Mój kraj. Taki piękny.

Mój kraj. Taki piękny.

Bo gdybym ja potrafiła dobry Boże bez tej mamy mojej istnieć, odciąć się na długo, przestać dzięki niej żyć, nie słyszeć chociaż raz dziennie przez telefon jej głosu ,  pewnie byłabym gdzieś indziej. Torbę spakowaną dla siebie, Ryśki  i GG już bym na dół znosiła, samolot łapała, była,  gdzieś indziej bym mieszkała. Reprezentowałabym kraj „inszy”, gdzie nie trzeba się o wszystko prosić, państwo pomaga a nie z premedytacją nogę podstawia. Bo gdybym ja dobry Boże tak na przykład nie tęsknić potrafiła, nie tęsknić za widokiem tego wstrętnego wieżowca za oknem, który mnie dzień w dzień budzi i przypomina gdzie jestem, za wiecznie uciekającym autobusem, kiedy pędzę na przystanek w drodze do pracy, za chińską budą gdzie się prosi o kurczaka w pięciu a nie chicken noodle, gdybym potrafiła to bym cię Polsko cmoknęła i pojechała. Bo ty mnie ograniczasz Polsko, Ty mnie zaczynasz przytłaczać. Nie chce siedzieć na tyłku i pierdzieć w stołek, nie chce trenować palca na pilocie od telewizora, nie chcę za dwadzieścia lat powiedzieć, że tyle mogłam a nic nie zrobiłam, nie chce! Wiec z głową pełną pomysłów co noc ciężko usypiam, bo takie mam plany, już nawet wiem co, jak i kiedy  a tu nie, kreatywnym mamom dziękujemy, kreatywne mamy idźcie być kreatywne gdzieś indziej.

Chciałam się zapisać na szkolenie,  takie szkolenie przekwalifikujące, które byłoby wspaniałym startem do spełniania marzeń.  W związku z tym, że nie jestem Bill Gates’em  z Łodzi i nie stać mnie na cykle szkoleń z kosmosu za tryliony monet, chciałam skorzystać ze szkoleń bezpłatnych, możliwe, że unijnych.  Zaczęłam poszukiwania, wykonałam kilka telefonów i krew mnie zalała, bo przekrój szkoleń bezpłatnych duży faktycznie, ale chcąc być złośliwą powiedziałabym, że zaczyna się od sztuki dodawania na kalkulatorze a kończy na otwartych dyskusjach o zależnościach wędrówek pingwinów na Antarktydzie względem spadku wartości franka szwajcarskiego – absurd Bożenko. Wszystko, co mnie interesuje, albo wiązałoby się z sprzedażą nerki,  albo kolejnym kredytem. Po raz kolejny, jak zawsze w takich chwilach chętnie spotkałabym się z rządzącymi. Ci sami co szumnie dyskutują o polityce prorodzinnej a nie wiedzą chyba, że żeby dostać becikowe trzeba dobre fleki w butach podkuć, bo się człowiek musi nieźle nachodzić.  Warto wspomnieć o możliwościach dofinansowań z funduszy unijnych. Są oczywiście, ale żeby je dostać trzeba być bezrobotnym. Jak jest się „robotnym” trzeba chyba coś przehandlować (psa?), kombinować, główkować  albo najprościej w świecie ukraść, inaczej się nie da.  Mało tego, większość szkoleń bezpłatnych w założeniu, była bezpłatna a i owszem, ale dla osób niepełnosprawnych. Pytam się dlaczego? Że niby ja nie mam szans na prowadzenie sklepu internetowego? Mam, ale za pięćset złotych, chyba, że obetnę sobie palec wtedy darmo – absurd II.

