O kaloszach Boksera, marchwi i podejrzliwej służbie sprzątającej.

foto_do_kontaktu

O kaloszach Boksera, marchwi i podejrzliwej służbie sprzątającej.

Proza mojego życia polega na tym, że nawet kiedy obieram ziemniaki, albo opłukuję talerze z zaschniętego sosu, to obok zawsze stoi jakieś źródło rozrywki. Albo jest to Mikron numer jeden, który zasysa właśnie karmę kota, bo chrupie i smakuje też całkiem przyzwoicie, albo Mikron dwa, który przychodzi z pomalowanymi na czarno paznokciami permanentnym markerem po kosteczki, którego nie mogę zmyć przez następne trzy dni, albo mój mąż, który zaczyna po prostu opowiadać historie ze swojego życia. Nikt tak nie opowiada jak on. Człowiek „Absurd”, który przyciąga do siebie najbardziej nieprawdopodobne rzeczy, stając się w mgnieniu oka hybrydą Barei i Billa Murraya z Dnia Świstaka w smacznym opakowaniu polskiej, poczciwej gęby. Przez słowo „NIKT” mam na myśli nawet nie Krystynę Czubównę i Roberta Makłowicza. Nikt to nikt. Jakbyście chcieli posłuchać o czymś tak niebywałym, że aż się nie mieści w głowach, znaleźć człowieka, który kiedyś przypadkiem w drodze do Żabki potknął się o dwa, włochate słonie w zdekompletowanym dresie, to to będzie bardziej niż na pewno mój Stary. Magnes na androny, ecie-pecie, dziwowiska i mecyje różne.

 

 

Zanim zacznę o kolejnej, pasjonującej opowieści z przeszłości Grześka chciałabym nadmienić, że nadal nie opanowałam zjeżdżania z trasy w odpowiednie skręty. Znacie to uczucie? Kiedy przy ostatniej kresce baterii nastawiacie na telefonie Google Maps, bo na całej trasie skądś tam do miejsca zamieszkania nie znacie dosłownie piętnastu metrów decydujących o tym, czy znajdziecie się w łóżku za dziesięć minut czy za cztery godziny? Modląc się do Boga Samsunga o łaskawość w rozdawaniu miliamperogodzin telefon się rozładowuje pokazując wielkie FAKJUCHUJU, wy nie zjeżdżacie gdzie trzeba było i nadrabiacie na serpentynach szos jakieś trzydzieści kilometrów? No. To to jest moje hobby właśnie. Z wielką przyjemnością jadę z Tarasów Zamkowych w Lublinie na Osiedle Botanik (ok. 20 minut) przez, Jastków, Snopków i Natalin kurwa jego mać, mijając siedem rond w polu, cztery Lewiatany i Kościół Misjonarzy Afryki Ojców Białych. Ja pierdolę, robię to minimum raz w tygodniu, a moja nieobecność na czas nikogo już w domu nie dziwi. – Jechałaś z Lublina do domu przez Radom?- wita pełny empatii okrzyk męża w ręczniku koło pasa, który myślał, że może się wykąpiemy razem, ale znając rzeczywistość wolał zacząć samemu zanim mu odmoczona skóra z paliczków zacznie schodzić płatami.

 

 

Stoję zmęczona „długą trasą” przy kuchennym blacie i przebieram siaty. Otworzyłam sobie zimne piwo, o którym marzyłam już kiedy wjechałam na trasę szybkiego ruchu rychło zapowiadającą niedaleki wjazd na autostradę. Tak dla odmiany. Kto nigdy nie wracał z zakupów autostradą kierującą na okoliczne wsie z siatką chipsów, soczkiem z rurką i pięcioma kajzerkami ten nie wie nic o słowie „kurwa” i w ilu kombinacjach da się je odmienić.  Za plecami skradał się Grzesiek i dziwnie histerycznie zanosił się od śmiechu. Próbował coś opowiedzieć, ale niestety to ten typ, który jak opowiada zabawne rzeczy najpierw sam chrumczy, łapie oddech jak świnia i ni cholery nie idzie pojąć o czym opowiada. Oparłam się o stół już lekko poirytowana, zamiast śmiać się z historii, którą chce mi sprzedać śmiałam się z tego jak on się śmieje. Zastanawiam się czy w ogóle kiedyś usłyszę co go tak bawi. Zanim się udusi. Sami rozumiecie.

