Osiem miesięcy Krystyny.

Osiem miesięcy Krystyny.

Krystyna skończyła osiem miesięcy. Oprócz rosnących w zastraszającym tempie włosów blond (miały być ciemne do jasnej ciasnej!), które raz już pojechane na pałę w czwartym miesiącu teraz szaleją nad uszami tworząc twarzowe kędziory  pochwalić się może jeszcze dwiema dolnymi jedynkami, które idealnie ciosają wszystko co Krystynie podejdzie pod palce. Ostatnio w sklepie z butami zeżarła metkę. Tak, odgryzła, schowała w małej paszczy i żuła. Zauważyłam zanim skonsumowała, dzięki Bogu! Grzebanie w kupie w poszukiwaniu skarbów nie należy do przyjemności.

Jeżeli chodzi o zdolności motoryczne to nadal mamy średnio dużo. Siedzi, to na pewno. A jak siedzi to się rozgląda, szczerzy, trzepie w radości na prawo i lewo i tak ostatecznie kończy czołem na dywanie. A w ogóle siedzenie jest dla cieniasów, Krystyna demonstruje coraz głośniej swoją potrzebę stania. Posadzona na kolanach twarzą do mojej szczypie, gnie się jak nienormalna i ciągnie za włosy. O wrzaskach dziwnej maści nawet nie wspomnę. Stanie jest dla Krystyny super. Tylko fajne dzieci stoją rodzicom na kolanach, przynajmniej z takiego założenia wychodzi moje dziecko. Dodatkowo z raczkowania nadal dwója z minusem. Utrzymuje się na rękach w pozycji startowej, kopyta już praktycznie boksują w miejscu, jest zapał, jest uśmiech i dupa zbita. Raczkowanie Ryszarda rekompensuje sobie turlaniem. Tu przeturlam się po to tam po tamto, przy okazji znajdę na dywanie coś absolutnie nienadającego się do jedzenia co jest wyjątkowo smaczne np. okruszki po śniadaniu pod stołem albo kawałek szparagowej fasolki, żółtej, wygrzewającej się w popołudniowym słońcu wschodu Lubelszczyzny. Też pod stołem.

O czym chciałam przede wszystkim napisać dla potomności to to, jak kształtuje się jej charakter…już teraz! Otóż o ugrzecznionym dzieciątku w warkoczykach z kwiatuszkami w rękach, podskakującej z nóżki na nóżkę mogę raczej zapomnieć. Już są siniaki, podrapana wiecznie twarz jak u Rambo mimo stale obcinanych paznokci, przełażenie z rąk do rąk i sąsiadujące z tym turbo szczęście. Ryszarda nie ma problemu z obcymi, do wszystkich się szczerzy, wszystkich zaczepia, łapie starsze panie w autobusie za spódnicę albo drapie odkryte na wysokości swoich paluszków nogi ludzi! Ważne żeby stali blisko. Ważne żeby dotknąć.

Rysia już nie wypluwa delikatnie smoczka od butelki sygnalizując pełny brzuch. Teraz trzyma flaszkę w pionie, zza butli świecą się tylko brązowe oczy, czasem widać obdrapany nos. Kiedy skończy pizga butelką o ziemię i wrzeszczy. Ale nie tak jak małe dzieci. Moja córka używa metody na marcującą kotkę albo plemienne ruje jakieś. Niedefiniowalny kawałek wrzasko – mruku przy którym pęka szkło. Kiedy próbuję wcisnąć butelkę z powrotem macha rękami jak poparzona, odpycha, wytrąca, cyrk na kółkach.

Ta mała istota przez wszystkich nazywana słodką okruszynką coraz częściej pokazuje swoje inne oblicze, takiego słonego precla. Jak gryzie, szczypie, drapie, szarpie za wystające fragmenty odzieży i ciała nabiera przy tym demonicznego wyrazu twarzy i ubiera mi plecy w gęsią skórę. Co to będzie dobry Boże, co to będzie. Bo jak po mamusi będzie to ja serdecznie dziękuję.

Zapytał mnie ktoś ostatnio po raz kolejny, dlaczego dałam dziecku na imię Krystyna. Nie wiem, chyba przemówiła przeze mnie intuicja. Niemożliwe, że po takiej matce i takim ojcu wykluję anielskie geny i usposobienie a dziecko nazwę Asia, Kasia albo inne takie wcielenie dobra. A Krystyna? Pewnie będzie łazić po drzewach jak mama, drzeć spodnie na kolanach, wycierać je na trawie jak ociec i nie raz usłyszy ode mnie „Krystyno, nie denerwuj matki!”

