Projekt plaża 24/7

Projekt plaża 24/7

Środek nocy. Ryśka zaczyna marudzić już po raz enty. Jakby czuła, że matka chora i przydałoby się jej trochę snu.
– Zrobić jej mleko? – wybełkotał w półśnie ojciec
– no jakbym cię mogła prosić – odpowiedziałam przez nos, nie wiedzieć czemu z wyrzutami sumienia, że spędzam GG z łóżka a on rano do pracy. Biedny. Po pięciu minutach wraca, pakuje się z powrtotem w pielesze i rzecze:
– Trochę sobie poczekasz, wstawiłem czajnik na gaz. Zanim się ugotuje to wiesz…
– Co wiem, po raz kolejny w tym tygodniu zapytam po co w takim układzie zakupiliśmy czajnik elektryczny? Bo z tego co pamiętam to właśnie na takie nocne okazje – odpowiadałam czując jak krew zaczyna buzować w żyłach. Pierwsze majowe upały występujące na przemian z wściekłymi burzami wykończyły mój system odpornościowy, polał się gil, zapchały zatoki. Od tarcia papierem zdarłam już pół nosa. Wizja czekania dziesięciu minut na 100ml gorącej wody na mleko w środku nocy, z zapchanym kinolem i płaczącym dzieckiem, kiedy pod ręką jak na zbawienie stał czajnik eletryczny, krok po kroku wsadzała mi ręce w biały kaftan i zawiązywała rękawki na plecach w porządny supeł. Okurwieje. To pewne.
– A no. Zapomniałem – odparł przejety GG. Tak przejęty, że odwrócił się do ściany, nakrył głowę poduszką i poszedł spać.
Mężczyzna musi iść spać jak jest późno bo raz, że jest późno i tak należy a dwa nie wstanie rano do pracy i istnieje realne prawdopodobieństwo, że będzie zmęczony. Matka natomiast spać nie musi. Matka się nie męczy. Matka PROJEKT PLAŻA 24/7.

Wychodziłam z założenia, że dziecko ma się we dwoje. Razem się nad nim majstrowało, razem się przy porodzie „odbierało”, razem powinno się oporządzać. Pierwsze dni w domu we troje skłoniły do myślenia, że związek partnerski to wspaniała instytucja, przynajmniej w moim przypadku, że w sprawie opieki nad córką mam pełne wsparcie i nie jestem sama. Przecież to nasze dziecko a nie tylko moje, przecież tak samo on jest ojcem jak ja matką a do zmiany pieluchy nie potrzeba doktoratu ani instynktu samicy, damy sobie radę. Nie wiem kiedy na przestrzeni sześciu miesięcy życia Ryśki GG zwolnił się z obowiązku uczestniczenia w nocym życiu córki, zastanawiam się nad tym i w pamięci szukam wskazówek, konkretnego momentu, w którym miał prawo wywnioskować – Oho, jesteś już w pełni gotowa na samodzielne matkowanie, widzę, że zostawiam sprawy w dobrych rękach, w nocy do małej wstajesz Ty.

O litościwy Pan.