 

 

– Przypomniało mi się dzisiaj coś zabawnego z tego zakładu, co w nim pracowałem przez chwilę jak się urodziła Krysia (nazwa do wiadomości redakcji) – zaczął a łzy z policzków wycierał jak Pani Stasia kurze u Lubiczów. – Pamiętasz, jak pracowałem pierwszy tydzień na surówkach, tam no na chłodni za miastem? I przyszła do mnie pani sprzątaczka tego całego przybytku, co dawno jej chyba nikt cycuszków nie dotykał nie wiem, ale z twarzy raczej niefajnie, i ona do mnie przy wszystkich na hali, tak na głos, że WYMAZAŁEM PALCEM GÓWNO O WSZYSTKIE ŚCIANY W MĘSKIM KIBLU!

 

 

śmiech jego jakby wzmożył się na tyle, że doszło do duszności. Na twarzy czerwony, kaszle  – Ja. Człowiek po studiach. Po kontraktach takich, że się tym marchwiom nie śniło. Może nie Stephen Hawking, ale przedstawić się potrafię i po angielsku pizzę zamówię przez telefon stoję. Na środku hali, w czepku spożywczym, w koszuli w kratę stoję i jestem po dwóch dniach pracy oskarżony o WYMAZANIE KUPY PALCEM.

 

 

Teraz proszę sobie wyobrazić slow motion. Stoimy w kuchni my, dwoje dorosłych ludzi, rodziców. Stoimy i nie możemy złapać oddechu. Ja Janusz Nawigacji Google i on Stolcowy Picasso. Tworzymy historię na nowe scenariusze dobrego polskiego kina.

 

 

– I ty… – podniósł się z kolan regulując oddech. – Jak już wytłumaczyłem dyrektorowi… DYREKTOROWI, że to nie ja, to nie moja kupa,  jak już na  monitoringu sprawdzili, że to ten Jarek od tarcia sera do krokietów jednak, co po prostu chciał jasno dać do zrozumienia co sądzi o warunkach pracy i zarobkach, jak już mnie z zarzutów wszelki wybielili to dali nareszcie kalosze nieprzeciekające, o które prosiłem ze trzy tygodnie, nie? – łzy kapały mu na ziemię jak groszek zielony – i jak ja już te buty założyłem zadowolony, że w palce ciepło, to mi powiedzieli…

 

 

…że to po nieboszczyku mam! Nieboszczyku na którego wołali „Bokser” – rechotał, a cycki mu skakały jak przy wzmożonym wysiłku fizycznym. – BOKSER, ja pierdole…. Nieboszczyk Bokser… Ludzie!

 

 

– Niesamowite – odwróciłam się rozmazana do krojenia kanapek – a tak właściwie, to jak zginął? – zapytałam

– No jak to jak? – odpowiedział tonem pewnym i oczywistym – Przecież dostał piorunem w łeb, nie pamiętasz?

 

 

#naszeżyciewpigułce

 

170307 BGB C3 Kite 800x200 4Kids

Krystyno_nie-_denerwuj_2

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

30 Comments

  • Elka

    02.03.2017 at 12:56 Odpowiedz

    Popłakałam się :)

  • kasia

    02.03.2017 at 13:13 Odpowiedz

    W końcu……. Ja wiem, że książka, że biznes, że nie masz czasu ale ……. w końcu:)

  • Marta

    02.03.2017 at 13:15 Odpowiedz

    Kocham Cie Michalino! Ide wymyć smarki z kubka do kawy…dobrze,że zdazylam wypić 😀

  • Marta

    02.03.2017 at 13:33 Odpowiedz

    O Jezu!!! Ale się uryczałam ze śmiechu!!!!! Wszyscy w pracy patrzą na mnie jak na idiotkę bo parskam co chwilę w ekran :PPPPP
    Uwielbiam dozgonnie. muaaaaa :*****

  • BuBu

    02.03.2017 at 13:38 Odpowiedz

    “… zaczął a łzy z policzków wycierał jak Pani Stasia kurze u Lubiczów…” pierwsze myśl – czemu i w jakiej dramatycznej chwili Pani Stasia musiała wycierać kurze łzy…? Po chwili dopiero zaczęłam sensownie myśleć 😉

