Potyczki małżeńskie – rozwiązanie konkursu!

Potyczki małżeńskie – rozwiązanie konkursu!

Boże! Cóż to był za konkurs. Cóż za emocje. Myślałam, że rozwali mnie kilka perełek, a okazało się, że jednak są na świecie ludzie z życiem ciekawszym od mojego (szok i niedowierzanie). Po pierwsze zapraszam na film. Wyjaśnia wiele, udowadnia kłopoty z głową i dużo mówi o podejściu do życia.

 

Szanowni Państwo, nie przedłużając, bo każdy chce iść do domu/pracy/wrócić przed tv:

 

 

Miejsce trzecie, a wraz z nim grę Dixit, otrzymuje Dominika, za hasło o sikaniu na stopy… za karę!

 

 

„Akcja numer jeden.

 

Pierwsza akcja którą mi zaserwował była w klubie. Rzucałam wtedy palenie, obiecywałam że nie zapalę, jego przyjaciel poczęstował mnie fajką ja durna wzięłam i skończyłam z lodem z coolera na łbie, przerzucona przez Lordowe ramię wyprowadzona z klubu i zaprowadzona do domu. Akcja na tym się nie skończyła. Żyła na czole ze złości wyszła wielkości granicy Polski z Rosją myślałam że zagryzę dziada, nie chciałam robić scen więc wskoczyłam pod prysznic. Dziad za mną. Myślałam że chce mnie przeprosić a ten wysmarował mi pysk mydłem, zeszczał mi się na nogi i wystawił za prysznic.”

 

Miejsce drugie i również Dixit na długie, jesienne wieczory, trafia do Gosi za podróż z wakacji do domu i klapka na czole.

 

” Wakacje w Chorwacji.

Cudownych wakacji nadszedł koniec. Przed nami 24 godzinna podróż autokarem. Ze względu na to, że już ją pokonaliśmy w jedną stronę, wiedzieliśmy, że tylko ta jeszcze kwitnąca miłość może nas uratować. Ze zmęczenia śmialiśmy się już ze wszystkiego, rzucaliśmy w siebie orzeszkami, gadaliśmy głupoty, aż przegięłam z czymś, nie pamiętam z czym, nie wiem czy zjadłam mu ostatniego orzeszka, wypiłam ostatni łyk coli, w każdym razie z grymasem na twarzy ale i śmiechem jednocześnie powiedział do mnie; ” ty ch..ju” i pacnął klapkiem w czoło….. Tak, powiedział „ch..ju” a potem jeszcze pacnął klapkiem…w czoło. Skończyła się zabawa, choć on się śmiał nadal. JA w sumie trochę też zwłaszcza z tego ch…. Potem było jeszcze z 10 godzin jazdy, 2 przystanki na siku i herbatę, rozmawiałam z ludźmi stojąc w kolejce do siku i w ogóle było jak to w podróży pogadanki z nieznajomymi itp. Kiedy zmęczeni i wypluci znaleźliśmy się w domu i spojrzałam w lustro, okazało się, że od 10 godzin mam odbitego buta na czole…i nikt mi nic nie powiedział. Przecież ja z ludźmi rozmawiałam! Żodyn nic nie powiedział! żodyn!”

 

Miejsce pierwsze i absolutne kombo moich możliwości, czyli Dixit, książka i pełna publikacja tekstu na blogu leci do Ani, za historię o rozpalonym grillu, bagażniku, straży pożarnej i osiedlu studenckim w Łodzi!

