Matka roku.

Matka roku.

Matko Rysiowa, kiedy kończy się zdrowe, boże wychowanie dziecka, a kiedy jedziesz bez trzymanki dając z siebie pierdylion motyli, diamentów i złotych monet, którymi, twoim subiektywnym zdaniem,  jak w sklepie na skraju polany, u wróżek i leśnych skrzatów, za wspomnienia z dzieciństwa będzie płaciła Twoja córka? Kiedy przekraczasz granicę normalności i standardu nie do osiągnięcia dla innych ludzi, a którą to przeskakujesz lekko i sprawnie jak kałużę w letnie dni? I przede wszystkim Matko Rysiowa, jaką masz pewność, że Twoja córka ze zdartą po weekendzie maską, dwoma guzami na czole wielkości koła od pierwszego roweru, brudną, wiecznie uklejoną  buzią z zaschniętymi w nosie kozami, będzie w przyszłości szczęśliwszą dziewczyną niż ta, która nogi zakłada na krzyż przy obiedzie i uczy się ładnie ustawiać lalki na półce odkąd nauczyła się porządnie chodzić?

Matka roku, myślę sobie z pogardą za każdym razem, kiedy dziecko o dziewiątej rano jeszcze przed porannym jajkiem na miękko wciąga czekoladowego batona, którego znalazła jak na złość pod szafką w kuchni. Przecież jej nie zabiorę, chociaż wiem, widzę przecież,  jak mało wychowawcze mam zapędy. Szczęśliwa jest, oczy świecą się jak słońca. Czy nie na tym polega dzieciństwo? Szczęśliwe dzieciństwo Panny Krystyny?

Matka roku furczę pod nosem i wywracam oczy na lewą stronę widząc, jak po tarasie na bosych nogach o ósmej nad ranem nadrabia kilometry w prawo i w lewo moja dziewczynka. Bez kapci, bez pampersa, z tym nieszczęsnym batonem spod szafy. Usta jej sięgają uszu, zęby suszy jak ręczniki, nie mam serca zabrać jej tych minut. Czy jestem nieodpowiedzialna?

Pięknie Matko, gadam do siebie, kiedy na niestrzeżonym kąpielisku pod nogami zamku Czocha wywijam potrójnego tulupa pod wodą z inną matką. Tą matką co weszła  w ubraniu bo nie miała nic na zmianę, a niesiona emocją czuła, że wejść musi. Że włosy muszą się zmierzwić w tej chłodnej wodzie, że jeszcze raz chce pochlapać ludzi na brzegu jak piętnastolatka bez zmartwień. Jak cudownie jest trzepać majtki z mułu, wydmuchiwać pach z paluszków dwulatka zanim założy się mu klapki…

I macham mojej córce, co na brzegu, tej co z tetrową pieluchą na głowie przechodziła dwa dni jak żul, tej co kolana obiła na rynku Wrocławia i nos zdarła pod biblioteką uniwersytecką, tą co ma w nosie zaschnięte gile od dwóch dni, macham jej i myślę. Czy Ty jesteś z nami szczęśliwa? Czy my z ojcem nie powinniśmy teraz w domu tłuc kotleta i obierać ziemniaków na obiad dla Twojego potrzebującego ciała? Zamiast targać Cię wiecznie po Polsce, karmiąc na zmianę słoikiem z podgrzewacza, barowym rosołem i frytkami, nie powinniśmy być bardziej dojrzali? Czy po 22:00 nie powinnaś leżeć w łóżku, zamiast spać w wózku, plecaku na ramionach ojca, w foteliku w samochodzie w drodze powrotnej z Sudet? Wiecznie brudna buzia, kitka zdemolowana już trzy razy przez trudy dnia, rozwiązany but…

Po czym odstawiam Cię do żłobka następnego dnia po długim weekendzie pełnym niestandardowych rozrywek, całuje posiniaczone nogi oddając je w ręce innej pani i słyszę płacz. Wczepiasz się w Matkę jak rzep. Zamykają się drzwi a mnie przed oczami staje smutna buzia mojej dziewczynki ze startym nosem. A może Ty jednak jesteś z nami szczęśliwa Krystyno, co? A może właśnie tych kilka czerwcowych chwil wypełniło Ci słoik wspomnień po brzegi? Kiedyś nas rozliczysz podejrzewam, kiedyś powiesz matce i ojcu czy zdali ten test.

