Na początku: uważaj Złotko bo błotko, a później?

Na początku: uważaj Złotko bo błotko, a później?

Pamiętacie swoje początki, pierwsze randki i rumieńce zachwytu? Włos wyczesany, wymalowane paznokcie na kolor, o którym nie miałyście pojęcia, ogolone nogi nawet zimą (a nuż, widelec) i całodniowe szykowanie w akompaniamencie motta myjcie się dziewczyny bo nie znacie dnia ani godziny? W portfelu obowiązkowo świecił pieniądz, na wypadek, gdyby pan sympatyczny okazał się pazurem, na prędce kupowane gumy miętowe zawsze pod ręką w kieszeni w razie niewykluczonej bliższej konfrontacji, no i makijaż dziergany całe popołudnie połączony z modlitwami do najświętszych instancji, żeby tylko oko nie zaczęło łzawić (bo przecież piździ jak zawsze, kiedy użyjesz eye liner’a albo ułożysz grzywkę na lakier, prawda?) Panowie natomiast przeproszeni z maszynką do golenia i osiedlowym fryzjerem, reprezentujący styl „na krótko jak zawsze za dwadzieścia złotych”, ptysie mamine koszule wyprasowane, wykąpani w „Oldspajsie”, ci z gestem nawet z kwiatkiem wydeptywali chodnik czekając. Byliście wyegzaltowani, używaliście inteligentnych słów, od przyklejonego uśmiechu bolała was szczęka i nadal zastanawialiście się jak się przyznać, że lubicie czasem zapalić peta. Po głowie biegały łańcuchy przyczynowo – skutkowe typu jak wypiję kolejne piwo to zachce mi się jarać albo znowu nie zjem z czosnkowym, z czosnkowym nie mam szans na buzi. Każde z was reprezentowało swoje royal alter ego, przynajmniej do trzeciego piwa, licząc po cichu na kolejne spotkanie.

Nie bez przyczyny o tym piszę, naszło mnie dzisiaj widząc GG paradującego po mieszkaniu w jego ukochanych, wyciągniętych, bawełnianych majtkach marki Cotton World, model w romby, chyba najbrzydszy wytwór pracy rąk ludzkich, który drapiąc się po nogach marudził coś o wełnianych kalesonach od babci, wywołujących u niego uczulenie, i że go swędzi. Ja natomiast nazwijmy to „bufet” na wierzchu, osłonięty jedynie cienką koszuliną nocną, celowo na wolności bo przecież nadal karmię i kitką „ na palemkę” na środku głowy, tej, która dawno już nie widziała grzywki na lakier. Widząc to uderzające zestawienie randkowych oczekiwań, świata marzeń i snów a rzeczywistości, zadałam sobie pytanie gdzie i kiedy zaciera się granica, kiedy zamiast paczki gum do żucia w kieszeni, w pogotowiu mamy proste: Odejdź. Nie myłam zębów. Przypomina mi się rozmowa ze znajomą, która z wypiekami na twarzy przeżywała pierwszy wspólny wyjazd z chłopakiem, nocleg w jednym pokoju, na jednym łóżku i o zgrozo… z jedną toaletą. Naturalnie obawiała się, że któreś z nich w końcu nie wytrzyma i pod obecność drugiego będzie zmuszone skorzystać z kibelka. Po zaciekłej dyskusji zgodnie doszłyśmy do wniosku, że metoda na puszczanie wody i niby mycie rąk jest po pierwsze żenująca a po drugie jeszcze bardziej pogrążająca. Chwilą inicjacji w związku zapewne jest też paradowanie nago bez większych skrupułów, poranny chuch, poranny drągal, fajczenie paczki dziennie, wprowadzenie hasła „weź mi wyciśnij”,ujawniony, skrywany skrupulatnie prawie -alkoholizm czyli wieczorny browarek, ewentualnie cztery no i gazy a dokładnie ich jawne, głośne puszczanie, bez ściemy i zganiania na psa, nawet kiedy jest w drugim pokoju. Pierwszy raz zawstydzający i zapewne rozstrzygający o dalszych losach znajomości, ale jak już pójdzie (o ile pójdzie) to kamień z serca. Znam pary, które latami się nie przełamały i nie mają zamiaru. Dla planujących dzieci dużym zaskoczeniem może być ciąża, która raczej nie zna wstydu i nie przebiera w wyszukanych hasłach a to o problemach gastrycznych, lekkiej duszności czy zgadze, mnie od szóstego miesiąca po prostu „paliła rura”. Jezus Maria, kiedyś bym mu tak nie powiedziała. Wtajemniczenie osiągnąć można również dzięki nabywanej z biegiem czasu umiejętności gardzenia jedzeniem przygotowanym przez to drugie. Kiedyś przesolony szpinak zjedlibyście ryzykując jelitowe rewelacje, dzisiaj skrzywiona mina i na w pół nietknięty makaron, odważniejsi rzucają nawet głośne „średnie to było”. Ona – kiedyś zmywająca każdą szklankę od razu po kawce, pani domu dzisiaj ma to w dupie, on – kiedyś przykładny gentelman dzisiaj rubasznie poklepuje ją po tyłku wracając z pracy pyta czy ma szanse na bara bara.

Kończąc moje wywody – nie wiem nadal gdzie zgubiłam błyszczyk, który zawsze miałam w kieszeni jakiś czas temu, dlaczego nie oszukuję już siebie, że lubię szpilki i obcisłe dżinsy pijące w pasie. Z nostalgią wspominam czasy wyboru idealnej bluzki na wieczór i zawsze obecny grzebień w torebce. Teraz piszemy nową historię, we troje a właściwie we czworo (Kisiel też wtrąca swoje cztery grosze) tam gdzie stanik złazi ze mnie zaraz po przekroczeniu progu mieszkania, GG nosi ukochane gacie w romby a szklanki zmywam kiedy mi się zachce. I dobrze mi z tym i nic nie zmieniam. Przeszłam już swoją inicjację.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

88 komentarzy

  • ~Siula

    16.02.2014 at 07:18 Odpowiedz

    Ja pamietam, ze na naszym pierwszym wspólnym wyjeździe (jakiś miesiąc razem) bałam sie jaj cholera iść do kibelka na dwójkę:) bo a nóż widelec zorientuje sie, ze tez jestem człowiekiem i dwójkę robię jak nikt inny 🙂 skutkowało to ogromnymi wzdeciami i wysyłaniem lubego do sklepu pod byle pretekstem 🙂 haha śmieszne to było! A teraz jak do kibelka idę to mówię : wlacz głośniej ten tv bo idę na dwójkę 🙂 Ja myśle, ze tylko ludzie, których łączy prawdziwa miłość mogą sobie pozwolić na swobodne zapuszczenie sie w domu:) bo wiadomo, ze jak sie idzie do ludzi to trzeba wyglądać jak z katalogu:) i fajnie wtedy usłyszeć „ale z Ciebie laska!” Poza tym komu jak nie swojemu facetowi mamy opowiadać o problemach gastrycznych w ciąży? Skoro niejako on je spowodował 🙂

    • ~gracz88

      22.02.2014 at 12:23 Odpowiedz

      Podziele sie z wami pewna teoria na temat kobiety i puszczanie bakow. Moja teoria mówi ze ponad 98% kobiet nie puszcza bakow. Chodzi o to ze kobiety wstrzymuja baki i te baki ida do muzgu i tak sie rodza POSRANE POMYSLY.

