Pociąg.

Pociąg.

Codziennie rano jeżdżę w luksusowym pociągu. Ciepło w nim i nie wieje, zawsze dojeżdża na czas, na miejsce, w pełnym składzie. Pociąg mój zasilają najzimniejsze kopyta na świecie. Te, co się bladym świtem przebudziły i przybiegły do mojego wagonu. Pociąg otwieram jedną ręką zapraszając zmarzniętych gości. I wciskam ich między siebie a konduktora Ojca. Ten przekręca się do ściany wytyczając kierunek jazdy. Do pleców jak rzep, mały zmarznięty glonojad, wtula się dziecko. Do dziecka Matka. Ostatnia zamyka za wszystkimi drzwi, kołdra na łeb, łapa na Ojca i Młode.  I tak jadą wtuleni na ostatnią godzinę przed dzwonkiem, zanim telefony pod łóżkiem, stołem i  szafą zawyją wściekle, goniąc życie do życia.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

5 komentarzy

  • ~Emka

    30.11.2015 at 12:17 Odpowiedz

    Glonojad! Tego słowa mi ostatnio zabrakło jak Szkrab przywarł wargami do szyby w drzwiach balkonowych…

  • ~Em_i

    30.11.2015 at 12:22 Odpowiedz

    <3 #najlepiej

  • ~Ania z Osobiedlamnie

    30.11.2015 at 23:15 Odpowiedz

    świetnie napisane:)

  • ~Sekretarka Bożeny

    02.12.2015 at 21:58 Odpowiedz

    Bardzo przytulny ten pociąg, acz tłoczny. 🙂

  • ~puffa

    05.12.2015 at 13:22 Odpowiedz

    aż korci by napisać, że to chyba nie nasze PKP 😉

Post a Comment