Pies. Kisiel.

Pies marki Labrador Retriever. Tyle ma wspólnego z rasą, co Emanuel Olisadebe z obywatelstwem polskim, ale, że powiedzieli, że to „to”, wszystkim klarujemy w ten deseń. Przyjechał do Matki w wieku lat dwóch, z odzysku,  kiedy ta jeszcze o Ojcu nie myślała na poważnie,  nie miała dzieci i dwóch kredytów hipotecznych, z łbem jak sklep i rozstawem barków jak u pinczera.  Bród, smród, nędza i ubóstwo. Niedopieszczony, biedny samiec po długotrwałym karmieniu drogimi, suchymi bobami i surową marchwią stał się jurnym ruchawicą nóg wszystkich gości, oraz rozpuszczonym na maksa starym dziadem z wiecznym ADHD. Teraz nie pinczer a Pudzian. Dziadzio ma już swoje lata, siwą brodę, wszelakie schorzenia geriatryczne i nadwagę.  Nie trzyma gazów, ale to od zawsze, gubi sierść na tony i dziwnie sapie w bagażniku auta. Chrapie. Mocno. Niewychowany, niereformowalny skład organów, z których każdy żyje własnym życiem. Ogon, uszy, nos na wysokości każdego tyłka, czyściciel śmietnika z resztek jedzenia, brudas i bandyta.  Pozwala sobie zrobić wszystko oprócz macania łap. Wspaniale współgra z Krystyną i jej rzucanymi pod stołem kawałkami jedzenia. Zainteresowany ogródkiem jest tylko wtedy, kiedy są w nim ludzie. Kisiel to w ogóle marka sama w sobie, nie żyjąca bez człowieka i jedynie dla niego obecna.  Pies nasz, lat osiem.

Powrót do obsady...

mama
gg
krystyna
jerzu
kisiel
kibel
opel1
oepl2
It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

No Comments

Post a Comment