No to ślub.

No to ślub.

Nie należę do romantyków, takich, co z keczupu na kanapce z serem rysują serca. Prędzej jakiś penis w zeszycie  dla jaj. Lub w firmowym kalendarzu. Ciężko przychodzi mi spontaniczne „kocham”, a jak już poleci to klękajcie narody. Powiedziałam raz, drugi, trzeci. Teraz liczę na to, że na zawsze zapamięta. Na nieszczęście GG on jest zupełnie inny. Wisieć na mnie mógłby godzinami, a usypianie bez przytulania uznaje za potwarz. Jak mi zaczyna zarzucać swoje racice na biodra w nocy,  ja się duszę, a on najchętniej zawinąłby mnie w siebie jak w kokon. I nie wypuściłby do następnego razu, kiedy czegoś by ode mnie potrzebował. Kiedy dzwonię do niego, kiedy jest daleko, potrzebuję krótko, zwięźle i na temat. On mógłby sapać w ciszy do słuchawki godzinami. Siedzę sobie w ogrodzie w kątku, patrzę jak odkurza w aucie  i wiem, że kocham tego Pana. Chciałabym, żeby on też o tym wiedział i nie kazał mi być jak każda normalna kobieta. Ja jestem nienormalna, najwidoczniej. Jesteśmy tak zupełnie inni. Jakim cudem on mnie taką toleruje, a ja nadal go chce. Jakim cudem.

Sobota godzina 7:00. Za sześć godzin mam stanąć w urzędzie. Nie wiem co się ze mną dzieje, przecież miałam się nie denerwować, a nie opuszam kibla. I ten paznokieć u stopy, co jak na złość złamałam o łóżko dzień wstecz patrzy na mnie. Jak rolnik wyglądam nie jak Młoda, ten pazur  to taka alegoria etapu moich przygotowań. W dupie koziej jestem. Jaki ślub, jaki mąż?!

W całym kotle rzeczy do zrobienia w dniu ślubu pamiętam jedynie podartą bluzkę, która kosztowała mnie jak dwie wątroby, a na godzinę przed się klasycznie roz-ja-ba-ła. Pamiętam świadka, który zamiast za nami do urzędu jedzie do siebie do domu bo zapomniał spodni. Tak, tak. Zapomniał spodni. Pamiętam mnóstwo ludzi przed urzędem, którzy patrzyli na nas jak na milion dolców. Pamiętam mojego jeszcze wtedy Starego – Niemęża. Takiego pięknego, że do zjedzenia. Pamiętam urzędniczkę, która mi mówi, że pięknie wyglądam, ja jej odpowiadam, że dobra, dobra, wszystkim tak pewnie mówi. Pamiętam Panią Kierownik USC, która gratuluje nam punktualności, ewidentnie nawiązując do telefonu dzień wstecz, kiedy dzwoniłam zapytać, o której ta cała zabawa.

Punkt trzynasta stoję przed wielkimi drzwiami zrobionymi za towarzysza Gierka, na których napis: Sala Ślubów. Głowy mamy zarzucone do góry czytając z uwagą litera po literze: ś-l-u-b-ó-w. O matko i córko. Za plecami wszyscy, GG ręce mokre już jak ścierki. W gaciach mamy pełno. Ale o dziwo trzymam się, broda lekko drży, powtarzam sobie nie płacz. Tylko nie płacz, bo pogubisz te plastikowe rzęsy, a jak pójdzie już jedna łza – będzie po zawodach.

Otwierają się drzwi.

– Zapraszam Państwa Młodych i gości. – dobiegło z sali.

Na organkach Hallelujah. Odpust tysiąc, banał jakich wiele. Jezus, nie utrzymam tego płaczu, który za wszystkie lata razem i osobno ciśnie mi się do oczu. Na końcu naszej ścieżki do ołtarza i Orła na ścianie( jakkolwiek tandetnie to brzmi ) stoi Pani Kierownik, pięknie się uśmiecha i pod nosem, subtelnie mówi „ Nie płacz”. Niestety, broda podskakuje góra dół, nie mogę  się powstrzymać. Muzyka mnie znokautowała. Od noszenia plecaka w Tatrach w wieku lat piętnastu ląduję z Gościem na własnym ślubie. Od kolonijnego ślubu w firance i papierze toaletowym do rozwalonej bluzeczki za miliony marsjańskich monet w łódzkim urzędzie. Moje małe serce z kamienia namiękło jak stara gąbka. Reszty ślubu nie pamiętam. Przysięgi nie pamiętam. Nic nie pamiętam. Ludzie brawo bili, a nasze dziecko z pierwszych rzędów wołało na zmianę: Mamusia! Tatuś!