A teraz śpi. W łóżeczku w pajacu z Kubusiem, mleko pod nosem, oczy zamknięte. Jest spokój, cisza i opanowanie. Kocham tak mocno, że słów mi brak. Przeżyłyśmy kolejny bardzo ważny dzień w życiu. Jeszcze tyle przed nami…

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

7 komentarzy

  • ~Gosia

    15.07.2014 at 22:14 Odpowiedz

    Poczekaj jak zacznie chodzic:-P to sie bedzie dzialo!moj syn ma 13 mies, od 2 mies chodzi ja nie ogarniam: wlazi na kanape, wyciaga wszystko z szafek, ostatnionie wiem jak ale wlaczyl pralke do ktorej wczesniej wsadził moje kosmetyki, nie ma nawet czasu zeby zjesc, napic sie bo juz chce gdzies biec. Generalnie mam oczy dookola glowy i powiem Ci że czasem tesknie za czasamikiedy on tylko siedzial:-P Pozdrawiam!

  • ~sawisia7

    15.07.2014 at 22:58 Odpowiedz

    Sesese Asie spokojne hahahaha moja mama powiedziałaby inaczej 😉

  • ~kenna

    15.07.2014 at 23:11 Odpowiedz

    Hmmm mam 7-miesięczna corcie i dzisiejszy wpis to tak jak bym czytała o mojej latorośl ( raczej zimorosli) toczka w toczke jak Krystyna zadziwiające czy to wszystkie w tym wieku czy tylko wybrane tak mają.

  • ~Katka

    15.07.2014 at 23:22 Odpowiedz

    Ja jestem Kasia… a do wcielenia dobra, to nigdy po drodze mi nie było 😛 A Krystynce dałbym się przytulać, szarpać i opluć… ile wlezie <3

  • ~dimmiu

    16.07.2014 at 08:12 Odpowiedz

    Zbawienny ten Twoj blog. Dzieki niemu mozemy z zona stwierdzic, ze nasze dziecko rozwija sie normalnie i nie latac po wszelakich forach itp szukajac czy aby na pewno nie powinno juz raczkowac, stac, miec wiecej zebow, czy ten bunt i wrzask przy jedzeniu jest normalny itp. 🙂 Wkolo obseruwjemy swoisty wyscig szczurow, przesciganie sie wszystkich matek w zamieszczaniu zdjec i opowiadaniu czego to juz ich pociechy nie potrafia zrobic. „Wasze jeszcze nie stoi??!! A moj juz od miesiaca!!!”, „Jeszcze nie raczkuje??! Moj juz stoi!!!” itp itd. Najgorsze jest chyba znudzenie dziecka. Ma milion zabawek, a i tak nie wystarcza ich na caly dzien, kazda srednio bawi sie od 2-5min. potem nastepuja walniecie zabawka jak najdalej od siebie i delikatne jeki deazprobaty i jak nie dostanie nic nowego to rozpoczyna sie terror w postaci pokrzykiwania. Zaczyna pokazywac charakterek. 🙂 Jedzenie lyzeczka jest w porzadku do okolo 2/3 posilku, pozniej zaczyna sie walka o kazda lyzeczke, polowa laduje wszedzie wkolo tylko nie w buzi. Karmi sie plastikowa, poroducenci niestety nie pprzewidzieli, ze wykonujac lyzeczke ze sprezystego materialu dziecko nauczy sie jej uzywac jej jak katapulty i jedzenie mozna zbierac z calego pokoju, siebie, telewizora, a nawet z z sufitu. A szybki ejst jak waz w ataku i ulubionym zajeciem Wojciecha jest szybkie sciagniecie raczka wszystkiego z lyzeczki i mietoszenie tej packi w raczce, lub co lepsze, wcieranie sobie tego w oczy, wlosy i wszystko dookola… Moze traktuje jedzenie jako maseczke na twarz, grom wie, w koncu same naturalne skladniki… 🙂 Pewnego dnia po przebudzeniu ni stad nie zowad zaczal od glosnego wrzasku „ma-ma-ma-ma”, mama malo nog nie pogubila jak leciala z kuchni. 🙂 teraz mamy tez juz „da-da” i _ba-ba”, ale „ta-ta” ni slychu. 🙂 Za 4 dni konczymy 9 miesiecy, sami nie wiemy, czy to „juz” 9 miesiecy czy „dopiero”, zlecialo nie wiadomo kiedy. 🙂 Pozdrawiamy cieplo. Krzysiek Rutkiewicz

  • ~Nela

    16.07.2014 at 14:39 Odpowiedz

    Moje dziecko zaczelo raczkowac jak mialo 6 miesiecy a wstawac tak miedzy 7-8.Chodzic zaczela przy meblach ok.10miesiaca ale sama odwazyla sie dopiero jak miala 15 miesiecy a tak to za raczke albo na raczkach.Tez sie obsluchalam ze to pozno ze to nie jest normalne ze tak pozno zaczela chodzic.Ale ja sie nie przejmuje komentarzami.Kazde dziecko jest inne.

  • ~DziulkaCrew

    16.07.2014 at 15:03 Odpowiedz

    Nina mi kiedyś na zakupach zeżarła metkę od opaski, przy kasie mój maż z kamienną miną dał pani do skasowania nową opaskę i powiedział że tamtej się nie da bo dziecko kod zjadło. Bywa. A Krystyna jak już załapie jak ogarnąć kończyny do raczkowania… To dopiero będzie!

Post a Comment