Ludzie przychodzą i odchodzą.

Ludzie przychodzą i odchodzą.

Ludzie przychodzą i odchodzą. Wczoraj byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, kumplami, kompanami do tańca i różańca, dzisiaj po naszych zażyłościach pozostał jedynie zapisany numer telefonu w komórce, odkurzany przy okazji świąt i urodzin. I chyba trochę mnie to dzisiaj zabolało, zrobiło się przykro. Zabolało, że urodzenie dziecka, założenie rodziny i inne podejście do rzeczywistości zrobiły ze mnie trędowatą. Nie oczekiwałam głębokiego zrozumienia ludzi, którzy zatrzymali się na pewnym etapie dorastania. Jedni radośnie podskakują w kałuży kiedy ja zamiast truchtać w deszczówce lecę wpław przez Atlantyk – ja to rozumiem. Normalna kolej rzeczy.

Nigdy nie użalałam się nad sobą z powodu macierzyństwa. NIGDY. Uważam, że wzięłam na siebie całkiem nowe, pokaźne  doświadczenie w idealnym momencie życia i że nie zmieniłabym dnia ani godziny w celu opóźnienia, przyspieszenia stanu rzeczy. Cieszę się, że codziennie budzę się koło pachnącego Sudocremem obsikanego tyłka w Pampersie, kocham się podniecać nowymi umiejętnościami córki, która z dnia na dzień coraz bardziej się rozwija, jak jebnięta wrzucam zdjęcia dziecka na fejsa pomimo początkowych obietnic i zastrzeżeń, że twarz mojego dziecka nie znajdzie miejsca w sieci. Śmieję się sama z siebie. To jak dokonać czegoś nadzwyczaj ważnego i nie chcieć się tym podzielić. Być na miesięcznych wakacjach na Bali i nie wrzucić zdjęcia gołego, prażącego się cielska na wiklinowym leżaku ku „uciesze” innych, tych co w biurze odkurzają Excele. Impossible. Cały ten zbiór uniesień i podniet sprawia, że nie mam prawa i chęci się żalić. Nawet jak widzę zdjęcia uśmiechniętych znajomych – nie użalam się bo ja też jestem szczęśliwa.

Ale.

Życzyłabym sobie, żeby czasem ktoś do mnie zadzwonił i dał mi prawo wierzyć w to, że byliśmy sobie bliscy nie tylko przez wódę i nocne eskapady, ale że znaczyliśmy dla siebie coś więcej niż tamte dni. Chciałabym, żeby te wszystkie zdjęcia, które są jak fundament – z wakacji, z imprez, wspomnienia jakimi się karmie na „tęskno – głodzie” budowały solidne mury moich starych znajomości. Nie chcę trzeźwieć na każdym zakręcie życia myśląc „było minęło”. Tak trudno jest podnieść telefon i się zatroszczyć? Zadzwonić? Zapytać jak leci? O nic więcej mi nie chodzi. Gdzie są wszyscy? Tyle razy próbowałam, ale jakoś nikt nie podjął wyzwania.

Myślę sobie czasem, że większość moich znajomości z czasów bezdzietnych były o kant dupy rozbić. Tak jak mocno w nie wierzyłam tak mocno teraz wbijają szpilę. Mówi się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i że może podążając za tym sloganem warto znaleźć sobie ludzi w tej samej sytuacji. Pewnie warto, ale co poradzę, że chciałabym zamiast oglądać czyjeś zdjęcia z wakacji po prostu na nich być. Tak, z dzieckiem, albo mnie biorą w całości i z całym dobrodziejstwem inwentarza, albo… No właśnie, dupa zbita.

IMG_1699A ja, my, nadal jesteśmy tacy sami. To samo nas bawi, tak samo lubimy filmy takie jak kiedyś. Nadal ciągnie nas do kina, na piwo, na domówkę z sałatką warzywną, której GG szczerze nie znosi. Jestem ta sama ja co wtedy! Mam ten sam numer buta i kolor oczu, tak samo nie cierpię sypanej kawy i whiskey! To ja! Mam jedynie dziecko, ale dziecka się nie bójcie. To moje dziecko i żadna odpowiedzialność na was nie spadnie. Przez jeden telefon i drobne okazanie zainteresowania moje dziecko nie okaże się nagle waszym.

Wynoszę najważniejszy wniosek z tej historii. Jestem przekonana, że nikt, nigdy tak nie będzie jak Krystyna, nigdy w życiu. Powtórzę się, ale jedni odejdą inni przyjdą, drzewa przed blokiem dzisiaj są, jutro ktoś mi je obetnie. Moja córka, serce co pod moim biło, będzie na zawsze. I to jest ta miłość, o którą warto walczyć. Ta jedna, jedyna, najszczersza. Nie ma na świecie całym wyższej zażyłości niż ta. Matka i dziecko.

