Małe rzeczy.

Małe rzeczy.

Na balkonie, na trzecim piętrze metalowego wieżowca mieszkał stary, zniszczony wiatrak. Taki najprostszy wiatrak pamiętający prawdopodobnie przemile spędzone popołudnie na odpuście z rodziną, która mieszkała tu przed nami. Każde skrzydło miał już obdarte z farby, wisiał na krzywym patyku. Kiedy sprzątałam balkon tylko mi wadził. Plątanina drutów jakimi był przymocowany do barierki zbierała kurz i pajęczyny a on sam wyglądał jakby go ktoś wyżuł i wypluł.
Balkon posprzątałam mistrzowsko, pomyłam wszystkie okna w największym upale, nabluźniłam się srogo zdzierając ptasie kupy z parapetu, które mieszkały tam od zawsze, łyżką. Każdy centymetr błyszczał a w rogu smutno obracał się zaniedbany wiatrak. Zrobiło mi się dziwnie. Chyba smutno nawet. O ironio, tak mnie denerwował a teraz myślę o jego reanimacji.
Zdjęłam, umyłam, porządnie wyczyściłam. Powiesiłam z powrotem na balkonowej barierce zmieniając jedynie wysokość, na której teraz miał mieszkać. Przy wiatraku usadziłam Kryśkę. W jednym momencie jej uśmiech stał się tak potężny, że zamknął  oczy w półksiężyce, otworzył buźkę i wysuszył dwie, dolne, chomicze jedynki. Siedziała wpatrzona w starą zabawkę jak zaczarowana. Zupełnie nie przeszkadzał jej stan, pochodzenie i to, że to tylko plastikowy patyk i kawałek cienkiej, kolorowej pleksi. Sprawiłam jej najszczęśliwszych pięć minut dnia. Tak niewiele było trzeba.
Krystyna naucza. Bardzo sprytnie pokazuje małe rzeczy, o których ja, pani wielce dorosła i doświadczona zapominam. Aż mi wstyd jak przekreśliłam ten durny wiatrak a ona oszalała z radości. Moje dziecko uświadamia,  jest pokorna mimo wieku i rozmiaru spodni. Do tego wszystkiego udowadnia z dnia na dzień coraz mocniej, że nie potrzebuje pieniędzy, szlacheckiego pochodzenia, wielkiego domu i tony zabawek. Potrzebuje miłości i zainteresowania, które są bezpłatne a które swoim dzieciom dają oddani rodzice. Tylko tyle i aż tyle.

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

6 komentarzy

  • ~Strzyga

    10.06.2014 at 15:42 Odpowiedz

    Potwierdzam. Moje dzieci miast pokoju pełnego zabawek wybierają patyki i papierki znalezione na polach za naszym blokiem.

  • ~mimbla

    10.06.2014 at 17:33 Odpowiedz

    Oczami duszy zobaczyłam ten stary wiatrak…. Chyba każdy go ma w swoim domu. Nie musi mieć skrzydeł. Może być z drewna,metalu,papieru. Ważne,że budzi radość i ciepło w sercu. Chrońmy wiatraki, kiedyś jakaś Krystyna bardzo się ucieszy 🙂

  • ~Ara

    10.06.2014 at 23:18 Odpowiedz

    Haaa ostatnio kupiłam swojej małej, ukochanej istotce wiatraczek bo przypomniało mi się jak wiele radości mi dawał…:) a tu taki wiatraczy wpis 🙂

  • ~ka

    11.06.2014 at 00:58 Odpowiedz

    moja mała ulubienica ma mamę, która jest hmmm… dość zimną osobą. Malutka uwielbia się tulić, cieszy się nawet jak jej się macha breloczkiem od kluczy i coś opowiada. A super wypasione zabawki? ok, na chwilę… woli jednak bliskość

  • ~matkafiksatka

    11.06.2014 at 16:30 Odpowiedz

    Małe dzieci zawsze dostrzegają więcej niż my 🙂

  • ~Kaś

    11.06.2014 at 17:27 Odpowiedz

    Pięknie napisane Rysiowa Mamo, uwielbiam Cie czytać ,swoimi wpisami rozbawiasz mnie do łez, czasem wzruszasz, często dodajesz mi otuchy.Dziękuję.

Post a Comment