  • ~Marzena

    16.02.2014 at 08:48 Odpowiedz

    samo życie! niejednokrotnie uśmiałam się jak zwykle za co Ci serdecznie dziękuję :))) powinnaś pomyśleć o wydaniu książki – serio!! 🙂

  • ~Monia

    16.02.2014 at 09:00 Odpowiedz

    Witam
    Nawet nie wiem jak to napisać 🙂
    W pewnym momencie pojawił się u mnie przeze mnie nazwany „obcy”
    czyli hemoroidy , w trakcie ciąży !! No i z racji naszej bliskości powiedziałam żeby pojechał do apteki po jakieś lekarstwo dla mnie.
    Ale to nic … z troski o mnie albo z innej przyczyny… żeby kupić jak najlepsze zadzwonił do swojej mamy i zapytał !!!!!!! Boże myślałam że go za…. 🙂
    Pozdrawiam

  • ~mimbla

    16.02.2014 at 12:07 Odpowiedz

    Nawet nie możesz sobie wyobrazić,co się dzieje między ludzmi po 33 latach związku…… Masakra ale jakże oczyszczająca ;)))

  • ~alicja

    16.02.2014 at 12:25 Odpowiedz

    Oj sama prawda, zmienia się wszystko. My jakieś granice po 10 latach trzymamy, w sensie „nie puszczamy na głos bąków” ale stosunek do takich spraw zmienił się diametralnie, zwłaszcza po ciąży (i 4 miesiącach sprzątania wymiocin), po porodzie. A teraz w drodze drugie dziecko. Będzie się działo 😉

  • ~magdaaaalennaaa

    16.02.2014 at 20:01 Odpowiedz

    A u nas od początku nie było problemu 🙂 jeden siedzi na kibelku, drugi na przykład myje zęby, z bączkami też nie ma problemu i jakoś tak lżej na duszy i żołądku 🙂 w poprzednim związku 7 lat z kolesiem, nigdy nie zdarzyło mi się puścić bączka – on w ogóle chyba nie pierdział 😀 taka męczarnia, a w końcu to wszystko jest normalne, więc teraz z moim mężem,gdy jestem w ciąży nie boję się tych wszystkich „ekscesów” i wiem że nawet mój mąż mnie wydepiluje jak już nie będę nic widzieć przez brzuch 🙂

    • ~Miaa

      21.02.2014 at 23:26 Odpowiedz

      „jeden siedzi na kibelku, drugi myje zęby”….no tak….
      Ale z dwoma facetami to łatwiej :))))

  • ~Ewelina

    17.02.2014 at 15:01 Odpowiedz

    Ehhh jakie to jest prawdziwe…:)

  • ~Anka

    18.02.2014 at 13:07 Odpowiedz

    Kochane, mój kochany szwagier dopiero został uświadomiony niedawno, że kobiety też puszczają gazy. No takie życie z nimi już się ma. Dobrze, że z mężem to już się nie kryjemy z takimi sprawami bo chyba bym musiała nadal wodę puszczać w toalecie lub udawać, że myje ręce.

    • ~Krucafuks

      21.02.2014 at 18:48 Odpowiedz

      Ty się nie boisz,że ci kiedy zamiast zadka broszkę rozsadzi i zostaną tylko farfocle?

  • ~gumofon

    18.02.2014 at 13:19 Odpowiedz

    U nas fryzjer nadal kosztuje 15 zł.

    Wszystko co piszesz jest prawdziwe.
    Przed ludźmi których się kocha ciężko przyznać się do bycia człowiekiem, organizmem, maszyną, zwierzęciem.

  • ~mika

    20.02.2014 at 17:22 Odpowiedz

    Ja nie zapomnę jak mój chłopak (teraz mąż), zaprosił mnie do restauracji. Tam oczywiście osobne wejścia do męskiej i damskiej ubikacji, a w środku okazało się, że kabiny są oddzielone od siebie cieniutką ścianką. Poszliśmy jednocześnie do ubikacji i co? Ja słyszałam jak o radośnie leje, a sama wstydziłam się, że on usłyszy no i się nie wysikałam 😀 Nie zapomnę tej burzy mózgu jakby tu zakończyć tę randkę i znaleźć się w domu 😀 Boże, ja już wtedy na żółto widziałam 😀 A oczywiście wstydziłam się pójść do toalety jeszcze raz, bo zaraz wpadłabym w krzyżowy ogień pytań: „a co się stało? wszystko w porządku? przecież przed chwilą byłaś” itp.
    Co do inicjacji to powiem szczerze, że to się zmienia jak młode od ziemi trochę odrośnie i można bez wyrzutów sumienia podrzucić babci, nie obawiając się o zdrowie i życie obojga. Wtedy znów zaczyna się chcieć: włos na lakier, oko zrobione, nie mam w co się ubrać i lecimy byle gdzie, do pubu, do znajomych albo po prostu na spacer, żeby pobyć tylko we dwoje jak za dawnych czasów.
    Oczywiście sprawa bąków pozostaje już bez zmian (przepadło) ale przynajmniej wysikać się mogę jak normalny człowiek 😉

    • ~momo

      21.02.2014 at 20:04 Odpowiedz

      Serio, bąka nawet nie puścisz przy najbliższej Ci najukochańszej osobie? Rozumiem, żeby nie robić koncertu, ale ulżyć sobie, jak jesteście sami? Paranoja. A co jakby nie daj boze, kochany meżuś musiał np przy Tobie się krzątać, podmyć, zmienić nocnik podczas choroby?

      Bałąś się wysikać koszmar? Podobno w JAponii tak było, że kobiety nie mogły głośno sikać bo od razu by straciły honor, no ale to za czasów feudalnych i totalnego zniewolenia. Naprawdę współczuję Ci. Nie daj boze jakiś problem i facet szok przezyje, ze wydalasz, jak człowiek

      • ~Floella

        21.02.2014 at 22:14 Odpowiedz

        W Japonii ten problem rozwiązano elegancko. Dawniej kobiety spuszczały wodę po to, aby nie było słychać tego co robią w toalecie i to było marnowanie wody . Obecnie w toaletach mają specjalny przycisk i słychać tylko odgłos lecącej wody. Do spłukiwania służy inny przycisk.