 

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

46 komentarzy

  • ~Hartypia

    23.07.2014 at 23:25 Odpowiedz

    Tak tak tak. Prawda to jest. Niestety smutna prawda. Ale zgadzam się z każdym twym słowem. Mam dziecko. I jestem szczęśliwa. Ale rozumiem tych co nie mają i żyją inaczej. Chciałbym żeby oni mnie zrozumieli. Życie weryfikuje przyjaźnie strasznie. I nie zawsze robi to bezboleśnie. Mamo Krystyny – daj numer to do ciebie zadzwonie bo mam wrażenie że znam cie całe życie!

  • ~Nela

    23.07.2014 at 23:26 Odpowiedz

    Normalka.Chyba na kazdego znajomi bezdzietni wypinaja dupe jak pojawiaja sie dzieci u kogos innego.Ale zazwyczaj jak Ci bezdzietni staja sie rodzicami to sobie przypominaja o nas. Tylko to juz nie jest to samo.

  • ~Marzena

    23.07.2014 at 23:27 Odpowiedz

    Mam tak samo… stwierdzam nawet,ze kolezanki z pracy obrazily sie nawet z powodu nadniaru obowiazkow przez moj macierzynski. Stwierdzam jednak,ze nam to gleboko w 4 LITERACH :D. Jedynymi niezawodnymi ludzmi to rodzina-mama,ktora dzwoni milion razy kazdego dnia z zapytaniem czy wnusia juz wstala,jadla itp itd 😛 wiem,ze przynajmniej na nich sie nie zawiode 🙂

  • ~edyta

    23.07.2014 at 23:27 Odpowiedz

    Witam 🙂 mogę zadzwonić. Mam to samo odkąd mam dzieci i czuje to samo

  • ~kittek

    23.07.2014 at 23:36 Odpowiedz

    ehhhhhhhhhhhhhhhhh podpisuję się pod tym rękami i nogami!!!!!!!!!!!! Na moim weselu 50% gości to byli MOI znajomi, ba nawet ich uważałam za przyjaciół!!!!!!!!!! Teraz pozostała mi przyjaciółka, ktora tez ma dziecko i jeszcze jedna taka prawdziwa i o…….. figa z makiem….. Reszta ma nas w poważaniu posyłając lajki pod zdjeciami Młodej :-/ Nawet mam okazje zrobic giga impreze bo sie moja 30-stka zbliza, ale po co? Nawet jeśli przyjadą to co? Ja mam sie teraz prosić? A gdzie oni byli rok temu? No własnie……….. pójde z córką i mężem do zoo a potem walne flaszke whisky (ja akurat uwielbiam hihi) i pójde spać 😛
    I to zdanie pozostanie na mych ustach: ” I to jest ta miłość, o którą warto walczyć. Ta jedna, jedyna, najszczersza. Nie ma na świecie całym wyższej zażyłości niż ta. Matka i dziecko.”

    • ~Katka

      24.07.2014 at 00:00 Odpowiedz

      I tak trzymaj kobitko… niech się plewy wykruszą 😛

  • ~Ela

    23.07.2014 at 23:42 Odpowiedz

    Lezki poplynely po moich policzkach…Kocham Was moje lobuzy. Dziekuje Tobie za ten wpis, a szczegolnie za ostatni akapit.

  • ~Katka

    23.07.2014 at 23:56 Odpowiedz

    Matko Rysi-Krysi… Wszystko przeszłam, lat temu koopę, wspomnienia dalej bolą… ale najgorsze przyszło po rozwodzie… totalna towarzyska pustynia 🙁 Zadowolona z rozwodu, młoda mamuśka… koleżanki nie wpuszczały mnie do domu, a mężowie koleżanek wydzwaniali do mnie w dzień i w nocy… czy aby nie potrzebuję pomocy, tudzież wsparcia… rzygałam 🙁

  • ~matka wariatka

    23.07.2014 at 23:59 Odpowiedz

    Ano..
    Samo zycie..
    Ale nie znajomi sa wazni. Rodzina jest. Maz/partner. Bo kiedys nawet dzieciaki nam z domu wyjda 🙁
    Ja juz nauczylam sie, ze ludzie bardzo szybko oceniaja, nie zastanawiajac sie czy slusznie i jak oni z boku moga wygladac dla innych..
    Czas zapitala.. Ludzi sie poznaje nowych, starzy gdzies znikaja.
    Zdazylam juz do tego przywyknac. Nawet nie jest mi smutno.

    P.S ja dzwonie to czasu nie masz!