Kombinując dalej  i starając się nie poddać beznadziei  kursowego jestestwa, zapytałam Państwa Szanownych o możliwości spłat ratalnych.  Oczywiście takowe występują,  jak najbardziej, chwalmy narody i tak dalej. Pierwsza rata tysiąc i druga rata tysiąc. Ręce opadły z szelestem do kostek, jak bym miała tysiąc na pierwszą to pewnie i drugą bym od razu opchnęła, prawda? Pani zaproponowała jeszcze tak bardzo lubiane przeze mnie rozwiązanie kredytowe. Szanowna kusicielko, jeszcze jeden kredyt  i będę zmuszona założyć zeszyt należności, bo się zacznę gubić. Chyba czas zastawić moje jaja FA-BER-ŻE,  opchnąć starego górala na giełdzie, oddać wszystkie butelki pobrane za kaucją i poprosić GG o mycie się w wodzie po kąpielach Kryśki, w celu zaoszczędzenia grosza. Inaczej będę „ dziadzieć” w domu oglądając Klan, odcinek tysiąc pięćset dwa dziewięćset i robić pranie trzy razy dziennie. Dobrze, że chociaż GG wierzy w moje pomysły, zachęca do walki, pozytywnie nakręca. Czasem nawet zrobi kanapki wieczorową porą, kiedy to wertuje opcje urozmaicenia sobie życia w internecie. Nie pomagasz ojczyzno, ciężka z ciebie zawodniczka.

Bo gdybym ja dobry Boże tylko potrafiła ten kraj opuścić, wypiąć się i jechać, nie myśleć, nie szlochać. Gdybym wiedziała jak za krajem nie tęsknić, jak serca tu nie zostawiać. Gdybym potrafiła, ale nie potrafię.  Jutro nowy dzień, jutro też jest szansa. Może jutro się uda. Oby.

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

21 komentarzy

  • ~wima

    25.02.2014 at 07:38 Odpowiedz

    Nie chcę być tutaj buzzkill’ em ale nie uda się. Ja wyjechałam, tęsknię jak szlag, jestem tu dopiero 4 miesiące a już widzę, że do Polszczyzny mojej nie ma co wracać.

    Młodych się nie szanuje, starych z resztą też nie. Czekam tylko na kolejny rozbiór Polski bo politycy tak sobą zajęci, że granic nie ma kto pilnować a i nie ma po co z takim systemem.

  • ~Monika

    25.02.2014 at 09:09 Odpowiedz

    a ja uważam, że to nie jest powiedziane, że za granicą trafiłabyś na eldorado. mogłoby wcale nie być tak wspaniale… wierze, że w Polsce też się uda czegoś dokonać:)

    • SOHO

      25.02.2014 at 09:10 Odpowiedz

      Też wierzę 🙂 „Los się musi odmienić”

  • ~brydzia

    25.02.2014 at 09:31 Odpowiedz

    I to jest właśnie to… Choćbyś Człowieku nie wiadomo jak się starał, nie wiadomo jak chciał polepszyć byt swój i rodziny, to i tak dupa z tyłu 🙁
    Dlatego Mąż znalazł robotę na obczyźnie, staje na głowie żeby mnie tam ściągnąć i mam jedynie nadzieję, że przed porodem w czerwcu mu się uda. Tymczasem żyję na powrót u rodziców (na szczęście mają sporo
    miejsca na wsi) i nie wydaję kasy na wynajmowanie chaty, bo o swojej na razie nie ma co marzyc. Nawet się nie łudzę, że szanowne Państwo w
    czymś pomoże 🙁

  • ~Emigrowana

    25.02.2014 at 09:54 Odpowiedz

    Ja jestem w jukeju jak dobze wiesz. Mozliwosci daje piekne. Jestemnobecnie na kursie z funduszy unijnych, ktory zawsze mnie krecil. Kosmetologia. Level 2 trwa rok ide rowniez na sarmowy level 3- drugi rok. A zeby miec kurs za darmo msialam tylkobpodpisac papierwk, xe nie pracuje ale chce a ten kurs da mi kozliwosc pracy w zawodzie! Mozna? Mozna!! Dodatkowo z przyczyn prywatnych mam kontakt z osrodkiem pomocy uzaleznionym- zaoferowano mi darmowy kurs- po ktorym edw miala uprawnienia terapeutki i bede mogla prowadzic grupe- to juz w wakacje- ale drugie marenie spelnione!
    Zaczynam staz za tydzien w salonie!!
    Totalne przekwalifikowanie i daje sie rade, bo co? Bo ten kraj pomaga a nie wszystko dla siebie. Jacys tam polacy protestowac bedO bo Cameron chce im Abrac benefity. Buuu buuu bii buiu 🙂 jednego tu nie lubie- pogody! Tesknie za ludzmi ale nie za szarzyzna Lodzi! Ale z ludzmi zyc nie bede. Na skajpie wisze non stop praktycznie, nie jest zle! A bedzie jeszcE lepiej. PierwsY rok to koszmar tu byl…

