O odwołaniu pewnego profesora.

O odwołaniu pewnego profesora.

Weszłam dzisiaj na wieczorny przegląd internetu i dowiedziałam się, że kilka osób już nie lubi mojej strony, po tym jak napisałam co myślę na temat profesora Chazana i jego oczywistego jak dla mnie odwołania ze stanowiska dyrektora pewnego warszawskiego szpitala. Może i dobrze, przynajmniej mamy pewność o czym ja tu piszę, jakie mam poglądy, w co wierze a w co nie i nie będziemy się już więcej łudzić, że piszę tylko o bzdurach a tematy ważne omijam z daleka. Koniec czarowania.

Po pierwsze nie wierzę w bawienie się w niezawisłego sędziego, który uzurpuje sobie prawo do decydowania o dalszym życiu pewnej młodej, kiedyś ciężarnej kobiety, który tak jak prowadził jej ciążę i troszczył się o dziecko tak w jednej chwili (całkiem długiej chwili, niestety) funduje pani najgorsze chwile życia. Od początku.
W całej historii pacjentki z Warszawy należy odróżnić dwie niezwykle ważne kwestie. To nie jest pani, która w wieku piętnastu lat szalała z chłopakiem na wakacjach w namiocie i nieumiejętnie użyła penisa a teraz w związku z brakiem odpowiedzialności za podejmowane w życiu decyzje zastanawia się jak się dziecka pozbyć. Przecież kto by chciał w tym wieku niańczyć niemowlę skoro Asia, Zosia, Basia świetnie bawią się na wiejskich przytupówach, palą pierwsze fajki i żyją pełnią życia.

Nie.