  • ~X

    24.07.2014 at 08:08 Odpowiedz

    Moja przyjaciółka na wieść o mojej ciąży ucieszyła się, ale też bardzo zmartwiła mówiąc: „z kim ja teraz będę chlała…” I faktycznie, wszyscy wychodzili do knajp, ale już beze mnie. Na początku trochę to bolało, ale jak się potem dzieci posypały to już inna bajka. Nie ma już chlania do 4 rano, teraz są spacery z wózkami i rozmowy o kupach dzieci 🙂 I tez jest fajnie. Ba! Jest nawet lepiej 🙂
    Pozdrawiam.

  • ~aga

    24.07.2014 at 08:52 Odpowiedz

    Przykro mi bardzo ale…ja mam w drugą stronę-to moi znajomi którzy mają dzieci odwrócili się od nas, to ja jestem ta trędowata, bo nie mam dzieci, to do mnie przestali się odzywać znajomi, czuję się człowiekiem gorszej kategorii bo nie mam dzieci, a chciałabym bardzo nawet nie wiesz jak bardzo ale nie mogę…Co z tego że milion razy proponowałam spotkanie, za każdym razem coś, a to choroba, a to zmęczeni,a to ząb, a to przedszkole,rodzie,kolejna choroba-za którymś tam razem zastanawiasz się czy się nie narzucasz, czy oni mają ochotę jeszcze się z Tobą spotkać…I jeśli dojdzie do tego spotkania to raczej 90% rozmów tyczy waszych dzieci, a ja mam też ochotę pogadać normalnie o was, o życiu, chciałabym się pochwalić swoimi radościami, podzielić smutkami-nie da się .Sorry, nie mam dzieci więc nie rozróżniam chorób czy kup ale mam prawo powiedzieć czy mieć zdanie na temat wychowywania dzieci, mam prawo powiedzieć co robicie źle i nie patrzcie na mnie tym pobłażliwym tonem-co Ty możesz wiedzieć o wychowywaniu dzieci! Nie miejcie pretensji kiedy już wychowane dziecię podrzucicie dziadkom na noc i nie macie z kim wyjść-to ,że nie mam dzieci nie oznacza,że nie mam innych obowiązków i przez te 10 lat czekałam na telefon,że ta daaaaaaaaaaam, oto jesteście i za 10 min mam być gotowa.Albo jak umawiamy się na godzinę 10 w niedziele to ja nie wstanę o 6 tak jak Wy tylko o 9.30 i mogę powiedzieć,że dajcie mi jeszcze 2 min i nie róbcie mi wtedy wyrzutów ,że wy stajecie na rzęsach żeby dziecko wyszykować-dziecko wytrzyma te 2 min to raczej z dorosłymi jest problem.

    Na koniec dodam,że uwielbiam Twoją Krystynę tak jak uwielbiam i Ciebie i uwierz mi-oddałabym wszystkich moich przyjaciół za jedna małą istotkę…

    • ~smerf

      25.07.2014 at 16:13 Odpowiedz

      Jak przeczytalam twoj wpis to sie wzruszylam. pokazalas nam druga strona relacji znajomi z dziecmi kontra bezdzietni. szczegolnie dwa ostatnie zdania……

  • ~tess

    24.07.2014 at 09:12 Odpowiedz

    Brawo! Jesteś świadoma swej miłości,swego macierzyństwa i to najważniejsze.

  • ~zuzia

    24.07.2014 at 09:19 Odpowiedz

    Kochana kobitko , napiszę Ci tak od serca -zlej tych „psełdo przyjaciół ” porannym moczem. Opiszę tu po krótko moją historie .Przed 11 laty myślałam że jestem mega szczęśliwą osobą ,mój dom czasami przypominał dworzec centralny.Ludzi zawsze było w nim pełno do momentu kiedy nie urodziła sie Wika.CZęść moich :przyjaciół ; zaczęło mnie unikać -miałam odczucie że traktują mnie jak trędowatą,,ale nic myślę moje życie choćiaż uboższe toważysko ,to jednak jeszcze dycha-ok.Dramat jak mi się wtedy zdawało zaczął sie w monencie urodzenia się drugiej córki i wypadku mojego puzelka życiowego .(puzzel został sparaliżowany od pasa w dół i tak właśnie nagle miałam troje dzieci w domu w tym jedno z depresją) orzesz k****a byłam sama jak palec a wokół mnie zostało tylko dwoje znajomych ,których akurat bym o takie zachowanie wogóle nie podejżewała.Sytuacja powoki się uspokajała,wychodziłam na prostą ,dzieci rosły,puzzel pozbył się depresji -i wiesz co dopiero teraz czuję się SZCZĘŚLIWA z tą parą przyjaciół którzy byli w czasie bardzo dla mnie ciężkim. Kobitko kochana i ja ci życzę wiernych przyjaciół a reszta niech się buja -przyjdzie czas że ta reszta kiedych sama będzie zabiegać o Twoją przyjazń 🙂 Pozdrawiam Zuzia

