Moja córka to jest!

Moja córka to jest!

W ramach mojej walki ze schabem melduję dzielne wykonywanie zadania! Codziennie odbywam godzinne wypacanie rytmicznie podskakując na stepie. Co do obolałych piersi – zakupiłam już sportowy stanik i od jakiś dwóch tygodni jestem w stanie je skoordynować, nie rozbiegają się i nie podbijają oczu. Jeżeli chodzi o chwalenie mogę jeszcze napisać, że znam już kroki (!!) i inne początkujące pytają mnie co po czym następuje. Trochę postęp zważywszy na marne początki. Czego mi brakuje na pewno to opłakana garderoba. Matko Bosko Częstochosko wyglądam jak kloszard. Przy tych wszystkich wyciućkanych najkach, ribokach co to mają z pośladków zrobić dwa kamory i innych ustrojstwach co coś tam robią ekstra, a które to uporczywie zakładają moje fit koleżanki, moje podarte na kolanie, bawełniane dresy po GG i buty ze szmateksu – lumpeksu za 20 zł jak to się ładnie w Łodzi mawia – śmierdzą chujem. Ja wiem, że ładne wdzianko nie spowoduje turbo spalania tkanki i nie przyspieszy mojej gehenny, ale przy ćwiczeniach z rozciągania, wypinając dupsko do skłonu zastanawiam się czy nie mam jopy w kroku. Tak. Zabrała się nigdy nieruchawa matka do fitnessu to tez  szafa w sport skarby uboga.

Codziennie wychodząc na zajęcia się spieszę. Moment przekazania Ryśki ojcu otaczają zazwyczaj takie ekscesy jak dosmażania naleśnika bo Pan głodny, odcedzanie makaronu, albo naprędce wrzucane ubrania do torby. Właśnie… ubrania do torby. Wchodzę do szatni razu pięknego, zaciągam różowe gacie z Lidla co sobie je zdążyłam kupić tydzień wcześniej, sięgam po koszulkę i oczom nie wierzę! W pośpiechu wyciągnęłam stary, sprany t-shirt, którego nie toleruje nawet podczas jechania rejonów na mopie w domu. A tu proszę. Zajęcia czas start za 2 minuty, nie mam nic innego, trzeba się poświęcić, trudno. Niby nic, nie pierwszy raz ćwiczyłam w starych, powyciąganych szmatach, ale ten konkretny top zaliczył kiedyś gotowanie ręczników i nie zakrywał mi nawet nerek. Wstyd i hańba, nie dość, że spodenki różowe, koszulka kusa, to jeszcze widnieje na niej świnia Miss Piggy z Muppetów, która wrzeszczy „I need attention!”. Nie. Właśnie dzisiaj ja nie need attention. W dupie z tym, zagryzam wargi i lecę. Liczy się efekt, i tak nikt w tym dzikim tłumie nie zauważy właśnie mojej świni i moich różowych, kosmicznych gaci.

Wchodzę na step, stawiam pierwsze kroki, cisnę jak mogę a z głośnika padają słowa prowadzącej – o, jaka ładna koszulka dzisiaj…

Tak. Zauważyła moją nadającą się na paradę równości, odsłaniającą pępuszek koszulinę w stylu YMCA i dała upust. Teraz już wszyscy zauważyli. Czasem mi się wydaje, że jestem bohaterem tragicznym, taką trochę Brigitte Jones. Przaśna kluseczka taka, tu się potknie, tam ugotuje niebieską zupę z pora.

W tym wszystkim najważniejszy jest cel. Śmichy chichy ale robię coś dla siebie i dla dziecka. Chciałabym móc za trzy lata kopnąć jej dwa razy piłkę na polanie i nie puścić bąka z wysiłku. Dzisiaj nawet do mnie przyszli z GG pod okienko i się na mnie patrzyli. Moja córka jak zobaczyła te wszystkie wytrząsające się w pogoni za pięknem łanie uraczyła wszystkich bananem i suszeniem dolnych jedynek. A jak się mnie zapytano kto to jest odpowiedziałam – moja córka. Nie muszę chyba pisać jak mi wszystko euforycznie podskoczyło. MOJA CÓRKA TO JEST! Ego prawie wybiło zęby.

