Opowieści z trasy.

Opowieści z trasy.

Wracamy do Łodzi, stęskniliśmy się i te sprawy. Weekend z mamą mi się wyśnił, ciekawe jak szybko zmienimy zdanie. I ja i mama. Ale nie o tym chciałam. Stoimy właśnie w turbo kosmicznym korku. Za plecami, centralnie do ucha i nosa dyszy mi pies, przed chwilą oddawał się starannej toalecie jajec a teraz sapie. Na mnie sapie i na dziecko, kutach jeden. Szyby już całe zaparowane, dawno temu mieliśmy raczyć się smaczną, maminą kolacją a tymczasem, borem, lasem siedzimy pod Radomiem, tu gdzie chytra baba mieszka i pierdzimy w Kombiaka. W radiu śpiewa Tina, że jeteśmy simplidebest, no czuje się! Czuje się tą rodzinną, standardową atmosferkę wkurwa. Zza szybowej obserwacji kierowców mniemam i wnioskuję, że oni też średnio zadowoleni z sytuacji, wszyscy na twarzy piorun. Jakbyśmy mogli zabijać wzrokiem pewnie wszyscy dawno temu wyciągnelibyśmy nóżki. Nagle jakiś sympatyczny Pan Kierowca rozkręca bajerę na falach CBradia, wyraźnie wzruszony tempem poruszania się tej całej imprezy.
– No chłopaki, lecimy nie śpimy. Raz dwa, raz dwa, pomalutku ale do przodu koledzy. Co to za ślimaczarnia.
Tutaj natępuje chwila ciszy, jakby cała TIRowa brać zbierała myśli na ciętą ripostę. Każdy z tych juz na poły ugotowanych we własnym chuchu kierowców zamilkł w pięknej chwili, kumulując moc riposty. Lata podstawówki, gimnazjów, liceów, godziny języka polskiego, czytanie wieszczów, recytacje na środku klasy powróciły w mgnieniu oka, żeby tu, teraz się popisać i panu ładnie, zgrabnie odpowiedzieć. I już każdy z nich na końcu języka miał co powie, już w dłoń mikrofon chwytał, już szum na fali gotował i nagle jeden się wyrwał, poeta – wieszcz – profesor…

– Zamknij mordę, kurwa.

Polska. Tak bardzo.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

5 komentarzy

  • ~Kobieta budująca

    13.06.2014 at 18:32 Odpowiedz

    Dla mnie podróże Lublin – Warszawa – Lublin też były jak droga przez piekło, ale zawsze zatrzymywałam się na jedzenie w Bidzie na skraju Lublina dla oczyszczenia mych skołatanych nerwów.
    Wam Krystyna może dla rozluźnienia pośpiewać, w końcu ma dziewczyna kojący głos 🙂

  • ~Ada

    13.06.2014 at 18:52 Odpowiedz

    Ja mieszkam w Radomiu!!!!!! 🙂

    • ~

      13.06.2014 at 18:55 Odpowiedz

      Chytra babo? To Ty?

  • ~Gosiak

    13.06.2014 at 19:04 Odpowiedz

    Przy takiej poezji Mickiewicz i Słowacki to ledwo wypierdki mamuta.

  • ~sawisia7

    20.06.2014 at 14:46 Odpowiedz

    heheehhehe jajowy oddech Kiśla musiał być niczym zen spa i co tam jeszcze 🙂

Post a Comment