      • ~kajka

        21.02.2014 at 22:27 Odpowiedz

        nie zrozumialas

      • ~mika

        22.02.2014 at 10:11 Odpowiedz

        No właśnie, nie zrozumiałaś 🙂 Jesteśmy dwadzieścia (20!) lat po ślubie i bąki lecą jak się patrzy, a raczej czuje 😀 Jak to nasza starsza córka powiedziała: „młodość musi się wyszumieć, a starość wypierdzieć” 😀 Po dwudziestu latach już jest ok, mój organizm już wytworzył przeciwciała 😉 Tak więc mój mąż szoku nie przeżyje, wie że „wydalam jak człowiek”, jest inteligentnym facetem, do szkoły chodził i fizjologię człowieka zna ale dopóki jesteśmy zdrowi, na dłuższe posiedzenia do kibelka chodzimy osobno 🙂 Nie wyobrażam sobie sytuacji, że on się załatwia, a ja w tym samym czasie np. myję zęby, fuuu. Uważam, że pewne granice trzeba zachować.
        Historia, którą opisałam zdarzyła się na jednej z naszych pierwszych randek, takich sytuacji było pewnie więcej ale ta mi szczególnie zapadła w pamięć. Tak więc „momo” nie musisz mi współczuć, każdemu życzę takiego stażu małżeńskiego w udanym małżeństwie 🙂

  • ~Kasia

    21.02.2014 at 18:35 Odpowiedz

    Hej. Jestem w związku już jakieś 5 lat i rzeczywiście przechodziliśmy różne etapy. Najważniejsze jest dopasowanie w łóżku i wzajemne zrozumienie. Nie warto zbyt długo udawać, bo to prowadzi donikąd. Pierdzenie i robienie kupy to już normalka, choć robimy to raczej w odosobnieniu 😉

  • ~NOSTRADAMUS

    21.02.2014 at 19:16 Odpowiedz

    Popłakałem się ze śmiechu.
    Istna bomba rzeczywistości…
    Ach… ale jak mi się to marzy, by wreszcie żyć jak opisany prawdziwy człowiek 🙂

  • ~kaska

    21.02.2014 at 19:24 Odpowiedz

    Dobrze napisane, czytam to i myślę, że opisałaś moje ostatnie 10 lat. Jak widać sytuacja z bączkami dotyczy większości par no i te „slipki w romby”, wieczorne piwko od którego rośnie brzuszek 🙂 Pewnie życie przyniesie jeszcze nie jedną niespodziankę 🙂

  • ~Łukasz

    21.02.2014 at 19:46 Odpowiedz

    Witam, jako mężczyzna muszę powiedzieć, że my faceci też mamy takie problemy i jest nam głupio sie do tego przyznać. Jest to strasznie zabawne, bo ludzie na początku znajomości tak jak wiele razy tu powiedziano uważają się nawzajem za takich którzy chodzą do łazienki tylko się myć 😛 Ale jeśli ludzi łączy prawdziwe uczucie to takie rzeczy jak 1 czy 2 nie są tematem tabu. Moja była dziewczyna mówiła o tym bez oporów i wiele razy zdarzało się jej puścić bąka 😛 Ale co z tego, wszyscy to robimy, a czasami jak sie powstrzymujemy to tylko niepotrzebnie cierpimy 😛 choć to nie znaczy że zaraz wszyscy mamy robić to publicznie i bez zachamowań 🙂

  • ~emes

    21.02.2014 at 20:14 Odpowiedz

    Temat zgrany niemiłosiernie. Wszedłem przez przypadek i przeczytałem do końca, a to znaczy, że nieźle piszesz:) Pozdrawiam

  • ~Ewka

    21.02.2014 at 20:26 Odpowiedz

    Nie wiem, ale dla mnie trochę kosmiczne wyznania…Może jednak bąki i pryszcze każdy będzie ogarniał sam? Oczywiste, że relacja to dobre samopoczucie, luz i komfort, ale przecież…nie prostactwo:(. Jasne, że facet powinien pomóc przydepilacji przed porodem, jak ktoś miał wypadek-kto ma pomóc , tzn umyć pupę jak nie partner/współmałżonek. Ale pewne sprawy człowiek załatwia sam-jak można do faceta powiedzieć: zrób głośniej tv…brrr-kolejne kroki jakie?-współne dłubanie w nosie? Oglądanie tamponów?

    • ~fionka

      22.02.2014 at 00:14 Odpowiedz

      ŚWIĘTA RACJA

    • ~Nina

      22.02.2014 at 13:19 Odpowiedz

      Zgadzam się z Ewką, ja rozumiem że po latach to już jeden drugiego zna jak dziurawą kieszeń no ale wspólne pierdzenie ? …. nie wiem mi to nie pasuje jest coś takiego jak kultura osobista i każdy swoje potrzeby fizjologiczne załatwia sam a nie zapewniając takie wątpliwej jakości atrakcje partnerowi, rozumiem też chorobę, brak świadomości albo kiedy jesteśmy zależny od drugiej osoby np. będąc przykutym do łóżka ale ja póki mam samoświadomość to na pewno tak nie będę się zachowywać to po prostu prostactwo a od tego zachowania to już niedaleko nam do zwierząt

    • ~Markus

      24.02.2014 at 23:20 Odpowiedz

      Właśnie tak Ewcia.Jestem tego samego zdania.

  • ~Anula

    21.02.2014 at 20:29 Odpowiedz

    Kiedyś nie wyobrażałam sobie jak można się zapuścić po kilku latach małżeństwa.Patrzyłam na takie pary i zastanawiałam się jak można być interesującym dla siebie nawzajem po obnażeniu wszelkich mankamentów.Teraz już wiem jak łatwo jest oceniać innych kiedy się czegoś nie doświadczy.Już 12 lat małżeństwa za mną i niestety idealnie wpisałam się w ten model : dres w kilku rodzajach,makijaż od wielkiego święta.W moim przypadku ma na to wpływ stereotyp panujący w mojej rodzinie,że dobra żona i matka o sobie powinna myśleć na ostatnim miejscu.Paradoksalnie mój związek na tym cierpi chociaż mąż stara się mnie wspierać to trudno mi wyzbyć się nawyków z domu rodzinnego.

