszyku wyjątkowo mało gratów tym razem, widać dno, nie będę czekać w zawijających się pod sery i garmaż kolejkach, żeby skasować kilka fantów. Z rozrzewnieniem mijam kasę pierwszeństwa, przy której stoi pół wieżowca z naprzeciwka i dwie drużyny piłkarskie, bo byłoby zuchwałym nietaktem przepchnięcie się przez ten tłum finalnie stawiając na taśmie dwa Tyskie w puszce. Z brzuchem. Z resztą problemy kas pierwszeństwa polegają na tym, że żeby kobietę ktoś faktycznie na końcu w siwym dymie zauważył, musiałaby chyba podciągnąć bluzkę do góry i pomachać gołymi cycami.

Idę dalej. Mknę z niebieskim koszyczkiem przez pola kas. Z trzydziestu otwartych może siedem. Jest jakaś prawie pusta, zostaje. Wyciągam te dwa Tyskie, kapcie męskie w kratę w rozmiarze czterdzieści pięć i czekoladę Milka Tuc. Przede mną Pani kupuje dwa prześcieradła i poszewki, myślę sobie – tu nie może się nic stać. Za mało ludzi, za mało towarów, uda się wyjść bez przygód. PIP – PIP – PIP. Nagle pani od prześcieradeł wypadają gały na kasę, zęby łapie w locie:

– Jezus Maria, ILE TE PRZEŚCIERADŁA?!

– trzydzieści pięć złotych – odparła spokojnie kasjerka.

– Jedno?! To ja nie chce. – zamąciła w moim spokojnym stawie moherowa aferzystka.

– Dobrze, zadzwonię po koleżankę, musi wycofać. Halo, Danusia, podejdziesz do czwórki?…

Cudownie. CU-DO-WNIE. Facet za mną, który zdążył się już wypakować zaczął nerwowo zbierać swoje dwa pory, kilogram pomarańczy i masło w kostce. – Jak się, kurwa, nie umie robić zakupów i czytać naklejek na metce to się siedzi w domu. – uprzejmie wyszeptał pod nosem. Ja dzielnie stoję, podtrzymuję bramkę. Nadal. Albo i nie, zabieram kapcie w kratę pod pachę, czekoladę i dwa browary. Zanim Danusia zejdzie, dosunie do czwórki, spotka trzy koleżanki, napije się kawy.  Nie, dziękuję, szukam dalej przejścia do wolności.

Podchodzę do dwójki. Wolna. Przede mną już się „nabija” babcia, taka poczciwinka, PIP-PIP-PIP. Ja apiać kapcie, chmiel i czekolada na bar, tym razem się uda. Stanęłam na paluszkach zobaczyć co się dzieje w szóstce. Danusia nadal nie dotarła. – Dobrze, stałabym tam do niedzieli.

PIP-PIP-PIP

– Ile ta ćwikła?

– sześć pięćdziesiąt proszę Pani.

– Ile?!

– Sześć pięćdziesiąt.

– To ja Panie nie chce.

– Dobrze, proszę o cierpliwość, zadzwonię po Danusię…

W tle Last Christmas Ajgejwjumajhart, lampki mrugają jak wściekłe, wielki Mikołaj na baterię trzęsie brodą pod lodówką Kroply Beskidu,  parska co rusz pod dwójką –HO, HO, HO.

Święta. Czuję to.Mhm, już tam jestem…

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

7 komentarzy

  • ~Margret

    10.12.2015 at 10:10 Odpowiedz

    Prawo najkrótszej kolejki się kłania 🙂 Jak masz czas to bardzo a’propos jest tu: http://bezcennik.blog.onet.pl/2015/12/02/wyscig-z-czasem-czyli-pomieszanie-z-poplataniem/

  • ~saba

    10.12.2015 at 10:48 Odpowiedz

    E tam uprzejmy pan nie miał racji, ceny na regalach często różnią się od rzeczywistych itp. A w Polsce czemu my Polacy tacy nerwowi no.. Wesołych Świąt

  • ~khaki

    10.12.2015 at 14:12 Odpowiedz

    Co do kas pierwszeństwa- będąc w stanie zwanym błogosławionym chciałam raz skorzystać poniewaz gorzej sie poczułam, byłam już wykończona…Nie mialam tyle „tupetu” by wejsc w srodek kolejki tych nieuprzywilejowanych którzy stoją też w tej kasie „bo szybciej”, wiec stanęłam na koncu, resztka sil opierajac sie o wozek.
    Podchodzi pan.
    PAN”E sorry moge przed Ciebie bo mam tylko dwie rzeczy?”
    Jack Daniel’d i cola.. oj nie…nie tym razem
    😉

  • ~BOGI

    11.12.2015 at 12:20 Odpowiedz

    Ha ha ha ja zwykle przecudny humor mnie dopada po dawce pani bloga ;-))

  • Anna Witkowska

    12.12.2015 at 17:26 Odpowiedz

    Nie znoszę robić zakupów tuz przed świętami. Wszedzie tłok i trudności z parkingiem i czekanie przy kasie. Staram sie zrobić duże zakupy na święta 10 dni wcześniej , najwyżej dokupię kilka rzeczy w ostatnich dniach. Prezenty …. te kupuje już od lata , powolutku i nigdy przed świętami. Wtedy można to zrobić na spokojnie . Pozdrawiam

  • ~Arco iris

    12.12.2015 at 21:15 Odpowiedz

    „Danusia, podejdziesz do czwórki?” …. ” Stanęłam na paluszkach zobaczyć co się dzieje w szóstce. Danusia nadal nie dotarła.”
    Pokręciłaś numerki?

  • Esme

    14.12.2015 at 14:43 Odpowiedz

    O matko, już widzę te dzikie tłumy…Chociaż w tym roku nikt z mojej rodziny niczego nie chce jeść w święta, więc może zakupy mnie ominą? Ustawię się w kolejce do jakiego s Caritasu i wypnę brzuch z kopiącym bobasem to może mnie nakarmią…

    Pozdrawiam!

    http://czymojzeszzrobicmikanapke.blog.pl/

Post a Comment