Jutro wizyta u dietetyka. Niech się dzieje wola nieba…

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

13 komentarzy

  • ~tez mama

    08.07.2014 at 22:02 Odpowiedz

    Ja też upajam się tym słowem od 2 miesięcy, można po tym upojeniu nawet latać 😉

    • Mama Rysiowa

      08.07.2014 at 22:33 Odpowiedz

      Fajnie, nie? 🙂

      • ~tez mama

        09.07.2014 at 12:02 Odpowiedz

        No ba! ;))) a ile frajdy z obserwowania rozesmianej buzi od ucha do ucha u nas takie serie już od 5 rano ;D teraz tylko czekać jak nasze kobietki zaczną mówić i usłyszymy wołanie „mama”…spodziewam się, że przelecą ciary po karku ;)))))

  • ~Marzena

    08.07.2014 at 22:33 Odpowiedz

    buahahahahahahaha zaraz się posikam!! matko kobieto Ty powinnaś pisać scenariusze komediowe :)))))

  • ~hartypia

    08.07.2014 at 22:41 Odpowiedz

    ja od 4 miesięcay. I ciągle jest to si-fi. I tak jak się już przyzwyczaiłam do słowa Mama i ze to o mnie chodzi to jak mam powiedzieć że to moja córka to jakoś mi dziwnie. A dodam że jest chciana, wyczekana i ukochana:)

  • ~katkawariatka

    08.07.2014 at 22:54 Odpowiedz

    do dzieła! trzymam kciuki! ja dzisiaj przebiegłam 2.9 km:)

  • ~Alicja

    09.07.2014 at 08:19 Odpowiedz

    Kochana, postawiłas sobie wysoka poprzeczkę

  • ~ambiwalencja stosowana

    09.07.2014 at 14:24 Odpowiedz

    cwiczyłam, jeszcze miesiąc temu, ale końcówka roku szkolnego mnie pokonała, teraz nie mogę zacząć bo mi znów za gorąco, jedyna pociecha, że dzięki upałom, żreć mi się nie chce 😀

  • ~Kasia

    09.07.2014 at 22:29 Odpowiedz

    Ale co to jest jopa w kroku?
    Chyba jestem zbyt tępa na tego bloga ;p

    • Mama Rysiowa

      09.07.2014 at 22:30 Odpowiedz

      dziura w gaciach 🙂 ! Pozdrawiam

      • ~Kasia

        11.07.2014 at 10:45 Odpowiedz

        Ahaaa.
        Patrz, a mogłam się domyślić. Polska język, trudna język ;p

  • ~sabina

    11.07.2014 at 23:32 Odpowiedz

    Jest mi dziś smutno. Bardzo. Siedzę sama w ten piątkowy wieczór, popijam drina, który miał być rozweselający więc dlaczego wyciągnął na wierzch wszystkie smutne myśli?? Tęsknota za beztroską, imprezami. Znajomi, których jakoś nagle brak. Kurde przecież wcześniej mnie to nie dopadało – cieszyłam się z tego jak jest i „pogodziłam” z utratą wolności w imię największych moich dwu miłości. Więc czemu tak dziś? Nie mając co ze sobą zrobić wyszperałam blog! Ten blog! Dzięki Ci za niego kobieto! Tam w drugim pokoju śpi syn, MÓJ SYN! p.s.wiem, że komentarz niespójny, ale wiecie no… Pozdrawiam mamo córki, TWOJEJ CÓRKI!

    • Mama Rysiowa

      12.07.2014 at 17:50 Odpowiedz

      fajny komentarz kochana. Też wczoraj spożywaliśmy 😉

Post a Comment