Poczuj magię tych świąt.

Poczuj magię tych świąt.

Przenosiny z Lublina do Łodzi odhaczone. Zapomniałam połowy wyposażenia kuchi obowiązkowo, jajecznicę na patelni mieszam nożem do masła a zupę do talerzy wlewam prosto z kotła. Dobrze, że dziecko zabrałam. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć jak wygląda mieszkanie, w którym od pół roku mieszka jedynie roztocze i kamień. Syf, kiła i mogiła a tu w radiu maltretują „Last Christmas”. Każde wyśpiewane przez Pana aj gejw ju maj hart wywołuje we mnie lekkie wyrzuty sumienia. Akompaniament dzwonków w refrenie w połączeniu z widokiem  zaatakowanego przez gołębie ciężką artylerią parapetu potęgują niepokój – Oho. Nie zdążę przed Jezusem.

Po odwiedzeniu już chyba wszystkich możliwych cioć i wujków spragnionych widoku dziecka z sześcioma zębami, wybrałam się na zakupy. Przepchałam przez pół osiedla córkę w wózku z całym osprzętem (butla z cieczą w razie darcia puchy i kilka wysuszonych biszkoptów w razie wzmożonego darcia puchy), wyczyściłam półki z najdroższych środków czystości odpowiedzialnych za różne naloty, żółcie, smary i smarki występujące w łazience po sześciu miesiącach nieużytkowania, wtachałam ten pierdolnik sanitarny na drugie piętro razem z „parasolką”, siedzącą w niej dziewięciokilogramową lalą, spadającą z ramienia torbą, strugą potu na plecach i żyłką pierdzącą na czole. Oddech wracał do mnie dobrych kilkanaście minut. Kiedy nakarmiłam już Młodą, pozmywałam gary i zebrałam wszystkie walające się po podłodze zabawki doszłam do wniosku, że czas nastał odpowiedni na zakończenie imprezy, położenie Ryśki do łóżka i jak na Kopciucha przystało pochylenie się nad zapuszczoną łazienką przed świętami. Po coś ten mandżur w zębach niemalże przyniosłam. Tak? Tak. Zmierzając w podskokach podniecona wizją rozrywkowej nocy już praktycznie rozgrzewałam zmywaki i darłam stare pieluchy na ściery kiedy to weszłam do łazienki, rozkręciłam ledwo przędący kran i rzuciłam soczystą kurwą. Kran dwa razy kaszlnął, charknął, splunął rudą breją po czym dostał najprawdopodobniej kraniego zawału serca i pokazał mi faka.

Wody nie ma. Dziecko z dwójką w gaciach radośnie podskakuje po pokoju. Zmywaki w misce w błagalnej pozie jakby jęczały „no użyj nas, obiecałaś”, kibel już dawno zapomniał jak wyglądał, prysznic zaczął straszyć jeszcze mocniej, kiedy na zaklejonych reklamówkami z Biedry dziurach w ścianie wyhodowałam niezły mydlany nalot. Dramat w trzech aktach.

I kiedy ten nieszczęsny kran popierdywał wodą do całkowitego wyczyszczenia rury, kiedy cały mój misterny plan odkopania łazienki pod nadchodzące święta legł w gruzach, przed oczami stanęły mi ulubienice z osiedlowej administracji w fioletowych płukankach na głowie, mieszające sypaną kawę w szklankach bez ucha postawionych obowiązkowo na szklanym, prl-owskim spodku. Grincze osiedlowe, dwa Grincze z pokoju na parterze, wiem, że maczałyście w tym paluchy.

Zajścia z brakiem wody dopisuję do naszego barejowego życia zaraz obok historii GG z windy, w której mruk sąsiad zaatakował go zdjęciami psów i historii nieco świeższej, tej ze sprzedawcą cyganem, który w niedziele chciał mi wcisnąć rozklekotanego Nissana Micrę za blisko dwa tysiące, w którym hamowanie byłoby kwestią „na Flinstona” czyli nogami po chodniku i okrzykiem jabadaba-du przy rozpędzie.

Wróciłam do domu.

Dzień dobry awarie.

Dzień dobry miasto.

Łódź, kurwa.