  • ~ev

    21.02.2014 at 20:56 Odpowiedz

    czytam i nie wierzę! Mam nadzieje, że to tylko fikcja literacka i bujna wyobraźnia. Nie wyobrażam sobie że mogłabym w obecności mojego męża puszczać bąki, albo żeby on łaził po domu w rozciągniętych gaciach…. jesteśmy po ślubie 16 lat, znamy sie 23 lata, mamy trójke dzieci, ale nadal sie dla siebie staramy i dbamy o siebie nawzajem. Oczywiście nie wszystko jest tak jak w czasie randkowania przed ślubem, ale nigdy, przenigdy nie pozwolimy sobie na taką masakrę o jakiej piszesz. To po prostu obleśne i prymitywne. Nie puszczamy głosniej wody podczas korzystania z toalety (to jakaś szopka jak dla mnie) i nigdy tego nie praktykowalismy, ale tez nie łażę po domu w starym dresie, dbamy o siebie i o nasze wspólne mieszkanie

    • ~slazara

      22.02.2014 at 08:04 Odpowiedz

      A moze twoja druga polowka przezywa przez te 16 lat katusze? Ciekawe co maz by na to powiedzial? Bo nie ma idealnych ludzi, kazdy potrzebuje luzu.. Ja mojego partnera ”nauczylam” puszczania bąków, bo przez powstrzymywanie mial ciagle problemy z jelitami, bol byl widoczny na jego twarzy. Tak sie niestety nie da normalnie funkcjonowac. Mysle ze powinnas zapytac jego o to sama jak on sie czuje, bo ja nie wyobrazam sobie ciaglego savoir vivre w domu, zero luzu i spontanu. Z tego co piszesz wynika ze jestes ”dama” ktora podporzadkowuje sobie wszystkich (moze sie myle, moze takie zachowanie wywiera na tobie twoj maz). Wierz mi odrobina luzu, zaduzego dresu, braku makijazu i blogiego lenistwa Wam sie przyda. Nie musicie przy dzieciach tego robic, bo z reguly szybko podlapuja. 🙂 Powodzenia 😉

      • ~madzikkkkkkkkk12

        22.02.2014 at 09:21 Odpowiedz

        Dama? Może dziewczyna chce mieć taki związek! U mnie też tak jest, nie puszczamy bąków, nie bekamy itp. Po domu chodzimy na luzie tzn. ja w jego ciuchach 😀 ale zawsze chociaż minimalnie ogarnięci, nie są to stare i poplamione ubrania.

        • ~Krystian

          22.02.2014 at 15:31 Odpowiedz

          Zaprzeczając swoim odruchom wypieramy się człowieczeństwa.

    • ~kaja

      22.02.2014 at 08:28 Odpowiedz

      Zgadzam się z Tobą w 100%, ten tekst mnie przeraził. Mam własną rodzinę od 24 lat.

    • ~sss

      22.02.2014 at 12:06 Odpowiedz

      A Twoje małżeństwo to czasem nie fikcja?

  • ~Gra Hackfortha

    21.02.2014 at 21:16 Odpowiedz

    Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce. Ciężko to zrozumieć, ale prędzej czy później trzeba 🙂

  • ~Wilkołaczyca

    21.02.2014 at 21:19 Odpowiedz

    Uśmiałam się serdecznie;-)))) Oj tak różni, ale jednak się od siebie nie różnimy. Dzięki za te kilka minut śmiechu, pozdrawiam;-)

  • ~mirek dojczlant

    21.02.2014 at 21:41 Odpowiedz

    gówno nie dopasowanie.. on ma 148 cm. nie w kroku tylko wzrostu a ja niestety 191 cm..i to kiedy umyje pięty… a kiedy nie to 191 i pół cm. i nie ma takego łuszka ktore mogłoby wyruwnać różnice … bardzo się kochamy jak nam się uda czasem a tak pozatym większych różnic miedzy członkiem żenskim i męskim nie dostrzegam. jesteśmy tacy sami. on nosi muj biustonosz bo lubi piersi a ja jego bokserka bo kocham pieski ;-P

  • ~ann

    21.02.2014 at 21:44 Odpowiedz

    Rewelacyjny wpis 🙂 z życia wzięty, tak jakbym czytała o sobie.
    Będę tu zaglądała 🙂

  • ~izu

    21.02.2014 at 21:46 Odpowiedz

    Pamiętam jak pierwszy raz pojechałam do chłopaka(z którym jestem już 4 lata:) i przez cały dzień nie robiłam siusiu- od 11 do 20. Nie wiem co mi się ubzduralo ale wstydzilam się. Jak mu się do tego przyznalam 3 czy 4 miesiące temu nie mógł pozbierać sięz podłogi ze śmiechu nad moją glupkowatoscia.
    Ale na dwójkę dalej się wstydzę iść, jak spedzamy jakiś weekend razem czekam aż pójdzie do sklepu. Jakoś nie umiem się przełamać. No i opieprzam za cieszenie się z puszczania bakow a za zrobienie tego w łóżku jak nie śpi bije jaskiem;)

  • ~ja

    21.02.2014 at 22:03 Odpowiedz

    bąk…. o ….. znowu ….ups ….przepraszam ………)

  • SOHO

    21.02.2014 at 22:25 Odpowiedz

    Jak tu dzisiaj tłoczno i ruchliwie, przyznać się kto i gdzie mnie podlinkował 🙂 ?

    • ~Anna

      21.02.2014 at 23:03 Odpowiedz

      Na głównej onetu 😉

  • ~edyta

    21.02.2014 at 22:44 Odpowiedz

    Na Onecie jesteś, kolejny raz 🙂

    • SOHO

      21.02.2014 at 22:47 Odpowiedz

      o proszę.

  • ~jer

    21.02.2014 at 22:53 Odpowiedz

    Pamiętajcie, że im jesteście starsi tym mniej ufajcie pierdnięciom…

    • ~onna

      22.02.2014 at 00:23 Odpowiedz

      co racja to racja 🙂

  • ~moniss

    21.02.2014 at 22:56 Odpowiedz

    Świetny artykuł, sama prawda 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • ~Kamil

    22.02.2014 at 00:00 Odpowiedz

    Onet – główna więc się kręci. Gratulacje 🙂

    Odnośnie do wpisu – to jakiś rodzaj zachowania kompromisu. Świadomość fizjonomii to jedno, a zachowywanie granic dobrego smaku to drugie. Jasne, że się zdarzy, ale „zdarzy” nie stanowi reguły.

    A dres? Znowu kwestia umiaru – gdzie jak nie w domu mam czuć się swobodnie i wyluzowany. Co nie oznacza, jak pojawia się fajniejsza kolacja, świece to siadam desie i podkoszulku.

    PS. w związku 14 lat 🙂

    • SOHO

      22.02.2014 at 00:26 Odpowiedz

      Zgadzam się z Tobą. Liczy się wyczucie chwili. Wszystko z umiarem.