P.S.

Dolnośląskie. Uwielbiam.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

18 komentarzy

  • ~Marta

    08.06.2015 at 13:36 Odpowiedz

    Ahhh Kobieto…czy mi się kiedyś przestaną oczy świecić po każdym Twoim wpisie? Czytam i rozmyślam o mamie mojej, ktora musiała się dwoic i troic żeby zapewnić mi szczęśliwe dzieciństwo,co łatwe nie było,gdyż została sama z 5-tką dzieci po śmierci taty….I tak sobie myślę tulac swoją pierworodną we śnie to o czym piszesz to moje najwspanialsze wspomnienia z dzieciństwa i mojej córce też takich życzę…nie wyidealizowanych…zwyczajnie pięknych.Pozdrawiam serdecznie.

    • ~kate

      09.06.2015 at 17:40 Odpowiedz

      Moje odczucia po przeczytaniu były identyczne… 🙂

  • ~Kas

    08.06.2015 at 13:37 Odpowiedz

    łzy wyciskasz jak zwykle. Ja siedzę ze swoją, również wytargana przez te kilka dni. I nie jest mi łatwo, gdyż papiery do żłobka składać czas… Pozdrawiamy z Wrocławia, cieszę się, że się podobało 🙂

  • ~E

    08.06.2015 at 13:41 Odpowiedz

    Krzyśka Szczęścia!

  • ~Ewa

    08.06.2015 at 14:34 Odpowiedz

    A ja się obawiam, że to jeszcze za wcześnie… że po prostu nie będzie pamiętać. Tak jak nasza tego, że zamiast ostatniego dnia zwiedzać po raz kolejny Toruń – zakopaliśmy się z nią w molochu handlowym, bo mieli tu pokój ze sztuczną plażą i bajeczny domek w którym można było przez pół godziny otwierać i zamykać drzwi. PÓŁ GODZINY!
    Ale już za rok… za dwa… Przecież ja do tej pory mam wspomnienie, gdy jako trzylatka na malutkim rowerku z czterema kołami jadę za tatą oglądać kolarzy…

    • ~dimmiu

      10.06.2015 at 16:15 Odpowiedz

      Wspomnien moze nie bedzie, ale przeciez kazdy bodziec zewnetrzny w tym wieku ma wplyw na rozwoj dziecka, psychiczny, fizyczny i kazdy inny, wiec mysle, ze warto.

  • ~Tata

    08.06.2015 at 17:08 Odpowiedz

    Po każdym wpisie tęsknie za moimi dziewczynami bardziej niż zwykle i żałuje, że nie ma mnie na miejscu.

  • ~lavinka

    08.06.2015 at 18:09 Odpowiedz

    Tego się nigdy nie wie, co? Też się czasem zastanawiam, co zapamięta moje dziecko z pierwszych lat życia. Walkę o wkładanie na siebie ubrania, czy bieganie luzem po lesie, bo matka z ojcem nie zabraniają i dzikim zwierzem nie straszą. Ekologiczne placki tatusia bez cukru, czy frytkę od wujka. 😉

  • ~beata

    13.06.2015 at 17:49 Odpowiedz

    Zawsze rozwalasz moja skorupke, ale tym razem to juz przegielas. Nie wejde tu przez tydzien chocby Krystyna dostala czysta pieluche. No nie wejde! 😛