  • ~Kacha

    24.07.2014 at 09:43 Odpowiedz

    Znam ten ból Krysiowa Mamo. Na studiach miałam tłum znajomych. Wspólne wyjazdy, imprezy ciągnące się 3 dni i dużo wódki. W tym widzie alkoholowym wszyscy wspólnie twierdziliśmy że nigdy nie utracimy kontaktu choćby nie wiadomo co miało się wydarzyć. No i dupa… ! Dzwoniłam do moich ziomków kilka razy i zapraszałam wraz z mężem w celu zobaczenia naszego dzieła i pogadania, nie koniecznie o dziecku, bo wiem że nie musi ich obchodzić jaką kupę dziś młoda zrobiła. Okazało się że są mega zapracowani, notoryczny niedoczas im doskwiera, dlatego już sobie darowałam. Mam dwie przyjaciółki które znam od 7 roku życia, jedna ma drugie dziecko w drodze a druga absolutnie w ciąże zajść nie może mimo ogromnej chęci i wszelkich starań. Doszłam do wniosku że lepiej dwie kochane niż tabun byle jakich. Amen !!!

  • ~aga

    24.07.2014 at 09:47 Odpowiedz

    hi, fajnie piszesz- lubie podczytac, tym bardziej ze sama niańcze #odjutraośmiomiesięczniaka:)
    Zajrzałam na instagrama i przez to moje pranie dalej lezy na stole w salonie i czeka na żelazko….:)
    A co do znajomych- fakt, niedzieciaci jakoś znikają z horyzontu, ale sama odnowiłam znajomości z dzieciatymi:D
    Pzdr

    • Mama Rysiowa

      24.07.2014 at 11:57 Odpowiedz

      Instagram tak wciąga 😉 ?

      • ~aga

        24.07.2014 at 16:44 Odpowiedz

        e tam instagram – Krycha wciąga;)

  • ~Stateczna

    24.07.2014 at 09:49 Odpowiedz

    Kurcze znam to. Teraz Okruch ma prawie dwa lata i z niektórymi starymi znajomymi nawiązuje się nić porozumienia. Bo i oni weszli w związki, niektórzy spodziewają się dzieci. Ale ja już nie potrafię spojrzeć na nich z taką ufnością i teraz to po prostu znajomi.
    Jakiś czas o tym myślałam, trochę byłam zła, trochę rozczarowana.
    Koniec końców na studiach poznałam przyjaciółkę z kategorii tych the best of the best 😉 te same priorytety, podobnie spaczone charaktery. Z czasów panieńskich ostała się jedna przyjaciółka na zabój. To mi wystarczy.
    Ale też czasem przeglądam stare fotki z wyjazdów i imprez i myślę jak fajnie się bawiło z tymi, czy tamtymi. Było i minęło, ale tak jak i Ty nie żałuję – ten mój Okruch zbuntowany i małżonek to i tak więcej, niż mogłabym sobie wymarzyć 🙂

  • ~Ola mama Franka

    24.07.2014 at 11:10 Odpowiedz

    Amen. Zgadzam sie w 100%. Odkąd urodziłam dziecko stałam sie i ja tredowata dla większości. Pozostała garstka znajomych co czasem odwiedzi i zadzwoni bezinteresownie. A kawy rozpuszczalnej tez nie lubię. Pozdrawiam

  • ~Dark

    24.07.2014 at 11:12 Odpowiedz

    Jakie to prawdziwe. Najprawdziwsze. Też jakiś czas temu wyszłam z założenia, że jak się ma dziecko to trzeba poszukać dzieciatych przyjaciół. Mimo, że faktycznie człowiek w znacznym stopniu pozostaje sobą, nadal lubi czytać książki, słuchać dobrego rocka, wyjść do kina, to odstaje od swoich niedzieciatych znajomych. Może oni się boją, że skoro można mieć tzw. ciążowy mózg to można chyba i dzieciaty mózg mieć i na spotkaniu będę prawiła tylko o kupkach, zupkach, klockach, drzemkach etc.