    • ~szyszka

      22.02.2014 at 02:14 Odpowiedz

      Świadomość… fizjologii. Fizjonomia to wygląd zewnętrzny, w szczególności wygląd twarzy 😛 😉

  • ~Aga

    22.02.2014 at 00:02 Odpowiedz

    Samo życie, aż się uśmiałam 🙂

  • ~Ewa ;)

    22.02.2014 at 00:26 Odpowiedz

    Nigdy nie zapomnę pierwszego bąka mojego chłopaka-i ten strach w jego oczach, i przepraszanie. Ja zrobiłam duuuuże oczy, zaczęłam się śmiać i powiedziałam: Chłopie, jesteśmy ludźmi, nie masz mnie za co przepraszać! I.. puściłam ja bąka 😀 Zaczęliśmy się śmiać i po sprawie, i pierwszym „bólu”! Chociaż fizjologia nam nieobca, ale wolimy się z nią zbytnio nie obnosić i ostentacyjnie przy sobie nie puszczać gazów. Fajnie jest, jak mój facet idzie zrobić „to drugie” i ostrzega mnie: Idę na dłuższe posiedzenie, uważaj, bo może być skażenie radioaktywne ;P A potem tekst: Ewaaaa, przynieś mi papier! ;D

  • ~danio

    22.02.2014 at 05:31 Odpowiedz

    To wszystko takie oczywiste ze az trzeba o tym bloga pisac? haha. Po paru latach to sie jest jak brat i siostra takze mozna robic wszystko. To normalka.

  • ~zgred

    22.02.2014 at 08:37 Odpowiedz

    Szósty krzyżyk i sie dowiedziałem dlaczego starych zgredów nazywaja starymi pierdołami i to wcale nie chodzi o gadanie głupot

  • ~domciaa

    22.02.2014 at 09:35 Odpowiedz

    haha 🙂 ale się uśmiałam,jakbym czytała o nas :)) Jestem ze swoim narzeczonym 6 lat,we wrześniu bierzemy ślub. I faktycznie jest,jak mówisz…na początku człowiek udaje,że nie sika,nie robi kupy,nie beka…o bąkach nie wspomnę 😀 Ale jak zamieszka się razem to niestety,albo stety,trzeba powrócić na planetę Ziemia i pokazać,że jest się prawdziwym człowiekiem…normalnym staje się wspólne mycie zębów,a nawet buziak z chuchem na dzień dobry 🙂 A 6 lat temu….hmmm zawsze sobie wyobrażałam,że jak dojdzie do tego momentu,że obudzę się obok niego to pędem pogonie do łaźni,by umyć ząb 😛 😛 😛 Życie wszystko weryfikuje. I prawdą jest,że jak człowiek kocha,to wszystko zrozumie bo jestesmy ludźmi.Ale tak jak autorkę wpisu,zastanawia mnie jedno:w którym momencie zaciera się ta granica między grzywką na lakier,godzinami stania przed lustrem,rozważaniami:w tym,a może w tym?????:( a tym dresikiem itd?? 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • ~Alba

    22.02.2014 at 09:38 Odpowiedz

    No, cóż – prawdziwe życie też ma swoje uroki. Naprawdę.:)

  • ~Evyn

    22.02.2014 at 09:45 Odpowiedz

    Wydaje mi się, że przeginacie w drugą stronę. Jasne, że jak się pierdnie, beknie, to nie ma tragedii, ale bez przesady. Czasem można by się postarać, wyglądać fajnie dla tej osoby, którą się kocha.

  • ~Caronez

    22.02.2014 at 09:53 Odpowiedz

    To poprostu życie i tyle :), ale artykuł fajny.

    Caronezzz

  • ~miodek

    22.02.2014 at 10:03 Odpowiedz

    A nuż, widelec

    • ~

      22.02.2014 at 10:21 Odpowiedz

      Dziekuje za czujne oko.

  • ~jaaaaaaa humen hahaha

    22.02.2014 at 10:08 Odpowiedz

    Samo życie jest tutaj opisane. Czasem elegancko, czasem dosadnie, czasem tajemniczo. Nie zmienia to faktu, że jesteśmy tylko, albo aż organizmem ludzkim. Zabawne jest to, że mamy doskonały umysł, dobre serca i bogatą dusze, a tu nagle takie przyziemne sprawy jak konsumowanie i wydalanie. Mówiąc krótko, żyjmy jak ludzie…ale nie zapominajmy, że na jesteśmy też ssakami, zwierzętami. Małpy to nasi pra,pra,pra przodkowie i nic tego nie zmieni. Zatem w towarzystwie starajmy się być – damą lub dżentelmenem – w zależności od orientacji. Pozwólmy naszej zwierzęcej naturze dać upust naturalnym potrzebom…łącznie z dzikim sexem.

  • ~olaf

    22.02.2014 at 12:07 Odpowiedz

    Gdyby życie przynosiło tylko takie problemy,jak bączki,to można by je nazwać pięknym.Nie zawracaliśmy sobie takimi problemami głowy,nasze były, ogromne,okupione śmiercią mojej żony w wieku 39 lat.I wszystko się skończyło i nie ma już niczego,no może wyczekiwanie na spotkanie po drugiej stronie

  • ~Ola 25

    22.02.2014 at 12:08 Odpowiedz

    Samo życie. Człowiek jest tylko człowiekiem i normalne, że chodzi do toalety czasem na „dłuższe posiedzenie”. Jeśli o dres chodzi to zaskakujące, ale mój mężczyzna bardziej się na mnie napala kiedy noszę spodnie od dresu, twierdzi, że mam w nich fajny tyłek 🙂
    Wszystko jest dla ludzi 🙂

  • ~życie

    22.02.2014 at 12:28 Odpowiedz

    Prawdziwe życie tych normalnych – niezaczarowanych i nienaćpanych. Niestety coraz częściej muszą bronić się przed tymi drugimi.. naciski wyciskają nie tylko soki, również piętno.

  • ~hmm

    22.02.2014 at 12:47 Odpowiedz

    hmm… a ja to już swojej dupie nie wierze raz się chciałem spierdziec…to się zesralem…

  • ~emi

    22.02.2014 at 12:58 Odpowiedz

    Jestes za zawsze wspaniala ze swoja pisanina… U mnie od 3 lutego tak wlasnie wyglada znowu po 18 latach od urodzenia pierwszego syna, malzenstwo. Drugi synek znowu przywrocil wlasnie taki obraz naszego zycia jaki wlasnie opisalas 😀 Koszula nocna z rozpieciem, zeby byc w ciaglym pogotowiu :D, wlosy ktorych juz boje sie rozczesac, bo nie widzialy szczotki od porodu… lazimy jak zombie oboje, maly wyjec wyje od rana do nocy I tylko cyc potrafi zamknac jego paszcze :D, a nasz starszy syn jest w szoku, jak mu mowimy, ze on wlasnie tez taki byl. Jestem na etapie zastawiania sie dlaczego zrobilam to sobie znowu… Chyba jestem masochistka… Synek wyglada jak aniolek, sasiadki piszcza z zachwytu jak go widza, a dla mnie on jest opetany przez diabla… Bedzie dobrze I powoli normalnie dopiero za 2 lata 😀 Juz to przerabialam…

  • ~ss

    22.02.2014 at 13:15 Odpowiedz

    Cholera albo moja żona to pisze albo ktoś obserwuje mnie i żonę 🙂 No jak jest 2+2 to ta szklanka brudna i parę innych spraw to pikuś ale warto zmienić się albo cofnąć w tył