 

„Najbardziej elastyczna oferta na rynku, w której numery można dołączać i odłączać w dowolnym momencie. 
Był piękny, majowy dzień. Oj, nie byle jaki. Juwenalia. Czasy studenckie. Swawolne.  Bez dzieci. Teraz pisze ten tekst z najmłodszym ssakiem przy piersi. Stary, a może jeszcze wtedy „młody” – narzeczony. Ulala, tak, był już w ofercie, prawie rodzinnej przyjechał do mnie, do Lumumbowa. Kto z Łodzi, ten wie że to osiedle akademickie w tym studenckim mieście. Drodzy Państwo. Co się robi na juwenaliach? Ano pije. Co się robi później?  Myśli o jedzeniu. Co najlepiej smakuje z piwem? Wiadomo. Kiełba. Decyzja zapadła. Grill skitrany w aucie . Przywieziony.  Kiełbasa na ruszt. Sielanka trwa w najlepsze. Piwko klepie. Oj klepie. Na kocyku najlepiej. Czas płynie szybko , prawie jak przy dwójce dzieci.  Wieczór. Czas wracać do akademika. Stary nie wiedzieć czemu wsadził grilla z całością! Wtf! Z węglem do bagażnika auta  Poszliśmy na akademik. Dzwoni telefon. – – *Piotruś co robisz? Policja była u nas w  W domu. Auto się spaliło…! *yyy no w akademiku jestem. U Ani *Uf żyjesz…. Czaicie. Policja przejechała na chatę do właściciela auta. Dobrze, że był to brat starego, a nie niedoszła teściowa. Bagażnik się zapalił od rozżarzonych węgli . Ochrona  wybiła okno w aucie. Ugasiła co miała ugasić. Ucierpiał tylko bagażnik.  Ale tak. To jest właśnie ta historia,  za którą mam ochotę starego wypisać z oferty rodzinnej :)”

 

Serdecznie gratuluję i dużo, dużo zdrowia wszystkim 😀

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook86Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

2 komentarze

  • Natalia

    23.10.2018 at 16:56 Odpowiedz

    Można się pocieszyć, ze u innych nie jest lepiej niż u nas. 😊Co prawda już po konkursie ale przytoczę nasza historie: maj 2015 – nasza rocznica ślubu – wyjeżdżamy na romantyczny długi weekend do Rzymu. Wiadomo jak Rzym to i Watykan – wycieczka do Bazyliki musi być, wjazd na kopule… Ja mam ogromny lek wysokości, zatem na sam szczyt się nie wybierałam – w odróżnieniu od mego lubego, ale się umówilismy, ze będę czekała na dachu (tam placu do siedzenia i chodzenia bardzo dużo, wiec moje fobie się nie ujawniały) i razem później zejdziemy na dół. I tak czekałam i czekałam… aż minęło około dwóch godzin i zaczęłam się na serio martwić, ze coś się stało. Dodzwonić się do niego nie mogłam, wiec co zrobiłam? Weszłam na sam czubek kopuły w poszukiwaniu męża. Jak tam weszłam to dostałam takich zawrotów głowy, ze od razu stanęłam w kolejce do zejścia. Ludzie się patrzyli jak na dzika, bo stałam tak przyklejona do ściany, ze szpachelką można było mnie zeskrobywać. A mojego mężczyzny ani widu ani słychu… zeszłam znów do poziomu dachu, już bliska płaczu i nagle wchodzi on z zębami wyszczerzonym w uśmiechu, niczym w reklamie pasty do zebow i widząc mój niepokój przekształcający się na mega wk… mówi, ze przecież nic się nie stało, zreszta i tak byśmy się spotkali w hotelu ‚jak cos’. A co się stalo? Mój mąż poszedł na kopule, podziwiał i napawał się widokami do tego stopnia, ze schodząc poszedł za tłumem wychodząc na sam dół i opuszczając Bazylike. Następnie musiał stać w mega kolejce aby kupić nowy bilet by po mnie wejść. A dlaczego nie zadzwonił? No nie pomyślał żeby włączyć telefon 👍👍👍 jak wiadomo nie odzywałam się przez resztę dnia. Ale happy end jest taki, ze tak mnie przepraszał, ze z tego wyjazdu przywieźliśmy sobie pamiątkę, która wystrzeliła po 9 miesiącach w postaci naszego synka 😂👌😁

  • magosiat

    23.10.2018 at 19:36 Odpowiedz

    dokładnie o taka intonacje mi chodziło 😂Bosko!

Post a Comment