Oddział zamknięty.

Oddział zamknięty.

Siedzę w kuchni przy stole, w ręku kubek, przed nosem odpalony laptop, zaczynam kolejny dzień z dzieckiem. Od niedawna Krystyna sypia dłużej niż ja pobijając wszelkie rekordy niemowlęcego lenistwa. 9:30, 10:15 – nie pamiętam ja osobiście kiedy spałam tak długo na trzeźwo. Nagle na horyzoncie kuśtyka mój prawie roczny Kwazimodo i powłóczywszy za sobą jedną nogę z prędkością światła pod pachą dusi plastikowego psa.

Na twarzy zło.

Widać, że knuje absolutnie. Wystawione do wietrzenia dolne jedynki i dwójki, wysunięta lekko szczęka, zmarszczone czoło, zmrużone oczy. Coś było na rzeczy. Kiedy zniknęła mi z pola widzenia i schowała się za winklem w małej garderobie słyszałam już bardzo delikatne poszczekiwanie tego plastikowego kundla, co go za sobą zataszczyła w czeluści szafy, jakby błagalnie nawoływał S.O.S. Cisza po psie zdawała się być zdecydowanie za długa, a chyba każdy rodzic wie, że cisza nie oznacza nic dobrego i absolutnie nic co nadawałoby się do opowiedzenia w kontekście wyrażania zachwytu nad umiejętnościami dziecka. Wymazany Sudocremem od A do Z telewizor, pomalowane farbami ściany w świeżo wyremontowanej sypialni, z autopsji – umyte starannie w kiblu małe paluszki. Coś na pewno. Zaciekawiona stanem rzeczy podeszłam cichutko do drzwi garderoby, w której Rysia zmieściła się idealnie i zapłakałam nad losem. Tak oto dziecko moje starannie przeze mnie przez tydzień składane ubrania, dopasowane w pary skarpetki i ulizane na półkach gacie wyciągnęło, rozmemłało i w całym tym pierdolniku zasiadło rozdzielając mi tak starannie poskładane w pary soksy, zakładając sobie śpiochy na głowę i ciućkając wszystkie możliwe wystające elementy.

Wyraz twarzy sztański.

Poziom skruchy – 0.

Jakby chciała powiedzieć – spoko, jutro też ci tak zrobię.

A teraz siedzi Rambo ze sznytą na czole po przywitaniu głową nogi od stołu i rzuca na zmianę gruszką i ugotowanym na twardo jajem w bogu ducha winnego psa. I niech mi ktoś powie, że macierzyństwo nie jest fajne i kształcące. Przecież tu się nie idzie nudzić! Taki mój mały oddział zamknięty.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

13 komentarzy

  • ~gumofon

    24.10.2014 at 12:58 Odpowiedz

    KISIEL nie daj sie – łap jajo !

  • ~mimbla

    24.10.2014 at 13:21 Odpowiedz

    A ja w pracy. Niby zupełnie inne miejsce ale biorąc pod uwagę, że to Wojewódzki Zespół Lecznictwa Psychiatrycznego jakąś wspólna jakość jest

  • ~MamAnia

    24.10.2014 at 13:34 Odpowiedz

    Droga autorko!
    Tak wieczorem przed snem czytam Twoje teksty i zasypiam w spokoju, że nie tylko ja mam taki mały młyn w domku i nie tylko ja jestem taka pokręcona :P. Mam dwójkę maluszków, które dają mi popalić czasem tak, ze o godzinie 19 nie wiem jak się nazywam:)
    Kocham je jednak nad życie:)
    Czytam Twoje wpisy jakbym czytała czasem swoje myśli. Pozdrawiam Cię serdecznie !!!
    Ania

  • ~AgaT

    24.10.2014 at 13:40 Odpowiedz

    Jestem dopiero na początku tej drogi i wszystko przede mną 🙂 Póki co delektuję się dwutygodniową Zochą i tym jak słodko śpi 🙂

  • ~ka

    24.10.2014 at 15:46 Odpowiedz

    jakkolwiek to zabrzmi: przynajmniej wiesz, że jest ZDROWA 🙂

  • ~ohmama

    24.10.2014 at 16:07 Odpowiedz

    haha cudo malutkie. „Jutro też Ci tak zrobię” szyderczo.. małe słodkie cudeńko.

  • ~Angelika

    24.10.2014 at 19:00 Odpowiedz

    Cudownie się czytało 🙂
    Moja Zosia (9 miesięcy) też robi mi „porządki” w szafkach z ciuchami 😉

  • ~Magda

    24.10.2014 at 19:36 Odpowiedz

    Uwielbiam Twoje posty !:D moja Ola z 6 grudnia i pomysły równie diabelskie hehe;)))

  • ~Gosia

    24.10.2014 at 21:24 Odpowiedz

    Nie ma nudy! Szuflady przetrzepane, zabawki rozrzucone, ciastko pokruszone na dywanie i ten szatański wzrok: co by tu jeszcze….? Koty uciekają w popłochu i nagle bam! uśmiech, a ja wiem, że nie będzie mi do śmiechu. No i biegnie do suszarki i ściąga wszystko po kolei, suszarka się składa zanim zdążę zareagować i bach, wszystko leży! Dzieć obok siedzi i ssie maminą bluzkę. Oczy niewiniątka, niewinny uśmiech na buziuni. Pozostaje tylko się roześmiać 😉

  • ~Agni

    24.10.2014 at 22:12 Odpowiedz

    Jak to? Matka polka zamiast tyrać to z laptopem siedzi? 😀 hihi Po prostu dziecko wiedziało, że musi matce zajęcie znależć. Ot co 🙂 pozdrawiam

  • ~Emilia

    24.10.2014 at 23:43 Odpowiedz

    Ja myślałam, że tylko maluchom przychodzą takie rzeczy do głowy. Niestety im starsze dziecko tym pomysły gorsze albo ciekawsze ( zwał jak zwał)

  • ~Mirielka

    25.10.2014 at 19:24 Odpowiedz

    To jak można nazwać dwójkę siedmiomiesiecznych „pełzakòw” i sfochowana czterolatkę ??? 😀 A jeszcze matka do kompletu chyba czymś się strula i jest cały dzień „out of order” 🙁

  • k-nieidealna

    26.10.2014 at 19:02 Odpowiedz

    Mimo wszystko chciałabym zobaczyć Twoją minę 😀 Dużo cierpliwości, pozdrawiam 🙂

Post a Comment