  • ~AB Volvo

    22.02.2014 at 13:21 Odpowiedz

    …sentencja „i dobrze mi z tym” załatwia wszystko…
    pozdrawiam szczególnie niespięte

  • ~laura

    22.02.2014 at 13:26 Odpowiedz

    Hahaha lepiej nie można było tego opisać !
    pamietam jak dziś wyjazd z moim T. na wakacje – wspólne łóżko, wspólna łazienka – ile mi sie myśli w glowie kłębiło jak tu rano skorzystać z toalety! haha dzisiaj mówie ze ide i już a on może sobie właczyć głośniej tv, co prawda bąków nie puszczam przy nim – ot poprostu uważam ze to nie kulturalne i tak samo nie robie tego w domu przy rodzinie – od takich spraw jest łazienka 😉 nie mieszkamy razem ale mój T. ma osobne mieszkanie w domu rodziców wiec weekendy spedzam zawsze u niego. czasy kiedy makijaż był tak dopracowany ze zajmowało to pół wieczoru, poszły w niepamięć – dzisiaj wieczorem zwykły krem bo to wieczór i może mi sie zdrzemnie na kanapie przed tv wiec po co mi ten tynk na twarzy … po co jakiś wyszukany ubiór jak leginsy i koszulka są najwygodniejsze, a że w stópki zawsze zimno to grubaśne skarpety … ot taki obrazek po latach … 🙂

  • ~Kasia

    22.02.2014 at 13:26 Odpowiedz

    Za każdym razem kiedy mam gorszy dzień zasiadam przed laptopem i wczytuję sie w Twojego bloga.Jesteś super babką która potrafi rozbawić.Świetnie piszesz i z humorem.Lubię poczytać ot tak sobie i w wielu procentach masz rację 🙂
    Pozdrawiam

  • ~jaro

    22.02.2014 at 14:19 Odpowiedz

    To o czym piszecie to nie jest problem, to jest normalne życie, kiedy współmałżonek staje się niesamodzielny wtedy dopiero przechodzimy egzamin z wrażliwości, miłości, przywiązania, z życia

  • ~OLaf

    22.02.2014 at 14:21 Odpowiedz

    90% wpisów tutaj jest ŻENUJĄCA !!!!

    Ludzie, co Wy pochodzicie ”z chlewu” ????

    Nie mieliście rodziców, którzy by Was nauczyli minimum KULTURY????

    Pierdzicie przy mężu/żonie??? Przecież to prostactwo!!!! (wyjdzcie do drugiego pokoju czy bierzcie leki czy cokolwiek ; )

    Sam mam 50 lat, żonę i dzieci ale na takie chamstwo bym sobie nie pozwolił !

    • SOHO

      22.02.2014 at 15:10 Odpowiedz

      Proszę Pana, wpis nie jest jedynie o puszczaniu bąków jak to pan zauważył a o przemijającym czasie i miłości, która ma różne oblicza – kiedyś taka, teraz inna, taka, która odkryła już wszystkie karty. Jedni wychodzą z pokoju w celu kichnięcia, inni całymi dniami chodzą w garniturach bo wstydzą się przed żoną/mężem wyciągniętych spodni (co osobiście uważam za smutne, ciężko byłoby mi całe życie się spinać), ale jeżeli dla kogoś to definicja udanego związku, definicja szczęścia, to dlaczego od razu nazywa Pan takich ludzi ludźmi bez kultury, obraża brakiem wychowania? Bardzo dobrze mnie wychowano proszę mi wierzyć, w normalnym domu żyłam, w domu pełnym szacunku i miłości. Mimo to nie widzę nic złego w nieumalowanym oku przy mężu czy poplamionej bluzce. Mało tego uwielbiam słyszeć wyrazy miłości właśnie wtedy, kiedy się nie staram i dla siebie samej wyglądam źle i nikomu bym się nie pokazywała. Ale w jedym ma Pan rację, nie mam jeszcze 50 lat więc i może stąd duże pokłady dystansu do życia i otaczającej mnie rzeczywistości.

      Last but not least – blog ma charakter satyryczny i tak też proszę do niego podchodzić.
      Pozdrawiam
      Autorka

      • ~mała

        22.02.2014 at 17:22 Odpowiedz

        witam
        przyznaje rację że ogólnie życie tak szybko mija że nie którzy z nas nawet sprawy z tego sobie nie zdają… od 4 lat jestem w związku i na początku faktycznie bylo to trochę „wstydliwe ” bo myśli w głowie były jedne „boże co powie albo co pomyśli ” zaczniemy że sobą mieszkać i co do końca życia będziemy sie spinac czy chodzić nadetymi wszystko jest dla ludzi oczywiście przyznaje miejsca publiczne prywatne służbowe spotkania trzeba trzymać dystans – ale w domu z ukochaną osoba uważam że dwoje kochających sie nie będzie patrzeć na to że jakie baki puszcza tylko to że nie wstydzę sie i nie ukrywam tego
        pozdrawiam

  • ~Onka

    22.02.2014 at 19:12 Odpowiedz

    Co do puszczania bąków w obecności innych – widzę, że Polacy lubią przejmować wszystkie tendencje z zachodu, niezależnie od tego czy dobrze świadczą o człowieku, czy też nie. Mój kuzyn z Niemiec, człowiek dorosły, nie ma oporów przed wydalaniem gazów w obecności zgromadzonych i dodatkowo jest to dla niego zabawne, a dla mnie żenujące. W Paryżu mam zaprzyjaźnioną rodzinę i ich 18-letni syn podczas pobytu u mnie w wakacje też bez przerwy „pierdział” i „bekał” i Osobiście uważam, że są pewne granice dobrego wychowania i kultury, bo ja kojarzę to porostu z brakiem kultury. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to nieodłączny element naszego jestestwa, lecz jeżeli komuś zdarza się to nader często, to niech skontaktuje się z lekarzem, na rynku jest całe mnóstwo środków zaradczych na takie przypadki. Średnio mi odpowiada wdychanie cudzych gazów, które miłe dla nosa nie są. Kiedyś nikomu by przez głowę nie przeszło, żeby w obecności nawet bliskiej osoby nawet z dłuższym stażem w związku puszczać bąki. Widzę, że w Polsce robi się Ameryka, czyli nie znamy granic. Drogie Panie – puszczajcie sobie bąki przy partnerze, a zobaczycie, że z czasem rozejrzy się za taką, która bąków przy nim nie puszcza.
    Pozdrowienia 😉

    • ~Ktoś

      22.02.2014 at 22:50 Odpowiedz

      Człowiek przeciętnie ma gazy od kilkunastu do około dwudziestu razy dziennie. To NIE jest choroba i jest to niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu.
      Przy tym większość z tych gazów jest bezwonna i często bezdźwięczna. Nawet sam wydalający nie musi być tego w pełni świadomy.