Proszę Państwa ta pani dowiedziała się, że jej dziecko nie ma połowy głowy, że pomimo wszystkich zdrowych narządów nie ma głowy! No przecież do jasnej cholery do wszystkich obrońców profesora Chazana, o czym my tu mówimy?! To nie jest dziecko z zespołem Downa czy innym niedorozwojem, z którym ciężko oczywiście  ale można żyć. To dziecko nie ma głowy, po porodzie już, metodą cesarskiego cięcia wiemy, że ma mózg na wierzchu, wiszącą gałkę oczną i rozszczep twarzy. Kolejne dwa, trzy miesiące będzie umierało w nieopisanym cierpieniu.
To nie miała być aborcja mająca na celu polepszenie sytuacji bytowej nieodpowiedzialnej matki, która zapomniała jak się stosuje prezerwatywę. To miał być zabieg zapobiegający cierpieniu zarówno płodu, który teraz bogu ducha winien umiera w mękach jak i ratowaniu zdrowia psychicznego matki. Tyle się krzyczy o skrzywdzonym lekarzu, który nie chciał wbrew swojej woli więc nie zrobił a teraz się go karze. Kto, pytam się kto pomyślał o tej matce? Co ona znaczy w tej całej historii? Czym była? Inkubatorem? Słoikiem na ogórki? Została wypłukana z jakichkolwiek praw i zaczęto ją traktować przedmiotowo. „Ona”, „ta co chciała aborcji”. W tym wszystkim przypominam – MATKA! Ta co kochała od pierwszej potwierdzonej informacji, że tak, udało się. Ta sama, która codziennie gładziła brzuch, mówiła do niego, zżywała się, myślami odprowadzała już do przedszkola. To trzeba nareszcie zrozumieć, że ta kobieta przeżywa największą traume w swoim życiu. Ja osobiście mam  za mały rozumek, żeby zmieścić pojęcie o cierpieniu z jakim się teraz zmaga. Nie potrafię. Jedyne co mogę sobie wyobrazić to to, że pewnie bym zwiędła, zgasła aż w końcu padła jak mucha.
Moje podejście do aborcji zmienia się im bardziej poznaje siebie i swoje reakcje, które spotęgowały się wraz z pojawieniem się dziecka. I tak jak kiedyś pierwsza stałabym na podeście krzycząc NIE DLA ABORCJI! NIE DLA ZABIJANIA! teraz mogę wiecie co? Zamknąć mordę. Bo gówno wiem, nigdy nie byłam w takiej sytuacji, za co mogę tylko dziękować i w związku z brakiem doświadczeń nie powinnam oceniać – ukamienować albo wynieść na ołtarze. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Na pewno nie ma we mnie tyle arogancji żeby stwierdzić – ja bym na pewno nie, albo ja bym na pewno tak. Kim ja jestem żeby decydować, żeby się za kogoś wypowiadać. Nikim. Wszyscy najmądrzejsi bo jedyne wybory jakie mają to czy ugotować pomidorową czy ogórkową, czy na wakacje pojechać nad morze a może w góry?  Nie wiem. Mam nadzieję, że się nigdy nie dowiem. Czy ja bym usunęła ciążę wiedząc co czeka moje dziecko? Tak, Tak mi się wydaje, taką mam obecnie opinię. Z całej nieopisanej miłości do mojej córki, jaką miałam od samego początku wiem, że nie chciałabym zobaczyć jak w moich ramionach się dusi bo nie ma płuc, albo jak kona z mózgiem na poduszce. To jest w moim mniemaniu niehumanitarne. Nie, nie chciałabym stanąć w obronie jej życia żeby jawnie przyklaskiwać jej końcowemu cierpieniu.
Kolejna sprawa. Nie zarzucam Panu Profesorowi braku wiedzy. Uważam, że bagaż jego doświadczenia jest nieopisany a wiedza niekwestionowana. To był odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku. Do momentu, kiedy postanowił zabawić się we właściciela ciała, w którym zamieszkała problematyczna ciąża i nim zarządzić. Tak, miał prawo nie usunąć ciąży w związku z klauzulą sumienia. Ja to szanuję i rozumiem. Nie miał natomiast prawa nakazywać toku myślenia dorosłemu, nieubezwłasnowolnionemu człowiekowi, co najważniejsze podejmować za tego człowieka życiowych decyzji. Nie miał prawa jako sprawiedliwy lekarz i człowiek. Jeżeli zabieg stał w sprzeczności z jego przekonaniami, sumieniem miał w obowiązku przekazać sprawę komuś, kto nie boi się pomagać mimo wszystko.  To był jego prawny obowiązek. Oprócz tego, że podpisał dokument ratujący go przed wykonywaniem aborcji to jeszcze ładnych kilkadziesiąt lat temu przyrzekał coś innego – przede wszystkim nie szkodzić. Czy oby na pewno nikogo nie skrzywdził tym razem? Mam sprzeczne uczucia.
Wyrażam swoje zdanie bo je mam, również mam do niego prawo. Nie jestem zwolennikiem przemocy i cierpienia ale nie mam zamiaru kurczowo trzymać się pazurami poglądów sprzed lat. Po to żyję i się codziennie czegoś uczę, żeby w związku ze swoim umysłowym rozwojem być w stanie powiedzieć co mi się podoba a co nie. Zachowanie tego konkretnego lekarza w moim odczuciu było karygodne. Nie to, że nie chciał usunąć ciąży. To że skazał tą rodziną, tę matkę i to konkretne dziecko na nieopisany ból i dramat. Za to kara się należy. Sprawiedliwość. Amen.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

38 komentarzy

  • ~dorota

    09.07.2014 at 22:13 Odpowiedz

    I wszystko w temacie. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Każdy jest mądry w głoszeniu kazań póki jego samego to nie dotyczy. Oby jak najmniej było takich przypadków.

  • ~Ela

    09.07.2014 at 22:14 Odpowiedz

    Napisze krotko. Dziekuje Tobie za ten wpis. Zgadzam sie z kazdym slowem.

  • ~Marta

    09.07.2014 at 22:15 Odpowiedz

    Nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie co będzie czuła ta matka kiedy będzie patrzyła na powolne odchodzenie swojego dziecka. Gdzie wtedy będą wszyscy obrońcy życia pro-life…. Kto pomoże rodzicom nieść ten ciężar i poradzić sobie z tym psychicznie. Wątpie że ktokolwiek nadal będzie się interesował tą sprawą po narodzinach dziecka, kolejne życie ocalone, można pobiec zorganizować manifestację gdzie indziej. Trochę postraszyć emerytki GENDERM pod Kościołem.