– Może Pan pocałować żonę – zgniotło mnie jak pustą puszkę. Tamten całus we łzach był chyba najszczerzej danym ze wszystkich.

Amen. Mam Męża. Mąż mój ma Żonę.

Wszystko u nas działo się inaczej niż na ślubach, w których uczestniczyliśmy. Niecelowo, ale na pewno świadomie. Miałam czarną bluzkę i czarną koronkę pod wiankiem. Obiad był na trzydzieści osób nie trzysta. Był kotlet jak należy i tort. Było sto lat i pierdylion kwiatów. A później grill był już w domu.  Były Belye Rozy , Żółte Tulipany i Żono Moja. Były sałatki i jaja w majonezie. Wyrozumieli sąsiedzi nadal się do nas odzywają. W szafie w nadmiarze trzymam cudzą kieckę, buty, majty świadka i kilka podkoszulek, których pochodzenia nie znam. Poligon to jedyne słowo, które przychodzi mi na myśl wspominając ogród następnego dnia.

I po sprawie. Dziesięć minut i całe życie do przejścia. Było tak jak być miało. Zdjęcia w swoim czasie, takie nie zrobione kartoflem. Wolimy  z Małżonkiem pokazać się z najlepszej strony. O.

Moc z nami.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

22 komentarze

  • ~Kosmalowa A.

    28.08.2015 at 19:17 Odpowiedz

    Ejjj Socho.. Sama miałam na dzień dobry w kościele Hallelujah, może i tandeta, ale jaka piękna!
    Każdej Młodej Parze życzę tego samego, więc i Wam napiszę byście pamiętali, że małżeństwo to nie stan, a umiejętność!
    Pomyślności

  • ~Aga

    28.08.2015 at 19:24 Odpowiedz

    Jejuńciu, jakie to wszystko urocze w tej całej nieromantyczności z Twojej strony! Czytając czułam jakbym naprawdę za Wami stała w tym urzędzie 🙂 ściskam gratulacyjnie!

  • ~Matka Córek

    28.08.2015 at 20:08 Odpowiedz

    I ja tam byłam i wino w ogrodzie piłam <3

  • ~wiola

    28.08.2015 at 20:11 Odpowiedz

    Serdecznie,z całego serca gratuluje i pewna jestem ze to sie uda. Oboje jesteście wyjątkowi i nietuzinkowi i wystarczy ze będziecie żyć po swojemu nie patrząc na to co ludzie powiedzą. Mnie i malzowi udaje sie to juz 10 lat,czego i Wam zycze

  • ~Grazyna

    28.08.2015 at 20:33 Odpowiedz

    Sie kufa poryczalam i mialam przed oczyma wlasny slub!!! Wszystkie wpadki mi sie przewinely przed mentalnym okiem…
    Gratulacje i badzcie nadal szczesliwi <3

  • ~matkapolki

    28.08.2015 at 21:04 Odpowiedz

    poplakalam sie, a serduszko me malo wrazliwe:)bardzo podobnie wygladalo moje zamazpojscie, powodzenia na „nowej drodze”:)

  • ~izunia2000

    28.08.2015 at 21:04 Odpowiedz

    Jezusie ja ślub biorę za dwa tygodnie a już nie mogę powstrzymac płaczu, masakra jakaś, ale sztuczne rzęsy nie odpadły? Bo też zamierzam mieć…

  • ~Uki

    28.08.2015 at 21:04 Odpowiedz

    Najlepszego i Największego Młodej i Młodemu 🙂

  • ~Ta która gratulowała w Łebie

    28.08.2015 at 22:00 Odpowiedz

    Kochani jeszcze raz wszystkiego co najpiękniejsze,również od mojego męża ,który zmotywował mnie ,abym pobiegła za Wami.
    My jesteśmy 31 lat po ślubie i nadal cudownie.Tego samego Wam życzymy.
    A Krystyna CUDNA.
    Córka zazdrości mi tego spotkania.bo uwielbia tego bloga.