  • ~Ola

    25.02.2014 at 09:57 Odpowiedz

    A my z mężem wróciliśmy po czterech latach tułaczki po krajach, w których żyło nam się dobrze. Głównie z tęsknoty. I w Polsce urodziło nam się dziecko, tutaj żyjemy od wypłaty do wypłaty jak za starych dobrych czasów gdy byliśmy biedaczkami, tu są nam podcinane skrzydła, tu się denerwujemy każdego dnia patrząc co się dzieje z naszym krajem. Ale jak to mówią – wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. I tego się trzymamy 🙂

  • ~gumofon

    25.02.2014 at 11:17 Odpowiedz

    … łączę sie z Tobą bólu. Szczerze, dużym drukiem i bez kosztów ukrytych.

  • ~ja

    25.02.2014 at 12:40 Odpowiedz

    Ja starałam się o dotacje na otworzenie działalności, niestety dotacje owszem są, ale tylko dla osób niepełnosprawnych, z ubogich rodzin ewentualnie dla osób uzależnionych… w tym wypadku pozostaje nic innego jak właśnie uciąć sobie palec ewentualnie zacząć pić nałogowo. Wtedy jak najbardziej…

    • ~

      25.02.2014 at 13:08 Odpowiedz

      Dokładnie, znam ten bol. Jestem osoba zatrudniona, nie mam zamiaru tego zmieniać, a ze stała umowa moge jedynie liczyć na niskooprocentowany kredyt. NIE CHCE JUZ KREDYTÓW! I tez mam wszystkie palce i niestety dla mnie nie ma nic.

  • ~pumba

    25.02.2014 at 14:10 Odpowiedz

    Wyjedź, nie męcz się, masz ogromny potencjał, angielski znasz perfect, czyż nie? A w innym kraju będzie Cię stać na to, by walczyć z tęsknotą, jak będziesz mieć dobrą pracę, to i do Polski polecisz kilka razy do roku, a rozwój i perspekywy są tego warte. Zresztą zwiedziłaś już sporo i wiesz trochę czym obczyzna pachnie. Zatem powodzenia nie muszę życzyć, bo będzie Ci się wiodło, ale niestety gdzie indziej, nie w Polsce. Trza się ino odważyć.

    • ~

      25.02.2014 at 14:29 Odpowiedz

      My to się chyba znamy, czyż nie?

      • ~pumba

        25.02.2014 at 19:04 Odpowiedz

        no, tak by można rzec, znamy się, tak troszkę… 😉

    • ~emigrowana

      26.02.2014 at 16:25 Odpowiedz

      podpisuje sie recyma i nogyma 🙂

  • ~pokilkpo

    25.02.2014 at 16:50 Odpowiedz

    Ja od prawie roku zyje w USA i musze powiedziec, ze tu tez nie jest az tak rozowo. Mozliwosci sa duzo wieksze, cieszy mnie tez to, ze pracodawca zwraca glownie uwage na potencjal i umiejetnosci, w roznym stopniu na doswiadczenie (to zalezy tez od zawodu), a w najmniejszym na dyplomy, papiery, kursy. Pieniadze na zycie mozna zarobic pracujac nawet w zawodach, gdzie kwalifikacji wielkich nikt nie wymaga, ale jak juz sie chce siegnac wyzej to i studia sa pomocne i tu sie kwiatki zaczynaja, bo nawet zwykly college bez zielonej karty lub obywatelstwa, na wizie studenckiej to majatek. Znajduje sie teraz w punkcie oczekiwania na zielona karte i jedyne co moge robic to siedziec w domu, gotowac obiadki dla meza, sprzatac, niby fajnie, wakacje jakby nie patrzec, ale doksztalcilby sie czlowiek, prawojazdy zrobil, zyc zaczal, a czekac moge ponoc nawet do 2 lat 🙁

  • ~mimbla

    25.02.2014 at 18:13 Odpowiedz

    Gdybym była młodsza….. gdybym nie miała „podopiecznych”….. Nie przyjechałabym tu nawet na wakacje….. Wyjechałabym z pieśnią na ustach i lekkim sercem. I proszę mi tu nie gadać,że tam zle i deszcz pada. Niech sobie pada ale to angielski deszcz,przyjazny ludziom,demokratyczny,nie homofobiczny,gender,rzec można…. Właśnie za dwa tygodnie lecę w odwiedziny. Już mi się gęba cieszy 🙂 Jedyny mankament,to to,że trzeba wrócić…..

