Multitasking na pełnej.

dscf0743

Multitasking na pełnej.

Za każdym razem, kiedy widzę dorosłego członka rodziny, który targając maksymalnie jedno z moich dzieci na własnych ramionach zachowuje się jak z lekką dysfunkcją ruchowo – psychiczną, to naklejam sobie w myślach wielki okrągły znaczek “dzielny pacjent” na własną kurtkę i patrzę na scenki te z lekkim niedowierzaniem. Obrazy dopadają zarówno męża mego jak i matkę, którzy nie podzielili umiejętności dzielenia się niczym mitochondrium i nie wiedzą do końca skąd wyciąga się pomocna trzecia ręka z dupy zupełnie, kiedy dla przykładu oprócz oczywistego wydostania dziecka z auta, założenia czapki, wpakowania pieluch, butelki i grającego misia z krzywym ryjem do torebki, panie otwierają jeszcze drzwi wejściowe, zabierają dziesięć rolek miękkiego papieru toaletowego na łeb i gonią kota spod samochodu do domu martwiąc się, że zmarzną mu jaja na mrozie.

 

Matki, to są takie miłośniczki spaceru farmera. Pod pachą po potomku, na nadgarstku zawieszone siaty z Lidla, dwa i pół kilograma ligoli, dwa ziemniaków i zestaw śrubokrętów “Andrzej”, bo akurat była promocja, a matki przecież dwa razy nie chodzą, bo nie maja na to czasu. Nie-cho-dzą. Łapy sine, wyciągnięte do kostek, paluchy pocięte plastikowymi tytkami, napuchnięte jak świąteczna szynka. Oprócz gabarytów rozwścieczanej hordy,  która zdecydowanie za długo potrzebuje asysty przy poruszaniu się po świecie, to foteliki samochodowe, w których się je przemieszcza niczym w kocich transporterach, wykonane są chyba ze stali wytapianej z zęba Neptuna i ważą jak cała indiańska wioska. Na trzy cztery nabiera kobieta powietrza w pojemne płuca, odstawia słowiański przykuc i z całym tym ciężkim majdanem wstaje do wyprostu kolan. Morda purpurowa, na czole wyrasta wielka, tłusta żyła. Możliwe, że puszcza bąka. Nie przyzna się, bo to kobieta, ale wysiłek nie byle jaki. Przysiąc bym mogła, że drży jej powieka.

 

Idzie. Trzęsie się. Rozpędza. Sinieje. Mariusz Pudzianowski na pierwszym zakręcie. Traci czucie. W kończyny wchodzi niedowład. W tym momencie upadają klucze, albo dziecięca rękawiczka. KLASYK. Popłakałaby się przecież, kurwa mać, ale po tak stwardniałej podczas wstawania gębie nie lecą łzy, a poza tym wytrzeszcz w oczach na chwilę nie produkuje łez, bo nie ma czasu myśleć o czymkolwiek innym niż jeszcze dwa metry, dam radę, nie pęknę! Jestem silne oko, nie wypadnę.

 

Więc kuca, je-heebaniutka, kuca. Opuszkiem drapie te zasrane klucze. Pomału, z mokrym od potu dupskiem podważa paznokciem i po kolanku, po nóżce podnosi w dłoń. Rolki papieru toaletowego na garnku balansują, ale nie upuści stara wyga. Ma klucze! Są drzwi! Wpada do domu, ciśnie wszystkim o ziemię. Idzie sikać. Dzieci beczą nierozebrane w zimowym czapkach, a ona sika. To jest najprzyjemniejsze siku w historii korzystania z toalety.

 

Wracając do powrotu z miasta z moją matką. Kiedy i tak już poklejona naklejkami dzielnego pacjenta wręczam mamie ubranego, zapiętego i niewymagającego wkładu własnego syna, a ona mówi “ale gdzie mam go sobie wcisnąć, przepraszam. Przecież trzymam już bułki”

 

B U Ł K I!

 

 

to ostatecznie zaklejam sobie powieki jeszcze po małej naklejeczce, niczym dwiema monetami i jestem gotowa na podróż Styksem w kierunku Charona.

 

 

Pa – pa – pa – poker face pa- pa poker face. Biorę młode, przerzucam przez ramię. Jak bułki to rozumiem. Bez dyskusji otwieram drzwi zębami.

 

Jakbyście kiedyś zupełnie przypadkiem zobaczyli kobietę, która w głos krzyczy siedząc przy swoim dziecku “AAAAA!!!!”, a łzy najpierw lecą jej do góry, żeby później jak na japońskich kreskówkach po łuku do ziemi, to nie zatrzymujcie się i nie pytajcie czy wszystko w porządku. To jest jeden z dwustu milionów etapów wychowania młodego obywatela bez skoczenia sobie do tętnicy szyjnej, matka ojcu, ojciec matce. Prawdopodobnie matka ma ciężki okres, a kłębione przy dzieciach emocje, które nichuja nie powinny prowadzić do rękoczynu odnajdują właśnie ujście w postaci tego dramatu.

