O autorce

Matka, pod trzydziestkę, Łódź.

O blogu nigdy nie było mowy. Nic w sieci nie czytałam oprócz Pudelka w drodze do pracy, a z blogerów kojarzyłam jedynie Żesik Mercedes, która systematycznie pojawiała się na łamach ulubionego, plotkarskiego czasoumilacza. Nie wiedziałam kto to czyta i po co, kogo w ogóle interesowały cudze wypociny po trzech piwach. O dzieciach i rodzinie to czytali już chyba sami umysłowi samobójcy, jak Boga kocham. Ogniskiem zapalnym do napisania pierwszego tekstu stało się ulubione, ciążowe pytanie, zadawane średnio trzy razy dziennie przez naprawdę życzliwych ludzi, słynne „jak się czujesz?”, na które od drugiego trymestru,  w 90% przypadków w głowie odpowiadałam „srak”, chociaż wiedziałam, że pytają szczerze i przepełnieni empatią.  Moje ciążowe, apokaliptyczne wynurzenia topiły się w telefonach na zmianę do matki i ojca dziecka, całej reszcie grzecznie i z cierpliwością odpowiadałam „super, jest zajebiście”. Przecież nie mogłam koleżanek z pracy karmić historiami o uciekającym, bezpłatnym autobusie z hipermarketu, na który nie zdążyłam, bo od kasy dwa miliony pięćset trzeciej, jedynej otwartej, w której akurat pracowała Pani Basia kasująca mojego pora i dwie mineralne, do wyjścia i przystanku było na tyle daleko, że dostałam kolki, spociłam się jak locha i musiałam odsapnąć. Dwa razy. Nie mogłam notorycznie głośno miałczeć jak mi źle i gorąco, jak często sikam i jak bardzo bolą mnie plecy. Nie wypadało szczerze prawić o ciążowych gazach i zgadze z krainy „OkurwaPanie”, bo przecież ciąża była, miało być miło, szacunek się należał całej sytuacji. Z resztą, sama dobrze nakarmiona reklamami chichoczącego bobasa z Gerbera i armii ciężarnych biegających w rozpiętych, białych koszulach, wyczesanych włosach, smarujących się dokładnie kremem na rozstępy, których nie ma, nie uwierzyłabym. Nie uwierzyłabym z czym to się na serio jadło.

Tak napisałam pierwszy, satyryczny i przerysowany tekst, który pociągnął cały ten ugór, trwający już blisko dwa lata.

Po porodzie nastąpiło tyle przemian, że nie byłam w stanie nadążyć sama nad sobą i burzą własnych myśli. Podejście nadal luźne do całego tematu macierzyństwa zaczęło dosyć poważnie przeplatać się z głębokimi, łzawymi historiami dojrzewającej kobiety. O dzieciach, przywiązaniu, przemijaniu i przyszłości. Przyszłości własnej i rodziny. Doszłam do wniosku, że chciałabym życie przelać gdzieś, może na bloga, którego w najśmielszych oczekiwaniach nie miało czytać tylu ludzi. Dzieciom chciałam pisać jak było i jest, żeby za dwadzieścia lat usiadły nad maminymi zapiskami, zrozumiały niektóre decyzje i doceniły bądź skarciły konsekwencje wychowawcze, jakich się na pewno wszyscy doczekamy. W wielkim skrócie mili Państwo: gówno wiem o wychowaniu dzieci, jadę na największego czuja w historii, a to co tu robię, to mój literacki Big Brother. Zanim ktokolwiek zacznie czytać i poświęcać czas na te czasem starannie wystukane litery, czasem totalny emocjonalny bełkot, proszę poznać kilka ważnych zasad z mojego podwórka. Nie marnujmy sobie czasu i oszczędźmy rozczarowań.