  • ~Anka480

    28.08.2015 at 22:38 Odpowiedz

    No i pogratulować!
    Mimo wszystko to jednakowosz wyjatkowy dzień,
    Można ryczeć, moża histeryzowac. Jak komu wyjdzie i jak kto lubi.
    Teraz już wspólne razem

  • ~Atena

    28.08.2015 at 23:17 Odpowiedz

    Gratulacje! Życzę Wam, żebyście się zawsze mieścili pod jedną kołdrą 🙂

  • ~Kasia J

    29.08.2015 at 17:35 Odpowiedz

    Gratulacje 🙂 !!!!

    Doskonale Cie rozumiem, co czulas i ten placz powstrzymywany i kryzys – ja kupilam nowy tusz do rzes i wygladalam w nim jakby mi ktos weglem przyfasolil w oczy…ale polecialam do sklepu po drugi i jakos sie udalo

    My tez sie hajtalismy w sierpniu tego roku, moj maz sprawdzal dwa dni wczesniej o ktorej godzinie i czy na pewno w tym miejscu, bo moze remont mieli zrobic i bylby slub gdzie indziej.

    Zycze Wam szczescia i smiechu codziennie !

  • ~natkaherbatka

    29.08.2015 at 22:04 Odpowiedz

    Uwielbiam halleluja :p

  • ~izulka

    30.08.2015 at 09:48 Odpowiedz

    Powodzenia na nowej,znanej juz drodze życia,cierpliwosci,wytrwalosci,milosci. Nie walcz z tubka pasty do zebów,szkoda prądu,nie zreformujesz. Wczoraj przeczytalam meżowi Twój wpis,mówi wypisz wymaluj ty,moge podac rękę facetowi i powiedziec co go czeka. Tez nie mówie kocham bo wydaje sie to oczywiste,przecież dbam i ogarniam caly ten pierdolnik wokół. Trzymajcie sie

  • ~puffa

    30.08.2015 at 11:05 Odpowiedz

    chyba zostanę Twoją fanką! Bardzo mi się podoba twój styl no i gratki!
    http://www.puffa.pl

  • ~Femifertil

    31.08.2015 at 00:22 Odpowiedz

    hey
    Bardzo Wam gratuluje, gratuluje miłości 🙂 przez ten cały czas.
    a jestem ciekawa, dlaczego zdecydowaliście się na ślub?

  • ~Jagoda

    31.08.2015 at 10:35 Odpowiedz

    Serdeczne gratulacje :). Ja ryczałam już w domu od błogosławieństwa a jak zobaczyłam gości pod kościołem to Niagara przy mnie wymiękła. Takie już jesteśmy babki że się wzruszamy ;).
    Jeszcze raz serdeczne gratulacje i żeby było Wam tak dobrze do końca życia :).

  • ~Ola

    31.08.2015 at 13:23 Odpowiedz

    Gratulacje:)

  • ~Paulina

    31.08.2015 at 22:47 Odpowiedz

    Na moim ślubie ogródkowym po 23 urwał mi się film 🙂

  • ~Mama3

    01.09.2015 at 21:34 Odpowiedz

    Czekałam na ten wpis z niecierpliwością od czasu kiedy zaczęłam namiętnie czytać Twój blog:) popłakałam się ze śmiechu…powodzenia na „tej wyboistej drodze”, ale zawsze pamiętaj nawet po najcięższych starciach z Panem Mężem- warto;)

  • ~Justyna

    02.09.2015 at 18:09 Odpowiedz

    Mam 25 lat i marzę o takim ślubie ;). Nie cierpię przepychu sal weselnych i obrządków typu oczepiny. Najchętniej z lubym wzielibysmy ślub w wielkiej konspiracji ;). Wzruszasz mnie Kobieto ogromnie ale dajesz mi mega kopa zeby walczyć o swój wymarzony skromny ślub. Nie zmieniaj sie! Właśnie tą nieromantycznosc on w Tobie zapewne kocha całym sobą! 😉

  • ~ka

    17.09.2015 at 22:31 Odpowiedz

    wspaniale! idźcie tą drogą, niech Wam się szczęści i wiedzie… przepięknie wyglądaliście – wszyscy troje 🙂

Post a Comment