      Wytwarzanie gazów wiąże się ze spożywanym pokarmem. Im więcej warzyw, tym więcej gazów o mocniejszym zapachu. Wbrew temu co pewien fanatyk pisze w komentarzach, mięso rozkładane w organizmie w procesie trawienia nie produkuje woni, tym bardziej woni zgnilizny.

      Jeżeli ten nastolatek „puszczał bąki nader często”, jest to „wina” diety jaką stosował podczas pobytu u Ciebie. Zatrzymywanie gazów w organizmie jest szkodliwe i może prowadzić do nieuleczalnych problemów. O ile zgodzę się że czasami można przetrzymać minutę i spróbować wyjść z pokoju (albo chociaż się odsunąć), o tyle kultura wymaga również aby „gazy” przemilczeć, a nie zwracać za nie uwagę.

  • ~janusz

    22.02.2014 at 20:57 Odpowiedz

    Myślę, że gdyby nie ten dech to by człowiek zdechł. . Mówiąc bardzo prymitywnym językiem. . 🙂 z innej strony uważam że prawdziwą sztuką szczególnie w miejscach publicznych , jest umiejętne i nie rzucające cienia podejrzeń, rozładowanie wewnętrznego napięcia naszego organizmu.. bo przecież nawet maszyny które kosztują ogromne pieniądze, mają własne zawory bezpieczeństwa. . Dlatego nic co ludzkie niech obce nie będzie. . Bo nawet ci którzy uważają to za wielki nietakt , to z pewnością miewają chwile w których chętnie choć na małą sekundę byliby w stanie zmienić własne zdanie.. jedynym słowem mówiąc – odwagi..! Z pewnością to nie boli.. 🙂

    • ~Ira

      24.02.2014 at 13:06 Odpowiedz

      A ja żałuję, że nie potrafię tak na zawołanie… Z jaką rozkoszą bym puściła prosto w nos jednemu z drugim publicznemu kurzelcowi.
      Gazy są przynajmniej naturalne i w chwili opuszczenia organizmu idą sobie, w przeciwieństwie do śmierdzącego dymu papierosowego. Jeśli chodzi o wrażenia węchowe, wielkiej różnicy dla mnie nie ma. Powiedziałabym, że nawet bąki mniej mnie brzydzą.

  • ~Boss

    24.02.2014 at 12:51 Odpowiedz

    Średnio trafia do mnie ten tekst, nie wyobrażam sobie ukrywanie przed partnerką czegoś takiego jak palenie papierosów.
    Tym bardziej że to bardzo naiwne myśleć że niepaląca osoba nie wyczuje palacza, żadna guma tu nie pomoże.
    Dylematy odnośnie toalety i gazów mnie rozbawiły, jasna sprawa że każdemu się zdarza ale nie popadajmy też w obrzydliwe nawyki bezczelnego pierdzenia przy innych, rutyna rutyną ale według mnie to kwestia elementarnego szacunku do partnera i innych ludzi – jeśli tylko mogę to się powstrzymuję lub wychodzę, w pracy w biurze też tak pierdzicie czy może tylko partnera macie gdzieś ale współpracowników już szanujecie?

    Nie wiem czy to różnica pokoleniowa czy po prostu doświadczeń ale mam wrażenie że dzisiaj ludzie już się tak nie bawią w idealizowanie siebie, są bardziej szczerzy i otwarci…nie wiem, może jest mniejsza presja i parcie na związki? Wyjdzie to wyjdzie, kłamać nie ma po co bo związek zbudowany na przekłamaniach, nawet najdrobniejszych właśnie tak się kończy – po kilku latach odsłaniamy swoje wady i partner nam obojętnieje.

    Dlatego drobna rada ode mnie – nie róbcie z siebie złotka żeby zauroczyć partnera bo później go rozczarujecie a i same się zmęczycie grą.
    To samo oczywiście dotyczy panów, ukrywanie złych nawyków prędzej czy później odbije się czkawką.
    A dojrzałemu człowiekowi ani czosnek ani fizjologia nie przeszkadza co nie znaczy że należy całkowicie olać kulturę osobistą.

  • ~aneta

    24.02.2014 at 14:24 Odpowiedz

    Świetne.:P:))
    Odszyfrowane.
    Ale do rzeczy,osobiście uważam,a może jest to kwestia wychowania czy wrażliwości,ze do życia potrzebna jest odrobina tajemniczości,odrobina fantazji i poezji.Dlatego nie ma mowy o takich rzeczach,jak tu opisanych.
    Może jest to wygodne,niefrasobliwe i daje poczucie spełnienia małżeńskiego,pod tytułem-„nic nie muszę,wszystko mam w dupie”.
    Z obserwacji zazwyczaj kończy się to tak,że jednak pani typu pachnąca elegantka zwróci mimochodem uwagę pana w kalesonach czy spodenkach w romby.
    Chyba,że zamieszka z takim samym typem,będą się wzajemnie kochać nie zwracając uwagi na potencjalnych przechodniów.I to będzie prawda absolutna.
    Tylko ,ze natura człowieka nigdy nie pogodzi się z chęcią dominacji,z chęcią stawiania sobie coraz wyższych poprzeczek i wychodzenia na pola minowe zwane (dwór)czy osiedlowe podwórko.
    Tu może się pojawić problem największy,ze względu na ilość,jakość i wybór.
    Istnieją palety kolorów,o których delikwent w domowych majtkach nie ma pojęcia i dopóki nie zaiskrzy,coś mu nie zajarzy,nie zaświeci,nie będzie miał pojęcia,że istnieje kolorowy świat.
    Domator popatrzy,nie tyle z ciekawością,co z wyraźną dezaprobatą,artysta przeleje na papier obrazki,a ciekawski będzie zwyczajnie śmierdział potem.
    Domowe pielesze przestaną być ciepłe,przytulne i wyjątkowe.
    Dlatego lubię oglądać przyrodę,chowając się do swojej norki(pod ciepły kocyk albo pod pierzynkę piany)wdychać ulubione aromaty w postaci olejków do kąpieli czy ulubionych perfum,aby świeża wyjść na „DWÓR” i niczemu się nie dziwić,bo przecież to życie właśnie.:)

  • ~kristal

    24.02.2014 at 14:46 Odpowiedz

    Mam 60 lat i nie wyobrażam sobie takiego zachowania w miejscach publicznych. W moich czasach, w moim świecie panowało dobre wychowanie które polegało na tym że młody czy starszy człowiek „pewnych rzeczy nie robił”. Nie pierdział, nie bekał, nie smarkał przy innych osobach i wierzcie mi nie był z tego powodu chory, nie rozrywało go na kawałki. Zachowania fizjologiczne nie były upowszechniane i o zgrozo uważane za normalne wobec innych ludzi niezależnie czy to obcy czy swoi. Po prostu nikt tak się nie zachowywał a jeżeli już to było to zwane brakiem kultury. Kiedy ktoś miał problem, wychodził do łazienki. Pewnie nie znacie określenia „kindersztuba”. Mnie w szkole oprócz matematyki i literatury uczono też dobrego wychowania. Młody człowiek nie leżał z nogami na stole w obecności starszej osoby, nie bekał i nie pierdział na zawołanie. Może dlatego że nie obżerał się BigMackiem, tłustymi frytkami, hamburgerami, i nie pił dużych ilości cocacoli. Miał zdrowy żołądek i wątrobę chociaż pijał piwo i inne alkohole. I najważniejsze, jeśli chciał zapalić papierosa to najpierw pytał współtowarzyszy czy nie będzie im przeszkadzało jeżeli zapali. Przykro patrzeć jak znikają zasady wychowania i kultura bycia. Coraz bardziej szerzy się prymityw i chamstwo przez nikogo nie krytykowane.