  • ~anka

    09.07.2014 at 22:19 Odpowiedz

    czytam od początku, rzadko komentuję.Dziś muszę…. W pełni się z Tobą zgadzam..zgadzam się z każdym zdaniem. Nikt nie miał prawa podejmować decyzji za tę kobietę. pozdrawiam Cię Ryśkowa mamo:)

  • ~hartypia

    09.07.2014 at 22:35 Odpowiedz

    Zgadzam się. z każdym słowem się zgadzam. to nie było widzi mi się tej MAtki. Będąc sama Mamą gdy widzę że moje dziecko coś boli serce mi pęka. Postawmy sie w sytuację tej Mamy, która będzie widzieć jak jej ukochane dziecko umiera… A mogło byc inaczej. Korzystajmy z danego prawa wyboru. Nie ocenajmy ja bym tak zrobiła a ja inaczej bo życie weryfikuje nasze podejście i gdy coś nas dotyczy okazuje się że nic nie jest takie proste jak nam sie wydawało oglądając telewizję. Mamo Krystyny- podoba mi się że mówisz co myślisz.

  • ~MM

    09.07.2014 at 22:38 Odpowiedz

    Dziękuję Ci za ten wpis. Ja wiem jak to jest…. niestety….. Spotkało mnie to wiele lat temu i pod wpływem chyba szoku urodziłam przedwcześnie – ale nie ma tygodnia, bym nie pomyślała jakby to mogło być, gdyby…… i wiem, że gdyby to mnie spotkało teraz, to poddałabym się terminacji (to coś innego niż aborcja) właśnie z miłości do tego nienarodzonego dziecka – żeby mogło GODNIE odejść i żeby nie cierpiało… Tak – ja mam prawo źle się wypowiadać o takich ludziach jak w/w pan i mogę go zapytać – skoro jest takim katolikiem to gdzie jego miłosierdzie? i jakim prawem skazał to dziecko na cierpienie? A matka? Skoro ja po tylu latach, gdzie nie pokazano mi mojego dziecka nie mogę zapomnieć i cały czas mam nadzieję, że nie cierpiało, to co czuje ta matka, która na pewno oddałaby wszystko aby jej dziecko było zdrowe. A ona i jej mąż i ich cierpienie? To się nie liczy w ramach „ratowania życia” – jakiego życia – w bólu? Może teraz do innych lekarzy i obrońców dotrze, ze nie zawsze to ratowanie za wszelką cenę jest najlepsze….. Czasem aktem największej miłości i poświęcenia jest skrócenie cierpienia

  • ~Justyna

    09.07.2014 at 22:40 Odpowiedz

    Dokladnie tak, Rysiowa Mamo. Zgadzam sie z kazdym napisanym tu slowem. Przede wszystkim nie szkodzic. Nie rozumiem jak mozna bronic tego czlowieka. Jestem ciekawa jak zachowalyby sie te osoby na miejsu Mamy tego Dzieciatka…jestem baaardzo ciekawa..

  • ~Katarzyna

    09.07.2014 at 23:03 Odpowiedz

    Gdzieś widziałam zdjęcie tego dziecka. Nie ogarniam.. Nie chcę ogarniać. Patrzę nq mojego syna i płaczę…

  • ~smetfeta

    09.07.2014 at 23:06 Odpowiedz

    Ta matka i tak nie chciala tego dziecka czula potrzebe zeby sie go pozbyc i nie byla wielce rozzalona z tego powodu. Wiec teraz tez powinno byc jej wszystko jedno…..Ona i tak nie chciala tego dziecka…… Pozatym bardzo ladny wpis i madre podejscie do zmiany zdania.

    • ~BonaLisa

      09.07.2014 at 23:19 Odpowiedz

      Matka i ojciec starała się o dziecko latami. LATAMI. Chcesz wiedzieć co im „zafundowano”? Ja znalazłam odpowiedź wpisując dwa słowa w wyszukiwarkę. DWA! Nigdy, przenigdy, najgorszemu wrogowi nie życzyłabym takiego horroru… Ani obrońcom profesora, ani obrońcom życia (na zasadzie „a przekonaj się na własnej skórze”), ani dziennikarzom, komentatorom, ani przede wszystkim Tobie.
      Spójrz w na buzię tego dziecka, spójrz i módl się, żebyś ty nigdy nie musiała patrzeć w ten sam sposób na swoje przyszłe dzieci.

