Pani Babcia

Pani Babcia

Wiosna zawitała na dobre więc i ja z Krystyną pochowałyśmy puchowe kurtki, kremy na odmrożone nosy i wyszłyśmy z domu do ludzi. Znając życie i wierząc prognozom pani Omeny z „tefałenu”, z czarnym pudlem na głowie – zima wróci w weekend, na razie jej nie ma więc korzystamy.

Zabrałyśmy dzisiaj naszą ciężarną ciotkę AZ na imieninowy spacer Ryśki, jak przystało na rasowego rodzica do osiedlowego parku. W parku jak to zwykle w środku tygodnia o tej godzinie – albo emeryci albo matki z wózkami więc działo się nie powiem, te wyścigi, te wybuchy. Razem z piękną pogodą i pierwszymi pąkami z domów powyłaziły moje ukochane mądralińskie, wszechwiedzące- mateczki, babeczki, sąsiadeczki. I tak siedzimy z AZ na ławce, dzieląc ją z Panią lat średnio 70+, jak należy zaczyna się porywający dialog, która sąsiadka na co zachorowała, komu jaką część ciała już wycięto i ile pani ma wnucząt. Do zniesienia i nawet sympatycznie się rozmawiało. Do czasu.

Rozochocona pogodą i sympatyczną konwersacja na froncie ja, AZ i Pani Babcia postanowiłam Krystynie pokazać świat zza czapy i wyciągnąć ją z wózka. Zdążyłam odpiąć panience pasy, wyjąć jak worek ziemniaków śpiące dziecko i posadzić ja sobie na kolanie w celu poprawienia ogumienia (czyt. butów) i tu padło hasło: A ona ile ma? -pyta Pani Babcia. Cztery miesiące skończyłam taaaak? -Odpowiadam jednocześnie zabawiając przebudzające się niemowlę i wiążąc jej bucik. -I TAK JUŻ JĄ PANI SADZA?! Tu nastąpiła grobowa cisza, AZ zawiesiła wzrok na chodniku starając się nie złapać łączności ani z Babcią ani ze mną, ja standardowo mina z wyciągniętą dolną szczęką walczę ze sobą, żeby Pani odpowiednio nie dosrać. -Tak, tak ją sadzam. Odpowiedziałam bardzo grzecznie, jak na mnie i moje możliwości. <tymczasem w głowie> No, a jak wracam do domu to uczę ją mnożyć na kalkulatorze, obierać ziemniaki i grać na flecie poprzecznym. Wieczorami jak nikt nie patrzy golę jej nogi, żeby była ładniejsza i daję smażonego kotleta z frytkami. Nieźle pałaszuje nożem i widelcem jak na czteromiesięczne dziecko, musiałaby Pani zobaczyć.

Babcia lepiej pilnuje swoich zakupów i laski, bo Babci ukradną, a nie mi w wózek łypie zza winkla.

Tak sobie pomyślałam, że teraz to się dopiero zacznie sezon na dobrą radę. Zacieram rączki i uzbrajam się w cierpliwość. Inaczej ciężko być może. Tyle jeszcze ciepłych miesięcy przede mną!

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

11 komentarzy

  • ~Marzena

    13.03.2014 at 22:31 Odpowiedz

    Brzydko tak mowic ;P ale sezon na „mohery” czas zaczac 😀

  • ~gagulec

    14.03.2014 at 07:34 Odpowiedz

    stanowczo za krótki wpis 😉

  • ~mila

    14.03.2014 at 08:25 Odpowiedz

    u mnie był inny problem, ilekroć nie wyszłam na spacer z moją córką zawsze, powtarzam zawsze znalazł się babsztyl który zapuszczając żurawia do wózka zachwycał się ” ślicznym chłopczykiem”, nawet gdy Mila miała na głowie różową kokardę 😀 AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • ~Lady

    14.03.2014 at 08:40 Odpowiedz

    A mnie się wydaje, że czasem za bardzo bierzemy sobie słowa innych do siebie… Bo w sumie co się takiego stało, że Pani Babcia zrobiła taką uwagę? Skoro i tak już rozmawiałyście to Pani Babcia może chciała pociągnąć rozmowę? Trzeba się było spytać „a co nie wolno?” może by Pani Babcia wyjaśniła co ją tak zbulwersowało… 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • SOHO

      14.03.2014 at 10:13 Odpowiedz

      Oczywiście, że nie miała nic złego na myśli. Co niezmiennie działa na mnie źle 🙂

  • ~Lady

    14.03.2014 at 11:32 Odpowiedz

    A no chyba, że taka zamiana 😀 to już się nie czepiam 😉

  • ~Lena

    14.03.2014 at 20:21 Odpowiedz

    Ha ha ha znam to 😉 przy pierwszym dzieciu Cie TO „rusza”,a pocieszę Cię,że przy drugim masz ochotę na zaprezentowanie „babci” swojej perfekcyjnej znajomości słownika wulgaryzmów 😉 Na mnie bardziej działa teściowa dająca dobre rady 😉