Będę sprawiedliwa i oddam rację w jednej kwestii. Kiedy dopadł nas mały, niedługi kryzys finansowy, GG podjął się dwóch prac. Było dramatycznie bo nie dość, że sypiał po 4 godziny na dobę, wstawał przed piątą rano żeby wrócić o pierwszej w nocy to jeszcze oddawał się zasłużonej drzemce w ciągu dnia między jedną a drugą pracą tak, żeby finalnie nie paść na ryj. Odpoczynek odbywał się w 27. metrowej kawalerce, w której na minimum głośności pozwalałam sobie oglądać telewizję, dziecko już po mału roznosiło łóżeczko, pies szczekał od czasu do czasu porządnym basem. Dla mnie było za cicho, dla niego za głośno. Wiele nieporozumień a wręcz soczystych kłótni odbywało się na podstawie tego przygnębiającego dla mnie widoku. Ja bez kontaktu ze światem zewnętrznym w pełni oddania córce po powrocie jego z pracy miałam przyjemność zamienić z nim jedno zdanie a przez następne dwie, trzy godziny oglądać plecy, kiedy odwracał się do ściany i zaczynał chrapać. Nie raz zaczynałam ryczeć, brałam dziecko na ręcę i użalałam się nad sobą. Niepotrzebnie, przecież to wszystko robił dla nas – Odrobinę zrozumienia kobieto – myślałam, kiedy rozum wracał już do głowy. Tamtejsza sytuacja w moim mniemaniu zwalniała go w pełni z nocnych i dziennych obowiązków przy Krystynie. Nie wyobrażałam sobie mieć czelność wymagać przygotowania butelki w środku nocy, kiedy zdążył zamknąć oczy piętnaście minut wcześniej. Tyrał jak dziki osioł. Starałam się rozumieć jak mogłam najlepiej.
Czasy się zamieniały a Pan Ojciec złapał pracę w jakiej czuł się dobrze. Zmieniliśmy miejsce zamieszkania, wszystko zaczęło się pomału układać, GG pracuje jak normalny człowiek osiem godzin dziennie. Kiedy wraca do domu jest na tyle wcześnie by móc się zobaczyć przy świetle słońca, nie księżyca, razem oglądamy wieczorny film, razem kładziemy się spać. Niech żyje normalność. Ja nierzadko padam ze zmęczenia kiedy wraca. Rysia jest coraz starsza, zaczyna siadać, gada po swojemu, wymaga 100% więcej uwagi. Po powrocie GG z pracy liczę na przejęcie pałeczki i poprowadzenie sztafety do godziny zero, kiedy moja córka nareszcie, finalnie padnie jak mucha i pójdzie spać. Mój ukochany zazwyczaj podejmuje się zadania po kilku krótszych lub dłuższych wymianach zdań, że może zaczniemy z powrotem dzielić obowiązki na dwoje i że czasy mojego zrozumienia i niedopuszczania do siebie myśli, że mogłabym zaprząc go do jakichkolwiek prac domowych dawno się skończyły. Problem polega na tym, że w moim odczuciu ten kochany mężczyzna działa tak,  że mój i tak już niski poziom cierpliwości spada drastycznie do zera i miga jak żyd w aucie, zawsze kiedy kończy się paliwo. Zamiast odsapnąć chwilę i cieszyć się godzinką względnej wolności i możliwości zrobienia kupy w samotności, bez świadków, ja liczę od 10 do zera jak nakazują techniki walki ze stresem i modlę się, żeby nikogo nie urazić w afekcie. Wrzeszcząca w wniebogłosy Ryśka nie jest natychmiast uspokajana, GG uważa, że im dłużej sobie pochlipie w samotności, tym szybciej się zmęczy i uśnie (a świnie zaczną latać). Kiedy zabiera ją na spacer ze skrzętnie przygotowaną przeze mnie wałówą i wraca z tą samą ilością jedzenia, zapytany dlaczego Mała nie dostała obiadu odpowiada, że nie chciała, że nie grymasiła, nie płakała to pewnie niegłodna. Nosz kurza noga, trudno, żeby wyszła z wózka w wieku siedmiu miesięcy, stanęła mu przy nodze, szarpnęła za nogawkę i zawołała: – Taaatoooo. Chyba jestem już głodna. Daj słoik.
Moje frustracje przenoszą się na noc. Jak Krystyna zdąży jedynie zakwilić ja stoję na baczność przy jej łóżku sprawdzając czy może nie wkręciła sobie stopy między szczeble albo czy nie dusi jej złowieszcza kołdra. Tatuś natomiast zwiedza krainy zielone po drugiej stronie powiek, od czau do czasu wybełkocze coś przez sen, lunatykuje, co czasem bywa zabawne. On po prostu śpi. Nie drgnie. Robiąc eksperymenty ile wytrzyma bek Ryszardy bez mojego wstawania i kiedy sam się ruszy, zawsze przegrywam. Nie mogę słuchać jak Krystyna miałczy, serce tnie mi się w plastry pomimo tego, że wiem, że nic złego się nie dzieje. Nie  mogę spać wiedząc, że moja mała Krychulinda nie śpi, że jest ciemno, że może się boi, że nie rozumie, dlaczego nie ma mamy i taty, dlaczego jest w łóżku sama. Tak oto przegrywałam z kretesem i uspokajam dziecko na własną rękę.
Zaczęłam się zastanawiać, kiedy obowiązek nocnego wstawania stał się jedynie moją domeną. Kiedy swoim zachowaniem wyuczyliśmy w sobie wyobrażenie modelu macierzyństwa, gdzie tata śpi bo to tata i może a mama ma wyrzuty sumienia budząc go raz na ruski rok prosząc o podgrzanie mleka. Zupełnie jakbym po godzinie 00:00  zapukała do sąsiada po szklankę mąki. Jako para zbudowaliśmy wyobrażenie swoich ról w taki sposób, że tata był tym pracującym, biednym człowiekiem, który codziennie prasuje sobie rano koszulę, wiąże buty i wychodzi do biura a ja na urlopie macierzyńskim to generalnie tańczę hula w spódniczce z frędzlami i studiuję poradniki jak zmiksować idealnego drinka. PROJEKT PLAŻA 24/7.

A gówno prawda.

