Natura nie znosi próżni.

Natura nie znosi próżni.

Odkąd mój mąż wydoroślał i przestał wyglądać jak  przykurcz z Plastusiowego Pamiętnika jarają go mężczyźni z brodą. Generalnie same ich brody bardziej niż cały bród anturaż (zupełnie odwrotnie niż nas, kobiety), ale przyznać trzeba jedno – na widok porządnie uplecionej szczeciny pod nosem frunie triumfalnie dwa centymetry nad ziemią i mogłabym przysiąc, dostaje lekkiego  wzwodu. Kiedy człowiek nosi brodę zyskuje w oczach Grześka dwadzieścia punktów ekstra,  mentalnie wymienia się z nim najlepszą karteczką z Królem Lwem i oddaje mu zacienione miejsce w miejskim autobusie. Przy szybie. Przodem do kierunku jazdy. Jak na rasowego brodacza z lekkim jobem na tym punkcie przystało, do tej pory nie ogląda zbyt często zdjęć ze ślubu, bo ułożoną idealnie kompozycje rudych  kłaków, grubych jak druty telegraficzne, niepokornie rozwiał wiatr, a jemu samemu na brodzie zrobił się klasyczny Nick Carter z czasów świetności Backstreet Boys. Podobno, ja się nie dopatrzyłam. W domu, w łazience, połowę półek zajmują specyfiki śmierdzące płynem do pielęgnacji klepki na podłodze w starej kamienicy, pakowane misternie w słoiki i puzderka, po których otworzeniu połowie gości łzawią oczy, a drugie tyle ma ochotę rzygnąć runem leśnym. Sam Grzesiek skrupulatnie brodę miętoli, gładzi, głaszcze, czesze. Dochodziło już nawet do absurdalnych sytuacji, kiedy po ciężkiej alkoholowej wymianie spostrzeżeń na życie, Grzegorz, kolekcjoner dziwnych rzeczy z naklejką w wąs, zaproponował znajomemu (również z brodą) nocne testowanie szamponu z jałowca. Tak,  popijając herbatę z cytryną, w zaawansowanej ciąży,  siedziałam z koleżanką w półmroku kuchni zbierając szczękę z podłogi, oglądając dwóch samców myjących sobie brody nad starą żeliwną wanną. – Czujesz jak pachnie? – zagadywał małżonek – Lasem! Lasem pachnie… – No  powiem Ci Grzesiu, zajebisty fakinszit. – wtórował wcale nie trzeźwiejszy jegomość – przychodzień z namydloną bródką i spienionym przy okazji nosem.  W sumie patrząc na wszystko przez pryzmat czasu nic mnie nie zdziwi w temacie. Nawet ta szczotka do czesania brody z włosia dzika, w którą to ponoć sama misternie wtykała kłaczek po kłaczku paluszki pewna starowinka z łódzkiego okręgu przemysłowego, niemająca innego dochodu, a chcąca godnie żyć, ledwo wiążąca  koniec  z końcem,  w obskurnym zakładzie gdzieś w centrum miasta. No, a zamiast biodra miała protezę i od czterdziestu lat szukała pierworodnej córki, którą kiedyś w Zgierzu porwali kosmici. Nosz kurwa. Kto wierzy w te historie? A tak. Mój małżonek puszczony samopas do barbershopa, któremu właśnie w łapy wciska się nowy gadżet potrzebny chuj wie do czego, i cała reszta chłopców na luzie do urobienia, co zamiast brody noszą twór na kształt zapałek powtykanych w kupę. Nic to, reklama dźwignią handlu. Mamy szczotkę do brody za pierdylion monet. Mam wesołego chłopa.

 

 

Mijały miesiące. Wraz z opadającą aurą i łamiącym, spadającym  z rozpędu ciśnieniem atmosferycznym, skracała się broda mężczyzny, co to ze mną mieszka. Raz, że pogoda kibel, czesać się nie chciało, dwa, że mama coraz częściej używała słowa „menel” niby przypadkiem, kiedy GG stał w pobliżu. Po namowach, petycjach, liście do Papieża  i siódmym esemesie do Eski – skrócił. Serce zakwiliło z bólu. Słyszałam jak wzdychał przy każdym najeździe trymera na lico. Swój urobek tłusty wyzbierał z umywalki one by one, żegnając z namaszczeniem każdy centymetr zamierzchłej historii.  Razem z rudym upierzeniem jakby delikatnie spadła ranga szczotki z dzika, a cały jej blichtr podupadł. Wiecie, broda krótsza, nie ma sensu wyczesywać podszerstek, ale  pieniądz wydany marnować się nie ma prawa. Natura nie lubi próżni i tu uwaga – zmierzam do meritum.

 

 

Grzegorz poznał nowego ziomka. Z brodą. Długą, gęstą  brodą. Wiem o nim więcej niż o innych kolegach z pracy bo temat wspólny mają, a i dotknąć może kiedyś chłopina da, brody w sensie, o testowaniu szamponu nocą nie wspomnę. W natłoku zdarzeń i ważnych spotkań, czyszczenia kasku na budowie i obowiązkowego sznurowania butów z twardym noskiem, panowie znaleźli czas na pogaduchy przy kawie i wymianę zdań na tematy nośne. Tak oto kumpel z kieratu, bo tak go nazwę na potrzeby historii, przyznał, że szczotka, ponoć dużo droższa niż Grześka, nie układa brody pięknie, jak zapewniali. Nie ogarnia kotłowni włosia, za to…

 

 

 

…świetnie wyczesuje kota. (KABOOM!)

 

 

Grzesio posłusznie przyznał rację, potrząsnął głową w pełni zrozumienia i podążając za ciosem przytaknął, że jego też chujowa, może dlatego, że tańsza, może dlatego, że ta stara baba wcale nie taka biedna jak zapewniali…

 

 

…za to świetnie drapie po jajach. (KABOOM 2!)

 

 

 

Natura nie znosi próżni.

Udowodnione info.

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook713Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

7 komentarzy

Post a Comment