Lublin

Lublin

Moje życie jest pełne zwrotów akcji  – pomyślałam zbierając pod blokiem, porozrzucane przez wiatr na przestrzeni kilku metrów gacie moje i GG. Tu skarpeta na żywopłocie, tu pięcioletnie bokserki Małżowiny tarzające się w kałuży. Fantastycznie, chcesz poznać swojego sąsiada – poznaj jego bieliznę. Ja na przykład mam  swoje ulubione wycieruchy, raczej nienadające się na randeczki,  w rozmiarze adekwatnym do zwiększonej wygody i braku uciskania w pitkę, szyte już i po trzy, cztery razy. Niekoniecznie chciałabym raczyć pana Dariusza spod sto osiem ich widokiem, ale wiatr i niezbadane wyroki boskie chciały jak zwykle inaczej.

Już dawno postanowiłam się nie przejmować. Sąsiada od pewnego czasu witam w piżamie na klatce, zero stanika, cycki żyją własnym życiem, wiadomo. Trudno się spinać 24/7 kiedy większość tego czasu siedzę w domu, nie wychodząc do pracy i ludzi. A propos pracy – wyprowadzamy się do Lublina. Nie na długo, rok, może z małym hakiem.  Mój najdroższy Pan Tata dostał intratny kontrakt przy budowie nowego centrum handlowego. W związku z przestojem w moim życiu zawodowym spowodowanym siedmiokilogramową dziewczynką, która pięć miesięcy temu poprzestawiała mi szyki – jedziemy wszyscy razem –  ja, Tata, Ryś i Kisielek w naszym małym wesołym samochodzie, trzysta kilometrów naprzemiennego dyszenia, ryczenia, szczekania ,rzucanych  płynnie kurew w stronę psa (tata) i odśpiewanych „Dorotkach takich malusich” (mama), kilka przerw na siku, papu i tak oto zaczniemy nowy rozdział w życiu, rozdział lubelski.

Tata do tej pory już kilka takich interesów odhaczył. W ciąży będąc jeździłam do Pańcia do Katowic, kiedy mogłam się jeszcze samodzielnie poruszać. Późniejszy rozmiar i waga zmusiły mnie do bycia dowożoną a fakt, że wynajmowaliśmy pokój w hostelu na 4. (!!) piętrze bez windy, gdzie schody miały wysokość chyba z pół metra, sprawił, że większość historii katowickiej przeleżałam w łóżku i przespałam. Tym razem będzie inaczej mam nadzieję, pisać mogę wszędzie, komputer obowiązkowo zabieram. GG z radości wręcz puchnie, lata na wysokości lamperii, zobaczy po długim czasie starych znajomych. W tym całym szale przeprowadzkowym przyznać trzeba, że dotychczasowe tatowe zajęcie, które miało nas zatrzymać w Łodzi na zawsze i spowodować, że osiądziemy i zakotwiczymy warto pozdrowić i podziękować, że w ogóle było. Pozdrawiam Was Szanowni  Państwo, wiem, że mnie czytacie! 🙂 Dzięki pracy u Was mój szanowny Niemałżonek wyrobił biceps a nawet dwa, a po codziennym obieraniu marchwi na tony przyznał pewnego pięknego dnia, że  walić konia to od teraz insza inszość i że generalnie czuje się turbo wysportowany. Fajnie, w życiu zawsze należy szukać pozytywów.

Najbardziej przeraża mnie wizja pakowania manatków, opisywania pudeł, jednoczesnego karmienia Krystyny, gotowania obiadu i wychodzenia z psem. Dramat murowany, ale jak już się to piekiełko skończy zapewne będzie mnóstwo dobroci do opowiadania. Kto wie drodzy Lublinianie, może przyjdzie nam się spotkać na ulicach waszego pięknego miasta i porozmawiać o życiu i innych ważnych rzeczach?  Od maja wypatrujcie, będziemy z Krystyną kursować w tę i nazad.

 

It\'s only fair to share...Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Email this to someone

8 komentarzy

  • ~romka

    16.04.2014 at 12:14 Odpowiedz

    niee nie Lublin…choodz do Szczecina!! 🙂

    • SOHO

      16.04.2014 at 12:20 Odpowiedz

      Będziemy pamiętać 😉

  • ~kamila

    16.04.2014 at 13:40 Odpowiedz

    Mamo Rysiowa zobaczysz bd dobrze. Najwazniejsze pozytywne myslenie:-) a Lublin to naprawde fajne miejsce, sama tam mieszkalam przeszlo 2 lata bo moj malzonek to rodowity lublinianin 🙂 i jak bd w wrzesniu w odwiedzinach u tesciowej to moze sie na Was natkne:-) trzymam kciuki

  • ~sezonowa

    16.04.2014 at 13:59 Odpowiedz

    Miło, że blogowa koleżanka zawita do mojego regionu. To jest nas już trzy – TY z Lublina (tymczasowo, ale mam nadzieje, że owocnie), Iwona ( czas z rodziną. blog) z Chełma oraz ja z Zamościa. Ktoś jeszcze bloguje na wschodzie Polski ???

    • ~katia

      21.04.2014 at 23:12 Odpowiedz

      nie, ale ja mam tam rodzinę – zamość, biłgoraj 🙂 i czuję się mocno związana 🙂 pozdrawiam

  • ~mimbla

    18.04.2014 at 20:58 Odpowiedz

    Nie ma takiego miasta Lublin….. Niektóre miasta tak mają,że ich po prostu nie ma…. Mojego też nie ma 😉

  • ~gumofon

    22.04.2014 at 22:23 Odpowiedz

    W Lublinie robili kiedyś Żuka.Nie ma Żuków, to nie Lublina.

  • ~Emilia

    26.04.2014 at 17:23 Odpowiedz

    Jakbys nie miala z kim spacerowac po Lublinie – zostawiam maila:) pozdrawiamy rodzinnie

Post a Comment