Ja nie mogłam na chwilę spauzować dziecka, żeby w chwili spokoju iść do kuchni na kawkę, papieroska i pierdzielić  bzdury o tym kto na czym był w kinie i jakie nowe, zabawne zdjęcie ktoś znalazł na Kwejku. Ja nie mogłam „pracować” na allegro w poszukiwaniu dobrego telefonu za rozsądną cenę czy rozminować pola w Saperze, nie mogłam w spokoju przesłuchać nowej płyty Rojka na Spotify.  Moja szefowa kazała nosić się na rekach i wstawać do siebie w nocy. Kazała donosić sobie jedzenie do łóżka a nawet karmić się z ręki. Nie dawała piętnastu minut na lunch, nie pozwalała skończyć wcześniej bo piątek czy święta. W dupie miała niezapłacony mandat i to, że urząd zamykają o 15, że nie zdążę. Moja szefowa była non stop, all the freakin’ time, bez zwolnień.
Tu rodzi się pytanie – kto i jakim prawem dał zielone światło degradowaniu ważności roli matki w domu. Dlaczego z góry założono obowiązek jej nocnego nasłuchiwania dziecka, badania każdego sapnięcia, pierdnięcia, umiejętności  szejkowania mleka w plastikowej butelce opierając się głową o szafki w kuchni, kiedy ledwo stoi na nogach. Przecież my jesteśmy tak samo zmęczone jak i wy. Przecież my też latamy jak kot z pęcherzem, żeby dogodzić waszym szanownym jestestwom, my też chodzimy do pracy z taką różnicą, że często praca przychodzi też do nas, ba! Wrzeszczy, nawołuje, grymasi, żąda! Czas zacząć traktować siebie równo. Zwłaszcza wtedy, kiedy nad życie się kochamy i szanujemy. Oliwa nieżywa ale sprawiedliwa.

Od dzisiaj Ty też mężczyzno wstajesz do dziecka. Od dzisiaj Ty też robisz mleko.

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

46 komentarzy

  • ~heh

    03.06.2014 at 16:40 Odpowiedz

    Jakbym o sobie czytała… Z tą różnicą, że Ty w końcu powiedziałaś „dość”, a ja nadal potulnie zajmuję się dzieckiem, domem i dodatkowo pracą. Mało tego. Pod sercem noszę drugie dziecko, a zapierdzielam więcej niż moja połówka… Ech…….

    • ~Kama

      11.06.2014 at 16:58 Odpowiedz

      A ja uwazam, ze Baba przesadza – chodzi mi tylko i wylacznie o nocne wstawanie – i nie kiedy jest chora, of course! Facet pracuje , wiec wyspac sie musi , bo w pracy jest pod „obstrzalem” innych – to nie to samo co wspaniala domowa swoboda!! Nawet jezeli nie ma sie 5 min dla siebie – wciaz jestes u siebie w domu i tak naprawde robisz po swojemu wszystko!
      Tak wnioskuje , mimo , ze mam wspanialego Mezczyzne , ktory absolutnie we wszystkim mi pomaga!

  • ~Kate

    03.06.2014 at 16:49 Odpowiedz

    No to u mnie,ze tak powiem jest po równo.
    Mamy 2 synkow.Kiedy brzuszek bolał,nosić trzeba było mąż przejmował wrzaskina mówiąc „ty sie nanosilas 9miesiecy”,kiedy w nocy trzeba było wstawać,wstawał i wstaje do dzis mówiąc „mnie jest mniej w dzien to w nocy nadrobie”…i takich przykładów jest i jest.i nie lubię kiedy koleżanki mówią mi „tobie to sie udało,ze twój Ci tak pomaga”sprząta,gotuje,pierze i jeszcze dzieckiem Ci sie zajmie!Trafia mnie wtedy bo po pierwsze jakie POMAGA!przeciez dom to nasze wspólne terytorium,oboje chcemy zeby było czysto to oboje ogarniamy,oboje potrafimy i dobrE nam to wychodzi to gotujemy,prEciez nie dla siebie a dla nas,pralkę i podstawowe zasady prania każdy zna…i nie zajmuje sie do cholery moimi dziecmi tylko spędza czas z własnymi synami tworząc w ten sposób specyficzna relacje,zupełnie inna niż moja.
    Uważam,ze to nic nadzwyczajnego i tak być powinno.

  • ~Ya

    03.06.2014 at 17:13 Odpowiedz

    A u Nas jest odwrotnie.
    To ja spie jak zabita a partner oporzadza 🙂
    Dostaje opierdziel nie raz.
    Ale nie poradze jak nie slysze bo spie 🙂

    • ~Malczik

      04.06.2014 at 11:59 Odpowiedz

      U mnie podobnie…:D

  • ~KAsiaK

    03.06.2014 at 17:55 Odpowiedz

    Ech u nas to samo… z tym, że ja pracuję w domu. Mąż przyjeżdża w nocy i nad ranem jedzie z powrotem, to sama nie mam sumienia go budzić. Zresztą czołg by po nim przejechał i go nie obudzi, to co dopiero wrzeszczący synek. Najgorsze jest to, ze ja po całym dniu „siedzenia” w domu padam wieczorem na pysk, a mężowi się na amory zbiera. wrrrr Ale w weekend, gdy jest domu to jak tylko mam okazję to „zatrudniam” ojca do pomocy. Ja też mam prawo mieć chwilę dla siebie. 🙂

  • ~Kobieta budująca

    03.06.2014 at 18:08 Odpowiedz

    Jakimś cudem Panowie zakładają, że kobieta która jest Panią Domu, nic nie robi. Pranie w magiczny sposób samo wędruje z kosza do pralki, z prali na suszarkę, a z suszarki do szaf. Składniki obiadu z lodówki wyskakują, same się myją, szatkują i duszą by wylądować na Pańskim talerzu. My kobiety jesteśmy od sterowania z kanapy krasnoludkami tyrającymi za nas 🙂 Ot taka wyższa umiejętność zapewne związana z szóstym zmysłem.