  • ~Ula

    24.07.2014 at 11:18 Odpowiedz

    No widzisz… ja jestem po 30, bezdzietna z wyboru bo szukalam odpowiedniego taty. Wszystkie kolezanki juz z dziecmi. Wiesz ile razy probowalam sie umowic na kawe ? Niekoniecznie na miescie, moze byc u kolezanki zeby jednej czy drugiej bylo wygodniej. I dupa zbita. Ciagle odmowy. Brak dzieci wykluczyl mnie z towarzystwa bo przeciez nie mam pojecia jak to jest. I jak to kolezanka ujela – jakie ty masz problemy…. nie masz dzieci to nie masz problemow. zycia nie znasz. Nawet u Ciebie znalazlam, ze „zatrzymalam sie w rozwoju i taplam w kaluzy”. Dzieki…

    • Mama Rysiowa

      24.07.2014 at 11:54 Odpowiedz

      Przeczytałaś mój tekst w taki sposób w jaki najprawdopodobniej chciałaś go zrozumieć, ponieważ w zdaniu o „taplaniu” w kałuży nie było grama złośliwego podtekstu. Porównywałam jedynie dwie z goła różne czynności, równie dobrze mogłam napisać” podczas gdy jedni jedzą poimprezowego kebaba w budce u Turka ja szukam w pralce skarpetek do pary”. O to mi chodziło. Mało tego dodam, że sama przecież „taplałam” się w kałuży i uważam ten czas w życiu za bardzo udany, do którego może i czasem bym wróciła. Nie może, na pewno! Jest to również moje subiektywne odczucie stanu w jakim się znalazłam więc proszę nie odbierać fragmentów tak personalnie 🙂 Na koniec napiszę, że mam jedną znajomą, która mimo Krystyny jest mną zainteresowana w miarę możliwości. I właśnie teraz do niej napisze smsa, że jej za to dziękuję. Ciebie serdecznie pozdrawiam i zapraszam na kawę do siebie. Nawet na piwko. Drzwi otwarte! 🙂

    • ~gatek

      24.07.2014 at 12:01 Odpowiedz

      Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia… Podpiszę się pod Ulą…..mnie bezdzietną odstawili Ci z dziećmi. Dokładnie teksty ” co Ty wiesz o wychowaniu”, „ależ Ty masz problemy”. Wspólne spotkania?? Zapomnij, nigdy nie było czasu, no chyba, że w godzinach jak byłam w pracy 😉 Z dzietnych pozostały mi dwie osoby (kuzynka i przyjaciółka), tak więc przysłowie powinno brzmieć prawdziwych przyjaciół poznajemy jak któraś ze stron dorobi się dziecka 😉

      • ~aga

        24.07.2014 at 20:59 Odpowiedz

        Podpisuję się pod tym nogami i rękoma, prawdziwe niestety

        • ~shy

          25.07.2014 at 18:12 Odpowiedz

          powiem Ci tak: nigdy watahy znajomych nie miałam bo niby niezamknięta w sobie/ zbyt szczera itd itp.. pierwsze ‚przyjaciółkowe stracenie’ przeżyłam jak schudłam z 90 na 60 bo okazało się, że faceci patrzą na mnie nie na nia więc już bleeeeeeeee, drugie, gdy waliłam prawdę w oczy do bólu a później poznałam mnóstwo ludzi w nowej pracy – nawiązałam znajomość z może 10 znienawidziłam 1 i właśnie ta 1 pomimo dziecia, mieszkania poza łodzią itd itp dzwoni dalej..
          PS. poza tym na wielu forach czytałam”polecam bloga: tu adres Krystyny” i bo to moja przyjaciółka/znajoma prowadzi..” nie raz nie dwa nie trzy.. a ja tam wchodzę bo GG jako pegasuso-maniaka pamiętam i z żalem wspominam, że do teraz nie przetrwała.. taka sąsiedzka przyjaźń, bo sie ważylo 90 a nie 50 kilo jak reszta koleżanek ;P;D (oczywiście z przymrożeniem oka)

  • ~matka-nie-idealna

    24.07.2014 at 11:21 Odpowiedz

    Bo prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie a najlepszych po urodzeniu dziecka, you know?

  • ~to tylko ja

    24.07.2014 at 11:35 Odpowiedz

    mnie wszyscy mają mnie w 4 literach, nawet mama…

  • ~mimbla

    24.07.2014 at 11:36 Odpowiedz

    I dlatego zawsze mówię, że moimi przyjaciółmi są mąż, córki i ich faceci. Na nich zawsze mogę liczyć, oni na mnie też.Reszta to znajomi,płyną jak rzeka,a jak wiadomo,nie wchodzi się dwa razy….itd

  • ~Gosia

    24.07.2014 at 11:47 Odpowiedz

    Ja na szczęście mam towarzystwo w większości dzieciate albo ciężarne, więc nie doświadczyłam tego. Powiem więcej, dzięki dziecku nawiązałam nowe lub odświeżyłam stare znajomości. Ale wiem co czujesz. Tak samo czułam się ja 10 lat temu po rozstaniu z moim eks facetem. Były imprezy, wyjazdy, wakacje a potem dupa. Wszyscy sie wypieli łącznie z koleżankami z klasy (liceum)tylko dlatego że byłam „bez pary”. Jak się zostajemamą, siedzi z dzieckiem a każdydzień jest taki sam to potrzeba spotkać się z kimś, pogadać, ot tak poprostu. Oj smutne to wszystko. Ale głowado góry, wiem że to mało pocieszające ale nie tylko Ty tak masz!pozdrawiam