      • ~smetfeta

        10.07.2014 at 00:06 Odpowiedz

        Nic o mnie nie wiesz wiec nie oceniaj. szanuje twoje zdanie i ty uszanuj innych. jest afera ktora przycichnie nie przycichna tylko sumienia obroncow tej mamy jak i p.profesora. pozdrawiam

        • ~BonaLisa

          10.07.2014 at 00:34 Odpowiedz

          Ani przez moment nie oceniłam Ciebie, choć ty oceniłaś tamtą matkę („Ta matka i tak nie chciala tego dziecka czula potrzebe zeby sie go pozbyc i nie byla wielce rozzalona z tego powodu”).

          Wprost przeciwnie – życzyłam, aby nikogo z nas tutaj, ani gdziekolwiek indziej, posiadający zdanie „za” albo „przeciw” nie spotkało nic takiego. Prawda?

          A teraz by wszyscy mogli usłyszeć głos z drugiej strony tej „barykady” wywiad z rodzicami przed narodzinami. Ostrzegam, to nie jest łatwa i przyjemna lektura. Ja płakałam, a każde ich słowo sprawiało mi katusze:
          http://www.wprost.pl/blogi/magdalena_rigamonti/?B=3168

          • ~smerfeta

            10.07.2014 at 00:44

            Nie chcialam oceniac matki……ona w calej sytuacji cierpi najgorzej….moze powinnam ubrać to w inne slowa. Czytalam wywiad…..czytalam komentarze…..nie chce sie wypowiadac na jego temat…..ja i tak mam mieszane uczucia co do tej sytuacji…..fajnie ze mozna podyskutować z kims……

  • ~KAsiaK

    09.07.2014 at 23:25 Odpowiedz

    Ja też się zgadzam, że nie wiem, co bym zrobiła. Ale jedno jest pewne, że chciałabym mieć wybór.A nie, żeby ktoś decydował za mnie. Jednak nurtuje mnie jedno – czy ta matka tak na pewno chciała usunąć to dziecko? W Warszawie jest cała masa szpitali, a ona wybrała akurat Szpital Świętej Rodziny? A jeżeli tam jej odmówili, to nie mogła pójść gdzie indziej, tylko aferę zrobić, że nie chcieli?

  • ~pozytywka

    09.07.2014 at 23:45 Odpowiedz

    hm a ja jestem rozdarta, – załóżmy dowiaduję się w połowie ciąży o wadzie dziecka – jaką ja mam pewność, że ta wada jest faktycznie taka jak lekarz mówi ? doskonale wiem, że żadne badania zrobione kobiecie w ciąży, nie dają odpowiedzi na wszystkie ewentualne wady dziecka – ta kobieta wiedziała tylko o jednej, gdy dziecko się urodziło wyszły inne wady , ale równie dobrze mogłaby być inna sytuacja , lekarz informuje mnie, że dziecko ma wady / że dni dziecka będą policzone, że po porodzie będzie ból i cierpienie a mimo to rodzę dziecko i okazuje się, że nie wszystkie wady się potwierdziły lub są dużo łagodniejsze / da się z nimi żyć i dziecko ma kilka lat życia trudnego życia, ale życia a ja mam okazję być matką może tylko ten jeden raz więc chyba warto – czytam blogi chorych dzieci np blog 4 letniej dziewczynki, która ma dwie poważne wady, jej mózg zapomina o oddychaniu podczas snu / podczas absorbujących ją zajęć np oglądanie bajek, zabawy , jedzenia więc ma rurkę i musi być podłączana do respiratora, druga wada to upośledzony układ pokarmowy problemy z trawieniem i wydalaniem – rodzice dziewczynki kiedy choroby zostały zdiagnozowane dowiedzieli się , że córka będzie warzywem leżącym i zależnym od aparatury medycznej, dzisiaj dzięki determinacji matki ta dziewczynka jest uśmiechniętą czterolatką – nadal borykającą się wadami, uzależnioną od aparatury ale obecnie głównie tylko podczas snu, część wad została złagodzona /wyleczona, ale też wychodzą na jaw inne / nowe problemy zdrowotne z którymi dzielnie walczy Laura i jej rodzice – dziecko miało wg lekarzy leżeć, pod toną kabli i aparatury medycznej, a biega, rozrabia, jest szczęśliwa, mówi mimo rurki tracheotomijnej a miała być wg lekarzy niema – dlatego na podstawie tego konkretnego przypadku, wiem, że gdybym dokonała aborcji dziecka z wadami które ma opisywana przeze mnie dziewczynka, bo lekarze roztoczyliby nade mną wizję dziecka roślinki pod toną kabli, a potem / po czasie dowiedziałabym się, że tak strasznie nie jest, że dzieci z Ondyną i Hiszprungiem żyją i prawie normalnie funkcjonują NIE WYBACZYŁABYM SOBIE NIGDY, ŻE NIE DAŁAM SZANSY DZIECKU
    równie dobrze, mogłaby spotkać mnie sytuacja w której całą ciążę mam książkową a rodzę nieuleczalnie chore dziecko, którego dni są policzone – skoro może mnie taka sytuacja wziąć z zaskoczenia i wtedy nie będę miała wyjścia będę musiała ją przeżyć / zmierzyć się z bólem i cierpieniem, to naprawdę byłoby mi trudno podjąć decyzję o aborcji z racji wad genetycznych – jest w sieci film, z narodzin i kilku godzin życia chłopczyka ( chłopczyk zmarł po 8 godzinach od narodzin ) który miał bezmózgowie, rodzice wiedzieli o tym, ale zdecydowali się na poród, pragnienie „poznania” dziecka, spędzenia z nim kilku godzin zwyciężyło .