    • SOHO

      15.03.2014 at 00:34 Odpowiedz

      działa nadal, myślałam że mi przejdzie ale im dalej w las tym bardziej działa 😀

  • ~katia

    16.03.2014 at 10:12 Odpowiedz

    Kiedyś robiłam przysługę koledze i woziłam przez chwilę jego prawie roczną córkę. Było ciepło, więc sobie łaziłyśmy na około osiedla. Żeby nie płakała to do niej przemawiałam, zajmowałam ją kluczami, komórką. W pewnym momencie na horyzoncie pojawiła się właśnie Pani Babcia. Pierwsze co: „o jaka piękna córeczka”…. no to się uśmiechnęłam, nie chciało mi się tłumaczyć, że to kolegi córka, ja ją tylko wożę i ogólnie to jestem tylko ciocią. No i się zaczęło… „a ile ma miesięcy”, „a ile ma ząbków”, no o ile umiem policzyć miesiące od lutego do lutego, o tyle ile ma ząbków to nie wiedziałam… więc powiedziałam ZE CZTERY? a pani babcia spojrzała na mnie tak, jakbym chodziła pijana z marznącym, głodnym dzieckiem, które ma wszystkiego dość… 😀

  • ~Lady

    18.03.2014 at 14:39 Odpowiedz

    Fajny artykuł 🙂 Podczas czytania tak mio się jakoś skojarzył z Panią Babcią 🙂
    http://www.siostraania.pl/artykul/najgorsi-doradcy-rodzicow

  • MAŁGORZATA

    23.08.2018 at 14:21 Odpowiedz

    w gooogle wpisałam hasło ,,pani babcia… 😀 a tu taki fajny wpis… !!! Uśmiałam się jak nigdy ! 😀 zwłaszcza co do tych myśli w głowie 😉 Po pierwsze gratki, że udało Ci się zapanować nad sobą 😉 to mistrzostwo ! ale gdyby się nie udało to wcale by mnie to nie dziwiło 😉 Mam ogrom refleksji w tej sprawie i wnerw jak Ty na te wszystkie babeczki. Być może zlekceważyłabym to co ktoś powie ale… jednakże poziom mojej cierpliwości się skończył… jeżeli codzienny 5-7 godzinny spacer wiąże się z komentarzami : ,,bo zaraz spadnie itp. albo z tymi spojrzeniami (jestem mistrzem komunikacji pozawerbalnej i czytania z twarzy :D) na moje nieszczęście… Mam trójkę maluchów (5, 3 i 2 lata) i łażę (dosłownie) jak ten wielbłąd, mając pod wózkiem ogrom zabawek do piasku, jedzenie, picie, pieluszki, chusteczki itp. Dwójka maluchów pędzi na hulajnogach, mała siedzi lub wstaje z wózka, a ja… ciągle powtarzam : zatrzymaj się, patrz i obserwuj czy nie jedzie samochód 9 u nas na osiedlu jeżdżą po chodnikach). Znają mnie na osiedlu, wiedzą że świetnie sobie radzę i mam rękę do dzieci… coraz rzadziej komentarze, gdyż zawstydzam te babcie, które nie radzą sobie z jednym wnukiem. Jednakże drżę na myśl, że moje chłopaki zaczną się kłócić lub mała ucieknie i wpadnie wprost pod samochód lub zeżre ją pies… kończąc ten przydługi opis.. chciałam napisać, że kiedyś mi pewna mądra pani powiedziała: nie reagować! Najlepszy sposób na ludzi ,,taborety, ale też i nie wejść w ten nurt ,,znieczulicy, nienawiści do ludzi… w pewnym momencie miałam ludziowstręt… ale spotkałam kilka tak pozytywnych osób, że postanowiłam za przeproszeniem olać tych, którzy mnie wnerwiają, cieszyć się z tych pozytywnych i radować z wyjścia z dziećmi na spacer. Mam wrażenie, że wszystko zasadza się w pojęciach i uczuciach : zazdrości, zawiści, nudzie, zadufaniu… czasami trafiam na starsze, mądre panie… rzadko, ale trafiam… i wówczas słucham się i chłonę… ale popełniłam tyle błędów reagując na te wredne baby! np. powiedziałam kiedyś pani: że ja tylko czekam, aż moje dziecko spadnie… 😀 itd. itp. POZDRAWIAM MAMUŚKA ! BĄDŹMY DZIELNE W TEJ DŻUNGLI! MY LWICE ROZWALMY SYSTEM! BUŹKI POZYTYWNE

Post a Comment