  • ~Atka

    24.02.2014 at 19:44 Odpowiedz

    Powiedzmy, że nie wszystkie „ustępstwa” mnie przekonują … poza tym znam takie, które dopiero przy mężu rozkiwtają – a ich dom wygląda tak samo … ale skoro Twojemu mężowi nie przeszkadza 😉

  • ~alex

    25.02.2014 at 07:40 Odpowiedz

    tak, ja staram sie powstrzymywac przed opisana wymiana gazową z otoczeniem jesli sa blisko znajomi, narzeczona ect. Kultura wymaga, wiadomo pierdzimy wszyscy trzeba tylko nie ranic przy tym innych- jest wyjatek- kierownik nigdy nie beka i nie pierdzi:)

  • ~Jaro

    25.02.2014 at 17:21 Odpowiedz

    Chłopska bździna jak malina, babska bździna jak padlina.

  • ~ya

    26.02.2014 at 16:39 Odpowiedz

    wedlug tego kogos, kto uwaza, ze przyslowiowe puszczanie bakow to brak kultury- ciekawa jestem jak w nocy puszcza-bezwiednie- jak radzi sobie z tym, ze tej kultury mu brakuje, skoro jest na takim wysokim standardzie?! 🙂
    i to nie chodzi o to, ze sie sadzi baka specjalnie i zwraca na to uwage..
    umowmy sie czasy, kiedy mozna bylo wciskac drugiej stronie kit, ze zamiast kupy puszczamy platki roz z tylka a nasze baczki pachna waniliO- minely.. nieodwracalnie… ciekawe jak bedzie na starosc, gdy zwieracze przestana poprawnie pracowac i jako 70-cio letnia babeczka pusci sie baczka bo nie da rady utrzymac, a jak da rade to bebechy wysadzi to czy ta kultura bedzie na prawde tak istotna..
    P.S
    zapamietac:
    nie prykac na lozu smierci czasem, bo partner nam szklanki wody nie poda- bo to przeciez nie godzi sie z prawami kultury!
    Bzdura totalna!
    Co ma wychowanie do komfortu psychicznego, (gdy jak ktos wczesniej powiedzial wydalanie gazow jest rzecza naturalna i niezalezna od nas), ktory pozwala nam nie czuc sie glupio gdy takowa sytuacja sie zdarzy. Nie wyobrazam sobie po tydzien po cc wychodzic do toalety w celu puszczenia owego gazu gdy za kazdym razem jak wstawalam mialam wrazenie, ze macica mi wyleci przez otwor miedzy nogami i zawisnie na jajnikach!!
    I kto mowil o pierdzeniu na przystankach albo w knajpach?? Choc nie raz mi sie zdarzylo wachnac smrodka, ale moze ktos ma problemy jelitowe?
    Bog nas stworzyl tak, ze pierdzimy, bekamy robimy siku i kupe!
    Dal nam tez rece i nogi… to co? moze wg. kultury nie powinnismy ich uzywac albo upier…. urznac przy lokciach i kolanach?? 🙂
    No ale-zawsze znajdO sie hejterzy lub ludzie strej daty(dzieki Bogu za duzo to oni juz nie moga), ktorzy z zawisci lub zazdrosci-sama nie wiem-jeszcze tego zjawiska nie zbadalam zaneguja to co piszesz Soszi!Bo piszesz w sposob jak to wyglada na ogol w zyciu codziennym, a to, ze 3/4 o tym nie mowi to ich juz sprawa.
    Musisz uzbroic sie w gruba skore i twardO dupe bo takich typow bedzie kilo dwiescie!

  • ~OJ

    26.02.2014 at 23:01 Odpowiedz

    OJ obśmiałam się na samą noc . Super napisane ,realnie ,tak jak jest w życiu codziennym .To nasze życie we …. składa się z „bąków” drapania po tyłku i czasem przy stole jedzenie się „przyjęło ” widać smakowało 🙂 Faktem jest że na te pierwsze RDW -spotkanie szykujemy swój „odwłok” nadzwyczaj pieczołowicie ,pierwsze wrażenie . Jeśli para dobierze się intelektualnie i fizycznie na te niuanse dnia codziennego patrzymy przez palce w dniach następnych ,czasem jest to zabawne ,czasem wkurzające ,jeśli się kogoś kocha to i widok poranny nie przeszkadza . Ludzie trochę dystansu , z nikogo myszki nie wynoszą .
    Pozdrowienia dla autorki i pociechy z pociechy ,niech wcina z mamy ile się da 🙂

  • ~Aś

    08.03.2014 at 23:18 Odpowiedz

    Posmarkałam się;-) chylę czoła autorce.
    W moich stronach mówi się „temat kupa-temat rzeka”. Zgadzam się w kwestii zachowania resztek kultury osobistej,ale nie ukrywam że dopiero w wieku 26lat przełamałam się z „bąkami”. Niesmaczne to fakt..ale lepsze to niż wstrzymywanie się i chodzenie,jak struta. Pozdrawiam.

  • starzenie sie społeczeństwa

    03.03.2016 at 11:17 Odpowiedz

    podbijam 😛 praktycznie ta sama zasada ^^

  • Malaga

    12.03.2016 at 23:26 Odpowiedz

    Ahh trochę się o to bałam z początku, z moim teraźniejszym szybko wkroczyliśmy w fazę wtajemniczenia,a w poprzednim związku wstydziłam się każdego bączka, który się przypadkiem wyrwał na wolność! Pomyślałam, że za szybko, że dopiero miesiąc razem a to już nie problem… Ba! Nawet powód do śmiechu i czułych słówek – uwielbiamy to, jak swobodnie się ze sobą czujemy! I choć pozwolę sobie nazwać się damą, nie mam mu za złe, kiedy przy mnie „zepsuje” powietrze, przecież nie wiedział że będzie taki „czad”! ;D

Post a Comment