    tak więc będąc w ciąży jaką ja mam gwarancję / pewność jak chore dziecko ja urodzę ? ano żadną gwarancję dlatego, z tego punktu widzenia, nie umiałabym podjąć decyzji czy usunąć ciąże, po prostu miałabym z tyłu głowy, a może nie będzie tak źle / a może przede mną kilka lat bycia matką / a może moje dziecko będzie szczęśliwe – mam w ulubionych również blog chłopczyka, który zależny jest od aparatury non stop, to aparatura za niego oddycha, chłopczyk cierpi na zanik mięśni, nie chodzi, bez pomocy nie siedzi, rączka jedna jest bezwładna a jak patrzę na zdjęcia i filmiki to widzę, ze mimo bólu / cierpienia wszyscy są szczęśliwi – rodzice łamią granicę, żyją normalnie na ile się da, dla Franka wyciskają z życia ile mogą – Franek jest uśmiechnięty i szczęśliwy, a jego mama ma co roku w okolicach Mikołajek jedno życzenie – aby za rok Franek dalej z nimi był, taki jak jest, z chorobą, z respiratorem, z ograniczeniami, ale żeby był

    • ~Marzena

      10.07.2014 at 14:34 Odpowiedz

      Nie mowimy tu o wadach z ktorymi „da” sie jakos zyc. Te biedne dziecko nie mialo takich szans,jedyna szanse jaka mialo to konanie w meczarnich bo inaczej nazwac tego nie mozna. Zabrzmi to brutalnie ale cale szczescie, dziecko odeszlo. Szczescie bo nie cierpi a to bylo najgorsze teraz beda cierpiec za to rodzice

  • ~monik

    09.07.2014 at 23:48 Odpowiedz

    Zgadzam sie w 100 % nie powinno sie urodzic.
    Dziecko juz zmarlo i nie cierpi…

  • ~Calineczka

    10.07.2014 at 09:17 Odpowiedz

    Nareszcie! Dziękuję za ten wpis. Dziękuję każdej Matce, która wypowie się w tym tonie! Bo jeśli ktoś ma prawo wypowiadać się na ten temat, to właśnie one! Mam nadzieje, że takich głosów będzie więcej, że ktoś je usłyszy, że ludzie zrozumieją…

  • ~ab

    10.07.2014 at 09:24 Odpowiedz

    jest jeszcze jedna sprawa: ta kobieta podobno długo starała się o ciążę, jest już w niemłodym wieku, a przez to, że ta ciąża w końcu musiała zakończyć sie cesarskim cięciem, będzie musiała odczekać sporo czasu, zanim będzie mogła bezpiecznie starać się o kolejną (o ile po tych przeżyciach sie w ogóle odważy….). Po aborcji „drogami natury” już po kilku miesiącach mogłaby być znowu w ciąży. Także jej szanse na zdrowe potomstwo w związku z niepotrzebnym zabiegiem, który przeszła, maleją. Być może prof. Chazan nie tylko naraził jej własne życie podczas niepotrzebnego zabiegu cc (o zdrowiu psychicznym nawet nie wspominam), ale kto wie, czy przez jego decyzje, ta kobieta nie doczeka się juz dziecka. Pan profesor „uratował” przed aborcją z góry skazany na śmierć płód (10 dni życia w niewyobrażanym cierpieniu), natomiast być może uniemożliwił przyjście na świat kolejnego.