  1. To naprawdę nie jest blog parentingowy, co trudno zaakceptować wiedząc, że piszę głównie o rodzinie, dzieciach i psie z dolegliwościami. Więc jak to?! Tak to. Na blogach parentingowych ludzie piszą bardzo mądre rzeczy, używają wysublimowanego języka i robią staranny research, zanim podzielą się słowem ze światem. Ja lecę z głowy, klnę na potęgę i mam piekielną, dożywotnią nadwagę. Bardzo mało wychowawcze to wszystko jak widać, nie mogę więc być słupem moralnym. Nie robię przeglądu jeździków, koców z minky i zasypek do małego ptaszka. O laktacji wiem tyle co przeczytam u innych, mądrzejszych. Cenię wszystkie blogi i miejsca w sieci, w których robią dobre rzeczy, ale ja? Ja tylko piszę co u mnie. Raz chleb ze smalcem i Argus z Lidla, raz sushi i Proseco w doborowym towarzystwie na wywczasie.
  2. Wszystkie komentarze dopuszczalne. Pozytywne i negatywne, nikt się nie musi ze mną zgadzać. Ale wypowiedz się raz, że wpadłeś przypadkowo w straszne, moralne szambo, wylej to z siebie i odejdź w pokoju, albo wyraź opinię przeciwną, zachęcającą do cywilizowanej dyskusji. Takie lubię. Lubię jak ludzie dyskutują rzeźbiąc przeciwne bieguny. Dla przypomnienia piramida nieakceptowalnego hejtingu:
    1. Hejter recydywistatak bardzo cię nie lubi, tak bardzo gardzi tobą i wszystkim co wokół, że niesiony falą nienawiści (…) włazi po milion razy dziennie, pluje flegmą to tu to tam, nabijając tym samym licznik odwiedzin bloga jak psychopata. (…) zmienia loginy, tasuje nimi jak Copperfield, że niby to nie ja, ~Ilona. Teraz to ja ~Anna
    2. Hejter roszczeniowy„Wyzwałam Cię od tępej dziwki wieczorem, jest ósma rano a tu nadal nic! Kłóć się ze mną!” Inaczej tzw. hejter przypominacz.
    3. Hejter incognitorok Boży komentuje z imienia i nazwiska, żeby po czasie przemianować się na bezimiennego, niezalogowanego bandytę, okrutnie odważnego żelka. Adresy IP zostawia te same, pierdoła.
  3. Bluźnię i deal with it, a to nie jest oficjalna strona Konferencji Episkopatu Polski. Rozumiem, że nie wszystkim odpowiada taka forma wyrazu, więc proszę się ze mną nie użerać na siłę.
  4. Przez dwa lata karnie przyjmowałam na klatę całe zło wszechświata. Komentarze o popełnianych przeze mnie błędach wychowawczych oraz „grzeczne” przywoływanie do porządku, że powinnam się zastanowić jak się prowadzę i co mi z dzieci wyrośnie. Jak to możliwe, że córka nieochrzczona brata się z belzebubem, przekłute uszy w wieku ośmiu miesięcy na pewno wrócą do mnie w postaci wyuzdanej nastolatki bez zasad moralnych, a malowane przy sobotnich wygłupach maluśkie paznokcie obowiązkowo odpadną za piętnaście lat w jakimś europejskim burdelu. Pozwólcie rodzicom ponosić konsekwencje decyzji podejmowanych w obliczu własnych dzieci i zacznijcie martwić się o przydomowe stado. Zajrzyjcie do swoich lodówek, zanim zechcecie w tej dokładnie wycierać kurze.
  5. W związku z tym, że to moje pole i uprawiam na nim własne ziemniaki, pozwolę sobie nie zgadzać się na komentarze, które mnie wyjątkowo obrażają, irytują, albo są po prostu objawem skrajnego niedopieszczenia nie wnoszącego absolutnie nic do rzeczowej dyskusji, np. „wcale nie jesteś taka biedna, masz dwa samochody”. Oh bravo you, Einstein!
    Komentarze, że usuwam komentarze jak usunęłam komentarze, czyli blogowa Incepcja, też się nie odnajdą i będą musiały być głupie gdzieś indziej.
  6. To, że wczoraj pisałam o gołych cyckach i obsikanych kluczykach od Opla, przy których zrywałeś boki ze śmiechu nie znaczy, że dzisiaj nie będzie o planach na przyszłość dzieci i wywodach o miłości do męża, po których zapewne będziesz miał ochotę rzygnąć tęczą. Ludzie się zmieniają. Nikt nie wykupił abonamentu na rozbawianie, nikt mi nie płaci za profil socjopaty.
  7. Odpowiadając na zarzuty o moim majątku postawmy sprawy jasno, żeby nie było żadnych niedomówień. Topimy się w bogactwie z mężem, jesteśmy wręcz bogaci w chuj. Luksus wylewa się zewsząd. Z szafek kuchennych, szafy dzieci, lodówki. Dom kupiony, wielki jak Hala Stulecia we Wrocławiu, pięćdziesiąt metrów to nawet celebryta Łukasz w „20m2” nie ma, umówmy się. W zestawie z domem, nie byle jakie, głębokie jak Hańcza, murowane w górę na pół metra szambo. NA PÓŁ METRA! SZAMBO! Kto ma takie? Kanalizacja i odpływ ścieków do sieci miejskiej są dla frajerów, sąsiedzi nie sprawdzający stanu fekaliów co tydzień nie wiedzą nic o wintydż, które jest w modzie. Do tego działka trzysta metrów, końca nie widać. Konie wyprowadzamy rano, do nocy trzeba dziadostwa szukać . Gubią się niemoty między rzeką a lasem. Wszystko w kredycie na trzydzieści lat, taki rozmach. No i gwóźdź, samochody. Mamy dwa, D-W-A! Każdy swój. Małżonek jeździ piękną Vectrą po reanimacji silnika i wymianie chyba już większości części, z klimą, ale ta