 

Jestem ta matka płacząca, a te łzy tu to będą moje.

#niemogęwziąćdzieckabotrzymambułki

 

 

170307 BGB C3 Kite 800x200 4Kids

Krystyno_nie-_denerwuj_2

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

21 Comments

  • Anka

    31.10.2016 at 20:36 Odpowiedz

    Mogę tylko zamiast kota umieścić w tej opowieści dwa psy, każdy biegnący w swoja stronę. Znam ten bo, a te klucze… Myślałam, że to tylko moje prywatne nieszczęście.

  • Dominika

    31.10.2016 at 20:52 Odpowiedz

    spłakałam się. Bułki. Koty. Klucze. Proza życia :) Pozdrawiam serdecznie

  • Karolina

    31.10.2016 at 21:08 Odpowiedz

    No przy tym siku pękłam! A już myślałam że to ze mną i z moim pęcherzem jest coś nie halo, że za każdym, ale to kur..wa za każdym razem jak wracam obładowana z Młodym do domu, to jest mój sztandarowy problem – SIKUUU!

  • majlena

    31.10.2016 at 21:27 Odpowiedz

    Hahaha! Właśnie tak, dokładnie tak to u nas wygląda dzień w dzień.
    Tylko zwykle nie mam czasu ani pomysłu, żeby się nawet zastanowić, jak wielkim człowiekiem-orkiestrą jest matka małych dzieci, póki mi ktoś nie zwróci uwagi, że podziwia albo durnie pyta jak sobie radzę. A no radzę sobie, właśnie tak. I fajnie, że to nadal bawi i mimo skrajnego umordowania nadal cieszy :)

  • Kalinka

    31.10.2016 at 23:21 Odpowiedz

    Uwielbiam, uwielbiam Pani opisy scen z mojego życia😊 dziękuję za internet każdego dnia, wspaniałe to czasy, gdy można dzielić z ludźmi doświadczenie nawet tych prostych a jak czasem w….cych epizodów. Moje niemowle waży z 7 kg a 4latka 16. Nie wiem czy mój kręgosłup dotrwa emerytury😣

  • Ash

    31.10.2016 at 23:52 Odpowiedz

    Ja to nawet opanowałam zapominanie, że mi się siku chce po wejściu do domu. Jak ten majdan zacznie się na miejscu oporządzać to znowu końca nie widać więc i zwieracze wyćwiczone :)))))

  • Anna

    01.11.2016 at 01:03 Odpowiedz

    Nic dodać nic ująć. Znane z autopsji (dzieci prawie w identycznym wieku hak twoje) tylko doliczyć sobie czwarte piętro w bloku bez windy 😂 śmiech przez łzy

  • Magrethe Lilja

    01.11.2016 at 10:05 Odpowiedz

    Taaaak, pamietam te czasy – zawsze mowilam ze kazda matka moze dostac sie do szkoly cyrkowej bez egzeminu. Ja do perfekcji opanowalam podnoszenie upadlych przedmiotow moja stopa.Przy piatce dzieci gdzie jedno musialo siedziec w nosidelku ze wzgledu na zle wyksztalcone biodo to i tak ta trzecia reka i dwie nogi byly za malo.
    A kiedy tak wszystko dokuczy ze lzy same z oczu sie leja i kiedy mysli sie o ucieccze na najblizsza glaktyke albo jeszcze dalej to pdchodzi do ciebie ta przyszlosc narodu, patrzy sie na ciebie tymi niebieskimi oczetami i pyta “Mamusiu dlaczego placzesz? Przeciez ja ciebie kocham!” … I to wystarczy aby podniesc sie i zyc dalej.

    Kiedy pierwszy raz trzymalam mojego pierworodnego wnuka, moj syn stwierdzil: Wnuki to nagroda od pana Boga ze sie nie zamordowalo wlasnych dzieci.
    Chyba cos w tym jest….

  • Ewa

    01.11.2016 at 10:06 Odpowiedz

    A komentarz mojej matki: jak dobrze że masz L4 (dzieci chore, oba, naraz) to sobie ODPOCZNIESZ!!!

  • olkafasolka

    01.11.2016 at 11:34 Odpowiedz

    Usypiam Ci ja niewiastę moją, śpi… więc jeszcze w komóreczkę zerknę co w necie piszczy, cosik przeczytam co by wychodząc z lóżka i pokoju po skrzypiącej podłodze nie stąpać zanim niewiasta w głębszy sen niezapadnie. No i czytam Ci ten wpis aż łzy zasłaniają mi tekst – duszę sie co by powstrzymać atak śmiechu i nie obudzić dziecia mego. Ale im dalej tym większy hihot uff sie zmęczyłam :) sama prawda 😉 i te spadające rzeczy – raz klucze raz miśki/ konie – my bez 5 koni nigdzie nie wychodzimy bo ryk niemiłosierny wiec co 2 metry obładowana po zęby podnoszę te zasrane konie…. 😀

  • Kamil

    01.11.2016 at 13:42 Odpowiedz

    Samo życie

  • Klaudia eM.