  • ~Steph

    03.06.2014 at 18:20 Odpowiedz

    Woła to pewnie o pomstę do nieba, ale mam termos i nie gotujemy wody co chwilę.

    • Mama Rysiowa

      03.06.2014 at 18:23 Odpowiedz

      Wola to pewnie o pomstę do nieba, ale ja też mam i przez pól roku z niego nie skorzystałam 😀 i nie wiem dlaczego. W sumie wlasnie, dlaczego ?;)

      • ~Miuriel

        03.06.2014 at 20:02 Odpowiedz

        Rysiowa Mamo, nas czekanie na wodę- nawet tę z czajnika elektrycznego doprowadzało do szewskiej pasji. Termosa nie mamy więc przegotowana na wieczór woda czeka sobie w butelce. Jak się Młoda obudzi to woda ląduje w mikrofali na kilkanaście sekund. Dziecko przewinięte, nakarmione, butla ponownie wyparzona a rodzic w drodze do łóżka w max 15 minut 🙂

        • Mama Rysiowa

          03.06.2014 at 20:05 Odpowiedz

          Faaaak, nie mamy mikrofalówyyy 😀

          • ~Joanna

            04.06.2014 at 07:50

            Ja też nie mam i robiłam tak, że wieczorem zagotowalam wodę w czajniku elektrycznym, żeby w nocy tylko na chwilkę go włączyć i podgrzać wodę …w ten sposób nie musiałam czekać,aż woda się zagotuje, żeby potem jeszcze tracić czas na schładzanie:-)

  • ~aga

    03.06.2014 at 18:23 Odpowiedz

    zgadzam się z przedmówczynią:) też mnie wkurza, jak słyszę, że mi S. pomaga przy dziecku… na pewno robię trochę więcej, i trochę sprawniej mi pewne rzeczy wychodzą bo i intuicja i więcej czasu z sześciomiesięczniakiem spędzam, ale ojciec co umie to robi, a co nie robi to go instruuję i też robi. I w nocy wstaje też…chociaż ja w ciagu pół roku na palcach jednej ręki mogę policzyć noce w których spałam ciągiem około 5h… a jemu się zdarza bo jestem łaskawa:]

    • Mama Rysiowa

      03.06.2014 at 18:27 Odpowiedz

      No wlasnie o tą laskawosc sie rozchodzi bo mój dzieckiem sie zajmuje swietnie i nie mam żadnych zastrzeżeń. Ale noc jest moja – chyba na własne moje życzenie 😉 bo ja lepiej, bo ja szybciej i mam.

  • ~Ara

    03.06.2014 at 19:16 Odpowiedz

    Taaaa, mój za granicą „ciężko” pracuje od pn do pt 🙂 Kuźwa ma 2 dni wolnego – ależ bym się zamieniła (mogę nawet rowy kopać) byle z perspektywą niechybnego odpoczynku…a tu dupa radź se sama babo 🙂

  • ~Strzyga

    03.06.2014 at 19:50 Odpowiedz

    Ja miałam na to prostą metodę. Jeżeli nie wstawał przy trzecim kwęknięciu sprzedawałam mu kuksańca w bok na rozpęd i syczałam: „Tymon jęczy, Twoja kolej.” Teraz już tak nie mogę, bo Agnieszka jest piersiowym dzieckiem i niestety, nikt poza mną jej w nocy nie nakarmi. Za to w dzień głośno i wyraźnie przypominam Szanownemu, że ojcostwo to nie tylko wyjście z dziećmi na plac zabaw raz na trzy miesiące.