    • SOHO

      27.02.2014 at 22:45 Odpowiedz

      podziwiam. nie traktowałam tego deszczu nigdy jako przyjazny a wrecz jak depresyjny. Może gdybym miała tam ze sobą wszystko co dla mnie najwazniejsze jakoś by poszlo. Ale wiem, że moja mama nie da się namowić a bez największego przyjaciela nie jade. Jak to mowią: żeby skały srały, nie pojadę.

  • ~akasha

    27.02.2014 at 09:33 Odpowiedz

    Tak jak i Ty zawsze broniłam się przed wyjazdem z Polski, bałam się tęsknoty, pustki gdzieś na obczyźnie. Robiłam więc wszystko by tu żyło mi się dobrze, skończyłam jakieś tam studia, po nich zaczęłam pracę, pięłam się po szczeblach „kariery”, dziś w wieku 30 lat jestem dyrektorem i podjęłam decyzję że spier…z Polski. Dość, koniec… Źle nie zarabiam, ba, w porównaniu z moimi bliskimi bardzo dobrze, dzieci nie mam, szpileczek za 5 stówek nie kupuje, łoryginalnych łachów też nie, jedynym moim szaleństwem był zakup na kredyt 3 lata temu apartamentu 28m2, w starym wieżowcu na 10 piętrze z karaluchami i obrzeżkami, jeżdżę 20 letnim rzępem i Q mać jedyne na co mi starcza to godne wyżywienie!!!! Co trzeba w Polsce robić i ile zarabiać by móc poszaleć na zakupach, kupić normalne auto, czasem jeść na mieście, wyskoczyć „za miasto” na weekend?! A jak się zdecydować na potomstwo? Jestem pełna podziwu dla osób zarabiających najniższą krajową i mających dzieci na utrzymaniu, nie wiem jak się to w Polsce robi?!

    • SOHO

      27.02.2014 at 22:42 Odpowiedz

      Więc i ja się przyznam, że nie żyję tu jakoś pod kreską, też mam pracę, która wiele mnie nauczyła i tyle samo dała. Ale potrzebuje zrobić coś takiego, żeby moje maleństwo kiedyś z dumą powiedziało: „To jest moja mama”, a partner nadal podziwiał i patrzył na mnie z takim zachwytem jka teraz. Z reszta, sama dla siebie chce coś zmienić. Co do obczyzny – nie potrafię i koniec. Próbowałam, ale czułam jakby mi ktoś flaki wypruwał. Niszczyłam się dzień po dniu. Wiem, że są tacy ludzie, którzy nie maja z tym najmniejszego problemu, rzucają wszystko i niech się dzieje wola nieba. Ja zapuściłam tutaj już za długie korzenie. Chcę spróbować w Polsce.

      • ~akasha

        28.02.2014 at 12:22 Odpowiedz

        Trzymam więc za Ciebie kciuki, każdy jest inny, ma inne dążenia, cele, najważniejsze by żyć w zgodzie ze sobą i robić to co się kocha. Życzę Ci żebyś znalazła to „coś” dla Ciebie. Myślę że jeśli jest się dobrym rodzicem to dziecko niezależnie od tego czym będziesz się zajmowała będzie z dumą o Tobie mówić, a Partner jeśli jest wart swojej kobiety będzie patrzył na nią z zachwytem nawet wtedy kiedy w papilotach i dziurawych papciach będzie zasuwała po kuchni 🙂 Powodzenia 🙂

  • ~tak tak

    28.02.2014 at 23:58 Odpowiedz

    Kurde zostan pisarka. Zbijesz fortune… wydalabym ten blog. Uwielbiam cie

  • Malaga

    12.03.2016 at 23:42 Odpowiedz

    No i chyba się udało? Blog się kręci, „fejm” na fejsie – cieszę się, że do czegoś doszłaś! Nowa jestem na blogu, usłyszałam o nim niedawno, i jestem zachwycona!
    Dorzucę też swoje kilka groszy – w każdym kraju coś jest źle, coś nie tak. Mieszkam na zielone wyspie 9 lat i poznałam ludzi z wielu kraji, którzy zawsze narzekają na swoje. Są dumni, tęsknią, ale zawsze mają wiele do powiedzenia, kiedy pada hasło „a bo w X to jest tak pięknie” – no chyba nie…

Post a Comment