  • ~robin

    15.06.2015 at 23:13 Odpowiedz

    Po prostu trzeba zastanowic sie co tak naprawde potrzebuje kilkunastomiesieczne dziecko, a co jest tylko nasza zachcianka, naszym widzeniem swiata, naszym rozumieniem szczescia. Bo o ile, tyle odcieni szczescia co doroslych to potrzeby emocjonalne jak i fizyczne malych dzieci sa takie same- niewazne czy to jedyna coreczka profesorow czy 5 pociecha hipisow. A dziecko czesto samo pokaze czego potrzebuje-tak, krysia tez to pokazala. I raczej nie chodzilo jej ani o Sudety, wycieczki, spanie w aucie, nie chodzilo jej tez o domowe obiadki, koronkowe sukienki i czysta buzie. Tak Rysiowa mamo-czego instynktownie pragnie kazde dziecko, bo niestety tak, przed paroma milionami lat natura je zaprogramowala, zeby zwiekszyc szanse jego przezycia. I niewazne, ze mamy teraz 2015 rok.

  • ~robin

    15.06.2015 at 23:28 Odpowiedz

    I jeszcze dodam, ze natura to niezla bitch. Egoistka zwykla, ktorej nie interesuje ze w DZISIEJSZYCH czasach: trzeba, wypada, nie mozna, czy po prostu nie da sie juz inaczej. Natura kroczy stala sciezka. I tak jak potrzeby szczeniat sa od pierdyliona lat niezmienne, niewazne ze rodza sie w przytulnym koszyczku, w ciepelku a nie w brutalnej dziczy, a suka dostaje miske pod nos, tak i potrzeby malych dzieci-do lat 3-pozostaly niezmienione.

  • ~Kazimierz

    17.06.2015 at 10:34 Odpowiedz

    Czesc 🙂 Przegladam sobie internet i właśnie trafilem na Twojego bloga, od razu przeczytałem najnowszy post, wybacz, ze tak nie po kolei, ale chcialem sprawdzic, czy warto czytac wszystkie od nowa. Szczerze Ci powiem, ze warto 🙂 Masz we mnie stałego czytelnika 🙂 Mam dziś troszkę więcej czasu, więc zabieram się do dalszej lektury! 🙂

  • ~Paweł

    17.06.2015 at 19:35 Odpowiedz

    Udało mi się przeczytać kilka Twoich wpisów i pewnie Cie zdziwię, że jako facet mówię – wzruszyłem się. Każdy Twój wpis jest tak niesamowity – tak pełen uczuć i sam nei wiem czego jeszcze, ze chce się czytać dalej, więcej i ciągle.Ciągle mało tych opowieści -zabieram się za dalsze czytanie i poznawanie Ciebie

  • ~ka

    25.06.2015 at 22:15 Odpowiedz

    jak Cię czytam to też tak chcę…

  • ~Lukasz

    01.07.2015 at 15:22 Odpowiedz

    No to prawda, jak zwykle ściskasz za serce swoim tekstem, naprawdę piękny i bardzo wzruszający wpis, skłania człowieka to refleksji i przemyśleń. Ty swoimi tekstami sprawiasz, że człowiek może zatrzymać się na trochę swoimi myślami i porozmyślać. Naprawdę świetne piszesz artykuły i człowiek z zaciekawieniem je czyta.

  • ~Michał

    07.07.2015 at 16:39 Odpowiedz

    Hej 🙂 Chcialbym Ci napisac, ze niezmiernie się ciesze z tego powodu, ze dalem się kumplowi namowic na chwile oderwania od pracy, zeby poczytac Twojego bloga 🙂 Mimo, ze ta chwila bardzo mi się przedluzyla i teraz jestem troszke z moja praca w tyle 🙂 Jednak niczego nie zaluje, masz prawdziwy talent, a teraz wybacz, wracam do swojej pracy 🙂

  • ~barbara

    19.07.2015 at 12:08 Odpowiedz

    Mój ulubiony post. Zwykle jak go czytam oczy mi się szklą i myślę „mam to samo!!!!!” ☺

  • Karola

    21.01.2016 at 17:22 Odpowiedz

    Moje dolnośląskie!
    Dzieci jeszcze u mnie brak, ale planuje….za jakiś czas.
    Zaschnięte gile, obdarte kolano z blizną na całe życie i znak nike na czole po nauce jazdy na rowerze- najpiękniejsze wspomnienia <3

Post a Comment