  • ~Camille

    10.07.2014 at 09:54 Odpowiedz

    zgadzam się z każdym słowem. wyłuskałaś wszystkie istotne kwestie w tym wypadku.

  • ~Joanna

    10.07.2014 at 13:14 Odpowiedz

    Pragnę tylko nadmienić, że dzieckiem opiekował się do 22 tygodnia życia w brzuchu lekarz, który wykonał in vitro i zapłodnił tę Matkę. Następnie odesłał ja do Chazana, znając razem z Matką jego poglądy. Powiem tylko, że czasami trzeba sięgnąć dalej niż telewizja i popularne serwisy internetowe oraz wyciągnąć wnioski. Pozdrawiam

    • Mama Rysiowa

      10.07.2014 at 13:19 Odpowiedz

      Sięgam. Tak głęboko jak się da.O in vitro nie mam zamiaru dyskutować, żeby się jeszcze bardziej nie zdenerwować. A jakby to dziecko było z naturalnego poczęcia to jakie argumenty mieli by obrońcy pro-life? Pozdrawiam również.

      • ~Olka

        10.07.2014 at 14:11 Odpowiedz

        Poczekaj właśnie zauwazyłam że trzeba być związanym zawodowo ze „służbą z.” by go w całości przeczytać, jeśli nie masz takiej możliwości to za pozwoleniem podrzucę Ci tekst na fejsbukowej fan stronie Ryśki. A jest to bardzo ciekawy głos w dyskusji, wart przeczytania moim zdaniem.

        • ~Olka

          10.07.2014 at 14:27 Odpowiedz

          przepraszam Joanno ten komentarz miał się pojawić niżej.

        • Mama Rysiowa

          10.07.2014 at 14:30 Odpowiedz

          zalogowałam się. można też w opcjach wybrać „inny zawód” i przejdzie

  • ~Olka

    10.07.2014 at 13:47 Odpowiedz

    Mamo Rysiowa, a udało się Tobie sięgnąć w internetach np. tu:
    http://www.mp.pl/ginekologia/aktualnosci/show.html?id=103853&u=100569953

    • Mama Rysiowa

      10.07.2014 at 13:58 Odpowiedz

      przeczytałam, zapoznałam się, dziękuję za interesujący materiał.

  • ~Olka

    10.07.2014 at 14:12 Odpowiedz

    Ale ze mnie fajtłapa blogowa, nawet się porządnie wypowiedzieć nie umiem tam gdzie trzeba:(

  • ~Justyna

    10.07.2014 at 16:13 Odpowiedz

    Chcialam tylko zaznaczyć, że takich jak Ty, myślących ludzi, uczących się całe życie, nie trzymających się kurczowo swoich opinii jest więcej… Też kiedyś bym krzyczała w obronie życia, dziś po wielu doświadczeniach juz taka pewna tego nie jestem… dziękuję za ten wpis. Pozdrawiam.

  • ~teściowa

    11.07.2014 at 06:55 Odpowiedz

    Od jakiegoś czasu regularnie odwiedzam Twój blog….bardzo często dla poprawy swojego humoru ,nie ukrywam że jesteś świetną Dziewczyną ,masz zdrowe poglądy .Nie przejmuj się tymi którzy Cię w tym temacie skrytykowali. Jestem w takim wieku ze za moich czasów aborcja nie była zakazana.Ja osobiscie nigdy się jej nie poddałam ,ale wiem że była stosowana często .Jestem matką 4 dorosłych synów.Uważam że pan profesor zabawił się w Boga a jest tylko człowiekiem ,ciekawa jestem czy chciałby opiekować sie tym dzieckiem?