latem nie działa i plastikowym, świętym Krzysztofem przyklejonym pod kierownicą na desce rozdzielczej, możliwe, że na butapren. Krzysztof kupowany przez poprzedniego właściciela (lat 65-70) na wycieczce do Częstochowy w klasie maturalnej, bez kitu. Taki ma łachman wytarty, twarzy już nie widać, wiele zdrowasiek musiał wysłuchać w swoim Vectrzanym jestestwie. Cudowny silnik diesela ochoczo popierduje na podjeździe, zastawiając moje cacko i jego wszystkie wymalowane cieknącym silnikiem plamy. Opel Astra w gazie, rocznik ’95. Piękny kolor granatowy, zupełnie niemetalik, klar odpada przy większym ciśnieniu na myjni, z nadgryzionym rdzą prawym, przednim nadkolem. Wymalowany na wlewie Tweety z trójzębem, ogonem i rogami szatana, daje dyskretnie do zrozumienia o jakim zrywie silnika mówimy. Petarda. A no i mamy dwie komórki gospodarcze. Dwie, a przeciętny, biedny Polak ma jedną.
  8. Jeżeli jakiś sympatyczny człowiek zechce rzeczowo współpracować ze mną za pieniądze nie zamierzam klepać biedy ku chwale ojczyzny. Tym samym zanim któraś poczciwinka rozpędzi się z donosem oświadczam: wystawiam faktury VAT, a blog i cała jego działalność zarejestrowana jest na firmę. Taką dla dorosłych.
  9. Karmiłam piersią i karmić będę o ile Bozia da. Jak nie da nie umrę na schizofrenię laktacyjną.
  10. Cenię akcje uświadamiające pożytek płynący z karmienia cycem, ale nie liczę „ile ciało dało” ani nie wystawiam się na happeningach. Nie zmienia to faktu, że jak mnie ktoś jeszcze raz wygoni do kibla podczas karmienia dziecka, to się na miejscu rozbieram do zera. Nikt nie lubi jeść w otoczeniu obsikanej glazury i terakoty, prawda?
  11. Ludzie, którzy upatrują w karmieniu piersią wątków erotycznych i ogólnie pojętej brzydoty, niech nie zapominają, że kobiece piersi stworzono w pierwotnym kształcie do karmienia potomstwa właśnie. Nie do miętolenia, podlizywania, podwieszania w bondage i seksu na Hiszpana. Podobnie jak penis, któremu dumna rola reproduktora, została odebrana na poczet przyziemnego, pospolitego walenia konia. Sami nadaliśmy sobie wtórne cechy, więc nie miejmy do siebie pretensji.
  12. Mam swoje zdanie na temat karmienia piersią dużych dzieci, ale jak to bywa z własnym zdaniem dotyczy własnego inwentarza, więc nie mam zamiaru nikogo pouczać, moralizować lub przede wszystkim wyśmiewać. Jak mawia klasyk: „Róbta co chceta!” Ważne, żebyście byli szczęśliwi w postanowieniach.
  13. W naszym domu NIE BIJE SIĘ dzieci, ani nie używa się żadnej poniżającej terapii słownej. W naszym domu kocha się zdrowo, co znaczy mniej więcej tyle, że czasem można mieć serdecznie wszystkiego dosyć. Bicie natomiast odbieram jako zejście na łatwiznę i wyraz słabości wychowawczej. Przyrżnąć mogę, a i owszem, mężowi, jak po raz kolejny bada cierpliwość podczas zmywania naczyń, podchodząc do mnie od tyłu macając pierś i czekając na reakcję.
  14. Poród tylko z mężczyzną. Sam zmajstrował to niech teraz patrzy i przeżywa ze mną wspólnie. Oprócz tego, że oglądanie porodu wprowadziło Ojca w wyższy stopień wtajemniczenia, zrozumiał więcej i docenił kilka tematów, to po takiej inicjacji z płynami ustrojowymi w tle, po której nie spakował tobołka na patyk i nie zwiał, wyrósł w moich oczach na super bohatera, w którym oparcie, przyjaciel i ciepły koc na stare lata. Poza wspomnianymi pozwolił nie bać się jak na ścięciu i podzielił ze mną chyba najpiękniejszych kilka sekund życia, w których poznałam własne dziecko. Osoby z odmiennym zdaniem mają do tego prawo i na tym blogu nie będę tego negować. Każdy sobie rzepkę skrobie, a wszyscy powinni żyć zgodnie z prywatnym sumieniem.
  15. Uważam, że profesor Chazan został słusznie odwołany.
  16. Jestem za in vitro, chociaż mnie nigdy nie dotyczyło.
  17. Jestem absolutnie bezpartyjna, nie wierzę nikomu, niczemu, Ooo! Zdecydowanie jednak najbardziej boje się rozbieganych oczu Antoniego Macierewicza i Mariusza Błaszczaka. Decyzje nowego rządu oglądam z ukrycia w zaciszu domu, zazwyczaj w ramach rozrywki, podśpiewując pod nosem „Gdzie jest krzyż, gdzie-jest-krzyż”. Nie wierzę w zamach i z podejrzliwością podchodzę do sześćdziesięcioletniego kawalera mieszkającego z kotem.
  18. Terlikowski powinien zejść ze sceny. Już dawno, daaawno pokonany.
  19. Ślinię się na widok Goslinga. Bardzo.
  20. Nie umiem jeździć na nartach ani desce, ale chętnie zabiorę się z kimś, kto jedzie, bo w górach dobrze się pije.
  21. Jestem typem mało wylewnym, gdzie „kocham cię” przechodzi mi przez gardło jak połknięta w całości kluska gotowana na parze. Zupełnie przeciwnie w stosunku do dzieci, którym nadmiar miłości wylewa się przez uszy.
  22. Ubóstwiam swoją rodzinę ponad wszystko, a to miejsce jest tego wyrazem.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