  • ~kitek

    03.06.2014 at 20:31 Odpowiedz

    Hehehe 😉 Śmieszny ten wpis , bo masz chyba taki wlasnie kryzys co się pojawia po pól roku zycia dziecka kiedy kobiecie hormony wracają do normy i zauważa że stało się coś przedziwnego – był tatuś który chętnie przebierał i wszystko robił a nagle to mama najlepiej przebiera, ubiera i chodzi na spacer…. 😉 Cóż powiedzieć – nie wiem o której GG wstaje rano, ale jednak on pracuje 8h a Krystyna chyba jakąś drzemke jeszcze ma w czasie której możesz ewentualnie odpocząć. Mój mąż wstaje codziennie o 5.20 i wraca do domu o 16.00-17.00 (jak nadgodziny to później) no i nigdy przez 18 miesięcy nie kazałam mu wstać w nocy do dziecka – dziecko go nie budzi, bo to FACET (brakuje jakiegoś elementu w głowie który kobieta ewidentnie posiada…) , no ale jeśli chodzi o weekendy, to odkąd skończyłam w nocy cyckować (czyli koło 9 miesiąca), to weekendy były tatusia, chociaż muszę przyznać że jak nasze dziecko teraz obudzi się w nocy, to tatuś nic tu nie pomoże, bo to TATUŚ a ona nie po to płacze żeby przyszedł do niej TATUŚ, tylko MAMUSIA więc teraz nawet w weekendy wstaje ja, ale na szczęście moje dziecko już od dawna przesypia noce a pobudki maja swoje powody o których mężczyzna nie ma pojęcia 😉
    No ale chłop musi mieć jasno powiedziane co ma robic 😉 Na przykład u nas mama nie uczestniczy w kąpieli i pielęgnacji – tatuś wszystkiego się nauczył jak mała już przestała być maluszkiem. Mama żadko przebiera pieluchę w weekend (nie powiem że wcale bo to nieprawda). Mama w weekend rano NIE WYCIAGA DZIECKA Z LOZECZKA i nie robi śniadanka i w ogole do 10-12 nic nie robi bo tatuś jest w domu i też ma dwie ręce 😛
    W każdym razie pierwszy rok życia dziecka jest czasem na dotarcie się w związku 😉 Pamietam ze na 1 urodziny corki powiedziałam do męża „To był cholernie ciężki rok, ale udało nam się nie pozabijać ;)”
    Powodzenia dla Was 🙂

  • ~karola

    03.06.2014 at 20:39 Odpowiedz

    a to półroczne dziecko się jeszcze w nocy karmi??

    • Mama Rysiowa

      03.06.2014 at 20:40 Odpowiedz

      taka sytuacja 😉

    • ~aga

      04.06.2014 at 12:31 Odpowiedz

      heheh… pytanie nie „czy sie karmi?” tylko „ile razy?” :)) i dlaczego ciągle za dużo, pomimo, że zjadło kasze, było wymyte, wylulane, wycałuskowane a cholera i tak się budzi ze 3 razy przynajmniej (oczywiście nie wliczam w to pobudki o 5 nad ranem bo to już dzień przecież)

    • ~asjia

      04.06.2014 at 22:23 Odpowiedz

      jeśli potrzebuje to dlaczego ma się niby nie karmić? lepiej słuchać jak się drze z głodu, w imię tego, że ktoś kiedyś nakazał tego nie robić? Moje dziecko ma 1.5 roku i cały czas w nocy je. I nie jest otyły, nie ma próchnicy, nie ma nic z głową. Je bo jest głodny, Żadne wody, herbatki, smoczki i inne nie pomagały więc po co torturować dziecko

  • ~karola

    03.06.2014 at 20:41 Odpowiedz

    bez złośliwości oczywiście pytam, tylko z ciekawości ja to jest.

    • Mama Rysiowa

      03.06.2014 at 20:42 Odpowiedz

      oczywiście odebrałam to normalnie 🙂 Znam dzieci które do 3 roku zycia w nocy wołąją mleko. Serio

      • ~paula

        10.06.2014 at 22:57 Odpowiedz

        to ja mogę z dumą powiedzieć że moja córa równo po dwóch miesiącach życia przestała jeść w nocy 🙂
        jadła o północy a potem o 5 rano i stopniowo się wydłużało do 9 rano 🙂 cudowne dziecko

  • ~niutek

    03.06.2014 at 22:53 Odpowiedz

    Mama Rysiowa, a spróbuj w nocy „oszukać” swoją córkę i zamiast mleka dać jej do picia letniej wody, a potem smoka (o ile dostaje) i zgaś światło. Dzieci starsze niż pół roku najczęściej chcą jeść w nocy z przyzwyczajenia. Sama nie mogłam w to uwierzyć i wydawało mi się to nierealne, z wręcz okrutne, ale gdy syn był w wieku 7 m-cy miałam już dość nocnego wstawania i spróbowałam – budził się jeszcze trzy noce, w trakcie których konsekwentnie dawałam tylko wodę, po czym zaczął spać do 5-6. Spróbuj, w razie gdyby Rysia obudziła się po krótkiej chwili ponownie z płaczem, ewidentnie sugerującym głód, to oczywiście nakarm. Mój po paru łykach wody brał smoka, wtulał się w pieluszkę i spał do rana, więc było to ewidentnie przyzwyczajenie, a nie głód.