  • ~Ada

    24.07.2014 at 14:11 Odpowiedz

    Soszyńska, ja powtórzę, co już wcześniej powiedziane: Ja ma podobnie! Ale najgorsze już za mną…najgorszy był moment, kiedy to moja od 8go roku życia przyjaciółka, świadek na moim ślubie i towarzyszka miliona nocnych eskapad, postanowiła się na mnie obrazić, bo zaszłam w ciążę!!!! 9mcy udawała, ze nie ma tematu, kiedy dzwoniła, nigdy nie zapytała o Antka (który był jeszcze wtedy w brzuchu)…w imię przyjaźni przymykałam oko, a kiedy już się urodził i podczas rozmowy telefonicznej powiedziała..”aha, no tak przecież Ty masz dziecko!” Qrwa, to dziecko ma imię!!!! Nie wytrzymałam, wygarnęłam wszystko…ona postanowiła to zmienić, ale smród pozostał. Zmieniło się tylko tyle, ze obecnie prawie wcale nie ma jej w moim życiu…i wiesz co jest najgorsze: ze wcale mi jej nie brakuje!!! A ona nadal gryzie się w brodę z zazdrości, ze ja mam moich trzech cudownych facetów w domu i najszczęśliwszą rodzinę EVER!!!! Tylko czasem się jeszcze zastanawiam WTF jest z tymi ludźmi nie tak?!!!

    Rozumiem Cie…buziole!!!!

  • ~Nitka

    24.07.2014 at 17:29 Odpowiedz

    Nie ma dzieci, za to mam przyjaciółki – całe dwie 🙂 Jedna z dorobkiem dwójki wspaniałych maluchów, druga jak na razie bez dorobku. Życie zweryfikowało ilość „przyjaciółek” właśnie w tym kluczowym momencie kiedy zostały matkami. Te, które odpadły w przedbiegach odwróciły się ode mnie kiedy założyły rodzinę, urodziły dzieci. Nie mam męża, dzieci, więc o czym ze mną rozmawiać? Nie byłam dobrym kompanem do spotkań, bo bywały okresy, że byłam sama, więc i ich małż nie miał z kim pogadać. Było mi przykro kiedy po dziesiątkach moich telefonów wiecznie te pseudo przyjaciółki nie miały czasu (czytaj:ochoty) spotkać się ze mną. Ucięły się też zaproszenia na imprezy okolicznościowe, grille, bo jestem SAMA (czytaj: trędowata). Mile za to były widziane koleżanki z „pełnymi” rodzinami.
    Ja kocham dzieci. Zawsze do mnie lgnęły, więc nie to, że nie mam z nimi kontaktu. Życie zweryfikowało moje przyjaciółki. Ta, z dwójką dzieci chętnie mi je podrzuca, gdy chce z mężem gdzieś wyjść, lub też coś załatwić. Ja chętnie nimi się zajmuję.
    Uważam, że przyjaźnie z ludźmi, którzy nie mają dzieci też są cenne. Zawsze można na nich polegać, czasem właśnie „wykorzystać”. A i my, bezdzietni z przyjemnością pomagamy, kiedy prawdziwi przyjaciele nas potrzebują.

  • ~Ewelina

    24.07.2014 at 18:19 Odpowiedz

    Pamiętam jak prawie dwa lata temu moja przyjaciółka zaszła w ciążę i powiedziała mi, że jak będę w ciąży to moje znajomości się zweryfikują. Wówczas nie rozumiałam co to znaczy, teraz, kiedy mam urodzić za 3 tyg. mojego syna, doskonale rozumiem te słowa. Najdziwniejsze jest to, że straciłam kontakt z ludźmi, o których myślałam, że oni to na pewno będą ze mną. Na szczęście okazało się, że wśród znajomych mam też takich ludzi, którzy zaskoczyli mnie w przeciwną stronę. O ile dotychczas mój kontakt z nimi nie był zbyt zażyły, teraz mogę na nich liczyć bardziej niż na innych. Jak to sie dziwnie w życiu układa…
    Trzeba tylko wyciągnąć z tego wnioski na życie, wiem, że przykro, wiem, że boli, ale lepiej się przekonać w takiej sytauacji, że nie można na nich liczyć, niż w momencie, kiedy zdarzy się coś złego.
    Tyle z moich obsewacji. Pozdrawiam wszystkie mamy. 🙂