  • ~dimmiu

    11.07.2014 at 08:21 Odpowiedz

    Bardzo dobry wpis. Uwazam, ze nie powinnismy sie wtracac az tak w zycie innych. Pierwsi zawsze krzycza ci, ktorzy nie maja zielonego pojecia o takich sprawach… Jak to latwo sie wypowiadac na temat czyjegos brzucha i zycia w nim poczetego, nawet jesli jest ono zagrozone wadami letalnymi. Ale ja nie o tym…
    Przy calej tej aferze, wyszla jedna bardzo ciekawa sprawa, ktora sie pomija, oczywiscie zakladajac, ze to co wypisuja media to prawda. Otoz ta kobieta podobno od kilkunastu lat stara sie juz o dziecko, przeszla juz ponoc iles tam in vitro zakonczonych rowniez niepowodzeniem i to zdaje sie takze poronieniami w dosc juz zaawansaowanym stadium ciazy. Pojawia sie tu wiec pytanie, czy aby ta kobieta nie przesadza? Skoro natura od tylu lat daje jej jasno do zrozumienia, ze cos jest z nia nie tak i wszystkie ciaze traci, sa obarczone wadami itp, to czy naprawde jest jakikolwiek sens w dalszym staraniu sie o to dziecko we wlasnym brzuchu? Zaryzykowalbym nawet stwierdzenie, ze kobieta sie bawi w Boga, probujemy do skutku, az w koncu nam sie uda zdrowa ciaza, jak sie znowu trafi „wadliwa” to poronimy albo sie usunie… No ludzie, chyba nie tedy droga… Ja rozumiem, ze kazdy chce miec swoje wlasne dziecko, ale czy naprawde za kazda cene? Czy ta kobieta zastanawia sie nad morlanym faktem takiego ingerowania w nature i probowania na sile sprowadzenia dziecka na swiat? Jesli pierwsze, drugie, czy trzecie in vitro sie nie powiodlo i wiadomo z ogromnym prawdopodobienstwem, ze kolejne rowniez sie nie udadza, ciaza nie zostanie donoszona, lub dziecko bedzie mialo powazne wady, to chyba nalezaloby racjonalnie to przemyslec i dac sobie na spokoj. Wiem ,ze to brutalne, ale z mojego punktu widzenia wyglada to tak, ze kobieta na sile probuje zaspokoic swoje potrzeby, kompletnie nie myslac o tych, ktorych w swoim brzuchu powija… Przy calej dyskusji na temat sumienia lekarzy, nalezaloby sie moze tez zastanowic nad jej sumieniem…?

    • ~xywka

      23.07.2014 at 13:48 Odpowiedz

      Pozwolę sobie na polemikę ze stwierdzeniem „jak się znowu trafi „wadliwa” to poronimy albo się usunie”, które wkłada się w usta matce-kobiecie, która stara się o potomstwo. Jestem mamą „czwórki” dzieci. Ale urodziła się tylko moja Hania (nr 4). Pozostała „trójka” odeszła zanim miałam okazję je poznać. Przez wiele lat staraliśmy się o dziecko, Wiedziałam, ze z każdą porażką nasze szanse maleją. Rozważaliśmy sprawę adopcji i nigdy nie traktowałam posiadania dziecka jako zabawy w boga. Trzykrotnie przechodziłam przez badania USG, na których dowiadywałam się, ze serce mojego dziecka już nie bije i należy jak to określali lekarze „dokonać czyszczenia macicy”. Nie miałam możliwości pożegnania się z dziećmi, nie mają grobu, jest tak jakby nigdy nie istniały… Trzykrotnie przechodziłam stan od histerii do depresji. Każda kolejna ciąża wiązała się z długimi dyskusjami, przemyśleniami i ogromną ilością obaw moich i męża. Badania, leczenie, ciągłe pokazywanie „samolotu” tłumowi lekarzy – to było coś strasznego. Jak na teście pojawiały się dwie kreski, od razu przychodził ogromny strach, że i tym razem stracę dziecko (tak dziecko, nie płód, zarodek, komórkę czy jak to nazywali lekarze). Nad stratą dziecka nigdy nie da się przejść do porządku dziennego.
      Nie mogę sobie nawet wyobrazić ogromu bólu i cierpienia matki, która pomimo tylu lat starań podjęła decyzję o terminacji ciąży. Wiem, że kochała to maleństwo od momentu tych dwóch kresek, ale kochała je tak bardzo, że chciała mu oszczędzić cierpień. Nie widzę tu egoizmu matki, tylko wyraz ogromnej miłości do dziecka.

