Nie pomaga nam.

Nie pomaga nam.

Nic bardziej nie sabotuje nam – rodzicom życia, niż porównywania jak to się robiło kiedyś. Albo jacy byliśmy, kiedy byliśmy dziećmi, jak i ewentualnie, co z tego wyszło dobrego. Co całkiem złego.

 

Nie pomaga nam  w wychowaniu dzieci naszych, własnych, że „my tacy nie byliśmy” kiedy mieliśmy pięć lat  i „my nie płakaliśmy jak te” teraz, kiedy jesteśmy już całkiem starzy.  Nie kształtuje nas to w  żadną stronę, nie polepsza, niczego nie ułatwia. Nie sprawia, że jest łatwiej, bo porównano, przeanalizowano na sto sposobów, wyciągnięto na tablicę, jak pierwiastek trudny i rozpisano na cztery. W ogóle uważam, że wychowanie to jest jakiś mit wielki. Ktoś sobie nazwał zjawisko, które jest zbiorem wypadkowych, rozmiaru miłości rodziców do własnych dzieci lub jej braku  i poziomu zrozumienia potomstwa. To wszystko to jest jedna, wielka niewiadoma. My możemy się tylko starać. Coś sobie myśleć. W coś sobie wierzyć.

 

Nas to nie reanimuje, serio, kiedy się nam mówi, że dwadzieścia lat temu byliśmy łatwiejsi niż nasze dzisiaj. Byliśmy inni. Ze może nawet lepsi.

 

I nie potrzebujemy, jak się może pobocznie wydaje, wiedzieć, że ludzie od nas starsi, czytaj mądrzejsi –  żałują. Szczerze ubolewają, że kiedyś popełnili błędy, jakie my potencjalnie robimy dzisiaj. Że oni to w czasie przespali, przeanalizowali, dali sobie dekady, żeby się dowiedzieć. Czas, żeby spojrzeć z dorosłej strony, że tak to jednak niedobrze, że oni proponują inaczej. Że dzieci w taki sposób – to się nie uda, jakby mogło się udać. 

 

I nie podpowiada to wcale, i nie prowadzi jak mentor, że przy was to się nie zdarza ta niemoc młodzieży naszej, ryk i histeria. Nie uspokaja wcale, że tylko w domu przy matce, zaraz za nogą ojca, mają emocje na poziomie nieznanym. To nas nie kształtuje, wiecie? Że wy nam to powtarzacie jak mantrę, że z wami są spokojni.

 

Nie wzmacnia również i nigdy nie dopinguje myśl, że będzie nam ciężko. Że nie damy rady, lub, że wy się martwicie, jak my to przeżyjemy. Jakby to miało nas w jakikolwiek sposób podbudować. Poradzimy sobie, jak i wy sobie radziliście. My jesteśmy tutaj, gdzie wasze stały nogi czas temu długi. Zobaczcie co z nas wyszło, i że to jest do zrobienia. 

 

 

Dajcie żyć, dorośli rodzice dorosłych dzieci. Od tego jesteśmy niemrawi w materii, jak naturszczyki jakieś, i od tego czas mamy, żeby  zdobyć habilitację na potem.

 

A wy nam mówcie, że damy radę.

 

Że ciężko jest, owszem, ale wszystko minie.

 

I że zanim się obejrzymy, zanim czas uda nam się okiełznać,  poklepiemy po ramieniu efekt przypuszczeń, że w dobrą stronę poprowadziliśmy wybory.

 

Wystarczy wierzyć, że nam się uda, jak i wam się udało.

 

 

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook6Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

9 komentarzy

  • Pamela

    15.10.2018 at 13:31 Odpowiedz

    no nienawidzę, po prostu nóż w kieszeni się otwiera na takie gadanie jak to kiedyś się robiło

  • Annuszka

    15.10.2018 at 13:58 Odpowiedz

    Mamo Rysiowa, bardzo chciałabym, żeby ten tekst przeczytali dziadkowie naszych dzieci. Czy tak trudno jest zrozumieć, że poza tym, co opisujesz, każde dziecko to odrębna istota i nie można jej z nikim porównać? A już na pewno nie można oczekiwać, że to kopia matki lub ojca pod wszystkimi względami. Przecież co zazwyczaj dziadkowie robią,kiedy poznają dziecko – szukają podobieństw do kogoś z rodziny. A jak takie zauważą, to oczekują takich samych zachowań w analogicznym wieku…
    Brawo za ten tekst

  • Ewa Szadkowska

    15.10.2018 at 15:50 Odpowiedz

    Sama prawda. A paradoksalnie jak byliśmy mali to słyszeliśmy, że kiedyś to dzieci były inne. Spokojniejsze, grzeczniejsze (cokolwiek to znaczy), posłuszniejsze.

  • Peony

    15.10.2018 at 17:51 Odpowiedz

    O matko Tak. Moja własna prywatna rodzicielka nie pomaga w ogóle, dzieci na weekend nie przejmie, nawet jakby mnie autobus rozjechal ALE do gadania jakie moje chlopaki nie takie, ja nieudolna i całe nasze życie zle, to jest pierwsza. Teraz grana jest płyta ‚jak to okropnie ciezko nam będzie jak urodzi się dziecko nr 3’ bo to przecież kataklizm i nikt nie wie na ten temat więcej od matki 30letniej jedynaczki 😀

  • Kinga

    15.10.2018 at 21:09 Odpowiedz

    No tak dokładnie, bo przecież kiedyś nie było tylu udogodnień dla mam, a one jeszcze mają czelność marudzić. Jakby w ogóle te udogodnienia to samo zło było.

  • Natalia Lub

    15.10.2018 at 21:14 Odpowiedz

    No tak, słyszałam kilka razy od mojej rodziny i od strony męża to samo. Tyle że wzruszyłam na to ramionami, no bo co to niby dla mnie znaczy – „wy w tym wieku tak nie robiliście”. Nic nie znaczy, zapchajdziura konwersacyjna, taka samą, jak „kiedyś to były zimy”.

  • Mi majself end Aj

    15.10.2018 at 22:15 Odpowiedz

    Dajce żyć dorośli rodzice dorosłych dzieci i nie popełniajcie tych samych błędów z wnukami. Mając własne dzieci widzimy jak przez szkło powiększające relację z własnymi rodzicami, taki papierek lakmusowy. Zamiast wsparcia i przychylności, budowania otwartej wobec świata postawy ta sama śpiewka: uważaj, nie rób, zostaw to mnie, będą się z ciebie śmiać jeśli zrobisz tak i śmak.

    Babcie i mamy, które podcinałyście nam skrzydła, nie róbcie tego do hulajnogi naszym dzieciom! Mają czas by dowiedzieć się jaki świat potrafi być okropny. Dajcie im wiarę i siłę. I nie chodzi o to, że w prlu ciężko się żyło. Jak się ma dziecko to trzeba mu mówić, że się je kocha i trzeba je kurtka szanować. Szanujcie choć swoje wnuki. Nie będą pamiętać, że babcia kupiła lody tylko, że babcia karciła i wiedziała lepiej.

  • Noemi

    17.10.2018 at 21:17 Odpowiedz

    a to jest akurat prawda

  • Margret

    22.10.2018 at 14:23 Odpowiedz

    Najgorsze, że one myślą iż te światłe rady to bardzo są pomocne. Nie widzą, że tym gadaniem dokładają własnemu dziecku kamieni do plecaka. Pozostaje mieć nadzieję, że my będziemy innymi babciami 🙂

Post a Comment