    01.11.2016 at 14:05 Odpowiedz

    ,,Więc kuca, je-heebaniutka, kuca. ” love matko Krystyny, big love

  • Dagi

    02.11.2016 at 00:02 Odpowiedz

    Boska jestes ❤

  • Margret

    02.11.2016 at 13:12 Odpowiedz

    Samo życie :-) A najgorsze, ze dzieci rosną, a toboły zostają! Siaty nawet większe, bo większe dzieci więcej jedzą. A do tego tornisterek szkolny, worek od WFu… Az największym marzeniem matki staje się powrót do domu jedynie z własną torebusią w dłoni i możliwośc wysikania się w spokoju

  • Grazyna

    04.11.2016 at 16:46 Odpowiedz

    U nas jest wyscig z windy, bo przewaznie mlody najbardziej juz przebiera konczynami na siku, ale luksus jest, bo dwa kible mamy 😀

  • Aga

    04.11.2016 at 20:52 Odpowiedz

    rzadko kiedy komentuję cokolwiek w necie, ale teraz czułabym się źle tego nie robiąc. Kwintesencja dnia matki, lepiej tego nie mogłaś ująć (jeszcze płaczę – tym razem ze śmiechu:) dziękuję:)

  • Karolina

    08.11.2016 at 15:31 Odpowiedz

    Za przeproszeniem jebłam! Nie pamiętam kiedy tak się naśmiałam z tak dramatycznej opowieści życiowej 😉

  • Mariolka

    09.11.2016 at 17:32 Odpowiedz

    hahaha. uwielbiam Cie. klucze czy rekawiczka na ziemi albo Misiooooooooooo to standard. Do tego po 3 minutach dziec zagradza mi droge, e e e e e e ! E! E! E! WEEEZ MNIE, boli mnie noooooga!! Dziecko na rekach, 2 bagietki pod pacha, rzeczony papier toaletowy, i 3 kilo ziemniakow, torba z niezbednikiem (foka do wanny, piesek latarka, 3 pary majtek dla pociechy, karty z peppa pig i lornetka z Pingwinami z Madagaskaru etc) sie majta. Pies musi zawsze prawa strona isc, bo maniak i tyle. Ale ja dobra mamusia jestem to dziecku pozwole lale na spacer w lalowatym wozku wyprowadzic…I nie mysl sobie matka ze do wozka mozna sobie cos wlozyc bez pytania! To teraz mam za swoje, to ten pierdzielony wozek noga pcham, ale ZLE pcham i jest afera, a za chwile druga bo zielone swiatlo i trzeba biec, jednak w polowie zmienia sie na czerwone matko trzeba wracac chyba, czy bieca dalej, tragedia, dramat! Bagietki sie wyslizguja, pies mnie podcial smycza, dziecko chce siku TERAZ. ale ze burzujstwo to chce do TOALETY! w krzakach nie bedzie. A to sikaj sobie w majty do cholery :) Jak wracam to domu to obiecuje sobie ze ostatni raz tak sie daje wrobic. I co? I jajco. Poemat.

  • Paulina S

    14.11.2016 at 21:07 Odpowiedz

    Dżisus christ! Matko Rysiowa -wyciskaczko moich i mojej własnej osobistej rodzicielki łez, ja Cię uwielbiam! tak to podsumowałaś, jebhaaaniutka 😀 nic nie umknęło twojemu bystremu umysłowi! Ileż to razy przebierałam pod drzwiami od domu z nogi na nogę bo siku już nie chciało dłużej siedzieć w pęcherzu a tu jebs i klucz się zaciął po raz 154546? Ileż to razy cała klatka schodowa słyszała niezrozumiały dla niej bełkot (mieszkam w Szkocji)?
    Podsumowałaś to po mistrzowsku!

  • Katarzyna

    17.03.2017 at 21:36 Odpowiedz

    Jesteś megaśna”! Jestem silne oko, nie wypadnę” i wiele więcej śmiechu. Ale masz talent :) Fajnie było tu trafić.

  • Anelka

    14.06.2017 at 17:14 Odpowiedz

    No nic nie dodam. Trójka za sobą: 11, 13 i 15 lat. Jak miło powspominać 😉
    Teraz to zuuuupełnie inna bajka. Kolejne 2 i potrzeby. Komórki, laptopy, Conversy…. itp. Wtajemniczone mamy starszj młodzieży wiem o czym mówię 😉
    Pozdrawiam

Post a Comment