  • ~Mama Łobuza

    24.07.2014 at 22:15 Odpowiedz

    Piękne to co napisałaś (ostatni akapit). Dokładnie tak samo czuję. I choć nie uczestniczę już we wspólnych wyprawach ze znajomymi, choć Sylwestra spędzam oglądając sztuczne ognie przez okno, to jestem najszczęśliwszą osobą (mamą) na świecie. Mój Synek przewartościował wszystko i nie żałuję żadnego z nr w komórce który nie dzwoni. Zamiast na wyprawę w góry chodzę do parku połazić po kałużach z moim małym smykiem i jest pięknie 🙂

  • ~Żona Młodopolska

    25.07.2014 at 10:24 Odpowiedz

    Mnie tam nawet dziecka nie było trzeba, żeby połowa znajomości mi się posypała. Wystarczyło wyjść za mąż, ot co. Wystarczyło, że teraz chcę po pracy wrócić do domu i zobaczyć męża, a żeby się ze mną spotkać to muszę wziąć terminarz i do niego zerknąć, bo mam dużo roboty. Temat dziecka to już w ogóle trąd i dżuma, nawet wśród niektórzy koleżanek po ślubie. Ale jak to ktoś mądry kiedyś powiedział; życie weryfikuje. I może i dobrze.

  • ~alma

    25.07.2014 at 11:34 Odpowiedz

    Mamo Rysiowa, jestem jeszcze bezdzietna, choć w planach nadzieja na małą Zochę się tli (tak, będzie Zochą!).
    Ode mnie „przyjaciele na dobre i złe” odwórcili się tuż po studiach, kiedy po tych dobrych paru latach szaleństwa kiedy postanowiłam się zaręczyć i zamieszkać z owym przyszłym męzęm! to dopiero cuda 😀
    Ponieważ dodatkowo mam pełnoetatową pracę, rodzice na mnie nie łożą, a w dodatku dorabiam trzy dni w tygodniu na boku stalam się mało atrakcyjna w kwestii imprez, spotkań, wyjazdów itp. Bo nie mogę tak nagle wyskoczyć na dwa dni w weekend, o środku tygodnia nie mówiąc, bo urlop, bo zajęcia, bo obiad, bo pies (mamy też psa, kolor jak Kisiel, niewiele mniejszy :)), bo zakupy i pranie się same nie robią, a do pracy trzeba raport, a spotkanie z klientem itd. co ja tu będę mowić, sama dobrze wiesz jak jest. A ja nie mam dziecka, więc mam, a przynajmniej powinnam, mieć nieco więcej czasu. Ale zbyt stateczna się zrobiłam dla moich „przyjaciółek” więc zostały nam tylko zdjęcia, wspomninia i kilka drobiazgów na półce 🙂 Na początku bolało, a dziś pozostał już tylko niesmak 🙂
    Ściskam i Ciebię i Krystyne i Kisiela!

  • ~ambiwalencja stosowana

    26.07.2014 at 10:44 Odpowiedz

    ja nie pamiętam życia sprzed dzieci 🙂
    za większością ludzi nigdy nie przepadałam to i nie tęsknię 😀

  • ~katkawariatka

    26.07.2014 at 19:33 Odpowiedz

    pięknie piszesz, wiesz? nie jestem mamą ale moje koleżanki mamy jak wychodzimy na chwilę chyba zapominają, ze sa mamami i znow razem siedzimy i plotkujemy:)

  • ~mea

    29.07.2014 at 15:13 Odpowiedz

    Witam! czytam Twojego bloga już jakiś czas i muszę przyznać – jest wspaniały:)
    Choć nie wypowiadałam się wcześniej to teraz poczułam taką potrzebę, otóż jestem osobą bez dzieci – po prostu singlem i wiem jak to wygląda od tej drugiej strony. Prawda jest taka, że przyjaźń sama się nie utrzyma, trzeba o nią dbać, a jedna osoba nie da rady tego zrobić. Sytuacja często zaczyna się zmieniać już w momencie znalezienia partnera – często to już jest czas kiedy „nie ma czasu dla innych” i śmiem twierdzić że to jest pierwsza chwila kiedy wiele przyjaźni się weryfikuje, kolejnym etapem jest właśnie dziecko. Z punktu widzenia osoby bez dzieci stwierdzam że naprawdę ciągłe rozmowy nt. pociech mogą być irytujące i nie ma w tym nic dziwnego że ktoś nie chce tego słuchać. Owszem, jako przyjaciel/przyjaciółka należy zainteresować się takimi sprawami, zapytać, posłuchać – zgoda, ale nie tak, by każda rozmowa dotyczyła jedynie dzieci, jest wiele innych tematów do rozmów, o których rodzice często zapominają. Ponadto zdarzają się sytuacje kiedy robi się spotkanie ewidentnie dla osób dorosłych (o czym się uprzedza), po to by odpocząć, rozerwać się, a tu miedzy krzesłami biega dziecko przy którym rzecz jasna należy unikać pewnych słów to już pomijając krzyki na które prosi się „nie zwracać uwagi”. Konkluzja moja jest taka: jeśli młodzi rodzice chcą by znajomi szanowali nowy stan rzeczy – obecność dziecka w ich życiu, to niech i oni uszanują fakt, że nie wszyscy za dziećmi przepadają, nie wszystkich one zachwycają i nie każdy jest w stanie zrelaksować się przy notorycznych krzykach ich pociech.