  • ~pozytywka

    03.06.2014 at 23:03 Odpowiedz

    jak mój syn był niemowlakiem, w nocy w stawałam do niego raz, więc mężowi dawałam spokój bo było to do przeżycia, za to mąż rano brał Młodego z sypialni i ogarniając siebie przed wyjściem do pracy, ogarniał dziecko więc ja mogłam pospać, czasem nawet do 8 – to były czasy 😉

    ale w weekendy miał dyżur z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę w nocy wstawał do Młodego -ale miał patent, wcześniej za nim szedł spać przygotowywał sobie ciepłą butelkę mleka i wkładał do termoopakowania, więc jak Młody zaczął kwilić, flacha była z marszu 🙂

  • ~katia

    03.06.2014 at 23:41 Odpowiedz

    a mi sie wydaje, ze same ich (tatusiow) tego uczymy, bo my lepiej,szybciej itp. wstawanie w nocy mi tak nie przeszkadzalo (juz ten etap mamy za soba) co poranne wstawanie, bo o ile przez jakis rok tatus wstawal z malym w weekendy tak po tym czasie przestal. tak po prostu i juz. kilka razy mu to wypomnialam wiec po paru kopniakach wstal ale to moze ze trzy razy na kolejny rok, a mlody wstaje codziennie miedzy 5, a 6. jakis czas temu wrocilam do pracy i dopiero po 6 tyg udalo mi sie uslyszac wlasny budzik ale to tylko raz. co do obowiazkiw domowych to ostatnio uslyszalam nawet, ze on przeciez nie mowil, ze bedzie gotowac (na poczatku znajomosci)! no zesz motyla noga ja tez nie mowilam, ze bede! i obadu dla szanownego nie bylo. zupe gotuje wieczorem,zeby dziecko mialo co jesc zanim mama wroci, a drugie po pracy. i jeszcze szok, wracam, pytam zupe jedliscie- nie – lody! no brak slow. mozna by wiele napisac ale generalnie ciesz sie z urlopu(!), odpoczywaj i pamietaj, ze siedzisz sobie z dzieckiem w domu 🙂
    ps. co do mleka to polecam mikrofale

  • ~Gocha

    04.06.2014 at 00:16 Odpowiedz

    Polecam podgrzewacz do butelek. Robisz butle przed spaniem, wladasz do pogrzewacza i cieple mleko zawsze jest pod reka. Najszybsza opcja z mozliwych 🙂

  • ~anka

    04.06.2014 at 07:51 Odpowiedz

    nasz syn kończy dziś 3 tygodnie. po powrocie ze szpitala Mąż wstawał w nocy, zmieniał pieluche i podstawial małego do cyca. od tygodnia wyłączył mu się słuch i noce są tylko moje. dziś jak Adaś krzyczał w nocy „bo cyc mlekiem sika i nie daje rady połknąć tyle na raz” Maz wstał. Ja happy że go uspokoi trochę bo mi nerwy puszczają a on że tylko idzie siku bo mu się zachcialo…i ręce mi opadły bo sił mi braknie do tych moich facetów. Jesteś Matką więc to Twój obowiązek a odespisz w dzień jak już ogarniesz dom, obiad dla męża i wypierzesz i wyprasujesz co trzeba w międzyczasie walcząc z małym terrorystą. Nie pracujesz=masz czas.

  • ~baSka

    04.06.2014 at 10:33 Odpowiedz

    hejka
    ja miałam podgrzewacz do butelek koło łózka – nastawiony na odpowiednią moc i w efekcie zawsze gotową butlę:).
    Po obudzeniu się małego potworka zostawało tylko nasypać mleczka i ewentualnie nastawic do podgrzewacza nowy ladunek:)
    nie trzeba było nawet zwlekać się z wyra:) polecam;)

  • ~AgaZgaga

    04.06.2014 at 10:57 Odpowiedz

    GG to czytał?;)

    • Mama Rysiowa

      04.06.2014 at 11:05 Odpowiedz

      Niezmiennie kazdy wpis czyta przed publikacją

  • ~meg

    04.06.2014 at 11:08 Odpowiedz

    Oczywiście zgadam się z Wami, urlop macierzyński to fajna sprawa do czasu, kiedy przestaje być urlopem tylko dla dziecka a zaczyna być urlopem dla męża. Mój szanowny małżonek po 8 godz pracy, 2 godz relaksu dla siebie w postaci kapania i oglądania tv, i nie widzenia się z naszymi dziećmi – sztuk 2 do godz 19, oświadczył mi że” nie jedzie on na wakacje bo jest zmęczony i na urlopie z nimi jeszcze bardziej się . Najlepiej żebym pojechała sama z nimi”. –

  • ~oleńka

    04.06.2014 at 11:35 Odpowiedz

    Ja przy czwórce dzieci (dawno temu) nie mogłam być zmęczona, bo „czym? przecież to ja pracuję”, a poza tym leżałam do góry d… bo przecież nie pracowałam (czyt. nie wychodziłam do pracy). Ech, faceci to zupełnie inna rasa…

