Ostatni dzień Artura.

Ostatni dzień Artura.

Po całym dniu ciężkiej pracy wpada Nieślubny do domu. Od progu zdejmuje buty bez rozwiązywania, rzuca w róg plecak i wzdycha:

– jutro ostatni dzień kolegi w pracy.

– O proszę i co w związku z tym – odpowiedziałam miksując w garze marchewkę do kolacji.

– To w związku z tym, że wszyscy idą na piwo gdzieś na miasto. Namawiali mnie, ale powiedziałem, że nie. Dziewczyny moje w domu, dziecka nie widuję za dużo, chcę ją wykąpać i z Tobą posiedzieć. „Na wspólnej” zobaczyć. Wiesz – taki standard. A poza tym zimno, jaja odmarzają, do miasta daleko. Za stary na to jestem. Zanim bym się naszykował, zjadł. Nie w dupie. Nie jadę. Tak im powiedziałem.

– Ok, jak uważasz, siadaj. Kolacja gotowa. – skwitowałam nie widząc żadnego problemu, dla którego miałby nie pojechać. Ale skoro nie chce… Zmuszać nie będę. Faktycznie zimno i wszędzie daleko. Tu widzę jak GG je. Przewija tą marchew z kurczakiem coś niemrawo. Odstawił talerz, pomaszerował do pokoju, siedzi i jakby go nie było.

– Jutro pewnie będą opowiadać jak było. Mało tego będą się śmiać, że nie przyjechałem. -> uwaga proszę państwa, dla niewprawionego oka to było podejście numer jeden. Klasyczne urabianie.

– Pewnie tak. Chcesz herbaty?

– Nie. – odpowiedział oglądają telewizję z jakby wyłączonym mózgiem. – No a tak w ogóle mam straszny dzień jutro. Zaczynam się denerwować. Duża odpowiedzialność, stres. Wiesz… -> podejście numer dwa. Osobnik nadal jest w trakcie urabiania.

– Mhm. – odparłam. Siorbnęłam herbatę czując pismo nosem. Pozostaliśmy w dłuższej chwili milczenia.

– Będą gadać, że mnie nie było, mówię Ci. – spokojnie pomrukiwał dalej. -> Podejście numer trzy. Na litość.

– Na Boga jedź jak chcesz i przestań pieprzyć bo mi Panorama ucieka, nic nie słyszę.

– Nie..z wami posiedzę -> Podejście numer cztery. Na wyrabianie u mnie poczucia winy. Inni poszli tylko mój siedzi w domu. Biedny.

– A idz Pan w cholerę!  Spodnie naszykować? – skwitowałam wstając od stołu.

– Tak poproszę. I koszulkę jakąś to ja się szybko umyję. – podskoczył jak z procy. Nie wiem czy się łącznie dziesięć minut szykował zanim zobaczyłam w oknie znikającą na horyzoncie niebieską kurtkę. Nie wiem też kiedy wrócił. Nad ranem zastałam Armagedon w kuchni po nocnej gastro – fazie a sam zainteresowany obudził mnie delikatnie z przeuroczym zapytaniem – kochanie, mogę cały Apap zabrać?

Możesz.. Oby cię również te zupki chińskie zabrane z domu na tony uratowały w trakcie dnia.

Faceci…

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

12 komentarzy

  • ~MamaJana

    29.10.2014 at 13:33 Odpowiedz

    Jak dobrze są mi znane te metody urabiania!
    Faceci to chyba jednak zupełnie inny gatunek.

  • ~QuchniaWege

    29.10.2014 at 14:07 Odpowiedz

    Skąd ja to znam 🙂 a jeszcze po spotkaniu słyszę tekst – weź nie warto było iść, oni chyba nigdy nie dorosną, więcej nie idę 🙂 hahaha

  • Agni

    29.10.2014 at 17:18 Odpowiedz

    Haha 🙂 u mojego męża w pracy te same dylematy. wyjazd firmowy, impreza firmowa.. i to samo urabianie, choć nie zawsze 🙂 czasem po prostu mój luby faktycznie woli z nami zostać w domu 🙂

  • ~Agniecha

    29.10.2014 at 17:19 Odpowiedz

    Mój też na kaca wcina zupki chińskie i też takie podchody czyni 😉

  • ~sysia

    29.10.2014 at 18:47 Odpowiedz

    Ilekroć czytam Twojego bloga tyle samo razy poprawia mi on humor, nawet dzis cisnienie 300/300 a tu prosze Krystyna lekiem na cale zlo. Rob to do konca swojego zycia aaaa przynajmniej mojego :). Pozdrawiam i czekam na kolejne niusy

  • ~Tonia

    29.10.2014 at 19:22 Odpowiedz

    Faceci?! A baby to co lepsze? 😀 Sama urabiałam jeszcze matkę za młodu, potem mojego zdarzało sie nie ran. Urabia sie nie tylko żeby wyjść na balet 😛

  • ~lavinka

    29.10.2014 at 19:25 Odpowiedz

    O rrany, jak to dobrze, że mój odludek i na piwo z kumplami nigdy nie wychodzi, wręcz ja go wyciągam i nie zawsze mi się udaje, przynajmniej nas takie sytuacje omijają 😉

  • ~Anicja

    30.10.2014 at 08:57 Odpowiedz

    Dobre, dobre. Mój jak chce to idzie i się nie pyta.

  • ~Kuba

    30.10.2014 at 19:49 Odpowiedz

    Ja za to słysze często:

    Muszę jeszcze poćwiczyć, ugotować sobie, zrobić to i to, kiedy ja zrobie zakupy?

    Od razu wiem, chodzi o to, że lepiej dla wszystkich byłoby uniknąc focha za brak pomocy i iść/jechać po zakupy, na które lista składała się przez tydzień!

    Wracam do domu obładowany siatami, a wybranka siedzi na dywanie i ogląda PRZYJACIÓŁ!

  • ~A.M.

    30.10.2014 at 20:28 Odpowiedz

    Świetny tekst. Taki z życia wzięty. Lekko się go czyta.
    Zapraszam do mnie: htp://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

  • ~polsko-kubanski

    31.10.2014 at 09:04 Odpowiedz

    gastro-faza, rozbawiłaś mnie do łez 😉

  • wiola

    10.11.2014 at 22:08 Odpowiedz

    he he, ech Ci faceci 😉

Post a Comment