    Pozdrawiam 🙂

  • ~Lena

    29.07.2014 at 23:55 Odpowiedz

    Podaj numer! :> hehe, czytam bloga od początku, ale komentuję dopiero teraz… co poradzisz, jak nic nie poradzisz, że ludzie to chu** 😀

  • ~Antyterrorystka

    03.08.2014 at 23:08 Odpowiedz

    Znane mi zjawisko…

  • ~Miejskiewiejskie

    04.08.2014 at 22:10 Odpowiedz

    Trafiłam tu zupełnie przez przypadek zaintrygowana nazwą Twojego bloga. Trafiłam na post, ktory tak bardzo mnie dotyczy! A im dłużej jestem mamą tym więcej zauważam kobiet, które sa w tej samej sytuacji. Ja- po raz kolejny: bo tak- mozna tracić przyjaciół wielokrotnie… Oni czasem wracają kiedy dzieci podrosną by uciec znowu- kiedy pojawiają się kolejne:/ tym razem było smutno- ale ja juz sie nie dziwie. Mnie pomogła wiele zrozumieć książka- pisałam o niej- jesli masz ochotę zajrzyj. http://miejskiewiejskie.blogspot.com/2014/06/buddyzm-dla-wspoczesnej-mamy.html?m=1 moze i Tobie pomoże:) mam nadIeje ze kolejne osoby które pojawia sie w moim życiu nie bedą chciały urlopu od przyjazni

  • ~jaa

    14.08.2014 at 11:57 Odpowiedz

    Dziewczyny trochę się nie zgodzę i będę polemizować – zawsze kij ma dwa końce 🙂
    Nie mam dzieci ale nie wypięłam się na ŻADNĄ moją koleżankę, która urodziła… no chyba, że w euforii nowonarodzonej matki wszechwiedzącej słyszałam texty w stylu – „i o czym my teraz będziemy rozmawiać skoro Ty nie masz dzieci” albo „Ty to prawdziwych problemów nie masz” – no ale z drugiej strony jakie hasła taka przyjaźń czyli o kant dupy rozbić 🙂
    Ale też niestety muszę przyznać, że część moich koleżanek wyszła z założenia, że teraz to na mnie. skoro nie mam obowiązków, będzie spoczywało inicjowanie wszelkich kontaktów – czyli to ja mam dzwonić, odwiedzać, przyjeżdzać… każdą wartościową przyjaźń trzeba pielęgnować – jeśli chcecie z kimś pogadać podnieście telefon i zadzwońcie, jeśli chcecie sie spotkać to wiadomo, że nie ma browcu ale na spacer do parku można przecież zaprosić 🙂

  • ~k-nieidealna

    21.10.2014 at 11:20 Odpowiedz

    No cóż, na wielu etapach życia bywa tak, że znajomi przestają nas traktować jako atrakcyjną społecznie jednostkę i czasami nie trzeba mieć dziecka by tak było. Bywa, że zwiążesz się z kimś, zamieszkasz i nagle okazuje się, że koleżanka ma pretensje, że spotkania z nią uzależniasz od planów partnera, no bo jak to?! Kiedyś było inaczej!
    P.S. Też jestem z Łodzi i chętnie pójdę z Wami na spacer 🙂
    Pozdrawiam.

  • ~bety

    14.12.2015 at 14:16 Odpowiedz

    Moja znajoma również urodziła prześliczną córę,w naszej paczce jedynie ona wraz z mężem tworzą rodzinę. Reszta znajomych ucieszyła się na tę wieść, ale niestety koleżanka zamknęła się na nas i aż strach do niej podejść i najgorsze jest w tym to że to ona ma wszem i wobec do innych pretensje o wszystko ale na siebie nie spojrzy. Po tej historii stwierdzam, że te mamy, które zostały na lodzie powinny się same zastanowić czy aby to dziecko było problemem dla znajomych czy to one tworzą wokół siebie mur nie do zdobycia.

  • syla

    26.01.2016 at 14:09 Odpowiedz

    Chcę napisać z innej beczki – ja będąc osobą samą (nie samotną) czuję się „trędowata”, bo wszyscy już mają rodziny i to mój telefon milczy od dawnych przyjaciół.
    To działa też z tej strony…

Post a Comment