  • ~yskiera

    04.06.2014 at 11:42 Odpowiedz

    Oj jak ja Ciebie doskonale rozumiem. Nie raz już zadawałam sobie pytanie kto w nas zaszczepił to poczucie bezwzględnej odpowiedzialności, tego nocnego czuwania- lekki szmer, a my już na równe nogi. Panowie natomiast śpią jakby się nic nie działo. Nasza 3 latka w nocy wręcz prosi aby Tatuś ją przytulił,a On nieprzytomny. Często się z tych sytuacji śmieję, bo cóż mam zrobić? Od początku karmiłam Młodą piersią więc przez pierwszy miesiąc podawał mi ją do karmienia w nocy gdy Go o to oczywiście poprosiłam. Potem nastał czas mojej matczynej samodzielności. Wszystko się zmieniło kiedy wróciłam do pracy,a żepracowałam również na nocną zmianę, Pan nie miał wyjścia. Musiał w nocy wstać na siusiu czy piciu swojej Córeczki ukochanej. Obecnie jestem w 8mc ciąży. Czekamy na kolejną Córeczkę. Dopóki ciąża nie była zagrożona przy Młodej robiłam wszystko sama. Wstawałam w nocy gdy chciała jeść czy prosiła żeby jej poczytać, koiłam nerwy po sennych koszmarach. Teraz na szczęście staramy się dzielić. Bywa, że Pan się zapomina, zamarudzi coś pod nosem,ale u mnie nie ma taryfy ulgowej. Tak jak napisałaś- oboje majstrowaliśmy, rodziliśmy więc zajmowanie i wychowanie też powinniśmy wykonywać wspólnie.
    Przede wszystkim drogie Kobietki- cierpliwość. Pozdrawiam

  • ~asjia

    04.06.2014 at 22:28 Odpowiedz

    Antek ma prawie półtora roku i cały czas budzi się przynajmniej raz w nocy, a ze jest na cycku to nie ma opcji musze wstać ja. Od jakiegoś pół roku śpi z nami, to nie wstaję tylko wyciagam cyca 🙂 A mój mąż nigdy nei słyszał dziecka w nocy, nawet jak był maleńki i nieraz w nocy bolał go brzuszek i darł się w niebogłosy
    Pomysł z wodą w termosie wydaje mi się dobry 🙂

    • ~KAsiaK

      05.06.2014 at 15:01 Odpowiedz

      moja siostra w nocy koło łóżka miała zawsze gorącą wodę w termosie, zimną wodę w butelce PET i nasypane mleko w butelce córki. Nie musiała nawet z łóżka wyłazić 🙂 Ja ten system wykorzystałam na wyjście całodzienne z domu 🙂 Ogólnie starałam się nie przechowywać zbyt długo gotowej mieszanki wolałam przygotować na świeżo.

  • ~Gonia

    05.06.2014 at 12:49 Odpowiedz

    Hahah no coś w tym jest niewątpliwie 😛 Facet w nocy tak śpi, że nawet wystrzał z armaty artyleryjskiej go nie obudzi, a co dopiero płacz dziecka 😉
    Mamy 6-cio miesięcznego synka i też ja do niego w nocy wstaję, bo mój mąż za diabła się nie obudzi, a jak ja miałabym go budzić, to zanim by wstał to młody chyba by dostał histerii z głodu. Teraz jest o tyle dobrze, że przesypia nocki i budzi się koło 4-5 rano więc mam czas na odpoczynek i sen. Ale trzeba oddać, że faktycznie jak ja jestem w domu i nic nie robie tzn nie prasuję, nie gotuję czy nie sprzątam, to małym zajmuje się ja. On odpoczywa po pracy 😛 Ostatnio dałam mu syna na kolana i mówię, że teraz to ja sobie popierdzę w kanapę, a on niech pobawi się z małym. I o dziwo jakoś nie miał zdziwionej miny więc trzeba postawić przed faktem dokonanym jak widać 😛
    Jak nie jest w pracy to jedyna rzecz jaką robi od początku do końca to kąpiel. Przewinie i przebierze też także ogólnie nie narzekam, ale czasem tak jak pisałam: muszę postawić go przed faktem dokonanym, bo sam się nie domyśli, że ja też mam prawo popierdzieć w sofę 😛

  • ~gumofon

    05.06.2014 at 15:05 Odpowiedz

    jaskółki =/= spółki.

  • ~agamamama

    06.06.2014 at 01:34 Odpowiedz

    o jak ja to dobrze znam… wstaję w nocy od przeszło 2 lat do „Jedynki” i od prawie 7 miesięcy do „Dwójki”, Jedynka butla, Dwójka cyc… na szczęście przeważnie budzą się po kolei, jak się zdarzy razem to jest masakra: bo krótego wybrać pierwszego?? (nie opanowałam jeszcze robienia mleka jedną ręką niestety 🙁 ) mąż pracuje od 3:00 do… bywa różnie czasem wróci o 11 czasem o 16 nigdy nie wiadomo… wiadomo natomiast co będzie jak wróci… obiadek i sen… żeby jeszcze mógł pospać nieprzerwanie do tej 2:30… ale nie- jest jeszcze 2 praca, nie długa bo 1-1,5h ale wstać trzeba o 19… jak dobrze pójdzie to dzieci padają* o 22, a mąż o 23 (*położone na siłe do łóżeczek) i dlatego biedna matka sama wstaje w nocy, sama jest w dzień… przy każdym obudzeniu taty ma wyrzuty sumienia, a za dnia ciągły monolog doprowadza ją do białej gorączki… dodam jeszcze tylko że jestem SZCZĘŚLIWA!!!!