24 komentarze

  • Gracjuszek

    28.04.2016 at 15:49 Odpowiedz

    Podsumowując jesteś prawdziwa ,normalna i nieidealna . Dlatego ludzie uwielbiają czytać Twoje wpisy. Nie zmieniaj się bądź sobą. Gratulacje dla Twojej mamy ma świetną córkę 🙂 Idealne mamusie nie istnieją albo są tak znerwicowane że muszą komuś dokopać np w komentarzu. Ja już etap małych dzieci mam za sobą uff ale później jest mega kolorowo szczególnie w sp. i gim. Bedziesz miała materiał na trylogię :)))) która podbije rynek i bedziesz mega obrzydliwie bogata. Czego bardzo Tobie życzę Pozdrawiam

  • Jagoda

    28.04.2016 at 15:57 Odpowiedz
  • Justyna

    28.04.2016 at 18:20 Odpowiedz

    Jesteś do głębi prawdziwa, normalna i TAKA „FAJNA” 🙂 Twoje dzieci mają fajną MATKĘ i na tym blogu bardzo dobrze widać że to co robisz sprawia Ci przyjemność 🙂

  • matkojedyna

    28.04.2016 at 19:48 Odpowiedz

    no.

  • Ilona

    28.04.2016 at 21:48 Odpowiedz

    Zajebista jesteś, kobieto 🙂

  • Ilona

    28.04.2016 at 21:49 Odpowiedz

    Zajebista jesteś, kobieto 🙂 Wirtualny szacuneczek!

  • Chuda

    05.05.2016 at 12:45 Odpowiedz

    Świetny tekst 🙂

  • Dawid Rogalski

    23.05.2016 at 18:08 Odpowiedz

    Doskonałe. Będę gościem.

  • Anka

    25.05.2016 at 12:28 Odpowiedz

    „Jak ja Cię szanuję…” Przez totalny przypadek tu trafiłam, bo mnie Twoje logo zaintersowało i adres strony, mogę się podpisać raczej pod wszystkim co wymysliłaś i będę Cię czytać. A poza tym mam syna Rycha-dużo chorób na A. pozdrawiam
    Anka

  • Małgosia

    03.06.2016 at 10:25 Odpowiedz

    Pięknie! 🙂 Dawno nie przeczytałam tak dobrego tekstu w dziale „O Autorce/Autorach” etc. Wylewnie, prawdziwie a jak się nie podoba to poszukaj sobie chłopie/babo czegoś innego 😀 A trafiłam tutaj ponieważ Matka Prezesa twierdzi, że fajne koszulki będą 😉