    • MamaRysiowa

      02.03.2017 at 13:40 Odpowiedz

      Lubicze mieli wszystko, ale kury raczej nie. 😉

      • Lily

        02.03.2017 at 22:45 Odpowiedz

        😂😂😂

    • na-macierzynskim

      03.03.2017 at 18:52 Odpowiedz

      Ha ha ha ! Ja dopiero teraz zrozumiałam 😀

  • ania

    02.03.2017 at 14:30 Odpowiedz

    o YES.. witam w klubie niezorientowanych :) Ja jadąc od strony Konopnicy na Czechów 3 razy w tygodniu na 5 : ) przejeżdżam zjazd na Poligonową i dziecię moje non stop do szkoły spóźniam …… “muśka włącz googlemaps bo nie ogarniasz”…. no nie ogarniam, twierdzę że nasza obwodnica jest jedną z gorzej oznakowanych jaką jeździłam ever ….

  • Aga

    02.03.2017 at 15:10 Odpowiedz

    Teraz mają koguta, więc ta kura to nie jest taki pewniak 😛

  • Lu

    02.03.2017 at 21:38 Odpowiedz

    Stolcowy Picasso 😂😂😂

  • Lily

    02.03.2017 at 22:52 Odpowiedz

    No i kończę czytać, upłakana ze śmiechu, w tle słychać Panią Gadżet, i uwaga……hicior programu – odkurzacz do kupy 😂😂😂

  • Katarzyna

    10.03.2017 at 19:56 Odpowiedz

    to nie kościół, tylko Dom Ojców Białych, dla emerytowanych misjonarzy; mieszkam ulicę dalej to wiem i powiem

  • sandra

    13.03.2017 at 10:12 Odpowiedz

    haha 😀

  • Karina

    13.03.2017 at 14:09 Odpowiedz

    Twoje wpisy są genialne !

  • Kornelia

    13.03.2017 at 18:01 Odpowiedz

    mega post !

  • Kinga

    14.03.2017 at 10:35 Odpowiedz

    genialnie piszesz !

  • Kinga

    14.03.2017 at 10:36 Odpowiedz

    jak ja lubię czytać Twoje wpisy, to się pośmiałam, humor mi poprawiłaś

  • Sandra

    23.03.2017 at 11:06 Odpowiedz

    😀

  • Jola

    05.04.2017 at 09:24 Odpowiedz

    kolorowe twarzze 😀

  • Marianna

    06.04.2017 at 10:39 Odpowiedz

    takie śmieszki 😀

  • kogo podziwiam, przy kim rżę i kwiczę, czyli 5 blogów, które uwielbiam – mrspolkadot

    19.04.2017 at 20:20 Odpowiedz

    […] Znajduję u nich krzepiącą dawkę dystansu do świata i ożywczą porcję bluzga. Wyłam na kaloszach boksera (głównie chyba jednak dlatego, że i ja podobnie błądzę samochodem, odmieniając słowo […]

  • Aleksandra

    19.04.2017 at 22:30 Odpowiedz

    Jezu dziewczyno kim Ty jesteś? Umarłam ze śmiechu, ale powstałam, żeby móc czytać Cię dalej 😀

  • tereska

    25.04.2017 at 13:40 Odpowiedz

    nie no najgorzej z tą nieznaną trasą

  • elżbieta

    25.04.2017 at 14:35 Odpowiedz

    hahaha

  • Krysia

    25.04.2017 at 15:58 Odpowiedz

    :)

  • Beata

    27.04.2017 at 11:55 Odpowiedz

    Cale 20 minut robienia nieProfesjonalnego makijazu szlag jasnisty przez ciebie trafil!!! Ze tez cos mnie podkusilo zeby przycupnac swoim tlustym poldupkiem na rugu kanapy i natknac sie na twojego bloga. Rycze do tel jak szczerbaty do sucharow tusz splynal z mach starannie wymalowanych rzes po pieknie qymalowanych rozem policzkach. Kocham cie ❤ i twoja cala rodzinke tez

  • Iza

    29.04.2017 at 15:33 Odpowiedz

    Zajebiste :)

  • Aśka

    06.05.2017 at 18:43 Odpowiedz

    ja Was kocham :)

  • Kamiś

    18.05.2017 at 12:25 Odpowiedz

    Hahaha dobre ! 😉

Post a Comment