      Dziękuję Mamo Rysiowa za ten wpis. Podpisuję się rękami i nogami pod nim w całości. Sama nie wiem jak ja postąpiłabym w takiej sytuacji i dziękuję Bogu, że nie musiałam stawać przed takim wyborem.

  • ~Bezimienna

    11.07.2014 at 08:56 Odpowiedz

    Witam.
    Sprawa nie jest dla mnie jasna do końca, acz jestem przeciwna temu, aby prywatne wierzenia były dopuszczalne w pracy lekarza. Klauzula sumienia to wielkie nieporozumienie i aż dziw, ze jest uznawana w państwie oficjalnie świeckim.
    Co do niejasności – badania prenatalne można wykonać już w 10 tygodniu ciąży. Dlaczego przyszła mama czekała do 25 tygodnia? Dlaczego poprzestała na wizycie u jednego lekarza? Oczywiście nie umniejsza to współczucia jakim darzę ją i jej bliskich.
    Pozdrawiam

  • ~demirja

    11.07.2014 at 09:46 Odpowiedz

    Dokładnie na takich podstawach jakie przytoczyłaś, uważam, że aborcja powinna być o wiele bardziej dostępna w tym kraju niż jest to obecnie.

    Prawo daje nam teoretycznie możliwość wyboru w wąskim zakresie, ale… jest to teoria, która w praktyce jest legalnie niemal niewykonalna

    Nie wiem, czy w takiej sytuacji jak sytuacja tej Matki podjęłabym decyzję o aborcji, czy nie, ale – chciałabym mieć realną możliwość SAMODZIELNEGO wyboru, a nie tego, że decyzja jest podejmowana za mnie, choć przecież nie jestem ubezwłasnowolniona

    Znam podobny przypadek, jednak tam aborcja została wykonana… poza granicami kraju, choć wszelkie dokumenty do legalnej aborcji dziewczyna miała w ręce, ale… każdy lekarz zasłaniał się sumieniem. Dla tamtej kobiety nie była to łatwa decyzja, bo dziecko było wyczekane, wymarzone i po długim leczeniu, a tu… nie miało szansy na życie w wyniku wad rozwojowych, mogło urodzić się już martwe lub umierać powoli i w męczarniach.

    Tak, jestem za prawem do aborcji, może nie jako kaprysu, czy środka zastępczego dla antykoncepcji, ale jako prawa do pełnego, świadomego wyboru kobiety, która wie jaka jest tego cena, ma jej świadomość i wybór.

    Bo nawet, kiedy mówimy o aborcji z konieczności, wykonanej aborcji, nie zmienia to tego, że matka i tak silnie przeżywa utratę dziecka, nawet wówczas kiedy był to jej wybór i jej decyzja

  • ~Agata

    11.07.2014 at 19:25 Odpowiedz

    Współczuję tej kobiecie z całego serca i staram się ją zrozumieć . Ale podziwiam też lekarza za to, że potrafił pozostać wierny swoim zasadom dla niego nie zabijaj to nie zabijaj-bez wyjątków. W tej sprawie jest wiele wątpliwości . Nie warto NIKOGO osądzać …

  • ~ania

    29.07.2014 at 21:49 Odpowiedz

    A gdyby teraz twoje dziecko wpadło po samochód i w wyniku wypadku nie miało połowy głowy i jednego oka, to byś kazała je uspić i wyrzucić na śmietnik?

    • Mama Rysiowa

      29.07.2014 at 21:57 Odpowiedz

      Dobre, dobre. Dziecko gubiące w wypadku głowę najprawdopodobniej zginęłoby na miejscu. I na tym kończę dyskusję w deseń ” a jakby przyszedł szatan i kazał pobiec nago do Otwocka na prawej nodze w zamian za darowanie życia Twojemu psu to co byś zrobiła”? Dyskusja powinna mieć poziom. Ta nie ma.

Post a Comment