  • Magda

    06.08.2016 at 23:40 Odpowiedz

    Dziecka nie uderzysz, faceta tak. Piersi są dla dziecka, ale jak facet ich dotknie, ma w ryj. Golsinga uwielbiasz, ale jkaby śmiał przypomnieć Ci, ze zanim Twoje piersi były od karmienia, były od miętolenia- miałby w ryj.
    Dzieciom mówisz, ze je kochasz, wobec faceta nie przechodzi Ci to przez gardło.
    Funkcja seksualna piersi jest wtórna? To raczej macierzyństwo jest wtórne wobec tego, że ktoś spojrzał na Ciebie seksualnie i tak CIę potraktował, zanim pochwa stała się kanałem rodnym, była ‚cipką’. Zanim piersi były od karmienia, były własnie od miętolenia. Nie wiem co tu jest wtórne wobec czego, ale ‚walenie konia’ faktycznie może być wtórne wobec zapłodnienia, bo tyle facetowi pozstaje po zapłodenieniu jak mu się żona przepoczwarza w matkę polkę zarezerwowaną dla dziecka, które sam zrobił. Piersi są od karmienia max kilka lat, resztę zycia pełnią funckje seksualne, a Ty odwracasz kota ogonem.
    DLa mnie koszmar i typowa MatkaPolska w pejoratywnym sensie. . Życzę Ci, byś umiała jeszcze stać się Żoną i Matką, a nie Matką i żoną, bo tak byłoby lepiej, o czym oczywiście wiesz, o ile jesteś odpowiedzialna.

    • MamaRysiowa

      06.08.2016 at 23:43 Odpowiedz

      Jestem zachwycona głębokością tej analizy.

    • Irma

      20.12.2016 at 10:48 Odpowiedz

      O boziu, jak śmiechłam XD Magda, coś ty ogarnęła, kobieto!

    • Marco

      25.08.2017 at 13:41 Odpowiedz

      Myślę, że świat już jest naprawiony. I to wszystko dzięki Tobie!

  • Magduska

    17.09.2016 at 17:32 Odpowiedz

    moje dzieciaki sa już duże, ale zajebiscie się ciesze, że znalazłam Twojego bolga dziołszka! hell yeah!

  • Marta

    05.10.2016 at 13:58 Odpowiedz

    Nie wiem jak tu trafiłam, ale zostaje! Póki co chłonę, jestem pod wrażeniem, widzę mnóstwo podobieństw do swojego życia, przemyśleń i języka, może kiedyś napiszę coś mądrego 🙂

  • Marta

    15.10.2016 at 11:41 Odpowiedz

    W końcu normalny blog!!!!!! Łomatko jak sie cieszę że Cię znalazłam w parentingowym bagienku. Zostaje forever!

  • Patrycja

    08.11.2016 at 16:34 Odpowiedz

    Oooo stara, wielkie love i szacuneczek za podejście do życia. Tak trzymaj.
    Co do Goslinga to muuuuuusisz to zobaczyć: https://www.youtube.com/watch?v=0gSKbsWBqto
    😉
    Peace&Love
    Patrycja – from Radom.

  • prawicowa

    20.11.2016 at 02:35 Odpowiedz

    Rzeczywiście jest Pani a-partyjna, a dokładnie anty-partyjna, a dokładniej – anty-wiadomo_co_dalej.
    Więc o Krysi, czy poglądach politycznych?

  • Grażyna

    26.11.2016 at 22:04 Odpowiedz

    pkt 15, 16,17,18 mogłaś sobie darować, resztę biorę w całości

  • Magda

    11.12.2016 at 22:04 Odpowiedz

    Zajrzałam przez przypadek dzieki nieskoordynowanemu klikaniu ‚az zadziala’. Utknelam i nie zamierzam tego zmieniać.
    Zacnie i smacznie 🙂
    Pozdrowienia MAMO RYSIOWA od innej Mamy też Rysiowej 😉

  • Marta

    02.03.2017 at 13:22 Odpowiedz

    Uwielbiam Cię:):):) I zostaję tu na zawsze :*****

  • Marta

    14.04.2017 at 09:24 Odpowiedz

    Wczoraj,przypadkiem trafiłam na Twojego bloga

    Przeczytalama jeden post, drugi , chcac wiecej i więcej. Usnelalam po 2 w nocy, karmiac przy tym moją ratorosl. Nie wyspana jestem przez Ciebie. Hahahah.
    Dzięki na pewno będę tu wpadać często!

  • siankoo

    20.04.2017 at 13:36 Odpowiedz

    Hahahah, weszłam, przeczytałam i przepadłam. Biorę Cię w całości 😉 Pozdrawiam serdecznie 🙂

Post a Comment