  • ~wildthing

    07.06.2014 at 00:27 Odpowiedz

    Moja dwójka dzieci jadła w nocy do 3 roku życia… Wiem, powiecie, że przegięcie ale cóż było robić, nic tylko szybko zatkać rozdarty dziób. Zawsze. Powtarzam-zawsze to ja wstawałam, bo przecież facet nie posiada cycków. I nie ważne że piersią karmiłam jedno 10 a drugie 5 mieś a później wiadomo – flaszka. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – czy jakoś tak to leciało. Teraz pan tata kąpie oboje . Kładzie do spania i kładzie się z dziećmi, tak aż spokojnie usną. Teraz ja mam luz

  • ~wildthing

    07.06.2014 at 00:30 Odpowiedz

    I jeszcze coś! Mikrofala! Zdecydowanie to jest nocny sprzymierzeniec styranej macierzyństwem kobiety. 😀

  • ~kkk

    07.06.2014 at 14:50 Odpowiedz

    u mnie Pan Mąż przestał wstawać po miesiącu… nawet jeśli w nocy obudzi go płacz małej to tylko obraca sie na drugi bok, bo przecież musi sie wyspać, ja nie musze, ja tylko studiuje a co to takiego… co innego On, Pan Mąż przecież pracuje, całe 14dni w miesiącu…

  • ~mimbla

    10.06.2014 at 17:46 Odpowiedz

    Ja też gotowałam ale było to wieki temu…. Moja córka zawsze miała zagotowana wodę w butelce i odmierzone mleko w takim pojemniczku na górze. W nocy szybki wsyp suchego do mokrego,potrząsnąć i dać do dzioba. Młoda szybko przyzwyczaiła się do mleka w temperaturze pokojowej i było git. Ja,jako przewrażliwiona babcia wrzucałam na chwilę do mikrofali. Jakoś mi serce miękło,że tak na zimno…. Ale w sumie niekoniecznie… Tylko tej mikrofali ci brak. Na prawdę się przydaje.

  • ~języczek u wagi

    26.06.2014 at 20:38 Odpowiedz

    IMHO – przesadzasz.
    Mam już stosunkowo „odchowane” dzieci szkolne. Do wieku przedszkolnego odchowałam wspólnie z pracującym mężem – bez pomocy babć, dziadków i innych wujków (bo nie było).Urlop macierzyński i wychowawczy wspominam z łezką w oku 😉 Słodkie maluszki nie należały, ku zdziwieniu mojemu i męża ( oszukali nas !!!), do tych różowych, wiecznie uśmiechniętych bobasów z reklam, wręcz przeciwnie. A mimo wszystko, patrząc z perspektywy czasu i doświadczeń, o niebo łatwiej było: dosypiać po 5 min w ciągu dnia zarwane noce, brać prysznic ze stoperem w ręku i kleić się wiecznie od mleka, kaszy, herbatki, ew. wymiocin (właściwe zakreślić), niż : wstawać ZAWSZE tak, żeby na 8.00 zdążyć do pracy (nie ważne czy noc przespana czy nie), pracować i być rozliczanym z zadań (niestety stopniowanie różne od 1*płacz….—>10*uśmiech); NIE zawsze wychodzić z pracy o godzinie jej zakończenia (i po prostu olać, nie słyszeć, nie zrobić, iść spać).
    Tak – powiecie – to właśnie mamy: nienormowany czas pracy, gotowość do niej na żądanie, wieczne wrzaski i sporadyczne przerwy. Ok – pomnóżcie razy dwa.
    Żeby nie było – nie jestem sfrustrowana, nie jestem rozżalona ani zgorzkniała – mam bardzo fajne życie i je lubię. Po prostu, przeczytawszy wpis ( w wolnej chwili po pracy, słysząc „mamo, a mogę…, mamo, kiedy kolacja…., mamo! choooooodźźźźźź ) stwierdzam, że pomimo trudów wczesnego macierzyństwa – wcale nie twierdzę, że jest lekko ! – jest to naprawdę fajny i i beztroski czas. Sorry – będzie tylko gorzej ;))))) Projekt Plaża 24/7 wygrywa!

    • Mama Rysiowa

      26.06.2014 at 21:00 Odpowiedz

      Zgadzam się z faktem, że będzie tylko gorzej i szczerze mówiąc/pisząc trzęsę dupą na samą myśl, że musze zaraz wrócić do pracy i skoordynowac tę imprezę.Pozdrawiam serdecznie!

Post a Comment