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

11 komentarzy

  • ~matka córek

    15.12.2014 at 23:10 Odpowiedz

    Witamy w domu 😉

  • ~magosiat

    15.12.2014 at 23:46 Odpowiedz

    tak! widzisz! czyli wszystko na swoim miejscu:) jak to przed świętami- zawsze coś się musi sp….ć 🙂 jeszcze tylko awanti z małżem tudzież matką przed samą wigilią 😉 i można się zabierać za grzybową tudzież barszczyk 😉

    p.s. witamy w Łodzi – zagłębiu nicości jak to zwykłam nazywać. i tak je kocham….

  • ~karolina

    16.12.2014 at 00:48 Odpowiedz

    a ja pozdrawiam ze Skierniewic (moje dziecko urodziło się na Bałutach:))

  • ~majlena

    16.12.2014 at 01:14 Odpowiedz

    Witam w Łodzi!
    Rozbawiłaś mnie, dodałaś energii 😉 wracam do dziergania prezentów, bo przecież w dzień dzieć nie da mi zrobić nic innego oprócz interesowania się Jej Łobuzowatością
    Pozdrawiam

  • ~Tobiasz

    16.12.2014 at 01:30 Odpowiedz

    Witamy w mieście :
    Pedofila Polańskiego
    Dzieci w beczkach na Radwańskiej
    Plującego Kr..ą Pazury na Kaliskim
    i wielu wielu innych patologii

    Zastanawiamy się z żonką WHY UĆ ?
    Jeśli to oczywiście nie top secret

  • ~Karolina

    16.12.2014 at 06:21 Odpowiedz

    Ej tam jak mówi mój małżon sprzątanie nie jest najważniejsze. Najważniejsza jest magia świąt

  • ~mimbla

    16.12.2014 at 10:20 Odpowiedz

    Jak miło.. Myślałam,że gorzej niż u mnie wczoraj być nie może,a tu proszę… Może nie gorzej ale też fajnie. Pozdrawiam z głębokiej jak Rów Mariański depresji,a domowa chujnia z grzybnia macha łapką świątecznie.

  • ~marta

    16.12.2014 at 14:45 Odpowiedz

    O jaka szkoda, że już nie w Lublinie, dzisiaj mamy na placu pod zamkiem świąteczny konwój coca-coli i może gdzieś w tłumie bym Was wypatrzyła 🙂 powodzenia w sprzątaniu 🙂

  • ~Agni

    16.12.2014 at 20:13 Odpowiedz

    No cóż, jak to mówią: jak nie urok, to sraczka 🙂

  • ~Grzegorz

    18.12.2014 at 09:28 Odpowiedz

    Agni – no lepiej bym tego nie ujął 🙂
    Ale to chyba często tak jest, że jak sobie człowiek coś po planuje, zagospodaruje czas, środki i ochotę to szlag to trafi. Ja (szczęście ;)) w porządkach raczej pomagam niż jestem głównodowodzącym, ale w innej materii mnie taki pech dopadł. Zachwalałem auto, że takie dobre, bla, bla, bla. No i to super auto klękło w połowie drogi i adios. Muszę kupić nowe : /

  • ~Gabrysiowa mama

    19.12.2014 at 01:24 Odpowiedz

    Łódź , to stan umysłu. 🙂 Mieszkałam w Zgierzu 2 lata , ludzie normalni w tym sąsiedzi , średnia wieku w bloku 70+ , miasto małe , żyjące własnym życiem. Niestety musiałam je opuścić ze względu na brak zaplecza opiekuńczego tudzież niańczącego małej sfochowanej gwiazdy i wprowadzić się do Łodzi. Wszystko fajnie oprócz tego , że : terma rozjebana , kibel zapchany , w chałupie syf i pier***nięta sąsiadka nade mną która nie śpi całą dobę (nie śpi bo trzyma szafę ? ;-)). Chodzi w szpilkach po mieszkaniu , i jeździ meblami przez cały dzień i całą noc! Co ona qrwa tetrisa w chałupie układa ?! I ten jebany jej pies który ma pazury dłuższe od moich włosów i słyszę je lepiej niż gwiżdzący czajnik w kuchni. Boże dopomóż. Welcome Łodź qrwa …>:/ Tak więc wuem co czujesz i solidaryzuję się z Tobą w BULU. Pozdrawiam 🙂

Post a Comment